Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Życie dla Ziem Zachodnich

Posted by Marucha w dniu 2017-07-02 (Niedziela)

Była granicą pokoju. Dopóki Gorbaczow nie rozwalił ZSRR.

Polski Związek Zachodni był następcą Związku Obrony Kresów Zachodnich, polskiej organizacji patriotycznej założonej w październiku 1921 roku przez działaczy Komitetu Obrony Górnego Śląska.

Organizacja ta liczyła pod koniec swojego istnienia ponad 50 tysięcy członków, zorganizowanych w pięciu okręgach oraz posiadała własny organ prasowy „Strażnica Zachodnia” (noszący od 1934 r. tytuł „Front Zachodni”).

Wobec postępującego zbliżenia polsko-niemieckiego Związek Obrony Kresów Zachodnich zaczął się stawać dla ówczesnych polskich czynników rządowych organizacją uciążliwą. W listopadzie 1933 r. na naradzie przedstawicieli MSZ i MSW podjęto decyzję o reorganizacji i przekształceniu ZOKZ od 1934 r. w Polski Związek Zachodni.

PZZ, od tamtej pory mniej samodzielny od swojego poprzednika, został silniej podporządkowany taktyce polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Nie do przecenienia jest rola jaką odegrał PZZ w kształtowaniu postaw obywatelskich i patriotycznych odbudowującego się niepodległego państwa. Z perspektywy dziesiątków lat z podziwem należy mówić o skali i zakresie działań tego patriotycznego ruchu. Zaprezentowanie dorobku Związku, choćby tylko w dziedzinie upowszechniania wiedzy naukowej, myśli społecznej, jego inicjatyw wydawniczych, kulturalno-oświatowych, a także gospodarczych wymagałoby ogromnej ilości czasu. A przecież Polski Związek Zachodni bronił polskości, interesów Polaków żyjących w krajach ościennych i systematycznie monitorował komplikujące się relacje polsko niemieckie.

Organizacji i jej działaczom przyszło zapłacić za to wszystko co robili do 1939 r. srogą cenę w czasie okupacji hitlerowskiej. Pamiętano bowiem, że PZZ dążył do repolonizacji ludności na zachodnich rubieżach Polski, przeciwstawiał się niemieckim dążeniom do rewizji granicy, a także silnie wspierał organizacje polonijnej w Niemczech. W czasach najcięższej próby, odrodzony w konspiracji, od 1942 roku organizował opiekę nad Polskimi robotnikami przymusowymi, angażował się w działalność wywiadowcza i sabotażową. W kręgu jego okupacyjnych działaczy rodziła się koncepcja Polski opartej o granice na Odrze i Nysie Łużyckiej.

Reaktywowany w Lublinie, w listopadzie 1944 roku, PZZ rozpoczął działalność na wyzwalanych terenach kraju. Z centrali związku, przeniesionej w 1945 roku z Lublina do Poznania, wypływały inicjatywy popierające zachodnią granicę Polski na Odrze i Nysie Łużyckiej, niepodległościowe dążenia Serbołużyczan, a także przyłączenie Zaolzia do Polski.

Liczący w 1947 roku ponad 100 tysięcy członków PZZ organizował akcję przesiedleńczą i osadniczą na Ziemiach Zachodnich i Północnych oraz współdziałał przy weryfikacji autochtonicznej ludności polskiej. W roku 1950 uznano, że PZZ wyczerpał swoją organizacyjną i programową formułę, co spowodowało włączenie go w czerwcu tegoż roku do Ligi Morskiej.

Reaktywowany w 1989 roku, w wyborach parlamentarnych w 1991 r. wprowadził do sejmu RP 4 posłów, dzięki stworzeniu wspólnych list z Konfederacją Polski Niepodległej.

Programowym i organizacyjnym następcą i spadkobiercą wielu tradycji obu wyżej wymienionych związków stało się Towarzystwo Rozwoju Ziem Zachodnich powstałe w Warszawie 29 maja 1957 r. Celem stowarzyszenia była działalność na rzecz wszechstronnego rozwoju Ziem Zachodnich i Północnych, prowadzenie badań naukowych dotyczących tego obszaru – nazywanego Ziemiami Odzyskanymi, zwłaszcza tych ukazujących historyczne ich związki z Polską, a także propagowanie wiedzy i argumentacji uzasadniającej prawa państwa polskiego do jego granic na Odrze i Nysie Łużyckiej.

