Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Hitleryzm nie był fenomenem

Posted by Marucha w dniu 2017-07-04 (wtorek)

K. Piechowski, Niemcy i my, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2008

Książka Kazimierza Piechowskiego My i Niemcy i my w największej części poświęcona jest Trzeciej Rzeszy, jej celom i bezwzględnym metodom ich realizacji. Wbrew coraz powszechniejszemu poglądowi autor stwierdza, że ani ustrój wybrany przez Niemców w latach trzydziestych, ani dokonane przez nich zbrodnie nie stanowią żadnego paradoksu.

Druga wojna światowa nie była pierwszą, lecz kolejną próbą gigantycznego podboju. Nie była też dziełem grupki polityków, lecz urzeczywistnieniem pragnień milionów.

Dojście do władzy Hitlera i wprowadzenie w życie planu unicestwienia całych narodów coraz częściej interpretuje się jako coś w rodzaju „uwiedzenia” niemieckiego społeczeństwa przez wąską elitę cynicznych manipulatorów.

Dla tej arcywygodnej dla Niemców tezy, zarazem rozgrzeszającej i otwierającej nowe perspektywy polityczne, skutecznie wykreowane zostało pojęcie naziści. Jego upowszechnienie i zakorzenienie w świadomości Europejczyków czy Amerykanów jest już tak wielkie, że niektórzy obcokrajowcy, zwiedzający Muzeum Powstania Warszawskiego, dopytują się, a nawet protestują: Dlaczego o autorach zbrodni mówi się Niemcy? Przecież to byli naziści!

Podobne głosy wzbudziła propozycja, by do nazwy Były Hitlerowski Obóz Zagłady Auschwitz dodać słowo Niemiecki. Modyfikacja taka wzbudziła zaciekły opór w Parlamencie Europejskim, zza Odry napłynęła fala oburzenia przeciw takiemu „piętnowaniu”.

Rozumieć więc należy, że rozpowszechnione określenie polskie obozy koncentracyjne było i jest ze wszech miar w porządku. Przekonanie, że kilkadziesiąt milionów zabitych to dzieło jedynie nielicznych, których dojście do władzy było wyjątkiem potwierdzającym regułę, jest więc już widać mocno ugruntowane.

Według Piechowskiego, hitleryzm nie był ani przypadkiem, ani dziełem niewielkiej części narodu niemieckiego. Za wojną i eksploatacją krajów okupowanych opowiadała się większość obywateli Trzeciej Rzeszy. Także skala dokonanych zbrodni wyklucza ich zinterpretowanie jako dzieło wąskiej grupy.

Gigantyczna machina eksterminacji obsługiwana była przez rzesze zabijających z ochotą i przekonaniem. Tysiące spalonych wiosek, masowych egzekucji, bombardowanych i ostrzeliwanych obiektów cywilnych nie mogły być dziełem żadnej wąskiej grupy. Były stosowaną powszechnie, zaakceptowaną przez służących w Wehrmachcie normą.

Piechowski zadaje kłam frazesom wypełniającym niemieckie podręczniki, wedle których obywatele Niemiec nie wiedzieli o dokonywanych zbrodniach. Większość niemieckich rodzin w latach 1939-44 otrzymywała od swoich bliskich, służących w wojsku, paczki wypełnione wartościowymi przedmiotami, zrabowanymi na terytoriach okupowanych. W milionach gospodarstw rolnych i wszelkiego rodzaju zakładach pracy eksploatowano niewolniczą siłę roboczą.

Do powszechnej świadomości mogły nie przedrzeć się np. informacje o medycznych eksperymentach na ludziach czy innych wyjątkowo zwyrodniałych praktykach obozów zagłady. Nie są jednak godne wiary żadne ględzenia w rodzaju „myśmy nie wiedzieli o masowych zbrodniach”.

Jeśli Niemcy o nich nie wiedzieli, to tylko i wyłącznie z tej przyczyny, że wiedzieć nie chcieli. Nie obchodziło ich to, co się stało z poprzednimi właścicielami ich nowych mebli, dzieł sztuki, biżuterii, futer czy domów, do których wprowadzali się w Poznaniu, Gdyni i setkach innych miejsc.

Autor książki wymienia m.in. nazwy firm, ubiegających się o intratne zamówienia na komory gazowe, krematoria i inne narzędzia mordu. Z pseudomedycznych eksperymentów na wielką skalę, korzystały fabryki farmaceutyczne, do dziś kwitnące w RFN.

