Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Nie jesteśmy zwierzętami. Kilka słów o obscenicznych zabawach weselnych.

Posted by Marucha w dniu 2017-08-20 (Niedziela)

Kadr z filmu pt. „Wesele” w reżyserii Wojciecha Smarzowskiego.

Polskie wesela to temat na wiele tomów rozpraw. Z jednej strony są tak różne, że trudno o zabawę na dwóch takich samych; z drugiej jednak strony mają coś, co łączy zbyt wiele z nich – często zmieniają się w festiwal żenady nieprzystającej do rozumu i godności człowieka.

Wesele. Do mało której sytuacji tak bardzo pasuje powiedzenie „nie szata zdobi człowieka”. To właśnie tutaj pięknie wystrojone kobiety uczesane jak w żadnej innej sytuacji i ubrani w najlepsze garnitury mężczyźni przekraczają normy, które poza obszarem weselnej sali nie są akceptowane przez jakiekolwiek środowisko pragnące uchodzić za wysmakowane lub po prostu przyzwoite.

Ciotki i przyjaciółki jeszcze przed kilkudziesięcioma minutami robiły wszystko, by łzy wzruszenia nie zniszczyły ich mozolnie przygotowywanego makijażu. Technik jest wiele, od przygryzania warg przez wznoszenie oczu ku górze, aż po nieśmiertelne wachlowanie ręką twarzy. Te, którym się ta trudna sztuka nie udała ocierają chusteczką kąciki oczu i policzki zostawiając na niej tym samym brązowe ślady fluidu mającego zakryć niedoskonałości cery.

Trudno dziwić się ich emocjom, przecież właśnie w tym momencie, w tej oto przecudnej chwili nasza ukochana, tak niewinna – dajmy na to – Krysia składa przysięgę miłości, wierności i uczciwości na wieki.

Dlatego tym bardziej trudno się nie dziwić, że ta podniosła, spowita niesamowitą estymą chwila odchodzi w zapomnienie niczym zeszłoroczna choinka w momencie przekroczenia progu sali weselnej. Tam dochodzi do scen, w których żaden dojrzały człowiek w innych okolicznościach nie brałby udziału. A jednak jest w weselach coś takiego, że ludzie pozwalają sobie na więcej, ich granice wstydu i poczucia żenady niebezpiecznie się poszerzają uwypuklając głęboko skrywane atawizmy.

Któż nie widział na własne oczy (choćby przeglądając YouTube) niezwykle „śmiesznych” zabaw polecających na tym, że kobieta przeciąga surowe jajko z jednej nogawki swojego partnera do drugiej? Albo kto choćby nie słyszał o niesamowicie „zabawnej” konkurencji weselnej, kiedy to panowie rywalizują ze sobą w przepychaniu pomarańczy za pomocą banana uwieszonego między nogami? Kogo nigdy nie przeszły ciarki żenady wywołane widokiem weselnych wujków oraz bliższych i dalszych kuzynów stających w szranki w zawodach picia wódki na czas?

Czy wątpliwej jakości nagroda (zazwyczaj butelka wódki) lub kilkuminutowa tania popularność są warte podeptania własnej godności? Skąd wzięła się powszechność wszędobylskiej weselnej obsceniczności? I dlaczego mało kto na to reaguje?

Jest coś demonicznego w tych wulgarnych zabawach, mających miejsce chwilę po przepięknym i niezwykle głębokim akcie składania przez samym Bogiem przysięgi bezwarunkowej miłości do końca życia. Jakby sam szatan już w pierwszych chwilach starał się splugawić tę niesamowitą rzeczywistość miłości sprowadzając ją jedynie do sfery seksualnej, mało tego – przejawiającej się w najbardziej plugawy sposób.

Ruchy frykcyjne, symulacje stosunków seksualnych, niedwuznaczne nawiązania do erotyki, „łamanie tabu”, a to wszystko przy donośnym rechocie i afirmacji zgromadzonych gości. Czy można sobie pozwolić na większą niestosowność?

Jak do miłości ma się „taniec” w pozycji leżącej, który w wykonaniu pijanych już najpewniej gości kończy się na udawanej kopulacji? Co wspólnego z wiernością ma bieganie po sali w celu rozebrania losowych mężczyzn z poszczególnych, wskazanych przez wodzireja, elementów garderoby? Czy uczciwe ze strony Pana Młodego jest uprzedmiatawianie swojej świeżo poślubionej żony i wskakiwanie pod jej suknię w ramach tzw. oczepin?

