Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Orban oficjalnie: Polska została zaatakowana. Stoimy po stronie Warszawy.

Posted by Marucha w dniu 2017-11-18 (Sobota)

Węgierski rząd nie pozostawił wątpliwości i oficjalnie wsparł Warszawę w jej konfrontacji z Brukselą. Węgry zagłosują przeciw rezolucji uderzającej w Polskę.

Parlament Europejski przyjął tzw. rezolucję w sprawie praworządności, co stanowi pierwszy, poważny krok, by objąć Polskę sankcjami. Rezolucję wsparła m.in. grupa europosłów z Polski.

Jeśli jednak dojdzie do głosowania w sprawie nałożenia sankcji na Polskę w Radzie Europejskiej, Warszawa może liczyć na poparcie ze strony Budapesztu. – Rząd Węgier nie poprze żadnego kroku przeciw Polsce – powiedział szef kancelarii premiera Węgier, Viktora Orbana.

Być może poparcie ze strony Węgier pozwoli obronić się Polsce przed sankcjami. Jeśli bowiem, jak chciałaby tego część deputowanych z Parlamentu Europejskiego, Rada Europejska zdecyduje o zastosowaniu wobec Polski art. 7 ust. 1 Traktatu o UE, Warszawa może zostać obłożona sankcjami. Aby do tego doszło, Rada musi być jednak jednomyślna.

Źródło: prostozmostu.net
ged
http://www.pch24.pl

A my się pytamy, jakie uprawnienia ma „Rada Europejska” do nakładania sankcji wedle własnego widzimisię? Coś nam się wydaje, że takie same, jak składnica węgla.
Admin

Komentarze 24 to “Orban oficjalnie: Polska została zaatakowana. Stoimy po stronie Warszawy.”

  1. Jerzy said

    Nie tyle Polska została zaatakowana co antypolskie Państwo Pisowskie. To tak jakby ktoś zaatakował ISIS w Syrii.

    ——-
    Nie, Panie Jurku.
    Zaatakowano właśnie Polskę i Polaków.
    Admin

  2. Ola said

    hm, to lo co chodzi ,chcemy tej lunii czy nie chcemy? lona taka parszywa i zazydzona przeca.Niech sie lodpierdoli i wtedy bedzie dobrze a nawet lepiej .

  3. Maverick said

    Orban to rozumie ale nie wszystkie polskie kundelki które wysługują się obcym i tak jest już od wieków.

    Komunizm idzie z zachodu.

  4. ravkill said

    Państwo Pisowskie, nie jest idealne. Ale na pewno niebo lepsze dla Polski od proniemieckiego lenna platformy…

  5. JerzyS said

    Kogo bał się Bartoszewski? – Wojciech Reszczyński
    Aktualizacja: 2011-05-8 4:57 pm

    W wywiadzie dla niemieckiego “Die Welt” Władysław Bartoszewski zapytany, czy w czasie okupacji obawiał się swoich sąsiadów, odpowiedział:

    “Mieszkałem w domu pełnym inteligencji, przy ul. Mickiewicza 37, piętro drugie. Ale jeśli ktoś się bał, to nie Niemców. Jeżeli funkcjonariusz zobaczył mnie na ulicy i nie było polecenia aresztowania, nie miałem się czego bać. Ale gdy sąsiad Polak zauważył, że kupiłem więcej chleba niż normalnie, wtedy musiałem się bać”. Wypowiedź Władysława Bartoszewskiego oburzyła bardzo wiele osób, między innymi panią Marię Konopkę-Klein, która od urodzenia aż do zakończenia Powstania Warszawskiego mieszkała w Warszawie na Żoliborzu Oficerskim przy pl. Inwalidów.

