Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Kraj stanął w rozkroku

Posted by Marucha w dniu 2017-10-29 (Niedziela)

„Anastazja Pietrowna, Anastazja, kto ty jesteś? Europa, czy Azja? Eti biełyje ruki, eti cziornyje glaza, takije cziornyje, czto łutsze nie lzia?” – śpiewał przed laty Maciej Zembaty, po czym przechodził w recitativ: „Na twarz Anastazji Pietrowny padały płatki śniegu wielkości złotych pięciorublówek – a tymczasem na Newie cumował już krążownik „Aurora”. A potem krążownik „Aurora” wystrzelił – i od tego czasu śpiewamy inne piosenki.”

Widać, że literatura, nawet ta kabaretowa, wyprzedza życie, bo oto okazało się, że do Moskwy wybiera się właśnie prezydent Republiki Federalnej Niemiec Walter Steinmeier, żeby namawiać się z zimnym rosyjskim czekistą Putinem.

O czym będą się namawiać? A o czymże innym, jak nie o reaktywacji paktu Ribbentrop-Mołotow? Warto przypomnieć, że w rok po słynnym „resecie” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich, dokonanym 17 września 2009 roku przez prezydenta Obamę, podczas szczytu NATO w Lizbonie w dniach 19-20 listopada 2010 roku, proklamowane zostało strategiczne partnerstwo NATO-Rosja, jako najważniejsze postanowienie nowego porządku politycznego w Europie, który można nazwać „porządkiem lizbońskim”, a który miał zastąpić nieaktualny już wtedy porządek jałtański.

Najtwardszym jądrem porządku lizbońskiego było oczywiście strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, którego kamieniem węgielnym był podział Europy na strefę niemiecką (Unia Europejska z przyległościami) i strefę rosyjską, prawie dokładnie według linii Ribbentrop-Mołotow. Prawie – bo republiki bałtyckie, które w pierwotnej wersji znajdowały się po wschodniej stronie kordonu, obecnie znalazły się po zachodniej.

Wprawdzie w roku 2013, wskutek irytacji niepowodzeniem doznanym w Syrii za sprawą zimnego rosyjskiego czekisty Putina, prezydent Obama wysadził w powietrze porządek lizboński, zapalając zielone światło dla przewrotu na Ukrainie, ale w sytuacji, gdy prezydent Trump krytykuje niemiecką hegemonię w Europie, a podczas wizyty w Warszawie zapowiada amerykańskie poparcie dla projektu Trójmorza, podróż niemieckiego prezydenta do Moskwy w celu zacieśnienia strategicznego partnerstwa, jest niemiecką odpowiedzią.

Wychodzi ona naprzeciw rosyjskim niepokojom związanym z powolnym, ale metodycznym przysuwaniem amerykańskiej broni w pobliże Rosji. Co z tego wyniknie – trudno dzisiaj powiedzieć – ale na pewno nic dobrego dla naszego nieszczęśliwego kraju.

Wprawdzie złowrogi minister Antoni Macierewicz udzielił niedawno zapewnienia, że nasza niezwyciężona armia – oczywiście w sojuszu z innymi niezwyciężonymi armiami – odeprze każdego wroga, z czego oczywiście bardzo się cieszymy, bo jakże tu się nie cieszyć – ale z drugiej strony wiadomo, że wojny, a nawet operacje pokojowe, to wiadomo tylko, jak się zaczyna, ale nie wiadomo, jak się kończy.

Ale zanim padnie salwa, niech humory nam dopisują, zwłaszcza, ze w naszym nieszczęśliwym kraju zapanowała atmosfera oczekiwania, obfitująca w niezamierzone efekty komiczne.

Potwierdzają one po raz kolejny, że literatura wyprzedza życie, co niekiedy sprawia nawet wrażenie, jakby literatów wspierały proroctwa. Oto dawno, dawno temu, Sławomir Mrożek napisał sztukę pod tytułem „Policjanci – dramat ze sfer żandarmeryjnych”. Pointa polega na tym, że wszyscy wyaresztowują się nawzajem. I właśnie z podobną sytuacją mamy do czynienia w naszym nieszczęśliwym kraju i jak tak dalej pójdzie, to wszyscy wyaresztują się nawzajem i taki będzie „finis Poloniae”.

Oto Trybunał Konstytucyjny, w którym zasiadają tak zwani sędziowie „dublerzy” (jest to całkiem nowa kategoria niezawisłych sędziów; sędziowie „dublerzy” to tacy, którzy nie zostali zatwierdzeni przez Judenrat „Gazety Wyborczej”) najsampierw zadekretował, że z Trybunałem Konstytucyjnym wszystko jest w jak najlepszym porządku, czyli – że wybór sędziów „dublerów” jest gites-tenteges, a potem, już jako Trybunał uprawomocniony – przegłosował że wybór pani Małgorzaty Gersdorf na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego był „niekonstytucyjny”, ale „ważny”.

