Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

O czym nie mówią czechofile, czyli dlaczego Polska powinna wziąć udział w rozbiorze Czechosłowacji

Posted by Marucha w dniu 2017-08-20 (Niedziela)

Po pierwsze, polityka Warszawy wobec Pragi była nie zbyt, ale za mało agresywna. Po drugie, Polska nie za daleko, ale nie dość daleko posunęła się we współpracy z Niemcami.

Po trzecie, Zaolzie było w całym tym zagadnieniu bodaj najmniej istotne – jednocześnie bowiem decydowały się sprawy o daleko większym znaczeniu.

Polityka Polski wobec kryzysu czechosłowackiego z 1938 roku jest i w naszej historiografii, i – tym bardziej – w powszechnej świadomości przedmiotem jednoznacznej, choć ambiwalentnej oceny.

Z jednej strony przyłączenie Zaolzia, zdradziecko zajętego przez Czechów osiemnaście lat wcześniej, trudno uznać za dyplomatyczną porażkę. Z drugiej jednak strony udział w rozbiorze sąsiada miał być posunięciem „niemoralnym”, a co więcej – nacisk na Pragę podjęto wespół z ohydnym reżimem hitlerowskim, który wkrótce już miał zwrócić się przeciwko Rzeczypospolitej.

O ile więc Józefowi Beckowi przyznaje się zasługę przyłączenia do państwa obszaru cennego gospodarczo i zamieszkanego przez rodaków, o tyle potępia się go za przyjęcie roli „monachijskiego szakala” i zlekceważenie rosnącej siły Niemiec[1].

Ocenie takiej sprzyja niewątpliwie spojrzenie z perspektywy ex post. Zarówno Polska jak i Czechosłowacja były ofiarami agresji III Rzeszy, obie przeciw niej walczyły (z diametralnie różnym natężeniem, ale jednak), wobec czego wręcz narzuca się przekonanie, że już przed wojną istniała płaszczyzna współpracy, tym bardziej, że argumenty te można zawsze wesprzeć dywagacjami o słowiańskiej wspólnocie interesów bądź stale w polskim myśleniu o polityce obecnym marzeniem o zjednoczeniu małych i średnich narodów Europy Środkowej w organizm zdolny opierać się Niemcom i Rosji.

Poddając krytyce politykę Becka wobec Pragi warto jednak pamiętać, że sekwencja dalszych wydarzeń nie była wówczas znana, co więcej – nic jeszcze nie zapowiadało, że to właśnie Polska stanie się kolejnym obiektem agresji Berlina, wreszcie – istnieje zbiór ważkich argumentów (paradoksalnie – wcale z ideą współpracy środkowoeuropejskiej niesprzecznych) przemawiających za agresywną postawą II RP wobec południowego sąsiada.

Nie znaczy to bynajmniej, aby były to argumenty na obronę polityki Becka– wręcz przeciwnie, w ich świetle utartą ocenę postawy Polski wobec kwestii Czechosłowacji należałoby w ogóle odwrócić do góry nogami:

Po pierwsze, polityka Warszawy wobec Pragi była nie zbyt, ale za mało agresywna.

Po drugie, Polska nie za daleko, ale nie dość daleko posunęła się we współpracy z Niemcami.

Po trzecie, Zaolzie było w całym tym zagadnieniu bodaj najmniej istotne – jednocześnie bowiem decydowały się sprawy o daleko większym znaczeniu.

Argumenty te mają pewien dodatkowy walor – zostały sformułowane przed kryzysem czechosłowackim 1938 roku, a więc mogły być wzięte pod uwagę zarówno przez recenzentów, jak i przez twórców polityki zagranicznej II RP. Znajdziemy je w publicystyce małej, ale coraz mocniej docenianej szkoły myślenia politycznego, związanej z wileńskim „Słowem”. Jej czołowymi przedstawicielami byli Władysław Studnicki i Stanisław Cat-Mackiewicz; zaliczyć do niej można również Adolfa Bocheńskiego, związanego co prawda w większym stopniu z „Buntem Młodych” (późniejszą „Polityką”).

W tekście niniejszym nie zabraknie też odwołań do zamieszczanych na łamach „Słowa” tekstów innych autorów, m.in. Ksawerego Pruszyńskiego i Kazimierza Smogorzewskiego. Postawa całej grupy, a szczególnie trójki jej czołowych przedstawicieli, wobec Czechosłowacji była nierozerwalnie związana z pewną szerszą koncepcją polityczną, ale o tym na końcu.

Państwo rewizjonistyczne

Zacznijmy od kilku uwag ogólnych. Wbrew dominującemu nie tylko wśród polityków II RP, ale także w naszej tradycji myślenia o dwudziestoleciu międzywojennym przekonaniu, jakoby Polska, jako beneficjent traktatu wersalskiego, powinna była go bronić w całej rozciągłości, publicyści „Słowa” postrzegali Polskę jako państwo rewizjonistyczne. Powód był prosty – w ówczesnym układzie sił Polska nie mogła się ostać, ponieważ była zbyt słaba, aby oprzeć się koalicji niemiecko-rosyjskiej.

Chociaż aktualnie – tłumaczył w 1937 roku Adolf Bocheński – ekspansja potężnych sąsiadów kieruje się w inne strony, a między Berlinem a Moskwą panuje antagonizm, to można przyjąć za pewnik, że prędzej czy później obie stolice wrócą do polityki antypolskiej i naiwnością byłoby sądzić, że różnice ideologiczne powstrzymają je przed współpracą w nowym rozbiorze[2]. Utrzymywanie status quo, jako niezapewniającego długotrwałego bezpieczeństwa, nie mogło być najwyższym nakazem polskiej racji stanu.

W jaki sposób Polska mogła poprawić swoje położenie? Ekspansja terytorialna nie dawała nadziei na znaczące wzmocnienie państwa. Wobec siły nacjonalizmów w ówczesnej Europie miała ona bowiem sens tylko wtedy, kiedy chodziło o przyłączanie obszarów zamieszkanych przez naród panujący w danym państwie – a tu możliwości Rzeczypospolitej, już obarczonej wysokim odsetkiem mniejszości narodowych, były bardzo ograniczone. Z drugiej strony te same siły, która blokowały Polsce możliwość ekspansji, pozwalały na zmianę układu sił w regionie poprzez rozbicie państw niejednolitych narodowościowo, których rozkład i tak, jak to określał Bocheński, leżał na „linii rozwoju dziejów”[3].

Jednym z tych państw była Czechosłowacja; twór stworzony w Wersalu – przekonywał Studnicki – wbrew zasadom historycznym, geograficznym czy etnograficznym, aby osłabić Niemcy a wzmocnić pozycje Rosji i Francji w Europie Środkowej[4]. Jej okrojenia nie można więc pod względem moralnym – starał się stłumić naturalny w Polsce odruch sprzeciwu wobec rozbioru państwa –utożsamiać z okrojeniem Węgier, którym zabrano ich historyczne krainy, czy rozbiorami Rzeczypospolitej. Uzupełniał to zapewnieniem, że nie chce zniewolenia Czechów, ale uwolnienia uciskanych przez nich narodowości[5].

Tego typu argumenty mogły być wykorzystane do propagandowej osłony akcji antyczechosłowackiej, nie mogą jednak jeszcze uzasadniać samego jej podjęcia. Bezpieczeństwu Polski zagrażała bowiem nie Czechosłowacja, ale Niemcy i Rosja, a przede wszystkim, jak już wspomniano, potencjalny sojusz rosyjsko-niemiecki.

Wydawałoby się, że interesy Warszawy i Pragi są w tej kwestii zbieżne; wszak porozumienie Berlina i Moskwy zagraża podmiotowości politycznej wszystkich małych i średnich narodów Europy Środkowo-Wschodniej, a niemieckie pretensje terytorialne do polskiego „korytarza” i Sudetenlandu mogły być naturalną płaszczyzną sojuszu obronnego.

Wobec tego nie posuniemy się w naszych rozważaniach dalej bez udzielenia odpowiedzi na pytanie: czy nie warto byłoby więc przymknąć oka na zabór Zaolzia i szykany wobec zamieszkujących go Polaków, a w zamian pozyskać cennego sprzymierzeńca?

Sojusznik bezwartościowy

Odpowiedź na to pytanie brzmi: „Nie” – przekonywali publicyści „Słowa” – ponieważ Czechosłowacja żadnym sprzymierzeńcem Polski być nie mogła, ani przeciw Rosji, ani przeciw Niemcom.

Jedna z przyczyn leżała w czechosłowackich stosunkach wewnętrznych, a Bocheński obrazował ją następującą anegdotą:

Pewnego razu ulicami Pragi przejeżdżał oddział czołgów. Obecny wśród gawiedzi stary „sokół” czeski bojowymi okrzykami witał każdy nadjeżdżający tank. Wtem jednak z jednego z nich wychylił się żołnierz i przemówił do niego… po węgiersku, wobec czego stary entuzjasta natychmiast umilkł.

„Zdarzyło się, iż był to Węgier – pisał Bocheński – ale normalnym biegiem rzeczy powinien to być Niemiec. Gdy mówimy o zagadnieniu stosunków czesko-niemieckich, nie możemy nigdy zapomnieć, że na dwóch Czechów wypada w tym państwie jeden człowiek narodowości niemieckiej”[6].

Wobec tego nie można dziwić się przerażeniu, z jakim w Pradze myślano o jakimkolwiek konflikcie z Berlinem. Zdaniem publicystów „Słowa” państwo z tak dużą mniejszością niemiecką nie mogło pozwolić sobie na starcie z Rzeszą, co stawiało pod znakiem zapytania wszelkie koncepcje antyniemieckiej kooperacji polsko-czechosłowackiej.

Dla Polski alians taki byłby kompletnie bezwartościowy.„Sojusznik to ten – pisał Mackiewicz, – który może dać pomoc, a nie ten, którego trzeba ratować”– równie dobrze Polska mogłaby się wiązać sojuszem z Etiopią[7]. Co więcej, jak przekonywał Bocheński, powrót antagonizmu polsko-niemieckiego Czechosłowacja z pewnością będzie chciała wykorzystać dla uzyskania czasowego choćby odprężenia stosunków z Berlinem, a każde niepowodzenie Warszawy przywita z radością, jako zwiększające wpływy Rosji w regionie[8].

Tu przechodzimy do drugiej przyczyny, dla której sojusz polsko-czechosłowacki był niemożliwy, tym razem związanej z polityką zewnętrzną.

Czesi tradycyjnie skłaniali się ku Rosji, niezależnie od tego, kto rządził na Kremlu, co zresztą, jak zauważał Bocheński, było całkowicie zrozumiałe: mając bowiem do wyboru (w swym konflikcie z Niemcami) sojusznika słabszego i silniejszego, w naturalny sposób stawiali na tego drugiego.Dopiero rozbicie ZSRR na kilka organizmów państwowych mogłoby skłonić Pragę do reorientacji jej polityki wobec Polski[9].

Dopóki jednak na wschodzie istniał potężny organizm rosyjski (czy sowiecki), nie tylko nie było mowy o współpracy polsko-czechosłowackiej, ale na dodatek niesłabnące w Pradze pragnienie uzyskania wspólnej granicy z Rosją stanowiło zagrożenie integralności terytorialnej państwa polskiego[10], co Studnicki obrazował oddającą jego zdaniem istotę problemu alternatywą: albo częściowy rozbiór Polski (utrata Małopolski Wschodniej), albo częściowy rozbiór Czechosłowacji[11].

Mimo pewnych wspólnych zagrożeń racje stanu sąsiadów dzieliła głęboka sprzeczność, a na czechosłowackiej scenie politycznej publicyści „Słowa” nie dostrzegali żadnego poważnego nurtu filopolskiego[12]. Studnicki i Cat zwracali dodatkowo uwagę, że państwo czechosłowackie stanowi w Europie Środkowej klamrę spinającą bardzo szkodliwy dla Polski sojusz francusko-rosyjski, stanowiąc przeszkodę – jak twierdził ten pierwszy – dla zintegrowania regionu i obrony cywilizacji przed rosyjskim barbarzyństwem[13].

Istnienie takiego tworu stanowiło emanację interesów mocarstw i fałszowało – dodawał Bocheński – prawdziwy interes państw Europy Środkowej, który polegał nie na trzymaniu w szachu Węgier, ale na obronie przed zakusami dwóch ciążących nad regionem potęg: Niemiec i Rosji[14].

Los Czechosłowacji jest przesądzony

Z tych względów obrona integralności terytorialnej południowego sąsiada nie była dla publicystów „Słowa” warta kropli krwi ani jednego polskiego żołnierza.Wyśmiewali sugestie, jakoby zagrożona przez Anschluss Polska powinna szukać oparcia w Pradze – ich zdaniem było dokładnie odwrotnie[15]. Występowanie w obronie Czechosłowacji uznano za tym bardziej absurdalne, że nie mieli zamiaru tego robić nawet oficjalni sojusznicy Pragi.

W 1938 roku żaden z publicystów nie miał złudzeń co do szans na pomoc Zachodu dla południowego sąsiada[16]. Francja – uznali – właściwie bez walki oddała swoje wpływy w Europie Środkowej, co było pokłosiem długotrwałej błędnej polityki, polegającej między innymi na popieraniu Czechosłowacji zamiast Polski i Węgier, które stanowić mogły znacznie solidniejszą zaporę dla niemieckiej ekspansji[17].

Londyn – przewidywano – z uwagi na groźbę zerwania więzi z dominiami i niechęć do zamykania Niemcom dróg ekspansji lądowej, uchyli się od wojny, do której nie jest nota bene gotowy, i pójdzie raczej na podział stref wpływów z Berlinem[18]. Państwa Małej Ententy – przekonywał Studnicki – skłaniały się ku Niemcom ze względów gospodarczych[19].

Wreszcie ZSRR – pisali Bocheński i Cat – chciałby wojny wewnątrzeuropejskiej, ale bez własnego (do czasu) udziału, stąd presję Moskwy uznawano na łamach „Słowa” za blef Stalina[20]. Ewentualna pomoc Sowietów dla Czechosłowacji byłaby trudna ze względu na brak wspólnej granicy i niewątpliwy opór, jaki by Armii Czerwonej stawiły Polska i Rumunia, co czyniło je de facto sprzymierzeńcami III Rzeszy. Sami Niemcy także musieliby wspomóc wymienione państwa w razie agresji sowieckiej, co razem stanowiło zdaniem Studnickiego solidniejszą podstawę współpracy niż jakiekolwiek podpisane traktaty[21].

Wydarzeniem, które – jak uznano na łamach „Słowa” – przesądziło kwestię Czechosłowacji, był Anschluss. Studnicki z dużym wyprzedzeniem przewidywał, że włączenie Austrii do Rzeszy, które uważał za nieuniknione, postawi na porządku dziennym sprawę terytorialnego okrojenia Czechosłowacji, która wobec zjednoczonych Niemiec będzie bezbronna[22].

