Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    AQQ o MO Rosji: w ciągu 24 godzin po…
    Sebastian o Wolne tematy (38 – …
    UZA o Drażnienie Ruskiego
    ! o Drażnienie Ruskiego
    Andzia o Wolne tematy (38 – …
    Marucha o Wolne tematy (38 – …
    w o Drażnienie Ruskiego
    Sebastian o Pat Buchanan przeciwko Finland…
    ! o Wolne tematy (38 – …
    Piotr B. o Drażnienie Ruskiego
    Marucha o Drażnienie Ruskiego
    UZA o Norman Finkelstein: Rosja ma h…
    Dw1278 o MO Rosji: w ciągu 24 godzin po…
    Sebastian o Drażnienie Ruskiego
    Tadek o Drażnienie Ruskiego
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 615 obserwujących.

JOW-y, Sejm i prezydent

Posted by Marucha w dniu 2017-09-16 (Sobota)

Głosy wskazujące na potrzebę zastąpienia obecnego systemu wyborczego systemem większościowym, opartym na jednomandatowych okręgach wyborczych, pojawiły się w czasie kampanii prezydenckiej w roku 2015 głównie za sprawa pana Pawła Kukiza, który stanął do tych wyborów, prezentując się jako kandydat „antysystemowy”, to znaczy – pragnący odebrać politycznym gangom zwanym „partiami” monopol na politykowanie.

Ale jeśli wchodzisz między wrony, musisz krakać, jak i one, toteż i pan Kukiz, nic nie tracąc ze swojej „antysystemowości”, stając do wyborów parlamentarnych musiał też utworzyć coś w rodzaju politycznego gangu, dla niepoznaki nie nazwanego „partią”, tylko „ruchem”.

Ale jak zwał, tak zwał, bo czy to w „partii”, czy w „ruchu” ktoś musi zatwierdzić listy wyborcze; kto dostaje „jedynkę”, a komu, upchniętemu gdzieś w środku, wyznaczono rolę „mięsa armatniego”. Okazało się, że ktoś taki nolens volens pełni rolę wodza i to bez względu na to, czy przewodzi „partii”, czy „ruchowi”.

Zatem jeśli ktoś chciałby naprawdę odebrać władzę politycznym gangom, to powinien domagać się zastąpienia sposobu wyłaniania reprezentacji suwerena przez głosowanie, sposobem wyłaniania tej reprezentacji przez losowanie. Technicznie sposób ten nie nastręcza żadnych trudności; wszyscy obywatele są zewidencjonowani w systemie PESEL, więc maszyna losująca nie miałaby żadnego problemu z wylosowaniem 460 obywateli, którzy w ten sposób zostaliby Umiłowanymi Przywódcami w Sejmie i dodatkowych 100, którzy w ten sposób staliby się Umiłowanymi Przywódcami w Senacie.

Lenin twierdził, że państwem może rządzić nawet kucharka, więc skoro w Sejmie zasiada Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus, to myślę, że przy losowaniu gorzej by nie było, ale o ile mi wiadomo, nawet najbardziej zatwardziali antysystemowcy nie śmią podnieść ręki na powszechne głosowanie. W tej sytuacji musimy wrócić do postulatu zastąpienia obecnego systemu wyborczego przez system większościowy, oparty na jednomandatowych okręgach wyborczych.

Hodowanie iluzji

Przysłuchując się dyskusjom wokół tej zmiany odniosłem wrażenie, że zwolennicy jednomandatowych okręgów wyborczych przypisują jej skutki, do których ona nie jest w stanie doprowadzić. Wiem, co mówię, bo kiedy w roku 1992 powstała w Sejmie nadzwyczajna komisja do opracowania ordynacji wyborczej, koledzy posłowie z UPR poprosili mnie, żebym opracował projekt ordynacji wyborczej.

Ponieważ nie dali mi żadnych instrukcji, pomyślałem sobie, że w takim razie sporządzę ordynację dekomunizującą Sejm, chociaż oczywiście bez użycia tego słowa. Pamiętałem bowiem wskazówkę Antoniego de Saint-Exupery, który w „Małym Księciu” powiada, że „najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”, więc o intencji dekomunizacji w tekście ordynacji nie wspomniałem ani słowem.

