Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Niech siada i czyta. On – czyli o groteskowych formach bezosobowej komunikacji

Posted by Marucha w dniu 2017-09-13 (środa)

Jeśli usłyszysz od lekarza: „niech zakasła!”, to wiedz, że coś się dzieje. Jeśli w sklepie słyszysz: „punkciki na kartę zbieramy?”, to wiedz, że coś się dzieje. O groteskowych formach bezosobowej komunikacji we współczesnym świecie pisze Marcin Zasada.

Wypnie!!! Niech nie kuli jak piesek przy kupci!” – „Dzień świra”. Marek Kondrat jako Adaś Miauczyński u lekarza. A lekarz… Niech to gęś kopnie! (© arc.)

Przychodzi chłop do lekarza. Na komendę opuszcza galoty, pochyla się do kąta prostego i czeka jak na egzekucję. Lekarka strzela gumowymi rękawiczkami i… bach! W gabinecie otwierają się drzwi. Wchodzi asystentka z inną pacjentką, z korytarza z pięć innych głów nie może uwierzyć, jak śmiesznie wygląda od przodu facet badany per rectum. Mężczyzna kurczy się w zakłopotaniu i słyszy od nietrącącej rezonu lekarki: „Wypnie!!! Niech nie kuli jak piesek przy kupci!”

W cywilizowanej, partnerskiej relacji lekarz-pacjent, ten komunikat powinien raczej brzmieć: „Proszę wypiąć się trochę mocniej” (i tu, opcjonalnie, urocza metafora z pieskiem). Jednak forma bezosobowa natychmiast ustawia pacjenta w roli bezbronnego petenta. Kto choć raz nie słyszał u lekarza: „Niech zakaszle”, „niech siada”, „niech się rozbierze”, najwyraźniej cieszy się końskim zdrowiem i jest złotym płatnikiem ZUS-u.

Normalnie, na dyspozycję „Niech zakaszle”, pacjent posłusznie kaszle. Gdy w omawianym przypadku pacjent usłyszał żołnierskie: „Wypnie!”, to oczywiście się wypiął. Zresztą, widzieliśmy to wszyscy, to jedna z lepszych scen doskonałego filmu „Dzień świra” z Markiem Kondratem w roli badanego i Ewą Ziętek w roli badającej.

Niech weźmie kalafiora

Profesor Jan Miodek, językoznawca podkreśla, że kiedyś w formie „niech zrobi” zwracano się do ludzi niższego stanu. O tak: „Niech Jan weźmie widły i niech w końcu przerzuci tę gnojówkę”. Pospólstwo też mogło zacząć zdanie od „niech” do szlachcica, ale tylko jeśli brzmiało ono: „Niech żyje!”.

– Dziś taka asymetria w komunikacji tę komunikację zaburza. No i używanie form bezosobowych jest zwyczajnie niegrzeczne – podkreśla prof. Miodek.

Lekarze ze swoimi „niech się wypnie” to wdzięczna ilustracja. Ale „ja” petenta zdegradowane do „onego” to nie tylko służba zdrowia. Kolejny filmowy przykład. Bar mleczny, lata wesołej komuny. Klient rozkoszuje się ostatnimi ziarnami kaszy gryczanej, którą wydłubuje z blaszanej michy przytwierdzonej do stołu za pomocą śruby. Sztućce na łańcuchu to „Miś” oczywiście. Wtem zjawia się bufetowa: „Co tak kręci?! Zaraz talerz przekręci!”. I poprawia mocowanie za pomocą kuchennego śrubokręta.

Schyłek XX wieku. Kraków, bar „Dworzanin” przy Floriańskiej. Dialog przy kasie, pani kasowa obdarzona pięknym sznaps-barytonem obsługuje klienta.
– Dostanę pierogi ruskie? (a były tak dobre, że gdyby w Sevres potrzebowano wzorca pieroga ruskiego, to do „Dworzanina”).
– Skończyły się, ruskich nie dostanie. Może zjeść z mięsem.
– Ale ja nie mogę z mięsem, bo nie jem mięsa.
– To niech sobie weźmie kalafiora albo co, niech się zdecyduje, bo kolejka jest!