Anschluss oraz pozyskanie ziem zamieszkanych przez Niemców sudeckich oznaczać musiały znaczne wzmocnienie Rzeszy, co bez jednoczesnej rekompensaty dla Polski i Węgier byłoby dla tych ostatnich groźne. Udział w rozbiorze Czechosłowacji miał być szansą na utrzymanie pewnej równowagi w Europie Środkowej[23]. Studnicki przewidywał też, że okrojenie Czechosłowacji będzie możliwe bez wojny, wyłącznie dzięki solidarnej blokadzie ekonomicznej sąsiadów, przy czym Polska powinna nakłonić do tego także Rumunię[24].

Od marca 1938 roku sięgnięcie przez Niemców po ziemie zamieszkane przez pobratymców było już – zdaniem publicystów wileńskiego dziennika – tylko kwestią czasu, i to niedługiego[25]. Wzmagający się niemiecki nacisk na Pragę uważali przy tym za usprawiedliwioną konsekwencję perfidii Czechów, a w publicystyce tego okresu dali upust wszelkim starym i nowym pretensjom wobec południowych sąsiadów.

Na łamach „Słowa” wypominano Czechom zadawnioną wrogość wobec Polski, chęć ograniczenia jej terytorium, zdradziecką napaść w 1919 i wymuszenie bolesnych ustępstw w najtrudniejszych momentach 1920 roku, zagarnięcie obcych narodowo terenów (nie tylko polskich), odrzucanie płynących z Warszawy propozycji porozumienia, niedotrzymywanie obietnic, szkodzenie Polsce u mocarstw Zachodu, prześladowanie mniejszości narodowych, w tym przede wszystkim mniejszości polskiej[26].

Tym zagadnieniom i usprawiedliwionej nimi niechęci Polaków, ale też Niemców i Słowaków, do Czechów, poświęcił Studnicki obszerne fragmenty opublikowanej w lecie 1938 roku książki Kwestia Czechosłowacji a racja stanu Polski[27]. Przy tym Pradze zarzucano, że mimo całego swego cynizmu jej polityka była polityką głupią.

Wśród jej błędów wymieniano sojusz z pragnącym wojny w Europie ZSRR, prowokujące Niemców podkreślanie swojego strategicznego położenia, sprzeciw wobec koncepcji unii naddunajskiej i restauracji Habsburgów, wreszcie działalność antypolską, prowadzącą do sytuacji, w której skłócona z Warszawą i Budapesztem Czechosłowacja nie przedstawiała wartości dla Francji[28].

Przyjąwszy za pewnik bierność Zachodu, publicyści „Słowa” uznali pozycje czechosłowackie za stracone, dostrzegając jednocześnie w zaistniałej na arenie międzynarodowej konfiguracji szansę na poprawienie strategicznej i gospodarczej pozycji Rzeczypospolitej. W ich koncepcjach Niemcy, jako protagonista wydarzeń, miały być dźwignią, która umożliwi podniesienie pozycji Polski w sposób, na który ona sama nie miałaby dość sił. Wymagało to jednak – przekonywał Studnicki – ścisłej politycznej i gospodarczej współpracy z Berlinem[29].

„Śląsk Zaolziański, czy wspólna granica z Węgrami?”

Kwestię czechosłowacką w publicystyce „Słowa”, względnie w publikacjach książkowych Studnickiego i Bocheńskiego, podzielić możemy na sześć zasadniczych aspektów. Były to: Sudety, Śląsk Zaolziański, Słowacja, Ruś Zakarpacka, sprawa granicy polsko-węgierskiej a także kwestia przyszłości okrojonego, narodowego już państwa czeskiego.

Żaden z publicystów nie wątpił, że tereny zamieszkane przez Niemców odejdą do Rzeszy i nikt nie będzie w stanie temu przeszkodzić. Zmartwieniem ich było, aby pozostałe zmiany terytorialne na ziemiach państwa czechosłowackiego odpowiadały polskiej racji stanu.

Śląsk Zaolziański nie stanowił przy tym, mimo całego szacunku dla zamieszkujących go Polaków i jego zasobów surowcowych, najistotniejszej kwestii[30]. W oczach publicystów „Słowa” podstawowy interes Polski w sprawie czechosłowackiej polegał bowiem nie na przyłączeniu nowych terytoriów, ale na ukształtowaniu optymalnego w ówczesnych warunkach układu sił w Europie Środkowej, poprawiającego pośrednio pozycję Rzeczypospolitej.

Stawką, o jaką, w świetle ich publicystki, powinien grać Beck, było wzmocnienie wpływów polskich w Budapeszcie, Bukareszcie i Berlinie, przy jednoczesnym zapobieżeniu nadmiernemu wzmocnieniu Niemiec oraz poprawie własnego położenia strategicznego i gospodarczego. Zaolzie miało być zajęte niejako „przy okazji”.

Na plan pierwszy w wysuwana była kwestia przywrócenia historycznej granicy z Węgrami, tradycyjnym sojusznikiem Polski[31]. To właśnie była sprawa wagi strategicznej, mogąca zdecydować o pozycji Rzeczypospolitej w regionie. Wedle Studnickiego oparcie południowej granicy na życzliwie wobec Warszawy usposobionym państwie węgierskim wzmocniłoby Polskę tak wobec ZSRR, jak i wobec Niemiec, w o wiele większym stopniu niż proponowane Beckowi, w zamian za poparcie Pragi, stałe miejsce w Radzie coraz mniej znaczącej Ligi Narodów[32].

Zwracając największą spośród ideowych przyjaciół uwagę na czynniki ekonomiczne, nestor grupy pisał także o potencjalnych korzyściach z uzyskania dostępu do rynku węgierskiego, a dalej Adriatyku i Bałkanów[33].

Cat z kolei dostrzegał pewien proces historyczny, który jego zdaniem przeoczył Edvard Beneš – Mackiewicz uważał, że po okresie parcelacji państw, mającym swoje apogeum w traktatach powojennych, przyszła era komasacji[34]. Nawet potężna Francja – pisał – uzgadnia swą politykę z Wielką Brytanią, i to w większym nawet stopniu niż dominia tej ostatniej. Czesi – przekonywał dalej – gdyby posadzili na tronie Habsburga i dążyli do unii z Węgrami oraz Austrią, uniknęliby zarówno Anschlussu, jak i odcięcia Sudetów[35].

Przykłady Etiopii, Czechosłowacji czy Litwy, zmuszonej przyjąć ultimatum Warszawy, uważał za przestrogę przed niebezpieczeństwami, na jakie narażone były państwa słabe, a szansę na uniknięcie takiego losu widział w zjednoczeniu z innym państwem dla stworzenia siły, z którą musiałyby liczyć się nawet mocarstwa. Polska nie jest – argumentował – małym państewkiem schowanym na jakimś półwyspie, aby mogła unikać nadciągającego huraganu, a jej partnerem mogą być Węgry[36].

Cat przypominał, że już Anschluss dał Niemcom o wiele większe korzyści niż polski wątpliwy sukces nawiązania stosunków z Litwą. Podobnie będzie – obawiał się – z rozbiorem Czechosłowacji. Niemcy, włączając do Rzeszy ziemie zamieszkane przez pobratymców, wzmocnią się nieporównanie bardziej niż Polska włączając ziemie zamieszkane przez Polaków.

Ewentualne zajęcie Zaolzia, przekonywał we wrześniu 1938 roku, nie mogło być nawet porównywane do sprawy uzyskania granicy z Węgrami, które ze względu na swój stosunek do ZSRR, posiadanie mniejszości niemieckiej oraz brak sprzecznych interesów najlepiej nadają się na stałego sojusznika[37]. Miał nadzieję, że Beckowi uda się, zgodnie z trendem komasacji państw, zrealizować ten postulat oraz uzgodnić politykę Warszawy z Budapesztem[38].

Ścisłe współdziałanie polsko-węgierskie było jego zdaniem warunkiem utrzymania równoprawnych stosunków z coraz potężniejszą Rzeszą i obrony interesów obu narodów wobec mocarstw Zachodu. Likwidacja czechosłowackiej forpoczty ZSRR w Europie cieszyła go, ale stały wzrost siły Niemiec, które uważał za potencjalnego sojusznika w walce z bolszewizmem, budził obawy, że marnująca kolejne szanse na wzmocnienie Polska okaże się w tym antysowieckim przedsięwzięciu partnerem zbyt słabym, aby mieć cokolwiek do powiedzenia[39].

Wszyscy trzej czołowi publicyści grupy zgadzali się, że w interesie Polski leży przyłączenie Rusi Zakarpackiej do Węgier.Ze względu na ilość Ukraińców w granicach Rzeczypospolitej absurdem byłoby zasilanie tej mniejszości mocno na dodatek skomunizowanymi Rusinami z drugiej strony Karpat[40].

Bocheńskiego i Studnickiego poróżniła natomiast sprawa Słowacji. Ten pierwszy uznał, że niepodległość Słowacji leży w interesie Polski, w związku z czym postulował oddanie Węgrom węgierskich partii kraju, co zlikwidowałoby, przewidywał, przyczynę ich proniemieckości, a uwolnienie Słowacji etnograficznej usunęłoby antagonizm czesko-węgierski, umożliwiając stworzenie z tych państw opartego o Polskę bloku wstrzymującego ekspansję niemiecką w Europie Środkowej[41].

Polemizował z nim Studnicki, przyjmujący za korzystne przyłączenie Słowacji do Węgier, których linia polityczna jest łatwa do przewidzenia a propolskość gwarantowana. Bezpieczniej w tej sytuacji stawiać na pewnych Węgrów niż Słowaków, których ewentualna samodzielna polityka pozostawała niewiadomą, i nie można było wykluczyć, czy nie będzie proczeska lub prorosyjska[42]. Co więcej, Budapeszt nie będzie miał swobody w polityce zagranicznej, dopóki stolica państwa będzie położona czterdzieści kilka kilometrów od granicy, jak to absurdalnie i ahistorycznie ustalono w Wersalu.

Wreszcie, przyłączenie do Węgier uważał za korzystne gospodarczo dla Słowacji[43]. Krytykował postulat Bocheńskiego, aby przez przyłączenie do Węgier jedynie terenów o przeważającej ludności węgierskiej zlikwidować powód ich zbliżenia z Niemcami. Jego zdaniem rozwiązanie takie nie zadowoliłoby Węgrów, a Słowację pozbawiło dostępu do Dunaju i geograficznie wykoślawiło.

W związku z tym za najlepsze rozwiązanie Studnicki uważał nadanie Słowacji, poza południowymi okręgami zamieszkanymi przez Węgrów, autonomii w ramach państwa węgierskiego, gwarantowanej przez Polskę i Niemcy[44]. Cat przychylał się w tej kwestii raczej do zdania swego mistrza Studnickiego, choć, dużo sceptyczniej oceniając ówczesną sytuację, ograniczał się do postulatu, aby przynajmniej Ruś Zakarpacka trafiła do Węgier[45].

Publicyści „Słowa” zwracali wreszcie uwagę na dodatkowe korzyści, jakie da okrojenie Czechosłowacji i przewidywane przez nich utworzenie narodowo jednolitego państwa czeskiego. Ich zdaniem odebranie Czechom Słowacji i Rusi Zakarpackiej pozbawi ich nadziei na uzyskanie wspólnej granicy z ZSRR, a zerwanie bezwartościowego, jak się okazuje, sojuszu francusko-sowieckiego zmusi Pragę do oparcia się o Polskę, względnie o blok polsko-węgierski, przy czym Studnickiemu chodziło przede wszystkim o współpracę gospodarczą[46].

Bocheński natomiast już wcześniej snuł wizję stworzenia w środkowej Europie, oczywiście po okrojeniu Czechosłowacji, bloku polsko-rumuńskiego przeciw Rosji oraz polsko-węgiersko-czeskiego przeciw Niemcom. Jego zdaniem Praga mogła stać się sojusznikiem Warszawy przeciw Berlinowi dopiero wtedy, kiedy to Czesi będą mieli pretensje terytorialne do Niemców, a nie odwrotnie[47].

Studnicki dodawał jeszcze, że likwidacja granicy rumuńsko-czechosłowackiej wzmocni w Bukareszcie wpływy polskie kosztem czeskich[48], zwiększając szanse na wypełnienie innego ważnego dla polskiej polityki zagranicznej zadania, tj. wyciszania antagonizmu węgiersko-rumuńskiego i uzgadniania polityki Budapesztu i Bukaresztu[49].

Postulaty wobec Pałacu Brühlowskiego

Optymalne rozwiązanie narastającego kryzysu wyglądałoby więc w sposób następujący: Rzesza wchłania tereny zamieszkane przez Niemców, Polska – Zaolzie, Ruś Zakarpacka i Słowacja (ta ostatnia z większym lub mniejszym zakresem autonomii) wracają do Węgier, przy czym gdyby przyszło wybierać między realizacją polskich i węgierskich postulatów terytorialnych, publicyści „Słowa” za priorytetowe uważali przywrócenie granicy polsko-węgierskiej.

Jednocześnie liczyli się także z niekorzystnym obrotem wypadków, tj. wchłonięciem Czechosłowacji w całości przez III Rzeszę, względnie przyłączeniem Sudetów do Niemiec oraz zwasalizowaniem przez Berlin reszty państwa czechosłowackiego, co pogorszyłoby katastrofalnie międzynarodową pozycję Polski, odcinając ją od Węgier i Bałkanów, wydłużając niebezpiecznie granicę polsko-niemiecką, nie wspominając już o połączeniu Niemiec z Ukrainą, co stanowić mogło wstęp do nowego rozbioru Rzeczypospolitej[50].

Studnicki uważał jednak, że uwzględnienie interesów Polski i Węgier, jako partnerów w stałej, a nie tylko doraźnej współpracy, leży w niemieckiej racji stanu[51]. Podobnego zdania był Smogorzewski, który zalecał Niemcom umiar i przestrzegał przed powtórzeniem błędów II Rzeszy, co mogłoby skłonić mocarstwa Zachodu do ponownego ich ujarzmienia. Również Cat liczył, że Hitler pójdzie drogą Bismarcka, a nie Napoleona, i zamiast walczyć z całą Europą będzie potrafił wskazać jej wspólny cel, jakim miałaby być oczywiście walka z komunizmem[52].

Niemniej doprowadzenie do korzystnego rozwiązania wymagało aktywności ze strony polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, co było zgodnym postulatem Bocheńskiego i Studnickiego (mocniej akcentowanym przez tego ostatniego), a do którego przychylał się także, choć z większa dozą sceptycyzmu, Mackiewicz. Bierność polityki zagranicznej, przekonywali dwaj pierwsi, kosztowała już Polskę zmarnowanie znakomitych koniunktur międzynarodowych w XVIII i XIX wieku (przywoływali wojnę północną, wojnę siedmioletnią, sojusz polsko-pruski 1790 roku, wojnę krymską)[53]. Bez inicjatywy – ostrzegali – rozgrywka czechosłowacka może zostać w podobny sposób przegrana przez Warszawę.

