Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Kukuniek do mokrej roboty?

Posted by Marucha w dniu 2017-06-04 (niedziela)

Fortuna variabilis, Deus mirabilis – powiadali starożytni Rzymianie, co się wykłada, że Bóg wszechmocny, a szczęście zmienne.

Myśl ta przewija się w rozmaitych przysłowiach i porzekadłach, na przykład – z nędzy do pieniędzy, albo, że raz na wozie, a raz pod wozem.

Taka fluktuacja idealnie pasuje do zmiennych kolei losów byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, Lecha Wałęsy, przez znajoma Panią ze sfer dyplomatycznych pieszczotliwie nazwanego Kukuńkiem. Zanim jeszcze został prezydentem, prowadził walkę za komunizmem, w trakcie której doznawał rozmaitych udręczeń – ale z drugiej strony, kiedy tylko potrzebował pieniędzy, to zaraz wygrywał w totolotka. Tak w każdym razie twierdzi pani Danuta Wałęsowa, więc niegrzecznie byłoby zaprzeczać.

Co więcej – takie wygrane, trafiające się akurat w momencie, gdy były potrzebne, świadczą iż Lech Wałęsa musiał być szykowany przez Siły Wyższe do wykonania jakiejś ważnej Misji. Wtedy jeszcze tego nie wiedzieliśmy, ale dzisiaj już wiemy, że chodziło o obalenie komunizmu, ale nie byle jak, tylko w taki sposób, żeby nikomu to nie zaszkodziło.

Jak wiadomo, Lech Wałęsa przeskoczył przez płot i obalił komunizm, za co byli komuniści w osobach Aleksandra Kwaśniewskiego czy Włodzimierza Cimoszewicza do dzisiaj są mu wdzięczni, najprawdopodobniej nie bez powodu. Zresztą nie tylko komuniści, bo i antykomuniści w postaci samego pana redaktora Adama Michnika też.

Trawestując spostrzeżenie Franciszka Marii Aroueta zwanego Wolterem, gdyby Lecha Wałęsy nie było, to trzeba by go wymyślić. Na szczęście był, więc wywiad wojskowy nie musiał go wymyślać, tylko – jak przypuszczam – zwyczajnie wciągnął go na swoją ewidencję – i tak już zostało.

Oczywiście te niebezpieczne związki z RAZWIEDUPR-em były starannie ukrywane, ale co jeden człowiek chce zakryć, to drugi odkryje. Nie tylko odkryje, ale – jak powiada poeta – „każdy grzech palcem wytknie, zademonstruje, święte pieczęcie złamie, powyskrobuje”, toteż nic dziwnego, że i nasz Kukuniek zaczął doświadczać udręki, kiedy to za sprawą złowrogiego Antoniego Macierewicza, który został zobowiązany do dostarczenia Sejmowi informacji o konfidentach w strukturach państwa, pojawiły się śmierdzące dmuchy o niejakim „Bolku”, o którym mówiono, że on i Lech Wałęsa to ta sama osoba.

Prezydent naszego nieszczęśliwego kraju miotał się od „koncepcji” do „koncepcji”, które lęgły mu się w głowie z szybkością spotykaną dotychczas tylko u królików, co budziło irytację nawet u jego obrońców, bo jak tylko, dajmy na to, stanęli na nieubłaganym gruncie koncepcji, że Lech Wałęsa niczego nie podpisywał, bo nie jest pewne, czy w ogóle umiał pisać, to już następnego dnia mogła wylęgnąć mu się w głowie się koncepcja, że z litości coś tam jednak ubekowi podpisał.

Z litości, nie z litości – ale przecież podpisał – więc nic dziwnego, że zirytowana do żywego tą gonitwą myśli pani red. Karolina Korwin-Piotrowska publicznie wezwała naszego Kukuńka, żeby już nic nie mówił i nie pogarszał w ten sposób i tak już przecież niełatwej sytuacji.

Ale cóż z tego, kiedy obok takich rozsądnych rad, są również instrukcje na wypadek dekonspiracji – żeby na przykład mnożyć coraz to bardziej karkołomne „koncepcje” w nadziei, że ludzie w końcu się zniechęcą, machną ręką i w ten sposób sprawa przyschnie? W desperacji ludziska chwytają się różnych możliwości – o czym wspomina Adam Mickiewicz w balladzie „Lilie”, kiedy to Pani, która Zabiła Pana deklaruje: „ach pójdę aż do piekła, byleby moja zbrodnię wieczysta noc powlekła”. Skoro jednak Lech Wałęsa miałby stosować się do instrukcji na wypadek dekonspiracji, to skąd można mieć pewność, że nie stosowałby się i do innych?

Na taką możliwość wskazywałyby niedawne uroczystości z udziałem byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju. 6 maja mianowicie odebrał w Akwizgranie honorową nagrodę „Polonikus”, „za całokształt działalności” oraz „zaangażowanie na rzecz wzmacniania jedności europejskiej”.

Głównym sponsorem tej nagrody jest niemiecka Fundacja Karola Wielkiego, toteż nic dziwnego, że Laureat w porywie serca gorejącego oświadczył, że Niemcy „muszą skończyć z kompleksami i przejąć przywództwo w Europie”. Niemcom oczywiście nie trzeba tego dwa razy powtarzać, zarówno w sprawie „kompleksów”, jak i „przywództwa”, ale jest przecież różnica, czy do porzucenia „kompleksów” wzywa jakiś Niemiec, niechby nawet Nasza Złota Pani, czy nagrodzony właśnie Polonikusem Polacziszka w rodzaju Kukuńka.

