Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Antoni Mariański nie żyje

Posted by Marucha w dniu 2017-10-30 (Poniedziałek)

Nie miałem okazji poznać Go osobiście, ale mieliśmy kontakt mailowy. Antoni Mariański (1927-2017) walczył z UPA całe życie. Najpierw w 27. Wołyńskiej Dywizji AK. Potem jako niestrudzony obrońca prawdy o ludobójstwie wołyńsko-małopolskim.

W swoich artykułach i książkach pokazywał prawdziwe oblicze nacjonalizmu ukraińskiego i przestrzegał przed jego odrodzeniem. demaskował rzeczywistą działalność mniejszości ukraińskiej w Polsce oraz rewizjonistyczny i negacjonistyczny charakter publicystyki jej organu prasowego – „Naszego Słowa”.

Publikował m.in. w kwartalniku „Wołyń i Polesie”, gdzie ja też publikowałem. Wiem, że podobało mu się to, co pisałem i mnie również podobały się Jego artykuły.

Po śmierci redaktor naczelnej Haliny Ziółkowskiej-Modły (1924-2015) przesłał mi kilka swoich tekstów mając nadzieję, że ja będę kontynuował wydawanie kwartalnika. Niestety przerastało to moje możliwości. Wtedy zaczął publikować w „Myśli Polskiej”, gdzie ja również publikowałem. Tak oto nie znając się osobiście byliśmy nadal razem. Po tej samej stronie, walcząc w tej samej Sprawie. Wydaje się dzisiaj, że przegranej – patrząc na renesans banderowski na Ukrainie oraz bezmyślną, szkodliwą i antypolską politykę wiodących sił politycznych w Polsce i ich mediów. Ale wiedzieliśmy, że mimo, iż nasz głos jest głosem wołającego na puszczy, musimy trwać na posterunku walki o Pamięć męczeństwa ofiar ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego.

Walki przeciw relatywizacji , zakłamywaniu i negowaniu tej zbrodni, walki z odradzającymi się dzisiaj upiorami przeszłości, walki z bezmyślnością tych, którzy mówią, że wolą Ukrainę banderowską od „sowieckiej”. Antoni Mariański wytrwał w tej walce do końca. Zmarł 27 października 2017 roku.

Był synem Leona (1892-1967) i Bronisławy z Sakowiczów (1902-1993) – rolników ze wsi Zasmyki, położonej 15 kilometrów na południe od Kowla. Miał liczne rodzeństwo: dwóch braci i trzy siostry. Rodzina ta miała szczęście, bo w całości przeżyła ludobójstwo ukraińskie na Wołyniu, ale koszmar wydarzeń, które rozgrywały się na jej oczach, zostawił szczególnie trwały ślad w pamięci dwóch braci Mariańskich.

Antoni Mariański ukończył po wojnie Politechnikę Warszawską i osiadł w Nysie, a potem w Opolu. Prowadził renowacje obiektów sakralnych i budował nowe świątynie na Dolnym Śląsku. Był m.in. głównym budowniczym kościoła pod wezwaniem bł. Czesława w opolskiej dzielnicy Zaodrze oraz Drukarni św. Krzyża w Opolu.

Najważniejsza część Jego publicystyki z „Myśli Polskiej”, „Na Rubieży”, „Naszego Dziennika”, „Wołynia i Polesia” i innych periodyków, a także wspomnień została opublikowana w ośmiu tomach zatytułowanych „Niechciana prawda” (wydanych własnymi środkami). W przedmowie do czwartego tomu „Niechcianej prawdy” napisał, że „(…) na przestrzeni tych ponad sześćdziesięciu lat nastąpiły wprost niewyobrażalne zmiany faktów z czasów II wojny światowej. Świadkowie z czasów wojny ze zdumieniem patrzą na przekręty i fałszerstwa dokonane przez rządzących”.

To jest testament, który pozostawił Antoni Mariański – świadek ludobójstwa banderowskiego na narodzie polskim, żołnierz 27. Wołyńskiej Dywizji AK i publicysta kresowy. Ta publicystyka jest dowodem ogromnego zaangażowania Antoniego Mariańskiego w dokumentowani zbrodni banderowskich na Kresach Wschodnich II RP. Wydaje się niewiarygodne, że inżynier budowlaniec wykonał taki ogrom pracy historycznej, popularyzatorskiej i polemicznej. Pracy, którą powinni wykonać zawodowi historycy – pracownicy uniwersytetów i IPN. Są to publikacje napisane z pasją o ogromnym talentem publicystyczno-polemicznym.

Antoni Mariański dołączył tym samym do grona wybitnie zasłużonych strażników pamięci o zagładzie Polaków na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej, takich jak Wiktor Poliszczuk, Czesław Partacz, Ewa i Władysław Siemaszkowie, Mieczysław Samborski, Szczepan Siekierka, czy Lucyna Kulińska. Bez ich ogromnej pracy prawda o ludobójstwie na Kresach byłaby o wiele łatwiejsza do przemilczenia i zakłamania.

