Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Powinniśmy być dumni z dokonań Pionierów

Posted by Marucha w dniu 2017-06-11 (Niedziela)

W imieniu władz samorządowych Województwa Dolnośląskiego i wszystkich współorganizatorów wymienionych w zaproszeniach. Ponownie witam gorąco i serdecznie wszystkich przybyłych na tę niezwykłą i podniosłą uroczystość która zawiera w sobie kilka wątków tematycznych i różne aspekty historyczne.

Ale jest wspólny mianownik tego naszego tu zgromadzenia. I wspólne przesłanie ideowo-moralne i patriotyczne.

Tym wspólnym mianownikiem jest pamięć o czynach chwalebnych i szlachetnych naszych przodków oraz nasza wdzięczność, szacunek i uznanie jakie jesteśmy im winni za wszystko co uczynili dla naszej doświadczanej boleśnie Ojczyzny i znękanego wojennego przeżyciami narodu.

W tym momencie mam na uwadze tych których przed laty obdarzano mianem Pionierów Osadnictwa na Ziemiach Odzyskanych. Jak powszechnie wiadomo, przybywali na tę piastowską ziemię z różnych krajów i zakątków Europy i z wielu regionów dawnej Rzeczypospolitej – głównie z byłych Kresów Wschodnich, ale także z Wielkopolski, z Ziemi Świętokrzyskiej, z Warszawy i Mazowsza oraz z dalekiej Jugosławii i Francji.

Zdarza się, że powracali do kraju bohaterowie walczący w szeregach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie opromienieni wojenną sławą Bitwy o Narwik, Monte Casino, Anconę i Bredę.

Pionierzy Osadnictwa przybywający na Ziemie Odzyskane mieli za sobą różne doświadczenia i motywacje na ogół bardzo dramatyczne czy wręcz tragiczne, jak to było w odniesieniu do przesiedleńców Kresów Wschodnich, których określano repatriantami, chociaż de facto byli oni wypędzonymi lub wygnańcami i przesiedleńcami. O ich losie zdecydowały postanowienia Konferencji Jałtańskiej, ale także okoliczności, jakich doświadczali w ostatnich latach i miesiącach swojego życia.

Stanisław Laszczyński z Łoszniowa w Powiecie Trembowelskim tak wspomina tamten czas: „Przyszła wiosna 1945 roku. Wiedzieliśmy, że przywódcy zwycięskich mocarstw na Konferencji w Jałcie postanowili, że granice Polski zostaną przesunięte daleko na Zachód. Niestety uaktywnili się też banderowcy, którzy będąc na straconej pozycji dalej chcieli się pławić w polskiej krwi. W kwietniu i maju 1945 roku urząd gminy niezwłocznie rozpoczął wydawanie kart ewakuacyjnych. Po wielu wiekach naszej obecności na Kresach Wschodnich, moja rodzina miała opuścić Podole, a przecież dla moich przodków Łoszniów był całym światem. Czekała nas podróż w nieznane, wiedzieliśmy przynajmniej, że wyjeżdżamy z Polski do Polski. Ci, którzy mimo wszystkich zagrożeń chcieli zostać, narażali się na życie w cieniu ukraińskich wideł i siekier”.

Inna Kresowianka wspomina to tak: „Kiedy nie było końca banderowskich morderstw, Polacy byli zmuszeni rejestrować się w Urzędzie Repatriacyjnym w Czortkowie na wyjazd na Ziemie Odzyskane. Wyjechaliśmy w końcu stycznia 1945 roku. Na stacji Jagielnica podstawili bydlęce wagony i kto co mógł ładował do nich swój dobytek. Kiedy zagwizdała rosyjska lokomotywa ludzie płakali w niebogłosy. Codziennie wracam myślami do przeszłości i do mojej kochanej Jagielnicy gdzie została cząstka mojej duszy do której tęsknię wiele lat i zalewam się łzami”.

Godzi się podkreślić, że wielu z kresowych wygnańców pozostawiło tam na Kresach Wschodnich świeże groby i tymczasowe miejsca pochówku swoich najbliższych zamordowanych często na ich oczach przez oprawców z OUN – UPA.

