Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Ambitna miernota?

Posted by Marucha w dniu 2017-08-21 (poniedziałek)

(List do redakcji „Do Rzeczy” czyli na Berdyczów)

„Boje Lechitów” – pod takim tytułem Waldemar Łysiak opublikował swój cotygodniowy felieton w tygodniku „Do Rzeczy” z 14-20 sierpnia 2017.

Felieton opisuje historyczne brednie o „słowiańskich królach Lechii”, z nieznanej prawie nikomu książki niejakiego Janusza Bieszka, a także wspomina największe historyczne mistyfikacje typu „Protokoły mędrców Syjonu”.

A wszystko tylko po to, aby dojść do tezy, iż współcześnie to „pseudoreporterzy” są esencją fałszerstwa historycznego, a jego „królem” jest polski pisarz i reportażysta Ryszard Kapuściński – „Tu królem farmazonów był pupil Salonu, agent KGB i szpicel SB, Ryszard Kapuściński, który na kartach swej sławnej ‚Wojny futbolowej’ zmyślił (podobnie jak w ‚Cesarzu’) większość wydarzeń…”.

Nazwanie książek Kapuścińskiego, takich jak „Busz po polsku”, „Chrystus z karabinem na ramieniu”, „Wojna futbolowa”, „Cesarz”, „Szachinszach” czy „Heban”, królestwem bredni i krętactwa, gdzie większość wydarzeń jest wymyślona, jest oczywistą brednią i krętactwem.

Nazwanie zaś Kapuścińskiego „pupilem Salonu”, „agentem KGB” i „szpiclem SB”, z tytułu jego współpracy z komunistycznym wywiadem PRL w latach 1965-1972, jako stałego korespondenta zagranicznego PAP, jest łajdactwem. W życiu wybiera się często mniejsze zło, a w PRL-u nie byłoby się korespondentem zagranicznym bez podpisania zgody na współpracę z wywiadem. Brutalne, ale prawdziwe. Choć można było tego nie zrobić i mieć komfort duchowy. I nie pisać. Coś za coś.

Po co tak inteligentny człowiek jak Łysiak, to zrobił? Jeśli bowiem napisał to na poważnie, to chce Kapuścińskiego zabić i zniszczyć jako pisarza i reportażystę. Tak z reguły zachowują się ambitne miernoty, które spotykają na swej zawodowej drodze ludzi wielkich. Chcą ich zabić i zniszczyć, aby ich wielkość nie podkreślała ich małości.

A Łysiak przy Kapuścińskim jako pisarz jest po prostu mały. Jego publicystyka jest interesująca tylko na tle powszechnej miałkości publicystyki III RP. A przy tym jest bezrefleksyjna i płaska wręcz jak ziemia mazowiecka.

A jako pisarz zaś Łysiak literacko nie istnieje. Zmusiłem się do przeczytania ongiś z towarzyskiego obowiązku tylko jednej jego książki pt. „Kielich”. Klasyka grafomanii. I tyle.

Wojciech Błasiak
http://www.wojciech-blasiak.pl
Ekonomista, socjolog i politolog, dr nauk społecznych, niezależny naukowiec i publicysta, działacz JOW, poseł na Sejm RP II Kadencji z ramienia KPN, autor i współautor 7 książek (m.in. „Pomiędzy centrum a peryferiami na progu XXI-wieku” i „Siedem dni ze Stanem Tymińskim”), 37 artykułów naukowych i ponad 1000 artykułów.

http://prawica.net

Komentarze 63 to “Ambitna miernota?”

  1. ruler said

    Protokoły mędrców syjonu jako historyczna mistyfikacja, jest dość kontrowersyjna tezą. Można się zgodzić, że uznawanie tej publikacji jako robotę carskiej ochrany stanowi ciekawe wyjaśnienie tego fenomenu, jednak ks. prof. Stanisław Trzeciak uznawał prawdziwość tej publikacji. Książka napisana przez żydowskiego historyka Aleksandra Kraushara, wydana w 1865 roku w Warszawie i opisująca szczegółowo zycie Jakuba Lejbowicza Franka Dobruckiego, zawiera wiele ciekawych rozdziałów w tym jeden zatytułowany: Słowa Pańskie. Jest to zapis złotych myśli Franka, zebranych podczas jego pobytu w Offenbachu, przez dość tajemniczych osobników których utrzymywał w swoim zamku i jedynym ich zajęciem była praca kabalistyczno – talmudyczna prowadzona w ścisłej izolacji od reszty zamieszkałych. Napewno nie jest to tożsame z redakcją protokołów, lecz bliskość i kontakty z tworzącym się ruchem iluminatów, pozwala sądzić, że założenia ideologiczne i tezy, są co najmniej zbieżne.

  2. ? said

    Gdyby Protokoły były mistyfikacją, to człowiek, który je opublikował nie byłby z taką zajadłością zwalczany po rewolucji żydowskiej w roku 1917.
    http://www.aferyprawa.eu/content/medrcy_syjonu1.html

    Do tej pory jednym z probierzy na rozpoznawanie żydostwa jest wspomnienie o „Protokołach” 🙂
    Admin

  3. Mistyfikacja (z gr. mystikós tajemny od mýstēs wtajemniczony) – celowe wprowadzanie w błąd, udawanie kogoś innego, tworzenie pozorów lub aranżowanie fałszywych instytucji, sytuacji.

    Za ychniom Wykipediom.

    I do kogóż to pasuje?

  4. Skan usuwany w czasach „wolności słowa” z różnych stron („bo nie wolno”)!
    („Treści zabronione”. Otrzymaliśmy wiarygodną wiadomość, iż pliki Protokoły Mędrców Syjonu 1936 rok.pdf (folder: Dokumenty) naruszają Regulamin. W związku z tym pliki zostały usunięte. Dziękujemy za zrozumienie”) – to z chomika.
    scribd.com (w tłumaczeniu: „Dokument usunięty za naruszenie praw autorskich” sic!)… Itd.

    A ja zachęcam do lektury i rozpowszechniania.

    https://rapidu.net/4821541372/Protokoly-mędrcow-Syjonu-1936-.pdf

  5. Nie wypowiem się na temat „Bojów Lechitów” Łysiaka, bo nie nie czytałem.
    Przeczytałem dla odmiany, co wykrztusił z siebie Wojciech Błasiak w wypracowaniu „Ambitna miernota?”. Może sobie nieznany mi „niezależny naukowiec i publicysta” Błasiak o Łysiaku myśleć co chce, ale żeby zaraz jawnie robić z siebie idiotę i pisać: „A Łysiak przy Kapuścińskim jako pisarz jest po prostu mały. Jego publicystyka jest interesująca tylko na tle powszechnej miałkości publicystyki III RP. A przy tym jest bezrefleksyjna i płaska wręcz jak ziemia mazowiecka. A jako pisarz zaś Łysiak literacko nie istnieje. Zmusiłem się do przeczytania ongiś z towarzyskiego obowiązku tylko jednej jego książki pt. „Kielich”. Klasyka grafomanii. „

    Błasiak jest niechlujny i nieostrożny. Zdanie „A jako pisarz zaś Łysiak literacko nie istnieje” – to kuriozum, bo albo Łysiak jest pisarzem, a więc literacko istnieje, albo literacko nie istnieje,czyli pisarzem nie jest. Jak może przy tym Błasiak zarzucać Łysiakowi grafomanię, kiedy sam potrafi wychrząkać z siebie literackie osiągnięcie w rodzaju „A przy tym jest (publicystyka Łysiaka) bezrefleksyjna i płaska wręcz jak ziemia mazowiecka.”!

  6. Tylko jedno zdanie o artykule: Trzy miernoty, a druga nie ambitniejsza, tylko zarozumialsza od pierwszej, trzecia od drugiej.

  7. Carlos said

    Przeczytalem Lysiaka wszystkie ksiazki. prozy jego nie lubie. Ale wszystkie pozycje o Napoleonie sa boskie, nawet jesli nie zawsze zgadzamy sie ze Napoleon byl (wg. Lysiaka) pozytywnym bohaterem. ” Francuska Sciezka” cudowna, inne takze. Moim skromnym zdaniem Lysiak jest kapitalnym opowiadaczem historii, nawet jesli troche ubarwionej. Wszystkie pozycje „Lysiak na lamach” zajmujace, choc nie ze wszystkimi tezami sie zgadzam. Przejsc obok Lysiaka obojetnie raczej nie mozna, Lubie do jego ksiazek wracac ale seria „Dobry” ” Lepszy” itd, mnie nie powala, no i troche zarozumialy jest nasz „Lysiaczek” kiedy opowiada o sobie, lecz moze to cecha ludzi, znajacych swoja wartosc?

  8. peacelover said

    Pisanie fikcji przynosi spory dochod. Dlatego brak reaizmu historycznego dla wielu nie jest hamulcem ani przeszkoda.
    Dochodzi tutaj do zatarcia granicy pomiedzy falszem a prawda historyczna. To przykre i wykozystywane przez oszustow .
    Niestety tylko wrazliwi, posiadajacy wiedze czytelnicy sa w stanie dostrzec znieksztalcenia !! Taki jest obecny swiat !!

    I wlasnie dlatego szubrawcy bazuja na ignorantach !!!

  9. Cyborg said

    Wojciech Błasiak (ur. 1952), ekonomista, socjolog i politolog. Niezależny naukowiec i publicysta. Ukończył Wydział Przemysłu Akademii Ekonomicznej w Katowicach (obecnie Uniwersytet Ekonomiczny). Dr n. społecznych. Nauczyciel akademicki, polityk i publicysta.

    Obecny główny obszar zainteresowań naukowych to światowy system kapitalistyczny i jego Drugi Wielki Kryzys po 2007 roku oraz długotrwałe tego konsekwencje społeczne, ekonomiczne i polityczne dla świata, Europy i Polski. Prowadzi studia badawcze nad nowoczesną teorią pieniądza i narodowymi systemami finansowymi.

    Jest zwolennikiem Wallersteinowskiej metodologii uprawiania jednolitej nauki społecznej. Zdecydowany przeciwnik neoliberalizmu we współczesnej ekonomii, który uważa za ideologię.

    Od ponad 20-tu lat jest jednym z liderów Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. W latach 1993-1997 był posłem II Kadencji Sejmu z listy Konfederacji Polski Niepodległej. Od 2006 roku współpracuje z portalem prawica.net. W 2014 roku został odznaczony Medalem Patriota przyznanym przez Kapitułę Stana Tymińskiego.

    Kontakt – siedemdni97@gmail.com
    —-
    Życiorys

    W 1975 ukończył studia na Wydziale Przemysłu Akademii Ekonomicznej w Katowicach. Następnie uzyskał stopień naukowy doktora nauk humanistycznych. W latach 1993–1997 z ramienia Konfederacji Polski Niepodległej sprawował mandat posła II kadencji. Później był związany z KPN-OP i AWS. W 2002 kandydował z ramienia lokalnego komitetu na prezydenta Dąbrowy Górniczej, zajmując 4. miejsce spośród 9 kandydatów[1].