Przeprowadzenia odpowiednich działań Studnicki chciał w ramach porozumienia polsko-niemieckiego, przy jednoczesnym współdziałaniu z Węgrami i Włochami, którym podobnie jak Polsce powinno zależeć na tym, aby nie dopuścić do zbytniego wzmocnienia Rzeszy w Europie Środkowej. Z tego powodu krytykował Becka za bezproduktywne, jego zdaniem, wojaże po Skandynawii i krajach bałtyckich, zamiast, uzasadnionych kluczowym dla Polski znaczeniem sprawy czechosłowackiej, wycieczek do Berlina i Budapesztu[54].

Pod koniec lipca 1938 roku Studnicki postulował zorganizowanie wspólnej z Niemcami i Węgrami blokady gospodarczej Czechosłowacji, która uniemożliwiłaby jej przygotowania do ewentualnej wojny i w ciągu kilku miesięcy zmusiła do kapitulacji[55]. Półtora miesiąca później apelował o zbrojną neutralność Polski wobec konfliktu niemiecko-czeskiego, dla niedopuszczenia przemarszu wojsk sowieckich.

Za wielki atut Niemców uważał możliwość domagania się plebiscytu, którego wynik był pewny, i stąd niemożliwy do przyjęcia przez rząd w Pradze. Ze względu na usunięcie przez Czechów kilkudziesięciu tysięcy Polaków z Zaolzia nie plebiscyt, ale zlokalizowany konflikt czesko-niemiecki (którego bardzo obawiał się Cat[56]) był zdaniem Studnickiego najpewniejszym sposobem na zrealizowanie polskich postulatów[57].

Także Bocheński popierał podjęcie zdecydowanych kroków wobec Czechosłowacji. Pokojowość mocarstw Zachodu uważał za podstawę sukcesów polityki Hitlera i domagał się wykorzystania faktu psychicznej gotowości Polaków do wojny poprzez podjęcie wspólnego z Węgrami wojskowego nacisku na Pragę[58].

Mackiewicz był największym sceptykiem z całej trójki. Podobnie jak Studnicki i Bocheński dostrzegał wspólnotę interesów polskich i węgierskich wobec Czechosłowacji, ale jego zdaniem w chwili ostatecznej rozgrywki Hitlera z Pragą Polska była dyplomatycznie nieprzygotowana. Przyczyną była nie tylko opieszałość Pałacu Brühlowskiego w uzgodnieniu strategii wspólnych działań z Budapesztem. Zdaniem Cata w roku 1938 Polska płaciła za kilkuletnie zaniechania i brak konsekwencji w realizacji tzw. „linii 26 stycznia 1934 roku”[59]. Antyczechosłowackich argumentów publicystów „Słowa” nie sposób omawiać bez uwzględnienia tego kontekstu.

„Germanofile”

Postulowany udział w rozbiorze Czechosłowacji miał być elementem szerszej koncepcji – strategicznej współpracy polsko-niemieckiej.

Początki tej idei sięgają 1915 roku i wrażenia, jakie na podróżującym po Królestwie Polskim Studnickim, dotąd przedstawicielu orientacji austriackiej, zrobiły groby żołnierzy niemieckich poległych w wojnie z Rosją. Po krótkim okresie powodzenia, zwieńczonym ogłoszeniem Aktu 5 listopada 1916 roku, entuzjazm dla współpracy z Niemcami w społeczeństwie polskim osłabł, a Studnicki znalazł się w politycznej izolacji. Dopiero w drugiej połowie lat 20. jego koncepcja zyskała zwolenników w osobach fundatorów i redaktora wileńskiego „Słowa”.

Mackiewicz, rozczarowany funkcjonowaniem sojuszu polsko-francuskiego, zaczął głosić konieczność odprężenia stosunków z Berlinem, co początkowo miało być tylko formą nacisku na Paryż. Na przełomie lat 20. i 30. wezwanie to stało się podstawowym postulatem „Słowa” w polityce zagranicznej. Po okresie ocieplenia polsko-niemieckiego w pierwszym roku rządów Adolfa Hitlera, ukoronowanym podpisaniem deklaracji o niestosowaniu przemocy 26 stycznia 1934 roku wydawało się, że Pałac Brühlowski podjął się realizacji „linii «Słowa»”.

Koncepcja propagowana przez „germanofilów” – jak określać możemy publicystów związanych ze „Słowem” – podlegała ewolucji, na której szersze przedstawienie nie ma tutaj miejsca. W jej ramach na poparcie idei współpracy polsko-niemieckiej sformułowano szereg argumentów, z których najważniejsze da się streścić w sposób następujący[60]:

– Polski, zdaniem „germanofilów”, nie stać na utrzymywanie antagonizmu jednocześnie z Niemcami i ZSRR, ponieważ prowokuje to w naturalny sposób sojusz Berlina i Moskwy, któremu Polska ani sama nie będzie w stanie się oprzeć, ani też nie znajdzie sojuszników, którzy mogliby ją przed nim obronić. Co więcej, w polityce zagranicznej, podobnie jak w strategii, obowiązuje zasada koncentracji na jednym przeciwniku – podstawową wytyczną polskiej racji stanu winno być więc dążenie, aby sprawy sporne załatwiać z jednym, a nie z dwoma przeciwnikami naraz.

W tej sytuacji konieczne jest wygaszenie antagonizmu na przynajmniej jednej z granic.Zdaniem publicystów „Słowa” niższym kosztem można było osiągnąć kompromis z zachodnim sąsiadem – zarówno ze względu na mniejszy zasięg niemieckich, niż sowieckich, roszczeń terytorialnych, jak i na fakt, że ideologia III Rzeszy, w przeciwieństwie do bolszewizmu, nie stawiała sobie za cel zmiany ustroju politycznego Rzeczypospolitej.

– Po drugie, publicyści „Słowa” uważali, że należy dążyć do podtrzymania antagonizmu niemiecko-sowieckiego, który (co miało być stałym fenomenem dziejowym) zapewnia Polsce najlepszą możliwą koniunkturę i oddala największe zagrożenie – porozumienie Berlina i Moskwy. Jak wywiedziono z teoretycznego modelu, trwałość antagonizmu uzależniona jest od siły strony agresywnej; im mocniejsza natomiast będzie strona nastawiona ugodowo, tym większa szansa na zażegnanie antagonizmu[61].

Ergo – wobec konfliktu niemiecko-sowieckiego Polska powinna opowiedzieć się po stronie agresywnej, a tą w latach 30. była niewątpliwie Rzesza.

– Po trzecie wreszcie, strategicznym celem polskiej polityki zagranicznej powinno być zlikwidowanie zagrożenia, jakie stanowił potencjalny sojusz niemiecko-sowiecki, co można było osiągnąć przez trwałe osłabienie jednego z sąsiadów, a najlepiej – rozbicie go na szereg organizmów państwowych wzajemnie się neutralizujących[62]. Wobec wspomnianej już siły nacjonalizmów możliwość taka istniała nie w jednolitej narodowościowo Rzeszy, ale w obejmującym liczne mniejszości ZSRR. Warszawa powinna więc zająć przychylne stanowisko wobec wszelkich czynników działających na rzecz rozpadu wschodniego sąsiada, w tym także wobec ewentualnej wojny niemiecko-sowieckiej.

Trzeba powiedzieć, że „germanofile” nie doceniali różnicy potencjałów Polski i Niemiec, wyobrażając sobie, że współpraca będzie możliwa jako porozumienie równorzędnych partnerów. Dotyczy to zwłaszcza Mackiewicza i Bocheńskiego.

Studnicki brał pod uwagę możliwość zwasalizowania Polski przez Niemcy i gotów był pogodzić się z taką ewentualnością, co nie wynikało bynajmniej z deficytu patriotyzmu. Nestor grupy uważał po prostu, że stosunkowo słabsze państwa nie mogą uniknąć takiego losu – nawet Francja musiała poddać się wpływom brytyjskim, nawet Włochy stały się wasalem Niemiec[63].

Jego zdaniem przyjęcie protekcji Rzeszy otwierało przed Warszawą najlepsze (z możliwych w tamtych realiach) perspektywy, ponieważ ze względów geopolitycznych dla Niemiec właśnie, jako sojusznik, przedstawiała największą wartość. „Dla Anglii Polska w najlepszym razie jest podrzędnym pionkiem na szachownicy politycznej – pisał. – Dla Niemiec jesteśmy pierwszorzędną figurą.”[64]

Niemniej zarówno Studnickijak i Mackiewicz dostrzegali niebezpieczeństwo zbyt dalekiego uzależnienia Polski od zachodniego sąsiada. Postrzegając politykę jako dziedzinę dynamiczną, optymalne zabezpieczenie przed tym zagrożeniem widzieli w trwałej kooperacji politycznej i gospodarczej, obejmującej „krępowanie” Rzeszy więzami multilateralnymi w ramach politycznego (Mackiewiczowa koncepcja „nowego Björkö”[65]) lub gospodarczego bloku państw europejskich („blok środkowoeuropejski” Studnickiego[66]). Obok tego przed dominacją Berlina miało Polskę chronić podjęcie współpracy w realizacji dwóch innych, węziej zakrojonych projektów, które swoją drogą miały wzmocnić względną i bezwzględną siłę Rzeczypospolitej. Jednym z nich była krucjata antysowiecka, drugim – rozbiór Czechosłowacji.

Punktem wyjścia do tej współpracy powinno być jednak kompleksowe uregulowanie wszystkich spraw spornych. Jeszcze przed zbliżeniem polsko-niemieckim Mackiewicz postulował, aby potencjalne porozumienie z wtedy jeszcze Republiką Weimarską uwzględniało m.in. kwestie mniejszości narodowych, Gdańska, tranzytu przez Pomorze, a także uzgodnienie polityki wobec Anschlussu[67]– wymieniał więc zagadnienia, które, pozostawione bez załatwienia, po kilku latach stały się pretekstem do wojny.

Wezwania te powtarzał i po dojściu Hitlera do władzy, i po podpisaniu deklaracji o niestosowaniu przemocy[68]. Na przełomie 1935 i 1936 roku wysunął pod adresem MSZ postulat trwałego uregulowania stosunków z Gdańskiem, tj. usunięcia protektoratu Ligi Narodów, z którego Polska nie miała żadnego pożytku, pogodzenia się z niemieckim charakterem narodowym Wolnego Miasta i zabezpieczenia polskich interesów gospodarczych[69].

W 1937 ubolewał nad brakiem działań na rzecz przekonania społeczeństwa polskiego o celowości porozumienia z Niemcami, co raziło w zestawieniu z „festiwalem polonofilstwa”, jaki na polecenie Hitlera organizowano w III Rzeszy. Polityka zbliżenia z Niemcami, konkludował, była robiona ukradkiem i z niejakim wstydem, co jego zdaniem nie pozwalało wyciągać z niej pełnych korzyści i było na dłuższą metę bardzo ryzykowne[70].

Już po Anschlussie, a w przededniu kryzysu czechosłowackiego stwierdzał, że lata 1933–1934, które uważał za najdogodniejszy okres do rozstrzygnięcia spraw spornych po polskiej myśli, zostały zmarnowane. Jeżeli nie wierzyło się w możliwość trwałego porozumienia z Rzeszą – argumentował – to w ogóle nie należało takiej polityki zaczynać. Posunięciom Becka zarzucał brak konsekwencji, stanowiącej warunek sine qua non efektywnej polityki[71]. Zdaniem Mackiewicza Polska przespała okres dobrej koniunktury, a w 1938 roku dała się zaskoczyć wzrostowi dynamiki wydarzeń na arenie międzynarodowej.

Po Monachium

Kwestię czechosłowacką Studnicki uważał za test intencji niemieckich: uwzględnienie interesów Polski i Węgier w rozgrywce z Pragą oznaczałoby, jego zdaniem, że Berlin liczy się z partnerami przyszłego bloku środkowoeuropejskiego. Zagarnięcie całej Czechosłowacji musiałoby być jednak uznane za posunięcie antypolskie i antywęgierskie[72].

Mimo, że wynik testu był negatywny, po Monachium Studnicki pozostawał optymistą. Uważał, że sprawa północnej granicy Węgier nie jest jeszcze zamknięta, a rzecznikiem korzystnego jej rozwiązania może być Mussolini. Wciąż liczył na dowód poszanowania przez Berlin interesów słabszych partnerów, przypominając jednocześnie, że wobec uzależnienia losów Słowacji i Rusi od decyzji Hitlera szkodliwe jest sugerowanie, jakoby granica polsko-węgierska miała być czynnikiem antyniemieckim. Postulował, wręcz przeciwnie, przekonywanie Niemców, że granica ta leży właśnie w ich interesie, i przypominał o korzyściach, jakie daje Rzeszy oddzielenie polskim murem od ZSRR.

Zgodnie ze swoją starą diagnozą przekonywał, że obiektywne czynniki ekonomiczne, tj. przede wszystkim kompensacyjność gospodarki Niemiec z gospodarkami państw Europy Środkowej oraz uzależnienie tych ostatnich od niemieckiego rynku zbytu, skłaniają do zbliżenia gospodarczego i politycznego[73].

Niemniej Studnicki zdawał sobie sprawę, że relacje polsko-niemieckie przechodzą kryzys, a zaraz po Monachium wysunął pod adresem zachodniego sąsiada postulat podjęcia działań na rzecz pozyskania zaufania państw regionu, które mogły być zaniepokojone wciąż rosnącą siłą III Rzeszy[74]. Niezwrócenie Węgrom ich historycznych terytoriów kazało powątpiewać w szczerość intencji niemieckich, chociaż jednocześnie część winy składał na bierność polskiej i węgierskiej dyplomacji[75].

Wobec zmarnowanych uprzednio koniunktur, szukając wciąż drogi dla uzgodnienia polityki polskiej i niemieckiej, w przededniu aneksji Czech i Moraw szansę na przejęcie inicjatywy widział w pozyskaniu Rumunii i wspólnym wystąpieniu Warszawy, Bukaresztu i Budapesztu, które mogłoby zmusić Berlin do respektowania interesów mniejszych państw przyszłego bloku gospodarczego[76].

Powrót Rusi Zakarpackiej do Węgier w marcu 1939 roku przyjął z zadowoleniem, podobnie jak utworzenie państwa słowackiego, które ze względów gospodarczych i kulturowych – przewidywał – będzie związane z Polską i Węgrami. Mimo braku sympatii do Czechów likwidację ich państwa narodowego uznał jednak za błąd Niemców, podważający zaufanie do nich wśród państw Europy Środkowej, które Rzesza powinna wspierać dla własnej pomyślności gospodarczej i zabezpieczenia regionu przed zagrożeniem sowieckim[77].

Przekonany o zbieżności interesów Polski i Niemiec do końca przestrzegał oba narody przed konfliktem, który może być na rękę tylko Sowietom. W swej walce o porozumienie polsko-niemieckie stawał się jednak powoli na powrót osamotniony.

Mackiewicz dużo krytyczniej oceniał sytuację po konferencji monachijskiej i przyjęciu polskiego ultimatum przez Pragę. Jego zdaniem Studnicki nie doceniał katastrofy politycznej, jak spotkała Polskę w 1938 roku, a społeczeństwo bodaj w ogóle nie zdawało sobie z niej sprawy. Zmarnowanie szansy na poprawę międzynarodowej sytuacji państwa kładł na karb opieszałości, braku inicjatywy i zdecydowania polskiej dyplomacji[78].

