Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Na granicy mocarstwowości

Posted by Marucha w dniu 2017-08-19 (sobota)

Na filmie „Walka o ogień” mogliśmy obejrzeć sobie dwie hordy praludzi (niektórzy uważają, że np. australijscy Aborygeni stanowią odrębny gatunek człowieka, podobnie jak człowiek neandertalski był gatunkiem odmiennym od człowieka rozumnego), które najpierw przyjmują wobec siebie „postawę imponującą”, czyli – mówiąc po ludzku – straszą się nawzajem, a dopiero potem, gdy już się tym straszeniem dostatecznie podniecą – atakują.

Okazuje się, że od tamtych czasów nic się nie zmieniło i konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Koreą Północną właśnie wkroczył w fazę, którą w Średniowieczu nazywano „łajaniem”.

Przed bitwą wojownicy najpierw wyzywali się nawzajem, czyli „łajali”, a dopiero potem się bili.

Szef Pentagonu James Mattis wezwał władze w Phenianie, by przestały myśleć o działaniach, które „doprowadziłyby do końca reżimu i zagłady narodu”. Chodzi oczywiście o groźbę zaatakowania pociskami nuklearnymi amerykańskiej bazy na wyspie Guam na Pacyfiku – co z punktu widzenia wojskowego jest możliwe.

Prezydent Trump pogroził jeszcze bardziej – że jeśli Korea Północna nie zaprzestanie gróźb pod adresem USA, to „spotka się z furią i ogniem, jakich świat jeszcze nie widział”. To oczywiście też jest możliwe z punktu widzenia wojskowego, chociaż nie ma pewności, czy nie zapoczątkowałoby politycznej reakcji łańcuchowej, która doprowadziłaby do globalnego konfliktu nuklearnego.

Wydaje się, że właśnie obawa przez wymknięciem się tego konfliktu spod kontroli powstrzymuje Stany Zjednoczone, a w każdym razie – powstrzymywała je dotąd przez prewencyjnym uderzeniem na Koreę Północną.

Jej władze z kolei próbują odcinać od tej sytuacji polityczne kupony, demonstrując mocarstwową postawę nie tylko wobec swoich poddanych, ale również – wobec sojuszników USA w rejonie, którzy też musieliby doświadczyć „furii i ognia”.

Jednak – jak pisał Machiavelli w „Księciu” – „Rzymianie nie pozwalali dojrzewać niebezpieczeństwom przez uchylanie się od wojny”. W tym jednak przypadku niebezpieczeństwo chyba już dojrzało, więc USA stanęły przed decyzją, czy zniszczyć Koreę Północną, ryzykując nawet polityczną reakcję łańcuchową, czy przyznać przed światem, że są już tylko jednym z członków światowego dyrektoriatu.

Znakomitą ilustracją takiej rezygnacji jest zamieszczony przez Konrada Lorenza opis dwóch psów biegnących wzdłuż płotu z drucianej siatki. Wydawało się, że gdyby nie ta siatka, psy rzuciłyby się na siebie i pożarły w mgnieniu oka. Ale gdy tak biegły charcząc na siebie z wściekłością, płot nagle się skończył i psów nic już nie rozdzielało. Wtedy nagle cała wściekłość z nich wyparowała i zamiast rzucić się na siebie i pożreć, w pozach pełnych godności, na sztywnych łapach, rozeszły się, każdy w swoją stronę.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Komentarze 4 to “Na granicy mocarstwowości”

  1. RomanK said

    …a w tym przypadku wyszlo ze silniki do rakiet KP byly produkowane na Ukrainie…wyszlo …..ale zjadlo papier – ile…..i co jeszcze bylo sprzedane za horylku….
    Po inwentaryzacji temat wroci na forum:-))))))

  2. Bryś said

    He, he, toż to Azor spod 4.

  3. (nie)normalny said

  4. Rozejdź się Pan, panie S. M. w swoje strony. Bledzisz pan, jakbyś nie wiedział, że uny nigdy nie rezygnują. Bredzisz pan też, jakbyś nie wiedział, że uny som mściwe. Biedzisz pan? Czy cóś?

Sorry, the comment form is closed at this time.