Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Wolny rynek ślepy na jedno oko. Rynkowa wycena pracy do naprawy.

Posted by Marucha w dniu 2017-05-31 (środa)

Sposób określania płac oraz podziału dochodów to absolutnie podstawowa kwestia w każdej wspólnocie politycznej. Wysokość zarobków w sposób fundamentalny określa życie człowieka oraz jego uczestnictwo w życiu społecznym.


Osoby bardziej majętne nie tylko mogą prowadzić zdrowsze i dłuższe życie, ale też są w stanie w większym stopniu angażować się w sprawy wspólnoty, a więc zdobywają dzięki temu większy wpływ na jej losy. Inaczej mówiąc, kapitał materialny bardzo łatwo jest przekuć w kapitał polityczny. Dlatego tak istotne jest, aby mechanizm ustalający płace, a w ich wyniku także nierówności ekonomiczne, był możliwie obiektywny i sprawiedliwy. Dziś jesteśmy od tego naprawdę dalecy.

Wszystko w niewidzialnych rękach rynku

We współczesnej gospodarce rynkowej zarobki niemal wszystkich aktywnych zawodowo członków społeczności są kształtowane przez rynek. Oczywiście istnieje grupa pracująca w sektorze publicznym, na którą mechanizmy rynkowe wpływają w mniejszym stopniu.

Jednak po pierwsze w Polsce jest to relatywnie nieduża grupa, bo wbrew obiegowym opiniom polski sektor publiczny nie jest wcale duży – wręcz przeciwnie, jest ósmym, najmniejszym, w UE. Pracę znajduje w nim ok. 20% ogółu zatrudnionych, tymczasem w stawianej za wzór pod tym względem Wielkiej Brytanii… 25%.

Po drugie, rynek wpływa na większość płac w „budżetówce” – instytucje też muszą konkurować o pracowników (z drugiej strony nie zamierzają za nich przepłacać), a wzrost tamtejszych wynagrodzeń jest zwykle powiązany ze wzrostem płac w całej gospodarce.

Tak więc nawet jeśli na płace jednej czwartej zatrudnionych w sektorze publicznym rynek nie ma wpływu (co jest grubo przesadzonym szacunkiem), to i tak dochody 95% pracujących w naszej wspólnocie określane są przy pomocy mechanizmu rynkowego. Rynkowa wycena pracy wpływa więc w gigantyczny sposób na życie niemal całości naszego społeczeństwa, tym bardziej, że nie jesteśmy wyposażeni w mechanizmy redystrybucji podatkowej (podatki dochodowe w Polsce są liniowe, a w zasadzie nawet regresywne), a duży program redystrybucji transferowej (Rodzina 500+) zaczął działać ledwie rok temu, a i tak dotyczy tylko rodzin z dziećmi.

Po 27 latach od zachłyśnięcia się gospodarką rynkową chyba warto już zacząć pytać, czy dominujący mechanizm wyceny pracy na pewno jest w pełni racjonalny, a jeśli nie jest, to w jaki sposób można go poprawić.

Polskie płace są wciąż koszmarnie niskie w porównaniu z płacami w zachodniej Europie. Średnio godzina pracy kosztuje nad Wisłą 8,6 euro i jest niemal trzy razy niższa od średniej unijnej (25,4 euro).

Nie da się jej porównać z płacami we Francji (35,6 euro) czy Szwecji (38 euro). Nawet jeśli przyłożymy do tych wyników parytet sił nabywczej (polskie ceny to 56% średnich cen w UE), to wciąż godzina polskiej pracy będzie kosztować ledwie 15 euro – daleko za średnią UE.

Według dominującej narracji niższe płace w Polsce wynikają z niższej jakości pracy. Praca Polaka ma niższą produktywność, więc jest też niżej wyceniana, gdyż produktywność to podstawowy czynnik wpływający na wysokość płacy. Polacy muszą rozwijać swe kwalifikacje, dzięki czemu powoli będą doganiać w tym względzie pracowników na Zachodzie. Czyli produktywność wprost wynika z jakości pracy.

Jaka praca taka płaca?

Faktem jest, że produktywność w Polsce jest dużo niższa niż na Zachodzie. Według parytetu siły nabywczej (PPS) wynosi ona 29 dolarów na godzinę. Norweg w godzinę pracy wytwarza przeciętnie 79 dolarów, Belg 65 dolarów, a Łotysz już tylko 25 dolarów.

Na pierwszy rzut oka widać, że wiązanie produktywności z jakością pracy powinno co najmniej wzbudzać wątpliwości. W zdecydowanej większości zawodów trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób statystyczny Belg miałby być ponad dwa razy lepszy od Polaka, a Norweg nawet niemal trzy razy lepszy od Łotysza. Czy pielęgniarki w Belgii robią dwa razy szybciej zastrzyki, a norwescy stolarze trzy razy szybciej wkręcają konfirmaty w meble? To fizycznie niemożliwe.

