Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Wenecja szuka słowiańskich korzeni

Posted by Marucha w dniu 2017-07-09 (Niedziela)

Słynne karnawałowe kreacje Wenecjan, FOT: Amazone7/wikimedia.org

Wenecjanie chcą udowodnić, że pochodzą z Polski. Dokładniej mierzą w kulturę łużycką, którą wskazują jako podłoże kulturowe większości krajów europejskich.

Właśnie między Łabą a Bugiem upatrują kolebki Wenedów, których my nazywamy Wędami. Ludu, który w I tysiącleciu p.n.e. miał rozlać się na obszary od Bretanii po Kurdystan.

Po co Wenecjanom taka przeszłość? Czyżby za mało im było, hollywoodzko ze wszystkich stron sportretowanej, cywilizacji rzymskiej?

Rozwiązanie jest chyba tylko w genach, bo zabiegają o potwierdzenie ich wspólnoty z lęhickimi. Dzięki temu podłożu łatwiej – nie tylko oni – zrozumieją fenomen Serenissimy, porównywalny z pochodnym dubrownickim, czy nowogrodzkim. Tym bardziej, że Rzeczpospolita Wenecka (a więc zgodnie z lęhickim odczytem – Wędcka), kraj kupców i żeglarzy, to najdłużej nieprzerwanie funkcjonujące państwo o ustroju republikańskim w ujęciu „oficjalnej” historii.

Na marginesie – naszym zdaniem, dłużej istniała Rzeczpospolita Lęhicka – od czasów co najmniej łużyckich (z przerwą na feudalne zachcianki Piastów) do ostatniego rozbioru Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Zastanawiające jest to, że oba państwa zniknęły w podobnym czasie i dla obu jednym z grabarzy była Austria Habsburgów.

Wenecjanie rozpoczęli poszukiwania od funduszy

Jak po potomkach kupców należało się spodziewać. Na stronie venetianambassadors.org namawiają do wpłacania datków na sfinansowanie badań genetycznych. Tłumaczą, że chcą potwierdzić wstępne ustalenia, które zgadzają się z teorią językoznawców. Piszą:

Studia lingwistyczne Françoise Bader (Uniwersytet Sorbona) i Jadranki Gvozdanović (Uniwersytet w Heidelbergu) wykazują jedność kulturową starożytnych narodów o nazwie Weneci, osiadłych w rejonie Morza Bałtyckiego, a także na wybrzeżach Atlantyku i Adriatyku. Badania genetyczne haplotypów w tych populacjach potwierdzają ich wspólne pochodzenie”.

Wenecjanie potrzebują pieniędzy, by przeprowadzić badania również na materiale kopalnym. A to niełatwe, bowiem Wenedzi (Wędzi) kremowali się po śmierci, jak na prawdziwych Lęhów (Łużyczan) przystało.

Niemniej już w tej chwili udało się odkryć obecność haplogrupy R1a-Z92 w Bretanii, która może potwierdzić hipotezę o jednorodności kulturowej między Wędami znad Bałtyku i znad Atlantyku. Ponadto Wenecjanie ze zdziwieniem informują: „Inną zaskakującą lokalizacją Z92 jest obszar jeziora Van w Turcji (kurdyjskie Behra Wanê)”. Natomiast obecność R1a na terytorium Włoch koncentruje się w północno-wschodniej części, zwanej Tri-Veneto i w Słowenii – obszarze, którego centrum geograficznym jest właśnie Wenecja.

Dla nas obecność R1a nie jest zaskoczeniem w tych rejonach wymienionych na końcu. Tym bardziej R1a-Z92 w Kurdystanie, bo to tzw. gen scytyjski. Wielkim zaskoczeniem jest na pewno obecność tego genu w Bretanii. Potwierdzenie starożytnego kopalnego Z92 w Bretanii byłoby naukową megasensacją.

Co z tymi Łużykami, czyli Lęhami?

Wenecka strona www odpytała dr. Piera Favero, który wyjaśnił po co współczesnym Włochom ci Staropolacy: „Ponieważ kultura łużycka jest najbardziej swoistą formą pierwotnej ludności weneckiej, a problem polega na znalezieniu korelacji podgrup związanych z R1a-Z92 i innymi podgrupami R1a w kulturze Łużyc, między rokiem 1300 przed Chrystusem i 500 B.C. (też p.n.e. – dop. RudaWeb)”.