Prężnie działające TRZZ było de facto agendą rządu polskiego, której przyszło się zmierzyć z bezprecedensowym exodusem ponad 7 milionów Polek i Polaków, wyrwanych z ich stron ojczystych wyrokami koalicji antyhitlerowskiej. W 1962 roku Towarzystwo deklarowało liczbę ponad 130 tysięcy członków zgrupowanych w 327 zarządach powiatowych i 3 tysiącach kół oraz 1963 „członków prawnych”, czyli afiliowanych przy TRZZ lub współpracujących z nim organizacji, stowarzyszeń i sformalizowanych inicjatyw lokalnych.

W grudniu 1970 roku TRZZ zostało rozwiązane. Godzi się podkreślić raz jeszcze, że odegrało ono wybitną rolę w kształtowaniu tożsamości regionalnej w okresie wielkiego przełomu historycznego i politycznego. Miliony Polek i Polaków skazanych na „wielką wędrówkę” stanowiło niewyobrażalnie zróżnicowaną pod każdym względem masę ludzką. Obok wielokulturowości, przepastnych niekiedy różnic cywilizacyjnych, kulturowych i edukacyjnych, a także nieporównywalnych doświadczeń życiowych, czynnikiem utrudniającym budowanie tożsamości i wspólnotowości było poczucie niepewność co do przyszłości i trwałości ówczesnego status quo, podsycane licznymi wewnętrznymi i zewnętrznymi czynnikami.

Wiele inicjatyw i działań programowych na trwałe odcisnęło się w materialnym i intelektualnym dorobku naszego narodu. Przypomnę choćby olsztyńską inicjatywę TRZZ, jaką było powołanie Ogólnopolskiego Komitetu Odbudowy Fromborka, tak pięknie pochwyconą przez Związek Harcerstwa Polskiego, czy utworzenie przedsiębiorstwa turystycznego „Warszawa – Olsztyn”.

Podobnym osiągnięciem było powołanie przez Radę Naczelną TRZZ Komisji Zagospodarowania Odry, której rolę i znaczenie opisano w publikacji pod tytułem Komisje zagospodarowania Odry. Odrzańska praca u podstaw 1956 -1970 autorstwa Marka Zawadki. Z pośród setek i tysięcy wydawnictw i publikacji, które służyły integracji Ziem Zachodnich i Północnych z Macierzą wspomnę tylko dwa, najbliższe mojemu doświadczeniu i mojej małej, nowej ojczyźnie: Jeden dzień w Szczecinie. Przewodnik, którego autorami byli Czesław Piskorski, Bolesław Rajkowski, a wydawcą Prezydium Rady Okręgu Towarzystwa Rozwoju Ziem Zachodnich w Szczecinie oraz „Poznajemy Pomorze Koszalińskie”, praca zbiorowa pod red. Klemensa Trzebiatowskiego, wydana przez Towarzystwo Rozwoju Ziem Zachodnich w Koszalinie i Wydawnictwo Nasza Księgarnia (1965).

Jak byśmy nie oceniali dziś wewnętrznych i geopolitycznych uwarunkowań działalności PZZ i TRZZ, nie da się umniejszyć ich ogromnego wkładu w odbudowę Polski i normalizowanie życia Polek i Polaków w trudnych i burzliwych latach 1944-1970.

Bez względu na skalę politycznych uzależnień, ograniczających autonomię obu organizacji, skupiały one w swoich szeregach, zwłaszcza w strukturach terenowych, uczciwych i żarliwych patriotów, których dokonania zostały zmarginalizowane i zdeprecjonowane za pomocą instrumentarium polityki historycznej okresu transformacji.