Tym bardziej, że wśród tych statystycznych pracowników z Zachodu są przecież również emigranci z państw naszego regionu – czyli zaraz po wyjeździe z kraju ich produktywność nagle drastycznie wzrasta? Odczucia emigrantów zarobkowych są raczej wręcz przeciwne – polscy kierowcy firm przewozowych z Niemiec nie muszą już pędzić na złamanie karku oraz oszukiwać na tachografach, a pielęgniarki w Skandynawii nie są już dłużej zmuszane do samodzielnej opieki nad tak dużą liczbą pacjentów podczas zmiany.

Wynika to z faktu, że w XXI wieku produktywność ma bardzo mało związku z osobistą jakością pracy – gdy jest wysoka, można sobie wręcz pozwolić na wrzucenie na luz.

Produktywność wynika przede wszystkim z zaawansowania technologicznego oraz organizacji pracy w firmie, w której się pracuje. A także rynkowej wyceny dóbr produkowanych w tej firmie. I wreszcie ogólnej rynkowej wyceny dóbr wytwarzanych w gospodarce w kraju, w którym ma się szczęście (lub nieszczęście) pracować – technicznie produktywność to PKB kraju podzielona przez ogólną liczbę godzin pracy w gospodarce.

Dzięki temu nawet niewykwalifikowany pracownik z bogatego kraju będzie osiągał większą produktywność niż najlepszy fachowiec z kraju rozwijającego się. A zatrudniony w czołowym koncernie będzie mógł pochwalić się lepszą produktywnością, nawet jeśli będzie musiał tylko od czasu do czasu ruszyć się z fotela, niż tyrający w pocie czoła pracownik raczkującego przedsiębiorstwa.

Polski podwykonawca w niemieckim łańcuchu produkcji

Produktywność jest więc wartością, na jaką rynek wycenia owoc naszej pracy. Warto się jednak przyjrzeć temu, jak ta wycena rynkowa wygląda w praktyce.

Polska jest zdominowana przez zakłady produkcyjne, które znajdują się w łańcuchu produkcji większych koncernów. Duża część tych zakładów wprost należy do spółek zależnych tych korporacji. Tak więc sprzedaż tutejszej produkcji jest często jedynie przeniesieniem towarów w ramach jednej ponadnarodowej firmy.

A o finalnej wartości tej sprzedaży decyduje de facto sama firma, a nie rynkowa gra popytu i podaży. Przecież Volkswagen Polska formalnie sprzedając wytworzoną przez siebie produkcję filii Volkswagena w innym kraju, która jest następna w łańcuchu, nie negocjuje z nią ceny, tak jakby były odrębnymi podmiotami. O końcowej wartości tej półprodukcji decyduje sam Volkswagen, nawet jeśli istotną składową są czynniki rynkowe, takie jak ceny materiałów, energii etc.

A największy narzut na cenę, czyli finalną marżę, dołoży tam, gdzie będzie chciał – czyli najpewniej w Niemczech. Przez co produktywność niemiecka wzrośnie, a polska będzie wynikała jedynie z wartości zaangażowanych na miejscu czynników produkcji. Jednak ta niska produktywność jest tylko na papierze – nie wynika ona z jakości pracy, tylko z miejsca w łańcuchu produkcji.

Trudno więc głosy o niskich płacach zbywać argumentami o niskiej produktywności, skoro w gospodarkach o znacznym udziale kapitału zagranicznego produktywność w dużej części zależy od polityki zarządzania wartością dodaną przez koncerny.

Trzeba też pamiętać, że o ile produktywność wpływa na nasze zarobki, to nie determinuje ich całkowicie. Ważna jest też chociażby pozycja pracowników w danym modelu gospodarczym. W krajach zamożnych, z ugruntowaną gospodarka rynkową, pracownicy byli w stanie wyrobić sobie taką pozycję, która pozwala im wykroić większy kawałek tortu.

Przykładowo według PPS-u polska produktywność na jednego pracownika wynosi 65% szwedzkiej i 64% austriackiej. Przeciętne zarobki powinny więc odzwierciedlać tę relację. Tymczasem średnia roczna płaca według PPS-u to w Polsce 20 tys. euro, czyli jedynie 54% tego co zarabia Szwed (37 tys. euro) i 49% tego, co zarabia Austriak (41 tys. euro).

Gdzie więc zniknęły brakujące procenty? Zarobki wynikają nie tylko z produktywności, ale też z kultury podziału dochodu na rynku, którą wytworzyła sobie dana społeczność, czy stopnia zorganizowania organizacji pracowniczych, które potrafią skutecznie negocjować z pracodawcami oraz władzą.

Dlaczego prezes zarabia 354 razy więcej od szeregowego pracownika?

Warto się też zastanowić, czy wyroki rynku w zakresie wyceny pracy są rzeczywiście racjonalne, uzasadnione i sprawiedliwe. W wielu przypadkach wydają się one wręcz absurdalne. Przykładowo w 2016 roku prezes banku Citi Handlowy, Sławomir Sikora, zarobił 5,4 mln zł, co daje ok. 450 tys. zł na miesiąc. Sikora zarabiał więc jakieś sto razy więcej niż strażak.