Widać wyraźnie, że obydwie Wysokie Strony Wojujące O Praworządność, starają się nie doprowadzać do sytuacji ostatecznych. Przypomnieć bowiem wypada, że całkiem niedawno również niezawisły Sąd Najwyższy nie potrafił udzielić odpowiedzi na pytanie, czy pani sędzia Julia Przyłębska jest czy nie jest prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Nie zadekretował, że nie jest, chociaż nie zadekretował też, że jest.

Toteż nic dziwnego, że inny niezawisły sąd, orzekający w sprawie grzywien nałożonych przez komisję do spraw reprywatyzacji pod kierownictwem pana wiceministra Patryka Jakiego na panią prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz za odmowę stawienia się przed komisją, zadekretował solennie, ze wprawdzie pani prezydent powinna przed komisją się stawiać na jej wezwanie, ale grzywien płacić nie musi. Dlaczego w takim razie „powinna” się stawiać – tajemnica to wielka, podobnie zresztą, jak inne zakamarki sławnej sądowej niezawisłości.

Jakże jednak ma być inaczej w sytuacji, gdy pan prezydent Andrzej Duda, z którym prezes Jarosław Kaczyński prowadzi rozmowy na najwyższym szczeblu gwoli ustalenia sposobu walki o praworządność, właśnie ponad podziałami ustalił z panem prezesem Kaczyńskim, że „Aneks do Raportu o Rozwiązaniu Wojskowych Służb Informacyjnych” nie zostanie opublikowany.

Nietrudno domyślić się jednej przynajmniej przyczyny takiej decyzji; z agenta zdemaskowanego nie ma już żadnego pożytku, podczas gdy agenta nie zdemaskowanego można eksploatować aż do śmierci. Toteż nic dziwnego, że pan prezydent, najwyraźniej pragnący wybić się na niepodległość, nie zamierza trwonić tego kapitału, podobnie zresztą, jak pan prezes Kaczyński, przed którym brat – prezydent nie miał chyba żadnych tajemnic.

Ale może wchodzić w grę też przyczyna inna – że mianowicie ta powściągliwość w dzieleniu się tymi perłami wiedzy o naszym nieszczęśliwym kraju z opinią publiczną, jest rodzajem oferty pod adresem starych kiejkutów, że jeśli nawet będą dokazywać, ale nie przekroczą cienkiej, czerwonej linii, jaka pan prezes Kaczyński nakreślił w głębi swego gorejącego serca, to i on nie posunie się do ostateczności.

Marcin „P”

Na taką możliwość wskazywałyby wydarzenia zachodzące przed sejmową komisją badającą pod przewodnictwem panny Wassermannówny słynną aferę Amber Gold. Właśnie przesłuchany został tam pan Marcin Plichta, czyli „Marcin P.”, umieszczony na fasadzie całego przedsięwzięcia. Zeznał on, że dzisiaj jest już przekonany, że nad Amber Gold „ktoś” rozpostarł parasol ochronny. A kto rozpostarł? Okazało się, że dwójka gdańskich gangsterów, powiązana z tamtejszymi politykierami.

Najwyraźniej komisja liczy, że opinia publiczna w naszym nieszczęśliwym kraju bez zastrzeżeń przyjmie do wiadomości, że przed dwoma gdańskimi gangsterami zginały się wszelkie kolana: niebieskie, ziemskie i piekielne i to nie tylko w słynącym w świecie z niezawisłości gdańskim okręgu sądowym, ale i tamtejszą niezależną prokuraturą, a przede wszystkim – z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego, nie mówiąc już o sławnym Centralnym Biurze Antykorupcyjnym.

Nie wiem, czy ktoś w to uwierzy – ale wykluczyć tego nie można. Oto bowiem w tym samym momencie, gdy „Gazeta Polska” poinformowała, że ktoś „ukrywał” dowody świadczące o niewytłumaczalnym i gwałtownym wzroście ciepła na czujniku temperatury samolotu, jak ręką odjął ustały spekulacje na temat reparacji wojennych, jakie jeszcze kilka dni temu bezwzględnie Polsce się należały – co w sposób nie budzący wątpliwości potwierdził pan dr Waldemar Gontarski, który w swoim czasie prezentował się w charakterze eksperta Zrzeszenia Prawników Polskich, co władze tego Zrzeszenia dość energicznie dementowały.

