Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Emilian58 o Atak serca ze strachu przed… a…
    Yagiel o Wolne tematy (82 – …
    Emilian58 o BlackRock: 2 biliony dolarów…
    Kojak o Atak serca ze strachu przed… a…
    semperparatus o Tajemnicze zjawisko ostateczne…
    Mietek o Aktualność geopolityki!?
    Greg o Tajemnicze zjawisko ostateczne…
    Mietek o BlackRock: 2 biliony dolarów…
    NC o BlackRock: 2 biliony dolarów…
    Greg o Tajemnicze zjawisko ostateczne…
    Mietek o Aktualność geopolityki!?
    kontra o Wolne tematy (82 – …
    kontra o Wolne tematy (82 – …
    Antares o Atak serca ze strachu przed… a…
    Mietek o BlackRock: 2 biliony dolarów…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 625 obserwujących.

Uśmiech delfina

Posted by Marucha w dniu 2017-10-24 (Wtorek)

Długo zabierałem się za ten tekst. Siadałem do niego, odkładałem. To co muszę opisać, odrzuca mnie. Ale w końcu muszę się przemóc. Zwłaszcza że zaczynają się wakacje a temat jest niejako wakacyjny – dotyczy bowiem wakacyjnych atrakcji.

Temat pojawił się, dla szerokiej publiczności, wraz z sukcesem filmu „Zatoka delfinów”, jednak dla niektórych osób istnieje on od lat. Taką osobę poznałem dwa miesiące temu. Wszystko o czym teraz napiszę, nie pochodzi ode mnie, tylko właśnie od niego, zoologa, pana Jakuba Banasiaka. Poprowadził on w warszawskiej kawiarni Nowy Świat wykład o życiu delfinów w oceanariach. Wykład, poza tym że świadczył o wielkiej fachowości prowadzącego, był też bogato ilustrowany materiałem filmowym, zdjęciowym, faktograficznym.

Jakub Banasiak zajmuje się od lat wizytacją oceanariów. Potajemną wizytacją. Oficjalnie bowiem nikt by go do żadnego oceanarium nie wpuścił. Albowiem on nie wchodzi tam, żeby rechotać na widok podskakujących delfinów, tylko żeby zbadać ich życie. O ile można nazwać to życiem.

Zacznijmy jednak po kolei. Czym, a raczej kim – jest delfin? Dziennie przebywa około stu kilometrów. Nurkuje na głębokość do pięciuset metrów. Pokonuje w ciągu życia olbrzymie przestrzenie. Powszechnie wiadomo, że delfiny są inteligentne. Ale co to konkretnie znaczy? Konkretnie to znaczy, że delfiny potrafią używać narzędzi, potrafią uczyć się jedne od drugich używania narzędzi. Potrafią także przekazywać sobie różne umiejętności – w tym również ludyczne – na przykład mają swoją piłkę nożną, której rolę pełni kłąb wodorostów, podają go sobie jak piłkę. Potrafią uczyć swoje dzieci, na przykład jak zasłaniać pysk kawałkiem gąbki, żeby się nie skaleczyć podczas przeszukiwania skalnego dna. Potrafią się porozumiewać nie tylko przy pomocy jednego języka, lecz również odrębnych dialektów. Wytworzyły podział ról społecznych. Mają swoje zawody, profesje, specjalności – akuszerka, ochroniarz, mamka.

Delfin jest w stanie rozróżnić podstawowe struktury gramatyczne (czego wielu ludzi nie potrafi). Można by długo wymieniać niezwykłe umiejętności i talenty delfinów. Fachowo nazywa się to, że delfiny wytworzyły protokulturę. Czyli coś jakby zalążek cywilizacji. Współczynnik encefalizacji, czyli przybliżone oszacowanie możliwości intelektualnych mózgu danego organizmu polegające na porównaniu masy jego mózgu do masy ciała, wynosi u delfinów 4,14 i jest wyższy niż u wszystkich małp naczelnych, z wyjątkiem człowieka, który ma współczynnik 7. Mózg delfina jest tak rozwinięty, że jego psychika podatna jest na depresje i choroby psychosomatyczne, na przykład choroby wrzodowe żołądka na tle nerwowym.