Czy jest możliwe, żeby praca prezesa Sikory była sto razy bardziej wartościowa od pracy strażaka? Dlaczego racjonalny rynek dopuścił do sytuacji, w której prezes banku zarabia tyle, co stu ludzi gaszących pożary? A trzeba pamiętać, że w Polsce pod tym względem i tak nie jest najgorzej – w USA przeciętne zarobki prezesów są 354 razy wyższe od zarobków pracowników.

Czy jest możliwe, żeby wartość pracy prezesa przewyższała aż 354 razy wartość pracy przeciętnego pracownika? Nie ma na to żadnych dowodów – wręcz przeciwnie – jest wiele badań, według których wpływ prezesów na losy firmy jest zdecydowanie przeszacowany.

Na przykład według badań Daniela Kahnemana, zdobywcy Nobla z ekonomii, nawet najlepszy prezes może zwiększyć prawdopodobieństwo sukcesu swojej firmy co najwyżej o 10 punktów procentowych, w stosunku do prawdopodobieństwa opartego tylko o pozostałe czynniki. Czyli osoba prezesa pozwala zwiększyć szanse na sukces z 5 na 10 przypadków do 6 na 10 przypadków. Dlaczego więc rzekomo racjonalny rynek dopuścił do tak rażąco nieuzasadnionej wyceny pracy pewnej grupy zawodowej?

Wolny rynek ślepy na jedno oko

Okazuje się więc, że rynek nie jest obiektywnym ani sprawiedliwym mechanizmem wyceny pracy. Przede wszystkim zupełnie nie dostrzega społecznej użyteczności wielu bardzo ważnych zawodów, takich jak pielęgniarka, strażak, nauczyciel, kierowca komunikacji publicznej czy nawet pracownik kanalizacji.

We wszystkich krajach należą oni co najwyżej do środkowych grup dochodowych, choć społeczeństwo korzysta na ich pracy w ogromnym stopniu. Na pewno większym niż na pracy pracowników sektora finansowego, prawników korporacji czy doradców podatkowych pomagających w optymalizacji, którzy niemal wszędzie są znakomicie wynagradzani.

Poza tym za wszystkie decyzje rynku tak naprawdę odpowiadają ludzie, którzy po pierwsze nie są w pełni racjonalni, a po drugie kierują się partykularnymi interesami. Dlatego też wycena pracy grup zawodowych umocowanych na strategicznych rynkowych pozycjach jest tak przeszacowana. Przykładowo sektor finansowy kontroluje ogromne przepływy pieniądza w gospodarce, dzięki czemu zarobki w nim są tak nieproporcjonalnie wysokie. A klasa menadżerów ma spore możliwości kształtowania własnych płac, z czego korzystają np. członkowie zarządów przyznający sami sobie premie.

I dlatego nawet najlepszy strażak, odważny i kompetentny, który ma na koncie setki udanych interwencji, które ratowały ludziom majątek, zdrowie lub życie, zawsze będzie zarabiał bez porównania mniej niż niczym niewyróżniający się dyrektor w banku.

W stronę nowej umowy społecznej

Jak widać wyroki rynku w zakresie wyceny pracy niejednokrotnie są nieracjonalne i niesprawiedliwe. Jednym z wyzwań dotyczących pracy w XXI wieku powinno być przemyślenie kwestii jej wyceny, żeby uwzględniała ona ogromną użyteczność społeczną wielu zawodów, które obecnie są niedoceniane. A także nie dopuszczała do tworzenia się kast zarabiających pieniądze niewyobrażalne dla większości ludzi, w sumie nie wiadomo nawet za co.

Mechanizm rynkowy oczywiście powinien zostać zachowany, jednak musi być uzupełniony mechanizmami korygującymi, np. podatkowymi, które obniżałyby najwyższe zarobki i finansowały mechanizmy transferowe, które przekazywałyby „premię społeczną” grupom zawodowym, których niedoceniana przez rynek praca jest ważna dla społeczeństwa.

Środki pozyskane z progresywnego opodatkowania wysokich dochodów mogłyby być składane w ciągu roku na specjalnym funduszu, z którego w styczniu pracownicy szczególnie istotnych dla wspólnoty grup zawodowych (np. pielęgniarek, strażaków, pracowników kanalizacji, śmieciarzy) otrzymywaliby trzynastą pensję.

Mechanizmy te powinny wreszcie też docenić pracę, która obecnie w ogóle nie jest wyceniana – np. wychowywanie dzieci przez niepracujące matki czy opiekę nad starszymi lub niepełnosprawnymi członkami rodziny. To mogłoby mieć formę np. comiesięcznego wynagrodzenia przelewanego przez państwo matkom lub ojcom, którzy prowadząc dom, opiekują się dziećmi, w wysokości zależnej od liczby podopiecznych (niekoniecznie tylko swoich) i zarobków małżonka.

Kobiety w Polsce wykonują dziennie 296 minut niepłatnej pracy, co jest ósmym wynikiem w OECD i czwartym wśród unijnych członków OECD. Szwedki dziennie wykonują jedynie 207 minut niepłatnej pracy, a Francuzki 233 minuty.