Wenecjanie zamieścili do tego taką oto mapę, która ma obrazować ich pochodzenie i pokrewieństwo z Lęhami (Łużykami):

Zwróćmy uwagę, jak jest opisana ta mapa: „Haplogrupa R1a, klad Z92, klaster B (wschodniosłowiański I)”!

Przypomnijmy sobie – patrząc na tę samą mapę – co o zasięgu panowania Wenedów (Wędów) pisał już w 2000 r. Tadeusz Miller w swojej pracy „3 tysiące lat Państwa Polskiego”:

„Tysiące nazw słowiańskich, chociaż zniekształconych, znajdujemy też w zachodnich Niemczech, nad Renem, w Szwajcarii, północnych Włoszech. Słowiański rodowód mają również takie nazwy plemienne i terytorialne jak: Venetes, Veneti, Vindilia (wyspa), występujące nad zatoka Biskajską i w zachodniej Francji. Pisze o tym w swym dziele „Historia Słowian” – E. Bogusławski i przytacza wiele przykładów nazw świadczących o pierwotnej słowiańskości obszarów dzisiejszych Niemiec.

Nazwy słowiańskie występują również dalej na zachodzie i północy Europy. Do takich należą między innymi Londyn, Belfast, Belford.[…]

Już w VIII w. przed n. Chrystusa Słowianie-Wallowie (Weleci) i Weneci kolejno opanowywali Wyspy Brytyjskie. […] Stworzyli potężne imperium rozpostarte od Zatoki Biskajskiej, po Berezynę […]. Pomimo upływu ponad dwóch tysięcy lat wiele nazw na obszarze Francji zachowało słowiańskie brzmienie i znaczenie […]. Na krańcach swego państwa Weneci zakładali silne twierdze np. Brest na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego w Bretanii, Brescia w północnych Włoszech, czy Brześć nad Bugiem”.

Przypomnijmy teraz co my pisaliśmy o Wenedach (Wędach) cytując Cezara:

„[…] na obszarach dzisiejszej Belgii, Holandii, północnej Francji i południowej Anglii królowali żeglarze i kupcy Wenedów, których tak opisał Juliusz Cezar w «Commentarii de Bello Gallico»:

„[…] mają bardzo wiele okrętów, na których zwykli żeglować do Brytanii, a wiedzą i doświadczeniem żeglarskim przewyższają pozostałe plemiona; dzięki wielkiej burzliwości bezmiernego i otwartego morza i z rzadka rozsianym portom stanowiącym własność Wenetów, niemal wszyscy zwykle z tego morza korzystający płacili im daniny”.

Dalej Cezar pisze z uznaniem o ich okrętach: „(…) A gdy dochodziło do spotkań naszej floty z tymi okrętami, to przewyższała je ona tylko szybkością i napędem wiosłowym, pod wszystkimi innymi względami były one lepiej i bardziej odpowiednio dostosowane do właściwości tutejszego morza i gwałtowności burz” […]”.

Pod tymi weneckimi (wędckimi) żaglami wszystko więc zaczyna logicznie wyłaniać się z pseudonaukowych błot allokossinizmu [nie rozumiemy tego słowa – admin]. Czy Wenecjanie to pojęli rozumowo w imię poszukiwania naukowej prawdy, czy też ich kupieckie geny podpowiedziały im, że nadchodzi koniunktura na kultury starsze niż Rzym? Co by nimi nie kierowało – możemy zakrzyknąć:

WITAMY WAS BRACIA TURBOSŁOWIANIE WENECJANIE!

Aha, w tym gronie należy też powitać naukowców z Sorbony i Heidelbergu, chociaż cóż tam oni przy naszej śmietance akademickiej 🙂

I jeszcze jedna refleksja – gdzie są nasze władze z gębami pełnymi „polityki historycznej”? Czy nie powinny wspierać takich badań jak weneckie?

http://rudaweb.pl

Komentarzy 14 to “Wenecja szuka słowiańskich korzeni”

  1. MoszeKantor said

    Przepraszam nasze wadze to nie SLOWIANIE POLACY LECHICI .To jest tylko osobnicy przybysze (z jakiejs dziwnej nacji) ktorzy swietnie mowia po polsku.Nic pozatym.I sa na tyle cwani I przebiegli Ze chipnotyzuja nas Lechitow I jak im to swietnie wychodzi .Az podziwiac to mozna.Jak mozna tak dlugo robic kogos w ;BALONA.