Dlaczego tak mało jest osób, które wprost potrafiłyby powiedzieć stanowcze „nie”? Dlaczego nawet mężowie i ojcowie Panien Młodych przyzwalają na te wszystkie obsceniczne gesty i ruchy w ich kierunku?

Winny jest przede wszystkim strach przed ostracyzmem. Lęk przed reakcją bliskich (najczęściej pełną presji i wyrzutu) potrafi być paraliżujący, dlatego instynkt stadny nie pozwala na interwencję nawet osobom z gruntu przekonanym o naganności bezwstydnych zabaw.

Warto jednak pamiętać, że nie jesteśmy zwierzętami żyjącymi w stadach, dającymi ponosić się atawizmom, tylko ludźmi osadzonymi w konkretnym, cywilizowanym – zdawałoby się – społeczeństwie.

Mateusz Ochman
http://www.pch24.pl

Komentarzy 27 to “Nie jesteśmy zwierzętami. Kilka słów o obscenicznych zabawach weselnych.”

  1. wiesia said

    rozumiem że autorr tutaj odnosi się do zabaw w tzw oczepinach…z tego co wiem,a ostatnio będąc na weselu pytałam u źródła zabawy są wybierane i ustalane z młodymi,jakie chcą….akurat na tym weselu były można powiedzieć na poziomie i śmieszne,nie żenujące……
    Ale kiedyś to były wesela(na Zamojszczyżnie) pamiętam jak dwa tyg.przed zaczynało się w domu przygotowania, ubijanie świń,wyroby wędlin ,pieczenie ciast i szykowanie jedzenia,schodzili się sąsiedzi i rodzina do pomocy,a każdy przynosił jajka,sery,masła,śmietanę……..Potem wesele trwało przynajmniej 5 dni z klinami żeby wszystko pozjadać…….
    nie było próbnego makijażu ani fryzur,sami ubieraliśmy remizę i sami donosiliśmy do stołów,sami sprzątaliśmy….
    Jest co wspominać nie tak jak teraz kilka godzin i po wszystkim…..

  2. Marek B said

    Pan Ochman, pardą, chrzani jak potłuczony. Przystraja się w szaty moralizatora, a jest tylko fałszywym pismakiem.

    To jest temat dla jakiegoś uczonego antropologa. Te wszystkie nieprzyzwoite zabawy mają niewątpliwie proweniencję pogańską i coś-tam znaczą. W dawnych czasach ta ceremonia stanowiła cezurę pomiędzy życiem panny młodej w dziewictwie a seksualnym monopolem małżonków, który jest jednym z fundamentów małżeństwa, zwłaszcza małżeństwa dwupłciowego.

    Teraz zostało, w miarę możliwości, to drugie. Zwłaszcza w małżeństwach dwupłciowych. Stąd te, faktyznie mało wyrafinowane, zabawy o podłożu seksualnym. To jednak coś znaczy i daleki byłbym od samobiczowania narzucanego przez żyda.

  3. Bryś said

    Kolejny wciskacz wstydu głupim Polakom. Bo na zachodzie takie wszystko cacane. I jakie nowoczesne. A tu wstyd powiedzieć rodziny się zbierają i wujki i ciotki. I jeszcze czas spędzają razem. Tu niby w kościele a potem kopulacje na podłodze? Jakich ty masz chłopie znajomych? Co ty na tym You tube oglądasz? Podawaj nazwiska i adresy i nie obrażaj Polaków. Kolejny rzymski moralizator. Tfu

  4. Pit said

    Czy ktoś z Państwa oglądał te zabawy weselne na Youtube? Przecież to żenada i dno. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych mieliśmy na weselach do czynienia po prostu z tradycyjnym tańcem i pijaństwem. W tej chwili to silenie się na wyjątkowość, ale chyba w tym kto bardziej „hard-corowo” zagra. I jeszcze te niesłychane suknie panny młodej ze sporym przebiegiem… Jaka ona niewinna na tym ślubie – jak anioł… Pół roku odchudzania, tak aż na ślubie mdleje z niedożywienia, ale co tam. Państwo młodzi to gwiazdy tego wieczoru, niech wszyscy patrzą i zazdroszczą. Zamiast kwiatów żebranie w zaproszeniu o kasę i – obłudnie – o pluszaki na dom dziecka.
    A to puszczanie tego w świat na youtube… Oni naprawdę czują się jak gwiazdy… Macie śledzić ich wydarzenia i wysyłać „polubienia”. Niby ślub, nowa rodzina, ale z dojrzałością to nie ma nic wspólnego.
    Przepraszam, zebrało mi się. Ale mam skalę porównawczą i widzę to gówno i tandetę, która nas zalewa. Przecież te wesela to tandetna podróbka rodzinności. Tych wszystkich ludzi już nic nie łączy. Za terminami „matka”, „ciotka”, „kuzyn” itd. już nic się nie kryje. Zbierają się tam tylko na bachanalia, ot i wszystko…
    Kto tego nie rozumie ten głupi jako i państwo młodzi.

