Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Wobec braku dowodów na rosyjski spisek i „hakowanie” Kongres je zmyśla

Posted by Marucha w dniu 2017-11-06 (Poniedziałek)

[Zmyśla, ale w dobrym celu. A w ogóle jeśli już ktoś ma zmyślać, niech to będzie USA. – admin]

Po ponad roku opartych na niczym oskarżeń, że rosyjski rząd, rosyjskie trolle czy po prostu „Rosja” (tzn. cały kraj) „zhakowała” wybory prezydenckie w USA i zapewniła zwycięstwo Trumpowi, wreszcie mamy twarde dowody na poparcie tych zarzutów.

Asystentka prezentuje przykłady „powiązanych z Rosją” stron facebookowych, w czasie kiedy kierownictwo techniczne zeznaje przez Kongresem na temat mieszania się Rosji w wybory – Kapitol, 1 listopada 2017

Przez ostatnie dwa dni kierownictwo techniczne Facebooka, Twittera i Google zeznawało przed Kongresem i przedstawiło całemu światu obciążające dowody. Rosja faktycznie wykorzystywała platformę mediów społecznościowych, żeby namieszać w głowie Amerykanom (a przynajmniej tym 27% wyborców, którzy zagłosowali na Trumpa) i zwrócić ich przeciwko Clinton. Była to trawestacja, nikczemny atak na prawdę, sprawiedliwość i amerykański styl.

Podstawowym sposobem, w jaki ci źli Rosjanie osiągnęli swój nikczemny cel, było zamieszczanie komentarzy i płacenie za reklamy [promowane posty] na Facebooku i Twitterze. Radca prawny Facebooka Colin Stretch powiedział, że około 130 milionów Amerykanów mogło zobaczyć przynajmniej jeden z tych komentarzy bądź jedną z reklam, zamieszczonych na platformie.

Choć jest to duża liczba przypuszczalnych „wyświetleń”, owe prowokacyjne komentarze stanowiły 0,004% wszystkich wyświetleń na Facebooku w tym okresie, ale nie spierajmy się o liczby. A może jednak powinniśmy?

Zanim kierownictwa stanęły przed Kongresem, Facebook w swoim pisemnym oświadczeniu stwierdził, że na przestrzeni dwóch lat „agenci przebywający na terenie Rosji” zamieścili około 80 tysięcy postów związanych z amerykańskimi wyborami. To mniej więcej jeden na 23 tys. postów, czyli 0.004% całej zawartości.

Stretch powiedział, że te posty zostały przesłane przez „fałszywe konta”, choć nie ujawniono, ile z nich pojawiło się na FB, zanim Trump wygrał w maju nominację Republikanów. Z drugiej strony FB ujawnił bardziej szczegółowe dane na temat 3 tysięcy reklam ponoć zakupionych za kwotę 100 tys. dolarów w okresie od czerwca 2015 do maja 2017 przez 470 „nieautentycznych” kont i stron. Jednak co najmniej 50% tych reklam zamieszczono już po zakończonych wyborach prezydenckich w USA.

Chociaż Stretch utrzymuje, że te konta facebookowe były „fałszywe”, nie podaje, skąd wie, że były prowadzone przez „znajdujących się w Rosji agentów” – w odróżnieniu od zwykłych ludzi, mieszkających w Rosji, którzy mają konto na FB. W końcu Facebook jest międzynarodową platformą, mającą umożliwić ludziom wyrażenie tego, co chcą wyrazić.

W okresie przedwyborczym w ubiegłym roku ludzie z wielu krajów wyrażali na Facebooku opinie na temat wyborów. Całkiem rozsądnie można chyba założyć, że w żadnym z tych komentarzy nie dostrzeżono próby wpłynięcia na wynik wyborów, wygląda bowiem na to, że tylko Rosjanie zamieszczający na FB i Twitterze komentarze polityczne wywierają jakikolwiek wpływ na sposób myślenia amerykańskiego społeczeństwa.

Oprócz „nieprawdziwych reklam” FB oflagował również i dołączył prawdziwe reklamy pochodzące z Rosji, nawet „te, które zawierały bardzo słaby sygnał powiązania oraz nawet pełnoprawne reklamy, niemające powiązań z żadnym zorganizowanym działaniem”. Facebook twierdzi, że odkrył 2200 takich reklam, o łącznej wartości około 50 tys. dolarów, które mogły były być zamówione przez kogokolwiek, łącznie z mieszkańcami USA, a jedynym dowodem na to, że rzeczywiście działaniami kierował „agent z Kremla”, był język rosyjski ustawiony na profilu facebookowym.