Wstyd się przyznać – ale wtedy myślałem, że te nawoływania do dekomunizacji, to wszystko naprawdę. Zatem posłużyłem się schematem z ordynacji francuskiej, skonstruowanej w celu blokowania dostępu do tamtejszego parlamentu Frontowi Narodowemu. Mechanizm ten jest na tyle skuteczny, że blokuje Front przez całe dziesięciolecia. Na początku lat 90-tych FN uzyskiwał w wyborach, nie w sondażach, np. 16 procent głosów – ale do Zgromadzenia Narodowego nie wprowadzał ani jednego deputowanego. Raz, to znaczy – w roku 1997 – zdarzyło się, że jeden z kandydatów FN w Prowansji w departamencie Var, przedarł się przez wszystkie zapory i wygrał. Był to Jan Maria Le Chevallier. Wydawał gazetę „Le Patriote du Var” i mi ją przysyłał za pośrednictwem miejscowej działaczki FN, którą poznałem dzięki znajomym Francuzom. Ale z demokracją kierowaną nie ma żartów, więc Sąd Najwyższy unieważnił wybory w tym okręgu.

Pomyślałem tedy sobie, że identyczny efekt można by osiągnąć i u nas w stosunku do Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Mając nawet 20 procent głosów SLD nie wprowadziłby do Sejmu ani jednego posła, więc nastąpiłaby dekomunizacja bez użycia tego słowa. Francuski system polega bowiem na tym, że aby w jednomandatowym okręgu uzyskać mandat „z marszu”, to trzeba zdobyć bezwzględną większość głosów. Zdarza się to nader rzadko, więc zanim jeszcze nastąpi druga tura, to kandydaci o słabszym wyniku zachęcają swoich zwolenników do poparcia któregoś z kandydatów silniejszych.

Z punktu widzenia wyborców to nawet jest korzystne, bo przed ostatecznym głosowaniem, na ich oczach formują się przyszłe koalicje parlamentarne. U nas wyborcy nie mają tego komfortu. Kampania wyborcza polega wszak na tym, że każda partia powiada: my jesteśmy mądrzy, uczciwi, szlachetni, patrioci i tak dalej – a tamci do durnie, złodzieje, szubrawcy, łajdacy, zdrajcy – i tak dalej. I kiedy już obywateli do tego przekonają, odbywają się wybory, a potem co? A potem mądrzy, szlachetni, uczciwi i tak dalej, wchodzą w koalicję z durniami, złodziejami, łajdakami i zdrajcami. W rezultacie realizowany jest program, o którym wcześniej nikt w ogóle nie słyszał, więc trudno się dziwić, że coraz więcej obywateli odmawia statystowania w tym błazeństwie.

Ale we Francji z wyborów na wybory, w okresie między pierwszą, a drugą turą, zawsze tworzy się koalicja: „wszyscy przeciwko Frontowi Narodowemu”. Ze „wszystkimi” Front oczywiście wygrać nie może, toteż zawsze przegrywa. Więc ordynację wyborczą skonstruowaną według tego schematu przestawiłem na posiedzeniu Nadzwyczajnej Komisji, za pośrednictwem ś.p. Lecha Pruchno Wróblewskiego, posła UPR, który ją referował.

Na forum Komisji można ją było przeforsować, bo zdecydowaną większość mieli tam posłowie tzw. „solidarnościowi”. SLD miał tylko dwóch reprezentantów: posła Millera i posła Cimoszewicza, którzy zresztą natychmiast się zorientowali, jakie straszliwe niebezpieczeństwo nad nimi zawisło, ale już po chwili odetchnęli z ulgą, bo „solidarnościowa” większość natychmiast ten projekt odrzuciła, ponieważ posłowie nie byli pewni, czy przy tym systemie oni sami byliby wybrani.

Mnie nie przyszło do głowy, by wmontować tam jakieś zachęty dla nich; nawet nie wiedziałbym – jakie – ale raz na zawsze pozbyłem się iluzji, że ktokolwiek w Polsce chce dekomunizacji. Wspominam o tym dlatego, by pokazać, że z jednomandatowymi okręgami też można robić rozmaite sztuki dla dobra „systemu”, zatem wiara w zbawienny charakter takiej zmiany wydaje mi się nieco naiwna.