    Jest prezesem Stowarzyszenia Polskiej Myśli Strategicznej w Katowicach. Publikował artykuły na tematy społeczno-ekonomiczne, zamieszczane m.in. w tygodniku „TAK” w 1992. Związany z Ruchem Obywatelskim na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych. Pracował w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Śląskiego.

    http://www.bibula.com/?s=Wojciech+B%C5%82asiak

    Oprócz suchej relacji z zawartości teczki Kapuścińskiego ”Newsweek” opublikował rozmowę z dziennikarzem Ernestem Skalskim, który pracował z Kapuścińskim, a w ub.r. przyznał, że podpisał tzw. instrukcję wyjazdową i kontaktował się z SB.
    —-
    Janusz.Korwin.Mikke‏ @JkmMikke

    Śp.Ryszard Kapuściński umarł jako słynny i zamożny człowiek; śp.Krzysztof Kąkolewski w biedzie i zapomnieniu. Nie był TW
    2:36 PM – 5 Jul 2015

  10. bart said

    „Pisanie fikcji przynosi spory dochod. ”

    Nie.

  11. La Reine Toronto said

    Niestety Lysiakowi skonczyla sie wena a na to rady nie ma…

    Szkoda ze tak sie zachowuje jak przedszkolak; jego Wyspy Bezludne byly b. dobre …no i Malarstwo Bialego Czlowieka tez…
    Wysmalil te blazenstwa a od tego odwrotu tez nie ma….

  12. RomanK said

    ROznica pomiedzy panami jest taka , ze Lysiakowi pozwolono „pracowac’…od lat 70 tych…. Blasiakowi…nigdy!..i pilnuja do dzis ,zeby tak zostalo.
    Ani Boje Lechitow nie sa wymyslem…ani Protokoly…ani podsrywanie na Kapuscinskiego czy Bieszka..nie przyspaza chwaly Lysiakowi…a raczej przypomina zwyczajne srulenie..w celu przeblagania:-)))) zaloze sie, ze Blasiak poczul szczura z daleka…stad reakcja,.

  13. Niki said

    Przeczytałem i mam wszystkie książki W.Łysiaka. Cóż nie da się ukryć iż pierwsze były kapitalne (MBC bezsprzecznie rewelacyjne) natomiast późniejsze już słabsze. Najbardziej wnerwiające jest to że coraz częściej (w każdej coraz więcej) pisze jaki to On był skuteczny w walce z cenzurą komuny. Jaki to On nie był antykomunistą. Gdyby przestał sam się tak wychwalać byłby dobrym a tak robi się coraz bardziej śmiesznym. Czyżby opanowała Go mania wielkości ???
    Potępiając Kapuścińskiego powinien zastanowić się czy aby na pewno Kapuściński przez swą współpracę z bezpieką zrujnował komuś życie.
    Niech sam przemyśli czy zawsze był kryształowo czysty

  14. Z faktami się nie dyskutuje.Trzeba je natomiast oceniać.Tu punkt widzenia jest zależny od miejsca siedzenia,co jest domeną CYWILIZACJI ŁACIŃSKIEJ,czytaj GRECKO-RZYMSKIEJ,która przeszła swoją ewolucyjną drogę.

  15. Adam said

    Parokrotnie przymierzałem się do książek Łysiaka. Stwierdziłem w końcu, że szkoda czasu. Owszem jego książki o malarstwie są piękne, wydane wspaniale -do oglądania. Łysiak (bufon nadęty) jako historyk to kompletna pomyłka, bardziej agent wpływu niż rzetelny naukowiec.
    Należałoby zbadać jego rodzinny rodowód…

  16. Ale stos bredni. Tak się składa, że osobiście znam okoliczności opisane w „Cesarzu” tego żłoba Kapuścińskiego i przyznam się, iż był to mój pierwszy moment, gdy uświadomiłem sobie, że książki może pisać także k***wa.

  17. JerzyS said

    Warto oglądnąć, bo zmienia spojrzenie na cele, i motywacje.

  18. szary4aequitas said

    Czytamy „Ekonomista, socjolog i politolog, dr nauk społecznych, niezależny naukowiec i publicysta, działacz JOW, poseł na Sejm RP II Kadencji z ramienia KPN” … i już na tablicy zapala się mnóstwo czerwonych kontrolek. Daleki jestem od uznania tych czy innych publikacji, w tym beletrystyki uznawanej za historię. Strzępki zaś informacji z historycznie potwierdzonych faktów mówią nam tylko że z tą historią Polski coś delikatnie mówiąc „jest nie tak”.

  19. Yagiel said

    Można posłużyć się tezą przywołanego Krzysztofa Karonia: pozytywna dekonstrukcja nie istnieje, to podły wymysł Marx’a itp.
    Zatem ci, którzy głoszą bzdurność naszych przedchrześcijańskich albo obok-chrześcijańskich osiągnięć państwowo-cywilizacyjnych, to po prostu marxiści, leninowcy, staliniści: zniszczyli „pozytywną dekonstrukcją” coś lepszego niż ich włąsne pomysły, a teraz wysilają się, by prawda/wartość zniszczonych dzieł naszych nie wyszła na jaw…

    Być może dekonstrukcja jest postępem, ale postępem głupoty. Nie, nie głupoty – inteligentnej podłości, perfidii, zła po prostu. W niczym dekonstrukcjoniści nie są lepsi od twórców/rozkazodawców piramid, a oni nie lepsi od twórców szałasów…
    Dlatego zawsze piszę Szanowny Wandaluzja i zawsze uważam się za potomka-ciąg dalszy Gospodarzy, płci obojga, tej ziemi, choćbym nie wiedział, czy 6 czy 9 tys lat temu zaczęli tu gospodarzyć.
    Mentalnie jestem jagiellonidą, lechitą, nawet jeśli nie jestem Lechitą czy Lechidą…

    Nasza ziemia, Ojczyzna-Matczyzna, jest naszą wiedzą, naszą Księgą Dziejów: już w tej chwili otwarta jest na rozdziałach 6-7 tys lat wstecz, a to jeszcze nie jest ostatni/pierwszy rozdział.
    Czołem, Szanowny Wandaluzjo! Czołem, Panie Franz Zalewski!

  20. Yagiel said

    dekonstrukcja? nie, użył słowa ‚destrukcja’ – dekonstrukcja może być pozytywna, może…

  21. Re 16 (Yagiel)
    Yagiel napisał „dekonstrukcja może być pozytywna, może…”

    Nie może!

    O dekonstrukcji (począwszy od francuskiego Izraelity Derriy) tutaj (tekst ilustrowany): .http://wladawsbn.blogspot.fr/2015/03/z-frontu-walki-z-reakcja-i-redakcja-189.html

    (Pisywałem również jako „Władysława”)

  22. RomanK said

    WIdac ze zna znaczenia slow:-))) a to rzadka sztuka:-))) TO po polsku slowa rozwalic..i rozebrac.
    Duza roznica,

  23. Jerzy Habdas-USA said

    Pan W.Błasiak tylko ;Siedem dni ze Stanem Tymińskim;?Polecam temu;naukowcowi; i podobnym ;yntelygentom;1-;Czerwona masza; czyli uśmiech Stalina str.225-226 Prof.Bohdan Urbankowski!!!2-;KARAWANa;W.Łysiak str.130-131(KAPUŚciński,TW;Poeta;,TW;Vera Cruz;.Niniejszym dedykuję
    p.B. i innym wiersz ;bohatera;KAPUŚcińskiego:
    ;Rozpalmy w sercach
    naszej woli płomień.
    Mocniej się
    ramię Pokoju
    napina.
    My-
    silniejsi miliardem dłoni,
    potężniejsi
    myślą Stalina.
    Oczywiście pan B. i jemu podobni nie przestaną chrząkać.

    J.H.USA

  24. Pinxit said

    6.
    Cyborg
    Nie mozna byc niezaleznym publicysta jak sie popiera JOW-y, ktore sa tak samo gowno warte jak i obecny system wyborczy i tak samo intelektualne jak Kukiz.

  25. Boydar said

    Aż tak wielu do mnie podobnych to nie widzę. Kulturalny Chacheł właśnie chrząka, niekulturalny bierze widły albo siekierę. Pan Tymiński wydaje mi się lewizną i nic nie wskazuje abym miał zdanie zmienić. Nie muszę też w tym konkretnym przypadku chrząkać; jeśli mnie ktoś o coś konkretnie pyta, odpowiadam to co myślę. No chyba że ma wątpliwość jak się żegnać ręką prawą.

  26. RomanK said

    A Blasiakowe opracownia na temat tego-Jak zrobiono Kotwice inflacyjana i z czego, zeby przerobic PRL na PRL- bis pan czytal??? Panie Jerzy ????

    Lubie Lysiaka i cenie i polecam kazdemu. Doskonale lektury dla mlodziezy..uzupelniaja ich edukacje i zachecaja do jej poglebiania…
    Blasiaka polecam tylo tym ,ktorzy wiem rozumieja na tyle rzeczywistosc, zeby zrozumiec o czym pisze.
    A takich…sami wiecie.
    Radze tez zastanowic sie nad tym- co pisza w biografii …niezalezny naukowiec!
    Czym sie wam to kojarzy???czyta sie to okreslenie i w anglojezycznej literaturze..independent researcher…
    zeby nie napisac bezrobotny…bez przydzialu….
    Sam sobie i na swoim…. jesli zapytacie takiego- jak wogole sobia radzi…zaskoczy was odpowiedzia…robi.
    Utrzymuje sie , rodzine i finansuje swoje badania, czy poszukiwania.
    Ich opracowania maja wage najwyzsza i sa najcenniejsze…wlasnie, bo sa wiarygodne i uczciwe -a to znaczy Prawdziwe. Ich praca nie jest oplacona..i oddaja ja za darmo Nam…spoleczenstwom…za co najczeciej spotyka ich to -co ..jak wyzej:-)))
    Ich , jako samofinasujacych poprostu nie stac na chalture i falszywe opracowania. Zwyczajnie nie stac… bo im nikt nei zwraca kosztow, ani nie placi delegacji..pamietajcie o tym!!!!!

    W tym samym czasie na posadch grzeje zady stysiace pseudo naukowcow ,ktorych produktem jest tylko smrod i dziela godne zawieszenia we wychodkach zatrudniajacych ich Instytutow i Akademii -zamiast papieru toaletowego.
    Nawet jak ktorys ,zeby sie dowartosciowac wlezie na Gajowke i zostawi swoj wpis , jak pierniczek na gaciach..podpisze sie pszkwudyhst 66….:-))))

    Jeszcze nie giniemy!
    Przykryci
    skuleni
    przerazeni
    srulimy sobie…
    srulimy ,
    bosmy zesruleni:-))))

    zapominajac, przypowiesci o odrzuconych kamieniach wegielnych……

  27. bart said

    Problem w tym, że jeśli praca nieopłacona, Ogół uważa wyniki za niewiarygodne i nie ma odwołania.
    A płaci ten kto ma albo może.
    Stąd bierze się kryterium prawdy.