Cat postulował spojrzenie na wydarzenia ostatnich miesięcy przez pryzmat panującej w tym okresie koniunktury oraz zasady relatywizmu politycznego: siłę państwa, przekonywał, mierzy się stosunkiem jego sił do sił sąsiadów[79], a ocena rozwoju sytuacji musi uwzględniać to, co było możliwie do osiągnięcia lub utracenia.

W tym świetle bilansem roku 1938, mimo zajęcia Zaolzia, było osłabienie państwa. Wielkie przesuwanie granic, do jakiego doszło w Europie, niezmiernie wzmocniło Niemcy, Polsce natomiast nie udało się zrealizować sprawy najważniejszej – osiągnięcia wspólnej granicy z Węgrami, a co gorsza dostała ognisko irredenty ukraińskiej na Rusi Zakarpackiej. Naruszenie równowagi między Niemcami a Polską uznawał za katastrofę, niezależnie od tego, czy Niemcy miały być wrogiem, czy sprzymierzeńcem[80].

W relacjach polsko-niemieckich dostrzegał kryzys i domagał się przede wszystkim wyjścia z niego, a nie snucia dalekosiężnych planów, co poróżniło go ze Studnickim. Mackiewicz przestrzegał, że, choć uważany jest za germanofila i hitlerofila, obawia się wplątania Polski w sytuację, kiedy Niemcy staną się jej jedynym możliwym sojusznikiem –protest przeciwko takiemu właśnie ukształtowaniu stosunków polsko-francuskich leżał przecież u podstaw proniemieckości „Słowa”[81].

Jeszcze przed Monachium obawiał się, że niebezpieczeństwo niemieckie, którego Polska nie potrafiła zminimalizować w czasach odpowiedniej po temu koniunktury, po przyłączeniu Sudetów do Rzeszy może nabrać realnych wymiarów, czemu przeciwdziałać można jedynie przez załagodzenie kwestii spornych oraz wytyczenie obu państwom wspólnego celu[82]. Wobec upadku wpływów francuskich w Europie Środkowej, coraz mniejszych nadziei na uzyskanie granicy z Węgrami oraz postawy Niemców wobec Rusi Zakarpackiej współpracę z Berlinem uznawał za coraz bardziej problematyczną[83].

Mackiewicz podtrzymywał opinię, że odprężenie stosunków z Niemcami było posunięciem słusznym. Kolejnym krokiem powinno było być jednak jak najszybsze załatwienie spraw spornych z zachodnim sąsiadem. Dalej powinien był nastąpić podział stref wpływów i kompleksowe uzgodnienie stanowiska wobec Anschlussu, Sudetów, Rusi, Słowacji, Kłajpedy[84]. Ubolewał nad zmarnowaniem lat 1933–1934, kiedy koniunktura do rozmów z Niemcami, słabymi i otoczonymi wrogami, była znakomita[85]. Jeszcze w czasie kryzysu sudeckiego można było, jego zdaniem, łatwo od Niemców uzyskać zgodę na granicę z Węgrami[86].

Od 1933 roku polityka zagraniczna Polski zbliżyła się do koncepcji „Słowa”, ale redaktor odżegnywał się od utożsamiania działalności Becka z linią gazety. Trzeba odróżnić – polemizował jeszcze przed Monachium z tekstem Bocheńskiego[87]– słuszną zasadę od nieudolnego wykonania.

Zdaniem Cata odprężenie stosunków z Polską oddało Hitlerowi ogromne usługi, pozwoliło na Anschluss i osaczenie Czechosłowacji[88]. Ale i wartość Rzeczypospolitej była dla niego inna w 1933 roku, kiedy miał jeszcze przeciwko sobie Włochy, niż w 1938 roku, gdy ma Austrię, Sudety, oś z Rzymem, zwycięskiego Franco i rozbrojony pacyfizmem Zachód.

Mackiewicz doceniał odzyskanie Zaolzia, a w sprawie granicy z Węgrami dostrzegał błędy dyplomacji Horthy’ego. Przyznawał, że Beck uratował Polskę od awantur, jakie zgotowałby Front Morges, że ocenił też właściwie wartość sojuszu z Francją, która zapewne chętnie zmobilizowałaby Polskę w obronie Czechosłowacji, po czym zostawiła sam na sam z III Rzeszą i ZSRR[89]. Niemniej bilans jego polityki uważał za niepomyślny, a zestawianie pseudosukcesów pułkownika z rzeczywistymi osiągnięciami kanclerza Rzeszy za niepoważne.

Mackiewicz zarzucał Beckowi jednostronne pójście na rękę Niemcom: od 1936 roku Pałac Brühlowski prowadził politykę zgodną z Auswärtiges Amt, ułatwił m.in. Anschluss i okrojenie Czechosłowacji, w efekcie czego w Europie Polska uchodzi za sojusznika Rzeszy[90]. Nie uzyskano jednak w zamian spełnienia polskich postulatów. Odzyskania Zaolzia i nawiązania stosunków z Litwą nie sposób obronić jako sukcesów politycznych. Nie zlikwidowano spraw spornych między Polską a Niemcami, nie uzyskano granicy z Węgrami, nie wyznaczono wspólnych celów, nie zrobiono nic, aby dla idei porozumienia z Berlinem pozyskać społeczeństwo polskie. Na kilkuletniej współpracy skorzystali przede wszystkim Niemcy[91]. [Czyli jak zwykle – dawanie d… za darmo – admin]

W styczniu 1939 roku Mackiewicza zszokowała wypowiedź Becka o równowadze między Niemcami a ZSRR. Skoro już minister zdecydował się na jazdę tramwajem niemieckim – przekonywał redaktor – powinien był trzymać się linii „Słowa”, jeżeli natomiast nie chciał brać udziału w antysowieckich planach Hitlera, lub Niemcy nie byli wobec niego uczciwi, trzeba było bronić pozycji francuskich w Europie Środkowej[92].

Oskarżał ministra o deklarowanie neutralności w momencie, kiedy Polska neutralna być nie może, kiedy nie może pozwolić sobie na uchylenie się od europejskiej gry. Beck wysiadł z tramwaju współpracy z Niemcami– konkludował Cat – albo zbyt wcześnie, albo zbyt późno, w każdym razie na przystanku: „przegrana”[93].

Likwidacja Czechosłowacji wywarła duże wrażenie na i tak mocno zaniepokojonym Mackiewiczu. Powrotu Rusi do Węgier w obecnej sytuacji i przy zwasalizowaniu Słowacji przez III Rzeszę nie uważał już za sukces. Domagał się skoordynowania posunięć Warszawy z Budapesztem i Kownem, opanowania zbrodniczej megalomanii i demagogii w kraju, gwałtownego zwiększenia zbrojeń oraz dokonania pokojowego i przyjacielskiego, ale stanowczego podziału sfer wpływów i zainteresowań z Niemcami[94].

22 marca 1939 roku Mackiewicz podjął próbę podsumowania polityki Becka na tle koncepcji porozumienia polsko-niemieckiego propagowanej na łamach „Słowa”. Koncepcja ta – pisał, –przewidywała działania na rzecz powołania porozumienia francusko-niemiecko-polskiego, skierowanego przeciw ZSRR dla rozbicia go i zdobycia jego kosztem terenów kolonizacyjnych.

Minister Beck – zdaniem Cata – zbliżył się do tej koncepcji, wbrew przeciwnej doktrynie politycznej, uznającej Niemcy za największe zagrożenie; wspierając jednak Berlin na arenie międzynarodowej nie potrafił uzyskać w zamian ani niepodległej Słowacji, ani przekazania jej Węgrom, stracił też najprawdopodobniej Litwę.

Bilansem współpracy polsko-niemieckiej lat 1933–1938 w oczach jej sztandarowego teoretyka był rozpad systemu francuskiego w Europie Środkowej, osłabienie ZSRR i wydźwignięcie Niemiec na pierwsze miejsce w Europie. Za porażkę polskiej polityki zagranicznej ostatnich lat winił cały rząd, niezdolny do wypracowania jednolitej linii polityki zagranicznej, ale przede wszystkim Becka, który asystując wzmocnieniu Rzeszy unikał jednocześnie, jak podejrzewał Cat – z obawy przed polską opinią publiczną, rozstrzygnięcia spraw drażliwych, wystawiając tym samym państwo na wielkie niebezpieczeństwo.

Niemcy stały się dla Polski zbyt silnym partnerem. Co gorsza, Hitler nie był już zainteresowany porozumieniem kontynentalnym i marszem na wschód, ale przeciwnie – zwrócił się przeciw Zachodowi. Wobec tego – podsumowywał Mackiewicz – koncepcja współpracy polsko-niemieckiej lansowana na łamach „Słowa” nie ma już racji bytu[95].

Wieczorem tego samego dnia Stanisław Mackiewicz został aresztowany i odstawiony do obozu odosobnienia w Berezie Kartuskiej, co w symboliczny sposób zamknęło wieloletnie zabiegi wileńskiego dziennika o porozumienie polsko-niemieckie. Ostatnim niezłomnym obrońcą tej idei pozostał Studnicki, który nie pogodził się z jej klęską nawet po Wrześniu.

Podsumowanie

Trwający do dziś spór o szanse i zagrożenia związane z ideą sojuszu polsko-niemieckiego sprowadzony został w zasadzie do dylematu: czy należało, czy też nie należało przyjmować żądań niemieckich i brać udziału w krucjacie antysowieckiej?

Można mieć wrażenie, że całe zagadnienie zaczyna się dopiero 24 października 1938 roku, kiedy to Ribbentrop przedstawił ambasadorowi Lipskiemu propozycje całkowitego uregulowania wzajemnych relacji. Tymczasem jeśli spojrzymy na tę kwestię przez pryzmat ówczesnej koncepcji współpracy polsko-niemieckiej, to jesienią 1938 roku mieliśmy już do czynienia ze zmierzchem idei. Jej powodzenie nie zależało od udzielenia odpowiedzi na trywialne pytanie: „tak czy nie?”, ale od konsekwentnej realizacji rozpisanego na dłuższy okres planu, do której należało przystąpić w okresie dobrej koniunktury, zapoczątkowanej zerwaniem przez Hitlera współpracy niemiecko-sowieckiej.

Osiągnięte u progu tego okresu porozumienie z Berlinem nie powinno być, zdaniem publicystów „Słowa”, końcem drogi, ale raczej nowym otwarciem, pozwalającym na rozwinięcie dyplomatycznej ofensywy dla zapewnienia Polsce trwalszego bezpieczeństwa.

Tymczasem po śmierci Piłsudskiego i wbrew jego przestrogom Beck uznał, że prowizorium wyznaczone deklaracją z 1934 roku z czasem przekształci się w układ trwały[96]. W efekcie, zamiast podjąć działania na rzecz kompleksowego uregulowania wzajemnych stosunków oraz uzyskania szerszego poparcia społecznego dla „linii 26 stycznia”, politykę porozumienia z Berlinem opatrywano gestami mającymi upewnić krajową i międzynarodową opinię o braku ścisłego sojuszu.

Sztandarowym przykładem było zachowanie ministra w czasie kryzysu czechosłowackiego, kiedy to instruował podwładnych, że „w interesie Polski leży unikanie wywoływania wrażenia, iż w zaostrzającej się sytuacji politycznej w Europie «jesteśmy w jakiejś kombinacji z Niemcami»”[97].

Udział w okrojeniu Czechosłowacji, obok dalekiej od realizacji (abstrahując nawet od faktu, że polskie władze nigdy nie traktowały jej poważnie) koncepcji rozbicia ZSRR, był kluczowym elementem koncepcji współpracy polsko-niemieckiej sformułowanej przez publicystów „Słowa”. Wbrew ich postulatom i nadziejom nie scementował on jednak sojuszu polsko-niemieckiego. Przeciwnie – okazał się największą klęską koncepcji proniemieckiej i przygotowała jej upadek w 1939 roku.

Zarówno sam rozbiór południowego sąsiada, jak i jego pokojowy przebieg zostały w gronie „germanofilów” trafnie przewidziane. Sformułowane przez nich argumenty na rzecz udziału w tym „przedsięwzięciu” wydają się być niedoceniane w refleksji nad polską polityką wobec kryzysu 1938 roku. Najważniejsze z nich nie tracą wartości nawet po wyciagnięciu ich z kontekstu idei szerszej współpracy polsko-niemieckiej.

Częściowy rozbiór Węgier i utworzenie państwa czechosłowackiego w takim a nie innym kształcie, nie wspominając już o przyznaniu mu Zaolzia, były sprzeczne z polską racją stanu i nie istniały żadne powody, aby nie starać się tej sytuacji zmienić – sformułowana jeszcze na początku lat 20. przez Konstantego Skirmunta doktryna „obrony traktatów”[98] (oparta na założeniu, że naruszenie traktatów powojennych w jakimkolwiek punkcie może być „precedensem” ułatwiającym rewizję skierowaną przeciw Polsce) była niedorzeczna[99].

Czechosłowacja nie tylko nie tylko nie rokowała na wartościowego sojusznika Polski, ale spekulowała na jej rozbicie i uzyskanie wspólnej granicy z ZSRR. Nikt nie neguje, że wina za fiasko ewentualnej współpracy polsko-czeskiej leżała po stronie Pragi, a Warszawa nie tylko nie była w stanie obronić integralności terytorialnej Czechosłowacji, ale i działanie takie byłoby wręcz absurdalne[100].

W polskim interesie leżało okrojenie Czechosłowacji, i to powinno być zawsze punktem wyjścia do oceny wydarzeń z okresu kryzysu 1938 roku. Przeprowadzenie rozbioru w pożądany przez Polskę sposób było niewątpliwie trudne, niemniej nie wydaje się to być wystarczającym argumentem za uznaniem bierności wobec kryzysu za najwłaściwsze rozwiązanie – nie zapobiegłaby ona przecież negatywnym skutkom niemieckiej ofensywy dyplomatycznej, nie dając jednocześnie szans na wyciągniecie własnych korzyści.

Nie należałoby też przeceniać „kompromitacji” Polski w oczach Zachodu– wszak rzeczywista postawa Warszawy wobec Pragi jesienią 1938 roku nie powstrzymała Londynu przed udzieleniem „monachijskiemu szakalowi”„gwarancji”.

Wizerunek państwa jest niewątpliwie rzeczą ważną (gdyby tak nie było, nikt nie marnowałby środków na działania propagandowe), nie powinno się jednak robić z tej kwestii jakiegoś fetyszu. Pozycja Polski we wszelkich ewentualnych układach, czy to z Londynem i Paryżem, czy z Berlinem byłaby tym mocniejsza, im większe korzyści udałoby się uzyskać wcześniej kosztem Czechosłowacji, a nie im „ładniej” zachowano by się wobec południowego sąsiada.