Ale obok modelu francuskiego istnieje model brytyjski, też oparty na jednomandatowych okręgach wyborczych. Jest on znacznie prostszy od francuskiego; nie ma tam warunku uzyskania bezwzględnej większości, ani pierwszej i drugiej tury. Wygrywa ten kandydat, który w okręgu uzyskał najwięcej głosów. Przyjrzyjmy się jednak parlamentowi brytyjskiemu, który według tej ordynacji jest powoływany. Dominują tam dwie duże partie. Po wyborach 8 czerwca 2017 roku sytuacja wygląda tak: Partia Konserwatywna – 317 mandatów, Partia Pracy – 262 mandaty, Szkocka Partia Narodowa – 35, Liberalni Demokraci – 12, Demokratyczna Partia Unionistyczna – 10, Sinn Fein – 7, Plaid Cymru (walczy o niepodległość Walii w UE) – 4, Zieloni – 1 i Niezależni – 1.

Z punktu widzenia reprezentatywności niby widać postęp, ale też widać gołym okiem, że jest to tylko dekoracja w gruncie rzeczy podtrzymująca „system”. Zatem jeśli ktoś pragnąłby maksymalnie zwiększyć reprezentatywność Sejmu tak, by znalazły się tam polityczne reprezentacje wszystkich, a przynajmniej większości kierunków występujących w społeczeństwie, to najlepszy byłby system proporcjonalny – ale bez modyfikacji restrykcyjnych, tak, jak to było w wyborach w roku 1991. Mandaty zostały rozdzielone między 29 komitetów wyborczych, więc z punktu widzenia reprezentatywności Sejmu był to wynik zdecydowanie lepszy, niż przy okręgach jednomandatowych w Wielkiej Brytanii.

Czy myć ręce, czy myć nogi?

Ale reprezentatywność Sejmu ma również swoją mroczną stronę. Rzecz w tym, że przy systemie parlamentarno-gabinetowym, ważnym zadaniem Sejmu jest stworzenie stabilnej podstawy politycznej dla rządu. Sejm liczący 29 politycznych podmiotów staje przed bardzo trudnym, być może niewykonalnym zadaniem, chyba, że podstawową metodą kaptowania poparcia dla rządu byłaby korupcja: panie pośle, a nie poparłby pan rządu? – No poparłbym, ale co z tego będę miał? – A co by pan chciał mieć?

W ten sposób można kaptować poparcie dla rządu i zapewniać stabilność władzy wykonawczej, ale od razu widać, że to lekarstwo gorsze od choroby. Stoimy zatem w obliczu nieprzyjemnej alternatywy: albo myć ręce, albo myć nogi. Jeśli bowiem chcemy mieć maksymalnie reprezentatywny parlament, to narażamy państwo na graniczące z pewnością ryzyko destabilizacji. Czy jest jakaś możliwość obejścia tej nieprzyjemnej alternatywy?

Na szczęście tak. Gdybyśmy odeszli od systemu parlamentarno-gabinetowego na rzecz systemu prezydenckiego, to moglibyśmy i myc ręce i myć nogi, to znaczy – mieć maksymalnie reprezentatywny Sejm i jednocześnie stabilną władzę wykonawczą, która zapewniałaby stabilność państwu. Nawet nie trzeba by tu przeprowadzać wielkiej rewolucji, bo prezydent już teraz wybierany jest w powszechnym głosowaniu.

Nawiasem mówiąc, jest to zagadka, dlaczego właściwie autorzy konstytucji z 1997 roku dając prezydentowi tak silną legitymację demokratyczną, jednocześnie pozbawili go władzy na rzecz prezesa Rady Ministrów, który nigdy tak silnej legitymacji demokratycznej nie miał. Co więcej – uważna lektura konstytucji wzbudza podejrzenia, że jej autorzy musieli uważać prezydenta nie tylko za wariata, ale w dodatku – za wariata wyjątkowo niebezpiecznego. Zwyczajnemu wariatowi bowiem zakłada się jeden kaftan bezpieczeństwa i wszyscy uważają, że to wystarczy, podczas gdy autorzy konstytucji z 1997 roku założyli prezydentowi aż dwa kaftany.