Podoba się jej fryzura?

Nieistotne, czy klient zjadł kalafiora, czy złamał zasady i dał się zwabić mięsem. Niech czytelnik sobie tym głowy nie zaprząta. Niech czytelnik wie, że na taką formę komunikacji niektórzy mówią…

– Neochamstwo i tandetny postkomunizm w porozumiewaniu się – nazywa zjawisko Tymon Tymański, muzyk jazzowy. – Podobnie bywa, gdy policjant zatrzymuje do kontroli kierowcę. „Wyciągamy dowodzik. No, za szybko się jechało. Gdzie się tak spieszymy?”.

Krzysztof Skiba, publicysta, lider grupy Big Cyc, zgadza się, że bezosobowość komunikacji to spadek po PRL-owskiej anonimowości.

– Nie mówiło się per „pan”, bo z panami ustrój sobie poradził. Byli obywatele i formy: „niech obywatel słucha”. Albo kuriozalna formuła: „wy” kultywowana szczególnie w okolicznościach biurowo-urzędowych – wylicza Skiba.

– Ja osobiście z partykułą „niech”, stosowaną w trybie rozkazującym mam komiczne wspomnienie. Tak mówił do mnie dziadek, gdy jeździłem do niego w wakacje zbierać czereśnie. Kierował całą akcją spod drzewa i przejęty komenderował: „niech przesunie drabinę!”, „niech uważa na tę gałąź!”. Zawsze strasznie mnie to bawiło.

Inny przykład z życia wzięty. U fryzjera, w Bytomiu. Fryzjerka kończy dzieło swojego życia i pyta nieco zamyśloną klientkę:
– I co, podoba się?
– Alee… Co się podoba i komu?
– No, jej. Fryzura jej się podoba?

Niech złoży kibić na zydlu

Się podobała. Jej. Czasem bezosobowa komunikacja przybiera formy groteski i purnonsensu. Prof. Miodek wspomina, że gdy miał 25 lat, jego pięcioletni kuzyn wstydził się mówić do niego per „ty”. Z drugiej strony, nie używał formy „pan”, bo też wydawała mu się nie na miejscu.

– Więc mówił do mnie: „niech patrzy”. Pewnego razu moja żona poprosiła go, żeby zawołał mnie z kuchni. Nie podszedł do mnie, tylko do mojej mamy i powiedział: „Niech przyjdzie do pokoju ten, co pisze w Słowie Polskim” – opowiada językoznawca.

Dziecku można wybaczyć, ale dorosłemu? Prof. Jerzy Bralczyk, językoznawca zaznacza, że u dorosłych takie językowe manewry też wynikają z niepewności.

– Zakładam, że ludzie zawsze chcą dobrze, chcą być życzliwi, ale nie zawsze wychodzi – uśmiecha się prof. Bralczyk. – Wydaje się, że „pan” nadmiernie zwiększy dystans, a na „ty” nie wypada. I „niech… ” jest tu kompromisem. Chociaż są regiony w Polsce, w których formy bezosobowe są jeszcze krótsze. Na Podlasiu słyszałem: „Siądzie, se posiedzi, gdzie będzie szedł”.

Mariusz Kałamaga, kabareciarz, członek grupy Łowcy. B zna jeszcze ciekawsze formy: „niech stojo”, „niech szukajo”, „niech płaco”. Najbardziej sympatycznie, gdy przenikają one do relacji konsumenckich. „Niech płaco, 5,50 zł”.

– Podczas nauki wielu zawodów: lekarza i wszystkich w branży usługowej, uczniowie i studenci powinni być przygotowywani do tego, jak powinna wyglądać komunikacja z klientem czy pacjentem – uważa prof. Marek Szczepański, socjolog.

