Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    wanderer o Wolne tematy (64 – …
    Boydar o Instytut Rodła we Wrocław…
    Boydar o Wolne tematy (64 – …
    revers o Segregacja pacjentów. Koronawi…
    I*** o Duchowa przestrzeń Polski?
    Listwa o Wolne tematy (64 – …
    Listwa o Wolne tematy (64 – …
    Listwa o Wolne tematy (64 – …
    Boydar o Wolne tematy (64 – …
    Boydar o Wolne tematy (64 – …
    Kowalski3 o Facet o ksywce „Margot”
    Listwa o Wolne tematy (64 – …
    Boydar o Facet o ksywce „Margot”
    Boydar o Wolne tematy (64 – …
    Boydar o Wolne tematy (64 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 524 obserwujących.

Eugeniusz Kwiatkowski – 80 lat

Posted by Marucha w dniu 2017-11-16 (Czwartek)

80 lat temu Eugeniusz Kwiatkowski wygłosił przemówienie dotyczące nowego programu inwestycyjnego w trakcie obrad Komisji Budżetowej Sejmu RP. Zadziwia mnie ono swą aktualnością mimo upływu czasu i ogromnych zmian, jakie dokonały się od tej pory w Polsce i w świecie.

Pamiętajmy przy tym, iż minister Kwiatkowski sprecyzował jak dotąd najmądrzejszy możliwy kierunek polskiej polityki:

,,W tym bowiem miejscu Europy, gdzie leży Polska istnieć może tylko państwo silne, rządne, świadome swych trudności i swego celu, wolne, rozwijające bujnie indywidualne wartości każdego człowieka, a więc demokratyczne, zwarte i zorganizowane, solidarne i silne wewnętrznie, budzące szacunek na zewnątrz, przeniknięte walorami kultury i cywilizacji, państwo nowoczesne, zachodnie mnożące w wyścigu pracy własne wartości materialne i moralne. Czy możemy wahać się, stojąc u drogowskazu, gdzie pójść?”

*                        *                         *

Sprawa, którą dziś Rząd przedstawia społeczeństwu i Izbom Ustawodawczym, jest naprawdę całkiem poważna i wiąże się ściśle z analogicznymi tendencjami i wysiłkami planowego działania w akcjach zbiorowych, które ostatnio coraz intensywniej absorbują uwagę również i u innych narodów.

Od roku 1924, tj. od chwili pierwszej stabilizacji polskiej waluty, do końca roku budżetowego 1935/36 ogólna suma wydatków budżetowych Państwa netto wynosi okrągło zł 30 mld. Z wydatków budżetowych i z akcji pozabudżetowej z dyspozycji samego tylko Państwa inwestycje pochłonęły w tym 12-leciu – łącznie z wojskiem – ponad zł 6 mld. Jest to suma wcale poważna.

Ona to stała się motorem rozwiązania wielu doniosłych i palących zagadnień. Powstało w tym czasie kilka nowych, ważnych gałęzi przemysłu, szczególnie gałęzi obsługujących potrzeby Państwa i rolnictwa; został pchnięty naprzód problemat mieszkaniowy; przybyły nowe arterie komunikacyjne; zapoczątkowana została akcja elektryfikacji kraju; pewne korzystne przesunięcia dokonały się w strukturze agrarnej kraju; pobudowane zostały ważne gmachy państwowe i reprezentacyjne; niektóre miasta uzyskały elementarne urządzenia zdrowotne i cywilizacyjne; pewien postęp dokonał się w opiece nad zdrowiem ludności; opanowane zostało technicznie nasze wybrzeże morskie. Niewątpliwie udałoby się zestawić i kilka innych jeszcze elementów twórczej pracy.

Wszędzie tam, gdzie zjawiała się w służbie Państwa energiczna i bardziej twórcza jednostka, wszędzie tam, gdzie konieczność krzyczała o rekonstrukcję czy inwestycję, gdzie przemawiała sama oczywistość nieodpartą logiką faktów – powstawały nowe wartości, nowe obiekty, nowe ważne prace publiczne. […]

Ale oto wyrasta zagadnienie nowe i główne. W jakim stopniu te odcinkowe plany, te indywidualne osiągnięcia, te poszczególne rozwiązania ustosunkowały się do naczelnych założeń polskiej polityki gospodarczej? Czy stały się odbiciem jednolitej polskiej racji stanu? Oto wielki i na wskroś nowoczesny problemat. Rozwiązywaliśmy od lat, z lepszymi lub gorszymi rezultatami, różne postulaty lokalne, regionalne, dzielnicowe, każdy z nas – w najlepszej intencji – przyciągał trochę pieniędzy publicznych do celów, którym służył; czyniliśmy nakłady z punktu widzenia potrzeb handlu, komunikacji, rolnictwa i przemysłu; szukaliśmy sposobów rozładowania bezrobocia w pojedynczych zagrożonych okręgach; rozbudowywaliśmy etatyzm i czasem próbowaliśmy wzmacniać gospodarstwo prywatne ze źródeł publicznych; ale w jakim stopniu rozwiązaliśmy postulaty syntetyczne dzisiejszej i przyszłej, żywej, rzeczywistej i obciążonej na przyszłość poważnymi trudnościami, odbudowanej i zjednoczonej Polski? […]

Jakież to cele gospodarczo-finansowe, jakież to kryteria muszą być włączone do zbadania słuszności każdego nowego wydatku, każdej nowej inicjatywy i nowej inwestycji w Państwie? Jakież to wielkie i poważne uzasadnienia muszą powstać, by zharmonizować miliony obywateli wobec faktu, iż prawo Państwa do korzystania z gromadzących się oszczędności jest ważniejsze i hierarchicznie wyższe niż prawo jego poszczególnych obywateli, i to pomimo stwierdzenia, iż Państwo nasze stoi na gruncie prywatnogospodarczej zasady politycznej.

Te zasadnicze kryteria i te podstawowe – w moim rozumieniu – postulaty syntetyczne narzucają się same przez się. Oto, na pierwszym miejscu musi być postawiony postulat szybkiego wzmocnienia naszej zdolności obronnej i postawienia jej na całkowicie nowoczesnym poziomie technicznym, produkcyjnym i komunikacyjnym.

Po wtóre, musimy ruszyć z martwego punktu dążności ku stworzeniu warunków dla systematycznego uprzemysłowienia kraju, jako praktycznie jedynej, wielkiej i trwałej możliwości dla absorpcji przyrostu ludnościowego, dla trwałego rozładowania bezrobocia, a zarazem dla otwarcia możliwości przetworzenia surowców polskich na wartości wyższego rzędu.

Wreszcie, powstaje postulat takich przeobrażeń struktury gospodarstwa polskiego – gospodarstwa zarówno agrarnego, jak i przemysłowego, by wielkie okręgi gospodarczo bierne zaktywizować, by zatrzeć wielkie różnice ekonomiczne między wschodem i zachodem Polski, by umożliwić przesunięcia w lokalnych dyspozycjach energią mechaniczną, by obniżyć podstawowe elementy w kosztach własnych produkcji, a w ten sposób ugruntować rentowność procesów gospodarczych na drodze wszechstronnego rozwoju, a nie wyzysku.

W krótkości można by zrekapitulować, że cele nasze są następujące: zabezpieczyć i utrwalić pokój, pogłębić, zjednoczyć i rozszerzyć Polskę gospodarczo i społecznie – tak, by mogła zabezpieczyć pracę dla ludzi i udźwignąć poważne koszty, które z tej przebudowy powstaną.

Czyż te proste kryteria nie były dostatecznie uwzględniane w dotychczasowych wysiłkach inwestycyjnych Państwa? Nie, nie były dominantą naszych prac i być nie mogły tak długo, jak długo nie dążyliśmy do stworzenia jednolitego, skoordynowanego planu inwestycji państwowych – jak do niedawna nie były drogowskazem i dla wielu innych narodów i państw. Wysiłki oddzielnych resortów, oddzielnych funduszów i pojedynczych ludzi były ogromne, godne szacunku i uznania i zmierzały często do osiągnięcia najlepszych rezultatów najmniejszym kosztem. Ale charakter tych wysiłków był zgoła inny. Inna była dotychczas podstawa dyspozycyjna, inna hierarchia celów.

Oczywiście, nie przetrawimy tu wyczerpująco nawet w całodziennej dyskusji tego złożonego problematu. Raczej uruchomimy tylko publiczną dyskusję. Toteż ilustrować te tendencje mogę tylko luźnymi przykładami.

Tak więc zobaczą Panowie dwie karty [mapy] Polski, z których jedna wskazuje na gęstość zaludnienia, a druga na przyrost naturalny ludności w poszczególnych okręgach kraju. Istnieje całkowita dysharmonia w tych obrazach. Mogą Panowie przestudiować inną mapę, która wyraża syntezę sieci komunikacyjnej Polski z roku 1918. Sieć ta składa się z 6 równoległych arterii, atakujących z zachodu granice Polski, i z kompleksu, który w formie promieni wypływa z Warszawy na wschód, jak gdyby dla łatwej ewakuacji. Moglibyśmy stwierdzić, że prawie do ostatnich lat usiłowaliśmy – nieświadomie – wzmocnić niektóre założenia komunikacyjne zaborcze, a słabo rozbudowaliśmy własne, które dadzą się ściśle wydedukować z potrzeb gospodarstwa polskiego.

I tak kolejno możemy wgłębiać się w dziesiątki zupełnie podstawowych zagadnień, dotyczących czy to źródeł energii, czy to wyzyskania surowców, połączenia komunikacyjnego okręgów, kompensujących swe potrzeby, przetwarzających surowce na półprodukty – i wszędzie w jaskrawej formie spotykamy przeciwieństwa polskiej gospodarczej racji stanu. Jeszcze w roku 1937 napotkamy rażące, mechaniczne, brutalne rozdarcia zjawisk gospodarczych – prawie zawsze na liniach szwu dawnych granic zaborczych. Badania te wykazały nam aż nadto dowodnie, z niezwykłą oczywistością, iż nie byłoby – w nakreślonych warunkach – większego nonsensu, jak dzielenie zmobilizowanych funduszów inwestycyjnych na powiaty czy okręgi, a nawet częściowo i na autonomiczne zagadnienia, przy zastosowaniu szablonowych proporcji czy targów resortowych. Przeciwnie, okazało się z całą wyrazistością, iż na przykład linia kolejowa, zbudowana w okręgach centrowych, a łącząca 2 przerwane arterie na kresach, może oddać nieocenione usługi najdalszym kresom wschodnim, choć terytorialnie nie tam ulokowana będzie dana inwestycja. Okazało się z całą oczywistością, że lokując w oderwaniu od całego syntetycznego, ogólnopaństwowego planu inwestycyjnego spore kapitały w jakiś, ważki sam w sobie, szczegół – unieruchamia się tak cenny kapitał, a nawet dana okolica po wykonaniu określonych robót powraca do dawnej nędzy i beznadziejności. Okazało się też, że łącząc zagadnienia obrony i gospodarstwa w jeden system, osiąga się spotęgowanie skutków ogólnogospodarczych, gdyż w ramach planu generalnego gospodarstwo służy obronie, a inwestycje obrony mogą wzmacniać wiele procesów gospodarczych.

Przez badania, które wciąż pogłębiamy i wciąż wzmacniamy obiektywną analizą, dochodzimy do wniosku, że inwestowanie choćby bardzo znacznych kapitałów w sposób chaotyczny, dowolny, wynękany na Rządzie przez zainteresowania lokalne, odsuwa i opóźnia moment generalnego ataku na powszechnie dostrzegane zło. A tym złem jest fakt, że Państwo – jedno z większych w Europie – Państwo, które przed wiekami było potęgą i siłą, które w bitwach zwyciężało i łamało potęgi obce, które dysponuje ludźmi, obszarem i względnym bogactwem surowców – w zakresie walorów gospodarczych w XX w. znalazło się na szarym końcu narodów w Europie.

Im dalej od kilku luźnych ośrodków pewnego tradycyjnego rozwoju gospodarczego, skoncentrowanego głównie na zachodzie Polski – tym braki techniczno-cywilizacyjne są większe, tym narzędzia pracy są prymitywniejsze, tym mniejszy walor reprezentuje praca ludzka, tym głębsze są przeciwieństwa socjalne, tym powszechniejsza jest nędza ludzka i indyferentyzm wobec idei Państwa. Polska B dochodzi aż pod Warszawę i Katowice, a nie kończy się – jak myśleliśmy – na linii Sanu, Bugu i Wisły. Musimy rozpocząć systematyczny i zwarty marsz przeciwko temu wspólnemu nieprzyjacielowi. Musimy doprowadzić do takiej koncentracji woli i wysiłku, by inwestycja, wykonywana w planowo określonym miejscu, budziła żywy oddźwięk i zadowolenie w całej Polsce.

Musimy dojść aż tak daleko, by resorty państwowe przy dyspozycjach finansowych na dany okres inwestycyjny roczny, wyrzekły się egoizmu resortowego wyciśnięcia, przy zastosowaniu wszelkich sztuk tej wiedzy, „maksimum” środków materialnych dla siebie, a poczęły decydować z punktu widzenia realizacji planu. Musimy dojść aż do tego, by w sporach i dyskusjach o planie inwestycyjnym przeważała troska o treść, a nie o formę wniosku. Jeżeli te nastawienia są niemożliwe, to niemożliwa jest i walka o zabezpieczenie tych naczelnych postulatów i celów, o których mówiłem uprzednio, to niemożliwe jest prawdziwe ruszenie z martwego punktu, choćbyśmy zmobilizowali bardzo znaczne środki materialne. Nie negując w sposób absolutny szeregu potrzeb lokalnych, nie negując możliwości czy konieczności kompromisu między aktualnymi potrzebami dnia dzisiejszego i planowymi potrzebami przyszłości – w imię naczelnej idei wzmocnienia sił i urządzeń obronnych, w imię syntetycznych potrzeb gospodarczych – musimy rzucić pierwsze konkretne hasło: rozbudowy nowego centralnego rejonu przemysłowego.

Tak, jak ongiś całym programem i symboliką polityczno- gospodarczą stało się to słowo: Gdynia – tak dziś stawiamy nowe hasło w programie uprzemysłowienia, które otrzymuje symboliczną i skróconą nazwę: okręg centralny – Sandomierz. Dziś okręg ten stanowi większą pustkę programowo-gospodarczą niż ziemie wschodnie, pomimo iż istniały próby ustawowe ulokowania tam specjalnych gałęzi produkcji. Nie jest on i dziś ani wybitnie rolniczy, ani przemysłowy. Nie ma on fizjonomii gospodarczej, choć w chwilach niebezpieczeństwa, wprost geofizycznie, musiałby się stać ośrodkiem zorganizowanej materialnej obrony. Jeśli tak jest, to tu rozwinąć się muszą nowe węzły komunikacyjne, to tu w dalszych dyspozycjach gospodarczych muszą nastąpić ważkie korektury energetyczne, surowcowe i przetwórcze.

Ale i ściśle gospodarczo okrąg ten musi się stać pomostem, który stworzy rynek zbytu i dla płodów rolnych okręgów wschodnich, i dla surowców i półproduktów okręgów zachodnich, i odbiorcę energii, opartej o siły wodne i ciepło gazu ziemnego, a skoncentrowanej na południu. Można udowodnić materiałem ściśle rzeczowym, że wszelkie wysiłki gospodarczego ożywienia kresów pozostaną w połowie bezskuteczne, jeżeli pomiędzy zachodem i wschodem pozostawimy martwe pustkowie, filtr bezwładu, okręgi przeludnione, nędzne i gospodarczo niezdefiniowane. Można nawet kusić się o dyskusję, że wytrzymałość zewnętrznych granic Polski na naciski będzie tym większa, im twardszy gospodarczo i organizacyjnie będzie kraj [region] obejmujący okręgi centralne między Sanem i Wisłą.