    W wywiadzie dla niemieckiego “Die Welt” Władysław Bartoszewski tylko w części zanegował kłamliwe i szkodliwe dla Polski i Polaków tezy książki Jana T. Grossa “Złote żniwa”. Powiedział mianowicie, że “to bezwstydne bogacenie się Polaków nie miało rasistowskiego tła”. A więc jednak bogaciliśmy się kosztem Żydów, ale nie jako antysemici. W tym samym duchu wspierania Grossa w jego tezach o winie polskich sąsiadów jest wypowiedź Bartoszewskiego dla tego niemieckiego tygodnika o sąsiadach Polakach z Żoliborza, których należało się bać.

    Pamiętam Bartoszewskiego

    Może nie wszyscy wiedzą, że ul. Mickiewicza przechodzi przez pl. Inwalidów, a obok Żoliborza Oficerskiego był jeszcze Żoliborz Urzędniczy i powstały nieco później Żoliborz Dziennikarski.
    Żoliborz Oficerski zbudowany został na gruntach należących do państwa przez spółdzielnię, którą powołali oficerowie Wojska Polskiego w latach 20. Obejmował ulice między placem Słonecznym a placem Inwalidów. Osiedle nawiązywało do podobnych dzielnic w angielskich miastach, charakteryzujących się udanym połączeniem zabudowy miejskiej i ogrodowo-parkowej. Wśród najbardziej znanych mieszkańców byli m.in. gen. Marian Kukiel i gen. Stefan Grot-Rowecki. Obaj mieszkali przy ul. Śmiałej, równoległej do ul. Mickiewicza. Mieszkańcami Żoliborza byli także: gen. Władysław Bortnowski (ul. Forteczna 7), gen. Stanisław Sosabowski (ul. Hauke-Bosaka 11), płk Artur Oppman, piewca starej Warszawy, znany jako Or-Ot, a także prezydent Warszawy Stefan Starzyński.

    Pani Maria Konopka-Klein urodziła się w 1932 roku, jest więc o 10 lat młodsza od Władysława Bartoszewskiego. Mimo że w czasie okupacji była jeszcze dzieckiem, pamięta Bartoszewskiego. Przypomina sobie także sąsiadów, z którymi musiał się on spotykać na ulicy, na klatce schodowej, niewykluczone, że w ich mieszkaniach.

    Rodzina pani Marii Konopki-Klein mieszkała w kamienicy przy pl. Inwalidów 4/6/8, na pierwszym piętrze, pod 11. Była to duża reprezentacyjna kamienica z użytkowymi lokalami na parterze, apteką, cukiernią Pomianowskiego, sklepem spożywczym państwa Łukaszewskich i restauracją.
    Ojciec pani Marii, Józef Konopka, był radcą w Najwyższej Izbie Kontroli Państwowej. Był legionistą w stopniu majora, w stanie spoczynku. W czasie okupacji pełnił funkcję administratora domu, oczywiście społecznie.

    Władysław Bartoszewski, nim przeprowadził się na Żoliborz do nowoczesnej jak na tamte czasy kamienicy, mieszkał wraz z rodzicami przy ul. Bielańskiej, a potem przy ul. Chłodnej 42, tuż obok getta. Po jego zamknięciu musieli się stamtąd wyprowadzić, gdyż dom znajdował się na pograniczu dzielnicy żydowskiej. Wtedy wynajęli dwupokojowe mieszkanie na Żoliborzu, właśnie przy ul. Mickiewicza 37.
    Bartoszewski bardzo często przychodził do kamienicy przy pl. Inwalidów 4/6/8, gdzie mieszkała rodzina pani Marii Konopki-Klein, w odwiedziny do pani Magryciny. Z jej córką Zofią ożenił się przed powstaniem lub w czasie powstania.