Wg legendy, Aleksander Bardini, legendarny aktor, reżyser, podczas egzaminu w szkole teatralnej, zirytował się kiepskim przygotowaniem kandydatki. Gdy już stracił cierpliwość, zrezygnowany rzucił: „Niech no wreszcie złoży kibić na zydlu!”.

Są chwile, gdy wypada tylko złożyć kibić na zydlu. W innych sytuacjach niech odpowiada pełnym zdaniem. Kto? No, on, ona.

http://slaskie.naszemiasto.pl

Komentarzy 13 to “Niech siada i czyta. On – czyli o groteskowych formach bezosobowej komunikacji”

  1. rotagilla said

    Niech Gajowy posłuchają (to z góralska):

    Zatrzymuje glina studenta i czyta dowód osobisty.

    – Nie pracujemy?
    – Nie pracujemy.
    – Lenimy się?
    – Lenimy.
    – Obijamy gruchy?
    – Obijamy.
    – O, studiujemy?
    – Ja studiuję…

  2. Kar said

    „Dzien swira” – Polak maly/ od zakrystii wy*dupiony.., i calkiem w ogole udany ambaras w wykonaniu M. Kondrata

  3. Isia said

    Grzeczność językowa polskiej warstwy szlacheckiej.

    Szlachecki model zachowania grzecznościowego stał się dominujący w czasach staropolskich.

    Wobec k o b i e t obowiązywały specjalne zasady grzeczności (…). W towarzystwie otaczano je galanterią. Podstawowym zachowaniem mężczyzny było pocałowanie kobiety w rękę. Gdy kawaler zbliżał się do kobiety, musiał zdjąć nakrycie głowy, ukłonić się i obdarować komplementem.
    Etykieta używana przez mężczyzn wobec kobiet zadziwiała cudzoziemców. (…) Właśnie polska grzeczność wyróżniała nasz naród pośród innych.

    Realizacja szlacheckiego modelu grzeczności językowej najbardziej jest widoczna w tytulaturze i formach adresatywnych.

    Zwroty adresatywne stosowane podczas rozmów z reguły zawierały formę: panie bracie, w subskrypcjach – uprzejmy brat i sługa, na tablicach i nagrobkach – Mój wielce Miłościwy Panie i Bracie.
    Dobre wychowanie wymagało od szlachty używania tytulatury b r a t e r s k i e j. Każde jej pominięcie w korespondencji między osobami równymi uważano wręcz za prowokację lub dowód braku podstawowych zasad wychowania.

    Częste używanie przez szlachtę zwrotów: Pan i Brat, Wielmożny Pan, Mości Panie Bracie, spowodowało przejęcie ich przez chłopów i mieszczan, dlatego w miastach zaczęto używać form typu: Wasza Miłość, Waszmość Pan. Stosowanie tego typu tytulatury zauważono również u ludzi ze społecznego marginesu: u włóczęgów, przestępców itp. Osoby te podczas konwersacji witały się za pomocą zwrotów: Skąd Waszmość, Czołem Panie Bracie.

    Oprócz tytulatury braterskiej występowała również tytulatura m o n a r s z a (…). Formą wyjściową przysługującą władcy była formuła Wasza Miłość. (…) Z czasem liczba form tytułów wzrosła do trzech podstawowych wyrażeń: Wasza Miłość, Wasza Miłość Pan, Miłościwy Pan.

    Trzecią warstwę tytulatury stanowiły tytuły u r z ę d o w e. Szlachta musiała o nich pamiętać, ponieważ były ściśle związane z etykietą językową. Na przykład: Mości Panie Kasztelanie albo Staroście naszemu, Uprzejmie nam Miłemu.