Drugim hasłem, które musimy jeżeli nie podjąć, bo ma ono już swoją historię w Polsce, ale ożywić i zaktualizować, to hasło zatarcia układów strukturalnych, wyrosłych pod wpływem i naciskiem interesu państw zaborczych. Żadne z wielkich zagadnień gospodarczych do końca wojny nie zostało i nie mogło być ujęte w skali potrzeb Narodu i Państwa Polskiego. Te przemiany muszą być przyśpieszone i muszą znaleźć konkretny wyraz w nowych poczynaniach inwestycyjnych. Na tych dwu głównych hasłach należy chwilowo skoncentrować naszą uwagę, choć ani w przybliżeniu nie wyczerpują one naszych aspiracji gospodarczych. […]

Pierwsze zręby rozbudowania przemysłu w tym okręgu – przemysłu związanego z celami obrony Państwa, z rozbudowaniem dróg komunikacyjnych, uregulowaniem rzek, z doprowadzeniem i rozprowadzeniem gazu ziemnego i energii elektrycznej, muszą pochłonąć sumę ok. zł 3 mld. Nie możemy jednak zaniedbać normalnego programu dróg komunikacyjnych, rozbudowy dróg wodnych, regulacji i melioracji, inwestycji rolniczych, rolniczo-przemysłowych, rozbudowy Gdyni i floty handlowej, akcji budowlanej, akcji wyposażenia miast, niezbędnych urządzeń w całej Polsce i na ziemiach wschodnich, co zaabsorbuje corocznie nie mniej niż zł 250 mln z funduszów publicznych. Pozostają jeszcze potrzeby specjalne: dotyczą one rozbudowy szkół i niektórych gmachów państwowych, potrzeb obronnych, ześrodkowanych w innych dzielnicach Państwa, a przede wszystkim wykończenia wielu prac, podjętych czasem w ostatnich latach bez należytego uzasadnienia, z punktu widzenia obecnych, nowych kryteriów, oraz potrzeby prac poszukiwawczych i badawczych – choćby w zakresie ustalenia naturalnych bogactw Polski na ziemiach wschodnich i wschodnio-południowych.

Tak więc widzimy, że plan 4-letni, obracający się w granicach sum poprzednio wymienionych, dla nowego, szerszego i planowego programu już zupełnie nie wystarcza. W każdym razie, zanim moglibyśmy podjąć wykonywanie planu szerszego i dłuższego, np. 10-letniego, musimy przygotować odpowiednie warunki wstępne. Roboty wcześniej zaczęte, bez względu na swe walory w przebudowie generalnej, omówionej poprzednio, muszą być wykończone. Ogólne tempo obrotów gospodarczych musi być wzmocnione, gdyż następnie nie należałoby unikać szerokiego współdziałania inicjatywy prywatnej w akcji uprzemysłowienia okręgów centralnych. Przeciwnie nawet, taki właśnie duży narodowy program mógłby regenerować anemiczną działalność prywatno-gospodarczą, mógłby wybitnie wzmocnić polski stan posiadania w przemyśle średnim i wielkim i skierować na inne tory działalność etatystyczną, rezerwując jej najszersze pole w działach rozbudowy ścisłego przemysłu obronnego, który zasadniczo winien się znajdować w ręku Państwa, oraz rozbudowy wszelkich dróg komunikacyjnych i magistrali elektrycznych i gazowych. Toteż plan 4-letni nie tylko nie upada, ale winien stanowić wyraźny pomost do planu znacznie szerszego. Byłby to okres dostateczny, aby w akcji planowania i w celowości wydatkowania nadzwyczajnych sum na wielki program inwestycyjny poczynić niezbędne postępy i przygotowania. Ponadto wstępne prace w tym nowym okręgu przemysłowym już obecnie zostaną dokonane, głównie w ramach akcji prowadzonej przez Ministerstwo Spraw Wojskowych i Ministerstwo Komunikacji. […]

Jestem jak najbardziej oględny i ostrożny w udzielaniu zgody na powstawanie nowych zadłużeń, gdyby jednakże przyjąć, iż prace te dokonane zostaną na kwoty o połowę mniejsze niż w latach 1935-36, to i wówczas pozycje te dosięgną zł 50-60 mln rocznie.

Tak więc to, co w 1937 r. powstanie w Polsce w formie nowych inwestycji – z dyspozycji czynników państwowych tylko – określi się sumą globalną zł 800 mln. Będzie to ogromny wysiłek Państwa, i mogę dziś spokojnie stwierdzić, że jest on możliwy już bez naruszenia czy to waluty, czy pozycji kredytu państwowego.

Warto jeszcze dla całości obrazu przytoczyć następujące informacje:

Inwestycje, planowane we Francji, w stosunku do całego budżetu łącznie z planem inwestycyjnym wyniosły w 1936 r. 19%. W Belgii na rok 1937 odnośny procent wynosi 20%. W Czechosłowacji inwestycje budżetowe i pozabudżetowe wynoszą 19% globalnej sumy wydatków, we Włoszech – 15%, przy czym jednak prawdopodobnie pewne inwestycje wykonuje się ze specjalnych funduszów, nie podlegających opublikowaniu. W Austrii odpowiedni procent dla inwestycji cywilnych wynosi ostatnio niecałe 4%.

W Polsce na rok 1937 budżet i wydatki pozabudżetowe inwestycyjne, obliczane podobnie jak w innych krajach, obejmą sumę globalną w wysokości ok. zł 2900 mln, inwestycje zaś z dyspozycji czynników państwowych – ok. zł 800 mln. Liczba charakteryzująca ten wysiłek wyniesie u nas 27,5%. W ubiegłym roku ten sam stosunek wyraził się kwotą ok. 20%.

Wyraźnie więc przechodzimy z formy pasywnej i konsumpcyjnej wydatków państwowych na podwyższanie części twórczej i inwestycyjnej.

Praca ta dokonuje się w warunkach niełatwych. Trudności psychiczne pracy publicznej są Panom aż nadto dobrze znane. Trudności materialne były tu omawiane wielokrotnie.

Toteż z punktu widzenia polskiej rzeczywistości i troski o przyszłość Polski trzeba spojrzeć na całe zagadnienie i na ten fragment, który zawarty jest w dwu projektach ustaw: w projekcie bardziej generalnym, 4-letnim, związanym z podwyższeniem naszych walorów obronnych i zapoczątkowaniem przebudowy struktury gospodarczej w nowym okręgu przemysłowym Polski, oraz w projekcie 1-rocznym, bardziej szczegółowym, związanym organicznie i planowo z pierwszym, a dotyczącym inwestycji, w których charakter gospodarczy przeważa.

Można, oczywiście, wywołać szereg wątpliwości i kwestii związanych z tymi projektami. Można twierdzić, iż troskę o podstawowe inwestycje można by całkowicie pozostawić prywatnej inicjatywie, gdyby tylko zapewnić jej trwałą i solidną rentowność. Można by sprzeciwiać się samej idei planowania i harmonizowania inwestycji w takim rozmiarze. Można by badać i odrzucać projekty inwestycji nierentownych albo pozornie nierentownych, czyniąc z tej zasady główne kryterium. Można usiłować przerzucać kwoty z jednej pozycji na drugą. Można też skoncentrować uwagę na wątpliwościach natury formalnoprawnej.

Każdy zarzut, z dobrą wiarą i z troską o dobro publiczne postawiony, zasługuje na uwagę, i uczynimy wszystko, by takie wątpliwości rozproszyć. Wszystkich jednak obaw nie usuniemy i nie pokonamy, gdyż sprawy, które dziś chcemy załatwiać, dotyczą przyszłości. Dlatego projektuję, przynajmniej w odniesieniu do inwestycji o charakterze ściśle gospodarczym, włączyć jeszcze dwa elementy, które korygowałyby stopniowo możliwe błędy: pierwszy – to powołanie do życia małego, ale sprawnego i fachowego komitetu poza biurokratycznego, który by omawiał zasadnicze linie planu, harmonizował poczynania z potrzebami życia gospodarczego i alarmował w razie zauważenia jakichś braków; drugi – to publiczna sprawozdawczość z prac dokonanych.

Sądzę, że te zapewnienia opinia publiczna przyjmie chętnie do wiadomości. Ale istota rzeczy pozostanie zawsze w tym, że projektowane prace i cele dojrzały już jako konieczność polityczno-gospodarcza i konieczność socjalna współczesnej Polski. Musimy pozytywnie, spokojnie, z męską decyzją pokonywać coraz większe trudności, jeżeli naprawdę cenimy zdobytą wolność i całość. W bezwładzie i w kryzysie wiecznie żyć nie można. Mamy pełną świadomość wagi zagadnienia obrony, zmobilizowanej przez cały Naród. Mamy świadomość, iż musimy uleczyć ostatecznie wszystkie głębokie rany i wszystkie choroby, które powstały w okresie długotrwałej niewoli i rozdarcia. Musimy tworzyć trwałą i mocną więź pomiędzy jedną dzielnicą Polski i drugą, pomiędzy Państwem i obywatelem, pomiędzy gospodarstwem i Narodem.

Polska musi własnym wysiłkiem tworzyć i budować codziennie i z uporem, ze świadomością celu własną nowoczesną organizację polityczną i gospodarczą, zdolną do życia, do rozwoju i do wytrzymania wszystkich ciśnień zewnętrznych i wewnętrznych.

Temu celowi służą w swej istocie i oba przedłożenia rządowe, które stanowią przedmiot naszych wspólnych trosk i rozważań.

Eugeniusz Kwiatkowski

*                        *                         *

Powyższy tekst to fragmenty przemówienia wygłoszonego 5 lutego 1937 r. w trakcie obrad Komisji Budżetowej Sejmu RP podczas debaty nad ustawami inwestycyjnymi. Opublikowano go w pracy zbiorowej „Ku przebudowie gospodarczej. Wytyczne inwestycji państwowych”, Nakładem tygodnika „Polska Gospodarcza”, Warszawa 1937. Od tamtej pory nie był wznawiany. Poprawiono polszczyznę wedle obecnych reguł.

Za: http://nowyobywatel.pl/2012/04/12/program-inwestycyjny/
https://rgrunholz.wordpress.com

Komentarzy 30 do “Eugeniusz Kwiatkowski – 80 lat”

  1. Zborowski said

    By to moglo sie wszystko ziscic Co ten Pan Kwiatkowski wypowiedzial.W Polsce musza byc rzady silnej reki.Czyli Armia musi przejac wladze.Dowodztwo musi byc oddolne czyli ;;;zwykli obywatele…Swiadomosc Polakow musi byc podparta czynem I to zbrojnym.By zwykly obywatel poczul sie zobwiazany.W dziele odbudowy silnej POLSKI.

  2. AlexSailor said

    Coraz bardziej dociera do mnie, że II RP była państwem socjalistycznym.
    A socjalizm kończy się tak, jak w 1939r. lub w 1945r. (państwo socjalizmu narodowego Hitlera, które musiało w 1939r. rozpocząć wojnę z powodu bankructwa).
    Albo w 1989r.

    https://www.bankier.pl/wiadomosc/Wenezuela-uznana-za-bankruta-Jest-decyzja-ISDA-7556736.html#boxArticleComment

    Sterowanie centralne też ma swoje zalety,
    Niestety kończy się zwykle zwykłym, ordynarnym złodziejstwem.

  3. AlexSailor said

    Ad 1 @Zborowski

    Dokładnie na odwrót.
    Nie było najmniejszych szans na szczęśliwy koniec.

    Po pierwsze, wybitny niewątpliwie, a na dodatek ideowy, fachowy i z wizją E.K., całe życie pracował na etacie i chyba nie
    bardzo wiedział, skąd biorą się pieniądze.
    To jest uważał, że z budżetu.

    Po drugie:

    „W obliczu klęski wrześniowej wraz z rządem opuścił Polskę 17 września 1939. W latach 1939–1945 internowany w Rumunii. Premier Władysław Sikorski odrzucił jego prośbę o przyjęcie w skład armii polskiej we Francji motywując to jego osobistą odpowiedzialnością jako członka władz przedwrześniowych za klęskę 1939 roku.”

    Nie, żebym gen. Sikorskiemu ufał bez zastrzeżeń, ale jeszcze raz:
    „motywując to jego osobistą odpowiedzialnością jako członka władz przedwrześniowych za klęskę 1939 roku”.

    Po trzecie:

    „8 lipca 1945 roku wrócił do kraju i w latach 1945–1948 był Delegatem Rządu dla Spraw Wybrzeża (jego zastępcą był Kazimierz Strzegocki[7]). Krytykowany przez emigrację polityczna i opozycję w kraju. Zaangażował się w odbudowę gospodarki morskiej. W swoim przemówieniu z 1945 roku stwierdzał: „Tu nad bałtyckim wybrzeżem ofiarowuje nam historia szanse jakich nie mieliśmy od prawie pięciu wieków. Musimy więc skupić wszystkie siły i wszystkie uzdolnienia tkwiące w naszym narodzie, by te możliwości wyzyskać w całej pełni””

    Co świadczy, że rozumiał znacznie więcej niż Rząd Londyński, Niezłomni i zdecydowana większość narodu razem wzięta.

    Po czwarte.
    JKM pisze, że na potrzeby ambitnych planów II RP zarzynano podatkami gospodarkę II RP, bieda dzięki tym inwestycją w ujęciu ogólnym (nie tych co się załapali) była znacznie większa niż powinna, łapówy i przekręty mnożyły się (patrz Nikodem Dyzma), a polska przedsiębiorczość prywatna zwijała się zamiast rozwijać (mało kto wie, że w IIRP mieliśmy opracowanych kilka modeli dobrego samochodu, które na skutek zakupu licencji Fiata zostały zarzucone, a Włosi zastrzegli sobie, że w Polsce nie będzie produkowany żaden rodzimy samochód – przypomina coś?).
    Inaczej, pomysły Kwiatkowskiego były rujnujące dla gospodarki i państwa.
    I ja w dużej części z JKM się zgadzam.
    Dziś, kiedy w większości innych spraw nie.

    Po piąte.
    Wybitny polski pisarz, wydawca, bloger, Gabriel Maciejewski stwierdził na podstawie swoich badań przy okazji pisania bardzo wartościowych książek, że do roku 1942 ponad połowa polskich gospodarstw rolnych towarowych ZBANKRUTOWAŁABY.
    Oczywiście na skutek wysokich podatków i polityki gospodarczej a’la Kwiatkowski.

    Efektem były między innymi strajki chłopskie (bunty) i bieda z przysłowiowym dzieleniem zapałki na czworo – patrz MONOPOL ZAPAŁCZANY.
    Jak E.K. chciał rozbudować kraj, skoro odciął dostęp Polaków do tanich i zapałek obkładając je podatkiem dziś zwanym akcyzą?

    Po szóste.

    „Jakież to cele gospodarczo-finansowe, jakież to kryteria muszą być włączone do zbadania słuszności każdego nowego wydatku, każdej nowej inicjatywy i nowej inwestycji w Państwie? Jakież to wielkie i poważne uzasadnienia muszą powstać, by zharmonizować miliony obywateli wobec faktu, iż prawo Państwa do korzystania z gromadzących się oszczędności jest ważniejsze i hierarchicznie wyższe niż prawo jego poszczególnych obywateli, i to pomimo stwierdzenia, iż Państwo nasze stoi na gruncie prywatnogospodarczej zasady politycznej.”

    Co tu komentować.
    Złodziejstwo i rabunek własnych poddanych, żeby przy korycie było dobrze.
    A nawet bardzo dobrze.

    Po siódme.

    „W Polsce musza byc rzady silnej reki.Czyli Armia musi przejac wladze.”

    No i przejęła w 1926r., a w 1939r., po całkowitej kompromitacji, dała dyla za granice, gdzie twórczo zeżarła polskie zasoby złota, na dodatek zraszając polską krwią pola od Narwiku, przez morza i oceany, do pustyń Afryki, ziemi włoskiej, brytyjskiej, belgijskiej, holenderskiej, francuskiej, a nawet czeskiej.
    W 1981r. też przejęła, co natychmiast skończyło się powodziom spowodowaną przez buców, a w 1989r. wyprzedażą wszystkiego.

    No i niech Pan się pocieszy, bo prawdopodobnie czekają nas rządy silnej ręki (grzebiącej w naszych kieszeniach głównie).
    Efekt będzie taki jak w poprzedniej mojej wypowiedzi.