Beckowi udało się zresztą pogodzić złe strony obu tych rozwiązań. Demonstracyjna „samodzielność” polityki polskiej wobec Pragi nie pozwoliła ani osiągnąć celu strategicznego, jakim było uzyskanie granicy z Węgrami, ani uniknąć odium sojusznika Rzeszy w oczach Zachodu, zadrażniając jednocześnie stosunki z potężnym sąsiadem, co mogło postawić przed Auswärtiges Amt konieczność sprawdzenia lojalności polskiego partnera i być impulsem do październikowej rozmowy Ribbentropa z Lipskim[101], której dalszymi reperkusjami były kryzys relacji polsko-niemieckich i wejście na drogę prowadzącą ku wojnie. Wojnie, która, zgodnie z przestrogami Studnickiego, dla obu narodów, choć walczyły w przeciwnych obozach, skończyła się bezprecedensowych rozmiarów katastrofą.

Jan Sadkiewicz
Artykuł pierwotnie ukazał się w dwumiesięczniku „Arcana
http://kresy.pl

W oryginalnym artykule następują przypisy (ponad sto).
Admin

Komentarze 34 to “O czym nie mówią czechofile, czyli dlaczego Polska powinna wziąć udział w rozbiorze Czechosłowacji”

  1. RomanK said

    CO wam przypomina , opis znajomy ten?????

  2. Marek said

    nic jeszcze nie zapowiadało, że to właśnie Polska stanie się kolejnym obiektem agresji Berlina
    ===
    Aha, jasne, miast Polski, kolejnym obiektem agrersji po Czechach w 1938 miały być Indie, dlatego Polska dyplomacja szukała gwarancji Pakistanu w tym czasie.

  3. Boydar said

    Co przypomina, Panie Romanie ? Mi talmud. Milion artefaktów i byle dalej od prawdy. No ale mi większość tego typu publikacji kojarzy się z talmudem, jak nie przymierzając kapralowi z białą chusteczką.

  4. Boydar said

    I jeszcze coś do mojego (3), którego aktualnie nie widać. Ulubieniec Pana Macki, śp. docent Kossecki, stary chitrus zresztą, wykazał arytmetycznie wręcz (bez żadnej socjocybernetyki), że wszystkie wojny w Europie a pośrednio na świecie przeprowadziło City, i zawsze cudzymi rękami. Zawsze też celem nadrzędnym było utrzymanie pozycji Anglii jako rzeczywistego mocarstwa wśród innych mocarstw. I faktu tego i tej reguły żadne lanie wody nie zmieni.

    Jeżeli nawet z początku planowano sprzężenie Polski z III Rzeszą co miało dać określony efekt przejściowy, to widać intensywne kalkulacje „co, jak, gdzie i z kim” dały istotny powód do zmiany koncepcji. „Ustawiczne zmiany decyzji świadczą o ciągłości procesu dowodzenia”, tak podobno uczyli w wojsku. I uważam że tak było. Czynnikiem przechylającym szalę mógł być postęp nauki i techniki niemieckiej, nad którymi to nie było już czasu ani możliwości zapanować.

  5. semperparatus said

    Polityka całkowicie błędna…wbrew w/w argumentom germanofilów we wrześniu 1938 roku należało całkowicie i bezwarunkowo poprzeć Czechosłowację…Kraj ten-mimo uprzednio antypolskiej polityki(np.agresja z 1919 roku i inne)był w tym czasie osamotniony w swoim oporze wobec hitlerowskiej agresji…i ew.propozycja sojuszu ze strony Polski byłaby dla niego ostatnią deską ratunku…Pamiętać należy że siła obu armii:polskiej i czechosłowackiej była w sumie równoważna Wehrmachtowi…i Hitler podejmując ryzyko wojny z oboma państwami naraz narażał się na klęskę…Natomiast zaniechanie wojny naraziło by go na kompromitację wewnątrz Niemiec i-być może-obalenie przez zamach wojskowy.
    To wszystko powinny zrobić polskie władze w okresie Monachium(wrzesień 1938).Pózniej…po upadku i rozbiorze Czechosłowacji…pozycja Polski wobec Niemiec stała się beznadziejna…Wobec spodziewanej bierności Anglii i Francji należało ugiąć się przed żądaniami Niemiec(a nie dać się wrobić perfidnej Anglii z jej oszukańczymi „gwarancjami”)…starając się przy tym „ugrać”jak najwięcej…tzn.minimalizować straty terytorialne(prawdopodobnie udało by się ograniczyć do Gdańska i autostrady przez Pomorze)…i unikać jak najdłużej uwikłania się w wojnę…Czyli prowadzić politykę zbliżoną do prowadzonej przez Węgry Horthy’ego…

  6. anonim said

    Autor: Jan Sadkiewicz

    Sprawdzić czy Piłsudczyk…

  7. Isia said

    … Jak Czesi zrabowali Zaolzie …

    … „(…) prezydent Masaryk pisał w liście do Edwarda Benesza:

    … Polakom nie zaszkodzi uderzenie w twarz, przeciwnie nawet pomogłoby w wytępieniu niebezpiecznych szowinizmów.” … wytępieniu – czyli mordowaniu (wieszaniu, dobijaniu rannych etc.) polskich żołnierzy i cywilów, polskich mieszkańców Zaolzia, ziemi historycznie polskiej …

    http://www.historia.uwazamrze.pl/artykul/961107

  8. semperparatus said

    Re.7 A jednak-dla dobra sprawy…czyli przetrwania państwa i narodu polskiego…trzeba było we wrześniu 1938 roku o tym-przynajmniej chwilowo-zapomnieć…Czyli…racje polityczne powinny wziąć górę nad słusznymi moralnie pretensjami…

  9. Yagiel said

    Co z tymi Czechami Benesza (bez Słowaków?) teraz – jakieś nowe Monachiumw drodze?

    Nie czytam tak szybko, więc dwa pytania z góry tekstu:

    „Bezpieczeństwu Polski zagrażała bowiem nie Czechosłowacja, ale Niemcy i Rosja, a przede wszystkim, jak już wspomniano, potencjalny sojusz rosyjsko-niemiecki.” – Chwileczkę: 1. jaka Rosja? Wtedy był bolszewicki CCCP i sojusz bolszewicko-niemiecki, 2. tego samego bali się Czesi, więc naturalne byłoby razem z Polską grać przeciw temu sojuszowi, tym bardziej razem z Francją… 3. państwo CZecho-Słowacja było sztuczne i głupie oraz, z taką ilością NIemców w Sudetach i Węgrów, było od razu samobójcą odwleczonym z woli Francji!
    Toż to była klasyczna talmudyczna koza w przepełnionej izbie: Wersal kazał Europie kupić/wprowadzić kozę/Czecho-Słowację, bo z góry było wiadomo, że zostanie wyprowadzona i… jakież luzy w izbie! Myślicie, że Benesz nie zdawał sobie z tego sprawy? Myślę, że świetnie grał prezydenta wszystkich Czechów (a Słowaków?), a nawet wszystkich obywateli, ale tak naprawdę był marionetką Francji i CCCP – jednocześnie i świadomie. Po to go powołano i po to potem, po Monachium, pozwolono mu opuścić Czechy z honorami i… z następnymi zadaniami do wykonania.

    W tym sensie Benesz nie był żadnym realnym partnerem politycznym, a tylko podwykonawcą. Wniosek dla Polski, tzn. II RzPlitej? Na Czechach nie można opierać żadnej realnej koncepcji politycznej – na takich koza/Czechach. Na mniejszych, realnych – gdyby takie były – można by było. Ale Wersal zrobił koza/Czechy, za duże obszarowo, wielo-narodowe, czyli wbrew logice Ligi Narodów.
    Jaki wniosek z tego dla II Rzplitej? Że też jest taką za dużą kozą w Mittel-Europa oczywiście! Patrząc na Czecho-Słowację Polacy powinni widzieć swoje państwo i widzieć też jako kozę wstawioną na czas…
    Ale nasza tromtadracka głupota walczyła z czeską – co było przewidziane i rozegrane.

    Drugi cytat: „Wobec tego nie można dziwić się przerażeniu, z jakim w Pradze myślano o jakimkolwiek konflikcie z Berlinem. Zdaniem publicystów „Słowa” państwo z tak dużą mniejszością niemiecką nie mogło pozwolić sobie na starcie z Rzeszą, co stawiało pod znakiem zapytania wszelkie koncepcje antyniemieckiej kooperacji polsko-czechosłowackiej.”

    1. Nie wszyscy Czesi byli przerażeni. I to nawet nie dlatego, że liczyli, jak Benesz np., na wsparcie Stalina. Jasne, że wojnę z III Rzeszą musieliby przegrać – o ile nie mieli tych 3 Abomb, o których zapewnia Wandaluzja. Nie mieli?
    2. Realna a’Studnicki czy a’Bocheński ocena spraw musiałaby doprowadzić władze polskie do wniosku, że II RzPlita jest… za duża, więc nierealna ! Zatem trzeba ją urealnić: żadna Ukraina czy Litwa Wileńska! Żaden Gdańsk – korytarz ok., bo jedyną dla nas i Czechów szansą było, że Hitler+Stalin zaatakują Zachód albo wzajemnie skoczą sobie do gardeł…
    3. Wojna obronna wspólnie z Czechami – o Polskę czy Czechy wsio rawno – była jedyną realna formą realizmu politycznego wtedy. Toż qrwa lepiej walczyć z własnej woli niż zaskoczonym! A sprawdzenie wojną np. o Sudety, tzn. nie o Sudety żadne, ale o Prahę i Warszawę, sprawdzenie prawdziwych wersalskich intencji „sojuszników” z Zachodu byłoby wiecznym tytułem do chwały Polaków i Czechów, jak myślę. Nie powstanie warszawskie, a ta wspólna wojna w 38.
    4. Państwo tak nierealne jak koza/Czecho-Słowacja nie miało prawa istnieć! Lecz miało prawo istnieć państwo mniejsze… Dwa państwa, bo i II RzPlita. Gdyby nie byli użytecznymi idiotami przywódcy oby tych koza-państw, walczyliby o swe narodowe państwa ZGODNIE Z DUCHEM I LITERĄ WERSALU/LIGI NARODÓW. Co by wtedy zrobił pierd… Londyn? A co by zrobiły USA, dźgnięte w sumienie przez Paderewskiego po raz kolejny?

    Zamiast kretyńsko grać fikcję samobójczą, lepiej honorowo grać realne państewko czy państewka europejskie.

    Czy to ma jakiś związek z naszą dzisiejsza sytuacją, szanowni?

    Czytam dalej Autora…

  10. Isia said

    … czeski gen. Józef Snejdarek – odpowiedzialny za zbrodnie wojenne na Zaolziu (1919 r.) …

    dowodzący wojskiem czechosłowackim, wówczas w randze pułkownika, był odpowiedzialny za zbrodnie wojenne popełnione na polskich żołnierzach – dobijanie polskich jeńców wojennych w Stonawie – i polskiej ludności, podczas zbrojnego zajmowania Zaolzia w 1919 roku … „nagrodzony” wkrótce awansem na generała w 1920 roku … nota bene prawie dwadzieścia lat, do 1917 roku, służył, jako oficer, we francuskiej Legii Cudzoziemskiej …

    … Czesi traktują go jak bohatera …

  11. Dziadzius said

    @2, Marek,
    Ja nie jestem pewny tej calej historii Pakistanu ale pierwsza wzmianka o „paki–stanie = czyste panstwo” ( w rzeczywistosci wymyslenie nazwiska „Pakistan” bylo tylko w ksiazce z 1933 roku) Geograficznie dzisiejszy Pakistan, to ( brutalna) konglomeracja pomniejszych panstewek, ktore Anglia dala muzulmanom, takich jak :- Bengal, Sind, Pendzab,Beludzystanu…. Prawdziwy Pakistan nie powstal az dopireo w 1947 roku , jako religijny odlam od Indii, – wiec nie widze jak Polska nawet przez magje mogla szukac pojednainia z panstwem, ktorego jeszcze nie bylo.

  12. Yagiel said

    No – nie ma co dalej czytać po tym akapicie:
    „Dopóki jednak na wschodzie istniał potężny organizm rosyjski (czy sowiecki), nie tylko nie było mowy o współpracy polsko-czechosłowackiej, ale na dodatek niesłabnące w Pradze pragnienie uzyskania wspólnej granicy z Rosją stanowiło zagrożenie integralności terytorialnej państwa polskiego[10], co Studnicki obrazował oddającą jego zdaniem istotę problemu alternatywą: albo częściowy rozbiór Polski (utrata Małopolski Wschodniej), albo częściowy rozbiór Czechosłowacji[11].”

    Otóż to: rosyjski czy sowiecki? to nie są synonimy – to oxymoron! Nie było żadnej Rosji – były Sowiety. A Sowietom Czechy czy Polska to były siodła na krowę. Chcieli kolejnych riespublik do Sojuza, a nie żadnych narodowych, po staremu myslących państw. To chyba oczywiste.

    W 37. nie można było przewidywać, że zniknie CCCP, a odrodzi się Rosja jakaś, prawda?
    Bo czy dziś jest znowu Rosja? Trzykolor jest, orzeł dwugłowy jest, Kreml jest… Jeśli nie ma Rosji, to nie ma Europy. Może po to był Lenin i Stalin, i Trocki i Beria, by nie było Europy po staremu myślącej – ale teraz jest Putin i Łagrow, i…

    Co my na to? Chcemy Europy czy kalifatów?
    Nie wiem, czy nie przeginam tym „chcemy”? Więc – chcecie?

  13. Isia said

    … Czeskie zbrodnie na Śląsku Cieszyńskim w 1919 roku …

    http://www.historia.org.pl/2014/09/02/czeskie-zbrodnie-na-slasku-cieszynskim-w-1919-roku/

  14. WI42 said

    ….Poparcie …”Anschluss i okrojenie Czechosłowacji, w efekcie czego w Europie Polska uchodzi za sojusznika Rzeszy[90]”
    Dobitnie to udowadnia Piotr Zychowicz w swojej książce „Pakt Robbentrop -Beck”

  15. Ni chce mi się z wami gadać nawet. Artykuł ów kieruje uwagę czytelników w zaułek zwany „tam byli i są wrogowie”. Artykuł ów odwraca uwagę czytelników od problemów o wiele bardziej istotnych z racji sąsiedztwa i bliskiego pokrewieństwa Polaków, Czechów i Słowaków. Rok 1926 – wtedy to o mało co nie doprowadzono do unii naszych narodów, mającej na celu zjednoczenie w niedalekiej przyszłości w jednym państwie. Ziuk temu przeszkodził, wzniecając bratobójcze walki Polaków na ulicach Warszawy. Później w latach wojny, już na angielskiej emigracji próby takie podjęto ponownie. W porę jednak któś tam się zorientował i znów zmącił czystą wodę. Otóż… już dawno powinniśmy stanowić jedno państwo. Ciekawe, jak dziś na taką propozycję zjednoczenia wypowiedzieliby się sami Polacy, Czesi i Słowacy podczas niesterowanego referendum. A gdyby komuś się taka myśl właśnie, gdzieś tam po głowie pałętała, to tacy grafomani i wybitni znawcy historii na zamówienie według chazarskich potrzeb, skutecznie będą takie marzenia tępić i podkładać zarzewie pod przyszłe, w miarę potrzeby wywołane, braterskie konflikty.

