Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Czy Amoris lætitia jest ekshortacją tomistyczną?

Posted by Marucha w dniu 2017-11-15 (Środa)

10 września 2017 r. podczas podróży do Kolumbii papież Franciszek, zwracając się do grupy jezuitów, w pewnym momencie oświadczył: „Niektórzy twierdzą, że za Amoris lætitia nie stoi katolicka nauka moralna, a przynajmniej nauka pewna. Chcę wyraźnie powtórzyć, że moralność [głoszona przez] Amoris lætitia jest tomistyczna, [jest to moralność] wielkiego Tomasza”.

Te uwagi na temat ekshortacji Amoris lætitia, przytoczone następnie przez jezuicki magazyn „La Civiltà Cattolica” z 28 września br., sprowokowały serię reakcji ze strony filozofów oraz teologów.

Podobną uwagę Franciszek wygłosił już 24 października 2016 r., w trakcie odbywającej się w Rzymie 36. kongregacji generalnej Towarzystwa Jezusowego. Do rzekomego „tomizmu” Franciszka odniósł się wówczas dominikanin Bazyli Cole, wykładowca dogmatyki i teologii moralnej w Dominican House of Studies w Waszyngtonie. Poniżej prezentujemy klika szczególnie istotnych ustępów z jego studium, zatytułowanego Czy Amoris lætitia jest rzeczywiście tomistyczna?, opublikowanego 16 grudnia 2016 r. na blogu watykanisty Edwarda Pentina z „New Catholic Register”.

Inny jeszcze problem stwarza cytowanie [w Amoris lætitia] wyrwanych z szerszego kontekstu słów Akwinaty czy też [przytaczanie jego wypowiedzi] bez uwzględnienia całości stworzonego przez niego systemu teologicznego, który ma charakter całościowy i jest wewnętrznie spójny. Arbitralne cytowanie jego słów bez uwzględnienia ich kontekstu oraz związku z innymi wypowiedziami w danej kwestii mogłoby być równie niebezpieczne, co posiłkowanie się wyrwanymi z kontekstu ustępami Biblii dla udowodnienia jakiejś konkretnej tezy.

Można by [przykładowo] odnieść mylne wrażenie, że cytowane poniżej słowa Akwinaty stanowią dowód na akceptację przez niego etyki sytuacyjnej. „Natomiast w dziedzinie postępowania nie we wszystkich jest ta sama prawda lub poprawność działania, gdy chodzi o szczegóły, a tylko gdy chodzi o ogólne zasady. A i u tych, w których jest ta sama poprawność w poszczególnych sprawach, nie jest wszystkim znana w równym stopniu. […] A im bardziej schodzi się w szczegóły tym [bardziej] ów wniosek ukazuje się zawodny […]”. Nie znając innych wypowiedzi Akwinaty w tej kwestii można by odnieść błędne wrażenie, że według Doktora Kościoła żadna zasada moralna nie ma charakteru absolutnego, że w każdej konkretnej sytuacji jest konieczne przeprowadzenie rozeznania, aby stwierdzić, czy rzeczywiście można do niej zastosować ogólną zasadę moralną. Nie jest to jednak autentyczny tomizm.

Etyka sytuacyjna pozostaje w sprzeczności z jednoznacznym twierdzeniem św. Tomasza, że istnieją pewne normy moralne, które stosują się do wszystkich: są nimi przykazania Dekalogu (Suma teologiczna I-II, kw. 100, art. 8) oraz podobne im uniwersalne zakazy, gdyż zabraniają one aktów, „które są złe same w sobie i nie mogą stać się dobrymi” (Suma teologiczna II-II, kw. 33, art. 2). Akwinata pisze m.in., że „nie wolno popełniać cudzołóstwa ze względu na żadne [potencjalne] dobro” (De malo, kw. 15, art. 1, 5).