Z czym nam się kojarzy delfinarium? Rozradowana publiczność, niemniej rozradowane, uśmiechnięte delfiny, lśniąca od wody zgrabna treserka serwuje im rybki w nagrodę za każdą sztuczkę, publiczność szaleje, burza oklasków, bryzgi wody na najbliżej siedzących, śmiech, radość, słońce. Delfiny bawią się równie świetnie jak publiczność, widać że każda udana sztuka sprawia im radość. Delfiny kochają swoją pracę, właściwie trudno to nazwać pracą, to przecież zabawa!

W podtrzymaniu tej fasadowej wersji biorą udział wszyscy zaangażowani w proceder. Biura podróży publikujące śliczne zdjąteczka, kanały telewizyjne emitujące piękne „reportaże”, no i oczywiście przedsiębiorcy urządzający tę „zabawę”. Przedsiębiorcy bardzo dbają o fasadę. Gdy wchodzimy do delfinarium na przykład w Turcji, widzimy napisy: „Wszystkie występujące tu delfiny urodziły się już w niewoli, żaden nie został złapany i uwięziony”.

Nie przeczytamy tam informacji o tym, jak to delfinarium sprowadziło z Rosji syberyjskiego walenia białego, co można by porównać ze zmuszeniem niedźwiedzia polarnego do skakania po hawajskiej plaży w najgorszy upał (wskutek protestów organizacji ekologicznych sprawa walenia białego nabrała takiego rozgłosu, że w końcu delfinarium musiało zrezygnować z tej akurat atrakcji).

Kolejne napisy: „Delfiny w cieplarnianych warunkach delfinarium żyją dłużej niż na swobodzie”. „Prosimy osoby, które chcą głaskać delfiny aby wzięły prysznic, nie smarowały się olejkami, zdjęły z rąk biżuterię”.

Czy to prawda? Nie. Delfiny są łowione – w jaki sposób, ilustruje to film. Film, na którym możemy obejrzeć szalejących z nożami tubylców z wysp Salomona i wodę. Wodę, która zmienia kolor. Cała zatoka robi się czerwona. Połów łączy w sobie zabijanie na mięso oraz łapanie żywych osobników na handel, odbywa się to jednocześnie, tak że te złowione są świadkami mordowania ich najbliższych. Dodajmy, że więzi rodzinne są u delfinów bardzo silne. Delfiny złapane żywcem są ładowane na prymitywne łódki i wiezione godzinami do punktu skupu na innej wyspie. W pełnym słońcu, nieruchome i przerażone.

Potem kolejne kręgi piekła. Hurtownia, transport do następnego pośrednika, podróż do delfinarium. Podczas tej drogi te osobniki, które przeżyją kolejne etapy, nabierają wartości. Mieszkaniec wysp Salomona dostał za żywego delfina sto dolarów. Gdy poprzez sieć pośredników delfin trafi do oceanarium, będzie już kosztował sto tysięcy. To się wydaje drogo, ale trzeba wziąć pod uwagę, że jeden delfin przynosi dla delfinarium około miliona dolarów zysku rocznie.

Pewnym problemem finansowym jest to, że tylko około 50% delfinów przeżywa proces łamania. „Proces łamania” to okres w niewoli, nazywany fasadowo i eufemistycznie „okresem procedur adaptacyjnych”. Procedury polegają na złamaniu psychicznym osobnika, pozbawieniu go resztek nadziei, zmuszeniu do posłuszeństwa, do pogodzenia się z wegetacją na przestrzeni tysiące razy mniejszej, niż naturalna i do pracy po kilkanaście godzin na dobę.

Arbeit macht frei, lasciate tutta speranza voi ch’entrate – tak, delfiny muszą pozbyć się wszelkiej nadziei, a praca ich nie wyzwoli – chyba że przez śmierć. I tak się właśnie dzieje. Z tych osobników, które przeżyły procedury adaptacyjne, połowa umiera po dwóch latach. Najsilniejsze, najbardziej odporne osobniki przeżywają w delfinariach do sześciu lat. Ich siła i odporność są w tym wypadku przekleństwem.