  16. Bogaty Miś said

    polityka zagraniczna polega na przewidzeniu tego co się wydarzy, a nie na snuciu koncepcji aliansów z różnymi pionkami, lub aliansu z Niemcami przeciw Sowietom. Załóżmy na chwilę, że Polska w sojuszu z Niemcami idzie na krucjatę antysowiecką, która jest zwycięska. I co potem ? – Jakieś wielkie przemieszczenie, przy założeniu dobrej woli Hitlera. Ale facet był nieprzewidywalny, a zwycięstwa sprawiały, że nasilał mordowanie swoich handicapów.
    Przewidywanie tego, co się wydarzy polega na rozpracowaniu celów głównych graczy.
    Autor powyższego artykułu stwierdza od siebie: „W polskim interesie leżało okrojenie Czechosłowacji, i to powinno być zawsze punktem wyjścia do oceny wydarzeń z okresu kryzysu 1938 roku.” – okrojenie Czechosłowacji )wspólnie z Hitlerem, to okrążenie Polski z trzech stron, chyba że autor ma na myśli zajęcie większości Czech, najlepiej fortyfikacje w Sudetenlandzie – Jakże kretyński jest to sposób myślenia; ręce opadają!
    Szkoda wysiłku na krytykę bełkotu oczytanych idiotów.

  17. Plausi said

    A kto Kosseckiemu nie wierzy

    @Bojdar, 4

    to niech uwzględni, co opowiada żydowski doradca władz USA

    https://www.youtube.com/watch?v=UccLAgszLE8&t=6m5s

    jeden z wielu, obok „naszego” Brzezińskiego.

    „zawsze cudzymi rękami”, istotna uwaga

    http://wrzodakz.neon24.pl/post/131652,polityczni-zbrodniarze#comment_1305977

    obowiązywała także w czasie II Wojny.

    Zaolzie, zostało utracone przez nieudolność władz w Polsce po I Wojnie i wpływ mocarstw z sojusznikami włącznie. Tym nie mniej wkroczenie do Zaolzie niewiele różni się od wkroczenia Sowjetów do Polski w 1939 roku. Dobrze jest to sobie wreszcie uświadomić.

  18. Izaurus said

    Przypomnę piosenkę sprzed wielu lat: Hitler Hachę wziął pod pachę i zaprosił na kiełbachę, a Hacha mu z tej uciechy oddał za nic całe Czechy

  19. Yagiel said

    Po lekturze jednak całości widzę, że jedna teza Autora jest bezsprzeczna: Czecho-Słowacja była tworem sztucznym na życzenie Francji – dla mostu Francja-CCCP – nieracjonalnie zadużym w kontekście Wersalu/LN. Czy Benesz wierzył w tę Cz-Sł, czy udawał, z góry wiedząc, że Sudety (i Ruś Zakarpacka) są do oddania – jaka rożnica? Oszukał Czechów, przeżył bez bólu Cz-Sł, tj. Monachium… Zresztą mniejsza z nim, niech go Czesi rozliczają. Jeszcze za Heydrich’a, tj. Lidice.

    Druga teza Autora to raczej teza „Słowa” z Wilna (to ważne, że Wilno): II RzPlita też była na wyrost, z góry do okrojenia. Ustępstwa na rzecz Niemiec, zwłaszcza III Rzeszy były koniecznością dla realistów – w rządzie ich nie było. Rząd i jego entuzjasci deklarowali „nie oddać ani guzika”. Byliśmy podwykonawcami Francji, Wlk.Brytanii, a po 33r. także III Rzeszy. Przy czym Francja tylko słabła, a III Rzesza tylko krzepła, przejmując od Francji pajaca czy też pawia Europy.

    Trzecia teza: tylko sojusz z III Rzeszą wzmacniał II RzPlitą w Europie – zgoda. Równocześnie z sojuszem z Węgrami, Słowakami i Rumunami. Nie rozumiem, dlaczego Beck to zaniedbał… Zaczynam go widzieć jako polskiego Benesza, niestety.

    Teza czwarta: CCCP był wrogiem Europy wersalskiej – jasne. Ale nie wrogiem NIemiec/III Rzeszy. Geneza CCCP była Prusacka i funkcja była taka. NIe przyjmuję do wiadomosci, że dyplomaci Europy nie wiedzieli, że CCCP jest protektoratem Niemiec (jak Cz-Sł Francji), że nie wiedzieli o potężnej wieloletniej akcji finansowo-przemysłowo-zbrojeniowej Niemców w CCCP; nie wierzę, że wywiad II RzPlitej nie wiedział, co się dzieje około Lipiecka czy Kazania…
    (Gdybyśmy w 1917r. dogadali się z hr. Rotszyldem , my bylibyśmy partnerami Niemiec/III Rzeszy ? Dlaczego Autor ani słowem nie wspomniał czynnika żydowskiego?)
    Opinię więc, że Republika Weimarska była słaba aż do wszechwładzy Hitler’a, uważam za naiwną; jeśli to relacja o tamtej wiedzy Polaków, nawet „Słowa”, nawet wywiadu, to przyjmuję ją warunkowo; jesli to dzisiejsza opinia Autora – bzdura.
    Czy Hitler zrobił serio kryzys’34 w kontaktach z CCCP? Wątpię. Ale załóżmy, że Stalin się wystraszył i zlecił Tesli zrobić w Czechach Abomby Warszawa, Berlin, Londyn – uznał zatem Warszawę za sojusznika Berlina, oczywiście słusznie. Tym bardziej, że Beck – co twierdzi Wandaluzja – doniósł Hitler’owi o Abombach: a nie chciał dostać jednej z nich? nie domagał się? dziwne… Nie mając tych trzech Abomb, Stalin nie mógł atakować Zachodu – więc czekał, aż wojna przyjdzie do niego. I kasa.
    Ale jeśli tych trzech Abomb nie było, to… co to zmienia?

    Teza piąta: dostaliśmy od Hitler’a wojnę za błędy Becka i w ogóle za pychę „mocarstwową”. Co gorsza, Beck nie zginął, nie walczył w wojnie wrześniowej… Nie był Czecho-Słowako-filem, był za to niemal Benesz: jednak doprowadził do wojny obronnej… w sytuacji beznadziejnej. Należy zatem powiedzieć, że doprowadził II RzPlitą do sytuacji beznadziejnej, do zlikwidowania.
    To dla mnie kolejny dowód na to, że II RzPlita była ponad polskich polityków. Już lepiej, żebyśmy mieli mniejszą Polskę, której parametrom by podołali… Lepiej mieć 6 milionów ludności mniej, niż tylu wydać na bestialstwo wrogów. Czyli jednak Beck nie dorównał Beneszowi?

    Dzisiejszej III RzPlitej politycy polscy umieją podołać? Inaczej: czy dzisiejsze nasze Państwo to jakaś RzeczPospolita ? W granicach PRL… Oczywiscie, że nie. My Polska jesteśmy, trudna do obsługi. A tu mamy władzę prezia i ojca dyrektora, którzy uparli się z Polski zrobić RzPlitą III: z naszym Lwowem i Wilnem…? Wygląda, że przeciwnie: tracimy Gdańsk, Wrocław, Rzeszów… Zostanie nam Polska’PiS, okrzyknięta IV RzPlitą ?
    Z kim Pospolitą/Pospólną/Społem ? Z Chrystusem-Królem ? Czyli z Żydami ?
    Raczej z Watykanem katolickim, czyli z Kremlem (dogadani są). O ile Kreml zgodzi się przyjąć Waszcza na ministra swych spraw zagranicznych. Jarosław pozostanie preziem w W-wie.
    A ja działkowcem na Żoliborzu. Z opcją wycieczki samolotem do Prahy.
    No i z czytaniem Gajówki po nocach.

  20. RomanK said

    W POlsce ukazala sie ksiazka pana Marka Chodakiewicza ” „Trojmorze”
    -polecam wszystkim.
    ang,” Intermarium”

    https://www.amazon.com/Intermarium-between-Baltic-Chodakiewicz-2012-10-17/dp/B01FJ0T4IE/ref=sr_1_10?s=books&ie=UTF8&qid=1503275545&sr=1-10&keywords=marek+chodakiewicz

  21. semperparatus said

    M.in w kontekście omawianego zagadnienia widać jaką zbrodnią wobec Polski i Europy była decyzja Piłsudskiego(pakt Piłsudski-Lenin)z 1919 roku…o poparciu bolszewii kosztem rosyjskich chrześcijańskich patriotów Denikina(pól-Polaka zresztą…chrzczonego w KK jako Antoni).Decyzja ta pozwoliła żydobolszewii na zwycięstwo i eksterminację rosyjskiego narodu…A Polskę i Francję pozbawiła naturalnego sojusznika na wschodzie…Gdyby nie antypolska i antychrześcijańska polityka tego agenta i renegata to historia Europy potoczyła by się zupełnie inaczej…zapewne dużo korzystniej dla Polski,Rosji i Europy…A II Wojny Światowej w ogóle by nie było.Trudno przecenić szkody jakie poczynił Piłsudski i jego kryminalna kamaryla…

  22. Boydar said

    „… widać jaką zbrodnią …”

    No widać. I Rosja też widziała, tylko dużo wcześniej niż my. Być może „widziała” też co będzie jeśli będzie dalej tak jak było. „Cóż było robić …”

  23. karlik said

    …”Jak Czesi zrabowali Zaolzie”…
    Nie wiem kto opowiada takie bzdury, polskie granice się stabilizowały po rozbiorach, ale ich nie było więc nie można było zrabować czegoś czo nie było polską własnością
    Te tereny przyznano Czechosłowacji za zgodą Polski…

    „1920 lipiec 28, Paryż
    Decyzja Konferencji Ambasadorów
    w sprawie Śląska Cieszyńskiego, Spisza i Orawy

    Stany Zjednoczone Ameryki, Imperium Brytyjskie, Francja, Włochy i Japonia, jako Główne Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone, postanowiły w Paryżu decyzją z dnia 27 września 1919 r. rozstrzygnąć o statucie politycznym dawnego Księstwa Cieszyńskiego i obszarów Orawy i Spisza, uciekając się do konsultacji ludowej, która by dawała wszystkie konieczne gwarancje lojalności i szczerości.

    Uważając jednakowoż, że środki powzięte w wykonaniu tej decyzji celem umożliwienia realizacji konsultacji ludowej w warunkach powołanych wyżej, nie dały wyników; uważając, że w interesie ogólnego pokoju leży nagląca konieczność postanowienia o losie tych obszarów; uważając, że Rządy Polski i Czeskosłowacki oświadczyły aktem w Spa w dniu 10 lipca 1920 r., iż zgadzają się, by ich odnośne granice na powyższych obszarach były określone przez Główne Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone; poleciły Konferencji Ambasadorów uregulować tę kwestię.

    W następstwie czego, Konferencja Ambasadorów postanowiła co następuje:
    I

    Granice odnośne władzy zwierzchniej Polski i Czechosłowacji nad dawnym Księstwem Cieszyńskim i obszarami Orawy i Spisza będą oznaczone linią graniczną, określoną jak następuje:
    1) Na obszarze Cieszyna:

    Poczynając od miejsca, gdzie granica wschodnia gminy Piersna spotyka dawną granicę niemiecko-austriacką, na południe i aż do wzgórza 268, położonego w odległości około dwóch kilometrów na północny wschód od Frysztatu:

    linią, która będzie wytknięta w terenie, pozostawiając wieś Dolne Marklowice i domy na Mizerowie przy Państwie Czeskosłowackim;

    stąd na południe, i aż do miejsca, w którym granica południowo-wschodnia gminy Raj przecina rzekę Olzę:

    granice wschodnie gmin Frysztat i Raj;

    stąd, na południe-południe-wschód i aż do miejsca, które będzie wytknięte w odległości około 540 m na północ-północ-zachód od mostu, położonego na 1500 m na południe-wschód od Sibicy:

    w górę biegiem rzeki Olzy;

    stąd na wschód-południe-wschód i aż do miejsca, w którym granica między gminami Leszna Górna i Nydek schodzi się z granicą zachodnią powiatu bielskiego:

    linia, która będzie wytknięta w terenie, idąc według możności zgodnie z linią szczytów, przechodzącą przez wzgórza 405 (Osówka B.), 514 (Wróżna), 708 (Ostry) i pozostawiającą przy Polsce wsie Puńców i Lesznę Górną, a przy Państwie Czeskosłowackim wsie Kojkowice i Lesznę Dolną;

    stąd na południe-południe-wschód i aż do wzgórza 989 (Kiczory), granica zachodnia powiatu bielskiego;

    stąd na południe i aż do miejsca, w którym granica między gminami Bukowiec i Jaworzynka styka się z dawną granicą między Węgrami i Śląskiem:

    granice zachodnie gmin Istebna i Jaworzynka.
    2) Na obszarze Orawy:

    Poczynająć od miejsca położonego około półtora kilometra na wschód od wzgórza 1725 (Babia Góra) przy dawnej granicy między Węgrami i Galicją, i aż do miejsca przy górnym biegu Lipnicy, bezpośrednio na zachód od wzgórza 843:

    linia, która będzie wytknięta w terenie, przechodząca przez wzgórze 924;

    stąd aż do miejsca położonego około 200 metrów na południe-wschód od dopływów Lipnicy i rzeezki płynącej z Przywarówki:

    biegiem Lipnicy;

    stąd aż do dopływu rzeczki Chyżne i Czarnej Orawy:

    linia, która będzie wytknięta w terenie, przechodząca przez wzgórza 758 (około 1 km na zachód od Lipnicy), 798, 766, 617 (w bliskości drogi Namiestowo-Jabłonka);

    stąd na południe-wschód i aż do miejsca, które będzie wytknięte przy Chyżnem, około 2 km na północ-zachód od mostu na Chyżnem na drodze z Trzciany do Jabłonki:

    biegiem Chyżne w górę rzeki;

    stąd na południe-południe-zachód i aż do miejsca, które będzie wybrane na Jeleśnej Wodzie, około półtora km na północ ad wzgórza 654:

    linia, która będzie wytknięta w terenie, przechodząca przez wzgórze 659;

    stąd na południe-wschád i aż do miejsca na Jeleśnej Wodzie, położonego około 1 km na zachód od Głodówki (w przybliżeniu, na linii łączącej wzgórza 754 i 740):

    biegiem Jeleśnej Wody w górę rzeki;

    stąd na południe-południe-wschód i aż do miejsca na dawnej granicy między Galicją i Węgrami, położonego około 1 km na północ od wzgórza 1230 (Magóra):

    linia, która bedzie wytknięta w terenie, przechodząca przez wzgórza 862, 919 (Buczynka), 955, 967 (Bucznik).
    3) Na obszarze Spisza:

    Poczynając od miejsea na dawnej granicy między Galicją i Węgrami, położonega na rzeczce Białce, okoła 500 m na wschód od wioski Brzegi, w ogólnym kierunku wschód-północ-wschód i aż do miejsca na tej samej granicy położonego w bliskości wzgórza 487, na drodze z Czorsztyna do Spiskiej Starej Wsi:

    linia, która będzie wytknięta w terenie, przechodząca przez wzgórza 1011 (Wierch Bryja), 909, 956 (Malorówka), 607 (na rzeczce płynącej do Kacwina, około 2 km na południe od tej miejscowości), 873 (2 km na północ-wschód od Frankowej Wielkiej) i ku północy przez wzgórze 751 i 540.

