Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

W dupie z taką demokracją!

Posted by Marucha w dniu 2017-09-09 (sobota)

Moje doświadczenie życiowe każe mi z przymrużeniem oka traktować to coś, co zwykliśmy definiować jako… „demokrację”. Podpowiada mi, że jest to przede wszystkim postać chwytliwego pustosłowia w propagandzie zwalczających się stronnictw.

Wzajemne oskarżenia o brak poszanowania dla „demokracji” są zazwyczaj lekką bronią na pierwsze starcie z politycznym przeciwnikiem, dopóki nie pojawi się jakiś konkret – coś ekstra z czarnej teczki albo z samego dna ciemnej szafy.

Cała troska polityków „o władzę ludu” szybko się kończy z chwilą osiągnięcia upatrzonych korzyści i przewagi nad ludem. Demokratyczne rozstrzygnięcia, czyli zgodne z wolą większości – jak już wcześniej pisałem – w swojej nieskażonej formie mogą w praktyce funkcjonować najwyżej w drobnych lokalnych sprawach – te o większej skali automatycznie stają się przedmiotem różnych odgórnych chwytów socjotechnicznych.

Proszę w tym miejscu nie posądzać mnie o jakąś pretensję lub żal, bo nigdy w tej kwestii nie miałem złudzeń ani wygórowanych oczekiwań – po prostu według mnie właśnie taka jest specyfika „demokracji” i tyle.

To życiowe doświadczenie czerpię głównie z naszego polskiego grajdołka – co chyba logiczne i oczywiste. Porównując stan rodzimej „demokracji” z tymi w innych krajach, w zasadzie postawiłbym znak równości, gdyby nie jeden wyjątek, który rzeczywiście sprawia mi pewien kłopot – Szwajcaria.

Nie tylko sery, krowie dzwonki, czekolada i Matterhorn

W państwie tym nie ma prawa wejść w życie żaden przepis, ani żadna zmiana, które nie zostaną uprzednio zatwierdzone przez większość obywateli w drodze referendum. Co ciekawe – Szwajcaria mimo to (a może dzięki temu) daje radę utrzymywać swój rzadki ustrój oraz bardzo dobre wyniki gospodarcze. Od 1291r., tj. od daty powstania, nigdy nie miała króla, ani prezydenta w klasycznym rozumieniu, ani typowej armii, na dodatek będąc zlepkiem różnych nacji i religii – potrafiła jednak utrzymać niepodległość, wielokrotnie dając w historii odpór ekspansji ze strony sąsiadów.

Szczególnie polecam tu książkę pt. „Czy wiesz, dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii?”, wydaną w tym roku przez Polsko-Amerykańską Fundację Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego (PAFERE), autorstwa Joanny Lampki – Polki mieszkającej od kilku lat w tym kraju (także jej blog: „szwajcarskie blabliblu„).

Często mówi się, że Szwajcaria zawdzięcza bogactwo sieci swoich banków, w których światowi potentaci ukrywają „rezerwy finansowe” – jednak zaledwie 13-15% jej PKB pochodzi od sektora bankowego – natomiast przeszło 80% majątku tworzą przemysły; głównie farmaceutyczny i urządzeń precyzyjnych. To także ewenement wobec braku surowców naturalnych i trudnych warunków geograficznych.

Zresztą – wracając jeszcze do sprawy marki i roli szwajcarskich banków, które z pewnością miały istotny wkład w neutralność tego kraju podczas obydwu światowych wojen – przecież zanim międzynarodowy kapitał postanowił deponować środki akurat tutaj, coś musiało o tym zadecydować. Była to wyjątkowa stabilność polityczna i ekonomiczna.

W 1848r. została uchwalona konstytucja zawierająca obowiązujące do dziś reguły szwajcarskiego systemu politycznego. Za podstawę przyjęto decentralizację. Szwajcaria jest konfederacją podzieloną na 26 kantonów – odpowiedników naszych województw. Kantony są różnojęzyczne – z dominującym włoskim, francuskim, niemieckim i romansz – na poziomie centralnym nie próbowano wprowadzać jednego języka urzędowego.

Szwajcarzy bardzo pilnują, aby żaden kanton, mimo autonomii, nie zyskał przewagi nad innymi. Każdy z nich ma dodatkowo swoją konstytucję, własny parlament, rząd i własne sądownictwo. W stanowieniu prawa w całym państwie obowiązuje zasada, że szczebel wyższy nie próbuje regulować tego, co może ustalić dla siebie szczebel niższy. Dlatego najwięcej przepisów tworzonych jest lokalnie w gminach przez ich społeczności, oczywiście w drodze miejscowego referendum.