PRL-owska pieczęć na osiągnięciach tysięcy pracowitych i pomysłowych patriotów „małych ojczyzn”, budowanych od podstaw na „nowej ziemi”, w ocenie części nowego establishmentu była i jest traktowana jako służba złej sprawie. Jako przedstawiciel pokolenia, które z autopsji poznawało zwłaszcza działalność TRZZ mogę oświadczyć, że znakomita jej część służyła budowaniu materialnych podstaw wszystkich dziedzin życia i tworzyła klimat tak bardzo potrzebnej wtedy nadziei na względną stabilizację i bezpieczny byt. Ten obszar aktywności TRZZ pozbawiony był ideologicznych stygmatów, był rodzajem patriotycznej pracy u podstaw, która znajdowała nie tylko akceptację milionów mieszkańców Ziem Zachodnich i Północnych, ale także bardzo często masowe ich wsparcie.

Dalszą kontynuację działalności TRZZ stanowiła inicjatywa pod nazwą Stowarzyszenie Wisła-Odra. Projekty utworzenia Stowarzyszenia rodziły się od początku 1984 roku w środowisku byłych działaczy PZZ, TRZZ, Związku Polaków w Niemczech, którego symbolem od 1933 roku był znak rodła zaprojektowany przez polską artystkę Janinę Kłopocką, a także, co należy podkreślić przedstawicieli reformatorskich środowisk polskiej lewicy, poszukujących nowej formuły definiowania polskiej racji stanu, odpowiadającej zmianom dokonującym się w Europie i na świecie.

Nie zawsze było to akceptowane przez ówczesne władze byłej PZPR choć – trzeba to przyznać, że stowarzyszenie afiliowane przy kancelarii Sejmu RP korzystało ze znacznego jej wsparcia logistycznego i finansowego. W każdym z 17 istniejących wtedy województw działały zarządy wojewódzkie, z trzema a czasami nawet, z czterema etatami. Zarządzeniem Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 5 września 1988 r. w sprawie ustalenia i ogłoszenia statutu stowarzyszenia wyższej użyteczności „Stowarzyszenie Wisła-Odra” taki status uzyskało, co świadczyło wówczas o jego randze i pozycji.

Celem tego ogólnopolskiego patriotycznego stowarzyszenia, pod kierownictwem najpierw Edmunda Męclewskiego, a potem Ryszarda Ulickiego, było kształtowanie świadomości historycznej młodych Polaków, przybliżanie im współczesnego rozumienia polskiej racji stanu oraz tworzenie nowych relacji z sąsiadami Polski, szczególnie z Niemcami.

Należy także podkreślić, że Stowarzyszenie W/O jako pierwsze pośród polskich organizacji pozarządowych nawiązało współprace z chińską organizacją CAFIU. Zarówno ta współpraca z CAFIU, jak i działalność utworzonych przez Stowarzyszenie W/O klubów „Polska – NRD” i „Polska – RFN” było wyrazem wielkiej dalekowzroczności. Mimo sporego oporu ze strony partyjnych ortodoksów, otwierało to jedną z dróg do przemian, które nastąpiły wiele lat później, przyjmując formę naszej obecności w Unii Europejskiej. [Niestety… – admin]

Osobliwością, a nawet fenomenem Stowarzyszenia była jego „polityczna wielokulturowość”. Obok znaczących postaci ówczesnego życia politycznego, w jej szeregach działała młodzież o orientacji daleko odbiegającej od generalnej linii „kierowniczej siły narodu”.

Z tego nurtu wyrósł jeden z późniejszych działaczy opozycji, ostatni wojewoda gdański Tomasz Sowiński, dziś nauczyciel akademicki. Obok przedwojennych chadeków, działali w Stowarzyszeniu tacy historycy, jak Antoni Czubiński i Ryszard Nazarewicz.

Jednym z jego założycieli był Edmund Osmańczyk, który w 1937 r. jako 24-letni pracownik Centrali Prasowej Związku Polaków w Niemczech, we wstępie do swojego tomiku wierszy Wolność jest słoneczna wyznał: „Dla jasności stwierdzam: jestem rocznik 1913. Urodziłem się w powiecie strzelińskim na Dolnym Śląsku. Żyję stale w państwie niemieckim. Paszport mam niemiecki, serce polskie. Ani nacjonalistą, ani komunistą, ani faszystą, ani socjalistą, ani narodowcem, ani państwowcem, ani żadnym innym „…istą” nie jestem. Jestem Polakiem”.

Jan Omańczyk, za to szczere „wyznanie” nie był lubiany przez wielu polityków także w PRL.

