Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Jabłko – historia upadku

Posted by Marucha w dniu 2017-07-01 (sobota)

Nowoczesny masowy rynek zapewnia dobra w nieznanej wcześniej obfitości i różnorodności, głoszą jego apologeci. Tymczasem, jak przekonuje znany katolicki autor, to jedynie półprawda.

Industrializacja i umasowienie gospodarki przyniosły ze sobą destrukcję różnorodności. Pozostała dostarczana na przemysłową skalę masówka. W USA walec nowoczesności zniszczył w ciągu ostatniego stulecia niemal 13 tysięcy odmian jabłek.

„Za jedną z korzyści nowoczesnego masowego rynku uważa się zwiększenie możliwości wyboru. Współczesny konsument może wybrać spośród tak wielu rzeczy dostępnych na przeróżnych platformach, zarówno offline jak i online. Ta możliwość wyboru z obfitości uważana jest za jeden z cudów nowoczesnej ekonomii”.

Jednak każdy kij ma dwa końce, zauważa John Horvat. Współczesne rynki dążąc do zapewnienia obfitości dóbr zapominają o ich różnorodności. Zapewniając wiele dóbr, wszędzie oferują te same opcje. Skutkuje to zubożeniem kultury. Teza ta, jak zauważa John Horvat, okazuje się herezją w oczach czcicieli współczesnej gospodarki. Jednak istnieje przykład, by udowodnić jej trafność. Jabłko.

„Wygląda na to, że obecnie możemy kupować jabłka skądkolwiek podczas jakiejkolwiek pory roku. Poza sezonem mogą one zostać nam dostarczone z innych części świata. Techniki mrożenia przedłużają ich egzystencję na długi czas”, zauważa autor książki „Powrót do porządku”.

To jednak tylko jedna strona medalu. Po pierwsze bowiem większość jabłek dostępnych w Stanach Zjednoczonych (ale przecież, jak można dodać, nie tylko tam) to nie lokalne owoce. Dwie trzecie z nich zbieranych jest w stanie Waszyngton. Po drugie zaś różnorodność dostępnych jabłek jest bardzo ograniczona. Na 90 procent rynku przypada 15 rodzajów jabłek.

Co z pozostałymi 16 985 odmianami owocu? Niektóre z nich wciąż pozostają dostępne, choć nie w supermarketach. Można je jednak nabyć bezpośrednio od rolników. Jednak, jak twierdzi John Horvatt, aż 13 tysięcy odmian jabłek w Stanach Zjednoczonych odeszło na zawsze.

„Kto zabił te 13 000 odmian?” zapytuje publicysta „Może jakaś zaraza lub tajemniczy pomór przechodzący przez kraj na początku dwudziestego stulecia? Odpowiedź jest tragiczna. Nie było pomoru. Masowy rynek zabił te odmiany jabłek”.

Industrializacja, wkraczająca do rolnictwa na początku XX wieku, dokonała pod tym względem spustoszenia. Przetrwały jedynie odmiany dające się dopasować do procesu przemysłowego. Pozostałe zginęły.

„Nawet nazwy odmian były obrazowe i działające na wyobraźnię. Książka z 1905 roku, pod tytułem Jabłka Nowego Jorku, wymienia liczne odmiany z poszczególnych stanów. Są tam „Grimes Golden Apples” opisane jako „piękne, bogate, złocisto-żółte, atrakcyjne w formie i doskonałe zarówno do deseru, jak i użytku kulinarnego”. A także „Winter Banana Apples”, a więc „duże, biało-żółte z pięknie kontrastującymi różowo-czerwonymi rumieńcami, charakterystycznie aromatyczne, doskonałe na deser”. Inny przykład to jabłka „Twenty Ounce”? Są one wysoko cenione w domowym użytku, duże, atrakcyjne, zielone, choć żółknące, z szerokimi pasami i odpryskami czerwieni, łagodnie ugotowane, soczyste”.

Owo 17 tysięcy odmian owocu nie tylko ubogacało paletę smaków do wyboru, lecz także wspierało zdrowy regionalizm. Jabłka te stanowiły nieodzowny składnik najróżniejszych bardziej złożonych jadeł i trunków: począwszy od cydru i brandy, przez strudle, na amerykańskim ciastku jabłkowym skończywszy.

„To zadziwiające, jeśli pomyślimy jak wiele zwykłe jabłko dodało do naszej kultury. To jednocześnie smutne, jeśli wyobrazimy sobie ile zostało utracone, gdy różnorodne smaki 13 tysięcy odmian zakończyły swe istnienie”.

