Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Diabeł z gitarą

Posted by Marucha w dniu 2017-11-23 (Czwartek)

Satanizm coraz powszechniej dziś uobecniający się w popkulturze Zachodu nie wziął się znikąd, nie spadł na świat niczym grom z jasnego nieba, na zasadzie deus ex machina.

Przeciwnie – obserwowana od kilku lat wzmożona erupcja treści satanistycznych to owoc długiego procesu swoistej diabelskiej inkulturacji, czyli stopniowego a konsekwentnego nasączania zachodniej kultury piekielną doktryną, praktyką i liturgią.

Jeżeli obecnie szokują nas artyści, którzy ucharakteryzowani na rozkładające się zwłoki piją na scenie krew, to nie zapominajmy, że przez pół wieku pieczołowicie drogę im przygotowywał i ścieżki niestrudzenie prostował Legion poprzedników, których piosenki nucimy dziś do snu dzieciom.

Rock dziełem szatana? Teza to nienowa i mocno już obśmiana przez „racjonalistów” niewierzących w istnienie złego ducha (a w tym gronie liczną rzeszę agentów Lucyfera zainteresowanego powszechnym przekonaniem o jego nieistnieniu, dopóki sam nie uzna za stosowne się objawić), niemniej jednak całkowicie uprawniona.

Każdy bowiem, kto choćby powierzchownie „liznął” temat tak zwanej muzyki rozrywkowej, dostrzeże w całej historii tej dziedziny sztuki rozliczne akcenty piekielne, nawiązania do mrocznych kultów i pogańskich rytuałów, predylekcję do okultystycznych symboli czy ezoterycznej „wiedzy”, słowem: diabeł i ciemne sprawki jego do wyboru, do koloru (choć kolory w zasadzie dominują dwa: czerń i czerwień).

Już zresztą samo określenie „muzyka rozrywkowa” na kilometr trąci manipulacją. Czy ktoś nas tu aby nie robi w balona? Czyżby muzyka zrodzona przed pierwszą połową XX stulecia i w innych kręgach kulturowych niż pogranicze murzyńskiego folkloru z tradycją artystyczną Zachodu, do tego wykraczająca znacznie poza prymitywne ostinato czterech prostych akordów, nie była tworzona ku rozrywce słuchaczy? Czyżby cała europejska historia organizowania dźwięków w rozbudowane formy miała na celu ich dręczenie?

Ale zostawmy stylistyczne technikalia, bo sfera estetyki, aczkolwiek niezwykle ważna, nieodmiennie pozostaje wtórna wobec założeń filozoficznych. Te zaś wyraźnie cuchną siarką…

Na kiedy datuje się początek diabelskiej infiltracji muzyki zwanej rozrywkową? W poszukiwaniu odpowiedzi można by podążyć tropem częstego we współczesnych horrorach motywu pierwotnego zła przywleczonego gdzieś z głuchej dziczy do cywilizowanego świata, ale ta droga trąci nieco tandetą. Choć, z drugiej strony, nosi silne znamiona prawdopodobieństwa: współczesna muzyka rozrywkowa wyrasta wszak z ludowej twórczości czarnych niewolników – w pierwszym pokoleniu niejednokrotnie animistów czczących okrutne mzimu z najgłębszych czeluści piekła – ewangelizowanych niedbale, a na dodatek po heretycku, wskutek czego dawne zabobony nie pierzchły pod naporem sakramentów, lecz utaiły się, by w sprzyjających warunkach wychynąć na światło dzienne w formie atrakcyjnej propozycji artystycznej dla znudzonego własną kulturą zachodniego dekadenta.

Nie dajmy się jednak zwariować – powyższe uwagi nie znaczą, że wszyscy pomarszczeni Afroamerykanie zawodzący bluesy przy wtórze odrapanej gitary byli opętanymi sługami demona. Ich pobratymcy jednak na szeroką skalę wprowadzili do europejskiej muzyki instrument od zarania dziejów jak najskuteczniej wykorzystywany przez wszelkie mroczne liturgie, mianowicie: bęben.

Muzyka europejska okiełznała bęben wiele stuleci temu, przeznaczając mu rolę marginalną, służebną wobec orkiestry – na dłużej ostał się jedynie na placu boju jako narzędzie podgrzewania bitewnego zapału. Bo podstawowym zadaniem bębna jest nic innego, jak wprowadzanie w trans. A trans to jeden z odmiennych stanów świadomości. A to już domena demona.

We współczesnej muzyce rozrywkowej bęben odgrywa rolę wiodącą. Dosłownie – zestaw perkusyjny i bas dostarczają każdej kompozycji z tej sfery kręgosłupa, na którym dopiero osnuwa się resztę aranżacji. W zasadzie do powstania dynamicznej piosenki rockowej wystarczy sekcja rytmiczna i głos – inne instrumenty ubogacają muzyczną fakturę, ale nie są niezbędne…

No dobrze – zniecierpliwi się ktoś – ale miało być o piekielnych inspiracjach rocka, a nie o budowie jego utworów. Słusznie, ale te dwie sfery ściśle się łączą. A wzbudzony rytmicznym łoskotem trans ułatwia transfer wszelkich treści do odrętwiałego serca, ogłupionego mózgu i uśpionej świadomości.

Aby jednak powrócić do głównego wątku, czyli poszukiwania daty diabelskiego przewrotu w muzyce, należy mocno podkreślić, że prawdziwa szatańska rewolucja i spisek mający na celu przejęcie władzy nad światem i całą ludzkością rozpoczęły się u samego zarania rodzaju ludzkiego, w ogrodzie Eden. Nie ma w tym żadnej taniej sensacji, tylko teologicznie potwierdzona prawda. Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan zwodzący całą zamieszkałą ziemię (Ap 12, 9) zwiódł pierwszych rodziców, doprowadzając ich do upadku, którego skutki odczuwamy do dziś w postaci podatności na diabelskie łechtanie naszych słabych stron.

Dlatego nie potrzeba do tego żadnego ziemskiego spisku żadnych iluminatów czy innych tajnych stowarzyszeń kontrolujących świat współczesnej popkultury – wedle sugestywnych zapewnień nieprzeliczonej ilości niestrudzonych demaskatorów publikujących swe odkrycia w sieci. Książę Ciemności ma bezpośredni dostęp do duszy każdego człowieka i od nas samych wyłącznie zależy, czy pozwolimy, by Master of Puppets uczynił z nas swoje marionetki.

Choć, z drugiej strony, wspomniane powyżej gremia bezsprzecznie istnieją – diabeł bowiem jako wytrawny totalitarysta nie może się przecież oprzeć żądzy szeregowania swoich wyznawców, karcerowania swych ofiar.

Niewinne złego początki

Kiedy zatem rozpoczął się szatański marsz przez muzykę? W połowie XX stulecia, gdy Lucyfer wyczerpał możliwości trzech swych najwierniejszych żołnierzy: Włodzimierza Iljicza, Adolfa i Józefa Wissarionowicza, a Zachód wciąż trzymał się chrześcijańskiego dziedzictwa przodków. Wtedy sięgnął po „piątą kolumnę”…

Wielu odruchowo wręcz oponuje, słysząc, iż za zokultyzowanie muzyki młodzieżowej odpowiadają Beatlesi albo Elvis Presley. I nie tylko oni, ale z czasem coraz liczniejszy Legion artystów lat siedemdziesiątych. Jak to? – oburzają się. – A cóż złego jest w tak miłej pioseneczce jak Lucy in the Sky with Diamonds? Nic, z wyjątkiem tego, że akronim utworzony ze słów refrenu brzmi LSD, a poszczególne zwrotki opisują przyjemne stany, które możemy sobie wyobrazić. Wniosek: z LSD wszystko wyobrazisz sobie nieporównanie łatwiej i świat stanie się piękniejszy.

A jakież to złe treści może zawierać San Francisco Scotta McKenziego? Nawoływanie, by nosić kwiaty we włosach? Nie, wezwanie do epicentrum hippisowskiej zawieruchy, gdzie gromadzi się generacja mająca na wszystko nowe wyjaśnienie. Lud się poruszył, a cały kraj przenika dziwna wibracja – czy nie wygląda to na manifest? Jest rok 1967 – za kilka miesięcy zacznie się rewolucja…

A taki, na przykład, Hotel California „The Eagles”? Tu, co prawda, niepokojąco brzmią passusy o dźganiu bestii nożami czy konstatacja, iż jesteśmy tu więźniami pozostawionymi samym sobie i choćbyśmy się nie wiadomo ile razy wymeldowywali, i tak nie opuścimy tego miejsca, ale ogłupiony współczesnością słuchacz natychmiast uzna je za szczególną konwencję i nie będzie wnikał, że hotel o tytułowej nazwie został zakupiony w roku 1969 (data pada w tekście piosenki) przez Antona La Veya z przeznaczeniem na szatańską świątynię.

To tylko garstka przykładów, które można by mnożyć jeszcze długo, dodając również niewytłumaczalną inaczej słabość artystów rockowych do diabelskiej ikonografii, którą zdobili okładki swych płyt, czy deklaracje sympatii dla diabła, bądź to otwarte („Rolling Stones”), bądź zakamuflowane („King Crimson” – karmazynowy król – jedno z określeń Belzebuba), albo odniesienia do tradycji okultystycznej (Panie Crowley – śpiewał Ozzy Osbourne z „Black Sabbath” – co też działo się w pańskiej głowie?).

Nie warto jednak wchodzić w jawne wyrazy szatańskiego zauroczenia muzyków – lepiej poszukać tajnych współpracowników Imperium Zła. Tych, którzy najbardziej namącili w głowach młodzieży – właśnie poprzez działanie powolne, stopniowe, oswajające. Gdyby bowiem na początku lat sześćdziesiątych na Zachodzie pojawił się zespół pokroju dzisiejszego „Behemotha”, zostałby natychmiast powszechnie odrzucony przez młodą publiczność (nie wspominając nawet, że jego członkowie natychmiast znaleźliby się w więzieniu). Dlatego pojawili się „The Beatles” – grzeczni chłopcy w ładnych garniturkach, którzy jednakowoż jako pierwsi wypuścili balon próbny.

W marcu 1966 roku John Lennon ogłosił, iż chrześcijaństwo odejdzie, skurczy się i zniknie. To rzecz bezsporna. Dziś jesteśmy bardziej popularni od Jezusa. I natychmiast nastąpiło załamanie rozkręcającej się w najlepsze beatlemanii. Młodzież zaczęła wyrzucać ich płyty do śmietnika. Sytuację uratowało dopiero pokorne pokajanie się winowajcy…

O wielu ówczesnych muzykach rockowych mówi się, że zawarli osobisty pakt z diabłem. Trudno to zweryfikować, bo nikt takiego kontraktu nie widział (aczkolwiek Bob Dylan już po latach wyjąkał w jednym z wywiadów, że zawarł układ z – jak to ujął – szefem wszystkich szefów, aby mógł zostać tym, kim został), jednak poznacie ich po ich owocach (Mt 7, 20).

Plan Belzebuba jest prosty (i zawczasu zdemaskowany przez Pana Jezusa): dzieci powstaną przeciw rodzicom (Mk 13, 12). Muzyka młodzieżowa od samego swego zarania stanowi wyraz buntu nowego przeciw tradycyjnemu, młodych przeciw starszym. Więcej, jest tego buntu zarzewiem, narzędziem i owocem. A gdzie bunt choćby najsłabiej się tli, tam się demona spodziewajcie – Prometeusza odwiecznego. Jemu bowiem zawsze chodzi o rozbicie jedności, zwłaszcza jedności uświęconej przez Stwórcę – jedności rodziny.

Dlatego zaczął od ukradzenia rodzicom ich dzieci. Chodźcie matki i ojcowie całej ziemi – wołał Bob Dylan w songu The Times, They Are A‑Changin’ – i nie krytykujcie tego, czego nie umiecie zrozumieć. Wasi synowie i wasze córki są już poza zasięgiem waszej władzy. Wasz czas gwałtownie się kończy, więc zejdźcie z drogi, jeśli nie możecie pomóc – bo czasy się zmieniają.

A nieporównanie mroczniejszy od niego Jim Morrison woła wprost: Father! Yes, son? I want to kill you. Mother! I want to fff… Dopiero później przyjdzie czas na Lennonowskie wyobrażanie sobie, że nie ma nieba (and no religion, too).

Książę Ciemności odpowiada za stworzenie nowej kategorii socjologicznej – młodzieży, rozumianej jako grupa całkowicie odrębna od pokolenia rodziców, oddzielona odeń barierą kulturową, nieczerpiąca z jego doświadczenia, a wręcz przeciwnie – przekonana o własnej wyższości nad „wapniakami”, pełna pretensji i roszczeń. Gwałtownie domagająca się wyzwolenia z „ucisku” rodziny, Kościoła, cywilizacji. Odpowiednio przygotowana do zbliżenia z Kozłem.

Jerzy Wolak
http://www.pch24.pl

Artykuł jest kontrowersyjny. Co nie znaczy, że będę przepuszczał bluzgi i tępe bełkoty.
Admin

Komentarze 33 to “Diabeł z gitarą”

  1. Damastes87 said

    Nie zgadzam się z treścią artykułu. Uwielbiam muzykę rockową i doszukiwanie się szatanizmu w muzyce King Crimson, Black Sabbath czy The Beatles uważam za przesadzone. Rozumiem jeśli temat by dotyczył Black Metalu, który jest na wskroś satanistyczną muzyką. Ale rock progresywny, hard rock, country, rock n roll, czy nawet klasyczny heavy metal, absolutnie nie uważam za muzykę satanistyczną.

  2. Yah said

    Dużo słuchałem i muszę powiedzieć, że początkowo jedna muzyka kusi, uwodzi, pobudza do marzeń druga od razu budzi nieokreślony niepokój – tak jest z Kong Crimson. Niepokój na pograniczu lęku, nie wiem nazwa zobowiązuje. W końcu sam Fripp w wywiadzie stwierdził , że nazwa odnosi się do Belzebuba. Żart ? Może, ale ze diabła się nie żartuje bo można wpaść w jego sidła, a to niebezpieczne.

    Led Zeppelin, tez dużo słuchałem i lubię pod względem realizacji ale ….. odkąd zaczęli kombinować z Crowleyem w muzyce coś się czai.
    Po osiągnięciu pewnej czystości umysłu, to jest okopaniu się przeciwko podszeptom szatana , przy słuchaniu czuje się, że pewne rodzaje muzyki ….. popychają do zła. Trzeba się naprawdę pilnować. Wpływ jest subtelny, ledwo zauważalny, ale ewidentnie jest. Pogłębia się, gdy angażujemy się emocjonalnie w muzykę.

    Nie dajmy się zwieść temu, że muzyka klasyczna jest pod tym względem lepsza. Jej wpływ jest tylko subtelniejszy i trudniej zauważalny.

    Perfekcja i superinteligencja bez z Boga pochodzi zawsze od diabła ……

  3. Boydar said

    Diabeł nigdy nie serwuje nam czystego kłamstwa, zawsze pomiesza je z „rzeczami” które uważamy za prawdziwe i słuszne.

    To co dyskutujemy, to właśnie typowe pomieszanie, w większości sympatycznej i nie groźnej dla duszy muzyki (melodii) z podłożonym tekstem niosącym adresowany przekaz. Żeby go odczytać, aby miał na nas wpływ zgodny z podłą intencją, musimy go najpierw zrozumieć. Dlatego w czasach powstawania największych przebojów rockowych, jeśli płynęło z nich jakiekolwiek zło, to tylko poprzez zrównanie ich klimatu ze „światem zachodu”, co było oczywistą bzdurą aczkolwiek słabo weryfikowalną przez tłumy rozentuzjazmowanych fanów.

    Jest niewiele tekstów, które są czystym złem, zawierających słowa klucze niczym zaklęcia czarownika. To przeważnie jest gów*no, ale dla człowieka z kręgosłupem niegroźne. Jest też całe spektrum utworów kierujących myśli w stronę seksu. Tu trudno nawet wymieniać sztuczki i metody. ale tak było zawsze i nie sposób z tym walczyć, trzeba po prostu mieć dystans.

    Ostatniemi czasy, oprócz muzyki i tekstu dochodzi jeszcze przekaz w teledyskach do utworu. Kolejna otchłań.

    Napisałem, ze „Biełyje rozy” to mistrzostwo świata w robieniu nas w trąbę; niestety podejrzewam że Pan Gajowy to przeczytał 🙂

  4. atryda said

    Jest fragment w filmie (motyw filmu to sąd nad szatanem) gdzie aktor grający szatana wypowiada kwestię, „”…,że zespoły typu Kiss, Manson itp przeszkadzają mu a lepszą robotę robią np. Tom Jons, Nil Sadak”i ma to sens.
    Osobiście gdy przez lata nie praktykowałem jako katolik to wręcz z pasją godzinami i głośno słuchałem Metaliki, KK, PF,Yes, Marleja, Jara, Saxon,Turbo, Kat, Glitera, Slade, Sweet i mogę wymieniać jeszcze długo.
    Po powrocie do Kościoła vel nawrócenia ta muzyka przestała dla mnie istnieć czasem słucham w radiu czy coś włączę ale nie ma już tych emocji i po paru minutach wyłączam,podobnie było z filmami gdzie filmowi towarzyszył zawsze dźwięk kina domowego 7+1 w DD lub PLII.
    Więc coś jest na rzeczy z tą muzą.Obecnie lubię chorał gregoriański i muzykę klasyczną.

  5. Marcin said

    Muzyka muzyką ale liczy się też strój,czestotliwosc w jakim wybrzmiewa. Nie iem czy wiecie ale świat na początku 20 stulecia przeszedł że stroju 432hz czyli barokowego na 440hz- podobno maczał w tym paluchy Rockefeller.

    Czym się różnią częstotliwości 432 Hz i 440 Hz? Strój 440 Hz jest pozornie głośniejszy i agresywniejszy, można powiedzieć, że aż kłuje w uszy. Natomiast strój 432 Hz jest co prawda cichszy, ale także czystszy, bardziej klarowny, solidniejszy, łagodniejszy i po prostu przyjemniejszy.

    Częstotliwość 432 Hz jest pierwotna i naturalna, stąd też nazywa się ją również częstotliwością kosmiczną. Jest dźwiękiem uzdrawiającym.

    Wszystkie naturalne dźwięki występujące w przyrodzie, np:

    szum drzew
    śpiew ptaków
    szum płynącej wody
    brzęczenie owadów

    Są to dźwięki o tej właśnie częstotliwości. Często określana jest też jako częstotliwość pitagorejska, bowiem to Pitagoras opracował pierwsze jej zasady. Według tego uczonego w strojeniu dźwięków używano stosunku 3:2 i według tego stroju uzyskano dźwięk A=432 Hz.

    Większość instrumentów starożytnych strojono właśnie o 432 Hz, jednak z czasem wielkich przemian wprowadzono strój 440 Hz, do dziś stosowany jest w muzyce do strojenia instrumentów. Jednak ton ten budzi wiele kontrowersji.

    Tu więcej na ten temat https://www.tajemnice-swiata.pl/432-hz-zakazany-stroj-w-muzyce/

  6. Zbyszko said

    Uchodzący za grający muzykę religijną, satanistyczny zespół 2Tm3,2 (czy jakoś tak), lansowany jest przez hierarchów Kościoła RK, do tego stopnia, że otwierali oni swym koncertem ostatnie Światowe Dni Młodzieży. Tutaj jeden z ich „religijnych” utworów:

  7. Zbyszko said

    Szanowny Panie Gajowy. Artykuł wcale nie jest kontrowersyjny, bo już od dawna w kręgach amerykańskich (i nie tylko) muzyków rockowych mówiło się o praktyce wynoszenia świeżo nagranej taśmy matki z ich nagraniami, do pokoju- kaplicy satanistycznej i odprawianych tam modłach, by z każdym egzemplarzem płyty wytłoczonej z tej taśmy matki, poszedł do domu kupującego zły duch.
    każdego wątpiącego w w fakt istnienia złego ducha w niektórych gatunkach muzyki, zachęcam do wysłuchania świadectwa Leszka Dokowicza, kiedyś światowej sławy producenta muzycznego, współpracujacego z największymi w tej branży:

  8. Zbyszko said

    Niedawno próbowałem wejść na stronę zespołu Behamoth, by na forum ulokować ten film:

    Po otwarciu tej strony z czarnego obrazu na ich stronie startowej, powiała w moim kierunku tak silna energia jakiegoś niepokoju, lęku, że natychmiast zamknąłem tą stronę i zrezygnowałem z ulokowania tam linku do tego filmu.

  9. Marucha said

    Re 7:
    Znam te sprawy, ale nie jestem pewien, czy właściwe jest wrzucanie wszystkich do jednego worka.

  10. Zbyszko said

    „Lucy in the Sky with Diamonds”, jest odczytywane także, jako lokowanie diabła (Lucy – skrót od Lucyfera) na niebie, czyli w miejscu Pana Boga

  11. Zbyszko said

    Marucha @9 oczywiście, że nie każda muzyka jest obarczona jest piętnem odprawianej na nagraniami mszy satanistycznej. Ale skąd mamy pewność, czy kupując płytę np Herbie Hancocka, czy Milesa Davisa, będących gdzieś tam na jakiejś mniej lub bardziej oddalonej od tego satanistycznego rocka, orbicie, nie przywleczemy do domu złego ducha.
    Moje doświadczenia w tej materii, są bardzo dramatyczne. Zachęcam wszystkich do bardzo dużej ostrożności w tym temacie.
    Z dużym prawdopodobieństwem mozemy stwerdzić, że kiedyś polskie nagrania, były wolne od tego piętna „załączania” demona do płyt. Teraz gdy Fonografię Narodową kupił jakiś koncern amerykański, skąd mogę mieć pewność, że wpółczesne wznowienia tych kiedyś niewinnych płyt, nie są teraz skażone demonem…
    Taką więc nam francę także przyniosło, to całe obalenie komuny….

  12. Marcin said

    Panie Zbyszko napisz pan coś więcej. Czy np. Nieszpory Rachmaninowa po które często sięgam z pięknym chóralnym śpiewem ortodoksów zawierają też pierwiastek diabła bo wydała je taka czy inna wytwórnia?

  13. Maverick said

    O tym że większość grajków muzyki rock and roll sprzedaje swoje dusze lucyferowi jest powszechnie znanym faktem. Robią to dla sławy umiejętnie kierowani do tego poprzez studia z którymi podpisywali kontrakty. Sztuka polega właśnie na tym że muzyka ma podobać się bezbronnej duszy, i być akceptowana, jest częścią powolnej gry okiełzmania młodych umysłów lucyferiańską muzyką.

  14. Maverick said

    Jako młokos byłem na koncertach wielu z tych grup między innymi AC/DC czy Carlos Santa, ten nie tak dawno kupił kolejny dom w Las Vegas na co dzień mieszka w San Francisco gdzie reprezentowałem w transakcji developera. Teraz na stare lata jest bardziej stateczny i ostrożny ze słowami.

  15. ZT said

    Posłuchajmy, zapiąwszy pasy, bo to mocne.

    .https://www.youtube.com/watch?v=oNraPMIbG6U

  16. Maverick said

    Teraz młodym w głowach mącą kolejne pokolenia grajków opłaconych poprzez illuminatów, jak Kathy Perry czy Lady Gaga.

    Nie wiem co wam mówią w Polsce ale strzelanina w Las Vegas odbyła się przed kasynem Luxor w stylu egipskiej piramidy z wielkim obeliskiem przed nim. Było to poświęcenie krwawe życia amerykańskich zwolenników muzyki country dla Lucyfera. Była to dobrze zorganizowana akcja gdzie Poddock to koziołek ofiarny do zwalenia winny, strzelano z wielu miejsc. Illuminujące światło w niebo jest widoczne z daleka

  17. Kapsel said

    We wszystkim należy zachować umiar , w muzyce także. Josef Pieper , wielki znawca św. Tomasza z Akwinu , nazwał umiar „jednym z czterech zawiasów, na których kołysze się brama życia”.

    Film ukazujący współczesne zagrożenia płynące z kultury masowej, muzyki, mediów. Satanizm jawny i ukryty kierowany szczególnie do dzieci i młodzieży.

    Oni sprzedali swoją duszę dla rock & roll-a część 1 (CAŁY FILM PL)

    http://www.wojownicywiary.pl/oni-sprzedali-swoja-dusze-dla-rock-roll-a-czesc-1-caly-film-pl-a80.html

  18. Bryś said

    Wszystko co nie od Boga pochodzi… Muzyka jest tylko częścią, motylem. A potem to już leci. Część młodych się opiera, ale sporo odpada. A zresztą cały ten przemysł promuje coraz większe okopieństwa. Mi się nawet przykro słucha o spotkaniach w Taize, gdzie „tak łądnie śpiewają”. Podobnie jak symbolem oaz stałą się gitarrra. Jak się nie da spiewć chorału tańcząc, to może lepiej się zamknąć, albo nie brykać.

    Wiele czasu spędziłem na próbach i koncertach (jako kierowca) i raczej nie spotkałem się ze złymi odniesieniami wprost, ale wóda i prochy swoje zawsze robiły. (kiedyś – bo teraz młodzież bardzo dba o siebie – soczki, fitnessy i fryzjerzy zajmuja dużo czasu, co jekby nie patrzeć też jest trochę dziwne) Chociaż znajomy miał szczura Abaddon.

    Tak jak mówił zresztą ks. Stehlin, trzeba oddzielić motywy pojedynczych osób i ich intencje, bo generalnie cały ten przemysł to bagno. Dla mnie takim kontrastem jest Queen – muzyka i głos człowieka wokalisty lubię (chociaż teraz się zradykalizowałem bardziej i wyłaczam radio jak puszczają) – ale reszta…

    Skoro Mozart podobno był masonem, czy jego Msze maja wartość i mogą służyć wzniosłym celom?

  19. Premizlaus said

    Dlatego odkąd poznałem ten fakt, od 2011 roku nie słucham tego współczesnego ścierwa pseudomuzycznego i przeniosłem się na muzykę dawną (Neidhart von Reuental. Walter von der Vogelweide, Carmina Burana, Guillaume de Mechaut, Claude Gervaise, itp.).

  20. Premizlaus said

    A tak poza tem Bob Dylan vel Rosenberg to Żyd. Lennon też z twarzy mi wyglądał na Żyda.

  21. Premizlaus said

    Tfu! Nie Rosenberg, tylko Zimmerman. Plącze mi się już od tych nazwisk pasożytniczych.

  22. Boydar said

    Niech Pan zacznie z drugiej strony 🙂

  23. Joannus said

    Ad 19
    Przed zastrzeleniem Lenona zabójca zawołał, hej mister Barabasz. Wówczas Lenon idący przed nim odwrócił się i otrzymał godziwą zapłatę, nie w złocie a w ołowiu.
    Ad 17
    Bryś
    Wszystko dobrze, ale Quen to też niestety ta sama wataha.

    Bonus.
    Rock wiadomo czym był i jest. Nie mniejszym destruktorem jest zły duch wprowadzający gitary do kościołów i nie do zaakceptowania pioseneczki pseudo religijne.
    Czym innym jest świat z mieszanką zła i dobra, czym innym Boże Sacrum i Misterium, wypierane i profanowane syfem światowym.

  24. mironik said

    Autor tego jest nie na czasie bo są hiphopy z komputera, zdewastowane-pocięte kawałki starych hitów,
    to jest dopiero koszmar maksymalnie nudny plus teksty mówione bez żadnej melodii
    Były sobie dni miasta a tam grał jakiś zespół metalo-hiphopowy coś tam śpiewali po angielsku głównie przekleństwa
    i wszystkim sie podobało, no co po angielsku to już może być… ? no nie wiem czy nikt nie zna co znaczy f.y. ?

  25. brys said

    Panie Joannus 22 – z tym Queenem to mi chodziło, – że po za muzyką – prezentowali niemoralność i szyderstwo. Tak więc faktycznie g… no w kolorowym papierku.

  26. Kapsel said

    Oni sprzedali swoje dusze dla Rock _ Roll-a. cz.2

  27. NICK said

    Nie czytałem komentarzy.

    Moje zdanie znacie.
    SILNY Wiarą poznaje wszystko.

    I, wie.

    Bo mężczyzna nie jest wiedźmą.
    Bynajmniej nie powinien… .

    Macka mi zarzuca, że… a wuj z nim… .

    Niejedno, jeśli Bóg pozwoli, jeszcze zapodam.
    Waszą rolą jest wyławiać to co DOBRE.

  28. krystyna said

    Ja też polecam posłuchać co mówi Leszek Dokowicz o muzyce,byłam kiedyś na rekolekcjach które prowadził i tam pokazywał jak wszedł z kamerą na koncert techno a tam pełno było symboli satanistycznych, do tego na scenie odgrywał się pokaz jak diabeł obchodzi się z nami(zniewala). Innym przykładem jest świadectwo człowieka który ćwiczył jogę i człowiek ten twierdził że na nagrania muzyki relaksacyjnej nakładali mantrę w studiu………

  29. Maverick said

    U nas w Polsce też jest jeden taki rwie Biblię na kawałki, a Owsiak promuje lucyferiańskie zachowania w tzw. Woodstock.

  30. Premizlaus said

    Wszyscy podpisali cyrograf i otrzymali to, co chcieli. Jakie życie, taka śmierć.
    Bulsara zżarł AIDS przez sodomię.
    Hendrix udławił się wymiocinami.
    Morrison zaćpał się na śmierć.

    I takie dna były przedstawiane jako autorytety moralne.

    Rock and roll doprowadza do porubstwa i nieczystości, bo nazwa tego gatunku „muzyki” oznacza nic innego, jak ruchy frykcyjne – rock (do przodu) i roll (do tyłu).

  31. marek:) said

  32. NICK said

    Alegoria, ładna. Marku.
    Sorki, niektórym zacznę Ty-kać.

  33. Poziomka said

    Niemiecka stacja telewizyjno radiowa WDR (Westdeutsche Rundfunk) rozwiązała właśnie umowę na koncert Rogera Watersa, który miał odbyć się w czerwcu przyszłego roku w Köln.
    Powodem rozwiązania umowy są skargi na Watersa za antysemickie orgie podczas jego ostatnich koncertów.
    Waters wypuszczał w publikę balony przypominające świnie, dodatkowo udekorowane gwiazdą Dawida.

    http://www.jpost.com/BDS-THREAT/German-TV-pulls-plug-on-Roger-Waters-concert-due-to-antisemitism-515240

    https://www.derwesten.de/panorama/wdr-wendet-sich-von-pink-floyd-musiker-roger-waters-ab-id212657657.html

Sorry, the comment form is closed at this time.