Ciekawe, że ta koincydencja nie zwróciła uwagi żadnego komentatora, z czego wyciągam wniosek, że i oni też mogli – podobnie jak niezawisłe sądy – przyjąć postawę wyczekującą. I tylko złowrogi minister Antoni Macierewicz „ma nadzieję”, że „Aneks” jednak trafi z rąk pana prezydenta do Służby Kontrwywiadu Wojskowego, dzięki czemu można by dokończyć kurację przeczyszczającą w naszej niezwyciężonej armii.

Ale skoro złowrogi minister Macierewicz może tylko „mieć nadzieje”, to jakże wierzyć w zapewnienia, iż nasza niezwyciężona odeprze każdego, skoro nie potrafi przekonać pana prezydenta, ani nawet – pana prezesa Kaczyńskiego?

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Komentarzy 18 to “Kraj stanął w rozkroku”

  1. Jerzy said

    Od chazarów wybaw nas Panie!

  2. Joannus said

    ”O czym będą się namawiać? A o czymże innym, jak nie o reaktywacji paktu Ribbentrop-Mołotow?”

    Pan Stanisław nieoceniony, potrafi w porę ostrzegać przed nieszczęściami nieszczęśliwy dla niego nasz kraj.
    Aj waj co to będzie, znowu stolica Moskwa wróci zajmując miejsce Brukseli. Aj waj szlag trafi potok unijnych dotacji.

  3. RomanK said

    NU panie Stanislawie pan szukasz sil ukrytych ..a jak panu powiedzialem, ze zadna kryta krysza ale Przyczajony Kahal Mamzersko- mehesski…zachnal sie pan…ze niby pan nie wie o co chodzi:-))))))a ponadto czegos takiegos wcale nima…w naszej Polin:-))))

  4. Yagiel said

    Zaraz zaraz! Czy tę piosenkę śpiewał wskazany, czy Mariusz Lubomski, ulubiony expert od spacerologii tudzież perypatetyki…?
    Panie Felietonisto?

    A co do koincydencji: sam pan mawia, że nie ma przypadków czy cudów, jeno znaki… Znaki czego? Jak zwykle – sytuacji dynamicznej.
    Mógł pan wziąć pod uwagę jeszcze jedna okoliczność: że dość niewyraźny bp Hozer – u schyłku dni swoich ziemsko-cielesnych – delegowany został do Miedżu-Gorja, by objaśnić albo, przeciwnie, ściemnić treść ostatnich znaków czy textów tam danych… Przed czym więc ma nas obronić bp Hozer, a przed czym nie obronić MONoMacierewicz?

  5. Yagiel said

    Przeczytałem raz jeszcze: wniosek

    PiS hałasem o reparacje najwyraźniej wymusił na Naszej Złotej Pani Adolfinie cudowne odnalezienie jakichś dowodów czy czujników ciepła… Z czego zaraz Prezydent IV Rzeszy wytłumaczy się Mizernemu Czekiście z Kremla, bo jakoś przeprosić muszą, aber nein? A Kreml te przeprosiny oczywiście przyjmie, z czego dla nas, tj. dla PiS/Zakon/Polski, nic dobrego…

    I pewnie nie będą miały Obie Wysokie Strony – IV Rzesza i III Rzym – innego wyjścia niż potraktować Polskę jak II RzPlitą, tzn. jak I Rzepę post-Jagiellonską… Jagielło, przedtem Jagajla/Yagiel – był Litwino-Rusinem po ojcu i matce, więc dogadywać się z Kremlem nie musiał, a jeśli musiał to umiał: np. posłać brata, by wziął i obronił Kreml przed Tatarami. Brat tego nie przeżył, lecz dzieło rodowe było obronione!

    Za długa ta dygresja, a tu prosta rzecz: polityka… Mówię o tej ponad-polskiej, bo przecież polska nie istnieje, co już Szekspir przewidział był: wiele hałasu o nic…
    Brakuje dziś Szekspirów, by owo polskie NIC obecne równie ładnie opakowali w jakiś hałas.
    Dziś prawdziwych Szekspirów już nie ma – jak śpiewała w natchnieniu Maryla, czy jak tam na imię miała najmłodsza córka Króla Lyra…? Balladyna? Bo może Angela Merkelówna, z tych Merkelów co to nad Gopłem (a w tym Gople…

    )

  6. Jerzy said

    Pan Michalkiewicz to wybitny specjalista w odwracaniu uwagi od trzęsącego POLIN talmudycznego chazarstwa.

    Ciekawe czy płacą mu w szeklach czy w hrywnach?

  7. Jerzy said

    Michalkiewicz straszy zimnym czekistą, a tymczasem pisowskie chazarstwo nawołuje i szykuje się do więzienia, torturowania i mordowania Polaków nie popierających „dobrej zmiany”.