    W następstwie czego Stany Zjednoczone Ameryki, Imperium Brytyjskie, Francja, Włochy i Japonia decydują i oświadczają niniejszym, iż poczynając od dnia dzisiejszego suwerenna zwierzchność Polski i Czechosłowacji rozciągnie się na obszarach połażonych z jednej i drugiej strony linii granicznej powyżej opisanej.
    II

    Komisja delimitacyjna złożona z przedstawicieli każdego z Głównych Mocarstw Sprzymierzonych i Stowarzyszonych, jak również Polski i Czechosłowacji, będzie ukonstytuowana w miesiącu następującym po dacie niniejszej decyzji, dla wytyczenia na miejscu linii granicznej powyżej opisanej.

    Decyzje tej Komisji, obowiązujące dla Stron zainteresowanych, powzięte będą większością głosów, przy czym głos przewodniczącego będzie decydujący w wypadku równego rozdziału głosów.

    Komisja będzie całkowicie upoważniona do proponowania Konferencji Ambasadorów modyfikacji, które wydałyby się jej usprawiedliwione w interesie mieszkańców lub gmin w sąsiedztwie linii granicznej, i biorąc pod uwagę specjalne okoliczności miejscowe.

    Koszta powyższej Komisji poniesione będą po połowie przez Polskę i Czechosłowację.
    III

    lo Osoby posiadające przed 1 stycznia 1914 r. prawo swojszczyzny (pertinenza, Heimatsrecht) w dawnym Księstwie Cieszyńskim lub na obszarach Orawy i Spisza, na których władza zwierzchnia Polski lub Czechosłowacji została uznana, nabędą z samego prawa odnośne obywatelstwo polskie lub czeskosłowackie. To samo będzie miało miejsce w stosunku do osób, które chociaż nie posiadają prawa swojszczyzny, zamieszkiwały na powyższych obszarach, poczynając od daty poprzedzającej 1 stycznia 1908 r.

    Osoby, które nabyły prawo swojszczyzny na pawyższych obszarach po 1 stycznia 1914 r. nabędą albo obywatelstwo polskie, albo czeskosłowackie tylko w razie otrzymania zezwolenia Polski lub Czechosłowacji; jeżeli prośba o powyższe zezwolenie nie była zgłoszona lub została odrzucona, osoby te zachowają swoje obywatelstwo austriackie lub węgierskie.

    Toż samo będzie miało miejsce w stosunku do osób, które nie posiadając prawa swojszczyzny zamieszkiwały na powyższych obszarach po dacie 1 stycznia 1908 r.

    2o Osoby w wieku powyżej 18 lat, nabywające z samego prawa, na podstawie art. 1, obywatelstwo polskie lub czeskosłowackie, zależnie od przypadku, będą miały możność w przeciągu okresu rocznego, poczynając od dnia dzisiejszego, optować na rzecz odnaśnego obywatelstwa czeskosłowackiego lub polskiego.

    O ile chodzi o osoby, których prawo swojszczyzny na obszarach Cieszyna, Orawy i Spisza jest późniejsze niż z 1 stycznia 1914 r., lub które nie posiadając prawa swojszczyzny miały tam swoje zamieszkanie po dacie 1 stycznia 1908 r., nabycie przez nie obywatelstwa polskiego lub czeskosłowackiego na drodze opcji będzie uzależniane od zezwolenia Rządu Polskiego lub Czeskosłowackiego. Jeśliby zezwolenie takie było odmówione, do osób tych stosować się będą postanowienia ustępu 2 paragrafu 1 niniejszego artykułu.

    Opcja męża pociąga za sobą opcję żony, a opeja rodziców – dzieci w wieku poniżej lat 18.

    Osoby, które skorzystały z powyżej przewidzianega prawa opcji, będą musiały w przeciągu 12 miesięcy od daty opcji przenieść swoje miejsce zamieszkania do Państwa, na rzeez którego optowały. Będą one mogły zachować swoje nieruchomości, które posiadają na obszarze drugiego Państwa, w którym miały swe zamieszkanie poprzednio.

    Będą również mogły zabrać ze sobą swoje ruchomości wszelkiego rodzaju. Nie będzie na nich nałożona z tega tytułu żadna opłata, ani cło wywozowe czy przywozowe.

    3o Osoby, które mają prawo swojszczyzny na obszarze przyznanym Polsce lub Państwu Czeskosłowackiemu na zasadzie niniejszej Decyzji, i które różnią się rasą i językiem od większości ludności, będą mogły w przeciągu 6 miesięcy poczynając od dnia dzisielszego optować na rzecz tego z kralów stanowiących część dawnej Monarchii Austro-Węgierskiej lub sukcesora obszarów tej monarchii, w którym większość ludności składa się z osób mówiących tym samym językiem i będących tej samej rasy co one. Postanowienia art. II dotycząee wykonywania prawa opcji będą miały zastosowanie do wykonywania praw wypływających z niniejszego artykułu.

    4o Możność wykonywania prawa opcji przewidzianego niniejszą Decyzją i pozwalającego zainteresowanym nabywać to obce obywatelstwo, które stałoby dla nich otworem – nie może napotykać na żadną przeszkodę.

    5o Odnośnie wszystkiego, co dotyczy stosowania powyższych postanowień w stosunku do kobiet zamężnych decydować będzie stan prawny ich mężów, a w stosunku do dzieci poniżej lat l8 – stan prawny rodziców.
    IV

    Mieszkańcy dawnego Księstwa Cieszyńskiego lub obszarów Orawy i Spisza nie będą mogli być niepokojeni lub napastowani czy to na skutek ich postawy politycznej w okresie od dn. 28 lipca 1914 r. aż do objęcia odnośnych obszarów przez Polskę i przez Czechosłowaeję, a w szczególności w odniesieniu do czynów mających związek z uregulowaniem praw suwerenności na tych obszarach, czy to na skutek wypływających z niniejszej Decyzji postanowień regulujących sprawy ich obywatelstwa.
    V

    Stosunek proporcjonalny i natura zobowiązań finansowych dawnej Monarchii Austro-Węgierskiej, i to zależnie od przypadku bądź dawnego Cesarstwa Austriackiego, bądź dawnego Królestwa Węgier, które Polska i Czechosławacja będą musiały ponieść wobec objęcia przez nie tych obszarów – będą uregulowane zgodnie z art. 203 Części IX (Klauzule finansowe) Traktatu Pokoju z Austrią lub z art. 186 Części IX (Klauzule finansowe) Traktatu Pokoju z Węgrami.
    VI

    Polska i Czechosłowacja będą musiały uznać prawa i interesy wszelkiego rodzaju, a mianowicie prawa rzeczowe, koncesje i przywileje, nabyte przez poszczególne jednostki iub spółki, a w szczególności przez spółki górnieze lub przemysłowe w dawnym Księstwie Cieszyńskim lub na obszarach Orawy i Spisza. W przeciągu 25 lat żadne postanowienie prawodawcze w dziedzinie górniczej, przemysłowej lub handlowej, które nie miałoby równoczesnego zastosowania w całości obszaru Polski względnie Czechosłowacji, nie będzie zastosowane na tych terytoriach.
    VII

    W przeciągu najbliższych dwóch miesięcy winna wejść w życie, między Polską a Czechosławacją, osobna konwencja regulująca, na podstawach następujących, wzajemne zaopatrzenie obu tych krajów w węgiel i naftę.

    Czechosłowacja zobowiąże się do zapewnienia Polsce rocznych dostaw wegla, które czv to chodzi o jego ilość, czy iakość, nie będą mogły być niższe od tych, jakie zostały dostarczone na dzisiejsze terytorium polskie w ezasie roku 1913, z obszarów górniczych dawnego Księstwa Cieszyńskiego, na których władza zwierzchnia Czechosłowacji jest odtąd na przyszłość uznana. Jednakowoż, jeżeli w którymś roku produkcja tych obszarów byłaby niższa od produkcji z r. 1913, powyższe dostawy mogłyby wówczas być proporcjonalnie zredukowane w stosunku do całego zmniejszenia produkcji. W tych samych warunkach Polska zobowiąże się do corocznego dostarczania, w miarę możności, Czechosłowacji tytułem zapłaty, nafty, jeżeli Czechosłowacja zgłosiłaby zapotrzebowanie, przy tym ilość i jakość nafty odpowiadać będzie słusznej równowartości otrzymanego węgla. Jeżeli po upływie powyższego terminu dwóch miesięcy konwencja ta nie byłaby zawarta, powyższe kwestie będą uregulowane przez Główne Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone, których decyzja będzie obowiązująca dla Polski i Czechosłowacji. Konwencja ta pozostanie w mocy aż do ezasu plebiscytu na Górnym Śląsku. Główne Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone zastrzegają sobie prawo do ponownego wówczas zbadania tej kwestii, biorąc pod uwagę nową sytuację, jaka się wówczas wytworzy.

    Z zastrzeżeniem postanowień art. 224 Traktatu Pokoju z Austrią i 207 Traktatu Pokoju z Węgrami, i biorąc pod uwagę ogólną sytuację węglową w Europie, Główne Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone i Czechosłowacja porozumieją się co do rozdziału węgla z basenu cieszyńskiego, zgadnie z ogólną polityką Głównych Mocarstw Sprzymierzonych i Stowarzyszonych w tej dziedzinie. Prowizorycznie i aż do czasu, kiedy porozumienie to nastąpi, Czechosłowacja przyjmie wszelkie zgłoszone do niej żądanie dostawy węgla ze strony Komisji Odszkodowań, działającej w imieniu Głównych Mocarstw Sprzymierzonych i Stowarzyszonych na rzecz mocarstwa lub terytorium, które otrzymywały węgiel z powyższych obszarów górniczych w r. 1913. Jednakowoż Czechosłowaeja nie będzie zobowiązana do zaspokojenia tych żądań, jeśliby chodziło o ilość i jakośé węgla wyższe od tych, jakie były, dostarczone w czasie roku 1913, zgodnie z oceną Komisji Odszkodowań.

    Aż do zawarcia powyższej konwencji lub w braku niej, aż do decyzji Głównych Mocarstw Sprzymierzonych i Stowarzyszonych, istniejące obecnie układy i kontrakty – pozostaną w mocy.
    VIII

    W tym okresie dwóch miesięcy, przewidzianym w art. VII, Polska i Czechosłowacja będą musiały porozumieć się celem ogólnego zapewnienia komunikacji polskiej wszystkich udogodnień tranzytowych, a w szczególności na linii kolejowej Bogumin-Piotrowice, jak również celem ułatwienia tranzytu i dostępu na dworzec w Cieszynie; w braku porozumienia w tym terminie powyższe kwestie zostaną uregulowane, jak było to powiedziane w art. VII – przez Główne Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone, których decyzja będzie obowiązująca dla Polski i Czechosłowacji.
    IX

    Wszystkie inne sprawy finansowe, sądowe i administracyjne będą przedmiotem osobnych porozumień między Polską i Czechosłowacją, według zasad przyjętych w Traktatach pokojowych z Austrią i Węgrami, przy czym Główne Mocarstwa Sprzymierzone i Stowarzyszone zastrzegają sobie prawo interwencji w wypadku braku zgody, celem ułatwienia rozwiązania sprawy.
    Źródło:
    W. Kulski, M. Potulicki, Współczesna Europa Polityczna. Zbiór umów międzynarodowych 1919-1939, Warszawa 1939, s. 267-278.”

  24. Yagiel said

    Ciekawostka do tematu (dla mnie wielka, bo zazdrościłem Czechom Havela):

    „Wojna o myślnik (cz. pomlčková válka, sł. pomlčková vojna) – nazwa sporu o nazwę Czechosłowacji, który miał miejsce na początku 1990.

    Bezpośrednio po upadku komunizmu w Czechosłowacji, który miał miejsce w listopadzie 1989, oficjalną nazwą państwa była Czechosłowacka Republika Socjalistyczna (Československá socialistická republika). Prezydent Havel zaproponował usunięcie słowa „socjalistyczna” z nazwy. Parlament słowacki 14 lutego zaproponował dodatkowo, by nazwę państwa pisać z łącznikiem, np. Republika Česko-Slovensko lub Federácia Česko-Slovensko (Republika Czecho-Słowacja albo Federacja Czecho-Słowacja), czyli tak, jak to było w latach 1918-1920 oraz 1938-1939. Pisanie tej nazwy bez łącznika kojarzyło się Słowakom z centralistycznymi tendencjami w państwie czechosłowackim z lat 1920-1938.

    Dla Słowaków łącznik miał podkreślać federacyjny charakter państwa. Z kolei Czesi obawiali się, że będzie to symbol rozdzielenia obydwu krajów i w tym duchu używali w trakcie debaty na ten temat określenia myślnik, a nie łącznik. W związku z tym nazwa sporu, która się przyjęła w obu językach, jest niepoprawna, ponieważ w rzeczywistości była to wojna nie o myślnik („pomlčka”), ale o łącznik („spojovník”). Przeciętny obywatel (łącznie z politykami) jednak nie rozróżniał i wciąż nie rozróżnia terminów myślnik i łącznik.”

    Formalnie ‚myślnik’ zajmuje 3 miejsca literowe, a ‚łącznik’ 1, bo łączy składniki samodzielne, np. biało-czerwona, tj. biała i czerwona w jakichś proporcjach, np. 60-40.
    Zwracam uwagę, że wersalska nazwa państwa była Czecho-Słowacja – dlaczego w 20r. zmieniło się ku poniżeniu Słowaków?
    A Havel bał się tego równopartnerstwa w nazwie po 89r., czyli bał się osłabienia w postaci dwu osobnych państw; ciekawe czy przez analogię do tego, co zjednoczony Dojczland zrobił szybciorkiem Jugosławii? Niemcom bliżej było do Havela przez Sudety, no ale nie mogli go ruszyć wprost – na ile samodzielny był Meciarz Słowak? Nie bardziej niż Benesz, myślę. Tylko przy Niemcach.

    Nie cierpię określenia „przeciętny obywatel” jako bzdury/kłamstwa, skutecznego o tyle, o ile zgodzimy się na nie. Prości ludzie nie odróżniają myślnika od łącznika, zresztą na korzyść myślnika, tym bardziej prości Polacy/ludzie nie odróżniają pojęć „Polska” i „RzeczPospolita” – bo po co im? Lecz ludzie wykształceni, politycy widzą zasadniczą różnicę między „Czechosłowacja” a „Czecho-Słowacja”; za to mają problem z odróżnieniem Rosji od Związku Radzieckiego Republik… Ale dlaczego?