Inne motywacje do przyjazdu na Ziemie Odzyskane mieli mieszkańcy tzw. „Polski Centralnej”. Była mieszkanka Długowoli k. Grójca wspomina: „W tym czasie po wsi jeździł samochód z głośnikiem, który miał za zadanie zachęcać ludzi do osiedlania się na Ziemiach Odzyskanych. To samo robiło radio, ulotki, kroniki filmowe. Mówili, że jest tam praca, że są mieszkania. Na dodatek mama zaczęła dostawać listy od Janiny, która zamieszkała w Dzierżoniowie. W listach opisywała, że miasteczko jest ładne i spokojne, że dużo mieszkań stoi pustych, że dużo ludzi przyjeżdża aby się osiedlić”.

Tadeusz Samborski

Dla wielu Kresowian droga z ich domów rodzinnych na Ziemie Odzyskane wiodła przez służbę w szeregach I i II Armii Wojska Polskiego. I tak np. Ziemia Lwówecka była przeznaczona pod osadnictwo wojskowe i w początkowym okresie czasu pierwszeństwo w zajmowaniu gospodarstw mieli zdemobilizowani żołnierze 10 Sudeckiej Dywizji Piechoty II Armii WP, tej samej która przeszła piekło operacji łużyckiej i toczyła później ciężkie walki nad Szprewą. Wśród osadników byli też zdemobilizowani żołnierze I AWP, nawet ci, którzy uczestniczyli w walkach o zdobycie Berlina.

Najogólniej rzecz ujmując, jeśli idzie o żołnierskie i bojowe życiorysy Pionierów Osadnictwa, to znajdziemy wśród nich przedstawicieli wszystkich ugrupowań zbrojnych i formacji wojskowych walczących o wolność i niepodległość Polski na różnych frontach i polach bitewnych. Każdy opromieniony bojową chwałą i sławą szyld ruchu oporu miał wśród osadników swoich godnych reprezentantów. Tak więc Pionierami Osadnictwa byli AK-owcy, BCh-owcy, AL-owcy oraz żołnierze i partyzanci innych mniej znanych organizacji zbrojnych. Niektórzy z osadników mieli karty bojowe zapisane w ruchu oporu we Francji czy też w Jugosławii.

W 1945 roku i w kilku następnych latach wszyscy, którzy zrządzeniem losu napłynęli na Ziemie Odzyskane stanęli przed swoim kolejnym wyzwaniem urządzenia życia osobistego i życia państwowego w nowych, nieznanych im dotąd warunkach i okolicznościach. Nie jest tajemnicą, że osadnictwo na Ziemiach Odzyskanych zawierało w sobie także zderzenia i zdziwienia cywilizacyjne.

Grupie rolników pochodzących spod Jasła wyznaczono gospodarki w bogatej wsi Ruszowice pod Głogowem. Jeden z osadników Stanisław Pawlus tak wspominał ten moment: „Zagrody były duże, uznaliśmy je za majątek. Każdy spojrzał na zabudowania i strach nas ogarnął, co w tych murach będziemy robić. Człowiek nigdy nie widział takich zabudowań”. Dodam, iż wszyscy chłopi postanowili, że poszukają innej gorszej wioski, dlatego ostatecznie osiedli się w Widziszowie.

Dramatem dla niemal wszystkich przesiedlanych z Kresów Wschodnich na Ziemie Odzyskane była już sama konieczność opuszczenia stron ojczystych. Następną fazą tego nieszczęścia była podróż najczęściej koszmarną, uciążliwą i wyczerpującą fizycznie, a także psychicznie z powodu nieznajomości celu i terminu jej zakończenia.

Prof. Jerzy Kochanowski pisał, że droga ta była dopiero wstępem do „Repatriacyjnej Epopei”. Potem były bolączki początków osadnictwa, problemy związane z integracją z przybyszami z ziem dawnych, z autochtonami, jeszcze jakiś czas trwająca koegzystencja z Niemcami często faworyzowanymi – kosztem Polaków – poprzez władze radzieckie, a na koniec konflikty z Armią Czerwoną i z nie zawsze sprawną w pierwszych miesiącach administracją polską.