Honorowym członkiem i jednym z pierwszych odznaczonych medalem „Rodła”, ustanowionym z inicjatywy Stowarzyszenia „Wisła/Odra”, był Henryk Jaroszyk, przedstawiciel rodu słynnego z walk o polskość Warmii i Mazur.

W szeregach Stowarzyszenia znalazło się także liczne grono działaczy Związku Polaków w Niemczech, byłych robotników przymusowych w III Rzeszy, a także liczni więźniowie hitlerowskich obozów koncentracyjnych. W organizacjach terenowych i licznych zespołach problemowych współpracowali ze sobą historycy pracujący w uczelniach wojskowych i byli żołnierze Armii Krajowej.

Szerokim echem odbiła się zorganizowana w 1988 roku przez Edmunda Męclewskiego wyprawa kierownictwa Stowarzyszenia do Lwowa. Wizyta naszej grupy na cmentarzu Orląt Lwowskich, w towarzystwie kamer Telewizji Polskiej przekształcili się w swoistą manifestację licznie zgromadzonej Polonii.

Stowarzyszenie działające w zdecydowanie odmiennych warunkach niż jego poprzednicy, poprzez takie formy działalności jak „Wszechnice Piastowskie” i „Akademia Zamojska”, nawiązując do najpiękniejszych tradycji polskiego patriotyzmu i troski o dobro wspólne kształtowało postawy społecznego zaangażowania młodzieży i przybliżało jej nieznane wtedy karty naszej historii. Działające przy Zarządzie Głównym komisje: Edukacji Obywatelskiej, Młodzieżowa, Propagandy i Wydawnictw, a także komisja „Rodła” skupiały ludzi wszystkich pokoleń. W coraz liczniejszych ogniwach Stowarzyszenia panowała atmosfera ogromnego entuzjazmu i zaangażowania. Sesje naukowe, wystawy, seminaria i obchody rocznic dalekie były od obowiązującej wtedy sztampy.

Nawiązywano współpracę z licznymi instytucjami i organizacjami krajowymi i zagranicznymi. Liderzy Stowarzyszenia byli autorami licznych wystąpień do władz państwowych oraz Sejmu RP. Edmund Męclewski przewodniczący Stowarzyszenia od 1986 do 1990 roku (poseł na Sejm VI, VII, VIII i IX kadencji) upominał się o przywrócenie w LWP historycznej rogatywki. Głośne stało się także moje sejmowe wystąpienie (byłem posłem na Sejm RP I, II, III i IV kadencji), które pozwolę sobie przytoczyć.

„Moje pytanie dotyczy częściowo tego właśnie dziwnie pojętego chronienia interesów narodowych. Otóż moi wyborcy zrzeszeni w Stowarzyszeniu Polaków Poszkodowanych przez III Rzeszę obawiają się, że rząd Rzeczypospolitej całkowicie zrezygnował z jakichkolwiek odszkodowań należnych obywatelom polskim, którzy byli ofiarami zbrodni hitlerowskich. Do takiego przekonania wielu z nich dochodziło po osobistych doświadczeniach wyniesionych z kontaktów z urzędami w Republice Federalnej Niemiec, do których – wobec pasywności rządu – docierają sami, chcąc ująć sprawy w swoje ręce. Jadącym tam za własne pieniądze, występującym w poniżającej roli ubogiego petenta odpowiada się, że sprawy ich zostały ostatecznie załatwione, a potwierdzeniem tego było także stanowisko ministra Genschera. Chciałem wyrazić ubolewanie, że nie mogłem się dopchać z moim zapytaniem przed przyjazdem pana ministra Genschera, ale rozumiem, że pewnie nie byłoby ono na rękę wobec tak właśnie dziwnie pojętej polskiej racji stanu.

Środowiska poszkodowanych zwracając się do mnie o pomoc zapytują o to, jak i kiedy rząd chce rozdysponować uzyskaną rzekomo, bo tak specjalnie publicznie tego nie potwierdzono, kwotę 500 mln marek. Z niepokojem zapytują także o losy powstającej czy już powstałej fundacji polsko-niemieckiej. Obawiają się także niekorzystnych dla siebie konsekwencji.