    Ba! sami Rosjanie, a może nawet kremlowcy mają ten problem. Putin tak żałuje, że CCCP rozpadł się! (Jak Havel?) Raczej niesłusznie. Ale kto wie: może bardziej jest funkcjonariuszem niż Rosjaninem? (Nie wierzę. Jeśli on by nie był Rassijanin, to kto by był?)

    ——
    Skutkiem rozpadu ZSRR około 25 milionów Rosjan znalazło się poza granicami kraju.
    Tylko kanalia może być obojętna wobec takich faktów.
    Admin

  25. Yagiel said

    Oj-tam, oj-tam obojętność zaraz! Nie pierwsi Rosjanie – toż byli przed nimi Niemcy Sudeccy w Czechach-Słowakach, prawda? Jakieś takie podobieństwo? A w Rassiji jest chyba dość miejsca dla tych 25 mln… O ile tęsknią i na walizkach żyją.
    A na pocz. XIVw. Łokietek to z kim miał w Krakowie kłopot „soczewica-koło-miele-pszenicę-na-żarnach”?

    A Żydzi to już w ogóle wieczni goście, o ile zaproszeni byli…
    No ale gdzie Rosjanie, a gdzie Żydzi. O Czechach ani Słowakach nie wspominając.

    ——
    Nie wiem, o czym Pan w ogóle pisze.
    Admin

  26. semperparatus said

    Re.23 Podpis Polski pod tą decyzją Rady Ambasadorów został na naszym Kraju wymuszony trudną sytuacją militarną na froncie bolszewickim…Poprzednio zamierzano przeprowadzić na Zaolziu plebiscyt którego korzystne dla Polski wyniki były z góry przesądzone…ze względu na polski w większości charakter tej dzielnicy…Po raz kolejny drogo płaciliśmy za błędne decyzje samozwańczego marszałka…

  27. Isia said

    … (26) Pan Semerparatus …

    … właśnie tak było, dokładnie jak Pan pisze …

    … (23) Pan Karlik …

    … nasza zgoda była wymuszona Panie Karlik … wcześniej miał być przeprowadzony na tym terenie plebiscyt, ale Czesi nie zgadzali się na takie rozwiązanie – z oczywistych powodów, na zdecydowanej większości „spornego” obszaru przeważała ludność polska, a zatem wyniki plebiscytu były z góry do przewidzenia …

    … „nie można było zrabować czegoś, co nie było polską własnością” …

    … Pan się myli – Czesi zrabowali nam naszą, polską, piastowską ziemię – przypomnę tylko, że Księstwo Cieszyńskie, w skład którego wchodził obszar zwany później Zaolziem, powstało w 1290 roku w wyniku podziału Księstwa Raciborskiego pomiędzy synów Księcia Władysława Opolskiego, Mieszka i młodszego Przemysława (obaj odziedziczyli Księstwo Raciborskie) …

    … książę Mieszko otrzymał rozległe tereny pomiędzy rzekami Ostrawicą na zachodzie i Sołą na wschodzie … na obszarze tym istniały już dwa ważne miasta: Cieszyn i Oświęcim … Cieszyn, z racji położenia w centralnej części księstwa Mieszka, został obrany na siedzibę księcia i stolicę podległych mu terenów …sam książę Mieszko stał się założycielem linii Piastów cieszyńskich panujących do 1653 roku …

  28. Yagiel said

    Wymuszona raz na nas, raz na nich – ani my, ani oni nie byliśmy podmiotami wersalskiej Europy, tylko przedmiotami. I my, i oni dostaliśmy za duże państwa (nasze za duże o Ukrainę), więc skłócone mniejszościami, co było oczywiste od początku.

    Idea Ligi narodów to były państwa mono-narodowe! Akurat odwrotnie było z II RzPlitą, która powinna była być mniejsza Polską (dogadaną już w 1905r. w formie Nobla dla Sienkiewicza), i z Czecho-Słowacją, która powinna być Czechami (i Słowacją), ale Francja chciała korytarza do CCCP, z czego Lenin i Stalin korzystali cynicznie. Tzn. z Benesza.

    Więc, myslę, nie ma się co irytować wymuszeniami w polityce. Już lepiej nie chodzić w za dużych butach – jak dzieci.

  29. karlik said

    „nasza zgoda była wymuszona Panie Karlik …
    … Pan się myli – Czesi zrabowali nam naszą, polską, piastowską ziemię – przypomnę tylko, że Księstwo Cieszyńskie, w skład którego wchodził obszar zwany później Zaolziem, powstało w 1290 roku w wyniku podziału Księstwa Raciborskiego pomiędzy synów Księcia Władysława Opolskiego, Mieszka i młodszego Przemysława (obaj odziedziczyli Księstwo Raciborskie) …

    … książę Mieszko otrzymał rozległe tereny pomiędzy rzekami Ostrawicą na zachodzie i Sołą na wschodzie … na obszarze tym istniały już dwa ważne miasta: Cieszyn i Oświęcim … Cieszyn, z racji położenia w centralnej części księstwa Mieszka, został obrany na siedzibę księcia i stolicę podległych mu terenów …sam książę Mieszko stał się założycielem linii Piastów cieszyńskich panujących do 1653 roku …”

    Pani Isiu,
    To, że te tereny należały kiedyś do Polski się zgadza, bo Polska była tam gdzie polski żołnierz wbił miecz w ziemię i tak powiedział..
    Ale nie umieli tego potomkowie utrzymać…Przepili i za długi zostały te tereny odebrane, a Polska, czy Rzeczypospolita jak kto woli zostały wymazane z map..
    Przecież nie obce jest Pani i innym przysłowie ” Za króla Sasa jedz pij i popuszczaj pasa”….
    Właściciel tych ziem zgodził się by powstała na tych terenach Polska i była to Rosja, inny właściciel Austria przegrała wojnę i też oddawał co nieco Niemcy jako trzeci właściciel ziem niegdyś polskich też przegrał wojnę i oddawał jako przegrany..
    Dzięki Armii Błękitnej i działaczom typu Dmowski polska zaistniała… nie dzięki Piłsudskiemu, bo on i nie walczył po stronie zwycięzców, a to oni rozdawali karty…
    W Traktacie Wersalskim Polska zrzekła się prawa do samodzielnego ustalania granic i oddała to prawo Mocarstwom a oni podzielili jak chcieli..
    Znaczy chcieli inaczej i wtedy istotnie niektóre tereny przypadłyby, tak jak Pani by chciała, ale z powodu agresji Polski na Rosję wtedy już sowiecką
    Polska została potraktowana jak agresor i granice były ustalone inne..Te obecne granice na wschodnie są dokładnie takie jak ustalono w 1920 roku w Spa..
    Można mieć pretensje do Piłsudskiego, ale nie do Czechosłowaków..
    I to by było na tyle..
    Mogę podesłać dokumenty źródłowe na to co napisałem……

  30. Yagiel said

    Panie Bogaty Miś – jest tu pan jeszcze? Mam nadzieję.

    1. a może polityka zagraniczna polega na przewidywaniu, co Zagranica, tj. Iber-Zagranica ma w planach? tylko wpierw trzeba być państwem samodzielnym, a nie marionetką wewnętrznej Zagranicy (a proponował w 1917 Rotszyld Orłowskiemu, jak hrabia hrabi)

    2. ma pan rację, że żaden sojusz Polski z Niemcami, tylko podwykonawstwo; główni gracze zagranicy, tj. Stalin i Hitler, tj. figury kierowane przez Zagranicę, zgodnie niszczyli „starą Europę”, „stare państwa” po kolei, a Polska jako II RzPlita była oczywiście starym typem, bardzo starym typem państwa, czyli do zgładzenia

    3. współpraca konia z oraczem czy psa z myśliwym jest możliwa i pożyteczna – oracz zmienia konia czy traktor, myśliwy zmienia psa; Hitler, zakładam, szanował Piłsudskiego szacunkiem sztabu pruskiego I wojny, tj. gwarancją, że będzie pracowitym koniem, no może Jędrusiem Kmicicem w ręku starego Radziwiła…

    4. A jednak Czecho-Słowacja: w interesie Polski było samo-okrojenie się Czecho-Słowacji o Sudeten-Land i współpraca przemysłowa na Zaolziu… Tylko że Benesz ne mógł okroić, bo nie chciał – bo był, jak myślę, koniem (francuskim) czy psem, a Dmowski uparł się, że „Ukraina nie jest znowu taka ruska”, więc

    5. polityka zagraniczna, myślę, zaczyna się od polityki wenątrzgranicznej: od rozpoznania głównych graczy wewnętrznych – czego chcą? a to właśnie zostało przeoczone(?!) zignorowane…

    Nie szkoda wysiłku na krytykę bełkotu polityków-błaznów

  31. Bogaty Miś said

    ad. 29 Panie Yagiel, zajrzałem więc jestem…
    „4. A jednak Czecho-Słowacja: w interesie Polski było samo-okrojenie się Czecho-Słowacji o Sudeten-Land i współpraca przemysłowa na Zaolziu… Tylko że Benesz ne mógł okroić, bo nie chciał – bo był, jak myślę, koniem (francuskim) czy psem, a Dmowski uparł się, że „Ukraina nie jest znowu taka ruska”, więc”
    -nie bardzo rozumiem na czyją rzecz to samo-okrojenie miałoby nastąpić? – na rzecz Niemiec ? – No nastąpiło i zaraz potem zajęcie całych Czech? To źle, że Benesz chciał realizować sojusz z Francją przeciwko Niemcom ? – Polska też chciała, choć dziwnie trochę to robiła.
    Cały mój wywód sprowadza się do jednego twierdzenia: w polityce trzeba umieć rozeznać cele graczy najcięższej wagi. Jeżeli one nie są zbieżne z naszymi, to nie należy wchodzić z nimi w alians, bo to się tragicznie kończy (osamotnienie we wrześniu 39). Historia dowiodła, że jedyną szansą była walka wspólna w obronie Sudetenlandu czeskiego, bo wówczas ilościowo i jakościowo można było dorównać armii niem. (pod warunkiem wcześniejszego przygotowania). Może warto było przepuścić sowiecką armię do Czechosłowacji przez polskie terytorium nawet ryzykując jakieś z nią późniejsze kłopoty ?
    – oczywiście to wszystko widać wyraźnie ex post.
    Tym niemniej sztuka polityki polega na umiejętności przewidywania, czyli jasnego widzenia ex ante. A to jest możliwe, gdy rozezna się cele głównych graczy. To było możliwe: remilitaryzacja Nadrenii pokazywała twardy dowód na to, że w. Brytania dąży do uzbrojenia Niemiec, a więc do wojny. Wszelkie inne interpretacje są z dupy wzięte. Tylko Sowiety głosowały w Lidze Narodów za sankcjami wobec Niemiec, po zajęciu Nadrenii przez armię Niemiecką, mimo, że przedtem były wraz z Niemcami we współpracy przeciwko porządkowi wersalskiemu. To był zasadniczy reset sojuszy, którego Beck nie zauważył. Obiektywnie, było ciężko nakłonić się do współpracy z Sowietami, a nawet Czechami, ale cóż… lepsze okrążenie z trzech stron przez Niemcy, które mają w doktrynie parcie na wschód i przyjęcie gwarancji od Anglii, która Niemcy uzbroiła, a potem sprzedała świetnie uzbrojoną Czechosłowację będącą w antyniemieckim sojuszu z Francją i Sowietami ?
    – trzeba mieć rozeznanie…

  32. Yagiel said

    ad Bogaty Miś, ergo sum.

    Czecho-Słowację uważam za na czas wstawioną kozę – się ją wyjęło i luz w domu! Wygląda na to, że Sudeten-Land był ważniejszy od Cz-Sł, co nie dziwi. Ale wiadomo było w Paryżu, Londynie, W-wie też, że Niemcy wrócą po Sudety, więc z góry były oddane, czyż nie? Więc jak walczyć w sojuszku Polska-Cz-Sł przeciw sojuszowi III Rzesza-Wlk.Bryt.?
    Zresztą przecież Piłsudski zadbał o bdb stosunki z Adolfem-kanclerzem, były cenne tym bardziej po jego śmierci, więc jak w tej sytuacji można było wojnę robić Berlinowi o Sudety? Zamieszkane w większości przez Niemców przecież.

    Skoro w styczniu’34 był układ z Hitler’em, to w styczniu’38 nie mogło być układu z Beneszem. A jak taktyczne współdziałanie z CCCP, skoro w sierpniu’37 zaczęło się bestialskie wymordowanie Polaków (111 tys trupów!)? Było odwrotnie: 2304/2/37 stanowisko o niszczeniu „wszelkiej Rosji”…
    Sam pan pisze: to Sowiety głosowały w LN za sankcjami wobec Niemiec (jednoczśnie korzystając z ich produkcji i szkoleń wojennych u siebie, które trwały…) – Polska jak głosowała?

    II RzPlita nie była głównym graczem, piłsudska linia trzymania się III Rzeszy była jedyną realną szansą na to, by nie dać się zjeść jak Cz-Sł. Myślę, że oś Londyn-Berlin-Warszawa miała szansę, a oś Paryż-Praha-Moskwa nie. Tylko że trzeba było nie tylko wziąć sobie Zaolzie, ale odjąć sobie od ust Gdańsk, korytarz, Ukrainę, bo szybko słabliśmy wobec Berlina. (Obecna polityka podwykonawstwa w UE, czyli wobec NIemiec, jest naprawieniem tamtego błędu, tyle że też kosztuje coraz więcej i odpór Kaczyńskiego może skończyć się tak samo, jak Becka.) Faszyzacja II RzP mogła nas upodobnić do III Rz, a nie uniezależnić.

    Bo w ogóle: czy żal mi takiej II RzPlitej? Jednak nie. (NIe jestem politykiem, więc żal mi Polaków, cierpień z winy polityków, którym się zdawało, że to Wojski gra jeszcze, a to echo grało…) Czy miała – taka ogłupiona do ostatniego guzika – szansę przetrwać? Tylko jako druga Austria… Czy poszlibyśmy armią z armią III Rz na CCCP? Jeszcze w czasie Monachium wszystko na to wskazywało. Dlatego Hitler powiedział: teraz! A Beck – dlaczego? – powiedział NIe! Hitler i Churchill nie rozumieli, wkur… się i tyle zostało z nas. Ja też nie rozumiem, dlaczego Beck powiedział A, B, C, a D nie…?
    Gdybym był politykiem – wtedy czy teraz – powiedziałbym D, bo konsekwencja, przewidywalność, dyspozycyjność są cnotami mniejszych w polityce w oczach większych. Mogliśmy być drugą Austrią, a okazaliśmy się drugimi Czechami.
    I to ze znacznie gorszym bilansem, strasznie zbyt krwawo! Co znów grozi.

  33. Boydar said

    Syn mojego sąsiada eksperymentuje z dopalaczami. Panie Yagiel, zdradź Pan tajemnicę, co Pan wciągasz. Podpowiem chłopakowi i będzie spokój. Bo tak jak jest to karetka jest dwa razy w miesiącu.

  34. Yagiel said

    ad Boydar:

    My rozmawiamy? Witam w mojej wizji!

Sorry, the comment form is closed at this time.