I mimo powyższych mankamentów i uciążliwości życia codziennego osadnicy przystąpili z zapałem do dzieła zagospodarowania powierzonej ich pieczy, ziemi, fabryk, instytucji, świątyń, szkół, szpitali.

Tymczasem dzieło odbudowy i integracji tego regionu z Macierzą było zadaniem ważnym także ze względu na sytuację wewnętrzną naszego państwa, jak też i ze względu na jego położenie międzynarodowe. Były przecież ośrodki za granicą głoszące, że Polska nie będzie w stanie zagospodarować obszaru między dwiema Nysami czyli Kłodzką i Łużycką. Pionierzy osadnictwa sprawili, że Polska zdołała to wyzwanie podjąć i skutecznie zrealizować. Dlatego Osadnikom, czyli naszym Ojcom i Dziadom należy się pamięć, szacunek i godne miejsce w historii ojczystej.

Warto podkreślić, że wszelkim poczynaniom w dziele odbudowy życia gospodarczego, oświatowego i kulturalnego towarzyszył autentyczny entuzjazm wszystkich grup społecznych a zwłaszcza młodzieży. I tak w akcji żniwnej w lecie 1945 roku wzięły udział liczne grupy młodzieży zainspirowanej przez wiciarzy ZMW-owców i Omturowców z centralnych regionów Polski, głównie z Łodzi, ale także z Kielecczyzny, krakowskiego i rzeszowskiego.

Miarą zaangażowania w rozwiązywanie problemów bieżących na Ziemiach Odzyskanych niech będzie informacja, którą przytaczam tu za legnickim historykiem prof. Stanisławem Dąbrowskim, iż akcja żniwna młodzieżowego ruchu ludowego w pierwszym roku polskich zbiorów na Dolnym Śląsku obejmowała 600 tysięcy hektarów.

Ci którzy, z Kresów Wschodnich zostali wypędzeni, tygodniami jechali pociągami w nieznaną i niepewną przyszłość. Znękani fizycznie i psychicznie osadnicy kresowi marzli o lepszym bezpiecznym życiu wśród swoich. Właśnie z takich tęsknot zrodziły się takie oto strofy poetki kresowej Apolonii Skakowskiej z Wilna:

Śni mi się Polska,
Że leci do nas
na skrzydłach orła białego.
Śni mi się Polska
W koronie złotej,
Tuląca do serca Polaka każdego…

(a. sk., „Śni mi się Polska”)

Na Ziemiach Zachodnich i Północnych po 1945 roku zachodziły procesy masowej wymiany ludności w związku ze zmianami stosunków społeczno-politycznych, gospodarczych, wyznaniowych i narodowych. Na ziemiach tych splotły się losy ludzi o odmiennej kulturze, świadomości narodowej, różnym wyznaniu, różnym pochodzeniu regionalnym, odmiennym bagażu cywilizacyjnym oraz motywie przybycia na te tereny. Zachodzące procesy adaptacji, asymilacji miały doprowadzić do integracji tych ziem z Polską. Wśród pierwszych obiektów uznanych „za swoje” na Ziemiach Odzyskanych były właśnie kościoły.

Grupy przesiedleńców (z Kresów) i reemigrantów (Bośnia i Hercegowina) były najbardziej stabilne, gdyż przybywały w zwartych gromadach, często z księdzem na czele, zasiedlając całe wsie lub dzielnice miast. W ramach akcji „Wisła” na Dolny Śląsk przesiedlono przymusowo w 1947 roku Łemków z regionu Krynicy i Gorlic i Ukraińców z Bieszczad.

My, mieszkańcy Dolnego Śląska, powinniśmy być dumni z dokonań Pionierów Osadnictwa, a wśród nich z tych, którzy walczyli w szeregach Wojska Polskiego, które miało swój wydatny udział w wyzwoleniu Warszawy, przełamaniu Wału Pomorskiego, zdobyciu Kołobrzegu i Berlina forsując po drodze Odrę i Nysę oraz walcząc na Łużycach gdzie zamieszkują Słowianie Zachodni, Serbołużyczanie którzy naszym żołnierzom okazywali pomoc i życzliwość.