Czyli nawet jeśli reklama nie zawierała żadnych treści politycznych, reklama na Facebooku – na przykład Matrioszek – wciąż może być postrzegana (jeśli ktoś cierpi na urojenia) jako „niezidentyfikowane zorganizowane działanie” rodem z Kremla, zmierzające do zniszczenia Ameryki.

Oczywiście przypomina się nam tutaj o sposobie myślenia dominującym w Pentagonie pod przywództwem Donalda Rumsfelda za czasów Dubyi, kiedy to Rummy powiedział:

„Raporty podające, że coś się nie wydarzyło, zawsze są dla mnie interesujące, bo jak wiemy, są znane wiadome – to te, o których wiemy, że je wiemy. Wiemy też, że istnieją znane niewiadome. Innymi słowy, wiemy, że są pewne sprawy, o których nie wiemy. Ale są także nieznane niewiadome – kiedy nie wiemy, że o czymś nie wiemy. I jeśli przyjrzeć się historii naszego kraju i innych wolnych krajów, to właśnie ta ostatnia kategoria sprawia najwięcej problemów”.

Te „nieznane niewiadome” z pewnością są najtrudniejsze i luminarze w Kongresie mają pełne ręce niełatwej roboty ze znalezieniem dowodów rosyjskich wpływów w amerykańskiej polityce, zwłaszcza kiedy wciąż ich szukają w reklamach na Facebooku i Twitterze.

Kierownictwo Twittera, ze swojej strony, podało we wrześniu do wiadomości, że „prześledziło” zautomatyzowane konta (boty) i 201 z nich prowadziło do „rosyjskich agentów”. Wczoraj radca prawny Twittera Sean Edgett, maglowany przez 84-letnią senatorkę Dianne Feinstein, podwyższył tę liczbę do ponad 2700 zautomatyzowanych kont „powiązanych z Rosją”, które wygenerowały 1,4 mln tweetów.

Twitter już powiedział, że te tweety stanowiły 0,74% wszystkich komentarzy wyborczych na Twitterze i były „konsekwentnie mało popularne” w porównaniu z innymi. Mimo to w ubiegłym tygodniu Twitter ogłosił (bez wątpienia w związku ze zbliżającymi się przesłuchaniami w Kongresie), że blokuje reklamy ze „sponsorowanych przez Rosję serwisów informacyjnych”.

Na marginesie – poniżej fragment wewnętrznej korespondencji Twittera, w której Twitsi (tak są nazywani pracownicy Twittera) omawiają zaoferowanie RT do 15% SOV na reklamowanie amerykańskich wyborów (SOV = Share of Voice, czyli udział we wszystkich promowanych postach na ten temat na Twitterze).

W tym czasie (czerwiec 2016 r.) SOV RT wynosił skromne 2%, podczas gdy agencje CNN i Fox miały łącznie prawie 90%. Koszt zwiększenia udziału RT wynosił 3 mln dolarów, ale RT odmówiło i prawdopodobnie zostało ze swoimi 2%. A jednak te 2% (wraz z podobnym udziałem na FB) wystarczyły, żeby dotrzeć do umysłów milionów Amerykanów i zmanipulować je. Jak to zrobili? Przygotujcie się.

Poniżej znajdują się niektóre z najlepszych przykładów postów i reklam na FB, które były wykorzystane przez gromadę rosyjskich hakero-trolli, mieszkających w ogromnym betonowym bunkrze z czasów sowieckich i żywiących się wyłącznie plackami gryczanymi i zdjęciami Władimira Putina (tak, tak, jedli te zdjęcia, żeby nabrać siły). To zaledwie kilka przykładów przedstawionych wczoraj Kongresowi przez kadrę zarządzającą Facebooka. Oto pierwszy:

Sygnatury Kremla, rozciągającej się przez cały obrazek, nie da się przeoczyć. Tylko wypaczony umysł komucha mógł wymyślić tego rodzaju propagandę, ustawiając Jezusa przeciw rogatej Hillary w epickim starciu. Nie do pomyślenia, żeby ktokolwiek w USA – indywidualnie bądź w ramach jakiejś grupy – był w stanie wykoncypować Hillary reprezentującą zło i Trumpa reprezentującego tradycyjne wartości chrześcijańskie i z pewnością nie ma szansy, aby ktokolwiek z USA zamieścił coś takiego na FB, przynajmniej do momentu, gdy zobaczył tę reklamę, a następnie być może skopiował ją, kiedy jego umysł został zarażony szkodliwą radziecką propagandą.