Antoni Mariański pisał swoje teksty w czasach, gdy zamazywano prawdę o zbrodniach banderowców na Wołyniu, gdy ówczesne władze polskie unikały jak ognia obarczania nacjonalistów ukraińskich winą za ludobójstwo wołyńsko-małopolskie. Miał odwagę podjąć odważną polemikę z ukraińskim periodykiem „Nasze Słowo”, a także ze stanowiskiem ministrów spraw zagranicznych Polski Radosława Sikorskiego i Grzegorza Schetyny oraz wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jacka Protasiewicza.

Wybitnym publicystą kresowym był również Jego brat – Leon Mariański (1923-2003), autor wspomnień „Od Zasmyk do Skrobowa – wspomnienia żołnierza 27 Wołyńskiej Dywizji Armii Krajowej” (Opole 1994). Tę obszerną (421 stron), ilustrowaną unikatowymi fotografiami publikację wydał pod nazwiskiem Leon Karłowicz. Takie nazwisko przyjął w 1945 roku w Lublinie, aby ukryć swą akowską przeszłość i działalność konspiracyjną na Wołyniu.

Leon Mariański pod nazwiskiem Karłowicz ukończył Katolicki Uniwersytet Lubelski i przez ponad 35 lat uczył historii i języka polskiego w Technikum Pszczelarskim w Pszczelej Woli koło Lublina.

To dzięki takim ludziom ja Leon Mariański i Antoni Mariański przetrwała prawda o 27. Wołyńskiej Dywizji AK oraz nie powiódł się różnym siłom politycznym w Polsce zamiar przemilczenia i zakłamania prawdy o ludobójstwie wołyńsko-małopolskim. Pamięć o Ich zasługach jest naszym drugim obowiązkiem obok kontynuowania testamentu ich życia – walki o Pamięć ofiar ludobójstwa wołyńsko-małopolskiego.

Bohdan Piętka
http://www.mysl-polska.pl

Komentarzy 9 to “Antoni Mariański nie żyje”

  1. Joannus said

    Cześć jego pamięci.
    Requiem aeternam dona eius Domine

  2. Kojak said

    ROZNYM SILOM NIE POWIODL SIE ZAMIAR ZAKLAMANIA I PRZEMILCZNIA ? JAKIM SILOM ? ZYDOWSKO -BANDEROWSKIM OPRAWCOM I ZBIROM ! TERAZ SYJONISTYCZNYM BYDLAKOM Z PPYYYSS !

  3. kura domowa said

    Mój dziadek miał kolegę który służył w 27 dywizji . Nie pamiętam w którym roku, ale po wojnie kilkudziesięciu z żołnierzy przywieziono do Lublina pod pretekstem przesłuchania. na ulicy stał człowiek, który mówił tym żołnierzom, że jak pójdą na przesłuchanie to juz nie wrócą. Wielu nie uwierzyło, ale kilka osób uciekło z placu. Mój dziadek pochodził z Lublina. I ci co uciekli, przeżyli.

  4. Rokitnik said

    To sie wszystko zgadza – z tym, że NIKT wówczas nie znał prawdziwego Nazwiska Pana Leona Karłowicza / Mariańskiego /
    Był moim wychowawcą i nauczycielem polskiego w owym Technikum. Bardzo szanowany przez młodzież, wspołzałożyciel szkolnego koła teatralnego, inicjatorem corocznych uczniowskich łazikowskich wycieczek po Kraju.
    Jestem wdzięczny Gajówce za uchylenie rąbka tajemnicy, o którą się mimowolnie otarłem !!
    Nawiasem mowiąc, to była bardzo porzadna i na wysokim poziomie dydaktyczno – praktycznym szkoła średnia / jedyna taka w Europie /.Kończyć Pszczelą Wolę – to była Nobilitacja wśród pszczelarzy nie tylko w Polsce!

  5. Dziadzius said

    I tak pomalu odchodza i swiadkowie i obroncy prawdy o tej strasznej rzezi Polskiej ludnosci na Polskich Kresach Wschodnich przez ukrainska zwierzyne zwaca sie upa i tym samym wszystkich ukraincow i ich diabelskiego pomiotu.
    Wieczne odpoczywanie racz Mu dac Panie.

  6. anonim said

    Nie całkowicie Dziadziusiu nie całkowicie.
    Dzięki Gajówce i Gajowemu…
    Panu Antoniemu cześć i chwała

  7. Zbyszko said

    Wieczny Odpoczynek racz mu dać Panie…

  8. peacelover said

    Ludzie. ktorym pomniki trzeba stawiac…
    Niech odpoczywa w pokoju wiecznym…..!!!!

  9. Lily said

    Re 8
    Jak narazie,to tylko stawiaja Lechowi”wielkiemu”,
    i Karolowi,tez”wielkiemu”.

Sorry, the comment form is closed at this time.