Docenienie wreszcie pracy tych, którzy są niedoceniani albo w ogóle niewynagradzani pomimo ogromnej użyteczności społecznej wykonywanych przez nich zadań, powinno być priorytetem na najbliższy okres „pracy nad pracą”. Skoro wyroki rynku to tak naprawdę decyzje konkretnych członków społeczeństwa, nie ma powodu twierdzić, że są one bardziej uzasadnione niż ich wspólna decyzja zawarta w umowie społecznej.

Materiał powstał ze środków programu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Promocja literatury i czytelnictwa”.

Piotr Wójcik
http://jagiellonski24.pl

Autor pominął jeszcze jedną kwestię. Zwykły pracownik za niewywiązywanie się z obowiązków, zostaje zwolniony z pracy.
Dyrektor – dostaje wielomilionową odprawę i do końca życia może sobie mieszkać na Karaibach. Olbrzymie, niczym nieuzasadnione odprawy dla nieudaczników, czy wręcz złodziei, są kurewstwem.
Admin

 

komentarzy 35 to “Wolny rynek ślepy na jedno oko. Rynkowa wycena pracy do naprawy.”

  1. peacelover said

    O tych sprawach rozprawiali juz tacy madrale jak Marks, Engels, Lenin i Stalin i…
    co z tego wyszlo ???????????????????????????

  2. „według PPS-u polska produktywność na jednego pracownika wynosi 65% szwedzkiej i 64% austriackiej. ”

    – Nieprawda. To dotyczy całych firm. A nie pracownika. Produktywność polskiego pracownika jest taka sama, a często wyższa, niż pracownika na zachodzie.

  3. Lily said

    Doszly do mnie sluchy,ze III.R.P (pookraglostolowa) moze sie pochwalic
    najwyzsza liczba prezesow spolek w U,E.

  4. Baniol said

    Tu nie chodzi o to czyja praca jest bardziej pożyteczna, tylko o proste prawo popytu i podaży. Kanalarzy czy pielęgniarek są potrzebne tysiące, a nadają się do tych zawodów miliony, dyrektorów banków liczy się w setkach co najwyżej, a i do takiej roboty nie każdy się nadaje. To jest nie do przeskoczenia no chyba że u Marksa…

    ——
    Nie każdy się nadaje…
    Pan się z choinki urwał?
    Pan wierzy, że aby zostać dyrektorem banku trzeba otro rywalizować z najlepszymi? Przejść przez sito konkurencji?
    Panie Baniol… ile Pan ma lat?
    Admin

  5. jazmig said

    Kolejny komunistyczny bełkot. Kto niby ma ustalać sprawiedliwą płacę, a jak płacę to i cenę? Takich eksperymentów było mnóstwo i zawsze kończyły się tak samo: bankructwem państwa, głodem i biedą społeczeństwa.

    Irytuje mnie, że na taki bełkot komunistyczny autor dostaje niezłą kasę zrabowaną podatnikom.

    ——
    Oho. „Argument”. Precz z komuną, żeby zydowskie chuje mogły zarabiać miliony i miliardy…
    Wzrusza mnie ta obrona kapitalizmu.
    Admin

  6. Baniol said

    Oczywiście nie bronię tego towarzystwa obcych oraz ich lokalnych sług wcale, co to to nie. U nas w kraju zwanym jeszcze Polską o patologie nie trudno, ale bez przesady, praca dyrektora jest droższa od pracy sprzątaczki z tych samych powodów dla których mercedes jest droższy od malucha.

    ——
    Uważa Pan, że jest warta np. 300 razy więcej?
    Admin

  7. rejan said

    Ad 1) … wyszlo, ze Marks i inni byli pretekstem
    i dlatego ad 4) nie wypada sobie Marksem ust wycierac

  8. Boydar said

    A jednak Pan Gajowy racji nie ma – „… aby zostać dyrektorem banku trzeba ostro rywalizować z najlepszymi? Przejść przez sito konkurencji? …”. Jest sito i jest konkurencja. Sito ma odcedzić najbardziej bezwzględnego squrwysyna, który orżnie klientów bez mrugnięcia okiem gdy tylko dostanie faks z centrali. A konkurencja ? Nawet wśród żydów każdy chciałby zarabiać trzysta razy więcej niż inni.

    To się załatwia w kręgach rodzinno-towarzyskich.
    Admin

  9. Zerohero said

    Diagnozy Autora są bardzo słuszne, ale rozwiązanie mocno wątpliwe. Uwagi wypunktuję:

    1. To prawda, że np. pensje pielęgniarek w Polsce są zbyt niskie, ale czy ustalił je rynek? Raczej nie. Pielęgniarek przecież brakuje, a ich pensje nadal są kiepskie. Zaczyna też brakować ratowników medycznych. Cały ten NFZ to piramidalna bzdura ekonomiczna.

    2. pensje adwokatów nie są kształtowane przez rynek, bo prawa do wykonywania zawodu broni sitwa.

    3. Prawdą jest, że niska produktywność pracy w Europie Wschodniej to mit. Jak zauważył Autor, wynika ona z niekorzystnego umiejscowienia danej gospodarki w łańcuchu dostaw. Jednak żadna „umowa społeczna” tu nie pomoże, bo Niemcy i Szwedzi z nami się nie umówią i już :). Trzeba sobie wywalczyć miejsce w dżungli.