Na swobodzie delfin żyje od czterdziestu do sześćdziesięciu lat. To jest niefasadowa wersja, druga strona tej tablicy „informacyjnej” na której, przy wejściu, obok kasy, możemy wyczytać, że „delfiny w niewoli żyją dłużej niż na swobodzie gdzie zagrażają im liczne niebezpieczeństwa”. Czy ktoś egzekwuje przestrzeganie zasad dotykania delfinów czystą ręką, bez pierścionków i olejków? Nikt. Z chwilą gdy zapłaciliśmy za wstęp nikogo już nic nie obchodzi, nie ma już żadnych tablic z żadnym regulaminem.

Co tak konkretnie staje się przyczyną śmierci delfinów? Splot wielu przyczyn.

Szok psychiczny związany z samym złapaniem. Depresja po stracie najbliższych, po wyrwaniu z rodziny, społeczności i środowiska morskiego.

Praca ponad siły. Piętnaście godzin dziennie. Delfin musi się zamortyzować. Zakłócenie echolokacji na tak maleńkiej przestrzeni jaką jest basen, gdzie dochodzi do interferencji fal dźwiękowych. To tak jakby człowieka zamknąć w gabinecie luster. Albo zmuszać do słuchania przez dwadzieścia cztery godziny na dobę wielu różnych melodii jednocześnie.

Choroby nerek, bo ryby mrożone mają mniej wody niż normalne.

Chlor wsypywany do wody, nieprawidłowe zasolenie wody i związana z tym grzybica. Hałas. Nasłonecznienie. W Sharm el Sheikh, gdzie tak często bywają polscy turyści, jest basen o głębokości ośmiu metrów. Zaledwie ośmiu metrów. Woda nagrzewa się w nim do temperatury trudnej do zniesienia dla delfina.

Dochodzi agresja międzyosobnicza. Słabsze delfiny są w strasznej sytuacji bo nie mogą uciec przed silniejszymi, tak jak to się dzieje w morzu. Z kolei silne są bardziej agresywne niż w warunkach naturalnych.

Wypadki. Przy skokach tuż przy brzegu basenu zdarza się że delfin spadając uderzy głową w beton. Nieustanny kontakt z hałaśliwą, rozbrykaną widownią, brak możliwości schowania się przed ludźmi. Intensywny trening umiejętności. Umiejętności? Ale jakich? Bezużytecznych. Niezgodnych z delfinią naturą. Umiejętności żebraczych. Skok za rybkę.

Dodatkowe tortury to: Dotykanie delfinów. Jeśli do czegoś pasuje określenie zły dotyk to jest ono tutaj jak najbardziej na miejscu. Albowiem oprócz morderczej pracy podczas pokazów, delfiny muszą wytrzymać jeszcze dodatkowe tortury – lub atrakcje, zależy z czyjej strony na to spojrzeć. Są mianowicie zmuszane do pozowania do zdjęć, poddawania się głaskaniu, dotykaniu, obmacywaniu. Dla uciechy dziatwy oraz ich zidiociałych rodziców organizuje się – karmienie delfinów przez dzieci.

Zdjęcia pamiątkowe na brzegu. Delfin zmuszony do leżenia na brzuchu na betonowym brzegu basenu ma przeciążone wnętrzności, bo nie jest to jego naturalna pozycja. Po drugie, przeżywa stres bo kojarzy mu się to z sytuacją gdy zostanie wyrzucony przez morze na brzeg, a więc ze śmiertelnym zagrożeniem. Tak jakbyśmy człowieka głaskali, trzymając go za stopy wiszącego za oknem głową w dół.

Muzyka. Na okrągło. Widz wychodzi i ma spokój i ciszę, ale przedstawienia trwają nadal, i delfin musi trwać w tym obłędnym hałasie.