W tym samym duchu św. Tomasz stwierdza, że z niektórymi aktami „związana jest nieodłącznie pewna szpetota, z takimi mianowicie jak stosunki pozamałżeńskie, cudzołóstwo oraz inne tego rodzaju występki, które w żadnych okolicznościach nie mogą stać się moralnie dobrymi” (Quodlibet 9, kw. 7, art. 2). Powodem tych nie dopuszczających wyjątków norm jest fakt, że natura ludzka się nie zmienia, podobnie jak nie zmienia się Ewangelia ani dany Kościołowi nakaz do przekazywania jej nienaruszonej po wszystkie wieki. Pewne konkretne normy muszą być dostosowywane do czasów, takie jak np. stosunek człowieka do środowiska. W takich przypadkach nauczanie Magisterium dostosowuje się do zmieniających się warunków – czyniąc to, nie sprzeciwia się jednak nigdy ani rozumowi, ani też prawdom zdefiniowanym już przez Kościół.

Ostatecznie – stosując tomistyczną teologię moralną można zrozumieć autentyczne stanowisko Akwinaty i w pełni docenić jego spostrzeżenia, mające na celu wyjaśnienie odwiecznie nauczanych przez Kościół prawd wiary. Przykładowo wyjaśnia on relację pomiędzy Najświętszym Sakramentem a sakramentem pokuty. Opiera się przy tym na nauczaniu św. Pawła: „Kto bowiem je i pije niegodnie, sąd sobie je i pije, nie rozróżniając ciała Pańskiego” (1 Kor 11, 29). Św. Tomasz pisze: „Jasne jest, że grzesznikom notorycznym nie należy udzielać komunii nawet w tym wypadku, kiedy o nią proszą. […] Wszakże kapłan wiedząc o czyimś przestępstwie może po kryjomu upomnieć ukrytego grzesznika, lub nawet publicznie upomnieć wszystkich, by nie przystępowali do stołu Pańskiego, zanim się nie wyspowiadają i nie pojednają z Kościołem” (Suma teologiczna III, kw. 80, art. 6).

Ponadto Akwinata stwierdza, że niezależnie od powodów, dla których dany człowiek angażowałby się w pożycie pozamałżeńskie, „czyny wykonywane dla przyjemności są wolne wprost”, tak iż nikt nie może słusznie twierdzić, że do grzechu popchnęły go zewnętrzne naciski (Suma teologiczna II-II, kw. 142, art. 3). Skoro dana osoba regularnie grzeszy w ten sposób przeciwko małżeństwu i popada coraz głębiej w wadę niepowściągliwości, jej rozum zostaje przyćmiony i staje się ona niewolnikiem swych namiętności (Suma teologiczna II-II, kw. 142, art. 4). Człowiek taki nie jest w stanie owocnie przyjąć sakramentów do czasu, aż będzie odczuwać skruchę z powodu swych występków i podejmie stanowcze postanowienie unikania bliskich okazji do grzechu: „Zadaniem pokuty jest wzbudzić nienawiść do grzechów przeszłych oraz postanowienie poprawy swojego życia” (Suma teologiczna III, kw. 90, art. 4). Nauczanie Akwinaty jest jasne: Komunii św. ani rozgrzeszenia nie powinno się udzielać osobie, która nie ma zamiaru odmienić swego życia i zaniechać publicznego grzechu – w tym pożycia z osobą nie będącą jej sakramentalnym współmałżonkiem – grzechu zgorszenia, przez który prowadzi do grzechu również innych (Suma teologiczna II-II, kw. 43, art. 1).

Źródło
Is Amoris Laetitia a Thomistic Exhortation?

https://news.fsspx.pl

Obecny papież tyle ma wspólnego z tomizmem, co ojcowie cystersi z produkcją cystern,
Admin

Komentarzy 14 to “Czy Amoris lætitia jest ekshortacją tomistyczną?”