  2. osoba prywatna said

    Waldemar Łysiak w wydanych q 1972 roku „Wyspach zaczarowanych” pisał tak o Wenecji:
    „Mój wenecki archipelag łączy cień tajemnicy. Mój – bo być może słowiański, przynajmniej kiedyś. Rzekomo owi Wenetowie, zwani pierwotnie Winidami, którzy po przybyciu na teren dzisiejszej Italii wypędzili lud Eugenów z północno-wschodniego obszaru, zawartego między Alpami a Adriatykiem, i którzy założyli miasto Padawa, zwane później przez Rzymian Patavium, a dzisiaj Padova (Padwa) – byli Słowianami! Herodot nie miał o tym pojęcia, lecz niektórzy badacze polscy, czescy i niemieccy pisali o tym. Ale ich pisanie nie utrwaliło się w świadomości pokoleń. Marsz Attyli zepchnął Wenetów ku lagunie zwanej później Laguna Veneta. Na jej stu dwudziestu dwóch wysepkach założyli osadę rybacką, z której wyrosła Wenecja. Rodowód Wenecji byłby więc słowiański? Dziwne to i trudne do uwierzenia. Mickiewicz pierwszym wykładem o literaturze słowiańskiej z katedry paryskiego College de France, 22 grudnia 1840 roku, krzyknął tę wiadomość w ucho Zachodu, lecz wyszła ona drugim. Potem Edward Bogusławski, na kartach swej „Historii Słowian” (1888), starał się udowodnić tezę szeregiem źródeł, lecz i to nie wzbudziło sensacji, a już po drugiej wojnie światowej zebrał wszelkie argumenty Kazimierz Ulatowski, pisząc o włoskim Renesansie. Wszystko bez skutku. Zachód będzie stale traktował to jako legendę opartą na pomyłce językowej, złej interpretacji źródeł lub licho wie czym jeszcze. Wenetowie – Winidowie – Słowianie. To zbyt romantyczne, żeby mogło być prawdziwe. Gdyby Impresjonizm był kierunkiem średniowiecznym, ci ludzie z pewnością uznaliby, że tylko błąd skryby spowodował różnicę między Monetem a Manetem. Dla nich Wenetowie to plemię iliryjskie – bo tak twierdził Herodot. Spróbujcie powiedzieć wenecjaninowi, że pradziad jego był Słowianinem – roześmieje się. Ten rechoczący wenecjanin nie zastanawia się nad tym, czemu architektura jego miasta ma pewien szczególny styl, różny od wszystkiego, co tworzono gdziekolwiek indziej w Italii. Dzięki podręcznikom wie, że ta odrębność jest spowodowana wpływami bizantyjskimi, ze względu na silne historyczne kontakty handlowe Wenecji z Bizancjum. To mu wystarcza. Ani jego, ani autorów tych podręczników nie zastanowiło nigdy, dlaczego na przykład w architekturze Genui (Genua wcześniej miała kontakty z Bizancjum i szybko zyskała obroty handlowe siedmiokrotnie większe niż sam Konstantynopol) – brak choćby cienia wschodnich refleksów. Możliwość wpływu specyficznych zainteresowań, wyrastających z odrębności etnicznej, nie przychodzi naszemu wenecjaninowi do głowy. Nie zastanawia go też fakt, że jego siostra, żona i kochanka są blondynkami, co w Italii jest arcyrzadkie, a w Wenecji spotykane dość często, i że w historii malarstwa włoskiego praktycznie tylko u Wenecjan (Giorgione, Veronese, Palma Vecchio, Tycjan) roi się od białowłosych kobiet. Pewności, czy Wenecję zbudowali Słowianie, mieć nie można bez wszechstronnych badań, także antropologicznych. Ale samo może jakże jest smakowite! W tym mieście nie tylko kobiety o blond włosach były moją przygodą tajemnicą. Znalazłem i drugą: cztery cudowne rumaki. Kobiety i konie. Brak tylko wina i piosenki, i byłby komplet — we Włoszech naturalny jak codzienna sjesta. ”

  3. Antares said

    Może co niektórzy niemcy zainteresują się swoim pochodzeniem i w końcu powiedzą że są Słowianami tj. Polakami. W końcu to co się u nich zaczyna dziać to chyba nie napawa ich niemiecką dumą.

