Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Męczeństwo państwowe i prywatne

Posted by Marucha w dniu 2017-05-31 (środa)

Z obfitości serca usta mówią, więc żydowska gazeta dla Polaków już nie mogła powstrzymać radosnych hercklekotów serca gorejącego na wiadomość, jak to na posiedzeniu Rady UE aż 17 państw skrytykowało Polskę za uchylanie się od przyjęcia zaleceń Komisji Europejskiej w sprawie tubylczego Trybunału Konstytucyjnego.

Ale to znaczy, że 9 krajów Polski nie skrytykowało – bo Unia Europejska liczy 28 państw członkowskich. Tymczasem żydowska gazeta dla Polaków napisała, że Polskę „wsparły” tylko Węgry.

Ha! Mogłoby być lepiej, ale miejscu żydowskiej gazety dla Polaków, ja bym tak węgierskiego wsparcia nie lekceważył. Pamiętamy przecież węgierskie wsparcie dla Polski w roku 1920, kiedy to wybitny przedstawiciel żydokomuny w osobie Lejby Bronsteina, co to dla zmylenia głupich gojów przybrał pseudonim „Lwa Trockiego”, wiódł na Polskę bolszewickie wojsko.

Tymczasem Węgry oddały do dyspozycji Polski fabrykę amunicji na wyspie Csepel w Budapeszcie, dzięki czemu eszelony mogły dosłownie w ostatniej chwili dostarczyć amunicję karabinową i artyleryjską na stację kolejową w Skierniewicach, skąd prosto z wagonów dostarczana była na pierwszą linię podczas bitwy warszawskiej, umożliwiając zwycięstwo.

Inne kraje Unii Europejskiej, jak na przykład Niemcy, zablokowały transport amunicji dla Polski, podobnie jak Gdańsk i brytyjscy dokerzy, których tamtejsza żydokomuna podburzyła przeciwko naszemu krajowi i w związku z tym odmówili ładowania amunicji dla Polski.

Zatem skoro Komisja Europejska, w której misję tarmoszenia Polski powierzono owczarkowi niemieckiemu w osobie Fransa Timmermansa, wszczęła przeciwko Węgrom podobną „procedurę”, jak i przeciwko Polsce, to jasne, że Węgry nie będą przyłączały się do jakichś idiotycznych krytyk, gwoli udelektowania pacanowskiego autorytetu w osobie pana profesora Andrzeja Rzeplińskiego.

Żydokomuna stoi oczywiście murem za panem profesorem Rzeplińskim i Trybunałem Konstytucyjnym, bo na tym etapie strona żydowska ściśle koordynuje swoją politykę historyczną z historyczną polityka niemiecką w nadziei, że Nasza Złota Pani pozwoli żydowskim organizacjom przemysłu holokaustu umoczyć pyski w melasie, nakazując ekspozyturze Stronnictwa Pruskiego zrealizowanie żydowskich roszczeń majątkowych, jakie wysuwają przeciwko Polsce – ale ten interes niekoniecznie musi się udać, mimo zainstalowania w gmachu Muzeum Historii Żydów Polskich Biura Amerykańskiego Komitetu Żydowskiego z zasięgiem na całą Europę Środkową.

Ale na razie każdy, kto tylko gwoli dogodzenia swoim pragnieniom chciałby przy niemieckiej pomocy wypłukać z Polski resztki suwerenności, cieszy się poparciem żydowskiej gazety dla Polaków, która gotowa wykreować autorytet moralny niechby i z notorycznego szubrawca.

Takie skłonności i umiejętności nabywa się ze stosownym mlekiem, podobnie jak kierowanie się mądrością etapu. Ale wedle stawu grobla – bo Niemcy są narodem zdyscyplinowanym i jeśli, dajmy na to, teraz jest rozkaz, by nosić Żydów na rękach, to nie pozwolą nikomu się w tej gorliwości wyprzedzić, ale gdyby tak pewnego dnia padł jakiś inny rozkaz, to też nie pozwolą się nikomu wyprzedzić.