  1. Dziadzius said

    .https://www.youtube.com/watch?v=dY6PvVkI5Ng
    wedlug tego Utube to papierz Franek jest pierwszym papierzem ogloszonym jako OBRONCA ISLAMU – Ja mysle ze w imie tych Syryjskich i Irackich i Pakistanskich umeczonych i ukrzyzowanych CHrzescijan to jest naprawde tytul godny Frania chyba to bedzie nowa encyklika Amore luciferum

  2. Dictum said

    Św. Tomasz – a za nim dominikanin Bazyli Cole – jasno i klarownie.
    A Franciszek – jak często – po faryzejsku. Ten dziwoląg – etyka sytuacyjna – to novum w dotychczasowej nauce Kościoła. Kaleczące „dłubanie” przy nauce św. Tomasza z jednoczesnym doszukiwaniem się światłych myśli u zwyrodniałego Lutra. To dzisiejsze nauki Kościoła.
    Cała sytuacja Amoris lætitia z tą etyką sytuacyjną przypomina mi taki dowcip: żyd opowiada, że znalazł portfel wypchany banknotami, ale był szabas, więc nie mógł się po niego schylić. Już miał z wielkim żalem odejść, a tu zdarzył się cud. Nad portfelem pojawił się namiot, pod którym jeszcze nie było szabasu i… wszystko się szczęśliwie zakończyło dla tego wyjątkowo pobożnego żyda.

  3. RomanK said

    Uprawianie transgresji we filozofii katolickiej to talmudyzowanie. Etyka sytuacyjna to jej czesc …jak cybernetyka spoleczna, transgender I transhumanism….Obawiam sie ,ze Kosciol sam…jako sama glowa… obecna Kuria vatykanska ..sama dokonuje transgresjii w Novy Kosciol Novego Czlowieka z Nowym Czlowiekem Przemienionym- jako Epicentrum Universe> Stawiajac wszystko dookola jak relatywne.
    Miejsce Syna Bozego- Czlowieka Wcielenia Boga..zajmuje Czlowiek Stworca…..czyli ..niewolnik wytworca….goniony batem do roboty przez kasty kaplanskie:-))))

  4. Rick said

    Duży wkład w rozumienie tego apostaty Franciszka włożył….słabo orientujący się w tematyce odejścia hierarchii kościelnej od religii katolickiej – Krzysztof Karoń.
    Zajmuje się Karoń bowiem praktyczną realizacją idei, czyli w zasadzie teorią krytyczną i katolicką nauką społeczną Kościoła. Fenomen Karonia polega na tym, że rozumie on – jak nikt inny – w jaki sposób praktycznie marksistowskie idee zawładnęły ludźmi.

    Franciszek jest w zasadzie ukrytym przedstawicielem antykultury i zwolennikiem teorii krytycznej. Czyli dąży do odwrócenia wszelkiego porządku moralnego. Franciszek robi to jednak małymi krokami, dwuznacznie, nie wprost. Tak właśnie postępowali od początku moderniści.

    Karoń nie zajmuje się jednak Franciszkiem, gdyż ten postępuje dwuznacznie. Karoń zajmuje się jawnymi wrogami kultury, a raczej jej skutkami w społeczeństwie. Jednak to właśnie ukryci wrogowie pod płaszczem papieża, kardynała, księdza czy zakonnika – ci są o wiele gorsi od Timmemansa, Tuska, Lewandowskiego, Michnika czy Hartmana, gdyż ci zawsze otwarcie głosili, że są przeciwko narodom, normalnej rodzinie i normalnej płci.

    Jednak i wyznawcy teorii krytycznej (czyli obecnej idei UE) – często ukrywają się pod hasłami sprawiedliwości społecznej, tolerancji, równości i wolności.
    Jednak mało kto zajmuje się wpływem doktryny modernistycznej (czyli też Franciszka) na codzienne życie katolików i niekatolików.