Oto kolejny przykład pokazany Kongresowi.

Widzicie na nim Berniego Sandersa, przedstawionego jako macho w kolorach tęczy, promowanego przez stronę FB o nazwie „LBGT United”. Jeśli nie rozumiecie, jak ten obrazek zwrócił ogromną liczbę wyborców w stronę Trumpa, to coś jest nie tak z waszym mózgiem i powinniście poprosić o pomoc któregoś z członków Kongresu.

Następny:

Powyższa reklama, przedstawiona wczoraj Kongresowi, była promowana na FB kilka dni po wygraniu wyborów przez Trumpa. Reklama ta oczywiście pochodzi od rosyjskiego rządu, ponieważ kto inny niż Rosjanie pomyślałby o dokopaniu wybranemu przez siebie prezydentowi, po jego wygranej, w celu zatarcia śladów?

Ewentualnie może to być dowód na poboczny cel Rosji: zniszczenie Ameryki od środka. Biorąc pod uwagę ogromne poparcie amerykańskiego społeczeństwa dla prezydenta Trumpa tuż po jego zwycięstwie, Rosjanie musieli skorzystać ze wszystkich możliwych sztuczek, żeby zwrócić przeciwko niemu naród amerykański w próbie sprowokowania konfliktów społecznych. Inaczej reklamy potępiające Trumpa nigdy by się nie pojawiały na tej platformie, a te, które się pojawiły (i te, które nadal się pojawiają), są wyraźnym dowodem włamania się do amerykańskiego umysłu przez czerwonych rosyjskich komuchów. Tak, na ciebie patrzę, CNN.

Kolejne dwie reklamy FB są szokujące i nie pozostawiają cienia wątpliwości co do rosyjskiego zamiaru zniszczenia Ameryki poprzez wyprodukowanie czegoś zwanego „napięciami na tle rasowym” w USA – koncepcji niespotykanej we współczesnej Ameryce – i wzbudzenie nieufności między Afroamerykanami a policjantami USA. Coś takiego nie istniało w USA, zanim tego typu reklamy zostały bezdusznie wyświetlone amerykańskiej zbiorowej świadomości za pośrednictwem FB.

Od dłuższego już czasu wielu ludzi było przekonanych, że problemy amerykańskiego życia społecznego mają charakter systemowy i są specyficzne dla historii i profilu kulturalnego Ameryki. Teraz jednak, dzięki dobrym ludziom w Kongresie i Senacie, można ujawnić prawdę: to robota Rosjan.

Joe Quinn jest współautorem książek 9/11: The Ultimate Truth (z Laurą Knight-Jadczyk, 2006 r.) i Manufactured Terror: The Boston Marathon Bombings, Sandy Hook, Aurora Shooting and Other False Flag Terror Attacks (z Niallem Bradleyem, 2014 r.), autorem i prezenterem The Sott Report Videos i współgospodarzem cotygodniowej audycji radiowej „Behind the Headlines” w ramach Sott Talk Radio network.

Uznany internetowy eseista od 10 lat pisze wnikliwe analizy dla Sott.net. Jego artykuły ukazały się na wielu alternatywnych stronach poświęconych wydarzeniom na świecie, internetowe stacje radiowe przeprowadzały z nim wywiady, gościł też w irańskiej telewizji Press TV. Jego artykuły można również znaleźć na jego prywatnym blogu JoeQuinn.net.

Tłumaczenie: PRACowniA

https://pracownia4.wordpress.com/

Jedna odpowiedź to “Wobec braku dowodów na rosyjski spisek i „hakowanie” Kongres je zmyśla”

  1. maasteer said

    Ha, ha
    Każdy kij ma dwa końce.

    Boli amerykę jak się ją zwalcza ją własną bronią – „wolnością słowa”
    Amerykany to mogą „demokratyzować” cały świat i wystawiać swoich troli i agentów we wszystkich krajach, zwanych potocznie „opozycją”.I sankcje nakładać ….
    A czy taki Navalony to nie troll i agent amerykański? I inne niemcowy?

    Kto za pomocą kontrolowanych przez siebie mediów dopuszcza się globalnej propagandy i manipulacji? A ruskie chcą im zabrać ten monopol! Aj waj jaj!

    Czy Rosja nie może w mediach przedstawiać swoich racji? No chyba nie bo jest jedynie słuszna – satanistyczna! Ale jak ktoś nazywa racje przeciwnika propagandą to mierzy według siebie.

    Boli ich RT strasznie. I pali. Aj dobrze.

Sorry, the comment form is closed at this time.