Modna jest ostatnio zooterapia: dogoterapia, hippoterapia i wreszcie delfinoterapia. Pomijając niezbyt udokumentowaną naukowo skuteczność tych głośno reklamowanych metod, należy sobie zdawać sprawę co to znaczy dla drugiej strony.

Czy udręka delfinów kończy się późną nocą, gdy turyści już sobie poszli? Nie. Na noc delfiny zaganiane są do zagrody – maleńkiego basenu, gdzie nie mają swobody ruchów. W jakim celu? Dla pieniędzy. Już wyjaśniam, dlaczego nie zostawia się ich na noc w tym większym basenie tylko zagania do zagrody. To proste. Delfiny defekują cztery razy częściej niż ludzie. O wiele łatwiej, a więc i o wiele taniej, jest utrzymać w czystości maleńki basenik. Wszystko tu regulują koszty.

Gdy w Wielkiej Brytanii obrońcy praw zwierząt przeforsowali ustanowienie rygorystycznych norm, wszystkie delfinaria zostały zlikwidowane. Nie przez policję ani sądy. Przez samych właścicieli. Bo przestrzeganie norm postawiło pod znakiem zapytania opłacalność całego biznesu.

Zanim jednak w ślady Wielkiej Brytanii pójdą Turcja, Meksyk, Kolumbia, Egipt i wszystkie inne kraje, i ustanowią rygorystyczne normy, co może potrwać do końca świata, my sami, już teraz, możemy mieć wpływ na los delfinów. Głosujmy nogami. Odpuśćmy sobie tę wątpliwą rozrywkę, te współczesne igrzyska w nowoczesnym Koloseum.

Ten śmiech, radość, słońce… Normy Stanów zjednoczonych zapewniają delfinowi basen o długości co najmniej… trzech długości ciała delfina (przypomnijmy że delfin na swobodzie pokonuje sto kilometrów dziennie). W Ameryce Południowej nie ma norm nawet takich. Są tam baseny o głębokości… dwudziestu centymetrów. Delfin ma około 60 cm wysokości. I jest bardzo wrażliwy na upał, na promienie słoneczne, ma delikatną skórę i skłonność do przegrzewania się. W Rosji spotyka się delfinaria urządzone w… basenach hotelowych.

Istnieją też na świecie delfinaria wydzielone w morzu. Zdawałoby się, że to lepsza forma, delfiny żyją w tam przecież w morskiej wodzie, w warunkach prawie naturalnych. Ale to też jest tylko wersja fasadowa. Naprawdę wygląda to tak, że te miejsca wybiera się tam, gdzie najtaniej. Czyli w pobliżu ścieków. Bo tam ludzie nie chcą się kąpać i teren ma niższą wartość niż reszta plaży. W takim wydzielonym w morzu delfinarium w razie huraganu delfiny znajdują się w pułapce bez wyjścia, są tłuczone o brzeg przez fale, wbijane siłą wody w słupy i siatki ogrodzenia.

W procederze dręczenia delfinów biorą udział różne państwa, no i publiczność prawie z całego świata. Najwięksi dostawcy delfinów to Wyspy Salomona, Japonia, Kuba.

Delfiny przez swój kształt pyska wyglądają na uśmiechnięte. A więc zadowolone z niewoli. Tymczasem ten kształt nie ma nic wspólnego z żadnym uśmiechem, to my tak odbieramy, a naprawdę jest to po prostu taka budowa anatomiczna, ułatwiająca zdobywanie pokarmów. Uśmiech delfina nie jest żadnym uśmiechem, a gdyby nawet delfin potrafił się uśmiechać – nie ma do tego powodu.

Wyszedłem z wykładu zniesmaczony.

Z całego morza ohydy, ze wszystkich podłości najbardziej zapadła mi w pamięć rzecz może pozornie nie najstraszniejsza, a jednak obrzydliwa. Kara emocjonalna. Jeżeli delfin okaże nieposłuszeństwo bądź nie potrafi czegoś wykonać tak, jak się tego od niego oczekuje, treser stosuje karę emocjonalną. Na czym ta kara polega? Na tym, że przez kilka dni treser ignoruje zwierzę. Traktuje je jak powietrze. To bardziej skuteczne niż zamknięcie w izolatce. Bo delfin jest przywiązany do swojego tresera – jako do jedynej bliskiej osoby.