Powyższe rozważania nie ograniczają się bynajmniej do jabłek. W organicznym społeczeństwie istnieje bowiem naturalne powiązanie między lokalnym terenem, jego ludnością i produktami. Katolicki publicysta zachęca zatem nas, byśmy oczyma wyobraźni ujrzeli społeczeństwo z „najróżniejszym lokalnymi potrawami, ubraniami i produktami, reprezentowanymi przez tysiące odmian”. Tego, jak przekonuje, nie zastąpi żaden marketing.

Niektórzy, jak zauważa John Horvatt, oskarżą autora tego typu rozważań o sentymentalizm. O opiewanie raju utraconego, do jakiego nie ma powrotu, bez poważnych i konkretnych szkód. Powiedzą, że utrata różnorodności jabłek to nieunikniona cena, jaką trzeba zapłacić za gospodarczy rozwój. To jednak nieprawda, przekonuje pisarz i publicysta. Wszak i w dzisiejszych czasach istnieją niszowe rynki, takie jak rynek piw rzemieślniczych. Pokazują one, że produkcja dóbr związanych z danym regionem również może przynosić zyski.

Niestety w wielu branżach tego typu nisze nie powstały, albo nie ogrywają istotnej roli. Pokazują to choćby wspomniane jabłka.

Wspomniane zorientowanie produkcji na masowego odbiorcę to, zdaniem Johna Horvata problem bardziej moralny, niż ekonomiczny. Wynika on z wykorzenienia człowieka, z oderwania go od rodziny i wspólnoty lokalnej. Takie indywiduum preferować będzie dobra tanie i proste, bez względu na ich powiązanie z lokalną kulturą.

Tymczasem „ludzie z korzeniami pozostają im lojalni. W naturalny sposób preferują produkty, z jakimi łączy ich więź uczestnictwa, jako element ich historii. Ludzie cenią specyficzne lokalne smaki pochodzące z ziemi, klimatu lub ich własnej inwencji”.

Źródło: tfp.org
mjend
http://www.pch24.pl

komentarzy 10 to “Jabłko – historia upadku”

  1. A wszystko oczywiście przez Żydów.

  2. Majster said

    Jabłka w handlu często są konserwowane rakotwórczym świństwem, dla ułatwienia transportu i zwiększenia zysku.

  3. Grace said

    Re:2 Tak, to prawda i najlepiej jeść je tylko w sezonie i ze znanych miejsc. Pamiętam w Polsce były takie duże jabłka, miały jakby szarawa skórkę stad moze nazwa „szare renety” . Oddałabym dzisiaj wszystkie owoce za to Polskie jabłko. Czy ktos je w kraju zna, czy są jeszcze w sprzedaży ?

    Gdzieś na wsiach karpackich, czasami, ktoś ma stare jabłonki przy domu.
    Admin

  4. krzysiek4 said

    http://www.szkolka-daniel.pl/stare-odmiany-jabloni/

  5. Grace said

    Dobrze wiedzieć Panie Gajowy, dziekuje !

  6. Zenon K. said

    W zachodniej Wielkopolsce i Ziemi Lubuskiej bardzo wiele dróg gminnych i śródpolnych obsadzonych jest gęsto „bezpańskimi” drzewami owocowymi. Drzewa są z reguły dość wiekowe i raczej starych odmian. Jabłonie, wiśnie, śliwy i grusze. Dość powszechne są najróżniejsze papierówki (różniące się wielkością, okresem dojrzewania, kolorem skórki i miąższu, twardością oraz oczywiście smakiem). Są też antonówki (z których uzyskujemy niezrównane kompoty i soki) oraz niemal zupełnie zapomniane, pyszne złote i szare renety. Nazw niektórych odmian w ogóle nie znam. Tyle wiem, że są smaczne. 😉 Kto chce i potrafi, może sobie przywieźć i zaszczepić takie muzealne odmiany, np. w ramach krajoznawczej podróży do kolebki państwa polskiego.

  7. Małgorzata said

    Re. 2 Pozwolę sobie nie zgodzić się z panem Gajowym . W moim osiedlowym sklepie a także na rynku w pobliżu mojego domu całą zimę a nawet jeszcze na Wielkanoc kupowałam Szarą i Złotą Renetę.

    ——
    W osiedlowym sklepie… na rynku… na bazarze… przy drodze…
    Czuje Pani bluesa?
    Admin

  8. Pinxit said

    A mnie sie marza papierowki. Najlepsze jablka na swiecie.

  9. renet said

    Szare Renety są do kupienia w warzywniakach w miastach w Polsce.

  10. Vodka_Connecting_People said

    mam szare renety i papierówki i antonówki i malinówki a nawet kosztele zajebiste

Sorry, the comment form is closed at this time.