    (niech to szlag)

  28. RomanK said

    Ogol:-)))) wlasnie…piszemy o ogole..i wogole:-))
    Pan dr.Marek Glogoczewski ma swietny rysycyzm na dosadne okreslenie takego opiniotworczego ogolu:-))
    Żopogławy….:-_))))

  29. ojojoj said

    Im wiecej czytam o histori napisanej przez wspolczesnych tumanow, tym bardziej ciagnie mnie do komiksow typu Kajko i Kokosz.
    Im wiecej ogladam dzisiejszych filmow, tym bardziej wole obejrzec bolka i lolka czy reksia.

    Moze w tym wszystkim chodzi o morał? A moze poprostu juz mi odbija.

    ——
    I Koziołka Matołka też.
    Admin

  30. veri said

    ad.2 / Do tej pory jednym z probierzy na rozpoznawanie żydostwa jest wspomnienie o „Protokołach” /

    Na blogach gdzie na Kaczynskim i na PiS-ie jadą jak na łysej kobyle wystarczy napisać, że PiS jest żydowskim produktem aby być szybko zablokowanym a komentarz zalicza wirtualny niebyt … czujemy bluesa, w jakie kulki skurwiele grają ?!

    ps. gdy mam jakieś podejrzenia co do jakiegoś osobnika to preparuję odpowiedni tekst i czekam na jego reakcję … ich plemienna zapiekłość sprawia, że schematycznie reagują – i już wiem z kim mam do czynienia. Forumowe półki uginają się od nich.

  31. błysk said

    Jak zwykle dyskutanci gaworzą nie na temat , z prostego powodu : nie czytali „Bojów Lechitów” , a ja czytałem i zgadzam się z Panem Błasiakiem,że są to”historyczne brednie”.Bowiem owe „Boje” podają z dokładnością do roku czasu nazwiska lechickich królów,przy czym rzecz znamienna owe nazwiska wcale nie brzmią po naszemu czyli po lechicku.Dodajmy,ze oskarża się Kościół w Polsce ,iż znał owe dzieje ,ale nie dopuścił do publikacji danych. Wszystko to wygląda na publikację wyssaną z palca choć nie tylko- widać tu jakby wpływ „Zadrugi”. Ponieważ jednak większość dyskutujących nie orientuje się ,jak mniema m ,w kwestii „Zadrugi” , nie rozwijam tematu. Warto natomiast podjąć kwestię ” Protokołów mędrców syjonu:”,która dyskutanci także pominęli . Otóż napisał o tym Feliks Koneczny w „Cywilizacji żydowskiej” ,że są one ” autentycznym dziełem jakiego żydowskiego autora”.Dodajmy,że żydostwo rzuciło się ze wszystkich sił do odrabiania strat ,po wpadce i wymyśliło jakąś wersję ,że jest to dzieło carskiej bezpieki. Gdyby to przyjąć,to okazałoby się , ochrana była genialna ,bo wszystko co w „protokołach ” się sprawdza. Śledzenie dyskusji nuży mnie znacznie, bowiem nie znajduję tu myśli odkrywczych , raczej taka pospolita młócka .

  32. RomanK said

    No..panie znuzony Blysku..a nic samo ???s amemu??? z niczego??? blyskotliwego???nie wpadlo, zeby ozywic dyskusje????
    Jakiez to credentials pozwalaja panu na tak stanowcze opinie:-)))?????

    Niech pan pojedzie do Indii…i pooglada ” kolowroty” ryte , i ludzi z tarczami( szczytami) na ktorych owe kolowroty sa wyryte…niech pa popatrzy jak rzezbiarze dokladnei oddali rysy tych ludzi…..malowane. na murach swiatyn, i ruinach, ktorych wieku boja sie zdradzic znawcy..zeby nie stac sie w sekundzie independent researchers:-))))

  33. RomanK said

    Po raz kolejny podaje-
    Pierwszy podrecznik HIstorii Polski napisany dla Elektoralnych Krolow przez kardynala Kosciola ktolickiego , czlowieka o nieslychanym intelekcie i integracji:

    https://archive.org/stream/kronikapolskama01bielgoog#page/n73/mode/2up

  34. NICK said

    Kapituła „stana tymińskiego” od dawna mi cuchnie.

    Co wiedzą tutejsi.

    Szanowny Pan RomanK?

    Także.Wie.

  35. błysk said

    łaskawy Panie Romanie. Co mi tam Indie , do czego się one przydadzą ? Podałem przecież dwa tematy do dyskusji -„Zadrugę ” i Protokóły” . Na początek wystarczy . Teraz idę spać spać,bo w Polsce jest 22,17.

  36. Yagiel said

    No tak, pora już spać. Ale przed snam często się coś przypomina, np. sny z poprzedniej nocy… Albo cos sprzed lat wielu, kiedy się przeczytało coś Łysiaka! Podobało się, przy czym wryła mi się w pamięć opowieść o kniahini Oldze, co męza pomściła na Drewlanach, zabójcach jego. Nie od razu. (Znacie? To posłuchajcie.)

    Poszła z armią na nich, gród ich drewniany otoczyła, zdobywała, ale nie zdobyła.Więc przegrana uprosiła, by dali jej drewlanie na pamiątkę parkę gołąbków pokoju – dali. Podziękowała, odeszła; przywiazali ptakom do łapek patyczki rozżarzone (słowo piękne, graże jak żar sam), puścili – gołąbki wróciły na swój dach. Strzechy się zapaliły, gród spłonął z bramami, kniahini Olga wtedy wrogów wybiła…

    Ukraincy znają tę opowieść o Helga/Olga, żonie Rusa, ale ne upierają się, czy aż do szczegółów prawdziwa – za bardzo coś podobna do konia trojańskiego. W każdym razie, pomijając ścisłość, opowieść stanowiła ważną część mojej edukacji poza-programowej. Wiele razy przypominała mi się; nie tylko wtedy, gdy wrogowie wyszli, odeszli…

    To wiedząc i to napisawszy dawno temu (w czym umieścił te kniahinię Olgę?), mógł potem pisać i pisać, by utrzymać piękna willę blisko Placu Lelewela, którą często oglądałem (bez zazdrości acz z przyjemnością, bo ładna i zadbana zwykle, nie to co sąsiedzi ku placowi…) Pisarze to zawsze dla mnie tajemnica – nie śmiem ich oceniać, tj. ich dzieł. Opowiadają coś, robią wrażenie, które zostaje na lata. Bo nie zabijają. (Przeciwnie – unieśmiertelniają, jeśli nie po prostu kreują.)
    Nie zabijają. Tym zajmują się nie-pisarze.

    Tylko dlaczego o tym banale piszę (zamiast spać)?

  37. Yagiel said

    Bo nie zabijają swych czytelników. Ofiar masowego wrażenia.
    (Pora spać. Napoli wygrało i zagra w LM. Milik nie grał, Zieliński grał.)

  38. Rozumiem, że moderacja komentarzy to ciężkie, wyczerpujące, a nade wszystko czasochłonne zajęcie, ale czy lekką przesadą nie jest oczekiwanie do momentu, aż artykuł zleci na drugą stronę? W moim przypadku stało się się to już nieomal regułą.

    ——
    Przykro mi.
    Mam dość sporadyczny dostęp do Internetu.
    Admin

  39. Boydar said

    Zacząłem czytać Bielskiego od Pana Romana (28), pewnie trochę mi zejdzie, ale już widzę że warto. Pierwsze spostrzeżenie jest takie, że zabawnie wygląda np. wyraz ‚oyciec’. Dalej nie będę pisał bo staram się być Chachłem kulturalnym i musiałbym głupich chuyów nawkładać niektórym. Szczególnie, którym się słowo-imię ‚Maryja’ nie widzi.

  40. RomanK said

    Jego Excelencja pisal ta ksiege pol tysiaca lat temu….
    troche jezyk byl inny….w sumie zmienil sie najwiecej w ciagu ostatniego polwiecza,,,
    W sumie tam znajdzie pan, ze pisal znajac Kronike Polske..jaka Szwedzi wywiezli z Plocka w XVII wieku i do dzis nie oddali….19 lat temu..powiedzial mi pewien Niemiec , ze istnieje …i jest w Szwecji.
    Pan Julian Prawdzic zna i inne zrodla….ale jakos sie nimi z nikim nie dzieli…

    Panie Blysk….Zadruga to ostatnie Stulecie… A Indie to kilkanascie tysiacleci….Rig Veda..Mahabharata, i inne… zreszta calkiem niedalego sa Karpaty…w ktorychy sa jeszcze starsze ruiny niz w Indiach….i odpowiednie rysynki, rzezby, symbole i napisy…

  41. RomanK said

    Wiem – panie Nick.
    I nie jest ona – pana Tyminskiego..tylko pan Tyminski zgodzil sie w jej imieniu – ja reprezentowac w dokladnie okreslonym celu.
    Jak cuchnie…to widocznie musi pan miec specyficzna wade ksztaltu nosa…pan przesle zdjecie to pogadamy:-)))) moze da sie cos zrobic:-))))
    Mnie i innym nie cuchnie:-))))

  42. Boydar said

    Norkowi też nie, a wygląda na przyzwoitego gościa. No ale on do pracy chodził. Jeśli Pan Roman również, to najmocniej przepraszam za zamieszanie.

  43. VA said

    Znajoma byla korektorka, a pozniej dyrektorka pewnego wydawnictwa ksiazkowego w Warszawie, opowiedziala mi historie jak wydala jedna z ksiazek Waldemara Łysiaka o Napoleonie, a bylo to za xczasow PRL. Ona robila korekte tej ksiazki i decydowala na jakim papierze bedzie wydana. Wiec Waldemar Łysiak nie robil bledow ortograficznych i sytlistycznych, tak ze nie bylo co poprawiac, w przeciwnienstwie do innych pisarzy. Znal sie dobrze na architekturze. Zawsze stawial warunek wydania jego ksiazki na najlepszym papierze i w twardych okladkach. Jakosc byla dla niego wazna.
    Kiedys zaprosila go do siebie do domu bo mieszkali w tej samej dzielnicy.
    Powiedzial jej wtedy, ze komunizm to najbardziej niszczacy czlowieka system. Ja ta jego otwartosc troche zdziwila, bo nie znali sie dobrze. Nie znal jej pogladow. Mowila ze wygladal na pewnego siebie i wg niej troche zarozumialego.
    Książki Janusza Bieszka mam i uwazam za bardzo interesujace. Podobno dobrze sie sprzedaja, w przeciwienstwie do ksiazek Lysiaka, stad moze jego rozgoryczenie. Oczywiscie nasza historia siega glebiej niz do Chrztu w roku 966 i jest bardzo bogata. Dobrze ze teraz sie to odkrywa.
    „Protokoły mędrców Syjonu” sa prawdziwe, bo plan tam zawartry jest realizowany na naszych oczach. Mam znajomych Chinczykow wyksztalconych na Zachodzie, ktorzy wierza w ich prawdziwosc. Tylko Zydzi zaprzeczaja ich prawdziwosci.