Szczebel centralny odpowiada jedynie za obronność, cło, politykę zagraniczną i sprawy monetarne. Kantony zajmują się zdrowiem, szkolnictwem, kulturą, częścią podatków. Gminy – szkołami, pomocą społeczną, energetyką, drogami, podatkami lokalnymi i całą resztą. Każdy obywatel może zgłosić swój osobisty projekt ustawy, dotyczący dowolnego szczebla. Także projekt zmiany w konstytucji. Musi jedynie stworzyć 27-osobową grupę inicjatywną, wraz z nią złożyć projekt do Kancelarii Federalnej w Bernie, a po ogłoszeniu w Dzienniku Federalnym zorganizować zbieranie podpisów o referendum – 100 tysięcy w ciągu 18. miesięcy (w przypadku zmian do ustawy już procedowanej w parlamencie – 50 tysięcy podpisów w 100 dni).

Po spełnieniu tego warunku referendum powinno odbyć się niezwłocznie, podobnie jego wynik – ustalony większością – możliwie szybko wprowadzony w życie. Przeciętny obywatel Helwecji jest przyzwyczajony, że rocznie – w zależności od kantonu – uczestniczy w co najmniej kilku referendach (2-4 są centralne). Przed każdym otrzyma kartę do korespondencyjnego głosowania oraz rzetelną oficjalną broszurę informacyjną, w której tyle samo miejsca przeznaczono dla argumentacji „za”, co „przeciw” danej inicjatywie – przekazanych przez zainteresowane nią organizacje.

Podsumujmy i porównajmy!

W Polsce powiedziano by, że jest to uciążliwe i niewykonalne. W Szwajcarii – na porządku dziennym. Frekwencja w ich referendach rzadko spada poniżej 50. procent. Co ciekawe – mieszkańcy dwóch kantonów – Glarus oraz Appenzell Innerhodes – odrzucili możliwość głosowania korespondencyjnego i mimo uciążliwości wielogodzinnego wystawania na centralnych placach miast, wolą tradycyjne Landsgemeinde, czyli osobiste głosowanie przez podniesienie ręki z kartą (jak demokracja bezpośrednia – to bezpośrednia!).

Szwajcarzy traktują ten styl współrządzenia poważnie i odpowiedzialnie. Niedawno, bo w 2016 r., świat był zszokowany wiadomością, że obywatele Szwajcarii większością 77-procentową odrzucili możliwość otrzymywania przez każdego z nich comiesięcznego dofinansowania w kwocie 2500 franków.

Podobnie postąpili 4 lata wcześniej z możliwością wydłużenia urlopu z 4. tygodni do 6-ciu (67% przeciw). Oni po prostu wiedzą, skąd się biorą pieniądze – że nie z czarodziejskiej różdżki, drukarki czy abstrakcyjnego państwowego skarbca – ale z ciężkiej pracy. Rozumieją podstawowe związki przyczynowo-skutkowe ekonomii. Może po części także dlatego, że z mocy umowy społecznej od 80-ciu lat partycypują w podziale zysków ze swoimi pracodawcami…

Jak to się ma do naszych kolejek po zasiłki, pomysłów przekupywania [sic! – admin] ludzi ich własnymi pieniędzmi w ramach „500+”, „Mieszkanie +” itp.?..

Oczywiście można stwierdzić, że Polacy do szwajcarskiej demokracji nie dojrzeli – to fakt. Ale z drugiej strony, kiedy mieli dojrzeć i czy to wyłącznie wina samych obywateli? Zasadnicza różnica w postawach obydwu społeczeństw bierze się z relacji „władza-obywatel”. Tam obywatele faktycznie rządzą tworząc prawo w każdym calu i czują to, zaś politycy i urzędnicy czują, że są tylko przez nich zatrudnieni. Być może dlatego Didiera Burkhaltera – odpowiednika naszego prezydenta – spotykano jeżdżącego nie limuzyną, lecz zwykłą koleją bez ochrony.

U nas przeciwnie – władza zawsze była i jest scentralizowana i odgrodzona. Prawo tworzone jest odgórnie i podawane na dół. Nasz system można porównać do gry, gdzie po jednej stronie jest społeczeństwo, a po drugiej władza, z tym że ona nie tylko gra, ale także może zmieniać reguły gry w trakcie jej trwania. Przeciętny obywatel czuje, że w zasadzie stoi na przegranej i tyle jego, co zdoła wyrwać. Wpływ na państwo miewa raz na cztery lata. Referendum jest z rzadka i zwykle wtedy oraz takie, aby władza mogła je wygrać.

Tu zaznaczę, że są środowiska, które próbują rolę referendum zmienić – „Wolni Obywatele” Stefana Oleszczuka czy Stowarzyszenie „Oburzeni”. Ci ostatni np. chcą, aby każde referendum, pod którym zebrano wymaganą ilość podpisów, musiało się odbyć – zaś jego wynik, ustalony większością głosów – musiał być wprowadzony w życie bez tzw. progu frekwencyjnego.