Oto przykład: prezydent jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, ale z własnej inicjatywy nie może w wojsku nawet kiwnąć palcem; wszystkie swoje poczynania musi dokonywać na wniosek albo ministra obrony, albo prezesa Rady Ministrów. Pewne światło na tę zagadkową sprawę rzuca okoliczność, że jednym z autorów konstytucji z 1997 roku był Aleksander Kwaśniewski, który coś tam o sobie musiał wiedzieć, ale my nie musimy przecież kierować się jego uprzedzeniami.

W systemie prezydenckim władza wykonawcza spoczywa w osobie prezydenta, którego pozycja nie zależy od układu sił w Sejmie. Raz wybrany, jest wybrany na pięcioletnią kadencję i sytuacja w Sejmie nie ma tu przełożenia, nawet gdyby zasiadającym tam Umiłowani Przywódcy wzajemnie by się pozagryzali. Co więcej – może zostać wybrany na kolejną, pięcioletnią kadencję, a rządy o długiej kadencji mają swoje niezaprzeczalne zalety.

Ale właśnie z tego powodu pojawia się inne ryzyko w postaci bonapartyzmu. Prezydent mógłby ulec pokusie rządzenia ponad Sejmem – jak to kiedyś imaginował sobie w gonitwie myśli nasz Kukuniek, czyli prezydent Lech Wałęsa – że będzie „rządził dekretami”. Na szczęście istnieje skuteczne remedium na rozmaite bonapartyzmy w postaci precyzyjnego rozdzielenia władzy wykonawczej od dysponowania funduszami publicznymi. Kto inny ma władzę wykonawczą, a kto inny – klucz do kasy. Taka sytuacja zmuszałaby prezydenta do przynajmniej minimalnej współpracy z Sejmem, a także – do stabilizowania sytuacji na terenie parlamentarnym, bo skuteczność rządów prezydenckich zależałaby od istnienia w Sejmie współpracującej z prezydentem silnej grupy posłów. A tego właśnie państwu potrzeba: stabilnego rządu z parlamentarnym zapleczem, ale nie uzależnionym od niego nadmiernie.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Komentarzy 18 do “JOW-y, Sejm i prezydent”

  1. Re: Artykul…
    Jedynie co nam Polakom potrzeba, to 12 sprawiedliwych w wersji wolnej niepodleglej I suwerennej monarchii.
    Miasta niech same wybieraja swoich prezydentow I gminy swoich wojtow…a ci wybiora przedstawicieli wladz wykonawczych – komisarzy policji (szeryfow), sedziow itd…
    ==========================
    jasiek z Toronto

    http://polskawalczaca.com

  2. JerzyS said

    Pan Stanisław napisał kiedyś projekt konstytucji.
    Trzeba by go przeczytać, czy nadal jest aktualny?

  3. Gość said

    Misję skompromitowania i pogrążenia Jednomandatowych Okręgów Wyborczych przyjął na siebie, niejaki pan Kukiz
    Zadanie wykonał wyśmienicie. Teraz ta wydmuszka może już odejść w niebyt a ci co ciężko pracowali na tą kompromitację zostali sowicie nagrodzeni.
    Po tym sławetnym referendum, przez najbliższe 100 lat nikomu nie przyjdzie do głowy głośno wspomnieć o JOWach.

  4. Re: 3 Gosc…
    Moze dojsc do inne koncepcji, a mianowicie do swego rodzaju dyktatury 12 (lub wiecej) sprawiedliwych, uczciwych niepodleglych I wolnych Polakow…(oczywiscie mam na mysli madrych, inteligentnych…niekonieniecznie wyksztalconych)
    (na wzor 12 sedziow – lawy przysieglych)
    A dlaczego nie?
    ================================
    jasiek z Toronto

    http://polskawalczaca.com

  5. Wieś Rządzi Światem said

    @3 Dokładnie tak. Ten system jest niereformowalny. On może zgnić (razem z narodem) lub zostać siłą obalony (co w praktyce oznaczałoby postawienie kilu szubienic i wykorzystanie jednej, bo reszta tych kurew albo już sie ustawiła za granicami, albo ma przygotowana ewakuację).