    4. dyrektorzy banków zarabiają zbyt dużo, ale to najprawdopodobniej cena za milczenie, bo bankierzy to mafia. Właściciele banków zarabiają jeszcze więcej….

    5. zgadzam się, że jest coś takiego jak użyteczność społeczna danego zawodu. Wbrew pozorom, wielu ludzi dobrze zarabiających nie jest użyteczna społecznie. np. nie jest użyteczny społecznie najemnik firmny Academy zarabiający 30tys dolarów miesięcznie. Nie jest użyteczna społecznie droga prostytutka dogadzająca szejkowi, ani inżynier który dla tego szejka dopracował specjalny model samochodu.
    Tylko kto będzie oceniał użyteczność społeczną pracy? Kto oceni przydatność zawodu z punktu widzenia cywilizacji?
    Jak porównamy użyteczność programisty gier komputerowych i programisty aplikacji medycznych?

    6. Pomysły opodatkowania wysokich pensji by dopłacić do pensji są niskich są oszustwem kapitalistycznym. Kapitaliści nie dostają pensji. Dla nich dyrektor banku zarabiający 300 średnich pensji to płotka, nędzarz. Czemu specjalista zarabiający 10tys złotych ma dostać po głowie podatkiem wyrównawczym a jakiś pomiot Kulczyka czy firma Google ma trzepać miliardy z efektywną stawką opodatkowania 1%?

  10. rafal z said

    Zanim szanowny autor ponownie popełni taki artykuł, szczególnie z takimi rozwiązaniami napiszę kilka rzeczy jak chłop chłopu:

    1) po pierwsze nie komplikujmy tego co jest banalnie proste. W gospodarce jest jak w instalacji centralnego ogrzewania. Jest zasilanie, jest i powrót. Jeśli spada ciśnienie znaczy, że jest przeciek.

    2) na zasilaniu(praca – produktywność) w Polsce jest bardzo często znacznie większa wartość niż na zachodzie. Jak mi to powiedział pewien Holender. Holendrzy pracują by żyć. Z kolei Polacy żyją żeby pracować. Stąd ot taki Holender „pracuje”. Z kolei Polak zapier… 🙂

    3) Więc skąd różnice w wycenie pracy? Otóż w wycenie pracy jest część wyceny indywidualnej i część wyceny systemowej. Wycenę indywidualną nazwijmy wolnym rynkiem i ta wycena działa i dostosowuje się do otoczenia. W Polsce otoczenie stanowi patologię i tu tkwi problem a nie w „wolnym rynku”. Wycena systemowa jest na żenująco niskim poziomie z powodu 3 głównych czynników:
    a) drenaż siły nabywczej złotówki po przez druk pieniądza
    b) struktura własnościowa przedsiębiorstw
    c) system prawno-podatkowy blokujący zmiany

    4) I na skutek lepszej wyceny systemowej pracy na zachodzie taki np przeciętny malarz holenderski jest w stanie mniej pracować. Za swoją pracę dostać więcej niż Polak w Polsce. Przy czym za to „więcej” kupić dodatkowo najlepszy sprzęt na rynku co dodatkowo usprawnia pracę.

    5) Otóż jeśli chodzi o rozwiązania to poprawa punktu 3 b) wydaje się być najbardziej realna

  11. Marucha said

    To wszystko ch***

    Trzeba powrócić do zasady Średniowiecza: nikomu nie wolno bogacić się ponad miarę. Postawić granicę bogacenia się.

    Proszę mi tu nie wyjeżdżać ze standardowym „a kto będzie ustalał tę granicę”. Bo to da się zrobić. Chyba że już nie mamy do czynienia ze społeczeństwem ludzi, tylko kretynów.

  12. Listwa said

    Są tacy co uważają system wolnorynkowy za świętość i motor postępu, a tak twierdzą, gdyż ma on w sobie konkurencję, samoregulacje i liberalizm. Oczywiście bzdura. Służy on tylko monopolom i oligopolom i ogólnemu upadkowi. Nic w rozwoju nie zastąpi ludzkiego świadomego umysłu podejmującego mądre decyzje, a takie w demokracji nie są podejmowane. .