Mam bardzo mało czasu, ale chciałem państwu powiedzieć, że w świetle obowiązujących przepisów dotyczących zwolnień od różnego typu podatków, a związanych z rewaloryzacją, to znaczy z rentami i emeryturami, istnieje szereg pułapek, które mogą spowodować, że ci biedni ludzie, którzy liczą na tę pomoc czy na to odszkodowanie, mogą utracić prawo do renty lub emerytury, lub jej części itd. Jest to więc po prostu szalenie trudna, bolesna sprawa.

Jako poseł i przewodniczący Zarządu Głównego Stowarzyszenia Wisła-Odra czuję się w obowiązku złożyć właśnie takie zapytanie i liczę nie tylko na odpowiedź, ale także na pewnego rodzaju odtajnienie postanowień dotyczących nie tylko kwestii odszkodowań, ale także spraw dotyczących wzajemnych stosunków bilateralnych między obu naszymi państwami”.

Choć wydawać by się mogło, że Stowarzyszenie Wisła-Odra pięknie wpisywało się w klimat przemian, które dokonały się w niepodległej Polsce i wywarło ogromny wpływ na proces odważnego i nowoczesnego odczytywania polskiej racji stanu, to zostało, najdelikatniej mówiąc, „zagłodzone”.

21.XII.1995 r. Zarząd Główny Stowarzyszenia W/O uznał, że wyczerpały się programowe, a zwłaszcza organizacyjne i finansowe moce Stowarzyszenia W/O. Postanowiono wystąpić do Sądu z wnioskiem o wykreślenie z rejestru stowarzyszeń, co stanowiło również podstawę do zaprzestania działalności oddziałów wojewódzkich. Pomimo tej dramatycznej decyzji wiele ogniw terenowych zachowało nazwę stowarzyszenie i prowadziło dalej działalność programową.

Pięknym przykładem kultywowania i pielęgnowania tradycji stowarzyszenia była działalność środowiska krakowskiego pod przewodnictwem profesora Jerzego Kornasia. Liczni działacze Stowarzyszenia W/O z niestrudzonym Wiesławem Klimczakiem na czele, działając teraz w Stowarzyszeniu Obywatelskim Dom Polski, nie tylko ocalili dorobek i tradycje Stowarzyszenia, ale nadali mu nową, odpowiadająca wyzwaniom czasu formę. Dziś stanowi ona wiano pokoleń PZZ, TRZZ oraz Stowarzyszenia Wisła-Odra wniesione w budowę niepodległej i wolnej Polski.

Ryszard Ulicki

Jest to referat ”Rola organizacji społecznych w odbudowie i rozwoju Ziem Zachodnich na przykładzie działalności PZZ, TRZZ i Stowarzyszenia Wisła-Odra” wygłoszony przez autora na konferencji „Powrót nad Odrę i Bałtyk z perspektywy 70 lat” w dniu 24 października 2015 roku w Muzeum Niepodległości w Warszawie.

Zmarły niespodziewanie (2016 rok) autor był przez lata dziennikarzem, posłem na Sejm RP oraz przewodniczącym Stowarzyszenia Wisła-Odra. Tekst został opublikowany w książce pod tym samym tytułem wydaną przez Wydawnictwo Myśl Polska.

Myśl Polska, nr 27-28 (2-9.07.2017)
http://www.mysl-polska.pl

Komentarzy 7 to “Życie dla Ziem Zachodnich”

  1. Dziadzius said

    „Piętka: Niemiecki atak informacyjny na Polskę”–
    teraz moze nastapi lepsze zrozumienie tej agresywnej anty- Rosyjskiej polityki Jewunii a pod jej nakazem i polityki Polski . Granice Zachodnie Polski byly z roznych powodow ustalone przez Stalina [ to znaczy Rosje] – i jezeli agresywna polityka Polski podjudzi Rosje do neutralnosci w kwestii Zachodnich Granic Polski — to jak dlugo zanim te wyskubane volks deutche
    beda w Toruniu. –jezeli Rosja nie bedzie dbala o swoja pozycje swiatowa to te Zachodnie granice Polski stopnieja jak lody na Saharze. — i niemcy znow posuna sie na wschod jak za zaborow .

  2. z prowincji said

    ad 1.i dlatego potrzebna jest Nasza Armia Obrony Terytorialnej -kumasz ?