    ——
    Nie, nie, już nie są Słowianami, sami tego chcieli – i nie musimy się za nich wstydzić.
    Admin

  4. Siekiera_Motyka said

    „966–1385 Wojciech Gerson, Przyjęcie Żydów, Kazimierz Wielki i Żydzi

    Pierwsi Żydzi, którzy pojawili się na ziemiach polskich w X wieku, byli wędrownymi handlarzami niewolników słowiańskich. Handlarze ci, zwani Radanitami, dostarczali niewolników do Europy Zachodniej i krajów arabskich, a ich szlak przebiegał z Buchary przez wybrzeża Morza Kaspijskiego, Itil, Kijów i Pragę, i dalej przez Śląsk, Niemcy i Francję na muzułmański Półwysep Iberyjski. Jeden z Radanitów, sefardyjski kupiec z Tortosy Ibrahim ibn Jakub, w 966 pozostawił pierwszy historyczny opis państwa Polan Mieszka I[6][7][8].”

    .http://webserver.sms.org/intranet/classes/history/worldhist/Graphics/radhanitemerchants.jpg
    .https://static.cambridge.org/resource/id/urn:cambridge.org:id:binary:20160830120032540-0588:19074map10_1.png?pub-status=live

    ” Nieprzypadkowo też współcześni nazywali ówczesną Polskę rajem dla Żydów (łac. paradisus Iudaeorum)[3]
    – Określenie to pochodzi od przysłowia brzmiącego: „Polska była niebem dla szlachty, czyśćcem dla mieszczan, piekłem dla chłopów, a rajem dla Żydów”, pochodzącego z pocz. XVII w.: Samuel Adalberg: Księga przysłów, przypowieści i wyrażeń przysłowiowych polskich. 1889–1894, s. 419.. Według Stanisława Kota, fraza pierwszy raz pojawiła się w paszkwilu z 1606 autorstwa anonimowego autora, zatytułowanym Paskwiliusze na królewskim weselu podrzucone. Autor tego tekstu, przypuszczalnie mieszczanin lub duchowny katolicki, krytykuje przywileje szlachty i związanych z nią ekonomicznie Żydów. Stanisław Kot: Polska rajem dla Żydów, piekłem dla chłopów, niebem dla szlachty. Warszawa: 1937.”

    Jak badania się zakończą będzie wielka niespodzianka ogłoszona w Heidelbergu. Byli to Żydzi a nie Słowianie.

  5. kura domowa said

    nazwy owych ludow jakos tak mi sie skojarzyly na pierwszy rzut oka: Wendi,Windi,Windelici czyli veni vidi vici.

  6. Nie wiem czemu, ale ten wenecki karnawał kojarzy mi się z masonerią. Może to przez te maski?

  7. Duce said

    Przypomnę, że w czasie Wypraw Krzyżowych Wenecjanie dorobili się fortun gdy francuscy rycerze zostawiali im swoje majątki w zamian za przeprawę przez Morze Śródziemne do Ziemi Świętej. Wielu rycerzy już nigdy nie powróciło do Europy: zginęli z rąk niewiernych lub zabiły ich choroby nieznane białemu człowiekowi.

  8. Duce said

    Ad. 6 (Premizlaus Crucis)
    Niewykluczone, że ma Pan rację. Włochy są jednym z czołowych krajów opanowanych przez masonerię (zaś tzw. mafia, czyli lokalne rzezimieszki o których krążą mity, to jej zbrojne ramię).
    Mnie z kolei weneckie maski przywołują w pamięci obraz Kubricka „Oczy szeroko zamknięte” i słynną scenę z Tomem Cruisem na balu maskowym:

  9. Artur said

    @ Antares
    Tak się zastanawiam, dobrze podałeś przykład Niemców, bo może to wstęp z tymi z Wenecji, taki balonik próbny, żeby w perspektywie był przyczynek do oskarżania polaków, kto wie?? może tak jest.