    W wieku XVII można zauważyć już próby uproszczenia repertuaru niektórych wykładników tytulatury braterskiej.
    W XVIII wieku po raz pierwszy zauważyć można następujące zwroty: Asan, Acan, Aść, Wasan, Waspan, Mospan, Asindziej, Waćpan, Wacpan.
    Zwracanie się per Waszmość, Waszeć i Waść miało coraz niższe znaczenie społeczne, coraz rzadziej używano tych zwrotów.

    Natomiast samodzielne użycie wyrazów: Pan, Pani, Panna, Państwo przed drugą połową XVIII wieku jest jeszcze nieznane.
    Po raz pierwszy zwrotu Pan użyto w 1766 roku w liście Antonii Trusinowskiej adresowanym do Augusta Moszyńskiego.
    Stosowanie tradycyjnej tytulatury zaczęło zanikać w XIX wieku.

    Podsumowując:
    jak widać polski model grzeczności w czasach staropolskich był dość skomplikowany, głównie przez rozbudowaną tytulaturę, której zasady musiały znać wszystkie warstwy społeczne i konsekwentnie ich przestrzegać. Jednak stało się to naszym wyróżnikiem w Europie.

    O polskiej galanterii wobec kobiet i osób starszych wypowiadało się wielu Europejczyków, którzy często nie kryli podziwu i podkreślali wyjątkowość polskiej etykiety. Dzięki takim regułom Polska odznaczała się na tle innych narodów.

    https://sbc.org.pl/Content/94943/wojcik_Anna_przemiany_polskiego_modelu_grzeczności_językowej.pdf

  4. GZN said

    Dlaczego od razu spadek po PRL? Raczej po „wsi pogodna wsi wesoła”. Kiedy żyłem w PRL i uczęszczałem do liceum, do mojego domu wprowadzili się nowi lokatorzy. Mówili właśnie w/w opisany sposób. Ich wiek wskazywał na to, że urodzili się dobrych parę lat przed wojną. Pochodzili ze wsi. Nie wiem jakie losy przygnały ich do Warszawy. Zwracanie się do innych w trzeciej osobie był to jedyny ich sposób komunikowania się z sąsiadami. Było to dla mnie bardzo „egzotyczne” i śmieszne doświadczenie. Nie mam nic przeciwko wszelkim gwarom czy „prowincjonalnym lapsusom językowym” – tak się w pewnych „wyizolowanych” społecznościach dzieje… A, że później ludzie tacy emigrują w inne zakątki kraju …
    no to i przenoszą ze sobą swoje „naleciałości językowe”. A te drażnią, śmieszą albo przyjmują się w nowym otoczeniu.

  5. Kar said

    re:4/GZN…Zwracanie się do innych w trzeciej osobie był to jedyny ich sposób komunikowania się z sąsiadami…

    ..obawiam sie, ze jest to nadal kontynuowane („był „)..i przylazlo to ..to ze Wschodu..ta forma byla zwawo praktykowana przez np. MSW(biuro paszportowe)..ubecctwo, ktore petenta zaraz na wejsciu do biura ustawialo pod sciane obrzucajac sterta pytan typu;…”gdzie byl ..co jadl, z kim spal, komu nadawal wczoraj” etc. A i nawet do dzisiaj zachowalo sie to plugawe podejscie/zwrot co niektorych urzednikow, ktorym nie chce sie lub nie potrafia wyartykuowac proste;..pan..pani..,tylko slyszy sie wciaz ten sam belkot z przeszlosci;..”po co przyszedl czego chce, i dlaczego usmiecha sie”..

  6. takatam said

    @rotagilla (1); „z góralska ” to raczej by było: „Posłuchojcie panocku” 😉

  7. Isia said

    (3) w uzupełnieniu:

    Grzeczność językowa polskiej warstwy szlacheckiej.

    Wśród najważniejszych cech szlacheckich wymienia się m. in.:

    poczucie wspólnoty, z którą wiąże się zapewnienie równości wśród stanu,
    poszanowanie praw jednostki,
    rycerskość i związane z nią poczucie honoru,
    gościnność, do której szlachta przywiązywała dużą wagę,
    galanterię wobec kobiet,
    religijność.