  4. kuntakinte said

    ad1
    Panie Zborowski przeciez to juz bylo grane rozbudowane monopole i kartele, sanacyjna korupcja. http://nczas.com/publicystyka/skad-wzielo-sie-zlo-w-gospodarce-ii-rp-przyczyny-etatyzmu/

  5. Zborowski said

    To nie byla wladza tylko ;;;;;;;;;;masonskie h..e Tak jak ;;pilsudzki I inne dziadostwo naslane przez ;;domy Rothildow I inna swolecz zachodnia.
    A ja jestem za Wojennym Panem.Ktory postawi ;;NAROD NA NOGI.
    Zachod w moim pojeciu musi byc ;;;ZNISZCZONY.
    Przyczyna glowna to ;;;;;;kabalisci zboje nowo postepowcy talmudyczni;;;;;;bogaccy .watykany zydowskie Duchowa indoktrynacja spoleczenstw zachodu czyli (oglupianie mas).Mozna tu pisac mowic polemizowac wyglaszac referaty itd.A to wszystko jest cecha ;zydostwa Gadac gadac gadac jeszcze raz gadac.Po to by Glupie GOIE utonely w tym naszym gadaniu.Amy bysmy sie z tego utrzymywali.Bhaaa haaaa.
    A co Pan powie mi o dzisiejszych politykach .Przepraszam ;Pseudo politykach.
    BIC W NICH I nic wiecej .A jesli mi Pan powie ze to nie humanitarnie.To siedz Pan Az do pana przyjda ;;;;W czarnych mundurach I Pana ;;;;;;;zachipuja Nas wszystkich zaczipuja…………..TAKZE CZEKAJ PAN CIERPLIWIE moze sie to wszystko jakos samo naprawi.BHaaaa haaaa
    .BIC W NICH

  6. VA said

  7. robertgrunholz said

    ,,Nie, żebym gen. Sikorskiemu ufał bez zastrzeżeń”

    To była zemsta. Minister Kwiatkowski szanował J. Piłsudskiego, ale do rządu wrócił dopiero parę miesięcy po jego śmieci. Marszałek nie potrafił nigdy znosić wybitnych fachowców i charyzmy kogokolwiek w swoim otoczeniu. Minister Kwiatkowski był demokratą, a tym samym krytykiem sanacyjnych metod rządzenia państwem np. tajemniczego więzienia i uśmiercania opozycjonistów. Jego piętnastoletni program zakładał znaczący rozwój polskiego przemysłu zbrojeniowego, ale nie zdążył go wprowadzić w życie. Winni temu byli więc ci, którzy tyle lat trzymali go z daleka od rządu, by nie rzucał się zbytnio w oczy pewnemu megalomanowi. Gdyby mógł nieprzerwanie pracować od 1926 do 1939, to Polska w momencie wybuchu wojny wyglądałaby zupełnie inaczej. Poza tym nasz bohater wiedział czego można spodziewać się ze strony III Rzeszy, w porównaniu do niektórych sanacyjnych tuz.

    ,,Inaczej, pomysły Kwiatkowskiego były rujnujące dla gospodarki i państwa.”

    Pan również zwala winę na jednego człowieka. Rujnujące dla gospodarki i państwa były marne pomysły, nieuctwo i marnotrawstwo pieniędzy publicznych pozostałych ,,mężyków stanu”. Minister Kwiatkowski miał jedynie dwie okazje, by wejść w sam środek płonącego domu publicznego i za każdym razem osiągał niebywały sukces w gaszeniu pożaru. To właśnie on upraszczał i reformował prawo podatkowe, by nie pozostawiało setki możliwych interpretacji każdego przepisu. To on ucinał niepotrzebne wydatki rządowe, prowadził odpowiedzialną politykę kredytową, regulował prawnie działalność różnych podmiotów gospodarczych, wspierał eksport i rolnictwo, a przy tym ani razu nie podniósł ręki na marne zdobycze socjalne Polaków, tylko skupił się na stworzeniu dla nich państwa, w którym bezrobocie i gospodarka stojąca w miejscu byłyby jeno przeszłością.

    Przypomnijmy sobie sytuację:

    Mamy przemysł osiągający maksymalnie 30% normy z 1919 roku, 30% majątków ziemskich w ruinie, dwa i pół miliona hektara wyciętych lasów, zniszczone miliony budynków, tysiące mostów, zdewastowaną kolej i zaledwie 1/3 plonów w porównaniu do tego, co było przed wojną na terenach okupowanych. Znaczna część rolników uprawia nadal ziemię w sposób typowy raczej dla roku 1830, nie ma dostępu do nowoczesnych maszyn, ani nawozów.

    Prowadzimy kosztowną wojnę na wschodzie. Nie pozostało nam wiele czasu, by zmodernizować infrastrukturę drogową oraz kolejową. Wymagają one spojenia i zunifikowania. Trzeba wprowadzić nową walutę i ujednolicić prawa oraz przepisy we wszystkich trzech częściach kraju. Musimy radzić sobie ze strajkami, niskimi zarobkami i hiperinflacją. Częściowo problem rozwiązuje reforma walutowa Grabskiego, ale na krótko – w 1925 wybucha wojna celna z Republiką Weimarską, a niedługo potem rozpoczyna się Wielki Kryzys. Dzięki wysiłkom kochaniutkich w Wersalu, z marnej części przypadłego nam po wojnie Wybrzeża, nie mamy żadnych znaczących profitów.

    Jako, że pisałem na jego temat dłuższą pracę, pozwolę sobie użyczyć jej fragmentów do wyłuszczenia niektórym co uczynił ten mąż stanu:

    Budowa portu w Gdyni trwa z przerwami od 1922. Efekty są podobne do budowy elektrowni atomowej przez Przenajświętszą III RP. Dopiero w 1926 na scenę wkracza minister Kwiatkowski. Parę tygodni zajmuje mu renegocjacja kontraktu z Konsorcjum Polsko-Francuskim. Zamawia kilka statków handlowych. Uzyskuje fundusze na budowę falochronów, basenów, składów, chłodni i instalacji przeładunkowych. Rozwija sieć elektryczną, obok portu rozwija Bank Gospodarstwa Krajowego, Urząd Marynarki Handlowej i Szkołę Morską. Niedługo ukończony zostaje nie tylko port wojenny, ale także port towarowy, pasażerski i rybacki. Tworzy połączenia kolejowe między Gdynią, a Śląskiem, Lwowem, Wilnem i Karpatami. Wszystkie omijają Gdańsk. Polski węgiel zapełnia składy kolejowe, minister przełamuje niemiecką blokadę i na masową skalę eksportuje go gdzie tylko się da. Korzysta z faktu, iż na terenie Wielkiej Brytanii trwają strajki górników, ale tę szansę dostrzega tylko on; bez niego nie byłoby przecież w porę kolei łączącej Wybrzeża z Gdynią, ani żadnego dalekomorskiego portu.

    Wprowadza niskie taryfy portowe i kolejowe, by przyciągnąć inwestorów i skutecznie rozwija tym import oraz eksport. Uratowane przed skutkami wojny celnej koncerny węglowe odwdzięczają się z nawiązką. Gdy w latach 1925-1926 wydano na budowę portu zaledwie 6,5 miliona złotych, w latach 1927-1928 było to już 35 milionów. Efekt? Gdynia powoli stawała się jednym z głównych portów przeładunkowych na Bałtyku, a wiele statków zaczęło omijać nawet porty niemieckie. W roku 1930 przeładunki w Gdyni były już większe niż w porcie Wolnego Miasta Gdańsk. W roku 1922 zaledwie 7,3% handlu zagranicznego Polski przebiegało przez porty, w roku 1930 była to już połowa, a dwa lata później było to już 67%. Tym samym Gdynia stała się portem ważniejszym od Kopenhagi, Sztokholmu czy Bremy w zaledwie 8 lat od rozpoczęcia budowy. Mimo, iż budowa wielu części portu nadal trwała, to był on zdecydowanie najważniejszym miejscem przeładunkowym na całym Bałtyku. Po zakończeniu budowy Gdynia posiadała już największy i zarazem najnowocześniejszy bałtycki port w całej międzywojennej Europie.

    Dzięki wytężonej pracy ministra Kwiatkowskiego, prędko powstało też kilka przedsiębiorstw armatorskich i rozwinęła się w miarę nowoczesna flota morska. Wtedy też na trasie Gdynia-Ameryka Północna, kursowało już 6 transatlantyków. W roku 1929 Kwiatkowski wyraził zgodę na wydzierżawienie sporej powierzchni przy basenach portowych, gdzie już wkrótce rozpoczęto budowę Stoczni Gdyńskiej. Trzy lata później zwodowano w niej pierwszy kuter rybacki.

    Jeśli chodzi natomiast o Centralny Okręg Przemysłowy, dostrzegam tutaj jeszcze wyraźniejsze odbicie jego geniuszu:

    Na wsi utrzymywał się wysoki poziom bezrobocia, a produkcja przemysłowa nie była w stanie osiągać wyników sprzed kryzysu. Zapobiec temu miała właśnie budowa COP. Program industrializacji miał jednak nie tylko na celu zmniejszenie bezrobocia i danie impulsu przemysłowi, ale także możliwie jak największe zatarcie różnicy w rozwoju gospodarczym różnych regionów Polski, gdyż wschodnia część kraju nadal miała o wiele gorsze warunki życia, mniej rozwinięty przemysł i infrastrukturę, niż jej zachodnia część.

    Lokalizacja COP miała ogromne znaczenie, gdyż Eugeniusz Kwiatkowski zadecydował o budowie Okręgu w tzw. ,,trójkącie bezpieczeństwa”, leżącym u zbiegu rzeki San, Wisły i częściowo także Dunajca. Trójkąt obejmował znaczne części województwa krakowskiego, lwowskiego, lubelskiego i kieleckiego, leżące w równej odległości od wschodniej i zachodniej granicy kraju. Znajdowały się tam źródła gazu ziemnego oraz rzeki służące rozbudowie energetyki wodnej i umożliwiające dogodne warunki do transportu żywności. Dodać należy, że odsetek bezrobocia na tym obszarze był najwyższy w Polsce. Przedsiębiorstwa, które chciały ulokować swe zakłady na terenie COP, uzyskały 10-letnie zwolnienie z podatku samorządowego i obrotowego, a także inne rodzaje ulg i zwrotów za część kosztów poniesionych w inwestycje.

    Minister Kwiatkowski zgromadził na ten cel niewyobrażalne fundusze, ale aż połowa z nich miała pochodzić od sektora prywatnego.

    W dłuższej perspektywie czasu planowano budowę ponad trzydziestu elektrowni cieplnych, wodnych, a także zbiorników retencyjnych. Ostatecznie plany przerwała wojna, ale w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego wybudowano między innymi: ciągnący się przez 300 kilometrów gazociąg, Zakłady Południowe, czyli fabryki zbrojeniowe i hutę znaną dziś jako Huta Stalowa Wola, fabryki kauczuku, opon i farb, Państwowe Zakłady Lotnicze w Mielcu, Państwową Fabrykę Broni, Zakłady Chemiczne, wytwórnie amunicji, hydroelektrownie oraz zakłady produkujące między innymi ciężarówki, silniki lotnicze, sprzęt wojskowy, materiały wybuchowe, opony itp. Dla pracujących w COP robotników wybudowano dziesiątki tysięcy mieszkań, a także całą infrastrukturę komunikacyjną i elektryczną.

    Do wybuchu II wojny światowej, COP dał zatrudnienie ponad stu tysiącom robotników, przyczynił się do rozwoju handlu oraz drobnej przedsiębiorczości i znacząco pomniejszył bezrobocie na południu kraju. Ten niewątpliwy sukces zachęcił wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego do zaproponowania Sejmowi planu piętnastoletniego, obejmującego między innymi: dalszą industrializację kraju, rozbudowę infrastruktury drogowej, kolejowej, energetycznej, urbanizację, rozwój wsi, rolnictwa i dofinansowanie edukacji.

    Jego niezwykły dar pozyskiwania funduszy na każdy cel, a także przyspieszania inwestycji i negocjacji, umożliwił odrodzonej Polsce zbudowanie swego czasu najnowocześniejszego i najważniejszego portu oraz stoczni na Bałtyku, podobnie jak i całej infrastruktury kolejowej łączącej północną i południową Polskę.

    Gdyby nie on, Polska nie mogłaby nigdy zbudować żadnej floty handlowej, transatlantyków, przedsiębiorstw armatorskich i nie przetrwałaby wojny celnej z Niemcami. Bez jego zapału i głębokiego zrozumienia tego, czym jest kryzys oraz jak należy mu przeciwdziałać, nigdy nie powstałaby Stalowa Wola i trudno powiedzieć czy szansę na jakikolwiek rozwój miałyby Mielec, Dębica, Tarnów, Rzeszów i wiele innych miast.

    Bez Centralnego Okręgu Przemysłowego ponad sto tysięcy Polaków w południowych częściach kraju czekałaby jedynie skrajna bieda i bezrobocie. Polska odradzająca się po II wojnie światowej nie miałaby nawet fundamentów do tego, by zbudować swój przemysł zbrojeniowy, chemiczny, mechaniczny czy elektroniczny.

    Nie sposób także nie wspomnieć o jego dokonaniach w zakresie modernizacji rolnictwa czy nawet przeprowadzenia drastycznych reform oszczędnościowych, mających na celu poprawienie bilansu płatniczego Polski.

    Wspominano go jako człowieka-komputer i menadżera, analizującego dogłębnie dziesiątki wariantów i decydującego się jedynie na to, co jest w danej chwili najbardziej opłacalne. Według słów jego wnuczki, Eugeniusz Kwiatkowski o ludziach mówił albo dobrze, albo wcale, gdy niczego dobrego powiedzieć o nich nie mógł. Ślązacy oddali mu cześć, czyniąc go Honorowym Powstańcem Śląskim. Jego imię noszą liczne szkoły, odznaczenia, nagrody, a także Wyższa Szkoła Administracji i Biznesu w Gdyni. Nie bez powodu.

  8. Zenon K. said

    Re:7 Panie Robercie, w wielu opracowaniach podaje się, że Kwiatkowski nie chciał dopuścić do mobilizacji polskiego przemysłu aż do dnia inwazji niemieckiej na Polskę w obawie o kurs złotówki. Przemysł powinien zostać zmobilizowany do produkcji wojennej już w kwietniu 1939, zaraz po niemieckich żądaniach terytorialnych. Wtedy to i owo zdołałby wypuścić z taśm produkcyjnych. Kwestia: ile prawdy jest w oskarżeniach wobec Kwiatkowskiego? W zasadzie był on tylko ministrem, zawiniła zaś cała szajka sanacyjna. Możliwości wydatnego zwiększenia możliwości obronnych Polski były znaczne jeszcze w drugim i trzecim kwartale 1939 roku, czyli od momentu, kiedy III Rzesza odrzuciła przyjacielską maskę. Nie wykorzystano w zasadzie żadnej z nich, a był ich cały wachlarz. I właśnie fakt, że żadnej- jest najbardziej podejrzany. Równie podejrzany jak niesłychanie długi łańcuch „niezwykle korzystnych (dla Wermachtu i SS) zbiegów okoliczności” przed i tuż po wybuchu wojny. Po naszej stronie granicy zrobiono naprawdę wiele, by „spacer po Polsce” nie wypadł Niemcom zbyt drogo.

  9. AlexSailor said

    @Zenon K.

    Nie mnie oceniać ministra Kwiatkowskiego ale:
    – polski przemysł zbrojeniowy pracował od kwietnia do sierpnia wykorzystując 33% mocy wytwórczych,
    – pracował na eksport, np. wysłanie kilkudziesięciu dobrych Karasi do Rumunii,
    – Polska była niedozbrojona w 1939r. we wrześniu, ale posiadała dostateczną ilość uzbrojenia i sił zbrojnych, by się obronić – jeszcze raz, dostateczną – zatem wykorzystanie przemysłu zbrojeniowego od kwietnia, nawet gdyby podwoiło ilość podstawowego uzbrojenia (za co), to i tak niczego by nie zmieniło z powodu braku dowodzenia, dywersji, itp.

  10. AlexSailor said

    Ad 7

    Proszę Pana, nie można negować, że zrobiono dużo.
    Przede wszystkim port w Gdyni i połączenia kolejowe z nim, były bezwzględnie potrzebne,

    Ale wszystko co zrobiono, to było za pieniądze.
    No i pytanie za jakie pieniądze?
    Ano za rządowe, tylko, że rząd nie posiada pieniędzy i MUSI je najpierw zabrać swoim poddanym.
    No posiada pewien majątek, który coś tam minimalnie przynosił wtedy.

    Zatem żeby to wszystko wspaniale wybudować, to najpierw trzeba było zabrać ludziom.

    Można powiedzieć tu zabrano, tu wykonano potrzebne rzeczy (Gdynia) i mniej potrzebne.
    Dano pracę 100 tys. ludzi, a w innym miejscu zabrano.

    Ale to tak nie działa.
    Kwiatkowski może być geniuszem i świętym, ale to nie będzie gra o sumie zerowej.