  10. RomanK said

    AKudyz tam Wenecjanom do Sarmatow…bo – „jak wiadomo , i wszyscy wiedzom MYYYYYY- Polacy to nie zadni Slowianie, ale Sarmaci”
    bo 99% to nie chlopi Slowianie to chlopi panszczyzniani, a ci skacapieli dawno…. ale MYYYYYY dumne potomki Jana Tego..no….co to Turkow tego….:-_)))
    A ci co wiedza, wiedza ze jezyk etruski..z ktorym nikt nie dawal sobie rady w Starozytnym Rzymie…( Sarmaci kaleczyli po lacinie) jest jesli czytac napisy w 50% natychiast zrozumialy dla Polaka, czy Horwata…czy Czecha…

  11. tom said

    Oni chcą polskie obywatelstwo żeby ujść przed uchodźcami

  12. Artur said

    Polskie obywatelstwo rozdają na lewo i prawo

  13. RomanK said

    Dlatego Konstytutka ….. uwaza ze Polakiem sie jest poprze”nadanie obywatelstwa polskiego:-))))” przez wladze polakotforcze:-))))

  14. Peryskop said

    Pod tymi weneckimi (wędckimi) żaglami wszystko więc zaczyna logicznie wyłaniać się z pseudonaukowych błot allokossinizmu [nie rozumiemy tego słowa – admin].

    allokossinizm

    allo-
    combining form indicating difference, variation, or opposition:
    allopathy, allomorph, allophone, allonym
    Word Origin – from Greek allos other, different

    wiki:
    Gustaf Kossinna (ur. 28 września 1858 w Tylży, zm. 20 grudnia 1931 w Berlinie) – niemiecki lingwista, profesor archeologii na Friedrich-Wilhelms-Universität w Berlinie oraz twórca „metody etnicznej”. Zajmował się głównie problematyką pochodzenia i rozprzestrzeniania się Germanów. Był on zgermanizowanym Mazurem [potrzebny przypis].
    [Kossinna chasbarsky Prusak ? – Pery]


    Teoria Kossinny

    Był twórcą archeologii osadniczej, łączącej kultury archeologiczne z jednostkami etnicznymi. Uważał, że różnice i podobieństwa kulturowe wynikają ze zróżnicowania lub jedności etnicznej. Obszar określonych terytoriów kulturowych odpowiada zasięgowi osadnictwa głównych ludów i grup etnicznych. Jego uczniem był twórca poznańskiej szkoły archeologicznej prof. Józef Kostrzewski, który stosując bardzo zbliżoną metodologię doszedł do teorii autochtonicznej, zakładającej historyczną ciągłość osadnictwa słowiańskiego na terenie Polski od prehistorii, przez co stał się głównym polemistą i przeciwnikiem swojego nauczyciela.

    Według Kossinny, plemiona germańskie miały w starożytności zasiedlać znaczne obszary środkowej Europy, włącznie z Polską, prasłowiańskie zaś, a później słowiańskie – błota Prypeci. Według niego Słowianie, odcięci od wszelkich prądów wyższej kultury, biedni i prymitywni, dopiero w VI wieku, wykorzystując sprzyjającą chwilę dziejową, zajęli dzisiejsze siedziby ku wschodowi i zachodowi, wtedy, gdy ludy germańskie stworzyły już bogatą cywilizację, niezależną od wpływów świata śródziemnomorskiego lub orientalnego.

    Związki koncepcji Kossinny z narodowym socjalizmem

    Już w chwili ogłoszenia swojej teorii, w 1895 roku, na zjeździe Niemieckiego Towarzystwa Antropologicznego w Kassel, sam Kossinna włączył ją w służbę niemieckiej idei narodowej, która miała uzasadniać terytorialne roszczenia Niemiec wobec ziem zamieszkanych przez Czechów i Polaków. Jego teorie dotyczące pochodzenia Germanów mocno wpłynęły na ideologię narodowosocjalistyczną. Uprawiana przez niego apoteoza prehistorycznej kultury germańskiej spowodowały, że po zwycięstwie wyborczym Narodowosocjalistycznej Partii Robotniczej Niemiec stał się wysoko ceniony w Niemczech.