  5. Jacek2 said

    Re.3
    Święta racja, gdzie on to u cholery widział? Pewnie oglądając parchate „Wesele” niejakiego Smarzowskiego.

  6. Rick said

    Unikajcie wszystkiego co ma choćby pozór zła.

    Jakkolwiek nie spotkałem się z takimi zabawami opisanymi przez autora artykułu, to zapewne są takie w Polsce. Choć pewnie to zdecydowanana mniejszość lub jakiś margines.
    Nie zmienia to faktu, że idziemy w tym kierunku, czyli prymitywizacji znaczenia sakramentu małżeńskiego poprzez sprośne rozne formy zabaw na przyjęciu weselnym.

    Dobrze, że autor zwrócił na to uwagę.
    Natomiast odniesienie tego zjawiska do całej populacji Polaków jest juz pewną zniewagą autora, który zdaje się być wyłączony z Narodu.
    Przecież jeśli Ochman jest Polakiem to również sam ponosi pewna odpowiedzialność za takie sytuacje, które opisuje. Zawsze przecież możliwa jest podjęcie jakiejś interwencji, działania uswiadamiajacego.

    Zatem mamy tutaj do czynienia trochę z sytuacją szukania zła w innych natomiast niepodjęciu żadnej walki przez samego siebie. Jest to dwulicowe i fałszywe. Nie ma znaczenia, że walka po ludzku jest przegrana. Bo ulec w walce to znaczy zwyciężyć.

    ——
    A co Ochman ma zrobić, oprócz ukazania problemu?
    Chodzić po weselach i zniechęcać do takich zabaw?
    Gdzie tu fałsz i dwulicowość?
    Admin

  7. Sybirak said

    Tak, tak Panowie… Co tam jakiś inteligencik będzie nam moralizował ! Chłop potęg..om jest
    i basta !

  8. bart said

    Przypomina mi się nasza ceremonia. Rzym. W Kraju tzw. stan wojenny. Wielki Post. Nie było jakichś odczepin, tańców, nawet nikt się nie ubzdryngolił doskonałym włoskim winem. Na przyjęcie przyszło zaproszonych siedem osób. Trzy dni po ślubie rozstanie na trzy miesiące. Znaczy się trzy miodowe miesiące dla dwojga małych Polaczków, którzy z racji narodowości nie zasługują na normalny honeymoon.

    Dzięki Bogu wytrzymujemy ze sobą przez 36 lat, 10 dni i sześć godzin. I osiem minut (minus różnica w strefach czasowych). A na złość temu Wielkiemu Światu, co niszczy rodzinę a promuje nie chcę pisać, co.

    P.S. Errata: Juz dwanaście minut.

  9. Rokitnik said

    Kiedyś, no parę lat temu widziałem tylko DRUHENKI pod wiejskim koścółkiem w Polsce – i mi to wystarczyło ! Wszystkie jak jedna podkasane, osceniczno ubrane, wyfiokowane, bez cienia żenady, tak jakby nie zdawały by sobie sprawy DOKAD idą z młodą parą. Ojciec PIO / takie !!/ wyganiał z kościoła ( podobnie czyni Ks.Piotr Natanek, ogłaszałąc przy wejściu do Pustelni; iż jest obowiązkiem przybywać TUTAJ w stroju GODNYM ).
    A co do wesela. W zasadzie ”wodzirej ” lub wyznaczony facet od oprawy scenicznej – reżyseruje takie wydarzenia, które jest podchwytywane i realizowane w oparach alkoholowych już upojonych uczestników.

  10. bart said

    To już chyba wodziryj…

  11. Romanus Minutus said

    Nic nowego! Kiedyś bywały karnawały, podczas których ludzie szaleli sobie za cały rok. Teraz już nie ma takich karnawałów, więc powstały „wesela”.
    Rzeczywiścei jest to temat dla antropologa-historyka obyczajowości, a nie dla zakompleksionego pismaczyny z pch.

    ——
    Dlaczego „zakompleksionego”?
    Admin

  12. Bryś said

    Panie Bart. Autor nic nie wspomina o katolickiej moralności i powadze sakramentu. Z marginesu robi normę. Na podstawie filmów internetowych? Ile było ślubów w ostatnim roku – a ile filmów z wesel obejrzał?