  3. Rokitnik said

    Wystarczy ze nagle zmienią się wektory polityczne (!) i Germańcy zesrają się w pory.
    ZADNA Obrona terytorialna nie jest zdolna powstrzymac Bundensfery ( zawodowców) !! Rosjanie w obecnej sytuacji NIE są zainteresowani jakakolwiek obroną terytorium Polski. Patrząc trzeźwo…ż a d n e państwo nie jest zainteresowane nadstawianiem głowy ( czyli szafowania krwią swoich żolnierzy ) na daremno.
    Nasza zachodnia granica nie z milości Stalina do Polaków została nam dana, ale dlatego że posuwała daleko na zachód imperium Sowietów…i to ONI …byli gwarancją jego trwania ! Oczywiście buforem była tez NRD..ale faktycznie na Odrze i Nysie była granica między zachodem a wschodem Europy.
    US Army maja w dupie nasze chciejstwo – potrzebni jesteśmy jako ”zapalnik ” na przyszłą walke z Rosją.
    Stąd PANAROICZNA NAGONKA MEDIALNA NA SĄSIADÓW. !!! Cały ten zasrany zachód ma nas w POGARDZIE za nasza INNOSĆ, za Katolicyzm i miękkość w codzienności niewolniczej. Oni nie mrugną źrenicą jak w 1939 roku jak na NAS spadną nieszczęścia, wynikające z idiotycznej polityki . W swerze prywatnej nie jest lepiej albowiem nasze szczęścia zawierzamy nie komu innemu ale SZUBRAWCOM !! Pokrzykiwanie na łamach portali ( i w Gajówce) że trzeba pogonić, obudzic sie itp. sa tylko pustosłowiem fustratów albowiem MY zamieniliśmy BYĆ na żydowskie MIEĆ / jako ideał zycia codziennego /. Szczerze mowiąc albo ten zaje..chany ZACHÓD roztratują nachodźcy – albo podzielimy LOS zbankrutowanej lewackiej Jewropy. Jednym słowem z nikąd nadziei…i tylko Intronizowany Jezus może nas ocalić, na prośbę swojej Niebiańskiej Matki….Czy ZECHCE, patrzać na nasz neo – katolicyzm szczerze w TO, w ą t p i ę

  4. Zdziwiony said

    „Rzeczpospolita Trzecia i Pół”
    http://radio.opole.pl/409,15,rzeczpospolita-trzecia-i-pol-debata-z-15-czerwca&sp=1

    Nasza wolność została zafundowana na straszlwym kłamstwie okrągłego stołu.
    Gaz wyb to są menele.
    Polska jakość jest jeszcze bardzo słaba.
    PIS każdemu podaje rękę, caly czas to parterstwo z gaz wyb.
    Fachowość BORu było widać 10 kwietnia.
    Działanie wrogich służb niemieckich na Śląsku realizuje się poprzez Caritas!
    Tramp, dziwne, że go nie zabili, Niemcom wystawia rachunek za powojenny parasol, próbuje odkłamać zakłamany świat. Nie jest takim sukin… jak Churchill, który sprzedał nas Stalinowi.
    Ameryka to nie jedyny przjaciel, stąd potrzeba budowy jedwabnego szlaku.

  5. Plausi said

    Należy przyjąć

    że zarówno służby jak też MSZ RFNu, o „prywatnych” datkach nie wspominając, przydzieliły nowe kwoty na kolejną organizację. Utworzenie „Śląskiej Partii Regionalnej” musiał w końcu ktoś sfinansować, także niezbędne w takim przypadku łapówki.

    http://slask.onet.pl/grzegorz-franki-wspolzalozyciel-slaskiej-partii-regionalnej-wywiad/hmp944g

    Ze Śląskiem to jescze będą problemy, ale z drugiej strony to ważne centrum gospodarcze było ostanio niezbyt dobrze traktowane, warszawskie pasożyty były zbyt łapczywe. Takie mogą być skutki.

    Mając taki instrument jak partia, można wywierać daleko większy wpływ, aż do separacji włącznie. Któż jednak tak naprawdę intersuje się interesem Polski w Warszawie ?

    Z tym koresponduje znakomicie w Wolnej Polsce:

    „21.XII.1995 r. Zarząd Główny Stowarzyszenia W/O uznał, że wyczerpały się programowe, a zwłaszcza organizacyjne i finansowe moce Stowarzyszenia W/O. Postanowiono wystąpić do Sądu z wnioskiem o wykreślenie z rejestru stowarzyszeń, co stanowiło również podstawę do zaprzestania działalności oddziałów wojewódzkich. „

  6. JaskoBezwzgledny said

    POLACY musza zaczac politykowac Okreslic sie jakim sie chce byc Narodem malym malo znaczacym .Czy wielkim gdzie kazdy bedzie mial respect przed POLAKAMI.
    I zydostwo trzeba powiedziec WYNOCHA Z POLSKI.Dosc my POLACY MAMY WASZYCH multi kulti.I waszej pseudo wielkosci czy kultury WONT.

  7. MatkaPolka said

    Historia Polski, Europy świata jest zakłamana

    W PRL-u i w dzisiejszych czasach i dalej się ukrywa prawdziwą historię Polski – historię 3000 (trzech tysięcy lat) państwa polskiego – My Polacy jesteśmy starożytnym narodem starszym od Imperium Rzymskiego

    Wiele artykułów na temat Lechii – Zachodniej Słowiańszczyzny ukazywało się w Gajówki jak również innych stronach (pogańskich)

    Niemcy wedle tych relacji i „rewelacji” – NIGDY NIE ISTNIAŁY – potwierdzają to stare mapy, badania historyczne i genetyczne

    Ja twierdzę, że zwycięzcy w II wojnie światowej Alianci – Polskę OSZUKALI – tereny byłej NRD – Niemieckiej Republiki Demokratycznej – powinny przypaść Polsce po IIwś– RESLAWIZACJA NIEMIEC – JEST GWARANCJA POKOJU
    http://ns-zadruga.blogspot.ca/2007/07/o-reslawizacj-wschodnich-niemiec.html
    (było również w Gajówce)

    Wszelkie roszczenia „niemieckie” nie mają podstaw – PRUSY wyrosły na trupie Polski, dokonały rozbiorów Polski, dokonały podboju ziem Zachodniej Słowiańszczyzny – ok. 250 księstw – (niemiecka dyplomacja nazywa to zjednoczeniem Niemiec pod berłem Prus)

    Militaryzm Pruski – odpowiedzialny za wszystkie wojny w Europie w XIX w. i dwie wojny światowe w XX w. w których zgineło miliony ludzi – został rozwiązany – tak jak rozwiazuje się zakon militarny czy oddział wojskowy – PRUSY NIE ISTNIEJĄ – a dzisiejsze Niemcy są PRZEDZIWNĄ FIGURĄ POLITYCZNĄ
    (***)

    ZIEMIE ODZYSKANE

    Należy i podkreślić bardzo mocno, że to nie była to nagroda dla Polski za jej wkład zbrojny w zwycięstwo w II wojnie światowej.

    Górny Śląsk, Dolny Śląsk, Pomorze Wschodnie i Zachodnie, Wielkopolska i Mazury dolny bieg Wisły i Odry to obok Małopolski, Mazowsza to ZIEMIE RDZENNIE POLSKIE . To właśnie te ziemie stanowią o polskości Polski; Ziemie wschodnie Rzeczypospolitej Obojga Narodów tj. Kresy to wynik wielowiekowej Unii Polski z Litwą. Polska sięgała aż po Kamieniec Podolski.

    Tzw. Ziemie Odzyskane, Ziemie Zachodnie zostały przez Polskę utracone w wyniku ekspansjonizmu Militaryzmu Pruskiego, tajnej dyplomacji i spisków pruskich zarówno przed i w czasie rozbiorów, jak i później w wyniku skomplikowanego procesu historycznego, którego wyrazem był miedzy innymi Kulturkampf Bismarcka. Dziś na naszych oczach obserwujemy powtórkę tego procesu – ekspansji Niemiec na ziemie rdzennie polskie.

    Umowa Poczdamska obowiązuje od dnia podpisania (02,08.1945 r.) jest bezterminowa (nie określa czasu obowiązywania) i zawiera cechy umów wieczystych – reguluje zagadnienia, które w prawie traktatowym zaliczane są do spraw regulowanych przez umowy wieczyste, którymi są traktaty pokoju. Tak jak zbrodnie ludobójstwa zbrodniczej, nazistowskiej III Rzeszy niemieckiej nie ulegają przedawnieniu.

    Wykonanie Umowy Poczdamskiej jest równoznaczne z zawarciem traktatu pokoju.

    Polska wykonała zobowiązania nałożone na nią w Umowie Poczdamskiej przez SKRnN i w wyniku tego uzyskała dodatkowy tytuł prawny do ochrony praw nabytych z wykonania tej Umowy.

    Mocarstwa-strony Umowy Poczdamskiej (USA, ZSRR, WB i Francja) mają obowiązek wykonać względem Polski wszystkie postanowienia Umowy Poczdamskiej, włącznie z postanowieniem dotyczącym granicy polsko-niemieckiej na Odrze i Nysie Łużyckiej, które wszyscy sygnatariusze tej Umowy uznali za ostateczne.

    Polska wykonała NAKAZ zwycięskich aliantów (SRKnN) transferu ludności niemieckiej z Polski na obszar „NIEMIEC JAKO CAŁOŚCI” zgodnie z Umową Poczdamską, ale większość ludności niemieckiej już przedtem porzuciła obszar przyznany Polsce tą Umową – głównie w wyniku zastosowania przez cofające się wojska niemieckie strategii „Spalonej Ziemi” według niemieckiego planu „Nero” opatrzonego hasłami „Regen” und Hagel” (Deszcz i Grad). Niemcy uciekali ze strachu przed odpowiedzialnością za swoje zbrodnie.

    Przywódcy polityczni państw sprzymierzonych byłej koalicji antyniemieckiej zdaja się o tym wszystkim nie pamiętać, nie dostrzegać, nie zauważać, akceptują odradzający się Pruski Rewizjonizm. Zgoda i przyzwolenie na to jest POGARDĄ DLA 60 MLN OFIAR WOJENNYCH i żołnierzy państw Koalicji (Rosja, Anglia, Francja USA i sojusznicy) w tym ponad 7 mln ofiar polskich, którzy zginęli w ujarzmieniu Pruskiego Militaryzmu.

    WYMYSŁ Z UNIA EUROPEJSKA JEST SPRYTNYM WYBIEGIEM REWANŻYZMU NIEMIECKIEGO i stoi w jaskrawej sprzeczności ze wszystkimi wcześniejszymi zapisami prawa międzynarodowego. Jest odrodzeniem się Militaryzmu Pruskiego. Jest wyzwaniem politycznym dla narodów świata. Finis Germania – Vivat Europa – Skoro nie ma Niemiec – niech żyje Europa

    Unia Europejska to Unia Germano-Europejska. Świadczy o tym nasilająca się ekspansja na ziemie polskie Niemców i coraz silniejsze roszczenia ziomkostw niemieckich. „Drang nach Osten” trwa nieustannie, w białych rękawiczkach, przy milczącym poparciu przywódców politycznych byłej Koalicji antyhitlerowskiej, a w Polsce przy udziale kolejnych ekip rządzących od lewicy do prawicy.

    Słowo ciałem się staje – wszystkie wątpliwości, tysiące publikacji, wcześniejsze głosy krytyków UE i eurosceptyków potwierdzają się w całej rozciągłości. Przywódcy polityczni krajów europejskich nie liczą się z pamięcią 60 milionów ofiarach wojny, swoich obywateli, wywołanej przez zbrodniczą, nazistowską Trzecią Rzeszę niemiecką. Dziś Narodom Europy, obywatelom państw zwycięskiej koalicji antyhitlerowskiej odmawia się prawa do Referendum. Francja i Holandia odrzuciły Konstytucję Europejską w referendach w związku z tym zmieniono Konstytucje na Traktat Reformujący (Lizboński), ale tym razem odmówiono i zablokowano referenda na temat przyjęcia tego Traktatu w krajach członkowskich Unii, a w tym w Polsce. W Irlandii zrobiono aż dwa referenda; w Polsce i innych krajach europejskich żadnego.

Sorry, the comment form is closed at this time.