    Między 1933 a 1936 rokiem pojawiły się 3 wydania jego książki Die deutsche Vorgeschichte w której twierdził m.in., że polskie Pomorze oraz Wielkopolska były prakolebką Germanów już w epoce brązu, podczas gdy ludność słowiańska pojawiła się tam o wiele później. Wychodząc z tego założenia uważał, że ziemie te należą się Niemcom, spadkobiercom starożytnych Germanów. Uczniowie Kossinny, jak prof. Hans Schleif, wówczas Obersturmbannführer SS, podlegający bezpośrednio Reichsführerowi SS Heinrichowi Himmlerowi, prowadzili prace badawcze w Biskupinie, które miały udowodnić germańskie pochodzenie osady.

    Przeciwko teorii Kossinny mocno występował jego były student, polski archeolog Józef Kostrzewski, za co dostał się na listę wrogów III Rzeszy. J. Kostrzewski, choć odrzucał niektóre rasistowskie założenia G. Kossinny, przejął kilka jego podstawowych tez, w tym identyfikację zasięgu określonej kultury archeologicznej z zasięgiem wspólnoty etnicznej (plemieniem/ludem). Po przegranej przez Polskę kampanii wrześniowej prof. Kostrzewski zdołał uciec, ale cały okres okupacji niemieckiej w Polsce musiał spędzić ukrywając się przed gestapo pod zmienionym nazwiskiem…

    ===

    wiki:
    Józef Kostrzewski (ur. 25 lutego 1885 w Węglewie k. Gniezna, zm. 19 października 1969 w Poznaniu) – polski archeolog, muzeolog, profesor Uniwersytetu Poznańskiego, drugi zastępca przewodniczącego Komitetu Słowiańskiego w Polsce, twórca poznańskiej szkoły archeologicznej, prowadził m.in. wykopaliska w Biskupinie.


    Rys biograficzny

    Uczęszczał do Królewskiego Gimnazjum w Ostrowie, gdzie udzielał się w organizacjach samokształceniowych i patriotycznych (m.in. Towarzystwo Tomasza Zana). W Ostrowie nawiązywał kontakty z lokalnym środowiskiem politycznym, uczęszczał na wykłady polityczno-historyczne do księgarni Stefana Rowińskiego. W 1897 z powodu braku promocji do klasy IV (niższej tercji) przenosi się do Królewskiego Gimnazjum w Gnieźnie. Po aresztowaniach i procesie gnieźnieńskich gimnazjalistów, w 1903 reaktywuje tam działalność T.T.Z i w tym samym czasie nawiązuje kontakt z założonym w 1902 przez prof. Wincentego Lutosławskiego krakowskim Stowarzyszeniem Religijno-Patriotycznym „Eleusius” w efekcie zakłada Wielkopolski „Eleusius” i przyjmuje pseudonim „Wielki Eleuteryk”. W roku przedmaturalnym zadenuncjowany za działalność w T.T.Z i „Eleusius” zmuszony jest się przenieść z Gniezna do Konigliches Auguste Victoria Gymnasium w Poznaniu gdzie w 1907 zdał maturę.

    W latach poznańskich działał w miejscowym Towarzystwie Przyjaciół Nauk, w jego Wydziale Archeologicznym. Był też wówczas współredaktorem Zapisków Archeologicznych Poznańskich i Albumu prehistorycznych zabytków Wielkiego Księstwa Poznańskiego (1833-1915). Uczestniczył w Ogólnopolskim Zjeździe Filomackim w Warszawie, po którym został przez władze rosyjskie aresztowany. Po zwolnieniu studiował historię w Krakowie, następnie doktoryzował się w Friedrich-Wilhelms-Universität w Berlinie pod kierunkiem prof. Gustafa Kossiny. Po I wojnie światowej angażował się w powstanie Uniwersytetu Poznańskiego. Pełnił funkcję kuratora i otrzymał godność filistra honoris causa korporacji akademickiej Filomatia Posnaniensis. Członek korespondent Polskiej Akademii Umiejętności od 1928, a od 1935 roku jej członek czynny.