    Może inaczej: Karoń nawet nie zajmuje się nawet wrogami religii katolickiej, ale zrozumieniem indywidualnej deprawacji ideami marksistowskimi.

    I w tym leży problem. Chyba nikt nie opisuje praktycznych konsekwencji rozmycia katolickich norm moralnych, ich wpływu na rodzinę, Naród, stan moralny, ale też materialny.

    I tak też rozumuje Karoń. Rozumie on religię katolicką wyłącznie kategorii użyteczności dla stworzenia silnego i zdrowego społeczeństwa, Narodu i państwa i analogicznie – samej jednostki.

    Nie mam tutaj zarzutów do Karonia – bo katolicką naukę społeczną traktuje on wyłaćznie jako jedyny spójny i sprawdzony pomysł na zbudowanie dobrobytu w każdej płaszczyźnie istnienia Narodu oprócz tej transendentnej (czyli jak żyć aby się zbawić).

    Dlatego powstała wolna przestrzeń dla Nowego Karonia – który by rozszerzył badania Karonia na te, które dotyczą nie tylko antykultury, ale też antyreligii i przedstawił je w analogiczny sposób jak to jest zrobione dla antykultury.

    Istnieje wiele książek na tematy kryzysu Kościoła, zmiany jego doktryny, która zmierza do przekształcenia się w antykatolicką.
    Ale nie ma jasnego, klarownego, logicznego opisu dotyczącego zmian jakie nastąpiły w Narodzie, zachowaniu, mentalności, świadomości samych ludzi na skutek odejścia hierarchii kościelnej od religii. Ludzi nie mają świadomości w jaki sposób nowa apostatyczna religia zmieniła ich życie, tak że zamiast do zbawienia – prowadzi do potępienia. Nawet ci, którzy mają wiedzę – często dużą dotyczącą nowej doktryny – nawet oni nie widzą własnej demoralizacji tą doktryną.

    Karoń nie zajmuje się skutkami modernizmu w tkance społecznej. Gdyż modernizm nie posiada cechy gwałtowności, nagłego odwrócenia się od wcześniejszych norm. Modernizm jest zmianą, która zachodzi przez stosowanie dwuznaczności, niedpowowiedzeń, dowolności, która odchodzi od rozumu i przechodzi w emocje.

    Teoria krytyczna i modernizm to jakby dwie idee stworzone przez dwa odłamy masonerii. Pierwsza stworzona jest na potrzeby zsekularyzowanego Zachodu – druga na potrzeby Narodów, które są jeszcze w dużym stopniu religijne.

    Teoria krytyczna jest rzuceniem się ze skały w przepaść. Modernizm jest stopniowym schodzeniem do tej przepaści po schodach.

    Rezultat jest ten sam. Jednak w końcu teoria krytyczna, gdy spełni swoje zadanie i zepchnie ludzi do tej przepaści – ci zrozumieją to. Wtedy – ta część, która przeżyła upadek – jasno zrozumie, że teoria krytyczna jest zła, gdyż prowadzi wyłącznie do przepaści. Gdyż jej istotą jest krytyka każdego porządku, w tym po wprowadzeniu niemoralności – również niemoralności.
    Teoria krytyczna po prostu nie stwarza żadnej koncepcji na funkcjonowanie Narodu, Rodziny i Jednostki. Jest dążeniem do chaosu.

    Modernizm wywodzi się z religii i dąży do ustanowienia antyBoga, czyli posadzenia na tronie ludzkości samego Szatana. Jest więc Nowym Porządkiem. Stąd też, gdy teoria krytyczna spełni swoje zadanie- zostanie zniszczona przez religijny modernizm.

    Bo nie jest ostatecznym rozwiązaniem dla Szatana stworzenie chaosu, w którym Bóg będzie i w nim miał jakieś miejsce. A czego praktycznym skutkiem jest wcielenie w życie teorii krytycznej. Ale całkowite wykluczenie Boga ze świata.