Fasada i zaplecze. Jak wszędzie. Jak w cyrku, w zoo, na wyścigach konnych, wszędzie tam gdzie zmuszamy zwierzęta do tego, aby zachowywały się nienaturalnie ku naszej uciesze. Nawet corrida nie ujawnia w pełni swej ciemnej strony, wydaje się, że najgorsze dzieje się na arenie, a tak naprawdę znęcanie zaczyna się na długo się przed „występem”, męka na arenie jest kulminacją tego co już od wielu dni spotyka zwierzę: jest ono odpowiednio preparowane, dręczone, osłabiane, wstrzykuje mu się do oczu glicerynę a do uszu wpycha szmaty nasączone tłuszczem, trzyma się je godzinami w nienaturalnej pozycji głową w dół, wszystko po to aby zminimalizować ryzyko jakie ponosi bohaterski torreador – ulubieniec tłumów.

Co możemy zrobić? Wbrew pozorom – bardzo dużo. Możemy z dnia na dzień zlikwidować ten proceder. Głosujmy nogami. Do tego namawiał na swoim wykładzie, który tutaj starałem się jak umiałem sensownie streścić, pan Jakub Banasiak, zoolog , który poświęcił wiele lat życia na badanie tej drugiej, niefasadowej strony oceanariów. Zbliżają się wakacje. Wykreślmy z naszych planów corridę – co już wiele osób zrobiło – ale wykreślmy także tak „niewinne” i „wesołe” przedstawienie jak seans w oceanarium. Pomyślmy, co naprawdę kryje się za „uśmiechem” delfina.

Tomasz Matkowski

http://ulubiency.wp.pl

Komentarze 23 do “Uśmiech delfina”

  1. - said

    Nasuwają się skojarzenia, przy których Orwell wysiada…

    A skutki? Totalna konfuzja i wzajemna agresja, pogarda między osobnikami poniekąd tego samego gatunku. Spójrzmy na siebie…

    Szkoda delfinów, szkoda ludzi. (tych na widowni też)/

  2. Lara said

    Ta durnota ludzka nie ma granic. I ta wieczna pogoń za zyskiem.

  3. Marucha said

    Re 2:
    Pani Laro, przecież większość ludzi nic o tym nie wie i nie jest świadoma, w jaki sposób „oswaja się” delfiny.
    Ja też byłem przerażony.

  4. Lara said

    Ja też nie wiedziałam. Jestem bardzo poruszona.
    Trener karze delfina emocjonalnie, jak ten nie jest w stanie wykonać jakiejś idiotycznej sztuczki z piłką czy kółkiem. Jak tak można traktować zwierzę, które przywiązuje się do człowieka?!
    Dlatego, i w kontekście tych innych spraw poruszonych w tekście, napisałam: durnota ludzka nie ma granic.

  5. Boydar said

    Qurwa, już pisałem ze jestem nienormalny; jak to jest, że nigdy mnie nie ciągnęło do zoo, wizyt w cyrku nie lubiłem, za to mogłem bez końca patrzeć na przyrodę wokół. I to zarówno roślinną jak i zwierzęcą. Na ch. komuś oglądać delfiny w niewoli. W ogóle cokolwiek w niewoli, nieważne co, jaka to radość na to patrzeć. Ja bym nawet Bandery tak nie trzymał, a tym bardziej nie oglądał. W pisdu z taką cywilizacją.

  6. Marucha said

    Re 5:
    Zgoda w ogólności, ale… dzięki istnieniu ogrodów zoologicznych pewne gatunki zwierząt ocalono od zagłady. Np. żubry.

  7. Boydar said

    Kota da się trzymać w domu na piętnastym piętrze, przyzwyczai się szybko. Być może żubra też. Wąż da radę. Ale nie każde zwierzę, no nie każde i już. Moja kotka jest wysterylizowana, nie było rady, a ja jej do dzisiaj nie potrafię w oczy spojrzeć.