Tę w pełni uzasadnioną dumę warto wyrażać często i w różnorodny sposób. Pionierom Osadnictwa należy się stosowna uchwała Sejmu lub Senatu RP i Uchwały gremiów samorządowych. Pamięć o szlachetnych czynach Pionierów Osadnictwa, wcześniejszych Wygnańców z Ojcowizny na Wchodzie można też zmaterializować w postaci tablic upamiętniających tamte lata i dokonania, nazwy ulic, skwerów, obelisków i innych form utrwalających w świadomości społecznej powrót Dolnego Śląska do Macierzy. Było to bowiem zbyt ważne wydarzenie w naszej ojczystej historii by spokojnie godzić się na przemilczenie tego faktu sprawiedliwości dziejowej.

Wszyscy ci, którym bliskie są idee zawarte w tej propozycji dedykuję przesłanie znawcy zagadnienia i miłośnika historii, które brzmi: „Dziadkowie nasi tę rolę orali, rodzice pacierza, nauczyciele pisać nauczali. Tak wrośliśmy w tę Dolnośląską Ziemię, jesteśmy pewni, tej Ziemi jak matce jesteśmy potrzebni”.

Każdemu czytającemu wspomnienia z tamtych lat nasuwa się oczywisty wniosek, iż relacje te promieniują mimo ogromnych trudności dnia codziennego – wiarą w przyszłość i ofiarnością w pracy godną najwyższego uznania. Takie obywatelskie podejście charakteryzowało niemal wszystkich, często bezimiennych bohaterów którzy podjęli trud odbudowy zniszczonych wsi i miast Dolnego Śląska oraz skutecznego włączenia Ziem Odzyskanych w organizm polityczny, gospodarczy Rzeczypospolitej.

Właśnie tą uroczystością, w której obecnie uczestniczymy, składamy hołd wszystkim wspaniałym ludziom, którzy w owych pionierskich latach 1945-1948 i późniejszych zdali celująco egzamin z odpowiedzialności za Państwo z ofiarności w pracy na rzecz tworzenia administracji służby zdrowia, oświaty, kultury narodowej, życia społecznego, religijnego, transportu, sportu, rolnictwa i polskiej prasy.

A początki polskiej tu obecności były trudne i wzruszające. Uczestnik jednej z grup operacyjnych Adam Królak tak wspominał pierwszy kontakt z miastem po przyjeździe z Wielkopolski na Dolny Śląsk: „Byliśmy w Głogowie. W wielu miejscach dymiły jeszcze zgliszcza, budynki spoglądały na nas wypalonymi oczodołami okien i wywalonymi drzwiami. Żona starosty ugościła nas obiadem w zaimprowizowanej stołówce. Była zupa warzywna i suchy kawałek chleba. Był to mój pierwszy obiad na wyzwolonej ziemi i smakował jak najwytworniejszy rosołek”.

Pozwolę sobie przytoczyć zapis miejsca czasu zarejestrowany oczyma, duszą i sercem kilkunastoletniej licealistki Kaji Sakowicz: „W Legnicy mieszkałam krótko, nie cały rok, lecz był to prawdziwy rok zerowy, w ciągu którego nowo odzyskane miasto podniosło się z gruzów wojny, zaczęło na nowo żyć i oddychać i co najważniejsze, potrafiło włączyć się w rytm całego budującego się kraju, całej Polski. Stało się to możliwe dzięki wysiłkom ich nowych mieszkańców: moich rodzimych Poleszuków, Poznaniaków, Lwowiaków, Ślązaków, Pomorzan. Byłam za młoda by „móc w pełni ocenić ich pionierską pracę….”

A o dominujących wówczas wśród osadników nastrojach niech zaświadczy pierwsza polska powojenna piosenka o tym mieście:

Miasto nad Kaczawą
Odzyskana ziemio,
Znowu Ciebie wita
Polskie twoje plemię.
Tysiąc dróg przebyłem
Nim Ciebie ujrzałem
Piastowska dziedzino
Miasto nad Kaczawą.