    Ze wszystkimi wyżej wymienionymi cechami kultury staropolskiej wiązała się etykieta, której ważnym elementem były zachowania językowe.
    Szlachta musiała znać ogólne zasady prowadzenia korespondencji i konwersacji w towarzystwie, stosowanie tytulatury, zwracania się do kobiet.

    Podczas konwersacji szlachta odnosiła się do siebie z szacunkiem, życzliwością, podkreślała wysoką rangę partnera dialogu, by wzmocnić w nim poczucie własnej wartości, co przychylnie wpływało na rozwój rozmowy i pomyślne jej zakończenie.
    Było to wyrazem poczucia jedności szlacheckiej.

  8. rotagilla said

    Panocku to do obcych. Między swoimi to niech ciocia siadają.

  9. Boydar said

    Przestańcie już … wujku … śpicie ? … qurwa mać …

  10. Isia said

    (7) c.d.

    Ciekawym zagadnieniem jest grzeczność stosowana wobec osób starszych, kobiet i władzy.

    W stosunku do starszych członków rodziny i osób wyższych socjalnie obowiązywała szczególna uniżoność.
    Każde dziecko, także to pochodzące ze szlachty, całowało starszych w rękę, obejmowało za kolana, a przed wojewodą czy innym dygnitarzem padało na ziemię.
    Za ogromny zaszczyt uznawano, gdy można było pocałować rękę magnata lub osoby starszej. Co więcej, biedniejsza szlachta musiała zamożniejszych obejmować za kolana, całować ich po nogach, co było wyrazem uniżenia własnej osoby.

  11. Isia said

    (3) korekta: Antonia Prusinowska

    (10) c.d.

    Etykieta używana przez mężczyzn wobec kobiet zadziwiała cudzoziemców.

    J.J. Kausch pisał :

    „Tkliwość … – zadziwia ona tym bardziej, gdy się widzi, jak ten sam szlachcic, przed którym wszyscy w jego wiosce drżą ze strachu, zachowuje się z pełną czułości galanterią wobec słabszej swojej połowy, wobec małżonki. Nawet kiedy się bardzo rozsroży, gniew jego topnieje natychmiast, gdy tylko umiłowana połowica, która zazwyczaj rządzi nie tylko domem, ale również panem tego domu, serdecznie go o coś poprosi.

    W ogóle kobietom w Polsce okazuje się cześć graniczącą z ubóstwieniem. Ukłon za ukłonem, ucałowanie rączek za ucałowaniem rączek praktykuje się tutaj znacznie częściej niż gdzie indziej. Łatwo się domyślić, że w znacznie większym stopniu przestrzegają tego zwyczaju młodzieńcy zabiegający o względy panien.”

    Jak można zauważyć, obcokrajowcy nie kryli zdumienia. Zaskakiwało ich zachowanie mężczyzn, to jak w obecności kobiet potrafili odejść od wizerunku twardego, surowego człowieka i stać się troskliwymi towarzyszami.

    A taki obraz, prostackiego i chamskiego zachowania szlachcica wobec kobiety, prezentowała nam Telewizja Polska, w serialu „Przyłbice i kaptury”, nakręconym w latach 1985 – 1986.

  12. Isia said

    (11) c.d.

    Zmiany w polskiej etykiecie językowej po 1989 roku.

    Zmiany po tym przełomie można określić jako demokratyzację obyczajów. Przejawem demokratyzacji, według Małgorzaty Marcjanik, są następujące postawy grzecznościowe.

    Egalitaryzm grzecznościowy – polega na przekonaniu młodych Polaków, że wszyscy są równi w grzecznościowych prawach i obowiązkach. Nie ma podziału na wiek, płeć czy stanowisko. Wyjątkiem jest zwracanie się do innych osób, do jednych osób zwracanie się, używając form pan, pani, do drugich po imieniu, np. rozpowszechnia się mówienie do rodziców po imieniu.