W takiej sytuacji rozsądek podpowiadałby, by nie przeciągać struny w podskakiwaniu z radości na widok męczeństwa, jakiego nasz nieszczęśliwy kraj doznaje na skutek tarmoszenia przez sforę owczarków niemieckich, wśród których, w charakterze przewodnika stada, wyróżnia się wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans. Jak to śpiewał w swoim czasie Piotr Szczepanik – „Nigdy więcej nie ryzykuj jednym słowem – mogę później nie zapomnieć, co mi powiesz!”

Warto to sobie przemyśleć tym bardziej, że możemy w czasie rzeczywistym obserwować skutki zatwardziałości prezesa TVP Jacka Kurskiego, w następstwie której męczeństwa dozna pani Katarzyna Szczot, używająca estradowego pseudonimu „Kayah”, której zatwardziały prezes Kurski miał postawić szlaban na występy podczas festiwalu piosenki w Opolu bo wspierała KOD.

Interweniował w tej sprawie prezydent Opola, pan Arkadiusz Wiśniewski – i słuszna jego racja, bo przecież Kayah już raz doświadczyła męczeństwa, co zresztą zrelacjonowała w piosence „Testosteron”, obwiniając ten hormon nie tylko za „osamotnienie, zdradę i gniew”, ale również za „przelaną krew” – najprawdopodobniej z nosa.

Nic zatem dziwnego, że w geście solidarności z naszą męczennicą pani Kasia Nosowska też w Opolu nie zaśpiewa. Pani Nosowska jest dyrektorką promowanego przez browar Żywiec projektu „Męskie granie”, ale ten gest dowodzi, że jest wrażliwa również i na granie damskie. Jestem pewien, że gest pani Nosowskiej zainspiruje również inne gwiazdy estrady do okazania podobnych gestów i w rezultacie dojdzie do bojkotu festiwalu opolskiego. [Już wiadomo, że odbędzie się w Kielcach – admin]

Byłoby to wydarzenie bez precedensu od czasów pani redaktor Ireny Dziedzic, które z pewnością odbiłoby się szerokim echem wśród pracowników przemysłu rozrywkowego we wszystkich bantustanach Unii Europejskiej, zwłaszcza gdyby stary finansowy grandziarz Jerzy Soros zrekompensowałby celebrytom utratę alimentów na przykład w postaci konkurencyjnego festiwalu piosenek wolnościowych, na przykład takich: „Nie zna granic ni kordonów pieśni zew, pieśni zew, pieśni zew. Nie zamilknie, nie ucichnie wolny śpiew, wolny śpiew, wolny śpiew. Przez cały świat słowa pieśni tej niech niesie wiatr, niech rozbrzmiewa młodzieżowy wolny śpiew, wolny śpiew, wolny śpiew!”

Tak śpiewali członkowie Związku Młodzieży Polskiej za panowania Józefa Stalina, kiedy nasz nieszczęśliwy, a właściwie bardzo szczęśliwy kraj, pod dyrekcją klasowej trójki wszechmogących Żydów: Jakuba Bermana, Hilarego Minca i Romana Zambrowskiego, podobnie jak inne, bardzo szczęśliwe kraje, tryskał wolnością i praworządnością aż po dziurki w nosie.

W ten oto sposób z prywatnego męczeństwa pani Katarzyny Szczot wyłoni się potężne męczeństwo państwowe, a nawet – międzynarodowe, znaczy się – internacjonalistyczne, które podziwiać będą i partyjni i bezpartyjni, wierzący i niewierzący, żywi i uma… no, mniejsza z tym.

Na tle takiego rozmachu możemy tylko współczuć panu Tomaszowi Siemoniakowi, byłemu ministrowi obrony, który też doświadczył męczeństwa, zapowiadając bojkotowanie rządowej telewizji. To odważny gest, zwłaszcza, że nikt może go nie zauważyć na tle męczeństwa o zasięgu internacjonalistycznym, co jeszcze raz dowodzi wyższości męczeństwa zbiorowego i publicznego, znaczy się – państwowego nad prywatnym.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Sorry, the comment form is closed at this time.