    W korowodzie pamięci

    Na trzecim piętrze tejże kamienicy mieszkała pani Bronisława Chmarzyńska z synkiem. Kapitan Jan Chmarzyński przed wojną pracował w Oddziale II Sztabu Głównego WP (dwójka) jako kierownik Referatu Ofensywnego, ekskluzywnego (3-osobowego) Wydziału Wywiadowczego na kierunku wschodnim. 5 września 1939 r. kapitan Chmarzyński został przeniesiony do brytyjskiej misji łącznikowej jako oficer łącznikowy. W czasie okupacji pani Chmarzyńska była wielokrotnie nachodzona przez gestapo, które wypytywało ją o męża. Po wojnie kapitan Chmarzyński ściągnął do Londynu żonę i syna.
    Na drugim piętrze, nad Konopkami, mieszkała pani Maria Dąbrowska. Jej mąż, kapitan, zaginął na wojnie. Według ówczesnej nieoficjalnej wersji został zamordowany w Katyniu. Obok Konopków mieszkali państwo Jastrzębscy. Pan Jastrzębski był emerytowanym generałem jeszcze z czasów carskich. Uciekł z Rosji po rewolucji. Pani Maria Jastrzębska uczyła pannę Konopkównę francuskiego. W kamienicy mieszkał też doktor Jacyna z rodziną. A w suterenie, na pierwszej klatce mieszkali państwo Chraniukowie. On był szewcem, mieli kilkoro dzieci. Po wojnie pan Chraniuk miał sklep obuwniczy przy ul. Mickiewicza. Dozorcą domu przy pl. Inwalidów 4/6/8 był pan Jan Okoń, powszechnie uważany za bardzo przyzwoitego człowieka. Po wojnie państwo Okoniowie powrócili na stare miejsce i też objęli dozorcostwo.

    Rodzina Konopków przyjaźniła się z rodziną Igielskich, która mieszkała przy ul. Mickiewicza (na odcinku w kierunku ul. gen. Zajączka). Pan Igielski był przed wojną radcą w ministerstwie, jego żona była lekarką, mieli czworo dzieci. Na początku wojny Igielski został aresztowany przez Niemców i najprawdopodobniej w 1941 r. zamordowany. Żona otrzymała typowe wówczas zawiadomienie, że zmarł na zapalenie płuc.

    Znajomymi Konopków byli też państwo Topolińscy, którzy mieszkali nieopodal, w al. Wojska Polskiego. Pan Topoliński był profesorem uniwersyteckim, jego żona, o czym wiedziały oczywiście tylko osoby z nimi zaprzyjaźnione, była pochodzenia żydowskiego. Szczęśliwie wojnę przeżyła.
    W czasie okupacji, wspomina pani Maria Konopka-Klein, niektórzy sąsiedzi z kamienicy gromadzili się popołudniami, np. w mieszkaniu jej rodziców, i czytali podziemne gazetki i ulotki. W wielu domach Żoliborza Oficerskiego mieszkały rodziny bez mężczyzn, same kobiety z dziećmi i ludzie starsi. Mężczyzn w sile wieku wojna wygnała z domów. I tylko nieliczni powrócili.
    Po powstaniu pani Maria, podobnie jak tysiące warszawiaków, w tym Władysław Bartoszewski, znalazła się w obozie przejściowym w Pruszkowie. Po wojnie wraz z rodzicami zamieszkała w Krakowie, tak jak Władysław Bartoszewski.

    Hołd cichym bohaterom

    Przypominając nazwiska tych osób, pani Maria Konopka-Klein upomina się o dobrą pamięć o nich i wszystkich innych, uczciwych i oddanych Polsce mieszkańcach Żoliborza. Większość już nie żyje lub rozproszyli się po świecie i nie mogą się sami bronić.

    Władysław Bartoszewski swoją nieprzemyślaną, nieodpowiedzialną wypowiedzią dla niemieckiego pisma “Die Welt” zdeprecjonował Polaków, którzy w czasie okupacji zdali egzamin z narodowej solidarności.

    Władysław Bartoszewski bardziej bał się polskich sąsiadów niż Niemców, a przecież los Polaków został przesądzony w rozkazie uruchamiającym niemiecką akcję AB (Ausserordentliche Befriedungsaktion), w wyniku której w 1940 r. wymordowano lub zesłano do obozów koncentracyjnych setki tysięcy Polaków, w tym także jego – do KL Auschwitz. Został aresztowany 19 września 1940 roku. Wyprowadzono go z posesji przy ul. Słowackiego 35/43 na Żoliborzu. W tej samej akcji aresztowano w Warszawie i wywieziono do Auschwitz 2 tys. mężczyzn. Wspomina Bartoszewski (szkoda, że nie w wywiadzie dla “Die Welt”): “Z domu, w którym mieszkałem w Warszawie, wywieziono do KL Auschwitz czternastu mężczyzn. Z tych czternastu zmarło jedenastu, a trzech zostało zwolnionych. Z jednego domu…”. Więc jeśli byli oni z tego samego domu, w którym mieszkał Bartoszewski, to byli to jego sąsiedzi. I jak on stali się ofiarami. Nie mogli być donosicielami, których należało się bać.

    I jeszcze jedna drażliwa kwestia z cytowanej na wstępie wypowiedzi Władysława Bartoszewskiego. Zawiera się w niej jakaś mimowolna pochwała dla niemieckiego porządku i hitlerowskiej “przewidywalności”, która polegała jego zdaniem na tym, że aresztowanie następowało tylko na rozkaz. “Jeżeli funkcjonariusz zobaczył mnie na ulicy i nie było polecenia aresztowania, nie miałem się czego bać”. Brzmi to bardzo dziwacznie, jak i to, że hitlerowców nazywa “funkcjonariuszami”. Przecież można było być aresztowanym na ulicy ni stąd ni zowąd, napotkawszy niemiecki patrol. Albo w czasie łapanki; ofiarami byli wówczas przypadkowi przechodnie. Pani Maria Konopka-Klein w czasie okupacji chodziła do szkoły Sióstr Zmartwychwstanek przy ul. Krasińskiego. I był taki zwyczaj, że siostry dzwoniły do rodziców uczennic, żeby powiadomić, że dziecko bezpiecznie dotarło do szkoły. Było to robione z obawy właśnie przed łapankami. Zaś okupacyjny czarny chleb, na który mieli patrzeć z zawiścią w oczach sąsiedzi Bartoszewskiego, był – podobnie jak inne towary – na kartki. A jeśli ktoś niósł coś lepszego, np. bułki, musiał to kupić chyba na czarnym rynku.

    Władysław Bartoszewski otrzymał wiele nagród i wyróżnień z całego świata.

    Ale jedno z tych wyróżnień zwraca szczególną uwagę, zwłaszcza w kontekście jego szokujących wypowiedzi. Jest to złoty medal Towarzystwa im. Gustawa Stresemanna przyznany mu w Moguncji w 1996 r. jako ministrowi spraw zagranicznych. Gustaw Stresemann kształtował politykę zagraniczną Niemiec w latach 1923-1929.

    Był też ministrem spraw zagranicznych. Nigdy nie pogodził się z klęską swego kraju w czasie pierwszej wojny światowej i dążył do rewizji wschodniej granicy Niemiec. Jego celem było m.in. odzyskanie dla Niemiec Gdańska, utworzenie “polskiego korytarza” i zmiana granicy Polski na Górnym Śląsku na rzecz Niemiec. Był nieprzejednanym wrogiem Polski i Polaków.

    Byłoby lepiej, gdyby Władysław Bartoszewski zastanawiał się nad tym, co mówi, szczególnie dla prasy niemieckiej. Nie raniłby uczuć Polaków i nie stawiałby siebie w złym świetle.

    Wojciech Reszczyński

    ============

    „Stało się to jeszcze lepiej widoczne, gdy w roku następnym Niemcy rozpoczęły wojnę celną z Polską,

    wstrzymały import polskiego węgla i zażądały rewizji polskiej granicy zachodniej w celu „oderwania od Polski niemieckich prowincji na wschodzie” (Streseman).

    Rząd Grabskiego objęty został w tym czasie międzynarodową blokadą kredytową, koordynowaną przez Bank Anglii i amerykański Federal Reserve Bank.

    Celem tego embarga było nie tylko obalenie premiera Grabskiego, który ośmielił się dokonać reformy walutowej i gospodarczej własnymi (!) siłami, ale przede wszystkim zmuszenie Polaków do poddania swej gospodarki pod nadzór międzynarodowych instytucji finansowych.