    Najpierw trzeba zabrać.
    No i tu na 100zł w skarbcu, koszt zabrania będzie zawsze większy, obecnie 130-180 zł, wtedy być może 110zł.

    No i są pieniądze w skarbcu i trzeba je zamienić na COP, ale yu pojawia się tysiące małych i większych pijawek.
    I jak się zbuduje coś faktycznie wartego 50 zł za 100 zł, to i tak jest sukces.
    Być może wtedy lepiej trochę było, ale nie wiem.

    Zatem zrywając z ludzi 110 zł budowano coś wartego 50 zł.
    Pod warunkiem, że planowanie centralne było dobre, to może w ujęciu ogólnym ta inwestycja za 50 zł będzie warta więcej, np. 80 zł nawet, ale to i tak mniej niż zabrane 110 zł.

    Tylko nie pisze się w związku z inwestycjami rządowymi o ich związku z dzieleniem zapałki na czworo, a w zamian uwagę skupia się na COP czy Gdyni.

  11. JerzyS said

    Zborowski said
    2017-11-17 (piątek) @ 03:29:25

    By to moglo sie wszystko ziscic Co ten Pan Kwiatkowski wypowiedzial.W Polsce musza byc rzady silnej reki.Czyli Armia musi przejac wladze
    ===========================================================================================================
    Powtórzę:

    Ułan nie musi być inteligentny,
    Wystarczy, aby był odważny.
    Myśleniem zajmuje się koń!

    Co musi umieć wojskowy?
    Salutować!
    Trudno od wojskowych oczekiwać wiedzy
    z zakresu gospodarki, czy polityki!

  12. JerzyS said

    Międzywojenna nacjonalizacja
    Redakcja 2009-12-07
    m_nalezinski_106_70(M.Naleziński) Z okazji 91. rocznicy odzyskania niepodległości media przedstawiły nie tylko historyczne wątki, ale również techniczne osiągnięcia okresu międzywojennego.
    Z obszernego artykułu „II RP postawiła na high-tech” („Dziennik Bałtycki”, 10 listopada 2009) dowiadujemy się wielu ciekawostek, np. „w przedwojennej Polsce wyprodukowano 4 tysiące samolotów” (ile podobnych maszyn powstało po 1989?).
    Kiedy do 1925 Politechnika Lwowska (jedyna nasza uczelnia z branżą lotniczą) wykształciła 15 inżynierów lotnictwa, we Francji i Wielkiej Brytanii uczelnie corocznie kształciły setki specjalistów lotnictwa.

    Ale w artykule jest niezwykły i mało znany wątek, który zapewne zaciekawi zwolenników i przeciwników nacjonalizacji… Otóż – jak pisze autor Andrzej Krajewski – „Oprócz PZL powstało w Polsce 21 prywatnych wytwórni sprzętu lotniczego, których potencjał wydał się gen. Rayskiemu łakomym kąskiem”.
    I cóż czyni ów generał kapitalistycznej Polski? W 1935 rozpoczął akcję nacjonalizacyjną, aby państwo miało całkowitą kontrolę nad przemysłem lotniczym. Zakłady Škody przejęto wypłacając producentowi silników 7 mln zł odszkodowania.

    „Na podobne rozwiązanie nie chcieli się zgodzić właściciele firmy Plage i Laśkiewicz. Rayski użył więc fortelu – zamówił u nich sprzęt na sumę 9 mln zł, po czym zadbał, by związek zawodowy zorganizował tam strajk okupacyjny. Gdy przedsiębiorstwo nie mogło wywiązać się z kontraktu, Rayski zażądał zwrotu pieniędzy z odsetkami. Kiedy okazało się to niemożliwie, akcje PiL przejął rząd”.

    Brawo! Generał noszący dumnie polski mundur puścił kapitalistów w skarpetkach, rujnując ich i ich rodziny oraz tworząc podwaliny socjalizmu i to na wiele lat przed 1944!
    Autorowi to nie przeszkadza, wszak pisze „Sukcesy obrotnego generała zupełnie nie przełożyły się na zdolność bojową polskiego lotnictwa i we wrześniu 1939 Polska dysponowała nielicznym i przestarzałym lotnictwem myśliwskim oraz nowoczesnymi bombowcami, których nikt nie umiał sensownie użyć”.

    Tak więc czytając o międzywojennym lotnictwie można dowiedzieć się – kto i w jaki sposób rozprawiał się z burżujami, tworząc zręby władzy ludowej i doprowadzając do serii błędów polityków i wojskowych.

    Kradzione nie tuczy? No i dlaczego skandaliczne postępowanie gen. Rayskiego autor ocenił pozytywnie („obrotny generał”)?

    Może zatem jego sztuczki zastosować wobec dzisiejszych firm? Dać zlecenie, wywołać strajki i… upaństwowić?
    Mirosław Naleziński, Gdynia

  13. AlexSailor said

    @Kuntakinte

    Bardzo dobry materiał i aktualny.

    „A że ze skrzyżowania socjalisty z trepem i masonem na dokładkę nie może powstać nic dobrego, nie dziwota, iż powstał polityk sanacyjny, uszczęśliwiający innych na siłę. Jeśli jeszcze do tego dodamy chęć dorwania się sanatorów do żłobu, żądzę nachapania się (byłoby to niemożliwe w warunkach gospodarki wolnorynkowej), to przepis na nieszczęście mamy gotowy.”

  14. NICK said

    Do tych por.
    Dzieło Kwiatkowskiego służy. Daje owoce.
    To był Polak.

  15. JerzyS said

    Mityczna II RP,

    czyli historia kołem się toczy.

    Mityczna II RP,
    Im gorsza sytuacja w kraju, tym częściej pojawiają się głosy tęsknoty do czasów minionych. W głosach tych, historia jest piękna i kolorowa. W zależności od tego kto się wypowiada w tym temacie, do rangi kraju mlekiem i miodem płynącego urastają różne epoki historyczne. Dla lewicy takim rajem był PRL Gierka, dla szeroko rozumianej prawicy prawdziwym wzorem do naśladowania jest II RP. Czy faktycznie II Rzeczpospolita była tak wspaniała? Czy rzeczywiście możemy mówić o wielkim sukcesie gospodarczym polityków 20-lecia międzywojennego? Czy moglibyśmy się uczyć od naszych dziadków moralności i sprawnego kierowania państwem? Śmiem wątpić.

    Porównywanie II i III RP jest jak najbardziej uzasadnione. Ilość podobieństw między tymi okresami jest ogromna. Podobny przedział czasowy, podobnie burzliwy okres w gospodarce, równie głębokie przemiany społeczne, bardziej napięta sytuacja międzynarodowa. Problem pojawia się jednak przy wnioskach z tego porównania. Powszechnym zjawiskiem jest bowiem idealizowanie II RP. Uważam, że niezbędnym dla rozsądnej oceny czasów obecnych jest obalenie mitów narosłych wokół II RP. Tylko wtedy będziemy mogli popatrzeć na obecną sytuację bez kompleksów, tylko w takiej sytuacji będziemy w stanie dostrzec największe bolączki trawiące nasz kraj, zarówno dzisiaj, jak i w czasach minionych.

    Szczegółowe opracowanie dotyczące poruszonego tematu zajęłoby bardzo wiele miejsca. Chcąc porównywać wszystkie aspekty z łatwością moglibyśmy napisać opasłe tomisko pełne liczb, tabelek i wykresów. Śmiem przypuszczać, że nie znalazłoby ono oddźwięku u szerokiego grona odbiorców. Do powszechnej świadomości dotarłyby jedynie strzępki, zmanipulowanych i dostosowanych do obecnej polityki historycznej fragmentów takiego opracowania. Nie mniej jednak uważam, że takie opracowanie powinno kiedyś powstać. Poniższy tekst może stanowić jedynie punkt zaczepienia, w związku z tym z góry przepraszam za liczne uproszczenia

    Hiperinflacja.

    Zarówno w II jak i w III RP w początkowym okresie istnienia nastąpiła hiperinflacja. W obydwu przypadkach doprowadziła ona do poważnego zubożenia społeczeństwa i w sposób bezpośredni zdeterminowała rozwój gospodarczy kraju. Choć nie każdy dzisiaj o tym wie, w obydwu przypadkach przeprowadzono reformy w oparciu o sugestie zagranicznych specjalistów. Balcerowicz swój plan oparł na radach Georga Sorosa oraz Jeffreya Sachsa, w II RP podobną rolę spełnili Charles Dewey oraz Edwin Kemmerer. Chociaż sam sposób realizacji był diametralnie różny możemy mówić o podobieństwie funkcjonalnym obydwu planów. Oba bowiem sprowadzały się do wykorzystania kapitału zagranicznego, dla stabilizacji waluty. Oba posiadały alternatywę opierającą się na środkach własnych. Tak jak za kontrprzykład dla II RP stanowiła Republika Weimarska, tak w przypadku III RP moglibyśmy porównać się do Czechosłowacji. Jest to tym bardziej wskazane, że zwróci uwagę na najistotniejsze problemy gospodarcze II i III RP. W II RP – reforma rolna, w III RP – prywatyzacja. Republika Weimarska zdławiła hiperinflację poprzez czasowe wprowadzenie Rentenmark. Oparcie pieniądza na parytecie ziemi było działaniem niezwykle skutecznym. Nie było możliwości, by waluta taka gwałtownie straciła na wartości. Grunty rolne i budynki zawsze przedstawiają wartość. Spekulacja na spadek wartości takiej waluty w sposób naturalny przyciągnęłaby natychmiastowo inwestorów i kapitał powstrzymując proces deprecjacji. W przypadku II RP połączenie reformy walutowej z reformą rolną pozwoliłoby na usprawnienie rolnictwa, parcelację gruntów i przyczyniłoby się do budowy kapitału narodowego, niezbędnego dla rozwoju przemysłu w kraju.
    W Czechosłowacji wykorzystano proces prywatyzacji do ściągnięcia nadmiaru pieniądza z rynku.
    Tym samym powstrzymało to presję inflacyjną i doprowadziło do szybkiego postawienia przemysłu na nogi.
    Realizując podobny program w Polsce, nie tylko nie sprzedalibyśmy za bezcen majątku narodowego, ochronilibyśmy również kapitał społeczeństwa i zahamowalibyśmy proces deindustrializacji kraju.

    System monetarny.

    Zarówno w II jak i III RP konsekwencją przeprowadzonych reform walutowych był głód pieniądza. W II RP, szczególnie na wsi obrót pieniądza był mniej niż znikomy. Pozbawienie oszczędności w drodze hiperinflacji sprawiło, że w kraju było bardzo duże zapotrzebowanie na kredyt. W zaistniałej sytuacji tylko kredyty mogły stanowić źródło finansowania inwestycji.

    W tym wypadku schładzanie gospodarki przez Balcerowicza w sposób bezpośredni można porównać do polityki silnej waluty prowadzonej w II RP.

    Jak bardzo restrykcyjna była polityka walutowa w II RP możemy zobaczyć porównując ilość aktywów banku centralnego, związanych bezpośrednio z ilością pieniądza w obiegu do wytwarzanego PKB.

    Dla porównania z innymi krajami przyjmiemy, że w 1936 roku w II RP współczynnik ten wynosił 100.
    Dla Wielkiej Brytanii współczynnik ten wynosił 207, dla USA 244, dla Francji 614!!!.
    Również w przypadku państw na podobnym poziomie rozwoju gospodarczego co II RP współczynnik ten był wyższy, aniżeli w naszym kraju.
    Dla Rumunii 248, a dla Czechosłowacji 136.

    W przypadku III RP wystarczy porównać poziom stóp procentowych,
    by zobaczyć, że prowadzona jest polityka drogiego pieniądza.

    Dług publiczny.

    Podczas gdy w III RP odziedziczyliśmy długi PRL’u, w II RP kamieniem węgielnym pod wzrost zadłużenia były długi odziedziczone po Austro-Węgrzech. Konieczność spłaty długu w złocie, bądź w walucie obcej, przy pustym skarbcu po odzyskaniu niepodległości, w połączeniu z potrzebami wojskowymi związanymi z wojną polsko-bolszewicką sprawił, że już od samego początku II RP, podobnie jak i III miała poważne problemy z uregulowaniem należności. W dużej mierze to właśnie długi zagraniczne przyczyniły się, jak i w III RP do wybuchu hiperinflacji. W sytuacji deficytu w handlu zagranicznym, jedynym sposobem na obsługę zadłużenia, była deprecjacja własnej waluty. Konsekwencją tego, Polska musiała zaciągnąć kolejne pożyczki, popadając w spiralę zadłużenia. Tak wtedy, jak i dzisiaj próbowano rozwiązać to poprzez konwersję długu zagranicznego na zadłużenie wewnętrzne. Tak wtedy, jak i dzisiaj podjęto się tego dość późno, powodując w efekcie drenaż kapitału krajowego za granicę.

    Podatki.

    Dziurawy system podatkowy nie jest bynajmniej czymś szczególnym dla III RP. Chociaż ogólny poziom opodatkowania jest obecnie dużo wyższy niż w II RP, skuteczność ściągania zobowiązań i walki z szarą strefą jest podobna. Cechą charakterystyczną dla systemów o niskiej ilości pieniądza w gospodarce są problemy z egzekucją zobowiązań podatkowych. W sytuacji takiej państwo staje się kredytodawcą dla podmiotów zalegających z płaceniem podatków. Pisząc o II RP warto zwrócić uwagę jak niski udział w PKB stanowiły wydatki budżetowe. Chociaż przyjmując wolnorynkową postawę taki stan rzeczy wydaje się być korzystny, gdy uzmysłowimy sobie, że w większości przypadków sytuacja taka spowodowana była wydajnością egzekucji zobowiązań, stanie się oczywiste, że realny ciężar opodatkowania był dla gospodarki dużo większym obciążeniem aniżeli wynikałoby to z liczb. Biorąc za punkt odniesienia rok 1935 i przyjmując współczynnik relacji wydatków państwa do PKB dla II RP na 100, współczynnik ten dla innych krajów kształtował się następująco. Wielka Brytania – 174, USA – 146, Francja – 222, Czechosłowacja – 140, Rumunia – 133. Myślę, że w sposób oczywisty świadczy to o niewydolności II RP.

    Infrastruktura.

    Niezwykle popularnym mitem dotyczącym II RP jest to, jak wspaniale radziła sobie z budową infrastruktury, w szczególności kolejowej. Luxtorpeda, punktualność i wiele innych aspektów funkcjonowania kolei w II RP stawianych jest jako wzór do naśladowania. Podkreślany jest wielki wysiłek, jaki włożono w integrację systemów kolejowych odziedziczonych po zaborcach. W praktyce, gdy sięgniemy do źródeł z epoki zobaczymy, że w rzeczywistości inwestycje kolejowe nie różniły się wiele od obecnego programu budowy autostrad. Patrząc przykładowo do Dziennika Porannego z 31.12.1937 przeczytamy, że długość linii kolejowych wzrosła o zaledwie 1700 km, co stanowiło wzrost na poziomie 10% przez 19 lat. Oczywiście włożono duży wysiłek w proces integracji, nie mniej jednak, patrząc na koszty tych inwestycji (w latach 1924-1936 wydano na budowę kolei jedynie 307 milionów złotych) okaże się, że w rzeczywistości był to przysłowiowy kwiatek do kożucha, nie różniący się wiele od budowy autostrad na EURO 2012.

    Siła militarna.

    Większość osób uważa, że klęska wrześniowa była nieunikniona. Biedna II RP nie miała najmniejszych szans w konfrontacji z III Rzeszą. Upadek Francji w 1940 jest często przytaczany jako dodatkowy atut potwierdzający tę tezę. Czy była to prawda śmiem wątpić. Biorąc pod uwagę zamieszczone wyżej komentarze dotyczące polityki podatkowej, wydajności państwa i polityki walutowej z łatwością dostrzeżemy, że słabość armii II RP była konsekwencją ogólnej słabości państwa, której można było uniknąć. Kiedy jeszcze zwrócimy uwagę, jak dysponowane były i tak niewielkie środki na armię zrozumiemy, że sytuacja militarna II RP wcale nie różniła się wiele od obecnej. Grube miliony dosłownie utopione w marynarkę oceaniczną. Przestarzałe lotnictwo, którego budowie towarzyszyła atmosfera skandalu, podobna do tej związanej z zakupem F-16. Liczne przekręty przy przetargach wojskowych, eksport najlepszych wytworów rodzimego przemysłu i wszechobecne kolesiostwo w korpusie oficerskim w sposób bezpośredni powinny uzmysłowić, że armia II RP borykała się z podobnymi problemami do tych widocznych obecnie.