Dziś Legnica, miasto nad Kaczawą – najpierw w kościele św. Jana a teraz tu na Zamku Piastowskim składa Pionierom Osadnictwa oraz żołnierzom I i II Armii Wojska Polskiego, a także wszystkim weteranom i kombatantom hołd i wyrazy najwyższego uznania dla ich życiowych dokonań. My wszyscy tu zebrani wyrażamy naszą wdzięczność za te pionierskie lata osadnicze, za poświęcenie i trud na rzecz dobrze pojętego interesu narodowego i polskiej racji stanu, a jej elementem w ówczesnej sytuacji politycznej i międzynarodowej było szybkie zagospodarowanie Ziem Odzyskanych. Przypomnę, że mówimy o latach w których życie było trudne, ale autentyczne. Praca wówczas była ciężka, zarobki niskie, ale zaangażowanie wielkie.

Drodzy i wielce szanowni Pionierzy Osadnictwa na Ziemiach Odzyskanych!

Dziękujemy Wam za to, że nigdy nie zwątpiliście w Polskę, i że Polska i jej pomyślność nie była Wam nigdy obojętna. Dziękujemy Wam za skuteczną realizację myśli piastowskiej, której promotorem był przed laty Instytut Zachodni oraz część środowisk politycznych II RP.
Dziękujemy Wam także za to, że w swoim postępowaniu byliście wierni maksymie znanego pisarza Zbigniewa Domino, autora „Syberiady”, który zapewniał, że „nie odbiorą Ci Ojczyzny jeśli nosisz ją w sercu”.

Dziś z perspektywy ponad siedemdziesięciu lat możemy śmiało stwierdzić, że dzięki takim postawom życiowym, jakie prezentowali Pionierzy Osadnictwa na Ziemiach Odzyskanych, jakie prezentowali Żołnierze I i II Armii Wojska Polskiego, jakie prezentowali Żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie oraz bohaterowie Polskiego Państwa Podziemnego i jego ugrupowań zbrojnych – to właśnie dzięki takim postawom życiowym możemy ufać, iż Witosowe zawołanie „A Polska winna trwać wiecznie…” będzie z powodzeniem urzeczywistniane teraz i w przyszłości. Powyższe zadanie jest patriotycznym zobowiązaniem dla naszego pokolenia i wszystkich po nich następujących.

Serdecznie dziękuję za uwagę!

Wystąpienie okolicznościowe Tadeusza Samborskiego, członka Zarządu Województwa Dolnośląskiego na III Dniach Pionierów Osadnictwa na Ziemiach Odzyskanych w Legnicy (Zamek Piastowski) – 14 maja 2017 roku

Myśl Polska, nr 23-24 (4-11.06.2017)
http://mysl-polska.pl

komentarzy 16 to “Powinniśmy być dumni z dokonań Pionierów”

  1. Cadyk z Radomska said

    To rosyjska prowokacja całe to osadnictwo nasi bohaterowie to Ogień, Roj, Łupaszka, … Masa i Peshing

  2. RomanK said

    Chwala PIonierom Ziem Odzyskanych!!!!
    Chwala Im….. za PIerwsze Dzielo Odbudowy Wielkiej Polski!