Ważnym wątkiem, zawartym w My i Niemcy, jest Generalplan Ost. Ten zapominany dzisiaj program, przygotowywany m.in. na Uniwersytecie Berlińskim głównie z myślą o nas, przewidywał niemal całkowitą likwidację narodu polskiego. Wdrożony częściowo miał po zwycięstwie nad Sowietami przynieść eksterminację wszystkich wykształconych Polaków. Pozostali mieli być rozproszeni po obozach pracy na Syberii. W Europie Środkowej pozostać nas miało kilkaset tysięcy, przeznaczonych wyłącznie do usługiwania „rasie panów”.

Książce Piechowskiego być może dałoby się zarzucić pewną ilość nadmiernych uogólnień i uproszczeń. Miewaliśmy przecież w Niemcach także sprzymierzeńców i przyjaciół. Z zasadniczymi myślami tego dzieła trzeba się jednak zgodzić: mamy dziś za Odrą do czynienia nie tylko z relatywizowaniem, ale i z fałszowaniem historii. Nie na poziomie incydentów, lecz w głównym nurcie publicystycznych wypowiedzi i w podręcznikach szkolnych.

Nie byłoby większym problemem, gdyby rzecz szła jedynie o „zdjęcie odium” z niemieckiej przeszłości. Jej zakłamywanie służy jednak konkretnym celom. Polska zrzeka się dziś na rzecz struktur „europejskich” kolejnych atrybutów swej suwerenności. Własność wielu jej obywateli jest dziś kwestionowana, a rozstrzygać o niej mają „ponadnarodowe” sądy. Wiemy już, że przynajmniej w dużej części składają się one z historycznych ignorantów [raczej złodziei i kanalii – admin]. Zwycięstwo wersji przeszłości wylansowanej przez potomków oprawców może mieć fatalne skutki.

05 kwiecień 2010 21:08
Napisane przez Artur Adamski
http://www.opcjanaprawo.pl

Komentarze 2 to “Hitleryzm nie był fenomenem”

  1. www.wandaluzja.com said

    https://marucha.wordpress.com/2017/07/04/hitleryzm-nie-byl-fenomenem/

    HITLERYZM NIE BYŁ FENOMENEM
    Posted by Marucha w dniu 2017-07-04 (wtorek)

    K. Piechowski, NIEMCY I MY, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 2008
    Książka Kazimierza Piechowskiego My i Niemcy w największej części poświęcona jest Trzeciej Rzeszy, jej celom i bezwzględnym metodom ich realizacji. Wbrew coraz powszechniejszemu poglądowi autor stwierdza, że ani ustrój wybrany przez Niemców w latach trzydziestych, ani dokonane przez nich zbrodnie nie stanowią żadnego paradoksu.

    85% Niemców POPARŁO Wojnę z Polską i 75% Wojnę Totalną, co Unia Europejska czyli NIEMIECKA Zamazuje przemianowaniem Niemieckich Obozów Koncentracyjnych na POLSKIE. K. Piechowski ma zupełną rację, że II wojna światowa była wojną REWANŻOWĄ, jako próba zdyskontowania zainstalowanego przez Wehrmacht bolszewizmu, co polegało na przemianowaniu Okupacyjnego Wehrmachtu na Armię Czerwoną, finansowaną najpierw przez Sztab Cesarski a potem banki nowojorskie.
    Gdy Polacy zaczęli rozstrzeliwać niemieckojęzycznych czerwonoarmistów (Rosyjski Katyń) to zaczęli oni masowo wracać z ŻOŁDEM i Prawami Emerytalnymi do Niemiec a miejsce ich zajęli najemnicy chińscy i japońscy. Machno odesłał zdobyte pod Orłem Złoto Rosyjskie do Odessy, ale gdy flotylla kozacka podpłynęła do Polskiej Odessy to byli już tam CHIŃCZYCY, którzy mordowali sadystycznie Wszystkich Polaków, że miasto stało się z Polskiego ŻYDOWSKIM.
    Wniosek z tego jest taki, że gdyby nie bitwy pod Warszawą i nad Niemnem, które spowodowały pogrom NIEMIECKIEJ Armii Czerwonej i zastąpienie jej Chińską i Japońską, to sowiecką elitą mogli się stać nie Żydzi a NIEMCY – co ułatwiłoby osiągnięcie granicy słupskiego kramarza Wiśniarka, który ożenił się z bogatą Niemką, na MISSISIPI.

  2. RomanK said

    Wszystkie….wszystkie Wojny..sa wojnami Bankierow!

Sorry, the comment form is closed at this time.