  13. RomanK said

    Autor bredzi!
    Rynek..jak go zwal tak go zwal reguluje wszystkie ceny za wyjatkiem pracy. Kazdy dzien Rynek ustala ceny od zlota do …blota… WSZYSTKO!!!! za wyjatkiem pracy!
    Ta wyceniania jest po uznaniu przez Deep State, wg kategorii zaszeregowania w piramidzie dystrybucji.
    BO placa to poprostu piramida dystrybucyjna jaka ustalaja wlasciciele pieniadza…i tak Anglikow stawiaja na szczycie Piramidy Placy i reszte …. jak idzie…
    Ta piramida plac likuje- bowiem wszystkie narody we wlasciwym miejscu i pozwala na taki, a nie inny poziom konsumcji.
    Proponuja autorowi zeby zmierzyl tzw produktywsnosc poszczegolnych narodow za pomoca tych samych metod i przy poslugiwaniu sie tymi samymi miernikami.
    Niech to bedzie ilosc cegiel wlozonych w mur, przez Anglika i Polaka.
    I taka uwaga dlaczego ta produktywnosc Polaka zmienia sie z chwila wejscia na rusztowanie w Anglii, Niemczech czy USA?????
    Gdzie zasada..rowna praca za rowna prace????
    POlega to na prostej zsadzie!
    Poniewaz wszystkie materialy i surowce, maszyny etc maja rynkowa cene..zawlaszczanie nadwyzki ekonomicznej nastepuje TYLKO i WYLACZNIE przez rabunek pracy…pod pretekstem wydajnosci.
    Roznice plac to poprostu rozne poziomy exploatacji PRACY LUDZI!
    za pozwoleniem i przy pomcy rzadow!

  14. RomanK said

    TO rzady utrzymuja sytuacje strachu i nedzy zmuszajcych sile robocza do akceptacji warunkow exploatacji. RObia to przez tworzenie warunkow konkurencji przez bezrobocie, przepisy emigracyjne, manipulacje prawami socjalnymi..skzujac ludzi na przymusowosc narzucanych im warunkow pracy!

  15. Boydar said

    Ja się tam nie znam, ale czuję intuicyjnie że niestety, rację ma KafelR (13), (14).

  16. Yah said

    A ja postawie tezę o zależności wysokości płac :

    – zdolności manipulacji społeczeństwem w kierunku porządnym przez , jak to Pan Roman nazwał, Deep State;

    – przyczyniania się do pomnażania zysków korporacji ( głównie finansowych i biotechnologicznych) – bankowość i służba zdrowia ( ale ta przyczyniająca się do sprzedaży leków;

    – wyznaczania trendów rozwoju społeczeństwa w z góry założonym kierunku – media, kultura, film, książka;

    – usypiania społeczeństwa by nie zorientowało się, że coś jest nie tak – psychologowie, lekarze psychiatrzy i „duchowni”.

    Rozwój przemysłu jest zupelnie poboczny, gdyż ma zaspokajać sztucznie wykreowane potrzeby i podtrzymywać w społeczetwie wizję materialnego sukcesu jako celu życia. Celu , dla wiekszośći, niemozliwego do osiagniecia przez neoliberalna polityke trudnego pieniądza.

    Oczywiście nie po to wymyślono trudny pieniądz by na tym nie zarabiać. Popyt , na niemozliwe do zarobienia pieniądze, zaspokajają banki i instytucje finansowe, dajac złudzenie sukcesu, ktory ja nazywam sukcesem na pokaz. Bogactwo dla sąsiadow , ale dług dla mnie , dla dzieci i wnuków.

    Rzeczywisty sukces osiągaja tylko ci, ktorzy „zdali egzamin” z psychopatii. Oczywiście tak jak to w życiu bywa większość chgce dorównać psychopato i osiagnąć sukces finansowy. W konsekwencji normalni ludzie ( starajacy sie udawać psychopatow dla odniesienia korzyści) borykają się z problemami psychologicznymi, psychicznym, alkoholem, narkotykami, lekami psychotropowymi lub koncza jako samobojcy.

  17. Voodoo said

    Powiedzmy ze rozwijam sobie firme. Nie zaden bank, tylko uczciwy biznes. Dajmy na to kupuje i sprzedaje towary roznorakie. Po dziesieciu latach ciezkiej pracy nazywam sie dyrektorem lub prezesem. Daje setki miejsc pracy i zarabiam miliony. I co? Ktos przyjdzie i powie mi ze za duzo zarabiam???? Jakim prawem? Skoro jestem zdolniejszy i bardziej pracowity zasluguje na publiczne potepienie i legalne okradanie mnie? Toz to prawdziwe sku***synstwo!!!

    ——
    Sluszne jest postawienie granicy nadmiernemu bogaceniu się, gdyż ZAWSZE i BEZ WYJĄTKU prowadzi ono do bezkarności bogatych, do wladzy silnych nad słabszymi, do okradania milionów przez garstkę.
    Nb. prowardząc uczciwy biznes i sprawiedliwie dzieląc się zyskami z pracownikami, nie ryzykuje Pan raczej zostania drugim Rotszyldem, czy nawet Kulczykiem. Niech Pan śpi spokojnie.
    Admin

  18. Ola said

    ad 17
    import export , he hehe , to juz bylo, nawet sie krecilo w czasach schylkowych komuny . Obecnie zapomij , he heh, setki miejsc pracy i miliony. He he he. Skoro zarobisz miliony , znaczy panstwo, tak panstwo , stworzylo Ci dogodne warunki
    dla funkcjonujacego biznesu , jest popyt , ludzie maja pieniadze dzieki wlasciwej polityce panstwa i daja Ci zarobic . To wypada odwdzieczyc sie , a nawet zaplacic panstwu , a posrednio jego narodowi , i zaplacic odpowiedni podatek.
    I skad ten pomysl , ze jako prezes firmy pracujesz i zarabiasz dziesiatki razy wiecej od swoich wyrobnikow???
    tez masz jak oni tylko dwie rece, jedna glowe i dla kazdego doba ma 24 godziny. uczciwie mozesz zarobic 3 razy wiecj , nie 30.