    Cel ten osiągnięto dopiero po zamachu majowym.

    W kwietniu 1927 roku przedstawiciele „wielkiej czwórki” (czyli federalnego banku USA, Banku Anglii, Banku Francji i… Reichsbanku) zatwierdzili na konferencji w Calais warunki tzw. planu stabilizacyjnego dla Polski i zobowiązali się zapewnić wspólnie kredyty asekuracyjne dla Banku Polskiego.

    W Radzie Nadzorczej niezależnego dotąd od obcych Banku Polskiego zasiadł przedstawiciel amerykańskiej finansjery, Charles Dewey, były wiceminister skarbu w Waszyngtonie.

    Zgodę na to rozwiązanie wymógł na Piłsudskim pomajowy wielokrotny premier, a zarazem wybitny mason, Kazimierz Bartel, a w negocjacjach z rządem polskim, które do tego doprowadziły, uczestniczyły tak szczególne postaci, jak John Foster Dulles (późniejszy sekretarz stanu USA, rzecznik „zimnej wojny” i współtwórca NATO; brat Allana, szefa CIA), czy Jean Monnet – szara eminencja integracji europejskiej, pierwszy dyrektor Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali i członek tzw. Klubu Trzystu, który ponoć „zdalnie zarządza największymi bankami świata”.

    Herbert Hoover, rzekomy przyjaciel Polaków i propagator liberalnej „reorganizacji” naszej gospodarki, realizował w latach 1921-1929 proniemiecką politykę USA na stanowisku szefa Departamentu Handlu, a kiedy został wybrany prezydentem (1929),

    wówczas pozwolił swemu sekretarzowi stanu, Henry’emu Stimsonowi, na odwiedzanie „głównych zachodnich stolic Europy, gdzie próbował (on) pozyskać zwolenników dla koncepcji oderwania od Polski Pomorza i przekazania go Niemcom.” W tej akcji na rzecz rewizji granic w rejonie Gdańska i Górnego Śląska uczestniczyły też „wpływowe dzienniki amerykańskie, a także niektórzy politycy amerykańscy z senatorem Williamem Borahem na czele”.

    Doszło w końcu do tego, że „Piłsudski polecił ambasadorowi w Waszyngtonie oświadczyć Hooverowi,
    że Polska będzie bronić granic do ostatniego żołnierza”.
    Deklaracja ta „została przyjęta przez rząd amerykański z dużym niezadowoleniem” (P. Wandycz).

  6. Ola said

    no ja nie wiem, ale ja wlasnie gotuje kaczusie , polska! w niemcach . kazdego roku w okolicach swiat maja w Niemcach polskie gaski , kaczki tez. I z dobra reklamom, ze nie sa tuczone na sile , lecz maja wolny wybieg u polskiego gospodarza . taka gaska czterokilowa to za 20 eurasow u Niemca. na tydzien obrabiam i mam piersi i tulow,na drugi nogi , skrzydla i wnetrznosci . Wyzerka na 2 tygodnie , i to jaka! Hmmmm. W poniedzialek kupuje nastepna pyszna i zdrowa polska gaske na 2 tygodnie przezycia w Niemcowie, ale nie wiem czy jeszcze zdaze. Wiec bardzo prosze bez sankcji!

  7. Ola said

    a polskie kabanosy i krakowska w Aldiku po sankcjach? nie bedzie?! ja sie chyba w koncu powiesze albo otruje.

  8. Ola said

    albo te przepyszne kiszone polskie ogoreczki u Turka , gdzie swiat nie zna lepszych. Tez nie bedzie ? To juz koniec , to juz armageddon.

  9. zenek trąba said

    Składnica węgla ma dużo do powiedzenia, panie Gajowy. Właśnie jedzie z USA do Polin okręt pełen drogocennego węgla, którego przecież w Kraju nie ma i nie opłaca sie wydobywać. O ile wierzyć głownemu ścieku.

  10. revers said

    re2

    Jak wiadomo kazda pani chce uni socjalow, gorzej z pezyjmowaniem gosci pani Merkel, ktorzy lepiej traktowani sa jak unijni migranci.

    bardzo drogie rozmowy SMM, a w zasadzie video duplex telekontakty przez wypasiona komorke merkelowej mambo to juz standrad, oczywiscie na koszt niemieckiego bydla podatkowego.

    Tusk odszedl ze sceny RP i PO zostalo odsuniete od koryta, ale jest nowy hrabia z niemieckiego klubu biznesu kapciannego i bliskofartuszkowego, ktory chce siegnac po wladze, a nawet zmienic konstytucje pod krola Stasia czasy, gdy faktycznie polske wymazano z mapy europy.

  11. Jerzy said

    Ad. 4

    Jeśli sprowadzenie do Polski okupacyjnych wojsk USA, politykę finansowania antypolskiej i banderowskiej UPAiny czy wprowadzenie ograniczeń w zakupie ziemi dla Polaków można uznać za „lepsze” od czegokolwiek.

    Co prawda nie ma proniemieckiej polityki, ale jest za to robienie laski banderowcom, klęczenie przed przygłupem Trumpem, szczucie na Rosję, demontaż armii, rozwalanie pomników, drożyznę w sklepach, w polskich miastach coraz więcej banderowców i muzułmanów a coraz mniej Polaków, zamienianie Państwa Polskiego w bolszewicki łagier pod chazarskim zarządem, itd.

  12. Jerzy said

    Ad. 1 Admin

    Z tego co gdzieś czytałem, to UE planuje sankcje finansowe, które uderzą bezpośrednio w żydo-banderowski reżim PiS i jego sługusów, co utrudni i rozciągnie w czasie zamienianie Polki w łagier oraz ograniczy finansowanie banderowskiej UPAiny.

    Polacy nic nie stracą, bo nie mają nic do stracenia, poza życiem i marnymi resztkami majątków. Prawie ze wszystkiego zostaliśmy już ograbieni, nawet z godności i honoru.

  13. Boydar said

    Jeśli nie ma proniemieckiej polityki, to „bierzemy z dziesięć”. Od razu i bez pytania, bo ZAWSZE była. Cała reszta to teatr, „bez większego znaczenia strategicznego”, jak kałuża (płytki niewielki akwen).

  14. Marcin said

  15. Bogusz said

    ad.4 To cała prawda, ja też popieram (częściowo) PiS bo nie ma nic lepszego, widzę pewne dobre pociągnięcia choć złych całe mnóstwo, w sumie w porównaniu do tej PO- wskiej kloaki pozytywne

  16. Re: 15 Bogusz…
    Dzieki takim jak Pan, „mniej skurwione k…rwy” dzierza wladze nad polskimi gojami.
    Wyglada na to, ze niczego sie Pan w zyciu nie nauczyl…I chyba sie juz Pan nie nauczy jesli ktos Panu dobrze nie przylozy tam gdzie slonce nie dochodzi…(przez dupe do glowy – jak to sie mawia krotko i dobitnie)…
    =======================
    jasiek z Toronto

    http://polskawalczaca.com

  17. Jerzy said

    No to właśnie dzięki takiemu Boguszowi mamy w Polsce potop ukrów i politykę lizania kału z banderowskich tyłków. Smacznego panie Bogusz!

  18. Pinxit said

    Caly POPiS jest do dupy.
    Lepsze zlo – to tez zlo.
    Ile nas kosztuje nienawisc do Rosji.
    Zakupujemy za straszliwe pieniadze stary bezuzyteczny sprzet z demoblu z wojny irackiej.

    Polskie dzieci gloduja bo polski rzad ratuje firmy zbrojeniowe, ktore handluja szmelcem.
    Przeciez my sie tymi pired… patriotami w zyoiu nie obronimy!.
    Pomagamy tylko w powiekszaniu majatku biznesmana zza oceanu, ktory ma udzialy w firmach zbrojeniowych.
    A wiz dalej nie mamy!!

  19. Jerzy said

    Niestety, ale Polska cierpi przez tych, którzy są tak naiwni, że wierzą, iż PiS i PO to dwie różne frakcje, gdy tymczasem są to strony tego samego żydowskiego medalu. To nie żydzi, nie banderowcy, nie Niemcy, a właśnie ta cześć ograniczonych umysłowo Polaków jest odpowiedzialna za ciężkie losy Polski…

  20. Boydar said

    Niech Pan Bogusz nie zwraca uwagi …

  21. hary said

    Węgrzy dzięki Bogu w Trójcy Jedynemu doczekali się rządu Węgierskiego. Widać Węgrów Pan Bóg Wysłuchał. Polacy zachłyśnięci modernistą Wojtyłą zapomnieli o nauce Bożej na rzecz kremówkowego Katza który zajął miejsce Pana Boga na ołtarzu.

  22. Premizlaus said

    Re 22:
    Bardzo dobrze napisane.

  23. MatkaPolka said

    ANTYPOLSKI SEKRET MERKEL

    http://newsweb.pl/2017/11/14/wyciekla-tajna-notatka-merkel-ws-polski-to-mialo-nigdy-nie-wyjsc-na-swiatlo-dzienne

    To miało nigdy nie wyjść na światło dzienne. Te wytyczne Angeli Merkel odnośnie Polski mrożą krew w żyłach. Burzą całą narrację zwolenników liberalnej opozycji w Polsce, którzy są przekonani, że Niemcy obiektywnie i z troską patrzą na polską politykę wewnętrzną.

    Niemcy wespół z Brukselą od 2 lat, bo tyle rządzi obóz Prawa i Sprawiedliwości, coraz zacieklej atakują Polskę dosłownie za każdy ruch polityczny. Czy tak negatywne nastawienie całego zachodu wobec konserwatywnego rządu w Warszawie to przypadek?

    Zdecydowanie nie! Do opinii publicznej przedostała się notatka, którą Angela Merkel wolałaby zabrać ze sobą do grobu.

    To dokument zawierający instrukcję dla niemieckich dziennikarzy, w jaki sposób mają określać Polskę pod rządami PiS. Wśród rekomendowanych zwrotów znajdują się m.in.: „Putinowski model władzy” czy „dziki Wschód
    .
    Instrukcje merkelowscy dziennikarze – przez wielu, nawet w Niemczech, nazywani agitatorami – mają pobierać na spotkaniach z przedstawicielami rządu kanclerz Angeli Merkel. „Super Express” dotarł do tajnej notatki w tej sprawie, która trafiła do polskich władz. – Chodzi o to, jakie treści są korzystne dla racji stanu Niemiec, a jakie niekorzystne dla Polski i naszego rządu– komentuje Tadeusz Dziuba z PiS w „SE”.

    Dziennikarze mają testować polską reakcję na krytykę Polski za realizację „putinowskiego modelu władzy”, mają opisywać „antydemokratyczne działania rządu”, kwalifikować Polskę jako „dziki Wschód”, podnosić „demontowanie państwa prawa” i zarzucać, że „paraliżowanie państwa prawa w Polsce zagraża bezpieczeństwu całej UE” – czytamy w notatce. „Krytyka ze strony opiniotwórczych dzienników niemieckich ma zastąpić wyrażanie krytyki przez rząd i przedstawicieli koalicji rządzącej”. Politycy CDU i SPD „nie mają prawa zabierać głosu” i „otwierać nowych frontów z Polską”, natomiast prasa ma działać jako „pas transmisyjny Urzędu Kanclerskiego” – czytamy dalej w notatce.

    Wśród zaleceń jest też wychwalania Unii Europejskiej i przedstawianie wyłącznie pozytywnych aspektów członkostwa. Podobne instrukcje do dziennikarzy w Polsce przesyłał Mark Dekan, szef koncernu medialnego Ringier Axel Springer, który w naszym kraju wydaje m.in. tygodnik Newsweek, którym zarządza Tomasz Lis – skrajnie nienawidzący Prawa i Sprawiedliwości „dziennikarz nocnej zmiany”. Ponadto RASP jest właścicielem całej grupy Onet. Generalnie nieformalna europejska koalicja antyPiS ma za zadanie przekonywać całą opinię publiczną, że uległość wobec Brukseli i Berlina jest wpisana w ramy „europejskiej solidarności”.

    Marcin Palion
    Napisz do autora: marcin.palion@newsweb.pl

  24. MatkaPolka said

    ANTYPOLSKI SEKRET MERKEL

    http://newsweb.pl/2017/11/14/wyciekla-tajna-notatka-merkel-ws-polski-to-mialo-nigdy-nie-wyjsc-na-swiatlo-dzienne

    To miało nigdy nie wyjść na światło dzienne. Te wytyczne Angeli Merkel odnośnie Polski mrożą krew w żyłach. Burzą całą narrację zwolenników liberalnej opozycji w Polsce, którzy są przekonani, że Niemcy obiektywnie i z troską patrzą na polską politykę wewnętrzną.

    Niemcy wespół z Brukselą od 2 lat, bo tyle rządzi obóz Prawa i Sprawiedliwości, coraz zacieklej atakują Polskę dosłownie za każdy ruch polityczny. Czy tak negatywne nastawienie całego zachodu wobec konserwatywnego rządu w Warszawie to przypadek?

    Zdecydowanie nie! Do opinii publicznej przedostała się notatka, którą Angela Merkel wolałaby zabrać ze sobą do grobu.

    To dokument zawierający instrukcję dla niemieckich dziennikarzy, w jaki sposób mają określać Polskę pod rządami PiS. Wśród rekomendowanych zwrotów znajdują się m.in.: „Putinowski model władzy” czy „dziki Wschód
    .
    Instrukcje merkelowscy dziennikarze – przez wielu, nawet w Niemczech, nazywani agitatorami – mają pobierać na spotkaniach z przedstawicielami rządu kanclerz Angeli Merkel. „Super Express” dotarł do tajnej notatki w tej sprawie, która trafiła do polskich władz. – Chodzi o to, jakie treści są korzystne dla racji stanu Niemiec, a jakie niekorzystne dla Polski i naszego rządu– komentuje Tadeusz Dziuba z PiS w „SE”.

    Dziennikarze mają testować polską reakcję na krytykę Polski za realizację „putinowskiego modelu władzy”, mają opisywać „antydemokratyczne działania rządu”, kwalifikować Polskę jako „dziki Wschód”, podnosić „demontowanie państwa prawa” i zarzucać, że „paraliżowanie państwa prawa w Polsce zagraża bezpieczeństwu całej UE” – czytamy w notatce. „Krytyka ze strony opiniotwórczych dzienników niemieckich ma zastąpić wyrażanie krytyki przez rząd i przedstawicieli koalicji rządzącej”. Politycy CDU i SPD „nie mają prawa zabierać głosu” i „otwierać nowych frontów z Polską”, natomiast prasa ma działać jako „pas transmisyjny Urzędu Kanclerskiego” – czytamy dalej w notatce.

    Wśród zaleceń jest też wychwalania Unii Europejskiej i przedstawianie wyłącznie pozytywnych aspektów członkostwa. Podobne instrukcje do dziennikarzy w Polsce przesyłał Mark Dekan, szef koncernu medialnego Ringier Axel Springer, który w naszym kraju wydaje m.in. tygodnik Newsweek, którym zarządza Tomasz Lis – skrajnie nienawidzący Prawa i Sprawiedliwości „dziennikarz nocnej zmiany”. Ponadto RASP jest właścicielem całej grupy Onet. Generalnie nieformalna europejska koalicja antyPiS ma za zadanie przekonywać całą opinię publiczną, że uległość wobec Brukseli i Berlina jest wpisana w ramy „europejskiej solidarności”.

Sorry, the comment form is closed at this time.