Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Zabójcze archiwum

Posted by Marucha w dniu 2017-07-11 (wtorek)

Był początek czerwca 1945 r. Wcześnie rano na dziedziniec pałacu w Radomierzycach wjechały trzy terenowe samochody pod dowództwem późniejszego premiera rządu PRL Piotra Jaroszewicza.

Z aut wysiadło kilku cywilów i uzbrojeni żołnierze w polskich mundurach. Weszli do pałacowych oficyn. Dowodził wysoki mężczyzna w stopniu pułkownika.

Przybysze zamierzali przeszukać zdeponowane w Radomierzycach pod koniec II wojny światowej ogromne niemieckie archiwum. Jadąc do pałacu, nie wiedzieli jeszcze, co ono zawiera. Kilkadziesiąt lat później trzy najbardziej wtajemniczone w te poszukiwania osoby zostały zamordowane – wszystkie w tajemniczych okolicznościach. Był wśród nich peerelowski premier Piotr Jaroszewicz.

Latem 1944 r. w pałacu rozpoczęły się otoczone ścisłą tajemnicą prace budowlane. W jednej z oficyn poza głównym gmachem powstawało opancerzone pomieszczenie ze wzmocnioną podłogą, przypominające bankowy skarbiec. Po ukończeniu budowy skarbca do Radomierzyc zaczęły zjeżdżać ciężarówkami tajne, zebrane w całej Europie dokumenty.

Raporty o przebiegu akcji trafiały bezpośrednio na biurko Waltera Schellenberga, szefa VI departamentu Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA). To świadczy o randze całego przedsięwzięcia, a także o znaczeniu archiwum dla niemieckich władz. Wskazuje również na osobę, której najbardziej zależało na ukryciu dokumentów, będących już po wojnie znakomitym punktem przetargowym w różnych rozgrywkach politycznych.

Misja Jaroszewicza

Pod koniec lat 70. XX wieku na ślad radomierzyckiego archiwum trafił Jerzy Rostkowski, pisarz i dokumentalista. Spotkał się wtedy ze znanym sudeckim przewodnikiem Tadeuszem Steciem. A po jego śmierci rozmawiał jeszcze z przyjaciółmi Stecia – Henrykiem Piecuchem i Andrzejem Nowickim.

Steć, współpracownik służb wywiadowczych, ujawnił, że w 1945 r. odwiedził Radomierzyce w poszukiwaniu zdeponowanych tam dokumentów. Pałac, nietknięty podczas wojny, został opuszczony przez mieszkańców. Pozostali natomiast okoliczni autochtoni, którzy wspominali, że przez ostatnie miesiące w majątku mieszkali również jacyś obcokrajowcy, prawdopodobnie Francuzi. Widzieli także polskich żołnierzy, którzy przyjechali na wyspę.

Tymi ludźmi kierował Piotr Jaroszewicz, wówczas pułkownik LWP. To do Jaroszewicza trafiła informacja o ukryciu przez Niemców ważnych dokumentów w pałacu nad brzegiem Nysy. Jaroszewicz chciał, by nie była to oficjalna akcja wojskowa, lecz prywatne przedsięwzięcie, które pozwoliłoby mu się zorientować, co kryło się w Radomierzycach. Zabrał tylko zaufanych ludzi.

Z Jaroszewiczem byli m.in. Tadeusz Steć i ppłk Jerzy Fonkowicz, podczas wojny szef specjalnej grupy bojowej przy Sztabie Głównym Armii Ludowej i jednocześnie oficer Oddziału II Informacyjnego tej formacji. Był on także agentem sowieckiego wywiadu.

Zasłużył się Sowietom akcją na lokal archiwum Armii Krajowej w Warszawie, kiedy to zdobyto materiały dotyczące przedwojennych komunistów. Przejęto wtedy również materiały dotyczące Armii Krajowej i przekazano je gestapo, co spowodowało później falę aresztowań żołnierzy AK. W 1945 r. płk Fonkowicz był szefem Oddziału III Zarządu Informacji LWP.

W ekipie Jaroszewicza znalazł się też mjr Władysław Boczoń. Przed wojną był szefem kontrwywiadu Armii Poznań, od 1940 r. służył jako oficer wywiadu ZWZ, a potem AK (pseudonim Pantera). Uczestniczył w „podwójnych grach” wywiadu Armii Krajowej, skierowanych przeciwko zakonspirowanym strukturom abwehry i gestapo.

Dla Jaroszewicza był cennym ekspertem, znawcą tajemnic niemieckiego wywiadu. W ekspedycji uczestniczyło także dwóch specjalistów zajmujących się przejmowaniem zabytków na terenach zajętych po wyparciu Niemców. Nie znali oni prawdziwego celu misji w Radomierzycach.

Akta Schellenberga

Po dotarciu na wyspę ekipa Jaroszewicza odnalazła w jednej z oficyn potężne sejfy wmurowane w ściany, w drugiej zaś (na piętrze) – wielkie pomieszczenie o ścianach wzmocnionych stalowymi płytami, zamknięte pancernymi drzwiami.

Po sforsowaniu drzwi uczestnicy misji Jaroszewicza zobaczyli tysiące teczek zawierających tajne dokumenty Głównego Urzędu Bezpieczeństwa III Rzeszy. – Były tam akta personalne, listy, plany; głównie archiwa wywiadu francuskiego, a być może także belgijskiego i holenderskiego – twierdzi Jerzy Rostkowski.

Miało się tam także znajdować archiwum paryskiego gestapo, zawierające listy konfidentów. Były to dane o ludziach, ich ciemnych interesach i kolaboracji z Niemcami oraz wydarzeniach prowokowanych przez niemieckie tajne służby, w których uczestniczyły znane osobistości. Tymi sprawami zajmowała się jedna z grup VI departamentu RSHA, którym kierował Walter Schellenberg.

Tadeusz Steć, król przewodników (i pederastów)

„Jaroszewicz z Fonkowiczem chyba nie znali niemieckiego lub znali ten język zbyt pobieżnie, bo często przysyłali umyślnego, zazwyczaj jakiegoś szeregowego, abym im przetłumaczył jakieś kwity. Pamiętam, że Fonkowicz został gdzieś wezwany, musiał nagle wyjechać, a ja z Jaroszewiczem zostałem w Radomierzycach jeszcze dwa lub trzy dni. Cały czas tłumaczyłem. Jaroszewicz przebierał. Wybrał stosik dokumentów. Zrobił z nich dwie lub trzy niewielkie paczki. (…)

Byłem akurat pod pałacem, razem z dwoma cywilami, specjalistami od zabytków, których zostawił Fonkowicz. Nagle na dziedziniec pałacu wpadła grupa czerwonoarmiejców z bronią gotową do strzału.  Ani się obejrzeliśmy, jak ustawiono nas pod ścianą z rękami do góry. Na szczęście wyszedł Jaroszewicz, pogadał z dowódcą grupy, jakimś lejtnantem chyba.

Czerwonoarmiści pognali nas w kierunku wioski, nie szczędzili kopniaków, doprowadzili do drogi Bogatynia – Zgorzelec i kazali iść, doradzając, abyśmy zapomnieli o pałacu i wszystkim, co widzieliśmy i słyszeliśmy” – tak mówił Tadeusz Steć, a jego słowa zanotował Henryk Piecuch.

Paczki z wybranymi dokumentami pozostały w samochodzie Piotra Jaroszewicza. Innymi archiwaliami w pałacu zajął się sowiecki wywiad. Zdaniem Jerzego Rostkowskiego, Rosjan mógł ściągnąć do Radomierzyc Fonkowicz. Żołnierze pojawili się przecież tuż po jego nieoczekiwanym wyjeździe z pałacu.

Likwidowanie świadków?

Pod koniec lipca 1945 r. radomierzyckie archiwum wyekspediowano do ZSRR. Zawierało ono około 300 tys. teczek, średnio po 250 stron każda, w tym 20 tys. teczek niemieckiego i francuskiego wywiadu wojskowego, 50 tys. teczek sztabu generalnego i liczące 150 teczek akta Leona Bluma i archiwum rodziny Rothschildów. Oprócz tego był tam ogromny zbiór dokumentów dotyczących kolaboracji Francuzów z Niemcami.

– O istnieniu tych dokumentów wiemy z ujawnionych w latach 90. wspomnień wiceprzewodniczącego Komitetu Archiwów Rosji Anatola Prokopienki. Niewielką część archiwum pochodzącego z Radomierzyc, a także z zamków Czocha i Książ, Rosja sprzedała Zachodowi – twierdzi Jerzy Rostkowski. W Polsce, w prywatnym archiwum Piotra Jaroszewicza, pozostała część dokumentacji, nie wiadomo jednak, jakiej rangi.

Do lat 90. ubiegłego wieku dożyły trzy osoby przeglądające w czerwcu 1945 r. radomierzyckie archiwum: Piotr Jaroszewicz, Tadeusz Steć i Jerzy Fonkowicz. Wiadomo, że przez lata te trzy osoby utrzymywały z sobą kontakt. Wszystkie trzy zostały zamordowane przez nieznanych sprawców; ofiary torturowano przed śmiercią.

Piotra Jaroszewicza i jego żonę zabito w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r. W nocy z 11 na 12 stycznia 1993 r. zamordowano Tadeusza Stecia, a Jerzego Fonkowicza – w 1997 r. W żadnym z tych zabójstw śledztwo nie wykazało motywu rabunkowego.

Jerzy Rostkowski w książce „Radomierzyce. Archiwa pachnące śmiercią” twierdzi, że morderstwa mogą mieć związek z dokumentami przejętymi w 1945 r. w Radomierzycach. Jeśli tak było, to Jaroszewicz, Steć i Fonkowicz zabrali tajemnicę do grobu.

Historia Pałacu.

Radomierzyce to mała, położona nad Nysą Łużycką wioska, gdzie znajduje się ten wielki pałac. Został zbudowany w 1708 r. na wyspie otoczonej podwójną fosą. To jeden z najwspanialszych zabytków w tej części Europy. Przez niemal trzy stulecia pałac w Radomierzycach gościł w swoich salonach m.in. króla Polski Augusta II Mocnego, króla Prus Fryderyka II Wielkiego, cesarza Niemiec Wilhelma I, czy choćby prezydenta Rzeszy von Hindenburga.

Gośćmi byli tu też sławni artyści, poeci i generałowie. Sławni goście nie pojawiali się tu przypadkowo – fundatorem pałacu był Joachim Sigismund von Ziegler, podkomorzy Augusta II Mocnego. Zapisał posiadłość fundacji dobroczynnej. Pałac miał być siedzibą przytułku dla dwunastu szlachcianek i jednej ochmistrzyni (też arystokratki), które nie z własnej winy popadły w biedę.

Żeby zamieszkać w Radomierzycach, musiały być pannami wyznania ewangelickiego i udokumentować szlacheckie pochodzenie od co najmniej czterech pokoleń. Od listopada 1728 r. w pałacu w Radomierzycach działał prowadzony przez ewangelicką fundację zakład dla arystokratek.

Von Ziegler zlecił zaprojektowanie pałacu najznakomitszym saksońskim architektom: Poeppelmanowi i Kocherowi. Podstawowe roboty budowlane zakończono w 1722 r., a przez następne 6 lat trwały prace wykończeniowe. Wnętrzem zajmowali się drezdeńscy rzemieślnicy. Jest tu 12 kominów, czyli tyle, ile miesięcy w roku; są 52 pary wielkich drzwi symbolizujące tygodnie, a 365 okien odnosi się do liczby dni w roku.

http://www.iluminaci.pl/

komentarzy 8 to “Zabójcze archiwum”

  1. PISKORZ said

    Wiele wskazuje na to, że śmierć tych 3 ofiar ma związek z tym papierami z pałacu w Radomierzycach..Tylko tu nasuwa się pytanie…dlaczego mordercy/ich mocodawcy tak długo czekali z „wykonaniem wyroku”..?! Nie sądzę, aby katalizatorem tego wyroku była wiadoma książka P. Jaroszewicza.! Przecież Steć nie miał zamiaru nic publikować lub pisać dla siebie..Był tak jak P. Jaroszewicz numizmatykiem / i to ich też łączyło/. A Fonkowicz został zamordowany w Konstancinie dobre kilka lat po tych 2 ofiarach. PS JEDNO JEST PEWNE, ŻE GDYBY TE DOKUMENTY UJRZAŁY ŚWIATŁO DZIENNE..to było by jak granat rzucony w gnojówkę…wywróciłoby to do góry nogami pół Europy..tak czytałem i mnie to przekonuje.

  2. Ad. 1

    „Tylko tu nasuwa się pytanie…dlaczego mordercy/ich mocodawcy tak długo czekali z „wykonaniem wyroku”..?!”

    – To proste. Wcześniej ta wiedza nie zagrażała nikomu. Żadna z osób z tych akt nie pełniła ważnej funkcji publicznej. Trupy dawały gwarancję bezpieczeństwa albo tym, którzy już byli na świeczniku, albo tym, których do takiej roli przygotowywano.

  3. PISKORZ said

    re 2 Dziękuję, o tym nie pomyślałem..B. prawdopodobne, że tak właśnie było..

  4. PISKORZ said

    re 3. Widziałem dom w Konstancinie w którym został zamordowany Fonkowicz. Jego gosposia została skrępowana/zakneblowana i wrzucona do piwnicy..przeżyła.

  5. Vici said

    Trzeba zrobic wrescie porzadek z tymi .Ktorzy sie zowia ;polska yelyta.
    Pacholki telavivu waszyngtonu berlina czy City of London.

  6. Grace said

    Bardzo jestem ciekawa sprawy zabójstwa Państwa Jaroszewiczów. Ja mysle ze w tych wszystkich niewyjaśnionych zabójstwach sprawcami są ci ze szczególną uroda..i wypaczona ideologia.

  7. Siekiera_Motyka said

    Dalej ciekawy temat 🙂

    „Rodzina Rothschildów i inni

    W lipcu 1945 zakończyło się przejęcie przez Związek Radziecki archiwum z Radomierzyc. Zawierało ono około 300 tysięcy wstępów do akt, poza tym 20 tysięcy kompletnych akt niemieckich i francuskich tajnych służb wojskowych, 50 tysięcy akt niemieckiego sztabu generalnego i 150 akt archiwów dotyczących Leona Bluma i rodziny Rothschildów. Ponadto w sejfie w Radomierzycach znajdowały się kolejne wielkiej wagi materiały: prawie wszystkie dokumenty dotyczące współpracy francuzów z niemieckimi okupantami. Siłę rażenia, która tkwiła w tym archiwum, można zrozumieć tylko wtedy, gdy zna się rolę Schellenberga wśród nazistów.

    Walter Friedrich Schellenberg prowadził SD – Sicherheitsdienst, czyli tajną służbę bezpieczeństwa oraz kontrwywiad. Był uczestnikiem próby uprowadzeniu dawnego angielskiego króla Edwarda VIII z Portugalii. Razem z Reinhardem Heydrichem, protektorem Rzeszy na Czechy i Morawy, polował na agentów, którzy zaopatrywali wroga w ważne wojenne informacje, znanych później jako „Czerwona Orkiestra”. Najpierw Schellenberg zorganizował tak zwany Incydent w Venlo, który miał dać Hitlerowi pretekst wkroczenia do Holandii. Schellenberg zajmował się także pikantnymi sprawami, takimi jak akcje podsłuchowe w Salonie Kitty (1939-1942), berlińskim domu publicznych dla wyższych sfer, znajdującym się na Giesebrechtstraße. Bywali w nim prominentni dyplomaci, generałowie, szefowie Rzeszy, ministrowie, gauleiterzy i artyści. Panie, które przebywały w tym SS-burdelu, sprowadzono z wszystkich części Rzeszy, a także z Austrii i Polski. Zatrudnione kobiety miały od 20 do 30 lat. Oprócz niemieckiego, mówiły także w językach francuskim, włoskim, hiszpańskim, angielskim, rosyjskim i polskim. Tylko w 1940 roku podsłuchano ponad 10 000 osób, które przewinęły się przez ten dom publiczny SS.”
    http://www.region24.info/art-215.html

    „Tadeusz Steć, król przewodników (i pederastów)”
    O co tu chodzi ?

    W „O Nas” na stronie region24 spotykam nazwisko Steć.

    „Beata Steć
    Z-ca Red. Naczelnego – Warszawa Ukończyła Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Warszawskim”

    ——
    Wybitny przewodnik, działacz turystyczny, autor znakomitych książek, Tadeusz Steć był również pederastą, ale akurat nie za to go cenimy.
    Admin

  8. Yagiel said

    Schellenberg to ten od Stirlitza’a z „17 mgnień wiosny”? Bardzo serialowa historia, bo wynika z niej ,że Schellenberg wiedział w jakim zamku umieszcza swe cenności – może nawet dbał o ciągłość tradycji trwałej od zbudowania takiego właśnie zamku tam właśnie? W takim razie tradycja ta trwa, skoro Jaroszewiczów zamordowano…
    Bardzo to literackie – Sienkiewicz „Krzyżaków” napisał też w 52 rozdziałach, ale czy to znaczy, że Radomierzyce mają tradycję aż od czasu Zakonu Teutońskiego?
    A pan Steć to tak oficjalnie był w tej okolicy pederastą? A skąd się wziął w tej okolicy, bo chyba młody płk LWP Jaroszewicz zastał go tam? Pan Steć znał niemiecki w pełni, ale czy to znaczy, że był Niemcem? Nie, mógł był w stałym kontakcie z Niemcami, nawet bardzo bliskim… Tylko czy on by się tym wszystkim chwalił? Wątpię.
    Żeby literacko skończyć: jako dziecko słysząłem w niedzielne przedpołudnie w radio słuchowisko o grupce dzieci bodaj na wakacjach w jakimś miasteczku. Weszły do czyjegoś ogrodu i wygonił je pies; przestraszone zapamiętały straszny szczegół: pan tego psa, staruszek, wołał do niego „zostaw!” i wtedy pies gonił… Powiedziały o tym dziadkowi, którego to poraziło, bo przezył obóz koncentracyjny, w którym był esesman z psem, który pytał więźniów, co ma powiedzieć psu… Domyślacie się.
    Dziadek poszedł na milicję (lata 60.), a milicja do tego sąsiada, staruszka z psem – a to był esesman, którego dziadek rozpoznał.
    Dziś takich staruszków już nie ma ,sam juz niemal staruszkiem jestem i zastanawiam się: kogo w Polsce/III RP mogą teraz kompromitować dokumenty z II światowej i dawniejsze, schowane w takim szczególnym zamku przez Schellenberg’a…? I dlaczego Steć o tym opowiedział. I dlaczego ten zamek nadal stoi, chyba nienaruszony…?
    Eeech! Chyba za dużo naczytaliśmy się swego czasu Pana Samochodzika.

Sorry, the comment form is closed at this time.