Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Hańba haskiego trybunału

Posted by Marucha w dniu 2017-12-23 (Sobota)

OBSERVATORIUM BOGUSLAVIANUM: Po 24 latach działania i wydaniu 161 wyroków skończył się wczoraj mandat Międzynarodowego Trybunału Karnego dla b. Jugosławii.


Skandale, które zaczęto w Polsce dopiero odkrywać w związku z reformą sądownictwa obnażają skalę zgnilizny i niekompetencji „nadzwyczajnej kasty” w kraju. Chyba niewiele lepiej jest i za granicą, trybunałów międzynarodowych nie wyłączając. Prawo i sprawiedliwość w ludzkim wykonaniu wszędzie jest kulawe i stronnicze.

W czwartek 21.12.2017 w Hadze odbyła się ceremonia, na której zamknięto Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii (MTKJ), ustanowiony przez Radę Bezpieczeństwa ONZ w 1993 r. Kilka pozostałych odwołań i apelacji stanie się obowiązkiem Międzynarodowego Trybunału Karnego, który już wykonuje tę samą rolę wobec resztek spraw zamkniętego trybunału do spraw ludobójstwa w Ruandzie.

Konsekwencje prac MTKJ wykraczają daleko poza region. Był to pierwszy taki sąd, który ścigał zbrodnie wojenne od czasu procesów norymberskich i tokijskich pod koniec drugiej wojny światowej. Oskarżył 161 osób, w tym byłego prezydenta samozwańczej Republiki Serbskiej w Bośni i Hercegowinie dra Radovana Karadżicia, byłego prezydenta Serbii i Jugosławii Slobodana Miloszevicia (którego zamęczono w więzieniu śledczym!), generała Ratko Mladicia dowódcę Serbów bośniackich, oraz pułkownika Slobodana Praljaka, dowódcę Chrowatów w Mostarze (który popełnił samobójstwo na Sali sądowej nie uznając wyroku!).

Wszyscy zostali schwytani i przekazani do odbycia kary, chyba że wcześniej zmarli. 90 osób skazano. 19 uniewinniono. Żaden nie uciekł, chociaż „ostateczny sukces w polowaniu na uciekinierów zajął dziesięciolecia”. Sąd przesłuchał ponad 4650 świadków w sprawach dotyczących ludobójstwa, czystek etnicznych, masowych morderstw i przemocy seksualnej.

Podczas wczorajszej uroczystości, w której uczestniczył również król Holandii Wilhelm Aleksander, sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres powiedział: „Trybunał udowodnił, że winni najgorszych zbrodni muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności. Działalność trybunału zapewnia to, że świat nie zapomni, że historia nie może być napisana na nowo”.

Sekretarz generalny ONZ wezwał również narody bałkańskie, by „poradziły sobie ze swoją przeszłością”, czym zdradził, że nie spełnił najważniejszej misji w b. Jugosławii. „Zaakceptowanie bezsprzecznej prawdy i faktów z przeszłych tragedii to niezbędne warunki wstępne do zbudowania lepszej i wspólnej przyszłości” – oświadczył Guterres. MTKJ jest znienawidzony w niektórych częściach Bałkanów, zwłaszcza w Serbii, gdyż większość ściganych i około dwóch trzecich oskarżonych to Serbowie.

Jugosławia, niegdyś stosunkowo liberalny i dobrze prosperujący socjalistyczny kraj południowych Słowian, rozpadła się jako państwo w latach dziewięćdziesiątych XX wieku dzięki wydatnej „pomocy” Zachodu. Była to federacja sześciu republik i dwóch autonomicznych prowincji, utworzonych na podstawie przynależności etnicznej.

Podczas rozpadu wielu przywódców regionalnych zmieniło się w nacjonalistów, wszędzie zapanowała wojna o podział terytorium i łupów. Skoro Chorwacja miała się uniezależnić, wielu jej serbskich mieszkańców walczyło o pozostanie w państwie serbskim. Niestety, 300 tysięcy z nich Chorwacja wypędziła (jak dotąd bezkarnie i bez odszkodowań) z Krajiny, którą w zwartej masie od wieków zamieszkiwali. Nacjonaliści chorwaccy chcieli natomiast włączyć do Wielkeij Chrwacji zamieszkane przez Chorwatów części Bośni i Hercegowiny. I tak dalej.

Gdy w czasie wojny w Bośni wojska miejscowych Serbów obległy stołeczne Sarajewo, mocarstwa zachodnie, które tę waśń podsycały, nie mogły podobno uzgodnić, jak mają zareagować. Nikt nie chciał wysyłać swoich żołnierzy, by rozdzielić walczących. Ale potem wszyscy zatwierdzili ściganie zbrodniarzy wojennych, więc poparli ustanowienie trybunału.

Początkowo sąd z siedzibą w Hadze miał do dyspozycji niewielkie pieniądze. Nie miał też własnej policji, aby aresztować każdego, kto był oskarżony. Ale z biegiem lat jego wpływ wzrósł. Domagał się, aby państwa bałkańskie i inne państwa przeprowadzały aresztowania, a przede wszystkim uzyskał pomoc od sił pokojowych wprowadzonych przez NATO do Bośni.

Z łapania i wydawania oskarżonych MTKJ uczynił międzynarodową kwestię polityczną, i uderzył sankcjami Serbię, a trochę także i Chorwację, gdy ich rządy mu się w tej sprawie postawiły.

Niektóre z jego osiągnięć były prawne, ale większość – polityczna. Osądził i skazał kilku rzeczywistych zbrodniarzy wojennych, najchętniej jednak wtedy, gdy byli Serbami i prawosławnymi. Dla innych, a zwłaszcza dla Albańczyków i muzułmanów, był wyjątkowo pobłażliwy.

Trybunał stworzył też nowe precedensy prawne. Np. przemoc seksualna jest obecnie uważana za zbrodnię wojenną. Ustanowił precedensy dla innych sądów, w tym tych, które zajmują się zbrodniami popełnionymi w Ruandzie i Sierra Leone, a także dla ogólnego Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK). Stworzył archiwum 2,5 miliona stron transkryptów.

Wielu jednak uważa, że trybunał był przede wszystkim dintojrą polityczną Zachodu wobec pokonanej Serbii, jako tradycyjnego sojusznika Rosji. Zawiódł najważniejsze nadzieje. Nie przyspieszył procesu pojednania a raczej zaostrzył wzajemne resentymenty.

W samej b. Jugosławii ma jak najgorszą opinię. Wielu uważa, że​​ w jego pracy występowały zakłócenia i naciski, przede wszystkim ze strony USA, ale i spoza nich. W szczególności w sprawach dotyczących kosowskich Albańczyków wielokrotnie dochodziło do manipulowania świadkami i jawnie stronniczych decyzji.

Trybunał uznał, że śmierć około 8000 Bośniaków (muzułmanów), którzy wcześniej dokonywali wypadów i pogromów okolicznych serbskich wsi, była egzekucją o charakterze serbskiej zemsty po zdobyciu Srebrenicy, a więc była ludobójstwem. Natomiast sam MTKJ okrył się hańbą poprzez mord polityczny na serbskim prezydencie Slobodanie Miloszeviciu i skompromitował ostatnim akordem, kiedy na sali rozpraw skazany Chorwat Slobodan Praljak zażył śmiertelną truciznę.

Nie ma jeszcze jednoznacznych ocen działalności tego trybunału, ale skala kontrowersji jest ogromna. Według Erica Gordy’ego, socjologa z Wyższej Szkoły Studiów Słowiańskich i Wschodnich na University College London, MTKJ próbował położyć kres bezkarności za zbrodnie wojenne i „częściowo mu się to udało”.

Trybunał powstał w czasie, gdy istniała pewna zgoda, że jest on potrzebny. Dziś tak już nie jest. W dużym stopniu przyczyniła się do tego kompromitacja dokonań MTKJ.

Nie ma międzynarodowego trybunału oskarżającego kogokolwiek o zbrodnie wojenne w Syrii. Rosja i Ameryka należą do tych krajów, które albo wycofały się spod jurysdykcji MTK, albo nigdy nie ratyfikowały jego statutu. Wygląda na to, że na taką „sprawiedliwość” nie ma i nie będzie brania. (BJ)

http://jeznach.neon24.pl/

Komentarzy 7 to “Hańba haskiego trybunału”

  1. JerzyS said

    Polska powinna żądać od Belgii delegalizacji Orderu Leopolda II i usunięcia wszelkich śladów po tym , który wymordował 8 mln ludzi!

    Król Belgii Leopold II wymordował 8 mln ludzi w prywatnym państwie
    Leopold II Koburg / Źródło: Wikimedia Commons

    Adam Tycner
    Autor:
    Adam Tycner

    Pod koniec XIX wieku Leopold II stworzył prywatne państwo, w którym wymordowano 8 mln ludzi. Mieszkańcy Kongo ginęli nie tylko w wyniku terroru, ale też z powodu sadystycznych upodobań Europejczyków. – Mamy relacje na temat polowań na ludzi, które urządzali sobie uczestnicy wypraw. Po jednym z nich do Londynu wysłano głowę zabitego Afrykanina, która następnie została wypchana niczym łeb dzikiego zwierzęcia – mówi Adam Hochschild.

    Adam Tycner: Gdyby ktoś zapytał nas o największych zbrodniarzy w historii ludzkości, wymienilibyśmy pewnie Hitlera, Stalina, Pol Pota czy Mao Tse-tunga. Chyba nikt nie wspomniałby o belgijskim królu Leopoldzie.

    Adam Hochschild: Tak, historia zapomniała o zbrodniach Leopolda, choć mam nadzieję, że moja książka trochę zmieniła ten stan rzeczy. Jeśli spojrzymy na liczbę ofiar, to belgijski król powinien zająć wysokie miejsce w rankingu największych zbrodniarzy w dziejach. Muszę jednak przyznać, że zanim rozpocząłem pracę nad „Duchem króla Leopolda”, sam nie wiedziałem absolutnie nic na temat tego, co wydarzyło się pod koniec XIX w. w Kongu. Chciałem napisać książkę na zupełnie inny temat i w trakcie zbierania informacji natknąłem się gdzieś przypadkowo na krótką informację, że pod koniec XIX w. i na początku XX w. w Kongu zginęło 8 mln ludzi. W pierwszej chwili myślałem, że to błąd drukarski. Później zdziwiłem się jeszcze bardziej, gdy odkryłem, że w pierwszej dekadzie XX w. kampania na rzecz zakończenia terroru w Kongu była gigantyczną międzynarodową akcją na rzecz praw człowieka.

    Dlaczego akurat kolonizacja Konga tak wzburzyła opinię publiczną? Kolonizatorzy w całej Afryce źle traktowali tubylców.

    Tak, ale nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Francuski, brytyjski, niemiecki czy belgijski sposób zarządzania koloniami znacznie się od siebie różniły. W niektórych koloniach reżim był łagodniejszy, w innych bardziej brutalny, ale nigdzie nie doszło do tak potwornej rzezi jak w Kongo, nigdzie nie było takiego okrucieństwa i nigdzie liczba ofiar nie była tak ogromna.

    Z czego to wynikało? Dlaczego to właśnie Belgowie dopuścili się zbrodni na tak ogromną skalę?

    Były dwa główne powody: chciwość i żądza władzy. W 1865 r. na belgijskim tronie zasiadł król Leopold II. Dla europejskich monarchów nie były to dobre czasy. Większość z nich musiała dzielić się władzą z parlamentami. Tak było również w Belgii. Leopold tymczasem nie mógł odżałować starej dobrej monarchii absolutnej, najchętniej rządziłby niepodzielnie, niczym rosyjski car. Poza tym irytowało go, że jest królem małego i niezbyt liczącego się państwa. Mówił o Belgii, że jest to „mały kraj małych ludzi”. Zazdrościł Brytyjczykom ich zamorskich posiadłości i całe życie marzył o zdobywaniu dla Belgii kolonii. Planował zajęcie Fidżi, części Abisynii, myślał o różnych rejonach Azji Południowo-Wschodniej. Jednak w belgijskim parlamencie panowało przekonanie, że byłoby to zbyt duże obciążenie dla niewielkiego państwa, które praktycznie nie miało floty wojennej. Leopold znalazł wyjście, które rozwiązywało te problemy: Kongo nie było kolonią belgijską, tylko jego prywatną własnością, w której miał pełnię władzy.

    Jak doszło do tego, że obszar o wielkości ponad 2 mln km kw. przypadł królowi małej Belgii?

    W drugiej połowie lat 70. XIX w. dorzecze rzeki Kongo było jednym z ostatnich rejonów Afryki, do którego żadne europejskie mocarstwo nie rościło sobie pretensji. Henry Morton Stanley – odkrywca, który organizował wyprawy badawcze w Afryce Centralnej – próbował zainteresować Kongiem Brytyjczyków, ale Wielka Brytania zmagała się z recesją i nie była zbytnio zainteresowana zajmowaniem kolejnej kolonii. Leopold wykorzystał okazję. Skontaktował się ze Stanleyem, zaczął finansować jego wyprawy i budowę infrastruktury w Kongu. Jednocześnie stworzył fasadową organizację, Międzynarodowe Stowarzyszenie Konga, i zaczął rozgłaszać, że jego celem jest walka z handlem niewolnikami w Afryce Środkowej oraz niesienie postępu mieszkańcom dorzecza rzeki Kongo. Mówił nawet o stworzeniu wolnych republik tubylców.

    Henry Morton Stanley
    Henry Morton Stanley / Źródło: Wikimedia Commons

    A czym stowarzyszenie zajmowało się naprawdę?

    Było jedynie przykrywką. Leopold nie był żadnym filantropem, nie miał zamiaru przyznawać Kongijczykom władzy. Zresztą już działania Stanleya, który pracował dla Leopolda, były przedsmakiem tego, co później wydarzyło się w Kongu. Stanley traktował tubylców okrutnie, strzelał do nich przy byle okazji, palił całe wioski, zakuwał ludzi w łańcuchy i kazał biczować za drobne przewinienia. Mamy relacje na temat polowań na ludzi, które urządzali sobie uczestnicy jego wypraw. Po jednym z nich do Londynu wysłano głowę zabitego Afrykanina, która następnie została wypchana niczym łeb dzikiego zwierzęcia. Stanley zyskał sobie przydomek Bula Matari. Tłumaczył, że oznacza to „łamacza skał”. Tubylcy mieli go tak nazwać, bo przy budowie dróg używał dynamitu do wysadzania skał. Tymczasem prawda jest taka, że „Bula Matari” powinno się tłumaczyć na „jajogniota”, a przydomek nadano mu, bo był okrutny w stosunku do czarnych. Metody od początku były brutalne, a celem maskarady ze stowarzyszeniem było zdobycie kolonii.

    Opinia publiczna dała się na to nabrać?

    Niestety tak. W oczach Europejczyków i Amerykanów belgijski król był dobroczyńcą, który chroni kongijskie ludy przed arabskimi handlarzami niewolników.

    Jednak przecież to nie opinia publiczna decydowała, komu przypadnie która kolonia.

    Nie, ale jej przychylność bardzo się przydała. Leopold świetnie wszystko rozegrał. Amerykanów przekonał, że nie będzie stawiał im przeszkód w prowadzeniu interesów z Kongiem, choć już wcześniej Stanley wymuszał na miejscowych wodzach podpisywanie traktatów, które przyznawały Międzynarodowemu Stowarzyszeniu Konga monopol na sprowadzanie stamtąd towarów. Leopold mówił Anglikom, że jeśli nie dostanie Konga, to stowarzyszenie sprzeda całą ziemię Francuzom. Francji z kolei obiecał przywileje handlowe. Przekupił odpowiednich ludzi w otoczeniu Bismarcka. Poza tym wszystkie europejskie mocarstwa były bardziej skłonne oddać Kongo Leopoldowi niż któremuś ze swoich konkurentów. W rezultacie w 1885 r. na konferencji w Berlinie ogłoszono powstanie Wolnego Państwa Kongo, którego Leopold był niepodzielnym władcą.

    Mówił pan, że Leopoldem oprócz żądzy władzy kierowała również chciwość. Na czym można było zarobić w Kongu?

    Na kości słoniowej. Wytwarzano z niej wówczas mnóstwo produktów: klawisze fortepianów, biżuterię, sztuczne zęby czy różne zdobienia. Cała administracja Wolnego Państwa Kongo była nastawiona na ściąganie jak największej ilości kości słoniowej. Tubylców zmuszano do sprzedawania kłów słoni za paciorki i miedziany drut. Do transportu i handlu trzeba było dziesiątek tysięcy tragarzy, więc ludzi zaczęto zmuszać do pracy niewolniczej. Zapłatą były małe racje żywnościowe, trochę ryżu albo ryba. To było zwyczajne niewolnictwo. Tragarze masowo umierali z wycieńczenia i chorób. Szanse przeżycia dalekiej wyprawy były bliskie zera. Wśród Afrykanów szczególny postrach zaczął budzić tzw. chicotte, czyli bat z suszonej skóry hipopotama. Kara chłosty, którą wymierzono za najdrobniejsze przewinienia, była często równoznaczna z karą śmierci. Natomiast jeśli ofiara przeżyła, musiała wstać i zasalutować oprawcy.

    Ojciec patrzy na odciętą dłoń i stopę córki. To kara wymierzona przez żołnierzy za zebranie zbyt małej ilości kauczuku. Fotografia wykonana w Baringa w Kongo, w maju 1904 r.
    Ojciec patrzy na odciętą dłoń i stopę córki. To kara wymierzona przez żołnierzy za zebranie zbyt małej ilości kauczuku. Fotografia wykonana w Baringa w Kongo, w maju 1904 r. / Źródło: Wikimedia Commons

    To Belgowie wymierzali kary?

    Rzadko. Belgowie zorganizowali perfidny system. Stworzyli tzw. Force Publique, czyli coś na kształt armii Wolnego Państwa Kongo. Służyli w niej tubylcy pod dowództwem belgijskich oficerów. Belgowie wydawali rozkazy, a kary swoim pobratymcom musieli wymierzać czarni żołnierze Force Publique, którzy sami byli niewolnikami, bo nikt nie wstępował do armii dobrowolnie. Tubylców zmuszano do służby, karano chłostą „chicotte”, a za dezercję zabijano. Większość belgijskich urzędników oraz oficerów wolała wydać rozkaz i zostawić brudną robotę czarnoskórym, ale wielu wręcz lubowało się w zadawaniu bólu i śmierci. Wolne Państwo Kongo stało się rajem dla sadystów.

    Co pan przez to rozumie?

    Belgijscy komisarze regionów czy dowódcy posterunków byli panami życia i śmierci. Mamy mnóstwo przerażających relacji na ten temat. Belgowie organizowali na przykład zawody w strzelaniu do przypadkowych ludzi. Zresztą nie byli to wyłącznie Belgowie, w Kongu pracowało również wielu innych Europejczyków. Szwedzki kpt. Force Publique zanotował w dzienniku, że w niecałe pięć miesięcy zabił ponad 500 osób. Inny, Belg nazwiskiem Permentier, kazał wyciąć krzaki w ogrodzie, żeby móc strzelać z okna do przechodzących drogą ludzi. Jeśli jego posiadłość była źle posprzątana, nakazywał ściąć 10 ludzi ze służby. Jeśli ścieżka w lesie była źle utrzymana, kazał zabijać dziecko z pobliskiej wioski. Takich ludzi było w Kongu mnóstwo. Całkowita bezkarność zamieniała ich w potwory. Mamy relacje o gotowaniu ludzi żywcem, o polewaniu głowy żywicą i podpalaniu.

    Czy Conrad, opisując w „Jądrze ciemności” okrutnego i szalonego agenta handlowego Kurtza, który stworzył w dżungli własne państewko, wzorował się na belgijskich urzędnikach?

    Z pewnością. Spory dotyczą tylko tego, kto był pierwowzorem Kurtza. Conrad był w Afryce, płynął w górę rzeki Kongo, widział po drodze wyludnione wioski, leżące wszędzie zwłoki zamordowanych ludzi. Opowieść Marlowa to prawdziwy obraz Wolnego Państwa Kongo. W sprawie pierwowzoru Kurtza są różne tropy. Jeden z oficerów Force Publique, Leon Rom, podobnie jak Kurtz dekorował swój ogród głowami zabitych tubylców. Inny, Belg Arthur Hodister, podobnie jak Kurtz miał harem złożony z porwanych kobiet. Dziś trudno dociec, o kogo chodziło, być może książkowy Kurtz jest kompilacją kilku postaci. A z samym „Jądrem ciemności” jest taki problem, że wszyscy skupiają się głównie na psychologicznej warstwie tej książki. Gdy omawia się ją w szkołach, całkowicie pomija się temat kolonizacji Konga. Jest to dla mnie coś zupełnie niezrozumiałego.

    Sytuacja w Kongu radykalnie się pogorszyła, gdy John Dunlop wynalazł oponę pneumatyczną. Dlaczego Belgowie kazali Kongijczykom zbierać dziki kauczuk, zamiast zakładać plantacje drzew kauczukowych?

    Problem z kauczukowcami jest taki, że po zasadzeniu drzewa na pierwsze zbiory trzeba czekać wiele lat. A wynalazek Dunlopa był tak rewolucyjny, że na początku lat 90. rozpoczął się boom kauczukowy. Nikt nie chciał czekać, aż wyrosną drzewa na plantacjach. W Kongu pod dostatkiem było dzikich pnączy kauczukowych, które można było wykorzystać od razu.

  2. JerzyS said

    To znaczy, że w pierwszych latach boomu kauczukowego, gdy jeszcze nie było plantacji, zyski były wielokrotnie wyższe niż później, gdy drzewa już wyrosły?

    Otóż to. Leopold szybko się zorientował, że dziki kauczuk w Kongu to żyła złota. Pojawił się jednak problem. Tragarzy można było łapać i postawić nad nimi nadzorcę, ale żeby zbierać kauczuk, ludzie musieli iść w dżunglę, najlepiej w różnych kierunkach, żeby zbierać z jak największego obszaru. Dlatego Force Publique zaczęła brać zakładników, najczęściej dzieci i kobiety, które żołnierze i belgijscy oficerowie często przy okazji gwałcili. Zakładników można było wykupić dopiero, kiedy wioska dostarczyła wymaganą ilość kauczuku.

    Ofiara zbrodni w Kongo
    Ofiara zbrodni w Kongo / Źródło: Wikimedia Commons

    Wykupić?

    Tak, po uzbieraniu kauczuku wioska musiała jeszcze oddać za zakładników na przykład parę kóz.

    A jeśli nie udało się uzbierać wystarczającej ilości kauczuku?

    Czasami trzymano zakładników tak długo, aż uzbierała się wyznaczona ilość kauczuku. Tylko że przetrzymywano ich zakutych w kajdany w zagrodach otoczonych płotami, bez dachu, bez łóżek, na gołej ziemi, prawie ich nie karmiąc. W takich warunkach ludzie masowo umierali. Na ogół jednak stosowano inne kary. Zakładnikom odcinano uszy, nosy, a najczęściej dłonie. W ogóle odcinanie rąk stało się powszechną praktyką. Żołnierze Force Publique musieli rozliczać się z naboi, które dostawali od belgijskich oficerów. Na dowód, że żadnego nie zmarnowali, musieli przynosić odcięte dłonie ludzi, których zastrzelili. Ponieważ często głodowali i używali pocisków do polowania, odcinali ręce żyjącym. Belgowie zmuszali też lokalnych wodzów do pomocy w tłumieniu buntów. Dowodem zabicia buntownika również były odcięte dłonie. Często mijało wiele dni, zanim wódz mógł pokazać je Belgom, więc żeby je zakonserwować, trzeba było je wędzić. To samo dotyczyło Force Publique. W wielu oddziałach byli specjalni żołnierze, których zadaniem było wędzenie odciętych rąk. Trzymano je potem uwędzone w wielkich koszach.

    Jak wysokie były normy?

    Normy były nieludzkie. Sami Belgowie liczyli, że aby uzbierać wymaganą ilość kauczuku, ludzie muszą spędzić w dżungli co najmniej 24 dni miesięcznie. Żeby zbierać kauczuk, trzeba było wspinać się na drzewa. Ludzie słabli ze zmęczenia i spadali z nich, łamiąc sobie ręce i nogi albo kręgosłupy. Poza tym nie starczało im czasu na uprawianie swoich poletek i pojawił się głód. Był też inny problem. Kauczuku było często po prostu w okolicy za mało. Nie było możliwości, żeby wyrobić normę.

    Czy miejscowi się nie buntowali? Nie organizowali powstań?

    Bunty wybuchały bardzo często. Na ich czele stawali lokalni wodzowie albo dezerterzy z Force Publique. Rebeliantom udawało się czasem zabić jakiegoś oficera czy agenta handlowego, ale na dłuższą metę nie mieli szans. Mieli za mało broni palnej. Belgowie okrutnie dławili rebelie, mordując wszystkich na swojej drodze. Pod koniec lat 90. pewien amerykański podróżnik relacjonował, że na 500-kilometrowym odcinku drogi nie ostała się ani jedna wioska. Wszystkie były spalone i usiane trupami. Ludzie często uciekali też do dżungli, żeby uniknąć niewolniczej pracy. Wówczas Force Publique paliła im domy. Dziesiątki tysięcy ludzi koczowały więc w dżungli, żywiąc się dzikimi owocami i robakami.

    Leopold nigdy nie przyjechał do Konga. Być może nie wiedział o tych wszystkich nieludzkich praktykach.

    Branie zakładników było zalecane w oficjalnej belgijskiej instrukcji dla urzędników i agentów handlowych. Odcinanie rąk i mordowanie ludzi natomiast pojawiało często w różnych raportach. Leopold nie tylko o wszystkim wiedział, ale był głównym organizatorem zbrodni. Dokładał również starań, żeby nie wyszły one na jaw.

    Ilu ludzi zginęło w Kongu?

    Trudno to policzyć, ale szacuje się, że w latach 1880–1920 ludność kraju zmniejszyła się o połowę, czyli o 10 mln ludzi. Był to wynik masowych mordów, głodu wywołanego przez Belgów, chorób, które łatwiej się przenosiły na skutek wielkich migracji ludności, i zapaści demograficznej.

    Jak to się właściwie stało, że zbrodnie trwały tak długo? Był już przecież telegraf, gazety rozsyłały korespondentów, w Afryce było wielu podróżników…

    Wiadomości na temat zbrodni dochodziły do Europy, ale Kongo było daleko, a świat interesował się innymi sprawami, na przykład wojną hiszpańsko-amerykańską. Trzeba było wielu lat, by powstał ruch społeczny na rzecz zakończenia rzezi Kongijczyków. Była to zasługa uporu pojedynczych ludzi, głównie brytyjskiego dziennikarza Edmunda Morela, który latami zbierał informacje na temat masakr, informował o nich opinię publiczną i organizował protesty.

    Dlaczego o belgijskich zbrodniach w Kongo do dziś nie wspomina się w podręcznikach do historii?

    Niedługo po zakończeniu kampanii na rzecz Konga wybuchła I wojna światowa. Niemcy zajęli Belgię i dopuszczali się tam okrutnych zbrodni, które nagłaśniała propaganda państw ententy. Wojna przeciwko Niemcom była przedstawiana jako walka o wyzwolenie dręczonych i mordowanych belgijskich cywilów. Zbrodnie w Kongo nie pasowały do tego obrazu i stały się dla prasy tematem tabu. Później Amerykanie i Europejczycy przerazili się skalą wojennych nieszczęść, które były im znacznie bliższe niż wydarzenia sprzed lat w odległej Afryce. Potem były wielki kryzys, II wojna światowa i niemieckie zbrodnie z Holokaustem na czele. Tymczasem Belgia nie była już nigdy więcej centrum wydarzeń, nikt nie miał też interesu w wypominaniu Belgom kolonizacji Konga.

    Adam Hochschild jest dziennikarzem i historykiem. Wykłada dziennikarstwo na Uniwersytecie Kalifornijskim. Specjalizuje się w prawach człowieka. Jest autorem m.in. wielokrotnie nagradzanej książki „Duch króla Leopolda. Opowieść o chciwości, terrorze i bohaterstwie w kolonialnej Afryce”.
    https://dorzeczy.pl/historia/32668/Krol-Belgii-Leopold-II-wymordowal-8-mln-ludzi-w-prywatnym-panstwie.html

  3. PISKORZ said

    re 1/2 B. dziękuję, mogę sobie trochę usystematyzować wiedzę na ten ten temat..!!

  4. JerzyS said

    Polskie arsenały broni informacyjnej.

    Niemcy mają swoje OSTFORSCHUNG a Polska….

    Polska natychmiast po ataku UE i Verhofstadta na Polskę,
    powinna natychmiast sięgnąć do arsenału broni informacyjnej
    i zaatakować UE i Belgię.

    Zażądać usunięcia sprzed Europarlamentu pomnika największego zbrodniarza Leopolda II!

    Se4jm powinien podjąć działania informacyjno legislacyjne potępiające zbrodnie
    i zakazujące ich gloryfikacji, podobnie jak to się stało z wybitnym przywódcą socjalistycznym – Hitlerem

    ==============================================================================================
    Król Leopold ma do dziś pomnik przed Europarlamentem.