  44. Boydar said

    Żydzi zaprzeczają wielu faktom bynajmniej nie medialnym

    http://judaizm.izraelczyk.pl/zydzi-w-ii-rzeczypospolitej

    Ale że „… rządy Piłsudskiego uznawane są za najpomyślniejszy okres w stosunkach polsko-żydowskich …” zaprzeczyć nawet nie próbują. POwyższy cytat wyrwałem z kontekstu.

  45. […] https://marucha.wordpress.com/2017/08/21/ambitna-miernota/#comment-695663 […]

  46. Peryskop said

    Waldemar Łysiak był dobry w komentowaniu obrazów. Ale zaplątał się w tworzeniu sub-wątków historycznych w celach „opiniotwórczych”. A jego najazd na PMS sugeruje, że bywa zadaniowany, bo ich pochodzenie i autorstwo (prawdopodobnie zbiorowe) nie jest tak istotne, jak ich zawartość – wiarygodna oraz pomocna w celach poznawczych i ogólno-rozwojowych !

    Ryszard Kapuściński zapłacił moralną cenę za paszport w PRL, ale zostawił sporo rzetelnych (opo)wieści o tym, co się w świecie „za żelazną kurtyną” wyrabiało.

    Wojciech Błasiak nie ma się czym chwalić jako lanser JOW-ów, bo uczciwość systemu wyborczego – jak sądowniczego i każdego innego – zależy bardziej od ludzi, niż od regulaminów. Jeśli facet o tym nie wie, to co z resztą poglądów doktora n. humanistycznych ?

    Czytając u Czesława Białczyńskiego, a potem u Janusza Mieszka legendy trudne do uwierzenia – byłem poirytowany. Lecz konfrontując ich legendy z epoki pra-słowiańskiej z propagandową kontr-twórczością para-historyczną rozmaitych naziolów – doszedłem do wniosku, że to jest adekwatna replika w obronie naszych polskich i słowiańskich interesów. Niech trwa.

    Kapituła „Stana Tymińskiego” jako że jest tajna – nie istnieje. A w konsekwencji sam „order patrioty” jest szemraną inicjatywą. Co zresztą potwierdził casus Mariana Kowalskiego. Smutny real.

    Re 33
    Dzięki za link do „Kroniki polskiej” kard. Marcina Bielskiego. Ciekawe czy tam znajdę np., że Albrecht Hohenzollern (1490†1568), Wielki Mistrz krzyżacki 1511÷25, książę Prus 1525÷68, był synem Zofii Jagiellonki i Fryderyka Hohenzollerna, czyli pra-wnukiem Władysława Jagiełły !?

    Albo kto nam zaimportował pańszczyznę i z jakimi skutkami dla narodu.

  47. Peryskop said

    Re 28 RomanK

    Dzięki za przytoczenie żopogława Mglogo w kontekście bezmyślnego konformizmu.

    Tak się składa, że syn student filozofii zwrócił mi uwagę na zjawisko „zappingu” tj bezmyślnego przełączania kanałów TV, opisane z werwą w rozdziale „Homo zapiens” książki Wiktora Pielewina pt. „Generation π”. Ponieważ lektura to fascynująca – podesłałem skan Markowi, a on dokonał wielu analizo-syntez, m.in. tu :

    M.G. 5.01.007 – ZIEMIA, PLANETA ORANUSIAN?
    http://zaprasza.net/a_y.php?article_id=15051

    …Niedawno dotarł do mnie, drogą elektroniczną, przełożony na język polski pełen tekst rozdziału „Homo zapiens” z książki Pielewina „Generation π”, zawierający szczegóły konceptu „oranusa-ustodupia”. To pojęcie jest w istocie zdolne zrewolucjonizować nasze naiwne wyobrażenie o niby-życiu ultra stechnicyzowanych i skomercjalizowanych, po-nowoczesnych ludzkich „mięczaków”. W szczególności ‘oranus’ to „słowo wytrych” pozwalające zrozumieć skąd się bierze to, zaobserwowane przez Pastuszewskiego, „ciągłe zmęczenie człowieka współczesnego … przez to straszne tempo przemian”. Gdy się czyta Pielewina i porównuje jego tezy z otaczającym nas światem „demokracji post-socjalistycznej”, to się dostrzega, że PO PROSTU ZOSTALIŚMY ZAATAKOWANI PRZEZ ORANUSJAN i doprawdy nie wiem, czy zoon, czyli żywina naszej planety, z tą „mięczakopodobną” odmianą człowieczeństwa potrafi sobie poradzić w nadchodzących dziesięcioleciach.

    Otóż według Pielewina oranus, przeze mnie utożsamiony w 2005 roku ze słowiańskim „nadczłowiekiem”, o imieniu Żopogław (vide Gorbaczow, Juszczenko, Balcerowicz, oraz „nasz” Milikiewicz na Białorusi), posiada tylko trzy odruchy warunkowe, każdy z nich artykułowany przez anglo-amerykański, popularny obecnie w Polsce, komercyjny odgłos zachwytu względnie zdziwienia „wow!”. Pielewin pisze:

    „Wow-impuls oralny sprawia, że komórka oranusa pochłania pieniądze, aby usunąć cierpienie spowodowane konfliktem między obrazem siebie samej i obrazem idealnego „arcy-ja”, tworzonego przez reklamę. (…)

    Wow-impuls analny sprawia, że komórka wyda pieniądze, aby doznać rozkoszy zbieżności wyżej wymienionych obrazów. (…)

    Wow-impuls analny i oralny zostały tak nazwane przez analogię z funkcjami jamy ustnej i zwieracza, chociaż należałoby je raczej kojarzyć z wdechem i wydechem (…) Podrażnienie oralno-analne osiąga największą intensywność przy stole gry w kasynie albo w czasie spekulacji na giełdzie pieniężnej, chociaż sposoby wow-stymulacji mogą być dowolne. (…)

    Impuls „wow” wypierający tłumi i wypiera ze świadomości człowieka wszystkie procesy psychiczne, które mogłyby utrudnić całkowite utożsamienie z komórką oranusa. (…) Impuls wypierający to zagłuszacz-jammer, który uniemożliwia odbiór niepożądanej radiostacji, generując intensywne zakłócenia (…) Pod wpływem impulsu wypierającego, który blokuje wszystkie subtelne procesy psychiczne, niezwiązane bezpośrednio z przepływem pieniędzy, świat zaczyna być postrzegany wyłącznie jako uosobienie oranusa: „Świat to miejsce, w którym biznes napotyka pieniądze”.
    […]

    W przypisach Marek podał m.in.
    Wiktor Pielewin „Generation π”, OSI-Zug, 2002. Według opinii, znalezionej przez google.pl księgarni wysyłkowej http://www.petlaczasu.pl/generation/b.306 „Urodzony w 1962 roku Pielewin jest autorem kontrowersyjnym, budzącym skrajne emocje. Posiłkując się groteską i surrealizmem ukazuje w swych książkach przemiany społeczne spowodowane upadkiem ZSRR i systemu komunistycznego. Świat „Nowej Rosji”, w której rządzą gangsterzy, mafia, gigantyczny kapitał i koncerny medialne kreujące sztuczną rzeczywistość, jest tyleż zabawny, co gro?ny. Opisując przemianę Rosjan w „Nowych Ruskich” autor nie przebiera w środkach – jeden z polskich krytyków piszących o Pielewinie stwierdził: „Szczęście rosyjskiej literatury polega na tym, że ma pisarzy, którzy tajniki narodowego charakteru potrafią bezkompromisowo opisać. Tego możemy jedynie pozazdrościć.”

    ===

    No i taka życiowa konkluzja – że też bez Zinajdy ani rusz !

    wiki : Victor Olegovich Pelevin is a Russian fiction writer, the author of novels „Omon Ra”, „Chapayev and Void” and „Generation P”. He is a laureate of multiple literary awards including the Russian Little Booker Prize and the Russian National Bestseller. born November 22, 1962, age 54, Moscow, Parents: Oleg Pelevin, Zinaida Efremova; Education: Moscow Power Engineering Institute, Maxim Gorky Literature Institute…

    Pielewin w „Generation π” ”żopogława” nazwał z łacińska Oranus (oral + anus) , a mi taki post-human żopogławny ustruj człeko-podobny kojarzy się z gastropodem, jak np. The Polyplacophora, Chitons, the eight-shelled molluscs.

    Pancerzyk jest, jest oral, też i anus, czyli rzyć.
    Więc żyć się da. Choć oczu nie ma, ale w tv coraz mniej dają…

    http://www.ucmp.berkeley.edu/taxa/inverts/mollusca/polyplacophora.php

  48. Peryskop said

    próbka rosyjskiej prozy może się nadać na odrębny art

    Homo Zapiens

    rozdział książki Wiktora Pielewina „Generation Pi” (1999)
    wyd. OSI-Zug Foundation, Warszawa 2002
    [w oryginale kursywa poza cytatami i ‚identity’ – przyp. Pery]

    IDENCJALIZM JAKO WYŻSZE STADIUM DUALIZMU

    Początkowo myśli te przeznaczone były dla periodyku kubańskich sił zbrojnych „Oliva Verde”. Byłoby jednak głupotą upierać się przy drobnych szczegółach tego rodzaju obecnie, kiedy doskonale wiemy, ze cała płaszczyzna egzystencji, na której ukazują się czasopisma i działają siły zbrojne, jest po prostu efektem momentów świadomości, połączonych jedynie tym, ze w każdym nowym momencie istnieje pojęcie momentów poprzednich. Aczkolwiek na przestrzeni niemającego początku czasu owo następstwo jest nieprzerwane, sama świadomość nie uświadamia sobie siebie nigdy. Dlatego tez kondycja człowieka w życiu jest opłakana.

    Ale wielki bojownik o wyzwolenie ludzkości Siddhartha Gautama w wielu swoich pracach podkreślał, że główną przyczyną opłakanej kondycji człowieka w życiu jest przede wszystkim samo wyobrażenie o istnieniu człowieka, życia i opłakanej kondycji, to jest dualizm, który każe dzielić na podmiot i przedmiot to, czego w rzeczywistości nigdy nie było i nie będzie.

    Siddhartha Gautama potrafił uzmysłowić tę prostą prawdę wielu ludziom, albowiem w jego czasach ich uczucia były proste i silne, a ich świat wewnętrzny jasny i niezmącony. Jedno usłyszane słowo mogło diametralnie zmienić całe życie człowieka i w mgnieniu oku przenieść go na drugi brzeg, ku niczym nieskrępowanej wolności. Od tamtej pory jednak upłynęło wiele stuleci. Teraz słowa Buddy są dostępne dla wszystkich, a zbawienie znajduje niewielu. Jest to bez wątpienia związane z nową sytuacją kulturową, którą starożytne teksty wszystkich religii nazywały nadciągającym „wiekiem mroku”.

    Towarzysze broni!

    Ów wiek mroku już nastąpił. I jest to związane przede wszystkim z rolą, jaką w życiu człowieka zaczęły odgrywać
    tak zwane generatory wizualno-psychiczne, czyli przedmioty drugiego rodzaju.