    Ewentualna zmiana jest możliwa właśnie teraz, bo system się sam przewraca, jest słąby. Jeśli to nie nastąpi (a nie nastąpi) to rozpocznie się nowe 25 lat. Duda zastąpi Kaczyńskiego na czele nowego, zreformowanego PiS/UW, Kukiz/RN zastąpią PiS (zagospodarowując „elektorat radykalny”). Dudę zastąpi Tusk który w 2020 zostanie „pierwszym” na dwie kolejne kadencje. Ktoś tam zagospodaruje liberalne śmiecie zgwałcone przez JKM’a itd.

  6. RomanK said

    Panie Jerzy- calkiem neidawno zapytalem o to pana Stanislwa wprost…pytajac -czy nadal w swoim projekcie chce utrzymac instytucje panstwa Polska jako panstwa obywatelskiego..w miejsce narodowego???
    Odpowiedz byla bardziej niz mrukliwa…a ja niedoslysze:-)))))))
    Pan Stanislaw do brze widzi roznice pomiedzy;
    Krwia i blizna ..a …”co laska:-))))

  7. RomanK said

    JOW…powiedzialem to panom moderatorom lata temu- jak bylo swieze wymyslone jeszcze sie kurzylo, ze swiezosci….
    Jedynie prof Dakowski sie zgodzil ,ze to racja. Pan Przystwa wrecz sie obrazil…a Sanocki nei uwierzyl:-)))
    JOW…bez naprawde wolnych i niezaleznych mediow…to zwykla licytacja. I najlepiej byuloby przeprowadzic je, jako licytacje otwarta na dane stanowiska….
    Wtedy wiedzielibysmy, jaki jest limit zlodziejstwa na danym staniowiaku…tzn koszt utrzymania wybranca plus koszt jego kampanii wyborczej.
    Powiedzialem im tez, ze JOWy sami podadza im na srebrnej tacy , kiedy nie bedzie juz mozna nic ukrasc…i zostana tylko kampanie wyborcze do dojenia bydelka glosujacego i sponsorstwo tych- co maja wiele do stracenia , zeby im nie odebrali tego co ukradli…
    DOtarlo to tez do Kukiza…w koncu.

  8. Maćko said

    No wlasnie, Panie Jerzy. Jak Pan Roman pisze, u SM w konstytucji sa obywatele a nie ma Polaków. Z reszta jej zawartosci mam mniej problemów. No ale w zupie kropla dziegdziu … malo potrzeba aby cos zepsuc do imentu,

  9. VA said

  10. JerzyS said

    Raz ciekaw co to JOWy poszedłem na spotkannie z panem Przystawą.

    Zadałem ze dwa pytanie
    i przekonałem się ,
    że to Wielki Buc i Ignorant!

    Ani rasa, ani masa,
    tylko kasa!

  11. JerzyS said

    Panie Romanie , bardzo ciekawią mnie,

    cele i motywacje pana Stanisława Michalkiewicza!

    Może ktoś potrafi je zidentyfikować?

  12. RomanK said

    Uczciwie mowiac… to motywacja „przezyc” …jak najlepiej – jak sie da bez uswinienia sie ….i za to go szanuje.
    Wie pan to …jak z lansowaniem do kariery..
    Mowia …trzeba dac..i jedne daja ,inne nie…a potem jedne lansuja dluzej, inne krocej..jedne wylansuja lepiej inne mniej, niektore tylko lansuja non stop dopuki sie do lansowaja nadaja,,, i nie wylansuja wcale ..ale tych co nie daly nie zobaczy pan nigdzie i nigdy:-)))

  13. Boydar said

    To co pisze Mój Ulubiony Stanisław, bez względu na motywację, ma jedną niewątpliwą meteorologicznie zaletę; świadczy że wiatr się zmienił. Potrafił się tak ustawić co by Go nie zdmuchło, nawet biały szkwał Mu nie straszny. Wnikliwsze spojrzenie, kiedy dokonał się ów zwrot przez rufę, pozwala ocenić kto Mu dał patent i na jaki stopień. Bo ci bez patentów to cumowali pod Karolinką, a przecież tam nawet kałuża nie stoi.