  19. Boydar said

    Że gdzieś zwęszyli kasy pełne
    Lub upatrzyły tłuste szuje
    Cło jakieś grubsze na bawełnę …

    Tak mi się tylko skojarzyło, Panie Voodoo; nie żebym coś miał przeciwko uczciwemu interesowi.

  20. Ad. 11

    TAK JEST.

  21. Voodoo said

    Nie mowilem nic o nieplaceniu podatkow. 20% niezaleznie od wysokosci zarobkow mysle, ze byloby uczciwe. Nigdy nie zrozumiem progow podatkowych. Skoro zarabiam wiecej to moje 20% odprowadzanych podatkow rowniez jest wieksze. „Miliony” i „setki” to byl przyklad. Natomiast „dzisiatki tysiecy” i kilkudziesieciu zatrudnionych jak najbardziej prawdopodobne. Nawet przy zarobkach dwudziestu, trzydziestu tysiecy miesiecznie wg scenariusza autora bylbym skazany legalna grabiez mojej osoby, co uwazam za obrzydliwe.
    Gdyby ci wszyscy ludzie, ktorzy tak bardzo chca innym zabrac, spedzali tyle samo czasu na mysleniu, jakby to zrobic zeby ulatwic ludziom zarabianie pieniedzy mialoby to znacznie wiecej sensu. Wyrownywanie do dolu do niczego dobrego nie prowadzi.
    Oczywiscie omijam tu wielkie bankowe korporacje gdzie wysokie stanowiska rzeczywiscie najczesciej rozdawane sa po znajomosciach.

    ——
    Panie Voodoo. bądźmy poważni.
    NIKT nie został multimilionerem z uczciwej pracy i z uczciwego traktowania swych pracowników.
    Im się należy nie tyle ograniczenie dochodów, ale stryczek.
    Admin

  22. Voodoo said

    Aktorzy, sportowcy, naukowcy, pisarze, artysci. Smiem twierdzic ze istnieja osoby (rowniez biznesmeni), ktorzy dorobili sie uczciwa, ciezka praca. Jezeli nie milionow to przynajmniej setek tysiecy, a jezeli nie setek to dziesiatek. Gdzie ma byc granica tych zarobkow (tych zbyt wysokich)? Kto ma ustalac ta granice – politycy? Jestem jak najbardziej za karaniem nieuczciwosci ale rowniez jestem za chwaleniem i nagradzaniem ciezkiej, uczciwej pracy – nie istotne czy ta praca przynosi dochody rzedu dwa tysiace zlotych czy sto piecdziesiat tysiecy euro.

  23. Marucha said

    Re 22:
    Człowieku, upadłeś na głowę, porównując bogactwo aktorów, sportowców, naukowców (sic!), pisarzy czy artystów z bankierami czy właścicielami wielkich firm.
    Ale nawet wśród tych płotek nie widzę powodu, aby na jakiejś zasranej piosneczce czy książeczce mieli zarabiać miliony.

    Zastanów się jeszcze, czy wśród aktorów, pisarzy i artystów najbogatsi są ci, którzy na to zasługują, wnosząc jakieś wartości do kultury.

    Teraz pokaż mi tych uczciwych miliarderów. No pokaż mi ich! Nie pisz, co ci się wydaje, tylko podaj konkrety.

    Kto ustali granicę zarobków?
    Wiedziałem, że takie pytanie oczywiście padnie.
    Odpowiem, że średniowieczna ciemnota jakoś z tym nie miała problemów.

  24. Voodoo said

    Caly czas pisze o zarobkach rzedu od kilkudziesieciu do kilkuset tysiecy zlotych/euro, bo ktos wyzej napisal ze trzykrotnosc zarobkow zwyklego wyrobnika to maksimum co powinno sie zarabiac. Z powodu, iz uwazam inaczej podaje kwoty wyzej wymienione. Dlatego tez chcialbym znac ta granice zarobkow. Czy dziesiec tysiecy zlotych miesiecznie to za duzo? Piecdziesiat? Sto? To jest wlasnie najistotniejszy przedmiot tej dyskusji. Kiedy, uczciwie zarabiajacy Kowalski musialby przestac powiekszac swoje zarobki, a przede wszystkim dlaczego? Napisalem przeciez ze omijam multimilionerow, dlatego nie podam nazwisk, bo jak wspomnialem chodzi mi o zarobki rzedu do kilkuset tysiecy zlotych/euro, wiec raczej nie sa oni zbyt znani (np. moj szef i moj byly szef – firmy zatrudniajace po kilkadziesiat osob). Podalem przyklad artystow, sportowcow itp. jako ludzi ciezko pracujacych na swoj byt i jezeli w dzisiejszych czasach mozna miec watpliwosci co do pracy pewnej grupy artystow (mam tu na mysli jakies gwiazdki-celebryci) to do sportowcow juz ciezko sie przyczepic (jestes dobry masz pieniadze, nie jestes to nie masz – czasem tez jestes dobry i tak nie masz).
    Co do wplywu na kulture to nie jest to dyskusja na ten temat tylko na temat wysokosci zarobkow.