  8. - said

    Panie Boydarze, czy pan wie, co się za Kałużą robi powszechnie z domowymi kotkami? Albo może lepiej nie, bo Gajowy nie zasnie, a ma sie pod wieczór.
    Aktorka Magda Zawadzka nazwała cywilizację swołoczeństwem.

    Pod oceanarium Sheddsa w Chicago od lat demonstruje organizacja tego sławnego podróżnika oceanografa, którego nazwisko właśnie jak na zamówienie wyleciało mi ze starczej pamięci, ludzie przechodzą i nic.

  9. Ale dlaczego? said

    Są opinie, że delfiny (nie tylko) są istotami myślącymi.
    Mają język bardziej skomplikowany od naszego. Nadal niezbyt poznany.
    Wygląda na to, że mamy tu na Ziemi myślące istoty.
    A delfiny nie tylko są męczone.
    Japończycy zabijają delfiny na mięso, niby w celach naukowych. Tak samo w innych miejscach:

    http://www.focus.pl/artykul/rzez-delfinow-w-japonii
    http://natemat.pl/89103,rozpoczyna-sie-coroczna-rzez-delfinow-na-wyspie-taiji-ekolodzy-protestuja-rybacy-bronia-tradycji
    http://www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/bestialski-mord-setek-delfinow-na-wyspach-owczych/hq96s63

    Mordowane są prawdopodobnie myślące istoty!!!

  10. Ale dlaczego? said

    Delfiny są chyba jedynymi „dzikimi zwierzętami”, którym zdarzało się ratować ludzi.
    Dlaczego??????
    Skurwysyństwo ludzkie nie zna granic.
    Prawdopodobnie wszystkie walenie mają wysoką inteligencję i być może świadomość.

  11. markglogg said

    A tak się zabawiają corocznie Duńczycy na wyspach Faroe – w czasie „święta zabijania” młodych wielorybów i delfinów, które w lecie przepływają wokół wysp, potrafią ich RĘCZNIE zabić do 800 sztuk. cała zatoka we krwi:

    https://www.theguardian.com/environment/2015/aug/25/sea-shepherd-anti-whaling-ship-bob-barker-refused-entry-to-faroe-islands

  12. markglogg said

    Ops, zdjęcie nie weszło, może teraz będzie lepiej: https://us-east-1.tchyn.io/snopes-production/uploads/images/photos/animals/graphics/dolphinhunt3.jpg

  13. Tekla said

    W bogatej Francji pani z przydomkiem / ksiezniczka/ wystrzelala wszystkie koty bo za duzo jadly….a siedzi na milionowej fortunie..
    W USA rocznie morduje sie w schroniskach ponad milion psow..jak tu zyc..

  14. Boydar said

    Chyba nie dadzą znaku łapką …

  15. NICK said

    Pan Boydar. (7).
    Spróbuj Pan we jedno oko. Spojrzeć.
    Mam Pana.
    Ja też miałem powód.
    „Sterylizacji”.
    Bez licytacji.

  16. Sebastian said

    To jest wstrząsające. Mam zamiar dziś wieczorem obejrzeć zatokę delfinów z małolatami 11 i 14

  17. Boydar said

    Ja ją poprosiłem o wybaczenie, i myślę że dostałem.

  18. NICK said

    „Ja ją poprosiłem o wybaczenie, i myślę że dostałem.”
    Serio???

  19. Boydar said

    No.

  20. Lara said

    Re 5

    Panie Boydarze, dobrze Pan to wszystko ujął.

  21. guła said

    Dzikie zwierzątko, tolerujące swego wybawcę i chroniące jego terytorium a będące na swoim terenie, za brak znajomości sąsiedzkiego savoir-vivre, zapłaciło życiem. Cywilizacja?

  22. guła said

    Sąsiad przebolał? Żyje?

  23. Anna said

    Niech pan pojedzie do Warszawy obejrzec bodajze rekina w zoo. Serce panu zapewne nie peknie, ale… no niech pan podjedzie i zobaczy.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: