Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Były gliniarz radzi, jak uniknąć aresztowania

Posted by Marucha w dniu 2017-12-03 (Niedziela)

Artykuł odnosi się do warunków amerykańskich. Być może da się z niektórych rad autora skorzystać także w naszych warunkach.
Admin

Dale Carson jest adwokatem w Jacksonville, Floryda – a także byłym policjantem. Wydał książkę „Arrest-Proof Yourself” – jej drugie wydanie to 369 stron opisów, w jaki sposób policjanci profilują i nękają ludzi, starając się osiągnąć jak największą liczbę aresztowań.

Policji bynajmniej nie chodzi o utrzymanie bezpieczeństwa na ulicach, lecz o statystyki. Od kiedy policja stała się jednym ze źródeł dochodu, pojawiła się konkurencja, zarówno między samymi policjantami, jak między wydziałami – kto potrafi wsadzić najwięcej osób do więzienia.

Książka Carsona konkretnie radzi, w jaki sposób uniknąć aresztowania; jak pokonać system, który staje się coraz bardziej drapieżny.


Bądź niewidoczny dla policji

Jeśli policjant cię nie widzi, nie może cię aresztować. Dlatego jeśli planujesz robić coś nielegalnego, rób to w zaciszu swego domu. Oczywiście, nawet w domu możesz zostać aresztowany, ale nie mogą cię profilować.

To samo odnosi się do czynności zupełnie legalnych. Teoretycznie, w Ameryce w XXI wieku, jeśli nie popełniasz przestępstwa, możesz ubierać się w najdziwniejsze ubrania, łazić po ulicach o każdej porze, opierać się o latarnie albo chodzić do ekscentrycznych klubów.

Teoretycznie.

W praktyce policjanci lubią nękać osoby, które w jakikolwiek sposób odstają od reszty. Może to być naklejka na kasku motocyklowym, która przypomina liść konopi, choć wcale nim nie jest. Może to być niezwykły samochód sportowy, ubranie, uczesanie, ton twojego głosu…

Staraj się być nudny i przeciętny. Niczym się nie wyróżniaj.

Policjanci to „wizualni drapieżnicy” – są uczuleni na gwałtowne zmiany w sposobie poruszania się, szybkości, kierunku, zachowania się. Dlatego nawet jeśli robisz coś, co twoim zdaniem mogłoby przyciągnąć uwagę policjantów – nie wykonuj gwałtownych ruchów, nie próbuj natychmiast robić czegoś innego, gdyż w ten sposób zwrócisz na siebie jeszcze więcej uwagi. Nic nie zmieniaj, rób nadal to, co robiłeś przedtem.

Jeśli możesz – nie wychodź po zmroku.

A jeśli nie mogę być niewidoczny dla policji?

Jeśli policjant chce cię nękać, to zrobi to, nawet jeśli twoje zachowanie jest tak idealne, jak to możliwe.

Co wtedy?

Otóż każdy kontakt z policjantem składa się z dwu rozgrywek. W pierwszej chodzi o psychiczne zdominowanie, w drugiej o areszt.

Carson radzi: z góry zrezygnuj z walki w pierwszej rozgrywce, aby wygrać drugą – nie dać się aresztować. Czy jest to upokarzające? Oczywiście, że jest. Przepytywanie przez policjanta jest znieważające – ale mniej znieważające, niż wylądowanie w areszcie. Wsadź zatem do kieszeni swą godność osobistą, nawet jeśli może to być trudne.

Nawiąż kontakt wzrokowy, ale nie uśmiechaj się. Policjanci nie lubią uśmiechów,

Aby wygrać psychologiczną wojnę z policjantem musisz być z nim uczciwy, uprzejmy, okazywać szacunek i nie dać się sprowokować – nawet jeśli celowo zionie ci w twarz nieświeżym oddechem, puknie cię palcem w klatkę piersiową, albo użyje rasistowskich wyzwisk. Jeśli zareagujesz – jesteś już aresztowany.

Miej z policjantem kontakt wzrokowy, ale się nie nie uśmiechaj. Oni tego nie lubią. Mów prawdę. Kłamanie jest skomplikowane, mówienie prawdy jest łatwe.

Powinieneś zachowywać się poważnie, chyba, że wygląda na to, iż przegrywasz zarówno pojedynek psychologiczny, jak i walkę o uniknięcie aresztowania. Wówczas zmieniasz strategię.

Po pierwsze, poproś o wezwanie na przesłuchanie jako alternatywę dla aresztu. Nie unikniesz stawienia się przed sędzią, ale będziesz wolny. Powiedz, że nie jesteś żadnym zatwardziałym kryminalistą i że aresztowanie może zrujnować ci życie, wpływając na twoją pracę, wykształcenie i/lub rodzinę.

Jeśli to nie zadziała… no cóż, czas na upokorzenie. Zacznij płakać. Rycz i proś o wezwanie zamiast aresztu (nie usiłuj prosić o puszczenie wolno!). Nie przejmuj się, co pomyślą twoi przyjaciele. Jeśli są z tobą, też zostaną aresztowani. A jeśli ich nie ma, niczego się nie dowiedzą.

Jeśli nawet to nie działa, a jesteś zdeterminowany, aby nie pójść do aresztu – zwymiotuj na siebie, zsikaj się, zrób kupę w spodnie. Policjanci być może puszczą cię, aby sobie nie pobrudzić samochodu. A gdy nie puszczą, zostaniesz umyty i dostaniesz ubranie w areszcie.

Czego jest lepiej nie robić

Jeśli jedziesz zbyt szybko i ujrzysz przed sobą samochód policyjny, nie naciskaj hamulca. Zobaczą to i będą wiedzieli, że przekroczyłeś dozwoloną prędkość. Nie jeździj zbyt perfekcyjnie ani zbyt powoli.

Nie przeładowuj samochodu tak, aby widać to było po obniżonym podwoziu.

Jeśli jesteś facetem i chcesz wziąć paru kolegów na przejażdżkę, wiedz, że widok czterech mężczyzn w samochodzie natychmiast nasunie policji pytanie, czy nie chodzi o czterech przestępców szykujących się do skoku. Niech przynajmniej jeden z was ma ze sobą na widocznym miejscu jakiś element ubioru, który jednoznacznie wskaże na to, w jaki sposób zarabiacie na życie. Na przykład – jeśli jesteście robotnikami budowlanymi, niech jeden z was ma na głowie kask ochronny. Mówię poważnie.

 

Nigdy nie wyrażaj zgody na przeszukanie samochodu. Słuchaj się policjanta, zatrzymaj samochód, połóż ręce tam, gdzie policjant ci każe, daj mu wszelkie papiery, jakich zażąda, wyjdź z samochodu, jeśli ci każe – ale nigdy nie zgadzaj się na przeszukanie. Powiedz – grzecznie! – NIE.

Wg. https://www.citylab.com/life/2013/11/ex-cops-guide-not-getting-arrested/7491/
Opr. Gajowy Marucha

Komentarzy 20 to “Były gliniarz radzi, jak uniknąć aresztowania”

  1. semperparatus said

    Każda policja…a amerykańska w szczególności …to banda gangsterów i zwyrodnialców…działająca z upoważnienia zbrodniczej pseudo-elity…okradającej i uciskającej zwykłych obywateli…uważanych przez tych bydlaków za istoty niższe(niewolników systemu)…kim rzeczywiście-tak naprawdę…prawie zawsze-są…Najlepszym dowodem na to co powyżej napisałem są niewinni najczęściej ludzie…zabijani przez tych bandziorów na ulicach…i zakatowywani na komendach(w USA ich liczba oscyluje ok.1000 rocznie).Są oni(„policjanci”) „bijącym sercem”banksterii(wewnętrznym)…podczas gdy USArmy spełnia taką samą funkcję na zewnątrz(terroryzowanie nieposłusznych krajów…czyli takich które nie dają się okradać)

  2. ,aha said

    .https://www.youtube.com/watch?v=WC0EZ7-IcrI

  3. Kar said

    ..najpierw byly ustabilizowane banki, a pozniej dobry/zly policjant urodzil sie..styl-mode policjanta pielengnuje system-DEMOKRACJA-PEJSOWKA..ten policjant w artykule bzdzi..dla $$$

  4. Marcin said

    Siedź w domu,zakupy rób przez neta, gol wąsy i płać podatki. Nie bardzo łapię tego srania w spodnie. Jeśli zdecydują się zaprosić mnie do radiowozu z kupą w gaciach to na postarunku zostanę umyty? Kto mi umyje jak odmówię i jak ręce będę miał skute? Mają tam jakiegoś „myjkowego podwozi”? Ma ktoś doświadczenia w tym konkretnym przypadku? Problem w tym,że większość policjantów rajcuje kontrola nad Tobą i to kochają w tej profesji najbardziej a nie żadne gówna jak serve & protect.

    ——
    Książka jest napisana przez faceta, który wie co mówi, a nie mówi co wie.
    Admin

  5. zenek said

    Raz robiłem za terrorystę w Harrisburgu, stolicy Pennsylwanii. Był bardzo późny wieczór, a wiozłem z Filadelfii dwadzieścia ton serów nowozelandzkich do zakładu w Indianie. Zajeżdżam na jeden truckstop, żeby się wreszcie przespać. Zapchany, drugi to samo więc chcę jechać dalej, na przydrożną stację serwisową, bo tam zawsze jest gdzie się wcisnąć. Na wyjeździe staje przede mną wóz patrolowy straży pożarnej i miga żółtym kogutem. Mam obowiązek zatrzymać się tylko na niebieskiego koguta, ale może on chce mi dac znać że coś nie w porządku z agregatem chłodniczym? Zatrzymuję się i zaraz dołącza policyjna suka, potem druga i zaczynają sprawdzać papiery, ale dziwie sie, bo nie chcą książki ani dokumentów ładunku, a zwykle to pierwsze do czego się przyczepiają. Nie chcą powiedzieć czego chcą, ale widać że jakaś niezwyczajna sprawa. Powiadają wreszcie, że ktoś telefonował że na parkingu była działalność terrorystyczna i muszą u mnie wszystko sprawdzić. To ja z włąściwym sobie wisielczym poczuciem humoru powiadam, że dobrze, niech sprawdzają, a ja przez to spóźnię się na dostawę, sery pójdą piechotą, a ja stracę robotę i będę musiał powrócić do oryginalnej profesji. A jaka jest twoja oryginalna profesja, się pytają. Nie chce mowic ze inżynieria technlogii chemii, bo nie zrozumieją, więc w uproszczeniu powiadam, że jestem chemikiem. (a ja mówię z silnym obcym akcentem, choć płynnie). Trzeba było widzieć reakcję. Rodzaj przerażenia, zaaferowania, niepewność co dalej robić i ta satysfakcja, że wreszcie kogoś wsadzą do pierdla i będą mieli pochwałę od komendanta, sześc kroków w tył i rury na wierzch. I zaraz jak hieny do padliny więcej suk i prawdziwa duża sraż pożarna i jeszcze sanitarka. Mi to rybka, już wtedy miałem tyle lat na karku, że juz nic mnie nie zdąży przestraszyć. Lepiej zdechnąć od kuli albo elektrycznego porażacza, niż męczyć się w szpitalu podłączonym do rurek i kabli, a potem rodzina spłąca rachunki medyczne do końca zasranego zycia.I obojętnym bykiem stoję i się patrzę. Gdzie są te bąby co rzucasz na innych truckersów – tak się pytają. Jakie bąby, ja nie mam czasu ani motywacji na jakieś rzucanie bąb. A poza tym, czemu miałbym rzucać? Bo ci się moga władze nie podobać. Gdyby mi się władze nie podobały tobym rzucał bąby nie na swoich fellow truckers, towarzyszy niedoli, ale na władze i ich przedstawicieli. Oj, mądralińskich to oni nie lubiom. Czy masz jakieś przedmioty i artykuły do sporządzania bąbów? Ano, mam taśmę klejącą i śrobokręt. To ci musimy sprawdzić szoferkę. Oczywiście trzy starndartowe pytania: Czego będziecie szukać, gdzie będziecie szukać i ile to zajmie (tak radzą truckingowi adwokaci).

    Ja stoję, mróz jakieś cztery stopnie na nasze i mi zimno. Pocieszam się że im też zimno.

    Ale wicie co? Żem się rozgadał i zajmuję Gajówkową przestrzeń a w międzyczasie robota w domu sama się robi. Zatem może ciąg dalszy nastąpi, chyba że będą protesty albo zarzuty o przynudzanie, to wtedy nie nastąpi ten dalszy ciąg.

    To na razie.

  6. ibrahim ibn jakub said

    pierdolę taką amerykę

  7. Myślę, że: said

    Pisz dalej, Zenek!
    Czekam na ciąd dalszy…

  8. bryś said

    Panie Marcinie spod 4. Niech Pan spyta kogoś z doświadczeniem jak to robili kiedyś na naszych wytrzeźwiałkach.

  9. Bobolanin said

    Współczuję życia w takim kraju, przecież to horror

  10. Marcin said

    Panie brys. To nie to samo. Zresztą jeśli ktoś był na izbie to mało z reguły pamięta.

  11. Shia said

    Jesli nie zgodzisz sie na przeszukanie to wzywaja k9. Masz jak w banku, ze pies niczego nie znajdzie ale za to porysuje ci auto. Po czym zadowoleni pozwola ci jechac dalej.

  12. zenek said

    Zara. Bedzie i o K9. Ale chwilowo nie mogę się zebrac na dłuższy kolaborant.

    Pozdr. Gremium.

  13. zenek said

    Na czym to żeśmy stanęli. Acha. Będą szukać. Mam nadzieję że mi nie znajdą dwóch książek, bo jeżdżąc na jedną to się na chleb nie zarobi. My, truckerzy to wiemy i oni tez to wiedzą. Ale widać że wcale tym razem nie sa zainteresowani książką, listem ładunkowym czyli bin-ladenem (bill of laden) ani nawet szczegółami technicznymi do których mogliby sie przypier. Zawsze jest się do czego przypier, bo zestaw składa się z kilkunastu tysięcy części i subkomponentów. Połóz ręce na masce suki. Nie, nie położę, bo wiozę sensytywny ładunek żywnościowy i nie wolno mi dotykać niczego o czym nie wiem że całkowicie czyste. Teraz dopiero pytaja o prawo jazdy. Nie mogę wam dać, bo trzymacie mnie za ręce. No dobrze. Patrzą na to prawo jazdy i gęby się im wydłużają, bo i adres zacny i forma z dobrą reputacją. Chyba nie tego gościa obudzili, jak w starym kawale. Mam podpisać papier zezwalający im na przeszukanie. Ja tam nic nie mam oprócz najpotrzebniejszych w kursie rzeczy, niech szukają. Wlazł tam któryś, rozejrzał się i wyszedł, troche rozczarowany. W międzyczasie scenariusz dobry milicjant-zły milicjant. Trzeba uważać, żeby nie wybrechać za dużo szczegółów osobistych. Tak, mam pieska. Tak, mam rodzinę, ale mam konstytucyjne prawo nie powiedziec nic więcej (the fifth amendment). A pan oficer też ma rodzinę? Ano ma i nawet się trochę rozgadał. Zły milicjant założył pasek od czapki pod brodę, zrobił bardzo poważną minę i straszy że to jest bardzo poważna sprawa i żebym się lepiej przyznał, bo inaczej. Nie mam się do czego przyznać. Zajeżdża jeszcze jedna suka z dwoma pieskami i one natychmiast sie na mnie rzucają żeby wylizać po mordzie. Chyba czują na ubraniu naszego stufuntowego Pikusia. Oficer prowadzący bierze te kundle za ryje i wsadza pod przyczepę, ale one nic sobie z tego nie robia i nic za żadne skarby nie chca wywąchać. Widać serów nie lubią. Mundurowe strasznie mnie duszą, żebym się wreszcie przyznał a ja ni w jasne anielkie nie chcę im zrobić tej przyjemności. Wreszcie zajeżdża jakiś specjalista od chemikaliów, facio w cywilu o dość jowialnym wyglądzie. Mogę ci sprawdzić budę, sie pyta. Sprawdzaj, a czego szukasz? Czegokolwiek co może posłużyć do skonstruowania bąby. Panie, pan jestes chemik to chyba pan wiesz, że praktycznie mozna zrobić bąbe ze wszystkiego. Popatrzył ze zrozumieniem. Potrafię zrobić wiele rodzajów bąb, ale wiesz, powiadam, powstrzymuje mnie przed wykorzystaniem tej wiedzy zwyczajna etyka zawodowa a nawet, co niewiarygodne osobista. Czy masz coś, co mogłoby mi sprawić kłopot? Co na przykład? Jakąś broń, albo co. Broń to się ma w głowie pod czapką (akurat nie miałem czapki, a tu wygwizdów jak jasna dupa), wszystko inne to narzędzie. Miałem potężny myśliwski nóż, oraz pałę do sprawdzania opon na słuch nazywaną truckerska wykałaczką – nigdy nie wiadomo, na kogo sie w trasie można nadziać. Wlazł do szoferki i buszuje. Nie zostaw mi tam bajzla – wołam przez okno. Nawet nie przestraszył się tego noża. Oni nie moga ścierpieć, że nie padam na pysk z przerażenia. Jak bym był młodszy to bym najprawdopodobniej rzeczywiście się bał. Specjalista wychodzi z plastikową butla z napisem Buskowianka – kilka dni wstecz byłem w Chicagowie i dostałem od kolegi – dystrybutora zgrzewkę polskiej wody mineralnej. Co to jest? Woda mineralna. Do czego? Do picia. Musze zarekwirować do analizy. A co ja bede pić w drodze? – pytam specjalnie głupio. Któryś odkrył po stronie pasażera na podłodze czerwony galon po płynie do prania Tide z plastikowym kranikiem, ułożony poziomo na ,sciereczce, a obok mydło i ręcznik. A na co ci to? Do mycia rąk w drodze. Mogę pokazać jak ja to robie. Nie, nie, nie pokazuj, krzyczą na wszelki wypadek. Bez przerwy mnie nagabują żebym jednak to złożył oświadczenie że jestem winien ter—yzmu. Musieliby sfabrykować dowody, a tego raczej nie zrobią, bo jak juz powiadałem, niczego się nie dotykam i nici z odcisków palców. Wreszcie mówię, zimno mi, a nie mogę sobie pozwolić na chorobę, bo jutro muszę byc w Indianie a to jest żywność, sytuacja społeczna. Pozwolili wsiąść do suki i się ogrzać. Macie jakąs kawę? Nie mają. Patrzę, wszyscy nagle się rozjechali tylko ten jeden w suce pisze jakieś sprawozdanie. Musi coś napisać bo przez tyle godzin angażowali dużo ludzi i innych Psów i specjalistów i strażaków, i sanitariuszy. Na sam koniec powiada ten ostatni – tutejszy sędzia jest moim bardzo dobrym znajomym, jak się przyznasz, to on cie potraktuje bardzo ulgowo. Nie, dziękuję, nice try, a ja muszę zawieźć sery do Indiany. W pewnej chwili widzę że stoję sam obok wielkiego trucka z 53-stopowa przyczepą (z serami) i odnoszę wrażenie że kilka poprzednich godzin to był omam przemęczonego kierowcy.

    W jeden wieczór spowodowałem frustrację całego plutonu mundurowych, specjalizacyj rozmaitych.

    Jakkolwiek z perspektywy czasu pewne szczegóły mogły mi ujść z pamięci, ale generalnie powyższe odzwierciedla prawdę i szczerą prawdę. Był to rok 2006.

    Po powrocie w rodzinne strony na wszelki wypadek mocno schowałem kasetkę z kilkoma sztukami broni krótkiej, a potem w ogóle wywiozłem do sąsiedniego stanu, bo tu trzeba rejestrować. (Długiej nikt nie kwestionuje). Latem tego samego roku zmieniłem pracę i powróciłem do zawodu, o którym była mowa w poprzednim odcinku i bawię się szkłem do dziś dnia. Ciągniok sprzedany, a zabawki z powrotem w domu, teraz już legalne.

    Czasem sobie myślę, jakby się podobna sytuacja rozwinęła w Starym Kraju. Najpierw bez zadawania zbędnych pytań by profilaktycznie spałowali do nieprzytomności, albo porazili prądem, a może nawet poczęstowaliby pestką, a gdybym przeżył, do dziś siedziałbym w pierdlu bez zarzutów albo skazany na atak na mundurowych.

    Od władz trzeba z dala. To inny gatunek dwunożnych. We wszystkich krajach (opowiedziałbym o incydencie z dziarskimi włoskimi tajniakami na przedmieściach Wenecji piętnaście lat wcześniej, ale nadmierne nudziarstwo już by było niemaczne)

    To na tyle…

  14. Marucha said

    Re 11:
    Czy ja dobrze zrozumiałem?
    Policja ma prawo zniszczyć niewinnej osobie samochód – i nie płaci żadnego odszkodowania?
    Np. walnąć parę razy kijem do bejsbola w maskę i szyby, uśmiechnąć się i odjechać?

  15. AndroidHand said

    Fajnie się czyta
    AndroidHand.pl

    ——
    Zostawiam, choć to reklama, ale dość ciekawa.
    Admin

  16. Kar said

    re:14

    ..policja ma swoje ubezpieczenie, fakt, i moze pokryc koszty uszkodzenia/zniszczenia wlasnosci petenta, ale jak to w zyciu bywa moze byc troche inaczej. Policja zwala wine na czynniki obiektywne (patrz artykul na dole) probuje obciazyc za sprawe/zniszczenie ubezpieczenie poszkodowanego..jeszcze x na dole sprawa tej poszkodowanej pani daje obraz-przyklad, z ktorym mozemy spotkac sie w zyciu codziennym..

    https://www.thesun.co.uk/news/2662667/woman-whose-parked-car-was-damaged-in-dramatic-police-chase-left-out-of-pocket-after-cops-refused-to-pay-for-repairs/

    The Met Police reinforced their claim that they were not liable for the damage, and insisted that Joanna must use her own insurance to pay for the damage.

  17. zenek said

    Policja na całym świecie własciwie to niby nie ma prawa, ale zawsze może. Od tego jest.

    Tera tak. Do istnienia społeczeństwa wcale nie jest potrzebne pisane prawo, tylko świadomość praw Natury. Osobista odpowiedzialność jednostki i zbiorowości. To się wyraża jednym punktem. Bądź dobry i mądry dla siebie i innych. Dla tych, którzy mają jakieś wątpliwości co do interpretacji tego przepisu, jest jeszcze Dekalog. W dzisiejszej cywilizacji, pewne prawa są potrzebne, jak np. przepisy ruchu drogowego. Umawiamy się, że jeździmy po prawej stronie, (albo po lewej) żeby sie niechcący nie pozabijać nawzajem.

    Ale w skrócie powiedziawszy System zlikwidował etykę i właśnie ją dobija, zastępując ją całym zbiorowiskiem praw i regulacji, często wzajemnie sprzecznych, dotyczących każdej sekundy życia jednostki i pracy ludzkiej zbiorowości od chwili porannego przebudzenia aż do nocy. Wkrótce będzie prawo regulujące sny i marzenia senne. A ludziska bez oporów przejmują to nazwijmy po imieniu odczłowieczenie. Proszę zapytac kogokolwiek, czemu nie idzie kraść albo zabijać albo robić inne niecne rzeczy. W stu procentach przypadków odpowiedz będzie – bo nie chcę reszty życia spędzić w więzieniu. Czujemy tego blusa? Nie dlatego, że to nieludzkie, nienaturalne i niezgodne z człowieczą naturą, ani z Naturą w ogóle, ale ze strachu przed karą. A czemu Piskorski siedzi? Ano na pewno coś przeskrobał, inaczej by go nie trzymali. A czy u was jest porządek? (częste pytanie zza Oceanu).

    I do tego jest potrzebna policja. Do pilnowania, abyśmy nie kierowali się etyką a nawet rozsądkiem, ale postępowali jak się należy z obawy przed wymiarem prawa, które jak niechcący przyznają komuniści, jest aparatem przymusu. Policja nie jest po to, aby chronić i pomagać, jak deklaruje, ale po to, aby zneutralizować jednostkę. A w czyim interesie prawo jest tworzone? Cóż, ustawodawcy bardzo uważnie czytają co jest napisane w lewym górnym rogu czeku, który otrzymuja co dwa tygodnie za swoją pracę.

    Policja (od polis) pracuje w interesie rządu (na przykład miasta). Milicja to parawojskowa organizacja społeczna (proszę nie mylić z milicja obywatelską, która to nazwa była paralitykiem semantycznym).

    W US of A jest jeszcze instytucja szeryfa, który z definicji powinien pracować dla społeczności.

  18. zenek said

    Także mógłbym napisać o tym, jak jednego truckera zatrzymali w Atlancie za przejechanie ciągłej linii (nie mógł się inaczej włączyć do ruchu, bo tam była cały czas ciągła linia), zjechała sie cała zgraja policyjnych suk i wszyscy łącznie z chiefem byli w dupę pijani. Bym nie zmyślał, bo widziałem na własne oczy i czułem ich ankoholowy chuch własnym nosem na trzy metry, bo to był mój partner od teamu. Zerwali mnie ze sleepera bo gościu mówił z jeszcze gorszym akcentem i myśleli ze Hiszpan.

    Mam w rękawie całą furę takich historii apropo relacji władza, szary człowieczek. Na drodze mozna się napatrzeć…

  19. Shia said

    Ad14

    Dokladnie tak.

    Moze nie az tak drastycznie zeby walic bejsbolem, ale beda uprzykrzac zycie.

  20. zenek said

    Ciężką policyjną latarką stłuką tylne światło, a potem robia kipisz pod pretekstem wadliwego oswietlenia pojazdu. Motyw stosowany od wielu dekad na holiwuckich filmach o policji.

Sorry, the comment form is closed at this time.