    Moralność polityków i „przemysł przykrywkowy”.

    Podobnie jak obecnie nie sposób opisać wszystkie afery w II RP. Większość z nich zapewne nie ujrzała światła dziennego, mimo wszystko te, o których wiadomo wystarczają w zupełności do obalenia mitu o wysokich standardach moralnych polityków 20-lecia międzywojennego.

    Przekręt przy budowie poczty w Gdyni,
    afera zapałczana,
    zaginięcie generała Zagórskiego,
    historia generała Rozwadowskiego
    czy posądzenia o agenturalność najważniejszych osób w państwie
    powinny w sposób jednoznaczny uzmysłowić, że standardy moralne polityków nie różniły się wiele od obecnych.
    Również język debaty publicznej
    ( w dużej mierze dzięki wielu niecenzuralnym wypowiedziom marszałka Piłsudskiego)
    pozostawiał wiele do życzenia.

    Ponieważ w 20-leciu wojennym obieg informacji był dużo gorszy od obecnego, nie było telewizji ani internetu,
    główną rolę w „przemyśle przykrywkowym” pełniły gazety.

    Ataki ad personam, skandale obyczajowe,
    czy drobne przekręty,
    na pierwszych stronach gazet
    skutecznie odwracały uwagę od największych przekrętów.

    Proces Marii Zajdlowej nie różnił się w swej funkcji od afery mamy Madzi.

    Śmierć senatora Miklaszewskiego i afera Towarnickiego całkowicie odwróciły uwagę opinii publicznej od afery związanej z nacjonalizacją spółki „Gazy Zachodnie”.

    Są to tylko pojedyncze przykłady, jakich w II RP było nie mniej niż obecnie.

    Mam nadzieję, że doczekam czasów, w których do prowadzenia polityki historycznej nie będzie się budować mitów tak całkowicie rozbieżnych z rzeczywistością. Nie zyskają mojego poparcia politycy, którzy w swojej agitacji będą powoływać się na wypaczone obrazki, wyrwane bez kontekstu z kart historii. Niestety, obecnie jest proceder nagminny. Praktycznie każda grupa polityczna w Polsce stara się idealizować swoich bohaterów – obecnych, minionych, a także przyszłych. Nie jest to rzecz niezwykła. Taki proceder ma miejsce właściwie na całym świecie. Nie dziwi mnie to specjalnie. Łatwiej zapanować nad społeczeństwem jeśli stworzy się takie mity. Niestety powoduje to spadek świadomości społecznej, a bez niej nie jest możliwe zbudowanie państwa dającego nadzieję na przemianę społeczną, gospodarczą i cywilizacyjną, która jest niezbędna dla właściwego rozwoju ludzkości.

    https://www.mpolska24.pl/post/5625/mityczna-ii-rp

  16. robertgrunholz said

    Panie Alex, ja po prostu nie zapytałem wprost, czy udałoby się wtedy bez udziału państwa stworzyć port w Gdyni, kolej, huty i różne nowoczesne zakłady?

    Polaków nie stać byłoby (nawet przy minimalnych podatkach) na publiczną zbiórkę pieniędzy w celu budowy COPu. Tego COPu, który dał jako-taką szansę na normalne życie ludziom w najbardziej niespokojnym i najbiedniejszym rejonie kraju. Prywatna inicjatywa nigdy nie stworzyłaby Polsce jedynego wtedy portu dalekomorskiego, nawet dostrzegłszy brak takowego. Przecież wszystkie te projekty opierały się na partnerstwie państwowo-publicznym! Prywatni inwestorzy brali udział w dofinansowywaniu tych przedsięwzięć, ale nigdy sami z siebie nie doprowadziliby tego od początku do końca.

    Nic więc dziwnego, że po Wielkim Kryzysie jedyną szansą na wznowienie inwestycji i stworzenie miejsc pracy było wykonanie pierwszego kroku przez rząd, który nie podejmuje identycznego ryzyka co sektor prywatny. Poza tym mowa tu o rządzie, który czerpał sporo zysków z przemysłu i handlu, a do ich rozwoju (i tym samym do zwiększenia ich zysków) przyczynił się właśnie Kwiatkowski.

    ——
    Panie Robercie,
    Państwo nie powinno w ogóle w nic inwestować, nie wykazywać żadnych inicjatyw gospodarczych, tylko siedzieć cicho.
    I oczywiście mieć zero dochodów, a utrzymywać się z tacy,
    Rozwalenie się oaństwa to mniejsze zło, niż wykroczenie przeciwko regułom liberalizmu.
    Admin

  17. Radam said

    Ad 15 ) W. Szanowny Panie Robercie GrUnholtz ,
    Pan Alex S. ma taką opinię , jaką ma A KTÓRA DLA
    MNIE , WNUKA GALICYJSKIEGO CHŁOPA (spod Brzeska – Okocimia ) jest plunięciem w mój pysk .
    ….. Prez. I. Mościcki , E. Kwiatkowski
    Ignacy PADEREWSKI (??????) , ROMAN DMOWSKI (?????)
    Generałowie ; ROZWADOWSKI , ZAGÓRSKI , HALLER , SIKORSKI (?) –
    – ostatnio są „ZNIKNIĘCI” , – a świętuje się na placu {TFU,TFU} piłsudzkiego .
    ………..
    Ci , co mają wiedzę , podpartą dokumentami , albo świedectwami
    ŚWIADKÓW – ZWARIOWALI ( . 🙂 . ) jak ja , albo boją się
    odezwać – (KAŻDE TWOJE SŁOWO MOŻE BYĆ UŻYTE PRZ
    ECIW TOBIE)

  18. JerzyS said

    Radam said
    2017-11-17 (piątek) @ 20:36:44

    ….. Prez. I. Mościcki , E. Kwiatkowski
    Ignacy PADEREWSKI (??????) , ROMAN DMOWSKI (?????)
    Generałowie ; ROZWADOWSKI , ZAGÓRSKI , HALLER , SIKORSKI (?) –
    – ostatnio są „ZNIKNIĘCI” , – a świętuje się na placu {TFU,TFU} piłsudzkiego
    ========================
    Samych generałów było co najmniej pięciu.

    Ofiar Instytucji Nieznanych Sprawców

    Tak to jest jak

    niski Iloraz Inteligencji próbuje się zastąpić
    wysokim Ilorazem Ignorancji
    i wysokim Ilorazem Bezczelności!

    Wtedy wychodzi z tego wzorzec Qoorvtva.

    Tu pierwowzór planu Balcerowicza.

  19. JerzyS said

    Tak było za cara, a teraz?
    ===============================

    180 rocznica powołania Banku Polskiego w Warszawie

    29 stycznia 1828 r. dekretem cara Mikołaja I z funduszy państwowych utworzony został Bank Polski w Warszawie, będący centralną instytucją finansową Królestwa Polskiego. Jego działalność wykraczała poza emisję pieniądza i związana była z zapewnieniem stałego kredytu na cele związane z rozwojem przemysłu i handlu. Powstanie Banku było ukoronowaniem reformatorskich działań ministra skarbu księcia Franciszka Ksawerego Druckiego- Lubeckiego.

    29 stycznia 1828 r. car Mikołaj I jako król polski dekretem wydanym w Petersburgu powołał do życia Bank Polski w Warszawie, wyposażając go w kapitał zakładowy „dziesięciu milionów złotych polskich monetą brzęczącą z zapasów skarbowych” z zamiarem doprowadzenia funduszu banku do 30 mln.

    Siedziba Banku mieściła się w okazałym budynku zaprojektowanym przez Antonia Corraziego, na rogu Placu Bankowego i ul. Elektoralnej.

    Powstanie Banku było ukoronowaniem reformatorskich działań ministra skarbu księcia Franciszka Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, który pełniąc tę funkcję od 1821 r. wyprowadził finanse Królestwa Polskiego z głębokiego kryzysu.

    Zarząd Banku mianowany był przez króla na wniosek ministra skarbu, który sprawował bezpośrednią kontrolę nad Bankiem Polskim. Pierwszym prezesem Banku Polskiego został hrabia Ludwik Jelski.

    Bank gromadzić miał depozyty i wkłady zarówno instytucji publicznych, jak i osób prywatnych. Emitował bilety bankowe, które stały się pieniądzem papierowym wymienialnym w każdej chwili i bez potrąceń na srebro. Nie były one jednak obowiązkowym środkiem płatniczym.

    Główne zadanie powołanego Banku Polskiego stanowić miało wspieranie przemysłu i handlu Królestwa Polskiego poprzez dyskonto weksli, pożyczki pod zastaw towaru oraz na hipotekę budynków przemysłowych.

    Kapitały powierzone Bankowi miały nie podlegać „żadnym podatkom ani ciężarom”. Jego klientom gwarantowano również zachowanie tajemnicy bankowej. Artykuł 33 ustawy o powołaniu Banku Polskiego stwierdzał: „Zabrania się Bankowi objawić nazwiska właścicieli, tudzież ilości sum jemu powierzonych i żaden sąd ani władza nie może żądać od niego podobnego uwiadomienia”.

    Bank przystąpił do udzielania kredytów długoterminowych wspierając rozwój górnictwa, hutnictwa, transportu, budowę zakładów przemysłowych i dróg bitych.

    Przykładem zaangażowania w tego rodzaju inwestycje może być udzielenie w 1829 r. Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych i Policji kredytu w wysokości 14 mln złp właśnie na budowę dróg. Bank zaangażował się również w hurtowym handlu zagranicznym pszenicą, wełną i cynkiem.

    Działalność tę przerwał wybuch powstania listopadowego, w czasie którego Bank Polski finansował głównie wojskowe wydatki Rządu Narodowego, który za jego pośrednictwem uzyskał w Anglii pożyczkę w wysokości 4 mln funtów (ok.160 mln złp).

    Bank Polski przetrwał popowstaniowe represje i zniesienie konstytucji Królestwa, zastąpionej w 1832 r. Statutem Organicznym.

    W latach trzydziestych XIX w. kontynuował działalność inwestycyjno- kredytową, angażując się m.in. w budowę Kanału Augustowskiego oraz huty w Dąbrowie Górniczej, nazywanej Bankową, będącej wówczas jedną z najnowocześniejszych w Europie.

    W 1841 r. rząd rosyjski zlikwidował odrębność finansową Królestwa Polskiego, wprowadzając tam rubla. Tym samym funkcje emisyjne Banku Polskiego uległy zmniejszeniu.

    Ostatnia emisja pieniądza Królestwa miała miejsce w 1866 r. Cztery lata później przywilej ten został mu całkowicie odebrany i przekazany powstałemu w 1860 r. rosyjskiemu Bankowi Państwowemu, pełniącemu funkcję banku centralnego całego imperium.

    Ostatecznie na mocy uchwały rosyjskiej Rady Państwa z 3 czerwca 1885 r. Bank Polski uległ formalnej likwidacji, a właściwie przekształceniu w warszawski oddział rosyjskiego Banku Państwa.

    Do nazwy Banku Polskiego nawiązano po odzyskaniu niepodległości tworząc w 1924 r. polski bank centralny. Oceniając działalność Banku Polskiego, autorzy „Historii Gospodarczej Polski” Andrzej Jezierski i Cecylia Leszczyńska stwierdzili: „W ciągu 50 lat, od 1828 do 1878 r, czyste zyski Banku stanowiły 28,6 mln rubli, a w stosunku do kapitału zakładowego czysty zysk wahał się od 5 do 13 proc. rocznie. Bank nie miał zysków jedynie w 1831 r., co jest zrozumiałe. Podstawą decyzji likwidacji Banku były więc przesłanki polityczne, a nie ekonomiczno-finansowe”.

    PAP – Nauka w Polsce, Mariusz Jarosiński

  20. JerzyS said

    Ten bezprzykładny akt zdrady narodowej na rzecz pewnego narodu wybranego
    – weług opinii współczesnych ekonomistów – kosztował Polskę 1/3 PKB.
    Polska stała się drugim od końca w Europie państwem jeśli chodzi o stopę życiową jego mieszkańców.

    Przykładowo w Galicji poziom dobrobytu nigdy nie osiągnął poziomu sprzed I Wojny Światowej.

    Tak więc Polacy: nic się nie stało. Kochajmy ukochanego Marszałka.

  21. JerzyS said

    Kredyty zagraniczne były Polsce potrzebne dla ożywienia gospodarczego, do czego nie wystarczały kapitały krajowe.
    W przeciwieństwie do Grabskiego, który unikał zaciągania pożyczek, Czechowicz uznał je za jeden z priorytetów.

    Potrzebne jest nam wprowadzenie Polski na rynek finansowy świata jako klienta, do którego się ma zaufanie. Potrzebne jest nam nawiązanie kontaktu z najpoważniejszymi możliwie grupami finansowymi.[3]

    Najbardziej spektakularna tzw. „pożyczka stabilizacyjna” w wysokości 62 milionów dolarów i 2 milionów funtów, została zaciągnięta w październiku 1927 od międzynarodowego konsorcjum banków. Jednak oprocentowanie, jak i kurs wykupu były mniej korzystne od pożyczek wynegocjowanych w tym czasie przez Niemcy, Austrię i inne kraje europejskie[4].

    Ponadto Polska musiała na trzy lata przyjąć amerykańskiego doradcę (był nim Charles Dewey), mianując go członkiem rady Banku Polskiego.

    Uzyskane fundusze, zgodnie z nazwą pożyczki spożytkowane zostały na stabilizację złotówki, a także na pokrywanie deficytu budżetowego.
    Nie zostały więc przeznaczone na inwestycje. Już na początku grudnia 1927 giełdowy kurs pożyczki zaczął gwałtownie spadać.
    Rząd nie zdecydował się na żadną interwencję w kierunku podtrzymania go.

    Przeciwdziałanie nastąpiło w połowie 1928, gdy notowania spadły już o jedną piątą, ale spadku nie powstrzymało. W 1932 kurs stanowił już 51% wartości początkowej.

  22. JerzyS said

    „Ręka Anglii?”

    Zaledwie zakończyły się w Warszawie walki i po ustąpieniu prezydenta Wojciechowskiego oraz rządu nastąpiła „legalizacja” przewrotu, w całej Polsce i zagranicą przyjęło się szeroko przeko-nanie, że do przewrotu tego przyczynił się aktywnie rząd brytyjski przez swoje poselstwo w Warszawie. Odżyła dawna pogłoska o po¬parciu rzekomo udzielonym „przez posła Max-Mullera” Piłsudskie-mu w jego dążeniu do władzy, kiedy on ją teraz rzeczywiście zdobył. Obok posła wymieniany był również attache wojskowy pułkownik Clayton: obaj mieli odgrywać jakąś rolę w zamachu majo¬wym.
    Sir William pisząc o „tej śmiesznej bajce” w liście do Grego-rego 23 maja, przypominał swój dawniejszy list z lutego, w którym informował o pogłosce, jakoby rząd brytyjski popierał Pił-sudskiego. Powracał też do .swego twierdzenia, że cała ta historia wyszła z Moskwy, na podłożu „starej idei, że Wielka Brytania montuje krucjatę przeciwko Związkowi Sowieckiemu”. Pogłoska ta bez przerwy się utrzymywała od poprzedniego roku i Sir Wil¬liam nieustannie słyszał wzmianki o swoim poparciu dla marszałka Piłsudskiego. Nieraz Skrzyński i koledzy z korpusu dyploma¬tycznego wspominali o tym żartobliwie, „rozumiejąc absurdalność sprawy”.4Cool
    O szerokim zasięgu plotki poseł mógł się przekonać, kiedy przy końcu kwietnia pułkownik Clayton zasłyszał w pociągu rozmowę o finansowaniu przez Anglię przewrotu Piłsudskiego
    (Anglicy mieli mu przekazać „80 tysięcy funtów, a po przewrocie zerwie on z Francją, odda Niemcom korytarz i podejmie akcję przeciw Rosji”).
    Wówczas poseł był jeszcze zdania, aby rzecz zostawić w spokoju, nie czynić żadnego dementi — i Gregory zgodził się z jego stanowiskiem.
    Od tego czasu warunki się zmieniły — i zarzut, że rząd brytyjski popierał marszałka Piłsudskiego, chociaż nie uzasadniony, nabiera, zdaniem posła, innego aspektu.
    Powszechnie się dzisiaj opowiada, że „rząd JKMości popierał dążenia Piłsudskiego finansowo i że jego sukces był w dużej mierze do zawdzięczenia naszemu poparciu.”
    Z „Frankfurter Zeitung” Sir William się dowiaduje, że w prasie sowieckiej jest pełno wypowiedzi na ten te¬mat i że pojawia się w niej karykatura Piłsudskiego w polskim stroju, trzymającego jako sztandar — czek Banku Anglii!
    Konsula Saverego — informował dalej poseł — odwiedzi¬ła rezolutna dziennikarka polska, korespondentka „Associated Press”, która pisuje również do „Timesa”, zapytując go, czy mogłaby przesłać do tego pisma korespondencję na temat pogłosek „o poparciu Anglii dla puczu marszałka Piłsudskiego”. Savery za¬pewnił ją, że pogłoski te wyszły z doniesienia prasy sowieckiej o tym, że poseł Max-Muller daje Piłsudskiemu pieniądze na organi¬zowanie ruchu anty-rosyjskiego. Ona mu odpowiedziała na to, że sowiecka „kaczka” może być tylko jedną z podstaw tych pogłosek, szczegóły jednak obecnie podawane, zwłaszcza w Poznaniu, są o wiele poważniejsze.

    Tam zwraca się uwagę, że Anglia, jak zawsze, jest usposobiona pro-niemiecko, udziela zaś poparcia Piłsudskiemu, ponieważ nie jest szczególnie antyniemiecki.
    Mówi się tam również, że rząd brytyjski stara się przeszkodzić otrzymaniu przez Polskę pożyczki amerykańskej, wywierając presję na Stron-ga (prezydent Federal Reserve Bank w N.Jorku — T.P.). Kiedy Savery zapytał na czym ta presja mogłaby polegać, odpowiedzia¬ła, że „mogłoby to oznaczać, że gubernator Banku Anglii i Sir Otto Niemeyer doradzają Strongowi — aby nie udzielał Polsce po¬życzki, dopóki nie zwróci się do Ligi Narodów”.49)
    Przytaczając te słowa, Słr William przyznawał, że „jest w tym trochę prawdy”.
    Obecnie zastanawia się on co ma uczynić w tej sprawie? Jedni doradzają mu spowodowanie (przez F.O.) interpelacji w Izibie Gmin, ma on jednak wątpliwości, „czy to by dało dobry skutek”. Zaloski sugerował, aby mając dość wpływów w prasie prawicowej zamieścił w niej zaprzeczenie, „gdyż ogłoszenie za- przeczenia w pismach popierających Piłsudskiego byłoby więcej niż bezskuteczne.” Na razie nie jest zdecydowany, co uczynić, odkłada to do dyskusji w Londynie, dokąd chciałby się wybrać na urlop.50)
    Także i w Foreign’Office, po zapoznaniu się z treścią listu posła, zastanawiano się jakie powziąć kroki, przy czym decyzja nie była łatwa, zwłaszcza, że jak zauważył Gregory w swej notatce, „oskarżenie o presję na Stronga jest rzeczą delikatną”. Zadecydował krótko Chamberlain: „Niech Sir William ma od¬poczynek i zmianę. A jeżli o nas chodzi — nic nie robić (do nothing)”.*’)
    Wkrótce jednak później, Collier meldował o wizycie, jaką mu złożył baron Ropp, Niemiec bałtycki, b.obywatel rosyjski, obecnie związany z niemieckimi kołami rządowymi.52) Głównym jego celem było dowiedzenie się, czy rząd brytyjski nie był w ja¬kiś sposób wmieszany w sprawę „puczu Piłsudskiego”. Zapew¬niał, że w historię o „udziale Anglii” wierzą ludzie nie tylko w Rosji i w Polsce, ale również i w Niemczech. Uważałby on za rzecz pożyteczną, by rząd brytyjski złożył przez lorda d’Abernona „jakieś dementi” w tej sprawie rządowi niemieckiemu.
    Jeżeli chodzi ogólnie o opinię niemiecką na temat przewrotu, to jak twierdził Ropp, „jedni widzą w nim rękę Rosji, drudzy rękę Anglii”. Według najbardziej popularnej w Niemczech wersji, „Anglia chciałaby zająć miejsce Francji i użyje Piłsudskiego, aby przerobić Polskę na swoją modłę i uczynić z niej zaporę z jednej strony przeciw Rosji, a z drugiej przeciw Niemcom. W tym ce¬lu Anglicy zachęciliby Piłsudskiego do zliberalizowania instytucji polskich przez takie posunięcia, jak reforma agrarna, zaś Polska poddałaby swoje finanse kontroli brytyjskiej lub brytyjsko-amerykańskiej.
    Collier zaprzeczył temu:
    „Anglia po fiasku misji Younga nie myśli o żadnej kontroli nad finansami Polski, chyba w ramach planu Ligi Narodów, na co jednak Polacy, niestety, wciąż jeszcze nie są skłonni zgodzić się.” Ropp wyraził opinię, że Polacy uczynią to prędzej lub później — i że Niemcy posiadając poważne intere¬sy w Polsce będą mieli- swój głos w tej sprawie.
    Ropp stwierdzał również, że obok skrajnych kół nacjonalistycznych oraz żydowskiej finansjery, zdecydowanie wrogich Polsce, istnieją koła umiarkowane, gotowe przyczynić się do gospodarczej odbudowy Polski, zarówno ze względu na interesy handlu niemieckiego jak i przez zrozumienie potrzeby silnej Polski, jako zabezpieczenia wobec bolszewickiej Rosji.
    Do kół tych Ropp zaliczał katolickie Centrum, „głównych członków rządu, a także niektórych urzędników niemieckiego ministerstwa spraw zagranicznych
    .” Nikt, jego zdaniem, nie ruszy jednak palcem, jeżeli „nie będzie nadziei na ostateczną rektyfikację granicy w Korytarzu i na Górnym Śląsku”.
    Według opinii Departamentu Centralnego F.O. (Collier był kierownikiem Północnego), baron Ropp wybrany został przez rząd niemiecki w celu „zarzucenia balonu próbnego”, aby dać do zrozumienia, że gdyby Anglia była zainteresowana w odbudowie (gospodarczej) Polski, może liczyć na pomoc ze strony Niemiec, za cenę presji na Polskę w kierunku tych „rektyfikacji”. Ropp był mocno zawiedziony, kiedy się dowiedział, że dyskusje na ten te¬mat wydają się przedwczesne.53)
    Tymczasem sprawa stawała się coraz bardziej kłopotliwa. Attache prasowy ambasady brytyjskiej w Paryżu, Sir Charles Mendl, w liście do Tyrrella z 7 czerwca zawiadamiał, że „sekre¬tarz poselstwa polskiego w Londynie i jego żona Angielka”, obo¬je są przekonani, że poseł brytyjski w Warszawie „wiedział wszystko o zamachu zanim do niego doszło”. Zwierzył się z tym Mendlowi attache honorowy ambasady brytyjskiej w Paryżu, a szwagier polskiego dyplomaty

    Powiedział mu, że kiedy siostra jego, będąc z wizytą w Polsce, niemal bezpośrednio przed zamachem widziała się z Sir Williamem Max-Mullerem, ten „znacząco” radził jej, aby w ciągu najbliższych dni starała się znaleźć poza Warszawą. Również i własną żonę wysłał on z Warszawy.

    Sir C. Mendl nie przywiązywałby takiej wagi do tej wiadomości, gdyby nie to, że poprzedniego dnia z innego źródła, pol¬skiego, usłyszał, że w Polsce „wszyscy wierzą, że Max-Muller i pułkownik Clayton pomogli Piłsudskiemu do przeprowadzenia zamachu” i że „Poznańczycy są z tego powodu bardzo na Anglię oburzeni”.54)
    Wiadomości te wywołały sensację w Foreign Office, gorszono się tam zwłaszcza, że „sekretarz poselstwa polskiego może wierzyć w taką bajkę.” Collier uznał, że wobec podobnego rozgło¬su sprawy, byłoby wskazane pójść po linii jednej z poprzednich sugestii Max-Mullera i poruszyć całą rzecz w rozmowie ze Skir-muntem, „przynajmniej po to, aby członkowie poselstwa nie wie-rzyli tej bajce i nie rozgłaszali jej”.55)
    Plotka — nie plotka, nie mogła wygasnąć od razu. W prasie polskiej odzywała się w dalszym ciągu. W czasie pobytu Max-Mullera w Londynie w drugiej połowie czerwca, sprawa ta była omawiania z nim w Foreign Office. Wniosek był taki, że „ w spra-wie tej nie da się uczynić nic pożytecznego”. W Polsce nie brak jednak „rozsądnej opinii na ten temat i może z czasem weźmie ona górę nad fałszywymi poglądami”.56)
    Wniosek ten nie dawał wielkiej satysfakcji Sir Williamowi, który stawał się jak gdyby kozłem ofiarnym przewrotu w Polsce. Kiedy powrócił do Warszawy w lipcu, przekonał się, że „ta idio-tyczna sprawa” bynajmniej nie wygasła, a nawet była przedmiotem uwag w sejmie, „bez przywoływania do porządku”.
    W liście do Gregorego z 21 lipca poseł skarżył się, że ostatnio
    „sprawa przybrała formę fantastycznej historii” w związku z jego spotkaniem z marszałkiem Piłsudskim w M.S.Z. u Zaleskiego, bezpośrednio przed swoim wyjazdem do Londynu.
    Zaleski celowo wybrał tę formę spotkania, aby wiadomość o nim nie doszła do prasy. „Tymczasem rzecz wyjść musiała z ministerstwa spaw zagranicznych — i w prasie pojawiła się notatka o tym, że rozmowa odbyła się w cztery oczy, Piłsudski wyprosił bowiem Zaleskiego z pokoju; miał do dyskutowania z posłem jakieś tajne sprawy i nie chciał, aby Zaleski był świadkiem”.57)

    Najgorszą jednak sprawą dla posła był fakt, że on i jego żona byli przedmiotem „obrzydliwych kalumnii”.

    Poprzedniego wieczora Askenazy zwrócił mu uwagę na ohydny atak osobisty w „Rzeczpospolitej” i powiedział mu, że w związku z tym dyskutowana była sprawa zamknięcia („suppression”) tego dziennika.
    Na razie postanowiono nie czynić tego, ponieważ rządowi potrzebne są głosy partii Korfantego.
    Askenazy dał mu jednak do zrozumienia, że „kiedy rząd będzie posiadał pełną władzę, dziennik zostanie zamknięty”. Sir William kazał sobie ów artykuł przetłuma¬czyć i znalazł w nim ataki przeciwko sobie i swojej żonie, „przechodzące wszelkie granice przyzwoitości”. Teraz nie wie, jakie powziąć kroki wobec „oszczerczych twierdzeń dotyczących działalności przedstawiciela brytyjskiego w tym kraju”.

    Czuł się szczególnie dotknięty zawartymi w artykule aluzjami na temat rzekomych, częstych wyjazdów swojej żony do Sulejówka! K)

    Rozgoryczenie posła wyładowało się na osobie Zaleskiego, w czasie rozmowy z nim 22 lipca. Zaleski zapytywał go, czy czytał ustępy jego przemówienia (przed komisją spraw zagranicznych sejmu), dotyczące zamierzeń rządu polskiego rozwijania ścisłych stosunków z rządem brytyjskim, dodając, że powiedział by więcej, „gdyby nie głupie podejrzenia na temat poparcia brytyjskie¬go dla marszałka Piłsudskiego”. Max-Muller ostro odpowiedział, że „chciałby czynów, a nie słów.” Pięknie to, że rząd polski skła¬da życzliwe oświadczenia, tymczasem jednak mają miejsce wypadki szykan i antybrytyjskiego stanowiska ze strony podwładnych urzędów, a „w wypadku Białowieży ze strony ministra rolnictwa”. Narzekał na opóźnienia przy udzielaniu pozwoleń przy¬wozu na towary brytyjskie i na brak podjęcia przez rząd jakiejś akcji, w związku z atakami przeciwko niemu i jego żonie. „Dopó¬ki nie otrzyma on dowodów chęci prawdziwej współpracy z Wielką Brytanią, nie może przywiązywać wielkiej wagi do publicznych zapewnień przyjaźni”.
    Żaden z dotychczasowych polskich ministrów spraw zagranicznych nie wysłuchiwał podobnych połajanek ze strony przedstawiciela obcego państwa. Max-Muller donosząc w swym raporcie (23.Y11) o przebiegu rozmowy, zaznaczał przy końcu, że minister, „który osobiście jest do nas przyjaźnie usposobiony, wy¬dawał się przygnębiony (upset) tymi uwagami i obiecał przedstawić je swoim kolegom …” M)
    Raport ten nie spotkał się z uznaniem w Foreign Office, a Chamberlain był wyraźnie niezadowolony z wybuchu złego humoru posła wobec ministra Zaleskiego. W swej notatce wyrażał „wielki żal”, że Sir William wybrał właśnie ten moment aby prze¬mawiać w równie ostry sposób! Prawda, że spotkała go wielka prowokacja, w grę wchodzą jednak zbyt poważne interesy oraz trudności, na które napotkać może polityka brytyjska w Gene¬wie.60)
    W rezultacie, w telegramie do Max-Mullera z 2 sierpnia, Chamberlain w pełni współczując z nim z powodu przykrości, „jakie znos/ą on i lady Max-Muller”, prosił go o jak największą powściągliwość, ze względu na krytyczny charakter zbliżającego się zebrania Ligi Narodów i konieczność zachowania pełnego wpływu na rząd polski. Byłoby rzeczą jak najbardziej nieszczęśliwą podejmowanie jakiegokolwiek ostrego sporu w tym momencie, czy to na tle spraw osobistych, czy ekonomicznych.61)
    Poprzednio, sekretarz stanu polecił Gregoremu porozmawiać ze Skirmuntem, „poważnie, ale jak przyjaciel, który ma prawo oczekiwać właściwego załatwienia przykrej sprawy”. Skirmunt obiecał, że uczyni, co będzie mógł.”2)
    Z upływem czasu pogłoski o poparciu Anglii dla przewrotu majowego straciły nic tylko na ostrości, lecz i na aktualności: przestały być sensacją. Wersja ta jednak bynajmniej nie została zarzucona i jeszcze do niedawna miała swoich zwolenników. Świadczy o tymi opinia na ten temat Kajetana Morawskiego, który w czasie wypadków majowych był kierownikiem M.S.Z.-tu i któ¬ry w książce swojej pt. „Tamten brzeg” wersję tę w pełni podtrzymuje. Wspomina nawet o „depeszy okólnej Foreign Office”, rze¬komo wyrażającej się przychylnie o opozycji przeciwko formują¬cemu się rządowi Witosa i zapowiadającej, że rząd ten zostanie obalony siłą.
    Taki obrót rzeczy odpowiadał by interesom brytyjskim, ponieważ

    „Witos a zwłaszcza minister Zdziechowski sprzeciwiają się zalecanej przez Wielką Brytanię kontroli Ligi Narodów nad gospodarką Polski”,

    podczas gdy przywódcy opozycji wykazują więcej zrozumienia „dla konieczności współpracy młode¬go państwa z instytucjami międzynarodowymi”.63)
    Podobnej depeszy okólnej nie ma w aktach Foreign Office, a szczegóły przez Morawskiego przytoczone, chociaż w motywach bliskie prawdy, nie zgadzają się z faktami.

    W momencie kiedy tworzył się rząd Witosa, w Anglii miał jeszcze miejsce strajk generalny, powstanie zaś rządu w Polsce nie było aż takim ewenementem,
    by Foreign Office w tym momencie poświęcał mu zbyt wiele uwagi i od razu wysyłał depeszę okólną!

    Po upływie zaś trzech dni, rządu Witosa już nie było i żadna depesza nie była potrzebna.

    W tej formie więc, w jakiej wersję swoją podaje Morawski, nie byłaby ona prawdopodobna ani tym bardziej prawdziwa. Po¬dobnie mijała się z prawdą szeroko przyjmowana w r. 1926 wersja o aktywnym udziale w zamachu posła MaK-Mulleera.i pułkownika Claytona. Wiemy z przytoczonych wypowiedzi zarówno jedne¬go jak drugiego, że obaj do ostatniej chwili nie wierzyli w możliwość zamachu stanu Piłsudskiego, a kiedy nastąpił, potępili go. Wiedzieli, że pozycja Marszałka stała się znowu bardzo mocna i że prezydent Wojciechowski pozostaje pod jego presją. Nie wie¬dzieli natomiast o „z dawna podejmowanych przygotowaniach do zamachu” — i. była to dla nich rewelacja.