  25. mistrzYoda said

    Zgadzam się z Voodoo. Dla jednego to, że mam co miesiąc np 10 tyś zł to nie będzie oszustwo, a już dla innego będzie kryminał. I co wtedy? Mam przymusowo oddawać mu te pieniądze? Kluczowe jest wytworzenie takiej społecznej umowy, że płacąc pracownikowi więcej, również więcej otrzymasz od pracownika. A niestety kuleją obie strony układu.

    —–
    Powtarzam: jakoś te średniowieczne prymitywy sobie z tym radziły.
    My, kurwa, nowocześni i wykształceni – stoimy przed problemem jak dupy wołowe.
    Przepraszam za język, bo mnie cholera bierze.
    Admin

  26. Boydar said

    Ktoś kiedyś, nie tak dawno powiedział -„dla mnie benzyna może być i po dziesięć, byle mnie było na nią stać”.
    Jest tak jak napisał Pan Roman. To ekipa rządząca steruje siłą nabywczą zarabianych pieniędzy poprzez wpływ na ceny artykułów podstawowych. Tak było i jest. Jeśli wszystkich byłoby stać na jedzenie i mieszkanie, żaden „przedsiębiorca” czy bankier nie mógłby nam podskoczyć ani narzucić relacji.

    Tu kłania się ten obrzydliwy ustrój poprzedni i płomienna o nim dyskusja; wszyscy peerelowicze mieszkali pod mostem i żarli szczaw. A w niedzielę mirabelki.

  27. Ad. 23

    TAK JEST.

  28. Jack Ravenno said

    @24 artyści, sportowcy…ciężko pracujący – komu to poza nimi jest potrzebne? Zastanawiałeś się kiedyś człowieku kto buduje ten świat?

    …otóż budują go inżynierowie a naukowcy wyłuskują podstawy i przekazują do zastosowania. Gdyby nie oni i ich idee wcielane w życie to byłoby wielkie g*wno dno i wodorosty. Bez nich tak naprawdę świat w obecnym kształcie by NIE ISTNIAŁ. Dlaczego więc taki ‚właściciel’ czy k*rwa BANKSTER ma zarabiać więcej od inżyniera czy naukowca ze świata twardej nauki? Ten świat jest powalony po wielokroć… Powalony…

    Generalnie wszystko stoi do góry nogami. Cały system…

  29. Jack Ravenno said

    @25 MISTRZYODA – „Kluczowe jest wytworzenie takiej społecznej umowy, że płacąc pracownikowi więcej, również więcej otrzymasz od pracownika. A niestety kuleją obie strony układu.”

    Aha… pracodawca udaje, że płaci więc pracownik udaje, że pracuje. Fakt – trochę kulawe to jest. Pytanie tylko – kto jako pierwszy powinien zmienić swoje nastawienie do rzeczywistości. Pracodawca czy pracownik? Bo znam z autopsji tylko dop….lanie pracownikom coraz więcej za tyle samo albo mniej…

    ——
    Jaki to „układ”? Czy obie strony dysponują taką samą siłą?
    Układ dupy z knutem?
    Admin

  30. Jack Ravenno said

    Układ żaden – to tylko Mistrzu Yodzie się tak coś wyrwało. Moim zdaniem te sk…syny celowo utrzymują biedę i ‚rozwarstwienie’ co wszyscy zorientowani już dawno zauważyli.

  31. mistrzYoda said

    A czy mógłbym się dowiedzieć, jak to było w średniowieczu ograniczone? Jakoś nie znalazłem w treści tekstu tego przykładu?

  32. Listwa said

    Właściciel czy zarząd zarabia dzięki pracownikom, ma też obowiązek podzilic sie sprawiedliwie a nie lichwiarsko z twórcami dochodów.
    Są różni pracownicy i różne prace i to wymaga inteligentnej oceny.

    Czasami to wygląda tak, ze pracowac sie nie opłaca rzetelnie, bo i tak zagarnia wszystko władza.

  33. Boydar said

    „… Czasami to wygląda tak, ze pracować się nie opłaca rzetelnie, bo i tak zagarnia wszystko władza …”

    Ruszył Pan Listwa niebotyczną kupę gów*na, zbierającego się u nas w sieni od siedemdziesięciu a może i więcej lat. Kto to teraz posprząta ?

  34. Jack Ravenno said

    @33 BOYDAR – potrzebny Herakles i to nie z miotłą…

  35. Boydar said

    Ale musowo, żeby miało to nam zająć i następne sto lat, Panie Jack. Bez tego nie mamy przyszłości. Bo to jest kłamstwo. Szlachetnie udrapowane, i przyczółek do znacznie większych. Wydaje się, że jednak zacząć trzeba od władzy; ale to jeszcze moment. Ale faktycznie, miotła do tej pracy średnio przydatna.

Sorry, the comment form is closed at this time.