  14. RomanK said

    WInd waynette. roza wiatrow, compas wiatrow…wiele nazw do antycnego urzadenia bardzo waznego ..panei Boydar…
    W Alexandrii we wszystkich portach zawsze zeglarze patrzyli na wind waynette…plynac ,czy nie..czekac czy sie spieszyc…
    To bardzo wazna i potrzebna funkcja…..

  15. Boydar said

    Zrozumiałem.

  16. gość9 said

    p. RomanK – tak jak monarchia vs. demokracja to „najmniejsze zło, szansa na coś dobrego” tak samo JOWy (angielskie) vs. system proporcjonalny (polski) są mniejszym złem.
    Media (przekaźnik informacji) są dużą wartością o którą się biją osobniki prące do władzy (obcy i nasi). Media nigdy nie będą wolne czy niezależne w warunkach poza JOWowskich. W systemie FPTP jest szansa na „polepszenie” sytuacji.
    Obecnie wiemy ile jest bezpośredniego dojenia kasy publicznej przez partie (ruch K’15 już nie) – to ok. 50 mln rocznie. Pośrednie dojenie to proces niekontrolowany przez obywatela -w JOWach jest szansa na taką kontrolę.
    Cała historia ludzkości to nieustanna grabież jednego przez drugiego i jeśli tak ma zostać to żadnych JOW.
    PS: SM jest zwolennikiem systemu prezydenckiego.

  17. Maciek said

    Do 16-> Dobrze manipulowane JOWy oraz duze naklady na „wlasciwych” kandydatów sprawia, ze przejda ci, co maja przejsc. w UK w ostatnich UKIP majacy poparcie 15% dostaj JEDNO miejce w parlamencie.

    Panie Romania, wie dobrze i pisalem to wiele razy, wybiera sie tylko wlasciwych dla „deep state” kandydatów.

    Tymniemniej – zmiany bywaja.
    USA dalo kase na Dude to teraz sa zmiany dla korzysci USA, które to pokrywaja sie czesciowo z naszymi korzysciami.
    Jesli Polska urosnie w sile, to bedzie mogla – potencjalnie – byc niezalezna. Jesli nie urosnie i nie bedzie miala armii to NIGDY nie bedzie miala ZADNEJ szansy na niezaleznosc. Proste, qmc…

  18. gość9 said

    p. Maciek – w związku ze wzrastającym z roku na rok procesem zalewu informacyjnego – zasadniczo począwszy od Gutenberga – „manipulacja” jest działaniem wręcz nieodzownym przy „rządzeniu kimś”. Celem społeczeństwa – którym jest dobro (vs. zło) – winno być, aby się “samo rządzić” i to jest możliwe. Dowodem na to jest właśnie UKIP, który jako odłam torysów zawalczył (cel zasadniczy N. Farage’a) o Brexit i to mu się udało. Takie zadziałanie możliwe było tylko i wyłącznie w warunkach JOW (FPTP) – wykluczone wg polskiej ordynacji. Przecież planeta od Brexitu się nie zawali, a dużo nie brakowało, aby był inny wynik. I to Wyspiarze szanują.
    System JOW nie kieruje się procentami w skali kraju (15%) a zasadą, że to wyborcy każdego pojedynczego okręgu wysyłają swego wybranego „posłańca” do Izby Gmin. I to jest zasada „samo rządzenia”. Wybrańcy mogą się zgrupować pod różnymi sztandarami partyjnymi, to ich sprawa. Co 5 lat odpowiadają imiennie – łącznie z leaderami – przed „gminem”. Istnienie safe seats zależy tylko od wyborców, gdyż to oni wybierają jednego posła w małym przecież okręgu. To nie jest żadna wada a uprawnienie.
    Kraj czy społeczeństwo może być silne tylko swoimi obywatelami (podmiot czyli suweren) a nie partiami, które są bytem wtórnym (przedmiotem). Najważniejszą rzeczą dla obywatela jest system wybierania elity władzy, głównie organu ustawodawczego tj. sejmu. I tu się nic nie zmieniło: w PRL wyborca nie miał prawa kandydowania do sejmu a tylko wybierania i tak jest dzisiaj. Wybory samorządowe potwierdzają, że spokojnie można przejść na JOW do sejmu.
    USA, jako Wielki Brat, to całkiem inna broszka i nie powinniśmy się przyrównywać – bliżej nam do UK.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: