Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Freudowskie pomyłki

Posted by Marucha w dniu 2017-09-24 (Niedziela)

Antoni Słonimski wspomina o Gustawie Bychowskim, lekarzu, który napisał książkę „Psychoanaliza”, gdzie dowodził, że jak komuś śni się szafa, to oznacza to organa kobiece. Dociekliwy Słonimski dopytywał psychoanalityków, czy ta zasada działa również odwrotnie, to znaczy – czy gdy komuś śnią się organa kobiece, to oznacza to szafę.

Podobno psychoanalitykowie bardzo się na niego o to niewinne pytanie gniewali, co oczywiście nie przeszkodziło panu doktorowi Bychowskiemu w zrobieniu majątku na rozwiązywaniu, no i oczywiście – również zawiązywaniu rozmaitych kompleksów bogatym Amerykankom.

Chodzi oczywiście o damy w wieku tak zwanym niebezpiecznym, bo wcześniej kobiety na ogół kompleksów nie mają, skupiając się na urządzaniu sobie udanego życia rodzinnego, („Mój piękny panie, ja go nie kocham, taka jest prawda. Pan główną rolę gra w każdym śnie. Ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama…”), czy choćby robieniu karier, na przykład w przemyśle rozrywkowym, albo w naukach humanistycznych, co w gruncie rzeczy na jedno wychodzi, ponieważ i w jednym i w drugim przypadku mamy do czynienia z przewagą kryteriów uznaniowych.

Pociąga to za sobą określone konsekwencje, bo zawsze jest ktoś, kto ma ostatnie słowo w ustalaniu poziomu artystycznego pracownika przemysłu rozrywkowego, czy poziomu naukowego adepta nauk tak zwanych „humanistycznych”, więc bywa, że ad captandam benevolentiam takiego osobnika, kobiety udzielają mu – jak się to kiedyś nazywało – „słodyczy swojej płci”.

Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Bania w Paryżu” określa tę sytuację bez żadnej staroświeckiej rewerencji: „Przez łóżek sto przechodzi szparko, stając się damą i pisarką”.

Takie poświęcenie, aczkolwiek procentuje rozmaitymi profitami, może jednak pozostawić poczucie rozgoryczenia w dziedzinie erotycznej, bo beneficjenci takich poświęceń na ogół nie koncentrują się na dostarczaniu przeżyć przygodnej damie, tylko na dostarczeniu ich sobie, zgodnie ze spostrzeżeniem Franciszka Marii Aroueta zwanego Wolterem, że „kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku”.

Rozpisałem się na ten temat w związku z ostatnim Kongresem Kobiet w Poznaniu, na którym dominowały panie albo wchodzące w tak zwany „wiek niebezpieczny”, albo mający go już dawno za sobą, a więc osoby, które Tadeusz Boy-Żeleński bezceremonialnie charakteryzował, jako „stwór podeszły wiekiem, co kobietą być już przestał…”

Z jakichś zagadkowych powodów, akurat te „stwory” wypowiadają się w imieniu „kobiet”, nieświadomie kopiując zasadę zapoczątkowaną przez Oberprokuratora Najświętszego Synodu w Rosji, Konstantego Pobiedonoscewa, którego Lew Tołstoj sportretował w postaci Karenina w powieści „Anna Karenina”.

Był on postacią znienawidzoną w kręgach postępowych, toteż razu pewnego jakiś rewolucyjny gang wydał na niego wyrok śmierci. Zamach miał być przeprowadzony na cmentarzu, podczas pogrzebu w którym Pobiedonoscew uczestniczył. Zamachowiec stanął za nim i już miał go zastrzelić, kiedy nagle staruch się rozkaszlał i rozcharkał, a na dodatek z nosa zwisała mu kapka. Ten widok doprowadził zamachowca niemal do omdlenia z obrzydzenia i wstrętu i w efekcie Pobiedonoscew uszedł z życiem.

Otóż wśród rozmaitych przywar miał on również i tę, że swoje upodobania i uprzedzenia przypisywał „wszystkim ludziom rosyjskim”. Na przykład twierdził, że „wszyscy ludzie rosyjscy” są przeciwni przedstawieniom teatralnym w Wielkim Poście. Najwyraźniej uważał, że również i ci, co już wykupili na te przedstawienia bilety. Ciekawe, że tę manierę Pobiedonoscewa przyswoili sobie bolszewicy („wszyscy ludzie sowieccy…”), a za ich pośrednictwem – również michnikowszczyna w naszym nieszczęśliwym kraju.

Wyobrażam sobie że wśród uczestniczek poznańskiego Kongresu Kobiet każdy psychoanalityk miałby pełne ręce roboty. I nie chodzi tylko o falliczne fantazmaty pani profesorzyny Magdaleny Środziny, którym ostatnio dawała wyraz, ale przede wszystkim o hasło przewodnie ostatniej „czarnej demonstracji” – że mianowicie „rozkładamy parasolki”.

Na postępackim portalu „Onet”, który podejrzewam o niebezpieczne związki ze starymi kiejkutami, pojawiły się nawet uwagi pod adresem małżonki pana prezydenta Dudy, że tylko dlatego nie złożyła parasolki, że jej przedtem nie rozłożyła.

„Nie składamy parasolek!” – buńczucznie zadeklarowały uczestniczki Kongresu Kobiet. Ta deklaracja jest znakomitym przykładem tak zwanej „freudowskiej pomyłki”, czyli przejęzyczenia, w którym wynalazca psychoanalizy Zygmunt Freud dopatrywał się ujawniania treści zepchniętych do podświadomości.

Nie trzeba tedy być specjalnie domyślnym, by zrozumieć, że nie o rozłożoną parasolkę tu chodzi, tylko o rozłożone w zapraszającym geście nogi. To jest sygnał gotowości na skwapliwe przyjęcie najdrobniejszego nawet przejawu zainteresowania „słodyczą płci” i dopiero na tym tle można lepiej zrozumieć zaciekłość, z jaką uczestniczki Kongresu walczą nie tylko o pełną legalizację skrobanek, ale również o przynajmniej częściowe refinansowanie ich z budżetu państwa, podobnie jak subwencjonowanie prezerwatyw i innych akcesoriów tak zwanego „seksu bezpiecznego”.

Już dawno bowiem Karol Irzykowski zauważył, że współżycie z kobietą byłoby bardzo atrakcyjne, gdyby nie z jednej strony ryzyko zarażenia się na przykład syfilisem, czy AIDS, a z drugiej – ryzyko zapłodnienia. Nic zatem dziwnego, że stęsknione panie („naród się stęsknił”) gotowe są na wszystko, by te ryzyka przynajmniej zmniejszyć i w ten sposób zachęcić „miłości głodnych płeciów”, by bez obaw reagowali na rozłożone w zapraszającym geście „parasolki”, to znaczy – oczywiście uda.

Nietrudno zauważyć, że program „rozłożonych parasolek” wychodzi naprzeciw przede wszystkim oczekiwaniom mężczyzn, zwłaszcza pozbawionych poczucia odpowiedzialności Piotrusiów Panów, których reprezentacja pojawiła się zresztą na Kongresie Kobiet – a to jest podstawową cechą postępaków, którzy naprawdę uważają, że za wszystko powinno odpowiadać „społeczeństwo”, czyli nikt.

Dlatego o feminizm w naszym nieszczęśliwym kraju oskarżam dwóch obywateli: Ludwika Dorna i Cezarego Michalskiego. Obydwaj byli partnerami kobiet, będących dzisiaj w awangardzie ruchu feministycznego. Najwyraźniej musieli nie stanąć na wysokości zadania i niewątpliwie ponoszą za to odpowiedzialność.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Komentarze 2 to “Freudowskie pomyłki”

  1. Yagiel said

    ???
    (A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój…)

  2. anonim said

    Od obrzyganych UBosłowian do „dupy maryni”…

Sorry, the comment form is closed at this time.