    Było to nawet trochę dziwne, ponieważ wszystkie wywiady musiały coś wiedzieć na ten temat.
    Nawet goście zagraniczni, jak Paul Boncour, orientowali się, że „Piłsudski zbliża się do władzy”.64) Briand podzielał tę opinię swojego przyjaciela politycznego
    — i dlatego wysyłając Laroche’a, na miejsce Panafieu, jako nowego ambasadora Francji, polecił mu złożyć wizytę Piłsudskimu. Laroche,
    który do Warszawy przybył 26 kwietnia 1926 r., 28 przyjęty został przez prezydenta Wojciechowskiego, któremu zło¬żył listy uwierzytelniające,
    a w parę dni później złożył wizytę Piłsudskiemu w Sulejówku.65)

    Briand bowiem, dla względów swojej polityki lokarneńskiej, sprzyjał objęciu władzy w Polsce przez Piłsudskiego, chociaż nie wydaje się, aby to było w interesie Francji. To też nie wszyscy we Francji, a nawet w rządzie francuskim, podzielali optymizm Brianda po przewrocie — i wnioski ich w tym względzie były peł¬ne sprzeczności. Ambasador francuski w Londynie, Fleurieau, powiedział 17 maja Chamberlainowi, że „rząd francuski wiedział, że marszałek Piłsudski prowadzi jakieś intrygi, był jednak zaskoczony jego otwartą akcją i uważał, że jej wpływ na ogólną sytuację w Europie będzie niekorzystny dla franka i kłopotliwy dla rządu.

    Rząd francuski wiedział jednak że Marszałek prawdopodobnie prowadzić będzie w stosunku do Niemiec politykę pokojową i przyjazną”.66)

    Podobne sprzeczności nie istniały dla rządu brytyjskiego,
    poza pewnymi skrupułami natury moralnej, jakie odczuwał Max-Muller w stosunku do „niekonstytucyjnego” zamachu stanu.

    Polityka brytyjska nie miała nic do stracenia na zmianie rządów, mogła tylko skorzystać.
    Dlatego rząd brytyjski z dużą życzliwością ustosunkował się po zamachu do nowego rządu pod egidą marszałka Piłsudskiego
    — i wystarczyło mu całkowicie, że przewrót został zalegalizowany.

    Tadeusz Piszczkowski Anglia a Polska 1914 -1939 w świetle dokumentów brytyjskich

  23. JerzyS said

    |”I tak to, po przegranej wojnie domowej 1926 dostaliśmy do pilnowania Banku Polskiego.
    na stanowisko członka rady nadzorczej, byłego wiceministra Skarbu USA Charles Dewey.

    Wiceminister skarbu USA – mianowany został też doradca rządu polskiego
    i jednocześnie pełnił rolę członka Rady Banku Polskiego „

  24. JerzyS said

    „Stało się to jeszcze lepiej widoczne, gdy w roku następnym Niemcy rozpoczęły wojnę celną z Polską, wstrzymały import polskiego węgla i zażądały rewizji polskiej granicy zachodniej w celu „oderwania od Polski niemieckich prowincji na wschodzie” (Streseman). Rząd Grabskiego objęty został w tym czasie międzynarodową blokadą kredytową, koordynowaną przez Bank Anglii i amerykański Federal Reserve Bank. Celem tego embarga było nie tylko obalenie premiera Grabskiego, który ośmielił się dokonać reformy walutowej i gospodarczej własnymi (!) siłami, ale przede wszystkim zmuszenie Polaków do poddania swej gospodarki pod nadzór międzynarodowych instytucji finansowych. Cel ten osiągnięto dopiero po zamachu majowym.

    W kwietniu 1927 roku przedstawiciele „wielkiej czwórki” (czyli federalnego banku USA, Banku Anglii, Banku Francji i… Reichsbanku) zatwierdzili na konferencji w Calais warunki tzw. planu stabilizacyjnego dla Polski i zobowiązali się zapewnić wspólnie kredyty asekuracyjne dla Banku Polskiego.

    W Radzie Nadzorczej niezależnego dotąd od obcych Banku Polskiego zasiadł przedstawiciel amerykańskiej finansjery, Charles Dewey, były wiceminister skarbu w Waszyngtonie.

    Zgodę na to rozwiązanie wymógł na Piłsudskim pomajowy wielokrotny premier, a zarazem wybitny mason, Kazimierz Bartel, a w negocjacjach z rządem polskim, które do tego doprowadziły, uczestniczyły tak szczególne postaci, jak John Foster Dulles (późniejszy sekretarz stanu USA, rzecznik „zimnej wojny” i współtwórca NATO; brat Allana, szefa CIA), czy Jean Monnet – szara eminencja integracji europejskiej, pierwszy dyrektor Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali i członek tzw. Klubu Trzystu, który ponoć „zdalnie zarządza największymi bankami świata”.

    Herbert Hoover, rzekomy przyjaciel Polaków i propagator liberalnej „reorganizacji” naszej gospodarki, realizował w latach 1921-1929 proniemiecką politykę USA na stanowisku szefa Departamentu Handlu, a kiedy został wybrany prezydentem (1929), wówczas pozwolił swemu sekretarzowi stanu, Henry’emu Stimsonowi, na odwiedzanie „głównych zachodnich stolic Europy, gdzie próbował (on) pozyskać zwolenników dla koncepcji oderwania od Polski Pomorza i przekazania go Niemcom.” W tej akcji na rzecz rewizji granic w rejonie Gdańska i Górnego Śląska uczestniczyły też „wpływowe dzienniki amerykańskie, a także niektórzy politycy amerykańscy z senatorem Williamem Borahem na czele”.

    Doszło w końcu do tego, że „Piłsudski polecił ambasadorowi w Waszyngtonie oświadczyć Hooverowi,
    że Polska będzie bronić granic do ostatniego żołnierza”.
    Deklaracja ta „została przyjęta przez rząd amerykański z dużym niezadowoleniem” (P. Wandycz).
    _________________

  25. Marek said

    Przecież ten cały Kwiatkowski to sanacyjny polityczyna, jak obecnie pisiaki. Górnolotne hasła, programy, analizy, a na ulicach bieda, nędza, emigracja, długi, rozwarstwienie społeczne, beznadzieja dla większości ludzi, samobójstwa.
    I propaganda ogłupiająca ludzi. A koorwy u żłoba.
    W większości parchate.

  26. taki oto światopogląd said

    Morał z dysputy: tak jak teraz Polska jest wycieruchem, była i przed wojną na skutek działań kurdupla marszala na zlecenie obcych, łasych na ruskie skarby już wtedy.
    Nie była wycieruchem za Polaka Gierka, który jednak nie wykazał się dostateczną przezornością odnośnie zydowskiej pułapki pożyczkowej, tzn. zbyt intensywnie rozwijał Polskę. Pułapka na Gierka została umożliwiona po skwaszeniu poprzez Gomułkę akcji oczyszczenia Polski z elementu jej wrogiego.
    Polska nie ma szans dzisiaj powstać ze stanu upadłości, bo nie ma sprzymierzeńca, który by jej w tym pomógł, realizując przy tym własny interes.
    Polska musi czekać na umocnienie się juana, renacjonlizację w Rosji i powstanie rzeczywistej osi zaporowej Chiny, Rosja, Iran przed imperializmem żydowskim z Usraela. Polską racją stanu jest porządek jałtański i socjalna gospodarka rynkowa, zresztą innych państw też, w tym Niemiec.

  27. Zborowski said

    A wiec co cie postawi na NOGI POLAKU RODAKU.
    Czekanie az sie to wszystko samo zrobi.Nie badzimy glupcami.
    Jesli ludzie pujda pod Knesejm .Tak jak ida setkami tysiacami na glupie mecze Polskiej Reprezentacji w pilce noznej.To wtedy miejmy nadzieje ze cos zaczyna sie naprawde dziac.Zrobiono z nas dziadow ekonomicznych Ale tez zrobiono z nas Tchurzy leniuchow pacyfistow Milosnikow ubustwa wiecznego I cierpienistwa.
    To sa sprawy bardzo skaplikowane co sie dzieje w POLSCE.A sprawy trudne trzeba zalatwiac w prosty sposob.PRZEZKROBALES OKRADLES ZDRADZILES IDEE NARODOWA .MUSISZ ISC NA WIECZNY ODPOCZYNEK. Czyli co?
    K.S. AMEN

  28. Pinxit said

    Problemem Polakow od zarania dziejow naszych byla zasada, ze najpierw nalezy walczyc o cokolwiek i z kimkolwiek – a potem sie zobaczy co dalej. Bo panstwo bez wojowania to jak …ryba bez roweru.

    I kiedy po Traktacie Wersalskim, Benesz narzucil Czechom zasade „malych robot”- kazdy Czech pracuje dla Czecha i w interesie czeskiej rodziny- Polakom po 123 latach nieobecnosci na mapach swiata zachcialo sie podbojow.
    Polska porozbiorowa miala za zadanie odbudowac narod i zbudowac spojnosc narodowa. A my zaczelismy od ujadania na siebie nawzajem.
    I jedynego czlowieka, ktory probowal budowac silna Polske i jako minister zarzadzil budowe portu w Gdyni – Polacy zamordowali wlasnymi rekami i do tej pory nie chcemy wiedziec na czyje polecenie i dlaczego.
    Wybralismy prezydenta i w kilka miesiecy potem stronnictwo Zamojskiego z ulga przyjelo wiadomosc o zamordowaniu pierwszego prezydenta Polski.
    Odzyskalismy panstwo po tylu latach – i stracilismy panstwo po zamordowaniu Gabriela Narutowicza.

    Zadziwiajace, ze obecna pilsudczykowska prawie sanacyjna Polska znow ujada na budowniczych Polski: Bieruta i Gierka. O Spychalskim mlode pokolenie juz nawet nie slyszalo.
    I jakies zlosliwe gnomy i pajace historii , ktore zawsze namowia holote do noszenia na ramionach zdrajcow i ubekow, jakos dziwnie siedza cicho na temat dra Piskorskiego.
    Zadne rozprawianie historii Polakow niczego nie nauczylo. Bo historia nie moze nas niczego nauczyc, bo historii nie znamy.
    I rozprawianie historii nie zalatwi problemow wspolczesnych.
    Wiec zajmujemy sie reforma prawa i trybunalow, ktora to reforma ma to do siebie, ze bedzie dyskutowana ad mortem defecatam (do usranej smierci) i ktora znow sie komus nie spodoba i trzeba bedzie ja zmieniac bo nikt jej nie potraktuje powaznie.
    A my zawsze bedziemy wymachiwac szabelka kbo wiadomo przeciez, ze …nie oddamy ani guzika!

    No to Bierut byl komuchem. OK. A kim jest Kaczor? Macierewicz? Szechter?Walesa? Kwasniewski?i cala armia bylych dzialaczy z UB?

  29. JerzyS said

    Zborowski said
    2017-11-17 (piątek) @ 03:29:25

    By to moglo sie wszystko ziscic Co ten Pan Kwiatkowski wypowiedzial.W Polsce musza byc rzady silnej reki.Czyli Armia musi przejac wladze.Dowodztwo musi byc oddolne czyli ;;;zwykli obywatele…Swiadomosc Polakow musi byc podparta czynem I to zbrojnym.By zwykly obywatel poczul sie zobwiazany.W dziele odbudowy silnej POLSKI.
    ======================================================
    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2017/11/krol-jest-nagi-manewry-dragon-17-czyli-najwieksza-kompromitacja-w-dziejach-mon/

    „KRÓL JEST NAGI”: MANEWRY DRAGON 17, czyli NAJWIĘKSZA KOMPROMITACJA W DZIEJACH MON

    Premier Beata Szydło: „Antoni Macierewicz jest tym politykiem, który gwarantuje, że polska armia zostanie odbudowana, będzie sprawna, silna i będzie ważnym elementem Sojuszu Północnoatlantyckiego”.

    Już od roku na stronach MON, ćwiczenia Dragon 17 były zapowiadane jako jedne z największych od wielu lat. Ale mimo propagandy sukcesu i zaklęć Pani Premier oraz ministra Antoniego Macierewicza o „odbudowanej, silnej armii”, rzeczywistość na manewrach Dragon 17, okazała się zgoła zupełnie inna. Skala upadku i „ukrainizacji” armii zaskoczyła nie tylko ćwiczącą Rezerwę, ale nawet zawodowych oficerów. Co się stało na Dragonie 17, że nawet media zaczęły skrzętnie ukrywać ten temat?

    Dragon 1Las namiotów. źródło: własne

    KATASTROFA MOBILIZACYJNA czyli WKU w akcji.

    Antoni Macierewicz(przemówienie w Sejmie z dn. 5 lipca 2016 roku): ..”dzisiaj blisko 60 procent żołnierzy uważa, że sprawy idą w dobrym kierunku, że armia jest dobrze zarządzona”…

    Bardzo szybko się okazało, już w trakcie organizacji ćwiczeń, że nie uda się powołać na Dragona 17 zakładanej liczby rezerwistów. Zdecydowana większość komend WKU, nie była w stanie dostarczyć na w/w ćwiczenia więcej niż kilkudziesięciu żołnierzy! Co ciekawe były też komendy WKU, które dostarczyły mniej rezerwistów niż … same liczyły zatrudnionych pracowników i żołnierzy. Generalnie WKU dostarczyły zaledwie około 60%-70% (w zależności od jednostki) wymaganych stanów żołnierzy. Pada zatem pytanie – jeśli WKU nie jest w stanie dostarczyć na najważniejsze ćwiczenia w danym roku, paru tysięcy rezerwistów, to kto? I jak sobie poradzi, gdy w trybie mobilizacyjnym będzie musiała zmobilizować około 170-200 tys. rezerwistów? Ćwiczenia Dragon 17 wyraźnie pokazały iż sobie nie poradzi.

    Ale nie o samą liczbę powołanych żołnierzy chodzi. Działania WKU mają też drugą stronę medalu. Otóż po powołaniu okazało się, że większość żołnierzy ma przydziały niezgodne z ich specjalnością. I tak marynarze trafiali do rozpoznania, lotnicy do wojsk zmechanizowanych, zaś np. artylerzyści do … logistyki (!) Wielu kierowcom wozów bojowych, WKU zapomniało wydać wojskowych poświadczeń uprawniających do kierowania danym pojazdem (tzw. „zielone druki”). Dochodziło do kuriozalnych sytuacji gdy weterani z Afganistanu nie mogli prowadzić żadnych wozów, mimo iż na misjach jeździli np. Rosomakami.

    Co ciekawe WKU posiada dokładne spisy etatów do obsadzenia przez rezerwistów wraz z wymaganą specjalnością i odpowiednimi dokumentami, jakie są w danych wypadkach wymagane od rezerwistów. Ale w jednostkach nigdy nie wiadomo kto i z jaką specjalnością się trafi. Mimo wielu monitów dowódców brygad i dywizji, temat ten od dwudziestu paru lat jest nierozwiązywalny dla żadnej opcji politycznej, zaś bałagan w tym zakresie się pogłębia. Skumulował się on na Dragonie 17, gdzie prawdopodobnie co drugi żołnierz nie miał przydziałów zgodnych z jego specjalnością. A szczytem kuriozum, był fakt iż na ćwiczenia kierowano osoby bez przysięgi wojskowej(!) Jak na ćwiczeniach przekazać legalnie takim ludziom broń, skoro zgodnie z prawem są nadal cywilami?

    Inną sprawą jest samo informowanie żołnierzy przez WKU o rodzaju odbywanych ćwiczeń. Niejednokrotnie WKU wprowadza rezerwistów w błąd, informując ich o wolnych sobotach, bądź niedzielach albo o możliwości wydawania stałych przepustek. Rezerwiści niejednokrotnie, dopiero po przybyciu do jednostki dowiadywali się, iż z rodziną nie będą się widzieli przez cały miesiąc. W WKU rezerwiści często nie tylko nie mogą się dowiedzieć, ani o przydziale jaki otrzymują, ale też o rodzaju ćwiczeń i ich warunkach. Zbyt często nie wiedzą co mają zabrać, a co nie.