    Był jednym z twórców teorii autochtonicznej w archeologii polskiej, która zakładała historyczną ciągłość osadnictwa słowiańskiego na terenie Polski od prehistorii. Na tym polu wdał się w polemikę z archeologami niemieckimi – Gustafem Kossinną i Bolko von Richthofenem, za co w czasie II wojny wpisany został na listę wrogów III Rzeszy. Po przegranej przez Polskę kampanii wrześniowej, na uniwersytecie w Poznaniu pojawili się archeolodzy w mundurach SS, a prof. Kostrzewski tylko dzięki pomocy przyjaciół oraz szybkiej ucieczce zdołał ocalić życie. W czasie okupacji ukrywał się pod zmienionym nazwiskiem w Burzynie pod Tuchowem (pow. tarnowski) oraz Zarzeczu k. Niska (w należącym do Stanisława Hofmokla folwarku Klemensówka), ponieważ tropiło go Gestapo.

    Po wojnie od 1952 członek tytularny, od 1957 członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk. Otrzymał od macierzystego uniwersytetu 25 lutego 1965 tytuł doktora honoris causa. Ten tytuł nadały mu również inne uczelnie krajowe (np. Uniwersytet Jagielloński w Krakowie) i zagraniczne (np. Uniwersytet Humboldta w Berlinie). Uhonorowany wieloma odznaczeniami krajowymi (m.in. Orderem Sztandaru Pracy I klasy w 1957) i zagranicznymi (m.in.: Oficer Legii Honorowej w 1937; Krzyż Komandorski Orderu Świętego Grzegorza Wielkiego w 1964).

    Archeolog ten dowodził o nieprzerwanej obecności Słowian na Odrą i Wisłą przynajmniej od 1500 lat przed naszą erą. Pogląd ten również ze względów politycznych obowiązywał w polskiej archeologii do końca XX wieku.

    Pochowany na cmentarzu parafialnym na Smochowicach…

    Dorobek naukowy

    Aktywny w wielu dziedzinach archeologii. Zajmował się przede wszystkim epoką brązu, okresem lateńskim i wczesnym średniowieczem. Był zwolennikiem koncepcji autochtonistycznej – zakładał obecność Słowian w Polsce jeszcze przed okresem wczesnego średniowiecza. Prowadził liczne badania wykopaliskowe, między innymi w Biskupinie na osadzie ludności kultury łużyckiej (od 1934), Gnieźnie (od 1936) i w Poznaniu (od 1938). Jego dorobek naukowy jest ogromny i obejmuje ponad 900 prac, w tym 11 monumentalnych syntez i monografii z zakresu prehistorii oraz wczesnego średniowiecza ziem polskich.

    Ważniejsze publikacje

    „Wielkopolska w czasach przedhistorycznych” (1913, wydanie 3: 1955)
    „Die ostgermanische Kultur der Spätlatenezeit” (1919)
    „Prehistoria ziem polskich” (wraz z R. Jakimowiczem i S. Krukowskim, 1939, reedycja 1948)
    „Kultura prapolska” (1947, wydanie 3: 1962)
    „Zagadnienie ciągłości zaludnienia ziem polskich w pradziejach” (1961)
    „Pradzieje Polski” (wraz z W. Chmielewskim, K. Jażdżewskim, 1965)
    „Z mego życia. Pamiętnik”, Ossolineum 1970
    „Gniezno w zaraniu dziejów (od VIII do XIII wieku) w świetle wykopalisk”, Poznań 1939

    ===

    Teoria autochtoniczna Kostrzewskiego z roku 1913 w archeologii polskiej zakładała historyczną ciągłość osadnictwa słowiańskiego na terenie Polski od prehistorii – była odpowiedzią na powstałą kilka lat wcześniej teorię allochtoniczną, pogląd umieszczający siedziby wczesnych Słowian bardziej na wschodzie, w dorzeczu Dniepru (autorem pierwszej publikacji z roku 1902 na ten temat był czeski archeolog Lubor Niederle).

    [Niederle chasbarsky Ziomal ? – Pery]

Sorry, the comment form is closed at this time.