Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Czipsy, proszek do prania, demokracja

Posted by Marucha w dniu 2017-08-20 (Niedziela)

Przez dekady zachodniej demokracji posługiwano się przede wszystkim mechanizmem kontynuacyjnym. Regularne zastępowanie się u władzy „socjaldemokratów” i „chadeków” miało z jednej strony zaspokoić potrzebę wyborczej zmiany, ale budzenia nadmiernych emocji i zapewnieniem, że „weźmiemy z poprzedniego to co najlepsze, uzupełniając to oczywiście naszymi wspaniałymi pomysłami, na które właśnie zagłosowaliście”.

System ten sprawdzał się przez dekady, jak wiadomo bowiem pamięć wyborców dorównuje jedynie zdolności planowania polityków, obie zaś nie trwają dłużej niż około kadencji.

Dodatkowym bonusem całego układu było też wykruszania się kolejnych zniechęconych odkrywaną pozornością „zmian”, co dodatkowo wzmacniało i potwierdzało słuszność przyjętego rozwiązania. Mniej lub bardziej autentyczne siły kwestionujące sam sens tej wyborczej chybotki – nawet rosnąc w siłę nie były w stanie zdobyć przewagi wystarczającej, by przeważyć wciąż efektywny, choć zupełnie już niewiarygodny bipol „prawicy” i „lewicy”.

Sytuacja Stanów Zjednoczonych wydawała się pod tym względem o tyle inna, że sama logika systemu wyborczego, w połączeniu z tradycją teoretycznie powinna uniemożliwić choćby pojawienie się czynnika niezależnego od aparatu obu wielkich partii, które przeszło pół wieku temu przestały nawet przypominać reprezentację odmiennych grup interesu i fragmentów oligarchii amerykańskiej, ostatecznie nabierając cech po prostu doraźnie dobieranych potrzeb lobbingowych rządzącego za pośrednictwem Ameryki światem wielkiego kapitału,

Jednocześnie jednak amerykańska wersja systemu była tak skuteczna, bo nie zaniedbywano testowania podatności wyborców amerykańskich na populizm, zakwestionowanie bipolu, słowem antysystemowość w stylu nieco europejskim.

Co najmniej od czasów Rossa Perrota, a w praktyce już u boku Ronalda Reagana aparaty partyjne wiedziały, że muszą w końcu wymyślić coś, co zastąpi europejskie perpetum mobile „zmiana czyli ciągłość” i wymyślono.

Nowy projekt można określić jako „antagonizacja i polaryzacja” i sprawdza się znakomicie nie tylko w warunkach amerykańskich.

Tak jak wyborcy partii republikańskiej, szczególnie ci w swoim czasie pod wpływem barci Kochów i ich „partii herbacianej” znakomicie wiedzieli, że Barack Obama jest kryptomuzułmaninem i synem prostytutki, który sfałszował swój akt urodzenia, żeby ukraść fotel prezydenta USA – tak demokraci nie mają wątpliwości, że ostatnie wybory prezydenckie w tym kraju sfałszował osobiście Władymir Putin, osadzając w gabinecie owalnym mizogina i psychopatę zdecydowanego zniszczyć amerykańską demokrację.

Atmosfera znana ze starć Obywateli RP z sektą smoleńską jest tylko przeniesieniem na grunt nadwiślańskiej kolonii cienia żaru, z jaki nienawidzą się i zwalczają szczerzy amerykańscy patrioci z żarliwymi amerykańskimi demokratami.

Tak się po prostu łatwiej rządzi – bo złość i frustracja, która z dowolnej strony mogłaby odkryć prawdę o pozorności całego sporu (a także to, że istnieje tylko jedna warta zauważenia sprzeczność: między rządzonymi a rządzącymi) zostają wypalone w okrzykach, spiskologii czy kryteriach ulicznych, w których zwalcza się jednego przedstawiciela establishmentu w imię zwycięstwo drugiego jego reprezentanta.

Fakt, że Polska płynnie przeszła z europejskiej, na amerykańską technologię rządzenia (do której mamy jednak wrodzone predyspozycje) wskazuje z jednej strony na naszą obecną pozycję międzynarodową, gdzieś tak między Kosowem, a Puerto Rico. Z drugiej zaś, o czym świadczy również dynamika kampanii prezydenckiej we Francji, zwłaszcza przed II turą – wariant antagonizująco-polaryzacyjny może też stanowić naturalny kierunek ewolucji całego systemu zachodniego.

O ile bowiem przynajmniej Europa Środkowa, mimo swej niesamodzielności i braku elit teoretycznie przynajmniej zachowała zdolność, by mimo wszystko wygenerować oddolny mechanizm obronny i zakwestionować cały ten teatrzyk – o tyle zachód Starego Kontynentu, po dekadach indoktrynacji – broni się już tak dobrze, jak wcale.

I dlatego tak jak latami zachodni Europejczycy łykali bez dyskusji pozorną alternatywę „socjal-” i „chrześcijańskiej demokracji” – tak dziś karnie chodzą w marszach przeciw „faszyzmowi i nietolerancji” albo kwestionując tylko fragment systemu, czyli politykę imigracyjną nie chcąc dostrzec, że odrzucić należałoby całą demokrację partyjną i oligrachiczno-korporacyjną wersję kapitalizmu.

I czemu mielibyśmy dziwić się Polakom? Skoro jedzą tanie podróbki zachodnich czipsów i piorą gorszymi odpowiednikami zachodnich proszków do prania – to czemu nie mieliby też dawać się nabrać na przetestowane na Zachodzie sztuczki polityczne?

Konrad Rękas
Dziennikarz chełmskiej i lubelskiej prasy regionalnej. Publicysta portalu Konserwatyzm.pl, doradca rolniczych związków zawodowych – ZZR „Ojczyzna” i OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych. Wiceprezes Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych. Prezes Powiernictwa Kresowego.
http://prawica.net

Komentarze 2 to “Czipsy, proszek do prania, demokracja”

  1. Kojak said

    OBYWATELI RP Z SEKTA SMOLENSKA ? JAKIES DZIWNY BELKOT TEGO OSOBNIKA ! NIE ZADNI OBYWATELE P RP TYLKO LEWACKIE Z BYDLO WIADOMEGO POCHODZEWNIA ! JAWNIE JUZ NAWIAZUJCE DIO HITLEROWSKICH BOJOWKATRZY ! POWNNO SIE TO LAC PALAMI POLCYJNYMI AZ ISKRY I

  2. Jeden i ten sam wciąż powielany wzorzec teatru kukłowego dla ubogich umysłowo. A że takich jest więcej i coraz to ich przybywa dzięki ychniej edukacji, to jest to, co jest i lepiej niestety nie będzie. Cóż robić? Dbać o własne geny, żeby przetrwały i samemu zadbać o edukację własnych dziatek.

Sorry, the comment form is closed at this time.