  3. „Zasada niepozbywalności polskiego terytorium państwowego zawiera się w pojęciu Corona Regni Poloniae. Doktryna Korony Królestwa Polskiego powstała w poł. XIV w., kiedy Państwo Polskie powstało na nowo po rozbiciu dzielnicowym i ucieleśniała jego prawa zwierzchnie do poszczególnych terytoriów, niezależnie od osoby panującego. Nazwa „Korona Królestwa” określała Polskę jako organizm niepodzielny, rządzący się prawami i zasadami ustrojowymi stojącymi ponad osobą monarchy.
    Terminem Korony Królestwa określano często nie tylko ziemie rzeczywiście znajdujące się pod władzą króla polskiego, ale także te, do których roszczono sobie prawa, czyli przede wszystkim Śląsk i Pomorze Gdańskie, etc. Do Korony wliczano wówczas także stanowiące lenno Polski Mazowsze. Od 1569 nazwy tej używano w odniesieniu do Wielkopolski, Kujaw, Małopolski, Mazowsza, Prus Królewskich i Książęcych, Rusi Czerwonej, Podlasia, Podola, Wołynia, Ukrainy i Spiszu (…) Od Konstytucji 3 maja 1791 r., znoszącej odrębności państwowe Wielkiego Księstwa Litewskiego, Corona Regni Poloniae staje się tożsama z całością obszaru Rzeczypospolitej. Pieczę nad zachowaniem integralności Państwa Polskiego Konstytucja oddała Narodowi Polskiemu.
    Zasada niepozbywalności terytorium państwowego wyrażała się ponadto w tym, że kolejni królowie Polski składali w momencie koronacji przysięgę, iż spróbują odzyskać utracone w przeszłości polskie ziemie (etniczne i historyczne).”

    http://narodowikonserwatysci.pl/2012/07/26/polskie-prawa-do-kresow-wschodnich-w-swietle-koncepcji-korony-krolestwa-polskiego-oraz-norm-prawa-miedzynarodowego-publicznego/

    Mówiąc o Ziemiach Odzyskanych nie sposób pominąć milczeniem Ziemie Utracone. W poniższym pliku, który odnosi się do tego problemu, zamieściłem suplement: „Trzy ważne zdania o Ziemiach Zachodnich”:

    https://rapidu.net/7020737568/Dlaczego-Lwow-i-Wilno-nie-sa-dzis-polskie.pdf

    A oto fragmenty:
    >Dopiero przeniesienie granic po II wojnie pozwoliło Polakom odzyskać swoje położenie macierzyste (termin prof. Z. Wojciechowskiego). I nie był to żaden podarunek Stalina.PRL była państwem takim, jakie w danym momencie mogło zaistnieć. Najważniejsze, że było polskim. Nie oznacza to oczywiście, że praca zwłaszcza Narodowej Demokracji, „Ojczyzny”, czy Rządu londyńskiego, który zaczął szkolić przyszłe kadry administracyjne dla ziem odzyskanych, była działaniem bezowocnym. Przeciwnie, ta praca dopiero dzisiaj nabiera właściwego znaczenia.<

  4. http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Komunikaty_Mazursko_Warminskie/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r1980-t-n1/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r1980-t-n1-s85-89/Komunikaty_Mazursko_Warminskie-r1980-t-n1-s85-89.pdf

  5. Ziemie Odzyskane to tylko część słowiańskiej, lechickiej, polskiej spuścizny. Oczywiście, że wcześniej nasi przodkowie mieszkali duuużo dalej na zachód. Mowa nasza rozbrzmiewała aż do Sekwany, jak pisał Józef Ignacy Kraszewski w „Starej Baśni”, którą w karygodny sposób przerobił sobie w swojej ekranizacji żyd Jerzy Hoffman.

    http://wspanialarzeczpospolita.pl/2014/07/22/lechici/

    Wszystkich (no, prawie wszystkich) naszych braci Słowian na zachód od Odry, którzy w owych czasach mówili tym samym językiem, a których celowo dziś odróżnia się od Polaków (Polachów) wymordowano lub zniemczono. Ostali się nieliczni.

    https://rapidu.net/6720737635/Premier-Wolnych-Luzyc.pdf

    Piszę o tym przy okazji dlatego, iż uważam, że nie wolno o tym zapomnieć.
    Każdy Polak powinien znać na pamięć słowa „Roty” Marii Konopnickiej, która o mało nie została wybrana polskim hymnem narodowym.