  5. NICK said

    Pan RomanK.
    Pan to się, chyba, nawrócił.
    Daj Boże.

    https://gloria.tv/article/gEY24niPadYe3R7mbVVLXYDWz

  6. Boydar said

    … cuda zajmują nam trochę czasu … 🙂

  7. Yah said

    A ja powiem tak. Ciężko czytając Św. Tomasza z Akwinu uwierzyć, a jeszcze ciężej się nawrócić.

    Za Wiki:

    „Według Tomasza za istnieniem Boga przemawia pięć argumentów, nazywanych drogami (łac. Quinque viae)

    jeśli istnieje ruch, to istnieje pierwszy poruszyciel – Bóg (łac. ex motu)
    jeśli każda rzecz ma swą przyczynę, istnieje pierwsza przyczyna sprawcza – Bóg (łac. ex ratione causae efficientis)
    jeśli byty przygodne nie istnieją w sposób konieczny (pojawiają się na świecie i przemijają), musi istnieć byt konieczny – Bóg (łac. ex possibili et necessario)
    jeśli rzeczy wykazują różną doskonałość, to istnieje byt najdoskonalszy – Bóg (łac. ex gradibus perfectionis)
    jeśli celowe działanie jest oznaką rozumności, to ład i porządek w działaniu bytów nieożywionych, lub pozbawionych poznania, świadczą o istnieniu Boga, kierującego światem nieożywionym. (łac. ex gubernatione rerum)”

    Co to jest ???
    Kolejny, który zabierał się za udowadnianie istnienie Tego, który żadnych ludzkich śmiesznych dowodów na Swoje istnienie NIE POTRZEBUJE.

    Bogu trzeba UWIERZYĆ i wtedy nam się objawia we wszystkim i na każdym kroku. PO CO i KOMU TEDY DOWODY NA JEGO ISTNIENIE ?

    Niewierzącym ? I tak nie uwierzą. Wierzącym? IM NIE POTRZEBA tego mędrkowania.

  8. NICK said

    Jeśli Pan Yah, Szanowny, tak wierzy.
    A wierzy, wiem.
    Ja też.

    To skąd wie, że jest Bóg?

    Tu jest początek.

    Z objawień? Swych?
    Może.
    Ale wątpię.
    Będąc najdalszym od nieuznawania objawień.
    Niektórych.

    Raczej z przekazów.
    Wiemy wiarą pośrednią, jak gdyby.
    I Tomasz to pokazuje.

    Wśród Nich, przekazów, szukając.
    PRAWDY.

    A rozum nasz skażony jest zbuntowanym aniołem.

  9. Yah said

    Szanowny Panie NIck. To bardzo proste.

    Mówi Pan ze szczerego serca – „Chryste ratuj, Chryste pomóż, Chryste prowadź”

    I tyle. Jeśli było to szczere (bez kombinowanie, że Chrystus ma nas prowadzić nie we wszystkim, tylko w tym co nam pasuje) to Bóg objawi Panu swoje istnienie od razu i będzie z Panem cały czas.

    Sam Pan zobaczy.

    Inna sprawa, a poruszył to Pan w ostatnim akapicie, zbuntowany anioł będzie się starał nas odwieść od wołania Chrystusa na pomoc.
    Bedzie podsuwał myśli : po co, dasz sobie radę sam, Bóg jest gdzieś daleko i zajmuje się światem, a nie jakimiś pojedynczymi ludźmi, na Boga nie ma co liczyć, ile razy ci nie pomógł etc.

    Nie można tego słuchać tylko szczerze i z serca powtarzać „Chryste ratuj, Chryste pomóż, Chryste prowadź”

    Oczywiście trzeba mieć wiadomości tego, że nie wszystko co nam wydaje się dobre jest dobre dla planu naszego zbawienia i … nie wszystko co nas złego spotyka jest dla naszego życia i zbawienia złe.