    Mówiąc o tym, że dualizm wywołało umowne dzielenie świata na podmioty i przedmioty, Budda miał na myśli subiektywno-obiektywny podział numer jeden. Główną cechą wyróżniającą wieku mroku jest to, że determinujący wpływ na życie człowieka wywiera subiektywno-obiektywny podział numer dwa,
    który wczasach Buddy po prostu nie istniał.

    Dla wyjaśnienia, co rozumiemy pod pojęciami „obiekt jeden” i „obiekt numer dwa”, posłużmy się prostym przykładem – telewizorem. Telewizor wyłączony jest obiektem numer jeden.

    To po prostu pudełko ze szklaną ścianką, na które możemy patrzeć lub nie – jak zechcemy. Kiedy wzrok człowieka pada na ciemny ekran, poruszeniami jego oczu kierują wyłącznie wewnętrzne bodźce nerwowe lub zachodzący w jego świadomości proces psychiczny. Na przykład, człowiek może zauważyć, że ekran jest upstrzony przez muchy. Albo pomyśleć, że warto by kupić telewizor dwa razy większy. Albo, że dobrze by było ustawić go w innym kącie. Niedziałający telewizor niczym się nie różni od przedmiotów, z którymi ludzie mieli do czynienia w czasach Buddy, czy był to kamień, czy kropla rosy na źdźble trawy, czy strzała z rozdwojonym grotem – słowem, wszystko to, co Budda przytaczał jako przykłady w swych naukach.

    Kiedy jednak telewizor zostaje włączony, przeobraża się z obiektu numer jeden w obiekt numer dwa. Staje się zjawiskiem całkowicie innej natury. I chociaż patrzący na ekran nie dostrzega dobrze znanej metamorfozy, jest ona ogromna. Dla widza telewizor przestaje istnieć jako obiekt materialny, posiadający wagę, rozmiary i inne właściwości fizyczne. Zamiast tego widz ma wrażenie obecności w innej przestrzeni, dobrze znane wszystkim zebranym.

    Towarzysze broni!.

    Problem polega tylko na tym, kto mianowicie jest obecny. Czy możemy powiedzieć, że sam widz? Powtórzmy pytanie, jest ono bowiem bardzo ważne – czy można powiedzieć, że telewizję ogląda ten człowiek, który ją ogląda?

    My twierdzimy, że nie. A oto dlaczego. Kiedy człowiek oglądał wyłączony telewizor, poruszeniami jego oczu i strumieniem jego uwagi kierowały, może nawet chaotyczne, ale jego własne bodźce woluntarne. Ciemny ekran bez żadnego obrazu nie wywierał na nie żadnego wpływu, a jeśli nawet, to tylko jako tło.

    Włączony telewizor praktycznie nigdy nie przekazuje statycznego widoku z jednej nieruchomej kamery, toteż obraz na nim nie jest tłem. Przeciwnie, obraz ten intensywnie się zmienia. Co kilka sekund następuje albo zmiana kadru, albo najazd kamery na jakiś przedmiot, albo przejście na inną kamerę – obraz jest bez przerwy modyfikowany przez operatora i stojącego za nim reżysera. Takie zmiany obrazu nazywamy technomodyfikacją.

    Teraz prosimy o szczególną uwagę, ponieważ następne twierdzenie dość trudno zrozumieć, choć jego sens jest bardzo prosty. Poza tym może powstać wrażenie, że mowa jest o czymś nieistotnym. Ośmielamy się zauważyć, że chodzi o najbardziej istotne zjawisko psychiczne końca drugiego tysiąclecia.

    Odpowiednikiem zmiany zachodzącej na ekranie w wyniku rozmaitych technomodyfikacji może być umowny proces psychiczny, który skłoniłby patrzącego do przeniesienia uwagi z jednego wydarzenia na inne i wybrania z tego, co się dzieje, rzeczy najciekawszej, czyli do kierowania swoją uwagą tak, jak to czyni za niego grupa zajęciowa. Powstaje podmiot wirtualny owego procesu psychicznego, obiekt, który w czasie programu telewizyjnego istnieje zamiast człowieka, wsuwając się w jego świadomość jak ręka w gumową rękawiczkę.

    Przypomina to stan opętania przez ducha; różnica polega na tym, że ten duch nie istnieje – istnieją jedynie objawy opętania. Duch ten jest umowny, ale w momencie, gdy telewidz ufnie pozwala grupie zdjęciowej przełączać swą uwagę z obiektu na obiekt, staje się jakby tym duchem, duch zaś, którego w rzeczywistości nie ma, opanowuje jego i miliony innych telewidzów.

    Proces ten najstosowniej będzie nazwać próbą kolektywnego bytu, jako że podmiot wirtualny, zastępujący własną świadomość widza, nie istnieje absolutnie – jest jedynie efektem powstającym w wyniku kolektywnych wysiłków montażystów, operatorów i reżysera. Z drugiej strony, dla człowieka oglądającego telewizję nie ma nic bardziej realnego niż ów wirtualny podmiot.

    To nie wszystko. Lapsang Souchong z klasztoru Pu Ehr twierdzi, że jeśli jakiś program – na przykład mecz piłki nożnej – będzie jednocześnie oglądać więcej niż cztery piąte ludności Ziemi, ów wirtualny efekt zdoła wyprzeć z połączonej świadomości ludzkiej kolektywną karmiczną wizję ludzkiej płaszczyzny istnienia, czego skutki mogą się okazać nieprzewidywalne (całkiem prawdopodobne, że na dodatek do piekła roztopionego metalu, piekła drzew-noży itd. powstanie nowe piekło – wiecznych mistrzostw piłki nożnej). Wyliczenia jego nie są jednak sprawdzone, i tak czy owak, jest to sprawa przyszłości. Nas interesują natomiast nie przerażające perspektywy jutra, lecz nie mniej przerażająca realność dnia dzisiejszego.

    Dokonajmy pierwszego podsumowania. Przedmiotowi numer dwa, to jest włączonemu telewizorowi, odpowiada podmiot numer dwa, czyli wirtualny widz, który kierowałby swoją uwagą tak, jak to robi grupa montażowo-reżyserska. Uczucia i myśli, wydzielanie adrenaliny i innych hormonów w organizmie widza dyktuje zewnętrzny operator i warunkują cudze kalkulacje. I, oczy wiście, podmiot numer jeden nie dostrzega momentu,
    w którym zostaje wyparty przez podmiot numer dwa, ponieważ po owym wyparciu nie ma już kto tego dostrzec – podmiot numer dwa jest nierealny.

    Nie jest jednak nierealny po prostu (słowo „nierealny” właściwie się daje zastosować do wszystkiego w ludzkim świecie). Nie istnieją, aby opisać stopień jego nierealności. Jest to nawarstwienie jednego nieistnienia na drugie, napowietrzny zamek, dla którego fundamentem jest przepaść. Tu może się nasunąć pytanie – po co się babrać w tych nieistnieniach, mierząc stopień ich nierealności? Owa różnica między podmiotami pierwszego i drugiego rodzaju jest jednak bardzo ważna.

    Podmiot numer jeden wierzy, że realność to świat materialny. Podmiot numer dwa natomiast wierzy, że realnością świat materialny, który pokazują w telewizji.

    Podmiot numer jeden, będąc produktem fałszywego subiektywno–obiektywnego podziału, jest iluzoryczny. Ale chaotyczny ruch jego myśli i nastrojów ma w każdym razie jednego widza – metaforycznie można powiedzieć, że podmiot numer jeden nieustannie ogląda program telewizyjny o samym sobie, stopniowo zapominając, że jest widzem, i utożsamiając się z programem.

    Z tego punktu widzenia podmiot numer dwa jest czymś całkowicie nieprawdopodobnym i nie do opisania. To program telewizyjny, który ogląda inny program telewizyjny. W procesie tym uczestniczą emocje i myśli, ale całkowicie nieobecny jest ten, w czyjej świadomości one powstają.

    Szybkie przełączanie telewizora z programu na program, do którego się uciekamy, by nie oglądać reklam, nosi nazwę zapping. Nauka burżuazyjna zbadała dość szczegółowo stan psychiczny człowieka, oddającego się zappingowi,
    oraz odpowiedni łyp myślenia, który m współczesnym świecie stopniowo staje się typem bazowym. Jednakże rodzaj zappingu, który rozpatrywali badacze owego zjawiska, odpowiada przełączaniu programów przez samego telewidza.

    Przełączanie telewidza, którym kieruje reżyser i operator (czyli wymuszone indukowanie podmiotu numer dwa w wyniku techno- modyfikacji) – to drugi rodzaj zappingu, z zastosowaniem przymusu; badania naukowe owego typu praktycznie przerwano we wszystkich krajach oprócz Bhutanu, gdzie telewizja jest zabroniona. Ale zapping przymusowy, przy którym telewizor staje się tablicą zdalnego sterowania telewidzem, jest nie po prostu jedną z metod organizacji telezakupów, lecz podstawą telewizji, głównym sposobem oddziaływania pola reklamowo-informacyjnego na świadomość. Dlatego też podmiot drugiego rodzaju będziemy dalej nazywać Homo Zapiens albo HZ.

    Powtórzmy ten niezwykle ważny wywód: podobnie jak telewidz, nie chcąc oglądać bloku reklamowego, przełącza telewizor, błyskawiczne i nieprzewidywalne technomodyfikacje obrazu przełączają samego telewidza. Przechodząc w stan Homo Zapiens, on sam staje się zdalnie sterowanym przekazem telewizyjnym. I w tym stanie spędza znaczną część swego życia.

    Towarzysze broni! Kondycja współczesnego człowieka nie jest po prostu opłakana – można powiedzieć, że w ogóle nie istnieje, albowiem człowieka prawie nie ma. Nie ma niczego, na co można by wskazać i powiedzieć: „Oto jest Homo Zapiens”. HZ – to po prostu szczątkowe jarzenie świetlówki uśpionej duszy; to film o zdjęciach do innego filmu, wyświetlany przez telewizor w pustym domu.

    Naturalną koleją rzeczy nasuwa się pytanie – dlaczego człowiek współczesny znalazł się w takiej sytuacji? Kto usiłuje zamienić i tak zbłąkanego Homo Zapiens na metr sześcienny pustki w stanie HZ? Odpowiedź jest oczywista – nikt. Nie poprzestawajmy jednak na stwierdzeniu gorzkiego absurdu sytuacji. Aby zrozumieć ją dogłębniej, przypomnijmy, że głównym powodem istnienia telewizji jest jej funkcja reklamowa, związana z przepływem pieniądza. W związku z tym musimy sięgnąć do dziedziny ludzkiej myśli, znanej jako ekonomika.

    Ekonomiką nazywamy pseudonaukę, badającą iluzoryczne relacje podmiotów pierwszego i drugiego rodzaju w związku z halucynacyjnym procesem ich wyimaginowanego wzbogacenia.

    Z punktu widzenia tej dyscypliny każdy człowiek jest komórką organizmu, który starożytni ekonomiści nazywali mamoną. W materiałach naukowych frontu całkowitego i ostatecznego wyzwolenia nazywa się go po prostu ORANUS (oral + anus, po rosyjsku „żopogław” czyli „ustodupie”).