    Czy w tym celu naściągali do Polski antypolskich banderowców? Wygląda na to, że powtórka z wołyńskiego ludobójstwa zbliża się do nas wielkimi krokami i niedługo będziemy mieli w Polsce drugą Syrię…

    http://nowepomorze.pl/pomorze-home-page/pomorze-wydarzenia-pomorskie-wiadomosci/1748-senator-bonkowski-za-wariantem-tureckim.html

  8. Rubel said

    „Ulituj się Staszu, i pomyszl, i zważ! Pszakrew, ja sze martwię z tym Staszem!”

  9. ojojoj said

    Pan Michalkiewicz nie jest z mojej bajki, ale widze tutaj grono dyskutantow co nie potrafia czytac pana Stanislawa.

    PS. Panie Jerzy, pan Stanislaw nie straszy zimnym czekista.

  10. NICK said

    Zatem pisze do dworów książęcych?

  11. Jerzy said

    Nie wiem jak trzeba czytać, żeby nie wyczuć zapachu antyrosyjskiego jadu? Po tem zapachu rozpoznasz pan chazara z kilometra.

  12. ojojoj said

    Panie Nick, niektorzy piszac czy w pisaniu innych wyczuwaja ironie czy sarkazm itp. bardzo latwo, a niektorzy wcale. To tak samo jak niektorzy po wyrazie twarzy czy oczu potrafia zauwazyc czy ten ktos klamie. Wiekszosc jednak tego nie potrafi. Gdyby potrafilo, mielibysmy inny swiat. Czy to jest wrodzone, czy bierze sie z doswiadczen zyciowych – tego nie wiem.

  13. Jazzik said

    Pa Stanisław ZAWSZE dorzuca przydomek Zimny Czekista, jest to ironia, przytyk do władz Polski, że go za takowego uważają. O Ukrainie też pisał/mówił jeżeli go ktoś czytał. Odnośnie tego że ich 2mln do nas zmierzają i że co 10ty to żołnierz/ agent. Oraz o tej armacie co ją do nas kobity jakieś wwoziły. O żydowskich roszczeniach też dużo było. Napewno mógłby o rodowodzie żydowskim naszych władz poopowiadać tylko szybko mógłby zaniemówić …

  14. Jerzy said

    Zwracam szacunek panu Stanisławowi, jako żem z jego publicystyką słabo zaznajomiony.

  15. Marucha said

    Red. Michalkiewicz powinien definitywnie pisać stylem łopatologiczno-topornym, unikając sarkazmów, ironii i zwykłych żartów.

    Który to już raz…?

    – Zwrot „bezcenny Izrael” jest traktowany jako wyraz wiernopoddańczości względem Żymian
    – „Zimny czekista Putin” – to oczywiście przejaw wrogości wobec prezydenta RF
    – „Rosyjscy szachiści” – to przejaw rusofobii
    – „Nasz nieszczęśliwy kraj” – to chamskie kpiny z naszej Ojczyzny

    Ech….

  16. Jazzik said

    ad 15, gdyby tak mówił/pisał jak pan sobie życzy, to nikt by go nie słuchał/czytał. Byłby nudny po prostu, a tak jest powtarzalny, ale nie nudny. jego teksty każdy rozpoznaje po kilku zdaniach, w sumie mógłby ich nie podpisywać 😉

  17. zydowski cyrk maskarady w Polsce said

    nadal trwa

  18. Yagiel said

    Felietonista St.M. po prostu ma poglądy, wiedzę z różnych dziedzin i poczucie humoru – trudnowybaczalne w Polsce…
    Nawet gdyby na jego wiedzę z rożnych dziedzin składała się praca sztabu ludzi, a on ich wszystkich twarzą, gadaczem byłby – co to zmienia? Mamy w Polsce, a włąś. w RzeP-tej III niedostatek takich przymiotów, jakie reprezentuje Felietonista – komu on może przeszkadzać? Qrwom jakimś wrogim RzePie III, jak wrogami byli RzePy II i I…

    Słucham go na yt rozmawiającego na żywo z Polakami, czytam go na jego stronie – to jest Ktoś. Powiedzmy – przez analogię – że jest Lewandowskim polskiej publicystyki (zaoponuje ktoś, że Grosickim?): czy mógłby grać w LM? Spoko! Nie wiem, jak u niego z językami obcymi, lecz nawet jeśli nie taki nativ, jak Alexandra Rybińska, to oboje są spoko w LM…

    Szanowny Marucho, repetitio studio… viv/or/um mater est. (Idea czytelna w tej „wysokiej” łacinie?)

Sorry, the comment form is closed at this time.