Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Trump tu i tam

Posted by Marucha w dniu 2017-07-14 (piątek)

Przyznam się Państwu szczerze – nie czytałem żadnych komentarzy po wizycie prezydenta USA Donalda Trumpa w Polsce. Wszystko czym dysponuję pisząc ten tekst, to treść wystąpienia Trumpa, informacje medialne o innych jego wypowiedziach i, w niewielkim stopniu, obserwacja otoczki wizyty w Polsce. Wszystko po to, aby zachować własne spojrzenie bez sugestii z zewnątrz.

Na początek musimy cofnąć się o prawie 30 lat. 12 lipca 1988 r. na Wawelu miała wówczas miejsce kulminacja wizyty w Polsce przywódcy ZSRR Michaiła Gorbaczowa. Gorbaczow stanowił inną jakość od samego początku swojego przewodzenia ZSRR i KPZR. Nie tylko w wymiarze wewnętrznym w postaci głasnosti i pierestrojki, ale, może przede wszystkim, w wymiarze międzynarodowym i wizerunkowym.

Miliony Rosjan nie postrzega działań Gorbaczowa pozytywnie, przeciwnie, uważają go za tego, który pozbawił ich kraj na lata statusu supermocarstwa i sprowadził na zwykłych ludzi grozę dzikiego kapitalizmu, niemniej powiedzmy sobie szczerze – to problem Rosjan.

Dla nas i dla świata Gorbaczow wtedy – począwszy od 1985 r. – to był prawdziwy przełom, przy którym chował się przełom chruszczowowski. Genewskie i reykjawickie spotkania z Ronaldem Reaganem przyniosły kres wyścigowi zbrojeń i całej Zimnej Wojnie. Uczciwi Polacy zapamiętają Gorbaczowa jako człowieka nie tylko przyjaźnie nastawionego wobec Polski i Polaków, ale i jako tego, który rozpoczął proces odkłamywania trudnej historii stosunków polsko-radzieckich. No i ta kolosalna zmiana w zwykłym ludzkim, przyziemnym odbiorze.

Właśnie, Wawel ’88 i występ przed Gorbaczowem Andrzeja Rosiewicza ze specjalnie napisanym na te okazję utworem „Wieje wiosna ze wschodu”. Poza wielką polityką istnieje czynnik ludzki i tu właśnie Gorbaczow odniósł wielki sukces. Po epoce śmiertelnie poważnych, schorowanych starców o marsowych obliczach (Breżniew, Andropow, Czernienko) nastąpił człowiek stosunkowo młody, uśmiechnięty i sympatyczny, z żoną, która ubiorem i obyciem odpowiadała standardom zachodnim.

Wreszcie, co było nie do pomyślenia wcześniej – i tu zasługa Andrzeja Rosiewicza i jego przebojowości – był otwarty na socjalizowanie się z wykonawcą co prawda z jednej strony kojarzonym z wygłupami w rodzaju Zenka z miotłą, ale i bardzo poważnego barda śpiewającego w Hali Oliwii w 1981 r. choćby nieprawomyślną „Propagandę sukcesu”.

Rozpisałem się na ten temat obszernie gdyż osoby zarówno Gorbaczowa jak i Rosiewicza, i tym razem, w 2017 r., choć każda z osobna, łączą się – tym razem za przyczyną Donalda Trumpa.

Trump tu…

Niestety, o ile piosenka z 1988 r. wyrażała po polsku i rosyjsku nadzieję, że Gorbaczow dotrzyma zobowiązań, które złożył publicznie i przeplatała treść publicystyczną fragmentami rosyjskich pieśni ludowych, co jako całość należało ocenić jako podane ze smakiem i sensem, a nawet dość odważne, o tyle dzisiejszy występ Andrzeja Rosiewicza dla Trumpa to tylko muzyczny koszmarek z lizusowskim tekstem i nieznośnymi częstochowskimi rymami, stworzony, żeby podkreślić oddanie i wierność obecnemu prezydentowi USA.

Śpiewając dziś „I’m trendy Andy” Rosiewicz wystawia, może nieświadomie, świadectwo swojej wersji misiowego „ja wam zawsze, wszystko wyśpiewam”. Ale jest to również świadectwo zupełnie nieakceptowalnego i (nad)zwyczajnie żenującego polskiego zachłyśnięcia się Ameryką, które trwa od z górą stu lat i tak naprawdę stanowi przypadek dla psychologów i psychiatrów, gdyż w racjonalny sposób nie da się go wytłumaczyć.