  6. O tym, że przodkowie nasi przez bodaj tysiące lat mieszkali daleko za Odrą napisał już przed II wojną światową Józef Kisielewski w książce „Ziemia gromadzi prochy”.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Józef_Kisielewski

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Ziemia_gromadzi_prochy

    A oto i sama książka do pobrania:

    https://rapidu.net/3620737671/Ziemia-gromadzi-prochy-Jozef-Kisielewski.pdf

  7. I na zakończenie ku pamięci i pokrzepieniu serc w hołdzie Pionierom, którym poswięcono powyższy artykuł:

  8. b said

    Panie Hulaj. Mieszkałem w latach siedemdziesiątych na pieknej Warmii, gdy jeszcze resztki Warmiaków szykowały się do wyjazdu nach „Magden Burg”. Warmia moze niekoniecznie historycznie, ale społecznie była polska od kilkuset lat, a tak zwana niemieckojęzyczna większość nie miała tam większego znaczenia i sami Niemcy nazywali ją Ochs Preussen (przekręcona nazwa Ost Preussen). A potem Polska Ludowa wyrządziłą największa krzywdę polskojęzycznym i polskokulturowym Warmiakom, prześladując ich jako domniemanych autochtonicznych Niemców. W reakcji Warmiacy przeszli na niemiecki i prawie wszyscy wyjechali za Odrę. Przyjeżdzali potem mercedesami i kłuli w oczy Ukraińców, których tam osiedlono. Nie mówmy w tym kontekscie o pionierach. To nie była prosta sytuacja. Pocieszeniem moze byc że regermanizacja Warmii moze się przejawiac w powrocie Warmiaków.

  9. Zenon K. said

    Też dorzucę „łyżkę dziegciu” do tematu. Moi pochodzący z Wielkopolski dziadkowie zostali nakłonieni („przyjechali we dwa samochody i mówią…”) do zajęcia domów kilkanaście kilometrów za dawną granicą państwową. Byli pierwszymi mieszkańcami nadgranicznego, poniemieckiego miasteczka. Życie z „repatriantami” z całego niemal pasa nadgranicznego IIRP było dla nich dość ciężkim doświadczeniem: od razu zarysowali repatrianci bardzo ostry podział na „swoich” i pozostałych. I bardzo ścisły: pierwsze „mieszane” małżeństwo w tymże miasteczku to, jeśli dobrze pamiętam opowieści-chyba lata pięćdziesiąte. Jeszcze w osiemdziesiątych siadali w kościele tylko z prawej strony. Oczywiście, podział wg miejsca pochodzenia dawał konfitury jedynie liczniejszym, czyli repatriantom ze wschodu. Wielkopolanie i polscy oraz niemieccy autochtoni nie potrafili przez kupę lat spraw w urzędzie załatwiać, nie przyzwyczajeni do dawania łapówek i suwenirów. Rządziła ciemnota, wśród której mała matura to była rzecz niemal egzotyczna. Rządziła, dla „swoich” bardzo wyrozumiale, dla „nie naszych” wręcz z drakońską, złośliwą surowością. Nienawiść i zazdrość wobec gospodarniejszych na ogół Wielkopolan była normą jeszcze w latach 90. Do dziś, choć w mniejszym stopniu trwa. Nikt spoza klubu „kresowego” do władz nigdy tam nie wszedł- mógłby być najzdolniejszy i najuczciwszy. Najważniejsze, żeby lwowskie, głębokie „Ł” odpowiednio wymawiał i najlepiej, by całkiem z ruska akcentował. Niezależnie od czasów, systemu itd. Teraz dopiero można mówić, kiedy żyje tu 4 pokolenie, że nienawiści powoli ustają, dla tej prostej przyczyny, że już trzecie pokolenie repatriantów nie wie skąd pochodzi…Kolesiostwo w wymiarze niespotykanym chyba nigdzie indziej, powszechny brak autorytetów, brak formacji duchowej, patriotyzmu- to norma na ziemiach odzyskanych. A jak było z tą „odbudową”? Repatrianci nie dbali w najmniejszym stopniu o to, co dostali. Gospodarstwa poniemieckie na wsiach niszczały z roku na rok do końca XX wieku. Nie mówiąc o całej masie mienia upaństwowionego. Później dopiero zaczęła się zmieniać nieco świadomość i mentalność, kiedy naprawdę wiele mienia „poniemieckiego” obróciło się w gruzy lub nicość. Dziś jeszcze widać jak na dłoni, kiedy opuszcza się ostatnią wioskę wielkopolską, a wjeżdża do pierwszej na Ziemiach Odzyskanych. Różnica jest wciąż bardzo duża. Osiedlenie Kresowian w zwartych masach na całe powiaty było wielkim błędem- kupę lat nie podnieśli swojej kultury wyżej. A nie przywieźli najwyższej. Natomiast to, czym się dawne Kresy szczyciły- na Ziemiach Odzyskanych po prostu nie istnieje.