    Panie Sybirak – miasto nie jest naturalnym środowiskiem do życia. Nie bez powodu Pan Bóg zniszczył Sodome i Gomore, a nie Pcim.

  13. Pinxit said

    ojej, jak pamietam, to wesela zawsze wygladaly tak jak nie przymierzajac goscie weselni.
    Byly takie na ktorych ‚starszyzna” pilnowala, zeby byl porzadek, a byly i takie jak pamietam w Bialce Tatrzanskiej, gdzie sie nazjezdzalo karetek pogotowia, milicyjnych radiowozow i nawet straz pozarna.
    Bo to wszystko zalezy od namietnosci zarowno gospodarzy jak i gosci weselnych.
    Nie wiem co to ma wspolnego ze zwierzetami, ktore sie przeciez nie zenia.

  14. Boydar said

    Ogólnie rzecz ujmując, zwierzęta nie postępują nieracjonalnie. Oprócz anakondy.

  15. Lajkonik said

    SPRAWA jest JASNA. Tzw LUDZIE to stwory gorsze od ZWIERZAKOW to sa DRAPIEZNIKI najgorsze w tym swiecie banda darani zdolnych do kazdej nikczemnosci. LUDZIE to najwieksze zlo w tym swiecie ktory obylby sie bez tech drani zupelnie. ZBYDLENIE ZEZWIERZECENIE nie ma miejsca bowie ludzie sa gorsi od bydla i najgorszych drapieznikow.

    Trochę Pan przesadził wszakże.
    Admin

  16. Nemo said

    Myśmy z żoną w ogóle nie urządzali wesela, jedynie skromne przyjęcie, dla najbliższej rodziny, rodziców chrzestnych. Etc.
    Teraz po latach uważam, iż słusznie wtedy uczyniliśmy.

  17. taktojest said

    Jako skromna osoba – napisze od siebie, ze duzo jest racji w tym opisie przebiegu wesel jak widac jednym dysonans poznawczy sie uruchomił, drudzy idą w zapartę bo nie rozumieja problemu istoty w ktorej zyją. Autor po prostu ma rację i nie trzeba być antropologiem ( to wszystko ziemskie nabyte papierki) a wystarczy kulturalnym, inteligentnym czlowiekiem zeby dostrzec problem tego zjawiska.

    AD. 15 – rzeczywiscie wydaje się to wyolbrzymione i straszne w swiecie tanca z gwiuzdami, rodzinki pl. i reszty pasztetu , ale lajkonik ma rację w 99%, dostalismy tyle energii i mozliwosci do wykorzystania od Pana Boga, ze jako czynnik ludzki ingerujemy we wszystkie procesy majace miejsce na ziemi i w koło niej – kazda naruszalna krzywda jest wyrzadzona przez tzw. inteligentego czlowieka, nadmienie ze to jest sprzeczne z zasada jego istnienia bo jest to przyklad upadku do poziomu zwierzecia.

    AD. 16 – to tez ma swoj smaczek w zasadzie jest to tylko przezycie dla najblizszych inni maja to gdzies, gdyby rozwody byly opijane itp. to byloby jeszcze wiecej osob tyle z kultury dzisiejszych czasow.

  18. andzia said

    Dużo wódki, prymitywny wodzirej robiący za reżysera i niezbyt rozgarnięci uczestnicy w ogóle – efekt widoczny. Zwyczajnego wesela kogoś nieznajomego nikt by nie oglądał. Michalkiewicz mówi, że wierzymy nie w to, co widzimy tylko w to, co widzimy w telewizji (czy na youtubie).

  19. Romanus minutus said

    @ 11 Panie Gajowy,
    wydawać sie może, że istnieje wiele poważniejszych problemów, niż weselne pohulanki, które warto podjąć w czasopiśmie pretendującym do miana chrześcijańskiego.
    Oczywiście takie zwyczaje nie są godne pochwały, ale autor przedstawił te zjawisko zbyt ogólnie, tak jakby każdy Polak, na każdym weselu, staczał się w rynsztok rozpusty i pijaństwa. Tekst jest więc raczej obraźliwy niż rzeczowy. Nie znaczy to, że niemożna o tym napisać, ale nie w taki sposób. Komentujący zauważyli, że to raczej materia dla antropologów, zaś autor nawet nie zająknął się o tym, ale wszedł na ambonę i zgromił wszystkich Polaków (antropolog naukowo mógłby ocenić te zjawiska dot. obyczajowości na przestrzeni wieków i spróbować w jakimś stopniu je ocenić; ocena dokonana jedynie przez „nas” w obecnym czasie nie do końca może być obiektywna). Tak jakby sam nieco zazdrościł. Czasem mówi się, że ktoś jest świętszy od papieża. Tak mnie się to skojarzyło.