Zastanówmy się, czy poza trzynastym punktem Wilsona, który oczywiście opowiadał się za niepodległą Polską, ale dość mgliście określał jej granice i dostęp do morza i pomocy z UNRR-y, uzyskaliśmy przez te sto lat cokolwiek od USA poza piękną mową od czasu do czasu, wyrazami poparcia, ciągłym przypominaniem Kościuszki i Pułaskiego, od czasu do czasu grania Katyniem, sławienia dzielności polskich żołnierzy, uskutecznianiem po polsku, ale przecież amerykańskiej racji stanu przez RWE i Głos Ameryki, czy pomocy w latach 80-tych zaraz po nałożeniu sankcji, które tę pomoc uczyniły konieczną?

A jednak Polacy zarażeni są całkowicie ślepą miłością do USA. Jej najbardziej patologicznym wyrazem jest ubóstwianie w Polsce amerykańskiego szpiega Kuklińskiego, którego swego czasu przebrano nawet w mundur amerykański oraz uznawanie za trudną konieczność spopielenia Polski zaporą atomową na Wiśle, w imię walki z Sowietami naturalnie.

Osobiście uważam za patologię również godne psiej psychologii nadskakiwanie, wiwatowanie, skandowanie, i generalnie całe to ekstatyczne zachowanie, jakie widzieliśmy w ostatni czwartek.

Polska jest chyba jedynym krajem, w którym prezydent USA przyjmowany jest z tak porażającym serwilizmem elit i dużej części społeczeństwa. Wszędzie indziej wizytom towarzyszą mniejsze lub częściej większe protesty w związku z całokształtem światowej polityki USA bez względu na to, czy to jest taki czy inny prezydent, gdyż chodzi o państwo, które posiada przecież jakąś ciągłość swojej polityki. Tylko nie u nas. W Polsce serwilizm wobec USA, dowodzi, że nasze państwo wykazuje cechy republiki bananowej.

Wobec polityki ZSRR nie mieliśmy odwagi wyrażać odmiennego zdania, ale byliśmy jednak w sytuacji przymusowej, choć np. decyzja o nie wysłaniu sportowców na olimpiadę w Los Angeles była autentycznym wyrazem nieuzasadnionego tchórzostwa i lizusostwa władz PRL. Dziś, wobec USA, z własnej i nieprzymuszonej woli, jesteśmy lokajem na wszelkie posyłki, płaszczącym się dla podkreślenia swego oddania.

W takim kontekście widzę wizytę Trumpa w Polsce. Jeżeli w sprawie gazu i rakiet Amerykanie nie kończą negocjacji, to tylko dlatego, że widzą w tej całej patologicznej sytuacji świetny interes. Mało jest bowiem na świecie kontrahentów, o których wiadomo z góry, że na wszystko i tak się zgodzą. Polska przyjmuje pozycję – mamy zapłacić więcej, drożej? Nie ma sprawy, jeśli chcecie, to zapłacimy jeszcze więcej. Dla USA, z zachowaniem proporcji w stosunku do znaczenia Polski dla gospodarki amerykańskiej, to sytuacja wysoce komfortowa.

Czy prezydent Trump i jego wystąpienia czymś zaskoczyły? Absolutnie nie. Wizyta w Polsce była ważna dla USA z punktu widzenia relacji z UE i takimi państwami jak Niemcy. Trump zachowywał się zupełnie normalnie, z odpowiednią dozą kurtuazji (której zabrakło, zapewne we własnym mniemaniu, wysoce patriotycznemu chamstwu, które wygwizdało prezydenta Wałęsę, jednego z nielicznych Polaków znanych i pozytywnie kojarzonych w USA) i ukłonami wobec rusofobicznych gospodarzy, ale także bez przesady, bez jakiejś wyjątkowości, którą suponuje niezawodny minister Macierewicz twierdząc, że przemówienie Trumpa było jednym z największych jakie słyszał w życiu poza przemówieniami Lecha Kaczyńskiego (!) i Winstona Churchilla.

Nie omieszkał przy okazji dodać, że Patrioty, które tym razem otrzymamy (pożyjemy, zobaczymy), będą w najbardziej zaawansowanej specyfikacji. Wynika to oczywiście – jego zdaniem – ze szczególnej sytuacji, charakteru naszego przeciwnika i rakiet Iskander, które zagrażają Polsce i które muszą być skutecznie zwalczane przez rakiety Patriot.

Jak widać, minister Macierewicz nie jest w stanie wyjść poza granice swojej obsesji. Można odnieść wrażenie, że Macierewicz wręcz pragnie wojny z Rosją, aby tylko móc wypróbować owe rakiety…

Tymczasem w Warszawie w trakcie wizyty Trumpa odbył się szczyt 12 państw tzw. Trójmorza. I tu możemy powiedzieć z satysfakcją, że po pierwsze, nie zaproszono na szczyt Ukrainy, po drugie, państwa Trójmorza przyjęły deklarację, która ani jednym słowem nie wspomina Rosji i Ukrainy, a to już wiele znaczy.

Pozostaje pytanie, kto stoi za tym niezaproszeniem Ukrainy? Może to być USA, mogą to być niektóre państwa Trójmorza (np. Węgry wyraziły w ostatnich dniach zainteresowanie dołączeniem do projektu gazociągu rosyjsko-tureckiego), ale też i sama Polska.

Bądź co bądź minister Waszczykowski w ostatnim wywiadzie dla „W sieci” stwierdził, że: „nauczeni tymi doświadczeniami [z Litwą Niemcami w latach 90-tych] będziemy od Ukrainy stanowczo się domagali, by wszystkie sprawy zostały wyczyszczone, zanim Kijów stanie u wrót Europy, prosząc o członkostwo. Będziemy tak stanowczy, jak stanowcza jest np. Grecja wobec Macedonii w sprawie nazwy”.

Zasugerował, że chodzi nie tylko o kwestie praw Polaków, lecz przede wszystkim tematy historyczne. – Nasz przekaz jest bardzo jasny: z Banderą do Europy nie wejdziecie.

Chcę wierzyć w szczerość i konsekwencje tych deklaracji. Nie popadajmy jednak w entuzjazm – raz, że są to wypowiedzi w wywiadzie prasowym, dwa, że na piśmie formalnie obowiązują deklaracje Sejmu, prezydenta i rządu z 2016 r. głoszące bezalternatywne poparcie dla Ukrainy. Słowa Waszczykowskiego są ważne i dają nadzieję, ale na razie, bez zwrotu na kierunku rosyjskim to tylko zwiastuny dobrego, które może, ale nie musi przyjść.

Trump tam

O wiele ważniejszą wizytą od tej w Polsce był udział Trumpa w szczycie G20 w Hamburgu i pierwsze spotkanie z prezydentem Rosji. Putin i Trump rozmawiali dwie godziny z udziałem Siergieja Ławrowa i Rexa Tillersona. Podobno przedyskutowano wszystkie najważniejsze sprawy z Syrią, Koreą Północną i Ukrainą na czele. Zobaczymy. O czymkolwiek by nie rozmawiano, wnioski odnośnie wagi tego spotkania dla przyszłości stosunków amerykańsko-rosyjskich będzie można wyciągnąć dopiero w nadchodzących tygodniach.

Czy nastąpi dalszy ciąg w postaci dwustronnego spotkania Trump-Putin, czy też kontakty będą wyglądały jak do tej pory, czyli bez widoków na rzeczywistą zmianę i poprawę.

Warto na zakończenie wrócić do Gorbaczowa, który przed spotkaniem przywódców Rosji i USA przy okazji G20 ogłosił apel do obu prezydentów. Gorbaczow stwierdził m.in.: „Dziś potrzeba, aby przywódcy Rosji i Stanów Zjednoczonych dali impuls stosunkom, jak to się stało w Reykjaviku w 1986 roku. (…) wysiłek ten potrzebny jest w stosunku do całego wachlarza problemów, nie zaś tylko w odniesieniu do pewnych punktów, bez względu na ich znaczenie. (…) Trzeba wyłożyć te wszystkie spraw na stół i stworzyć na nowo mechanizm współpracy. (…) Stracono wiele czasu, który trzeba odzyskać w celu przywrócenia atmosfery zaufania”. Dodał też, że „ludzie z administracji Reagana nie chcieli, aby wziął udział w genewskim spotkaniu, ale on nie uległ tym naciskom”.