    To odpowiada najlepiej jego rzeczywistej naturze i pozostawia najmniej na mistyczne spekulacje. Każda z tych komórek, to jest człowiek w swym aspekcie ekonomicznym, posiada szczególną socjalno-psychiczną membranę, przepuszczającą pieniądze (które w organizmie oranusa pełnią funkcję krwi albo limfy) do wnętrza i na zewnątrz. Z punktu widzenia ekonomiki zadanie każdej z komórek mamony polega na przepuszczeniu jak największej ilości pieniędzy do wnętrza membrany i wypuszczeniu możliwie najmniejszej ilości na zewnątrz.

    Jednakże imperatyw istnienia oranusa jako całości wymaga, by jego strukturę komórkową obmywał stale rosnący strumień pieniędzy. Dlatego oranus w procesie swej ewolucji (a znajduje się on mniej więcej w stadium rozwoju mięczaka) wykształca coś w rodzaju najprostszego układu nerwowego, tak zwaną media, której podstawę stanowi telewizja. Ów system nerwowy rozsyła po jego wirtualnym organizmie impulsy, kierujące działaniem komórek-monad.

    Istnieją trzy rodzaje tych oddziaływań. Noszą nazwę wow-impulsów: oralnego, analnego i wypierającego (wow-impuls – od komercyjnej partykuły „Wow!”).

    Wow-impuls oralny sprawia, że komórka pochłania pieniądze, aby usunąć cierpienie spowodowane konfliktem między obrazem siebie samej i obrazem idealnego „arcy-ja”, tworzonego przez reklamę. Zauważmy, że nie chodzi tu
    o rzeczy, które można kupić za pieniądze, aby ucieleśnić owo idealne „ja” – chodzi o same pieniądze. Rzeczywiste, wielu milionerów chodzi w łachmanach i jeździ tanimi samochodami – ale żeby sobie móc na to pozwolić, trzeba być milionerem. Nędzarz w takiej sytuacji cierpiałby nieznośnie z powodu dysonansu poznawczego, toteż wielu biednych ludzi usiłuje się ubrać drogo i dobrze za ostatnie pieniądze.

    Wow-impuls analny sprawia, że komórka wyda pieniądze, aby doznać rozkoszy zbieżności wyżej wymienionych obrazów.

    Ponieważ dwie opisane tu czynności – pochłanianie pieniędzy i ich wydalanie – są ze sobą sprzeczne, wow-impuls analny działa w formie utajonej i człowiek na serio uważa, że przyjemność związana jest nie z samym aktem wydawania pieniędzy, ale z posiadaniem tej czy innej rzeczy. Chociaż jest sprawą oczywistą, że na przykład zegarek za pięćdziesiąt tysięcy dolarów jako obiekt fizyczny nie może sprawić człowiekowi większej przyjemności niż zegarek za pięćdziesiąt – cała rzecz zasadza się na sumie pieniędzy.

    Wow-impuls analny i oralny zostały tak nazwane przez analogię z funkcjami jamy ustnej i zwieracza, chociaż należałoby je raczej kojarzyć z wdechem i wydechem: uczucie, które wywołują, przypomina swego rodzaju psychiczną dusznicę lub, odwrotnie, hiperwentylację. Podrażnienie oralno-analne osiąga największą intensywność przy stole gry w kasynie albo w czasie spekulacji na giełdzie pieniężnej, chociaż sposoby wow-stymulacji mogą być dowolne.

    Impuls wypierający tłumi i wypiera ze świadomości człowieka wszystkie procesy psychiczne, które mogłyby utrudnić całkowite utożsamienie z komórką oranusa. Impuls ten wkracza do akcji, kiedy w bodźcu psychicznym braknie oralno-analnych części składowych. Impuls wypierający to zagłuszacz-jammer, który uniemożliwia odbiór niepożądanej radiostacji, generując intensywne zakłócenia. Jego działanie świetnie wyrażają przysłowia Money talks, bullshit walks (pieniądze mówią, język może odpocząć) oraz If you are so clever show me your money (skoro jesteś taki mądry, to pokaż mi swoje pieniądze). Bez tego oddziaływania oranus nie mógłby skłonić ludzi, by pełnili funkcję jego komórek. Pod wpływem impulsu wypierającego, który blokuje wszystkie subtelne procesy psychiczne, niezwiązane bezpośrednio z przepływem pieniędzy, świat zaczyna być postrzegany wyłącznie jako uosobienie oranusa. Prowadzi to do przerażających następstw. Oto jak opisał swoją wizję pewien broker z londyńskiej giełdy nieruchomości: „Świat to miejsce, w którym biznes napotyka pieniądze”.

    Nie będzie przesadą, jeśli powiemy, że ten stan psychiczny jest szeroko rozpowszechniony. Wszystko, czym się zajmuje współczesna ekonomika, socjologia i kulturologia – to w istocie opis procesów metabolicznych i somatycznych u oranusa.

    Oranus jest ze swej natury prymitywnym wirtualnym organizmem typu pasożytniczego. Jego niezwykłość polega jednak na tym, że nie przysysa się on do jakiegoś jednego organizmu-dawcy, ale czyni inne organizmy swymi komórkami. Każda jego komórka to istota ludzka o nieograniczonych możliwościach i przyrodzonym prawie do wolności. Paradoks polega na tym, że oranus jako organizm stoi o wiek niżej niż którakolwiek z jego komórek. Nie jest zdolny ani do myślenia abstrakcyjnego, ani nawet do autorefleksji. Można powiedzieć, że słynne oko w trójkącie, przedstawione na banknocie jednodolarowym, naprawdę nic nie widzi. Jest po prostu namalowane na powierzchni piramidy przez artystę z miasta Odessy, i już. Toteż, aby nie niepokoić skłonnych do schizofrenii konspirologów, najlepiej byłoby zakryć je czarną przepaską.

    Oranus nie ma ani uszu, ani nosa, ani oczu, ani mózgu. I oczywiście wcale nie jest uosobieniem zła ani diabelskim nasieniem, jak utrzymują liczni przedstawiciele biznesu religijnego. Sam z siebie oranus niczego nie pragnie, ponieważ po prostu nie jest zdolny pragnąć abstrakcji. Jest to bezmyślny polip, pozbawiony emocji czy zamiarów, który połyka i wydala pustkę. Przy tym zaś każda jego komórka potencjalnie może sobie uświadomić, że wcale nie jest komórką oranusa, ale przeciwnie, że oranus stanowi zaledwie jeden ze znikomych obiektów jej umysłu. Właśnie dla zablokowania tej możliwości oranus potrzebuje impulsu wypierającego.

    Dawniej oranus miał tylko wegetatywny układ nerwowy; pojawienie się mediów elektronicznych oznacza, że w procesie ewolucji wykształcił on układ centralny. Głównym zakończeniem nerwowym oranusa, dosięgającym każdego człowieka, jest w naszych czasach telewizor. Mówiliśmy już o tym, jak świadomość telewidza zostaje zastąpiona świadomością wirtualnego Homo Zapiens.

    Teraz rozpatrzmy mechanizm oddziaływania trzech wow-impulsów.

    Człowiek w normalnym stanie teoretycznie jest zdolny wyodrębnić wow-impulsy i przeciwstawić się im. Ale nieświadomie zrośnięty z przekazem telewizyjnym Homo Zapiens to już nie osobowość, lecz po prostu stan. Podmiot numer dwa nie jest zdolny do analizowania tego, co się dzieje, dokładnie tak samo, jak nie jest do tego zdolny magnetofonowy zapis piania koguta. Nawet powstająca iluzja krytycznej oceny tego, co się dzieje na ekranie, to tylko część indukowanego procesu psychicznego.

    Co kilka minut w przekazie telewizyjnym – to jest w świadomości podmiotu numer dwa – następuje emisja bloku klipów reklamowych, z których każdy stanowi złożoną i przemyślaną kombinacji analnych, oralnych i wypierających wow-impulsów, rezonujących z rozlicznymi warstwami kulturowymi psychiki.

    Prymitywne przyrównanie tego zjawiska do procesów fizycznych ukazuje, że pacjenta najpierw się usypia (wyparcie podmiotu numer jeden przez podmiot numer dwa), a potem przeprowadza przyśpieszony seans hipnozy, utrwalając pamięć o wszystkich jego etapach na poziomie odruchów warunkowych.

    W jakimś momencie podmiot numer dwa wyłącza telewizor i znów staje się podmiotem numer jeden, to jest zwykłym człowiekiem. Teraz nie otrzymuje już trzech wow-impulsów bezpośrednio. Zachodzi jednak efekt podobny do szczątkowego namagnesowania. Umyśl samorzutnie zaczyna produkować te same impulsy. Powstają one spontanicznie i przypominają tło, na którym pojawiają się wszystkie pozostałe myśli. Jeżeli podmiot w stanie HZ podlega oddziaływaniu trzech wow-impulsów, to po powrocie do stanu normalnego zaczynają nań oddziaływać trzy wow-czynniki, automatycznie generowane przez jego umysł.

    Jeśli człowiek stale i regularnie popada w stan HZ i jest napromieniowywany wow-impulsem wypierającym, dochodzi do tego, że w jego świadomości wy twarzą się swoisty filtr, umożliwiający przyswajanie tylko tej informacji, która jest nasycona oralno-analnymi wow-treściami. W rezultacie człowiek nie ma szans zadać sobie pytania o swą prawdziwą naturę. Ale czymże jest jego prawdziwa natura? Z uwagi na szereg okoliczności, o których nie pora teraz mówić, każdy może odpowiedzieć na to pytanie tylko sam. Jakkolwiek żałosna byłaby kondycja zwykłego człowieka, mimo wszystko ma on możność znalezienia odpowiedzi. Podmiot numer dwa natomiast tej możliwości nie ma, albowiem nie ma jego samego. Niemniej (a może właśnie dlatego) media-system oranusa, który rozsyła po przestrzeni informacyjnej trzy wow-impulsy, stawia przed HZ problem auto-identyfikacji.

    I tu zaczyna się to, co najbardziej interesujące i paradoksalne. Ponieważ podmiot numer dwa nie posiada żadnego wnętrza, jego jedyną szansą znalezienia odpowiedzi jest określenie samego siebie poprzez kombinację pokazywanych w telewizji przedmiotów materialnych, które z założenia nie są ani nim, ani jego częścią składową. Przypomina to teologię apotetyczną, w której Bóg określany jest poprzez to, co nie jest Nim, tyle że tu mamy do czynienia z apotetyczną antropologią.

    Dla podmiotu numer dwa odpowiedź na pytanie „Czym jestem?” może brzmieć tylko tak: „Jestem tym, który jeździ takim to a takim samochodem, mieszka w takim to a takim domu, nosi taką to a taką odzież”. Podmiot numer dwa może dokonać autoidentyftkacji, jedynie sporządzając listę konsumowanych produktów, transformacji zaś – tylko wprowadzając do tej listy zmiany. Dlatego też większość reklamowanych przedmiotów jest powiązana z określonym typem osobowości, cechą charakteru, skłonnością albo właściwością. W rezultacie powstaje całkiem przekonująca kombinacja tych właściwości, skłonności i cech, która sprawia wrażenie realnej osobowości.