  10. JA said

    ad.9. Pan jak zawsze patrzy poprzez pryzmat swoich kompleksow.

    Gdyby to Pana rodzina przezyla to co oni przezyli, to nie dziwilby sie Pan podejsciu Kresowiakow tak do „ziem odzyskanych” jak i „kolesiostwa” lub tez tzw Lapowek.

    Zapewne Pan trafil na Kresowych ale Zydow a nie Polakow. Mial Pan doczynienia z CHazarami a nie Polakami.

    Jest tez prawda, ze podejscia Poznaniaka , pyry poznanskiej z podejsciem do zycia kresowiakow nie da sie porownac….

    Pyra poznanska to „sknera” a nie oszczedny czlowiek. W oczach Kresowiakow Poznaniak to nie jest juz Slowianin a zgermanizowany potwor, ktory przescieradlo z lozka swojej matce by wyciagna by zaoczszczedzic.

    Pan nie ma zielonego pojecia co Pan chce opisac, Panie Zenonie K.

    Radze Panu, by za temat Kultury Kresowej i Kresowiakow Pan sie nie zabieral. Nie ta poprzeczka. Pan nigdy nie zrozumjie Kresowiakow, Pan nie potrafi zrozumiec ludzi z Krolestwa a coz z Kresow :)))

    Pan jest Wielkopolanin…

  11. JA said

    Kiedys przyjechala do Nas Pyra Poznanska z Rodzina i tak sie dziwila , ze na stole tyle ronego miesa i wyboru, potraw do jedzenia kazdego dnia na sniadanie, obiad i kolacje…

    Podczas pobylu u Pyry w Wielkopolske, to Pyra sie pytala ile to ma przygotowac kanapek na sniadanie i ile plasterkow na chlebie ma sie znajdowac sera, a tak w ogole to kubek cherbatu powinin wystarczyc.

    Taka to roznica kultur…- jedna drugiej nigdy nie zrozumie.

  12. Albo do was nie dotarło, albo celowo mącicie.

  13. Boydar said

    A co tu jest do rozumienia ? Pewnie prosto od Sarmatów pochodzą 🙂

  14. Zenon K. said

    Oj, panie Ja, szowinizm przez Pana przemawia. Zwłaszcza z tymi „poprzeczkami”Ja tam u przesiedleńców mięso rzadko na stole w ogóle widziałem. Raczej potrawy mączne jedli. Pierogi ruskie zwłaszcza. Po kolędzie, w 100% domów b. kresowian ministranci dostawali pierogi ruskie, nie mięso. U nas kanapek na stole nikt nie liczy, a mięsa nie brakowało nigdy. Nawet za komuny.

  15. JA said

    ad.14. Chcialem byc zgryzliwy , ale widac sie nie udalo. 🙂

    Pozdrawiam,
    J

  16. Jurek said

    Mój fantastyczny Dziadunio ze wsi koło Strzelina , na moje pytanie zadawane gdzieś w latach 60-tych, czy mogę zamurować dziury w murze ( specjalną zaprawą z błota 🙂 ), odpowiadał, że niedługo przyjdą tu Niemcy i ich przepędzą.

    Takie było powszechne myślenie, objawiające się w stanie zabudowań aż do lat 80. Ale gospodarnymi i pracowitymi byli. I nie ma co żałować im zasług.
    Gdy Starzy pomarli, młodzi wyjechali za chlebem a zabudowania walą się i znikają.

Sorry, the comment form is closed at this time.