    Jeśli wołamy na pomoc Chrystusa i spotyka nas coś złego to tylko dlatego by:

    – nie spotkało nas coś jeszcze gorszego;
    – w przeszłości popełniliśmy grzech, nie jesteśmy jego świadomi, a cierpienie pozwoli nam go odpokutować;
    – jesteśmy poddawani próbie ( zły nie śpi), a wtedy pomaga „”Chryste ratuj, Chryste pomóż, Chryste prowadź”

    Nie wiemy jaką decyzje podjąć ? „Chryste ratuj, Chryste pomóż, Chryste prowadź”

    On nas poprowadzi tak, że będzie dobrze, ale musimy Go o to prosić i w ten sposób namacalnie odczujemy jego istnienie i działanie.

  10. Yah said

    Proste ? Tak proste i łatwe, że nikt nie wierzy, że tylko tyle Bogu potrzeba by nam pomagać i objawić swoje istnienie.

  11. Boydar said

    To tylko kawałek prawdy – „mówi Pan ze szczerego serca – „Chryste ratuj, Chryste pomóż, Chryste prowadź”, i nie reprezentatywny. Są tacy co wołają Allah Akhbar, to ukształtowało środowisko i wychowanie. choć podświadomie się czuje, że jest w tym „coś” więcej, i tu przyznaję racje Panu Yahowi.

    Istnienie i pojęcie Boga jest zabudowane generycznie w naszej duszy. Kiedy jesteśmy świadkami nicości prochu, właściwie pełnych bezsensu starań doczesnych, przemijania wszystkiego co ludzkie a trwania reszty, kiedy trzymamy będąc matką na rękach swe martwe dziecko, nieuchronnie rodzi się bunt, DLACZEGO PO CO DOKĄD

    Jedyna odpowiedź która może nas ukoić brzmi BÓG. Wtedy WSZYSTKO odnajduje sens.

    Poniekąd jest to również dowód, że zwierzęta nie mają duszy.

  12. Yah said

    Panie Boydar gwarantuje Panu , że gdyby przestali wołać Allah Akbar a zaczęli „Chryste ratuj, Chryste pomóż, Chryste prowadź” zmienili by się.

    Oczywiście wszystko wymaga „chcenia” i odrzucenia. „Chcenia” pomocy Chrystusa i odrzucenia pokus złego.

    Ale wszystko musi być szczere jak u dziecka, które woła tatę, bo mu w palec weszła drzazga i samo nie da rady wyjąć.

    Trzeba WIERZYĆ nie kombinować.

    Jak dziecku wejdzie drzazga w palec ( a człowiekowi drzazga w duszę) to nie kombinuje istnieje ten ojciec ( Bóg) czy nie, tylko woła o pomoc.

  13. Yah said

    A co widzimy dookoła ?

    A może to nie drzazga ? A może ta drzazga nie jest taka zła i jest palcu do czegoś potrzebna? Po co wyjmować drzazgę? Kim ja jestem , żeby przejmować się jakąś drzazgą?

    Widzimy wszystko tylko nie wolanie o pomoc do Chrystusa.

  14. NICK said

    Oczywiście, Panowie.
    Że JEST Stwórca.
    Zastanówmy się.

    Mówimy o nieco innych SPRAWACH.
    Pochylam się nad Panów relacjami.
    Będę rozważał.
    Nie dzisiaj.
    Bo jest czas na różne sprawki.
    Odpowiedni.

    Poczytajmy siebie kilka razy.
    Kiedyś.
    Porozmawiamy?
    Chyba tak.

    Świat przyśpiesza.
    Nam trza zwolnić.

    Trzeba się, troszeczkę, dostosować.
    By dać szansę Duszom czyśćcowym.
    By prosto pokazać.
    Czyśćcowym.
    A ja Wam mówię.
    Nie powinienem.

    Każdy z Nas to czyni.
    Zatem, kamaraty,

    Na dziś. Basta

Sorry, the comment form is closed at this time.