Czas, aby obecni polscy „obrońcy demokracji” z obu stron barykady zastanowili się, czego naprawdę bronią. Czy nie czas opuścić fikcję i jeśli już – to patrząc na gotowy wzór, zacząć wreszcie taką prawdziwą demokrację budować?

Tomasz J. Ulatowski
Za: Tomasz J. Ulatowski – Twardy Blog
http://wsercupolska.org/

Komentarzy 7 to “W dupie z taką demokracją!”

  1. Marek B said

    „Oni po prostu wiedzą, skąd się biorą pieniądze – że nie z czarodziejskiej różdżki, drukarki czy abstrakcyjnego państwowego skarbca – ale z ciężkiej pracy.”

    Ulatowski, skąd się biorą pieniądze?

    Art. 227.1 Konstytucji mówi: Centralnym bankiem państwa jest Narodowy Bank Polski. Przysługuje mu wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej. Narodowy Bank Polski odpowiada za wartość polskiego pieniądza.

    Konstytucja mówi, że pieniądze w Polsce ma tworzyć NBP. A wiesz jak jest w rzeczywistości?

    Ulatowski, skąd się biorą pieniądze, qundlu?

  2. Jabo said

    Pan Ulatowski w sposób talmudyczny traktuje pieniądze, uważając je za towar. Ciężką pracą to można wypracować dostatek, ale pod warunkiem, że nie będziemy okradzeni z efektów naszego wysiłku. Oczywiście ciężka praca musi być jeszcze sensowna. Kopanie dołów tylko po to, by je potem zasypać, jest na pewno ciężką pracą, ale dostatku nam nie przyniesie. Traktowanie pieniędzy jako towaru, a nie miernika włożonej pracy jest znakomitym sposobem przywłaszczania efektów cudzej ciężkiej pracy.

    ——
    Skąd takie konkluzje?
    Admin

  3. Yagiel said

    do Marek B – napisz, skąd… Też chętnie się dowiem.

    Do textu: 1. skala/liczebność państwa warunkuje bezpośrednią demokrację, 2. Szwajs nie leży między Dojczlandem a Rosją; gdyby zmniejszyć Polskę do Mazowsze+Świętokrzyskie+Łódzkie, Dojcze i Rosjanie pewnie by się zgodzili na Szwajs-Polskę, 3. ale jedno państwo demokratyczne w Europie wystarczy (na alibi) – dla więcej nie starczyłoby ani pieniędzy, ani cierpliwości, 4. no jednak widok nadziemny to nie jest cała Szwajs… Nie widział pan Ulatowski „Vabank 2”?
    Pod skórą to jest dopiero Rodzina Poszepszyńskich! „Gdzie tyle ludzkich spraw nawarstwia się i skłębia… albo spiętrza.

    A w Polsce to:
    nuda…………….. Nic się nie dzieje… Dialogi niedobre, bardzo niedobre dialogi są…………… W ogóle brak akcji, prosze pana, nic się nie dzieje. NIc.
    Tak patrze, patrze na to i aż chce mi się wyjść, prosze pana! I wychodze…

    No i panie: kto za to płaci?
    Pan płaci, pani płaci, my płacimy… To są nasze pieniądze, prosze pana. Społeczeństwo.

  4. Les said

    DEMOKRACJA (*)
    Medialni magnaci non-stop igrzyskami,
    Napędzający kupionym politykom wyborców tabunami
    Bardzo lubią, gdy przypadkowy czytelnik tych fraszek
    Powie: „Co to za głupoty? Co mnie to obchodzi?”.
    I wtedy skaczą do góry, bo o to im właśnie chodzi.
    20-11-2014
    (*) „Demokracja to taki ustrój, w którym rządzą hieny wybierane przez osłów”.
    Arystoteles, żył 2,5 tysiąca lat temu

    http://elamco.onlinewebshop.net/about.html

  5. Raynold said

    Polacy zamiast rządzić się samemu, wolą by nimi pomiatały hordy politycznych mafiozów. Jak tego w końcu nie zrozumieją, to mogą tylko pomarzyć o normalności.

  6. rotagilla said

    Praca nie musi byc ciężka, ale musi być mądra.

  7. Re: 5 Raynold…
    „Jeden wolny czlowiek jest w stanie uwolnic z niewoli miliony niewolnikow, natomiast miliony niewolnikow nie stworzy zadnego wolnego czlowieka…” (jasiek z Toronto).
    ===========================
    jasiek z Toronto

    http://polskawalczaca.com

Sorry, the comment form is closed at this time.