Dla dobra pokoju światowego i spokoju także w naszym regionie należy przyklasnąć Gorbaczowowi z nadzieją na pozytywne odniesienie się do jego apelu przede wszystkim prezydenta USA. Jest to bardzo ważne dla Polski, gdyż wszelkie inicjatywy dotyczące Europy Środkowo-Wschodniej mają szanse powodzenia tylko i wyłącznie w pokojowym układzie stosunków. Państwa Trójmorza natychmiast opuszczą tą i inne inicjatywy, jeśli tylko zauważą, że Polska traktuje je jako grę wojenną skierowaną przeciwko Rosji i jako próbę rozszerzenia swojego statusu wysuniętego przyczółka wojskowego USA na ich terytoria. Ideolodzy „odwiecznej” walki z Rosją w Warszawie mają o czym myśleć. [Ale nie mają czym myśleć – admin]

Niech pointą tego tekstu będzie bardzo cenna wypowiedź prof. Bronisława Łagowskiego z 2015 r.: Wydaje się oczywistością, że Polacy, którzy przeżyli II wojnę światową (a mogli jej nie przeżyć, gdyby Niemcy zwyciężyli, co leżało w granicach możliwości), przyjmą pacyfizm i neutralność jako swój etos narodowy. Militaryzm to filozofia dla mocarstw, nie dla Polski. Środkami wojskowymi Polacy niczego nie zwojują, a co do naszych protektorów Amerykanów, to oni mają zwyczaj, wypróbowany w I i II wojnie światowej, przychodzić, gdy wojna ma się ku końcowi.

Adam Śmiech
Myśl Polska, nr 29-30 (16-23.07.2017)
http://www.mysl-polska.pl

komentarzy 8 to “Trump tu i tam”

  1. witek said

    Warto obejrzeć spotkanie dotyczące Kuklińskiego.
    Szczególnie brednie Cenckiewicza są ciekawe
    O kobietach i aborcji przeprowadzonej na ” rozkaz USA”, mówi tzw katolik Cenckiewicz od ok 1h 10 min
    Curva, bohater ” katolików” z PIS 😦

  2. NICK said

    Niezły tekst.

    A osobiście?
    Żadnych komentarzy nie czytałem.
    Po co? Byłoby mi czytać?

  3. VA said

    Katolicy zbieraja się w modlitwie przeciwko pierwszemu satanistycznemu pomnikowi w historii Stanów Zjednoczonych na terenie publicznym.
    http://dailycaller.com/2017/07/10/catholics-to-rally-in-prayer-against-first-satanic-monument-on-public-land-in-u-s-history/

  4. Maha said

    Ad.1 Witek,

    Proszę Pana „katolyk” to mało, phi…. teraz jest „klasę” wyżej: „tradycjonalysta” ha. O ile dobrze pamiętam to nawet i „bractwowy” (znaczy się Bractwa wiadomego uczepił….). Zresztą nie un jeden: „tradi” jest też Sakiewicz….

  5. Maha said

    Panie Gajowy nie rozumiem czemu usunął Pan mój komentarz? Może zostałem źle zrozumiany. To nie miał być przytyk do katolików, tradycjonalistów czy Bractwa tylko do różnych sakiewiczów, cenckiewiczów itp. co to na rozkaz mają uprzednio wymienionych udawać……

  6. Marucha said

    Re 5:
    Przepraszam, źle odczytałem Pana intencje.
    Komentarz przywróciłem ($4).
    Pozdrawiam

  7. RomanK said

    Drogi panie Adamie pisze pan:

    Polska jest chyba jedynym krajem, w którym prezydent USA przyjmowany jest z tak porażającym serwilizmem elit i dużej części społeczeństwa. koniec cytaty…
    \
    Przelam pan telavizjowstret i ogladnij pan relacje z Francji:-)))))
    I pogadamy o serwilizmie i wlazeniu na czworakach…i wieszaniu przy rekawie… w Polsce nic takiego nie widzialem:-)))))))
    nawet liczac ,ze w Paryzu mieszka zaledwie 600tys wyksztalconych i mowiacych jezykami, demokratow:-))) a w Warszawie conajmniej dwa razy wiecej:-))))

    ——
    Panie Romanie – „CHYBA”.
    Zresztą to nie ja napisałem.
    Ale cieszę się, że Polacy nie są osamotnieni we włazidupstwie.
    Admin

  8. Maha said

    Ad.6
    Panie Gajowy, nie ma problemu. Nieporozumienia ludzka rzecz.
    Również pozdrawiam.

Sorry, the comment form is closed at this time.