    Dążenia emancypacyjne kobiet – sprowadzają się one w sferze grzeczności do tego, że kobiety chcą bez żadnego skrępowania stosować m. in. wulgaryzmy, tak jak mężczyźni.

    Dążenie do indywidualizmu w zachowaniach – czyli zbyt ostentacyjne manifestowanie własnych gustów i prawa do wolności. Tego typu zachowania polegają, np. na głośnych rozmowach w miejscach publicznych, które przeszkadzają innym ludziom; zwłaszcza użycie telefonów komórkowych w miejscach publicznych sprzyja przekraczaniu tabu i upublicznianiu informacji prywatnych, wręcz intymnych.

    Zanikanie autorytetów – przez pojawianie się nowych technologii, młode pokolenie oddala się od rodziców i dziadków, które przechodzi w lekceważenie, a nawet brak szacunku, co sprowadza się do niegrzecznych zachowań językowych.

    Ekonomiczność zachowań językowych – szybki styl życia doprowadził do tego, że zwroty grzecznościowe zostały zminimalizowane.

    Utylitaryzm grzecznościowy – oznacza, że językowe zachowania grzecznościowe stały się towarem, czyli nadawca zwraca się do odbiorcy z uprzejmością, ale nieszczerą, tylko udawaną.

  13. Isia said

    (12) c.d.

    Oprócz demokratyzacji obyczajów można zauważyć również proces a m e r y k a n i z a c j i.

    Pod wpływem kultury amerykańskiej, np. amerykańskich filmów, społeczeństwo przestaje używać typowych polskich formuł grzecznościowych, zastępując je zwrotami angielskimi, np. podczas rozmowy Sorry zamiast Przepraszam, czy Thank zamiast Dziękuję.

    Język polski ponadto zaczyna schodzić na drugi plan, ponieważ młode pokolenie zafascynowane jest językiem angielskim, np. coraz częściej młodzi Polacy jako słowa powitalnego używają Hej, Hello zamiast Cześć lub żegnając się, mówią Bye.

    Współcześnie można zauważyć kult m ł o d o ś c i, promowany przez media. Przejawem kultu młodości a także powierzchowności kontaktów jest coraz częstsze mówienie sobie po imieniu przez ludzi, niezależnie od stopnia ich zażyłości, oraz używanie zdrobnień imion w sytuacjach oficjalnych. Takie zachowanie eliminuje pewien dystans między rozmówcami i przekształca zasady grzeczności językowej.

    Z kultem młodości wiąże się także moda na „l u z” i wyrażenia ekspresywne promowane przez media. W modelu grzeczności następuje przesunięcie od wyrażenia życzliwości do drugiej osoby ku skupieniu się na własnej osobie. Przez to następuje zmiana etykiety językowej.
    Z tego typu zachowaniem łączy się niechęć do czułostkowości, patosu, egzaltacji, ujawniania pozytywnych uczuć i emocji. Stąd pojawia się b y l e j a k o ś ć mówienia, szerzy się tendencja do wyrażania uczuć n e g a t y w n y c h, które są częściej wyrażane niż emocje pozytywne, które przecież są fundamentem tradycyjnej grzeczności.

    Ujawnianie uczuć negatywnych potęguje pojawianie się coraz większej liczby w u l g a r y z m ó w. Bardzo poszerzył się margines używania słów, które w modelu grzeczności są objęte językowym tabu, np. zamiast powiedzieć idę do toalety, polska młodzież mówi najczęściej idę do kibla.

    Nastąpiła zmiana w postrzeganiu niektórych wyrażeń; następuje ich d e w u l g a r y z a c j a.
    Jednym z przykładów może być wyraz zajebisty, dawniej uważany za wulgarny. Inny przykład stanowi słowo cholera, przez osoby dorosłe uważane za wulgaryzm.

Sorry, the comment form is closed at this time.