    Liczba ewentualnych kombinacji jest praktycznie nieograniczony możliwość wyboru także. Reklama formułuje
    to tak: „Jestem człowiekiem spokojnym i pewnym siebie, toteż kupuję czerwone kapcie”. Podmiot drugiego rodzaju, chcący dorzucić do swojej kolekcji cech spokój i pewność siebie, osiąga to, zapamiętując, że należy nabyć czerwone kapcie, co też realizuje pod wpływem wow-impulsu analnego. W klasycznym przypadku stymulacja oralno-analna zapętla się jak w znanym przykładzie z wężem pożerającym własny ogon: milion dolarów potrzebny jest po to, by kupić dom w prestiżowej dzielnic), dom jest potrzebny po to, by było gdzie chodzić w czerwonych kapciach, a czerwone kapcie po to, by nabrać spokoju i pewności siebie, które pozwolą zarobić milion dolarów, aby kupić dom, po którym można będzie chodzić w czerwonych kapciach, nabierając przy tym spokoju i pewności.

    Kiedy stymulacja oralno-analna się zamyka, można uznać, że cel magii reklamowej został osiągnięty: powstaje iluzoryczna struktura, która nie ma punktu centralnego, środka, chociaż wszystkie przedmioty i właściwości korelują poprzez wyznaczenie owego środku, zwanego identity.

    Identity to podmiot drugiego rodzaju w takim stadium rozwoju, kiedy jest w stanie istnieć samodzielnie, bez ciągłego pobudzania trzema wow-impulsami, a jedynie pod działaniem trzech szczątkowych wow-czynników, samodzielnie generowanych przez jego mózg.

    Identity jest fałszywym ego, i to mówi wszystko. Myśl burżuazyjna, analizująca kondycję współczesnego człowieka, utrzymuje, że przedarcie się poprzez identity z powrotem do własnego ego jest olbrzymim wyczynem duchowym. Być może tak jest rzeczywiście albowiem ego nie istnieje relatywnie, identity zaś – absolutnie.

    Szkopuł tylko w tym, że to niemożliwe, ponieważ przedzierać się nie ma skąd, nie ma dokąd i nie ma komu. Mimo to jednak możemy założyć, że hasła „Z powrotem do ego!” lub „Naprzód do ego!” nabierają w tej sytuacji jeśli nie sensu, to estetycznego uzasadnienia.

    Nałożenie trzech wow-impulsów na subtelniejsze procesy, zachodzące w ludzkiej psychice, rodzi całą przyziemną wielorakość współczesnej kultury. Szczególną rolę odgrywa tu impuls wypierający. Jest niczym huk młota pneumatycznego, który zagłusza wszystkie dźwięki. Wszystkie bodźce zewnętrzne oprócz wow-oralnego i wow-analnego zostają odfiltrowane i człowiek traci zainteresowanie wszystkim, w czym nie ma komponentu oralnego czy analnego. W naszej małej rozprawce nie rozpatrujemy wprawdzie seksualnego aspektu reklamy, ale warto zaznaczyć, że seks coraz częściej okazuje się atrakcyjny tylko dlatego, że symbolizuje energię życiową, która może być transformowana w pieniądz – a nie odwrotnie. Potwierdzi to każdy dobry psychoanalityk. W ostatecznym rozrachunku człowiek współczesny żywi głęboką nieufność praktycznie do wszystkiego, co nie jest związane z pochłanianiem i wydalaniem pieniądza.

    Na zewnątrz przejawia się to tym, że życie staje się coraz nudniejsze, a ludzie – coraz bardziej wyrachowani i oschli. W nauce burżuazyjnej przyjęto tezę, że nowy kod zachowań jest efektem próby utrzymania i utrwalenia energii emocjonalnej, co ma ścisły związek z wymogami gospodarki korporacyjnej i współczesnego stylu życia. W rzeczywistości emocji w ludzkim życiu nie ubywa, ale stałe oddziaływanie wow-czynnika wypierającego sprawia, że cała energia emocjonalna człowieka przenosi się na płaszczyznę procesów psychicznych, związanych z wow-tematyką oralną lub analną. Wielu kurtuazyjnych specjalistów instynktownie wyczuwa rolę, jaką środki masowej informacji odgrywają w dokonującym się zwrocie paradygmatycznym, ale, jak mawiał towarzysz Allende junior, „szukają czarnego kota, którego nigdy nie było, w ciemnym pokoju, którego nigdy nie będzie”. Jeśli nawet nazywają telewizję protezą pomarszczonego, uschniętego „ja” albo mówią, że media rozdmuchują osobowość, która stała się nierealna, tak czy owak nie dostrzegają tego, co najważniejsze.

    Stać się nierealną może tylko osobowość, która była realna. Aby się pomarszczyć i uschnąć, owo „ja” musiałoby istnieć. Wyżej oraz w naszych poprzednich pracach (por. Problem rosyjski a Świetlisty Szlak) wykazaliśmy całkowitą błędność takiego podejścia.

    Pod działaniem wow-czynnika wypierającego kultura i sztuka wieku mroku redukują się do tematyki oralno-analnej. Istotę tej sztuki można krótko określić jako ustodupie.

    Czarna torba, wypchana paczkami banknotów studolarowych, stała się już najważniejszym symbolem kulturowym oraz głównym elementem większości filmów i książek, a trajektoria jej lotu przez życie – głównym motywem fabularnym. Mówiąc dokładniej, właśnie obecność w dziele sztuki owej wielkiej czarnej torby generuje emocjonalne zainteresowanie audytorium tym, co się dzieje na ekranie albo w tekście. Zauważmy, że w niektórych wypadkach torba z pieniędzmi nie jest obecna bezpośrednio; w takich razach jej funkcję wypełnia albo udział tak zwanych gwiazd, które, jak dobrze wiadomo, mają ją w domu, albo natrętna informacja o budżecie filmu i jego kasowych zyskach. W przyszłości żadne dzieło sztuki nie będzie tworzone tak po prostu; już niebawem pojawią się książki i filmy, których główną treścią będzie kryptoopiewanie produktu Coca-Coli i ataki na Pepsi-Colę – lub odwrotnie.

    Pod działaniem sieci impulsów oralno-analnych w człowieku dojrzewa wewnętrzny arbiter (charakterystyczna dla epoki rynkowi} odmiana „wewnętrznego komitetu partii”), który stale dokonuje oceny rzeczywistości, sprowadzonej do oceny stanu posiadania, i pełni funkcję karzącej ręki, zmuszając świadomość, by nieznośnie cierpiała z powodu dysonansu poznawczego. Wow-impulsowi oralnemu odpowiada podnoszona przez wewnętrznego arbitra chorągiewka, loser (nieudacznik). Wow-impulsowi analnemu odpowiada chorągiewka winner (zwycięzca). Wow-impulsowi wypierającemu odpowiada stan, kiedy wewnętrzny arbiter podnosi jednocześnie chorągiewki winner i loser.

    Można wyróżnić kilka stałych typów identity. Są to:

    a) wow-typ oralny (typ dominujący, wokół którego ześrodkowuje się życie emocjonalne i psychiczne – niezaspokojona żądza pieniądza);

    b) wow-typ analny (typ dominujący – ekstatyczne wydawanie pieniędzy lub manipulowanie zastępującymi je przedmiotami, zwane także analnym wow-ekshibicjonizmem;

    c) wow-typ wypierający (w ewentualnej kombinacji z dowolnym wariantem spośród dwóch pierwszych) – kiedy osiągnięta zostaje niewrażliwość praktycznie na wszystkie bodźce prócz oralno-analnych.

    Relatywność tej klasyfikacji zasadza się na tym, że jedna i ta sama identity może być analna dla tych, którzy stoją niżej w wow-hierarchii, i oralna dla tych, którzy znajdują się wyżej (rzecz jasna, żadna „identity w sobie” nie istnieje – mowa jest o czystym epifenomenie). Wow-hierarchię liniową, którą tworzy wiele identity, podobnie uszeregowanych, nazywamy struną korporacyjną. Jest to swego rodzaju socjalne perpetuum mobile; jego tajemnica polega na tym, że każda identity musi się stale porównywać z inną, stojącą o szczebelek wyżej. Owa wielka reguła znalazła odbicie w przysłowiu ludowym: To keep up with the Joneses (Nie zostawać w tyle za Jonesami).

    Ludzie zorganizowani na zasadzie struny korporacyjnej przypominają ryby nawleczone na sznurek. Tyle że w naszym wypadku te ryby są jeszcze żywe. Mało tego – pod wpływem wow-czynników oralnego i analnego jak gdyby pełzną po strunie korporacyjnej w kierunku, który wydaje im się szczytem. Zmusza je do tego instynkt lub, jeśli kto woli, dążenie ku sensowi życia. A sens życia z punktu widzenia metafizyki ekonomicznej – to transformacja identity oralnej w analną.

    Sprawa nie ogranicza się do tego, że podmiot dotknięty działaniem trzech szczątkowych wow-czynników jest zmuszony odbierać sam siebie jako identity. Wchodząc w kontakt z innym człowiekiem, także postrzega go jako identity. Wszystko, cokolwiek może charakteryzować człowieka, zostało już przez kulturę wieku mroku skorelowane z oralno-analnym układem współrzędnych i umieszczone w kontekście ustodupia.

    Wyparty wow-człowiek postrzega każdego jako nasycony komercyjną informacją klip. Wygląd zewnętrzny innego człowieka, jego sposób mówienia i zachowanie natychmiast interpretuje jako zestaw wow-symboli. Następuje bardzo szybki, niekontrolowany proces, złożony z ciągu impulsów analnych, oralnych i wypierających, zapalających się i przygasających w świadomości, co w rezultacie determinuje stosunki ludzi między sobą. Homo homini lupus est, głosi łacińskie przysłowie. Ale człowiek człowiekowi już od dawna nie jest wilkiem. Człowiek człowiekowi nie jest nawet imagemakerem, dealerem, killerem ani ekskluzywnym dystrybutorem, jak sądzą współcześni socjolodzy. Wszystko jest o wiele bardziej przerażające i prostsze. Człowiek człowiekowi wow – i też nie człowiekowi, ale takiemu samemu wow. A więc w przeniesieniu na współczesny układ współrzędnych kulturowych owa łacińska maksyma brzmi: Wow wow wow!

    Odnosi się to nie tylko do ludzi, ale w ogóle do wszystkiego, co trafia w pole naszego widzenia. Oceniając to, na co patrzymy, odczuwamy ciężki smutek, jeśli nie napotykamy znajomych bodźców. Zachodzi swoista binaryzacja naszej percepcji – każde zjawisko rozkłada się na liniową kombinację wektorów analnego i oralnego. Każdy image posiada wyraźne odbicie pieniężne. Jeżeli nawet jest ostentacyjnie niekomercyjny, to od razu nasuwa się pytanie, jaką wartość komercyjną ma taki typ nieskomercjalizowania. Stąd znane każdemu poczucie, że wszystko zasadza się na pieniądzu.