  20. Boydar said

    – kto jeszcze nie pieprzył panny młodej ?!?
    – ja !
    – a ty kto ?
    – noooo … pan młody
    – a dlaczego ???
    – nie mogłem się nijak dopchać

    To oczywiście karykatura. Ale czy na pewno abstrakcyjna ? Ganienie autora, słuszne za uogólnienia. Ale mimo wszystko temat jest i jest istotny dla podstaw. Ilu z nas, pomimo że do czynu daleko, chodzi po głowie w trakcie wesela ochota na świeże mięso ? A czy to jest panna młoda, druhna czy tylko sąsiadka obok, czy to wielka różnica ?

    A czy to musi być wesele ? Choć w czasie prawdziwego wesela, to bluźnierstwo wobec istoty sprawy jest szczególne.

    Są, przypominam sobie, takie różne adekwatne powiedzonka, np. „stoi jak wuj na weselu”, czy „stojący wuj nie ma sumienia” … znikąd się to nie wzięło.

  21. RomanK said

    Cywilizacja to zbior regul , wypracowanych przez spolecznosc ,ktore reguluja jej zycie.
    Kultura to – zachowania tych regul w praktyce…jej jakosc zalezy- ile z tych regul cywilizacyjnych dana spolecznosc zchowuje.
    Po kulturze poznajemy, czy cywilizacja do jakiej pretenduje dana grupa jest jej cywilizacja…czy tylko uzuracja tej przynaleznosci.

  22. RomanK said

    Jak przypominam sobie wesela z dziecinstwa na Glebokim Podkarpaciu,,,.,nie pamietam pijanych…uchodzilo to za afront dla Gospodarzy , Pary Mlodej, Gosci…
    Obrzedy zwiazane z oczepinami mialy przebieg polreligijny pol crypto pogansdki…ale nigdy wulgarny!
    na weselach nei pito wodki…wcale!!! Podawno piwo swieze z necvzek, jakie roznosili tzw, „szynkorze”…czyli kelnerzy jakimi zostawali najczesciej krewni pana mlodego. Nie bylo wulgaryzmow, ani pieprzynych piosenejk..choc naladowane byly nieraz sextextem..ze panienki sie czerwiernily..i zakrywaly buzie fartuszkami, czy chustami…Jedna z takich piosenek pamietam do dzis , bo darlismty sie dzieciaki razem z innymi nei miajac pojecia co przekazuje krypto poslanie…
    Marysiu, Marysiu…(.spiewaly druchny -czy inne imie))
    Jestes juz po slubie-
    Wpusc ptaszka do gniazdka,
    Wpusc ptaszka do gniazdka,
    niech sobie podziubie:-)))
    To byli polscy kmiecie..prosci ludzie…ale mieli do siebie szacunek…. do swojej kultury!
    A czym ja zastapiono????
    dzis licza pol litra na twarz…bez dyskryminacji mezczyzna czy kobieta, zabawy z jajkami, i wyciaganiem zapalek…. drug-sex-rock….antykultura…
    Kultura -jak pieniadz…gorsza..wypiera lepsza….

    Potwierdzam ze swoich doświadczeń.
    Admin

  23. Boydar said

    Bo cham wsiowy jest nieskończenie bardziej prymitywny od miastowego. Wsiowe przyszły do miasta i robią za panów. Chłop, rolnik został na wsi.

  24. NICK said

    Albo powrócił.

  25. Dzięki Bogu wybrałem kawalerstwo, zatem mnie to nie czeka.

  26. Boydar said

    Cykor …

  27. Tymek said

    Po pierwsze wynajmuję się ekipe prowadząco-śpiewającą sprawdzoną , którą możemy wcześniej zobaczyć na żywo lub na płycie ,nie disco polowców z wąsem co to umieją jedynie wypierdzieć „cztery razy po dwa razy”.
    I jeszcze się ich uczula ,że nie życzy sobie zabaw dupo-kiełbasiano-jajecznych.
    Poza tym nie przejmujemy się tymi członkami (rodziny) którym zabawa kojarzy się tylko z burdelowym klimatem. Nie zapraszamy ich albo najzwyczajniej OLEWAMY . U nas też byli tacy co narzekali po kątach ,że się mało dzieje ( bo zwykły śpiew i taniec to za mało) ale ci z żalu chyba szybko się nawalili i poszli spać .

Sorry, the comment form is closed at this time.