    Niestety „reformy” wojska przeprowadzone przez Platformę Obywatelską z lat 2007-2015, całkowicie zrujnowały nasz system mobilizacyjny, zaś minister Macierewicz, mimo buńczucznych zapowiedzi nie potrafi nic w tej sprawie zmienić. Mało tego, pogłębia tylko chaotycznymi decyzjami istniejący bałagan.

    CAŁÓŚĆ:
    http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2017/11/krol-jest-nagi-manewry-dragon-17-czyli-najwieksza-kompromitacja-w-dziejach-mon/

  30. JerzyS said

    „Wrogi Oddział Gospodarczy” czyli w Warszawie wiedzą lepiej…

    Wiceszef MON Michał Dworczyk (przemówienie w Sejmie z dn. 05.07.2016 r.): …”wiele zarzutów to niezrozumienie potrzeb armii”…

    Jak już wyżej wspomniano żołnierz zbyt często nie wie co dostanie, co może i ma dodatkowo wziąć, aby mu było ciepło i sucho. Dawniej to dowódca Jednostki Wojskowej (JW) decydował, co ma być wydane żołnierzowi na ćwiczenia. Ewentualne braki żołnierze zwykle uzupełniali w kantynie wojskowej lub najczęściej dowódca jednostki, widząc zmieniającą się aurę wydawał rozkaz pobrania z magazynów odpowiedniej, dodatkowej odzieży. Była też nieoficjalna funkcja „gaciowego”, który dbał aby wszystkie rzeczy były czyste i regularnie co dwa tygodnie wymieniane.

    Jednak ten model to już historia. Według szefostwa MON, to siedzący w Warszawie Gestor decydować ma jaka będzie pogoda i co wydać żołnierzowi na planowany poligon. Zaś dowódców jednostek uzależniono od WOG-ów (Wojskowy Oddział Gospodarczy), które stały się państwem w państwie. I to one wiedzą lepiej od dowódców batalionów, pułków czy brygad co im będzie potrzebne na poligonie.

    Na dodatek zaczęto wydawać rozporządzenia odnośnie przysługujących żołnierzom sortów mundurowych, które nijak się miały do potrzeb poligonowych i … panującej aury oraz dostępności sortów mundurowych. Ostatnie takie rozporządzenie wydano już za ministra Macierewicza 9 lutego 2016 roku. Wg Antoniego Macierewicza dla żołnierza Rezerwy na miesiąc ćwiczeń w polu (29 dni) wystarczał tylko: 1 mundur, dwie pary skarpet, dwa podkoszulki, koszulka i spodenki gimnastyczne, dwa ręczniki. A to wszystko bez faktycznej możliwości przeprania w/w rzeczy w tym okresie! Słowem patriotyczne wojsko musi, wg obecnych szefów MON, śmierdzieć! Gdyż rozporządzenie nie przewiduje możliwości prania w/w sortów mundurowych, zaś na poligonie pralek nie ma, aby samemu to zrobić. Teoretycznie była możliwość oddania mundurów do jedynej działającej pralni (kosmicznie drogiej!) ale pod warunkiem, że żołnierz cały dzień przechodzi w … piżamie, bo drugiego munduru na zmianę nie dostał. De facto po dwóch tygodniach służby wojsko niemiłosiernie śmierdzi. Można sobie wyobrazić odór jaki odchodzi od tak „patriotycznie ustrojonej” Rezerwy po 20-25 dniach przebywania w polu. Nie inaczej było na Dragonie 17, stąd pewnie, ani Prezydent, ani szef MON woleli się z Rezerwą nie spotykać, z wyjątkiem specjalnie dobranych i „wyglancowanych” wybrańców. Także ilość bielizny na miesiąc czasu była „powalająca”. O ile mężczyźni dawali sobie z tym radę, to wielokrotnie Rezerwistki musiały prosić o przepustki, aby uzupełnić swoje potrzeby mundurowe…

    Dragon 2Rys.2. Koniec ćwiczeń, prace porządkowe. Po zdjęciu oporządzenia widać w pełni „ukrainizację” żołnierzy, prywatne podkoszulki, czapki pod hełm, polary, rękawice, dresy a nawet … kangurek, wszystko aby w nocy było ciepło. Na muzea w przyszłym roku MON planuje wydać 144 mln zł. Ale póki co nie stać go na … odpowiednie mundury dla żołnierzy. Żołnierze to widzą, a politycy te tysiące wyborców lekceważą!

    Ale w interpretacji często zmieniających się przepisów mundurowych pogubiło się na Dragonie 17 samo MON i po prostu wydano co zalegało w magazynach lub co się Gestorowi i WOG-om podobało. Wojsko na jesienne noce dostało między innymi pustynne (to nie żart!) szorty i podkoszulki oraz zimowe tzw. behatki. Słowem częściowo wydano umundurowanie typowo pustynne, częściowo zaś typowo zimowe! Zaś wisienką na torcie było to, iż w ogóle nie przewidziano umundurowania przeciwdeszczowego! Widać szefowie MON uznali, iż wrzesień i październik to w Polsce okresy pory suchej (pustynne szorty) i bezdeszczowej.

    Jak zwykle pewnym problemem były buty. Jak się okazało, w kilku przypadkach wadliwe (zawsze w każdej partii się takie znajdą) i co ciekawe – bez możliwości wymiany jak np. podeszwa pękła lub się porwały na skutek ćwiczeń. Stąd dosyć szybko zdarzały się przypadki chodzenia w butach cywilnych.

    Dragon 3Rys.3 Ukrainizacja żołnierzy przy występujących brakach wyposażenia nastąpiła na Dragon 17 szybko. Końcówka ćwiczeń – widać brak wojskowych butów których nie było możliwości po uszkodzeniach wymienić, prywatne dresy i czapki (w nocy w końcówce września pod samym hełmem jest niemiłosiernie zimno) oraz pustynne .. kamizelki taktyczne, w rękach hełm pamiętający czasy PRL. Wszystko bez realnej możliwości przeprania.

    Na skutek takiego „zaopatrzenia” żołnierzy, po pierwszej nocy spędzonej w polu, szosy i drogi wokół poligonu szybko zaroiły się od samochodów zaniepokojonych rodzin, które zaczęły żołnierzom przywozić ciepłe ubrania na noc, foliowe płaszcze i plandeki przeciwdeszczowe oraz inne wyposażenie, które powinni dostać z MON, a nie dostali. W krótkim czasie wojsko w polu zaczęło przypominać ubiorem ukraińską armię i jej ochotników z lata 2014 roku. „Modernizacja” armii chyba jednak nie poszła w tym kierunku, o którym w licznych wypowiedziach informował szef MON niezorientowaną w rzeczywistości wojska opinię publiczną.

    Smaczku całej sprawie dodaje fakt, iż nawet żołnierze zawodowi mają podobny problem z uzyskaniem przysługujących im sortów mundurowych. Szacuje się, iż około 10-20% żołnierzy zawodowych nie dostało w tym roku przysługujących im sortów mundurowych. Wszystko zaś wskazuje, że sytuacja się jeszcze pogorszy gdyż jak dotąd, nie zawarto kontraktu na nową partię mundurów. Wprawdzie mówi się o wprowadzaniu jakiś nowych wzorów umundurowania, ale jak to jest z obietnicami ministra Macierewicza to wszystkim wiadomo. Na razie nic nie wskazuje, aby w najbliższym czasie planowano jakikolwiek kontrakt zakupowy w tym zakresie, zaś wszelkie możliwe zapasy umundurowania kieruje się do amatorów z WOT. Stąd częstym widokiem na ćwiczeniach Dragon 17 byli żołnierze, nawet elitarnych formacji, którzy chodzili w powycieranych czy przetartych mundurach. Tajemnicą Antoniego Macierewicza jest, jak szefostwo MON zamierza egzekwować przepisy mundurowe (Rozporządzenie MON z dnia 31 12. 2014 r.) oraz Regulamin Ogólny Sił zbrojnych RP (decyzja MON z dnia 30.12.2013 r. nr. 445), gdy nie dostarcza żołnierzom sortów mundurowych pozwalających je przestrzegać? Jak pokazały ćwiczenia, MON Antoniego Macierewicza nie jest w stanie wyposażyć polskich żołnierzy w podstawowe rzeczy niezbędne do ćwiczeń, ale potrafi „zająć się” miliardowymi przetargami na śmigłowce, okręty podwodne czy systemy przeciwlotnicze. Zatem jak wierzyć w skuteczność zapowiadanych przetargów, jak szef MON nie jest w stanie odpowiednio umundurować wojska na zwykłe ćwiczenia?

    Dragon 4 (800×450)Rys.4 Tak poza kamerami, niejednokrotnie wyglądają mundury elitarnych zawodowych formacji, nie wszyscy żołnierze zawodowi dostali w tym roku przysługujące im sorty mundurowe i prawdopodobnie nie dostaną też ich w roku przyszłym. Rekruci z WOT są ważniejsi…

    Jak była zła sytuacja mundurowa ćwiczących wojsk niech świadczy fakt, iż w bardzo zimne noce zaczęły występować wypadki samowolnego schodzenia żołnierzy z poligonu do obozu. Aby temu zapobiec część dowódców zdecydowała się zmniejszyć obsady wojska na poligonie i wprowadziła rotację żołnierzy na nocnych ćwiczeniach. Zdarzało się też, iż po opadach deszczu całe pododdziały chciały zejść z pola i zakończyć ćwiczenia gdyż … nie posiadały żadnej odzieży przeciwdeszczowej! Gdyby na Dragonie 17 zdarzyła się na dłużej typowo jesienna, deszczowa pogoda, ćwiczenia by się nie odbyły. Rezerwa zeszła by z pola. Na szczęście było słonecznie i do całkowitej kompromitacji nie doszło.

    Równie fatalne było zabezpieczenie medyczne. W punktach medycznych nie było nawet tak prostych leków jak syrop na kaszel, tabletki na gardło, czy nawet zwykła polopiryna! Owszem zabezpieczono się na wypadek złamań, postrzałów czy innych groźnych wypadków, ale zlekceważono najczęściej występujące jesienią schorzenia jak katar, gorączka czy ból gardła. Żołnierze i ich rodziny we własnym zakresie musieli nabywać medykamenty, często gdy już choroba była zaawansowana. Dlatego też około 10-15% ćwiczących stale było na zwolnieniu lekarskim, bądź też przebywało w gorączce na terenie obozu.

    Dragon 5 – KopiaRys. 5 Nierzadko jeszcze występujące WC w wojsku na tzw. „Małysza” ale ministrowie zajmują się zakupem „Patriotów”…

    Jeszcze większą kompromitacją na Dragonie 17 okazały się sprawy bytowo-sanitarne. W wielu miejscach brakowało np. sanitariatów. Bałagan organizacyjny w WOG dał tutaj o sobie wyjątkowo znać. Na jednym obozowisku toy-toye nie zdążyły być ustawione na czas. Na drugim zdjęto je bez powiadamiania dowódców ćwiczących oddziałów, na kilka dni przed tym, zanim wojsko zjechało z poligonu! Stąd bywało, iż na 200-300 żołnierzy przypadały 2 toy-toye! Zaczęły się robić kolejki i dochodziło do scysji w tym zakresie, zanim problemy udało się załatwić. Oczywiście w czasie wizyty Prezydenta i szefa MON ustawiono specjalne, pancerne toy-toye dla nich tylko dostępne.

    Były problemy nawet z tak prozaicznymi rzeczami jak woda! Rozporządzenie MON z dnia 4 marca 2011 określa normę należności wody pitnej butelkowanej 1,5 l na czas pokoju i 2,5 litra na czas wojny, co jest oczywistą bzdurą. I tą oczywistą bzdurę usankcjonował decyzją nr 97 z dnia 15 maja 2017 roku sam szef MON Antonii Macierewicz. Co ciekawe to rozporządzenie nie dotyczyło zagranicznych wojsk NATO. Przypomnę, w Instytucie Żywności i Żywienia opracowano dla ludności Polski normy określające wystarczające spożycie wody (zawartej zarówno w napojach, jak i pożywieniu) na poziomie 3,7 litra dla mężczyzn (Normy żywienia człowieka, red. nauk. M. Jarosz, B. Bułhak-Jachymczyk, PZWL,Warszawa 2008). Co ciekawe, normy 1.5 litowe nie dotyczą wyższych urzędników MON, mimo iż mają funkcję sztabowe czy urzędnicze, to wody mogą zużywać dowolnie. Ale wojsko w polu musi od paru lat zadawalać się owymi 1,5 l. Stąd Prezydent i Minister Obrony Narodowej podczas wizyty mieli wody pod dostatkiem, ale już paręset metrów dalej była ona problemem dla ćwiczących żołnierzy. Dochodziło do gorszących scen gdy na stołówkach obsługa, zabierała butelki z wodą, tym którzy chcieli jej pobrać więcej niż przysługujące 1,5 litra (nawet kobietom).

    Podobnie sprawa miała się z namiotami. Dochodziło do sytuacji gdzie w jednym namiocie zamiast 8 łóżek stawało 12! Niektóre pododdziały miały możliwość przenocowania gdy … inne ruszały na noc w pole. Braki namiotów były tak wielkie, iż wojsko na ćwiczenia Dragon17 musiało pożyczać namioty od prywatnych firm! Co by było gdyby trzeba było zorganizować ćwiczenia nie dla 17 tys., ale dla 20 lub 25 tys. wojska? I co można sądzić o kierownictwie MON, które nie jest w stanie zabezpieczyć odpowiedniej ilości namiotów na średniej wielkości ćwiczenia?

    Także sprawy żywnościowe przestawiały wiele do życzenia. Tak oszczędnego i ubogiego jedzenia nie pamiętali najstarsi Rezerwiści. Oczywiście na stołówkach żołnierskich prominenci ze Sztabu Generalnego czy Generalnego Dowództwa Rodzajów Sił Zbrojnych nie byli obecni…

    Dragon 6 – KopiaRys. 7 Przykładowe „patriotyczne” śniadanie żołnierzy na Dragonie 17. Do tego nieograniczona ilość chleba, ale woda była już racjonowana. Minister Antonii Macierewicz postanowił nawet na jedzeniu dla wojska oszczędzić, aby tak pozyskane środki przekazać dla WOT!

    Nie mniejszym problemem był dla żołnierzy brak kantyn i możliwość spędzania wolnego czasu po ćwiczeniach. Z nieznanych przyczyn poprzednicy Macierewicza postanowili, iż kantyna to rzecz niepotrzebna, a co najważniejsze zlikwiduje się w ten sposób proceder picia piwa w wojsku. Oczywiście procederu nie zlikwidowano, zaś na Dragonie 17 wyszła z tego międzynarodowa kompromitacja. Okazało się, że bufety funkcjonują tylko gdy ćwiczą wojska NATO, tam zaś gdzie ćwiczy żołnierz polski, ani bufet, ani kantyna się jemu nie należą! Choć poligon jeden dla wszystkich. Nie musze dodawać, iż cały czas trwał zakaz opuszczania obozowiska. Dlatego nawet najprostsze potrzeby, typu zakup mydła, czy szczoteczki do zębów (jak ktoś zgubił) był dla ćwiczących sporym problemem.

    Ale nie to najbardziej zabolało Rezerwistów, najbardziej zabolało to, że potraktowano ich jak żołnierzy drugiej kategorii. Niejednokrotnie mieli oni za sobą dwa lata ciężkiej służby w pododdziałach specjalnych lub parę misji w Iraku lub Afganistanie. Często wymagano od nich podobnych umiejętności co od żołnierzy zawodowych. Szczególnie dotyczyło to kierowców, łącznościowców czy saperów, tym bardziej, że od 30 lat sprzęt w większości wiele się nie zmienił. Ale wyposażenie mieli częstokroć uboższe niż w PRL. Czarę goryczy przelały wizyty szefa MON Antoniego Macierewicza, oraz Prezydenta Andrzeja Dudy. Obaj prominenci skutecznie omijali, podczas wizyty na największym poligonie w Drawsku rezerwistów. Żaden z nich się z nimi nie spotkał. Jest to o tyle zastanawiające, iż to są właśnie ich wyborcy. Mogli zdobyć tysiące głosów zarówno rezerwistów i ich rodzin. Niestety skutek był odwrotny. PiS zyskało tysiące przeciwników, świadków owej farsy na Dragonie 17. Czekaliśmy na odwiedziny Prezydenta, ale nie przyjechał, co świadczy o jakości doradców jakich ma w Pałacu.

    Dragon 7 – Kopia (480×640)

Sorry, the comment form is closed at this time.