    I rzeczywiście, wszystko opiera się na pieniądzu – albowiem pieniądz dawno oparł się na sobie samym, a cała reszta jest zabroniona.

    Oralno-analne erupcje są jedyną dozwoloną reakcją psychiczną. Wszystkie pozostałe funkcje mózgu okazują się zablokowane.

    Podmiot drugiego rodzaju jest całkowicie mechanistyczny, stanowi bowiem echo procesów elektromagnetycznych, zachodzących w kineskopie. Jedyna swoboda, jaką rozporządza, to swoboda powiedzenia „Wow!” przy zakupie kolejnego produktu, którym z reguły jest nowy telewizor. Właśnie dlatego impulsy sterujące oranusa nazywamy
    wow-impulsami, nieuświadomioną ideologię idencjalizmu – woweryzmem.

    Co się tyczy odpowiadającego woweryzmowi reżimu politycznego, to niekiedy nazywa się go telekracją albo mediakracją, ponieważ przedmiotem wyboru (a nawet jego podmiotem, jak wykazaliśmy wyżej) w tym reżimie jest przekaz telewizyjny. Należy pamiętać, że słowo „demokracja”, często używane we współczesnych środkach masowej informacji – to bynajmniej nie to samo, co słowo „demokracja”, tak rozpowszechnione w XIX i w początkach XX wieku. Są to tak zwane homonimy; stare słowo „demokracja” utworzone było od greckiego demos, a nowe – od wyrażenia demo-version.

    A zatem podsumujmy.
    Idencjalizm jest to dualizm w takim stadium rozwoju, kiedy wielkie korporacje kończą przeróbkę ludzkiej świadomości, która, znajdując się pod nieustannym działaniem wow-impulsów oralnego, analnego i wypierającego, zaczyna samodzielnie generować trzy wow-czynniki, wskutek czego następuje nieustanne i równomierne wypieranie osobowości i wprowadzanie na jej miejsce tak zwanej
    identity.

    Idencjalizm – to dualizm posiadający trzy cechy szczególne. Jest to dualizm a) umarły; b) zgniły; c) ponumerowany.

    Można by przedstawić całe mnóstwo różnych określeń identity, ale jest to całkowicie pozbawione sensu, ponieważ identity tak czy owak nie istnieje. I jeżeli w minionych stadiach historii ludzkości można było mówić o ucisku człowieka przez człowieka i człowieka przez abstrakcyjne pojęcie, to w epoce idencjalizmu mówić o ucisku już niepodobna. W stadium idencjalizmu z pola widzenia całkowicie znika ten, o czyją wolność można by walczyć.

    Dlatego też koniec świata, o którym tak długo mówili chrześcijanie i ku któremu nieuchronnie prowadzi woweryzacja świadomości, będzie absolutnie bezpieczny pod każdy m względem – albowiem zniknie ten, któremu niebezpieczeństwo mogłoby zagrażać. Koniec świata będzie po prostu przekazem telewizyjnym. I ten fakt, towarzysze broni, napełnia nas wszystkich bezbrzeżną błogością.

    Che Guevara
    góra Sumeru*, wieczność, lato

    * Sumeru – buddyjska gra kosmiczna (przyp. tłum.)

  49. Peryskop said

    Proszę usunąć 2 błędne „enter” wewnątrz akapitów:

    Mówiąc…
    Dokonajmy…

    Dzięki.

  50. Peryskop said

    trzeci „enter” w

    Ów wiek …

    ursäkta

  51. RomanK said

    Tak panie Peryskop…wlasnei dlatego podalem, jest to bardzo cenne..( jedno z bardzo wielu cennych) spostrzezen pana Marka….
    Z tym ,ze zjawisko to pojawilo sie wlasnie -wbrew temu co twierdzi pan Marek- nie jako zjawisko postkomunistyczne…ale pojawilo sie wraz z powstaniem tzw Komunizmu Naukowego…. zanim stal sie on legalna baza ideologii bolszewizmu politycznego ewolujacego w Globalizm, Zasadzajac sie na antynomizmie…illuminackim-shabataizmie Franka…. a dokladnei na wprowadzonym do Komunizmu naukowego kryterium prawdy….czyli praktyki determinowanej komunistyczna dialektyka:-))). Konsekwencja czego byl dogmat tegoz nurtu- ze byt ksztaltuje swiadomosc…
    Zjawisko to ” oparte na niczym innym tylko na WIERZE” stalo sie dla Naukowego Komunizmu ” Kill switch”. ….
    Likwidujac funkcje rozumu- i zdegradowalo Czlowieka do Oranusa:-)))

  52. Peryskop said

    Jednak ja też się starzeję. Przepraszam, ale jeszcze 4x :

    Szybkie przełączanie…
    Wow-impuls oralny…
    Liczba ewentualnych…
    Podmiot drugiego…

  53. Peryskop said

    …Konsekwencja czego byl dogmat tegoz nurtu- ze byt ksztaltuje swiadomosc…
    Zjawisko to ” oparte na niczym innym tylko na WIERZE” stalo sie dla Naukowego Komunizmu ” Kill switch”. ….
    Likwidujac funkcje rozumu- i zdegradowalo Czlowieka do Oranusa:-)))

    Kolejny dowód, że WIARA – WIEDZA = ZABOBON
    © RomanK

    W tym równaniu jest jeszcze parametr ukryty : ODWAGA.

  54. Peryskop said

    Re 33 i 46

    Marcin Bielski nie był kardynałem. Ani jego syn Joachim.

  55. Yagiel said

    Byt kształtuje świadomość. Destrukcja realności jest konstrukcją świadomości.
    Inaczej mówiąc ‚syndrom sztokholmski’: ludzie-mrówki, ludzie-pszczoly, ludzie-barany, ludzie-unijni, ludzie-zakładnicy dostają się w pazury ludzi-drapieżników (mrówkolwy, szerszenie, wilki, NWO, terroryści) – jeśli nadal żyją, musza mentalnie upodobnić się do silniejszego…
    prawdziwe mrówki czy pszczoły, barany nie muszą, nie mogą, nie mają kiedy – już martwe, zjedzone – upodobnić się mentalnie do swych zjadaczy, dlatego wsród zwierząt jest tylko pozytywne bytem określanie świadomości. Wśród ludzi to jest negatywne, no bo mamy mentus captus bytem właśnie.
    Tylko ci, którzy mają zwierzęta w domu lub w sobie, mają jeszcze pozytywną świadomość bycia psem lub nie-psem: to jest mój pies bigiel, to jest mój kot dachowiec albo szkocki klapłouch, a ja jestem człowiek, nie pies, nie kot, nie kanarek…
    Mając do wyboru mniejsze lub większe dobro, wybieram większe: jestem żoliborskim szympansem, który wychodzi na spacer z psem. Jej byt określa takze moja świadomość ,choć nie w pełni zapachów i dźwięków, ale… Dziś jeszcze, jak co dzień, jak co doba, trzeci spacer po północy.

  56. Boydar said

    W innym towarzystwie prezentowałby się Pan Roman znacznie korzystniej, mimo wad postawy.

  57. Ola z Podola said

    Łysiak to sława, kasa i kariera. Z bandyty Napoleona zrobił bohatera który miliony inteligentów rzucał w błoto na śmierć pewną, jego polityka to wyrzynanie narodów. Zachwyty nad watażką Piłsudskim. Sukcesy wydawnicze i sprytne zamazywanie spraw istotnych. Ja nie widzę w nim poszukiwacza Boga i Prawdy. To są czasy ostateczne liczy się tylko PRAWDA a nie pisanina.

  58. RomanK said

    Oczywiscie panie Pryskop…nie byl..myslac o kronikarzu myslalem o Kadlubku biskupie, mianujac Marcina kardynalem. Oczywiscie , zywota Bielskich przedstawione sa w ksiazce -jaka polecilem….we Wstepie. Starzejemy sie wszyscy….
    I nie ma pan racji….w odniesieniu do zupoglawow…odwaga ……..nie ma zadnego zastosowania.
    Zastepiona zostala posluszenstwem…poddaniem prawu biologii….w znaczeniu ruchow Pawlowa.
    Zupoglaw to nie Czlowiek…bo Czlowiek to Byt Duchowy.
    Ewolucja ..w zad:-))))- jako sprzezenie bezzwrotne.

  59. kot said

    WIARA – WIEDZA = ZABOBON
    © RomanK

    Pozwolę sobie używać tej amunicji, wraz z grawerunkiem autorskim.

  60. Maćko said

    Lysiak i to napisal:
    https://www.goodreads.com/book/show/2982846-salon-rzeczpospolita-k-amc-w
    http://www.domksiazki.com/detale.aspx?id=20170
    Kolejne uderzenie Waldemara Łysiaka w Salon – precyzyjna analiza wszystkich brudnych trików oraz strategicznych metod działania „postępowej elity” globalnej (świat), kontynentalnej (Europa) i rodzimej (Polska), tresującej społeczeństwa wedle szulerskich kanonów „politycznej poprawności”. Dowiesz się o sekretnych kulisach tych spraw, które znasz jedynie z grubsza, i o wielu sprawach, których zupełnie nie znasz. Wszystko na jaw – no mercy!

  61. czytaj said

    To już liczy sobie dobre kilkanaście lat. (mam oczywiście). Polecam także, a może przede wszystkim Rzeczpospolitą Kłamców – uderzenie w polskie sumienie, jeśli jeszcze mamy o czym mówić…

    Łysiak jest (był???) zapyziałym rusofobem (vide np. Wyspy Bezludne rodział bodajże drugi o Katarzynie – paragraf o carze alkoholiku), ale ostatnimi czasy jakby mu sie zaczynało odmieniać.

  62. Carlos said

    61 popieram

  63. Pinxit said

    Ja znam niektore ksiazki Kapuscinskiego.
    Ale nie znam zadnych innych pisarzy obecnych, ktorzy pisali o Hajle Selasim – zupelnie niezle opracowanie – ani o kosciele wojujacym.
    Z przykroscia dochodze do wniosku, ze jednak za komuny latwiej bylo pisac o rzeczach trudnych niz dzisiaj.
    Nikt sie dzis nie odwazy napisac ksiazki, i ani nawet krotkiego sprawozdania, o Amharach. Bo wtedy trzebaby napisac cos o USA i niszczeniu starych kultur chrzescijanskich na Bliskim Wschodzie i w Afryce..
    Nikt juz nie pisze o Latynosach, rewolucjach w Ameryce Lacinskiej, amerykanskich zamachach stanu..
    Nie wolno?
    Kapuscinski byl raczej reportazysta niz nowelista.
    Takiego zamordyzmu jak teraz nie bylo ani w PRL-u ani w stalinowskiej Rosji.
    Ilu pisarzy teraz jest na zoldzie CIA i w ogole amerykanskiego przyzwolenia na publikacje?

    A dr. Piskorski dalej siedzi.
    Snowden i Assange tez scigani przez demokracje..

Sorry, the comment form is closed at this time.