Warto zatem w takich Polacziszków inwestować, oczywiście nie wprost, tylko poprzez rozmaite nagrody, na przykład – „Szkła w rozumie”, jaką w swoim czasie przyznało miasto Karlsruhe Władysławowi Bartoszewskiemu, kiedy już zaczynał wątpić, czy aby na pewno warto być przyzwoitym.

Podobnie robił Józef Stalin, organizując nawet międzynarodową trupę „rewolucjonistów”, skompletowaną z absolwentów komunizmu z ulicy Gęsiej i Smoczej w Warszawie, żeby przedstawiali a to argentyńskich peonów, a to bohaterskich Malajów, ku większej chwale proletariackiego internacjonalizmu ze Związkiem Radzieckim na czele.

Ale cóż dziwnego w takich podobieństwach, skoro Związek Radziecki zmienił położenie i zamiast w Moskwie, ma stolicę w Brukseli? Stare kiejkuty, które do Związku Radzieckiego mają tropizm niczym słonecznik do słońca, wyczuły to szóstym zmysłem, więc czyż w takich warunkach Kukuniek mógłby się nie angażować na rzecz wzmacniania jedności europejskiej? Nie mógłby, to chyba jasne.

Ale żeby temu zaangażowaniu nadać jeszcze lepszą oprawę, przywieziono Kukuńka, niczym osobliwego hoacyna, do na festiwal do Cannes, żeby go pokazać na tle rozmaitych gwiazd pod pretekstem, iż nakręcił on znakomity film Andrzeja Wajdy pod tytułem „Człowiek z żelaza”. Takie wyróżnienie świadczyło, iż na barki byłego prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju Siły Wyższe mogły złożyć jakieś ważne, a zarazem delikatne zadanie.

I rzeczywiście! Jeszcze nie ochłonęliśmy z wrażenia po Canneńskich występach Kukuńka, a już się okazało się, że układa on „Listę szkodników”, wzywając swoich zwolenników do składania propozycji. Pierwszy sygnał o tworzeniu tej proskrypcyjnej listy ukazał się 9 marca – prawie jednocześnie z petycją, z jaką do przewodniczącego Komisji Europejskiej Jana Klaudiusza Junckera wystąpiły wszystkie organizacje broniące praw człowieków, żeby zrobił z Polską porządek, bo ochrona praw człowieków w naszym nieszczęśliwym kraju woła o pomstę do nieba.

Ta petycja była niewątpliwym zwiastunem kolejnej kombinacji operacyjnej, której celem jest wywołanie w Polsce politycznego przesilenia, w następstwie którego na pozycję lidera politycznej sceny wróciłaby ekspozytura Stronnictwa Pruskiego. „Lista szkodników” układana przez Kukuńka skłania do podejrzeń, że w ramach tej kombinacji operacyjnej Siły Wyższe mogły powierzyć mu zadanie zorganizowania mokrej roboty.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

komentarzy 7 to “Kukuniek do mokrej roboty?”

  1. Pinxit said

    Bardzo fajny artykul, ale czy to znaczy, ze Walesa otrzymal nagrode przyznawana zydom i ich slugusom, ktorzy maja wykonczyc Europe?

  2. Kowalski said

    Oczywiscie przecie To ludzie z wytartymi czolami.Dla nich najwazniejszy jest zysk (pieniadz).A narod to jakis ;;;;;goiowski pleps.
    To przecierz sa zydy icki.Oczym tu pisac czy polemizowac.

  3. Jasiu PUKWATEREK said

    @ Każden któren ośmiela się powątpiewać iż Mędrzec Europejski Wałęnsa /dla przyjaciół Bolek/ przeskakiwał na motorówce legendarny płot stoczni obalając tym samym komune jest ohydnym kłamcą , faszystą i chomofobem.

  4. Z „przedwczesnego świtu” : W kolejnej UTOPII to jest z wiarą w WOLNY RYNEK,liberalizm eksportuje wojny sprawiedliwe dla obrony DEMOKRACJI.

  5. Yah said

    No i co z tego wszystkiego wynika? Z wyjątkiem swądu odgrzewanego kotleta z dawno zepsutego mięsa i dymu unoszącego się w kuchni. Moim zdaniem tylko o to by dymu było jak najwięcej, bo im więcej dymu tym mniej widać.

    A gawiedź …. a gawiedź ma o czym dyskutować – skąd ten dym, skąd ten swąd ….

  6. NICK said

    Gawiedź?
    Owszem.
    Wedle definicji,
    P. Yah’u.

    Chore to wszystko.

    We ludzie prostym działać. Próbować naśladować Chrystusa… .

    A nie mądrkować bojkotem GW, jak „Proste”.

    Tutki.
    Tyle.

  7. Mieczysław Sylwester Kazimierzak said

    Korzeniami europejskiej kultury jest antyczna Grecja.Została ona rozprowadzona za sprawą prawa rzymskiego. List rozwodowy w ramach historii antycznych religii opisał Tadeusz Zieliński w HELLENIZM A JUDAIZM.

    W dniu 5 czerwca 2017 19:46 użytkownik Dziennik gajowego Maruchy napisał:

    > NICK commented: „Gawiedź? Owszem. Wedle definicji, P. Yah’u. Chore to > wszystko. We ludzie prostym działać. Próbować naśladować Chrystusa… . A > nie mądrkować bojkotem GW, jak „Proste”. Tutki. Tyle.” >

Sorry, the comment form is closed at this time.