    A cały świat opowiada o Polakach jako o ciemnych antysemitach, kolaborujących z Hitlerem”

    Czasem zdarza się pech, czasem fart. Także całym narodom. Historyczny fart mieli na przykład Belgowie. U schyłku XIX i na początku XX stulecia dopuścili się potwornego ludobójstwa w Kongo. Faktem jest, że nie byli wiele gorsi od innych kolonizatorów, ale zamorskie imperium króla Leopolda ustanowione zostało na nader kruchych podstawach ekonomicznych i właśnie dlatego gdy kraje od Belgii potężniejsze zaczęły się zbrodni dokonywanych na czarnych „podludziach” wstydzić, Belgowie nadawali się idealnie na modelowy wzorzec do publicznego rozliczenia. Zaczął się wzbierający na sile ruch antykolonialny, w końcu doszło nawet do publicznego procesu, wskutek którego oburzona i zdumiona Europa oraz jeszcze bardziej zdumiona i oburzona Ameryka dowiedziały się o potwornościach dokonywanych w „jądrze ciemności” (czy raczej „sercu mroku”, bo tak sławny Conradowski tytuł noweli nawiązującej do zbrodni w Kongo należałoby tłumaczyć).
    Leopold II Koburg

    Leopold II Koburg

    No i już, już Belgowie staliby się na wiele lat ucieleśnieniem zła kolonializmu, gdyby nie wybuchła wojna światowa. Wojna, w której niesprowokowane w żaden sposób Niemcy pogwałciły brutalnie belgijską neutralność, co było pretekstem do przystąpienia do zmagań na kontynencie Wielkiej Brytanii, a pośrednio i USA.

    Obywateli krajów anglosaskich trzeba było jakoś przekonać, że muszą iść masowo ginąć w okopach, a tych, którzy już dali się na to namówić, wprowadzić w bojowy szał. Rozpętano więc na Zachodzie istną propagandową histerię wokół szalonych okrucieństw, jakich dopuszczali się Niemcy na biednych Belgach. Niemcy oczywiście, jak to Niemcy, faktycznie, gdziekolwiek weszli, rozstrzeliwali cywilów, szczególnie z warstw wyższych, z zimną krwią i jak na owe czasy, na skalę masową, aby podbity kraj sterroryzować – ale anglosaska i francuska propaganda zwielokrotniły ich zbrodnie do absurdu, karmiąc społeczeństwa andronami o dzikich Hunach pożerających żywcem belgijskie dzieci.

    Skoro zaś Belgowie potrzebni byli zachodniej propagandzie jako ofiary ludobójstwa, to przecież nie mogli być sami sprawcami innego, wcześniejszego ludobójstwa. Kto by szedł na wojnę ginąć za jakichś morderców, nawet jeśli sami są teraz mordowani?

    Więc z dnia na dzień problem zbrodni w Afryce zniknął.
    Wyparował.
    Osiem czy tam dziesięć milionów zabitych Afrykanów, wyniszczonych głodem i pracą nad siły, konających z obciętymi dłońmi, nie mówiąc o torturowanych i gwałconych, musiało się pójść czochrać – w końcu zresztą byli to tylko Murzyni.

    I po wojnie tak już zostało, także dzięki staraniom samych Belgów.

    Adam Hochschild, który po latach zrekonstruował cały ogrom Leopoldowego ludobójstwa w Kongo, zdumiewając naszą współczesność tą na śmierć zapomnianą historią, pisze,
    że gdy po kilkunastu latach starań o wpuszczenie go do belgijskich archiwów wreszcie uzyskał dostęp,
    był pierwszym – pierwszym!

    – który przeczytał dotyczące ludobójstwa dokumenty i zeznania, od czasu gdy je tam złożono.

    Belgowie mieli fart, po prostu.
    Geopolityczny i historyczny.

    Nikt im niczego nie zarzuca, a król Leopold ma do dziś pomnik przed głównym wejściem do gmachu Europarlamentu.

    A na przykład my, Polacy, ściągnęliśmy sobie na łeb potwornego geopolitycznego i historycznego pecha, wskutek którego na podstawie paru nader wątpliwych oskarżeń cały świat chętnie sobie dziś opowiada o Polakach jako o ciemnych antysemitach, którzy wcale z Hitlerem nie walczyli, tylko gorliwie z nim kolaborowali.

    Rafał Ziemkiewicz, fragment książki „Jakie piękne samobójstwo. Narracje o wojnie, szaleństwie i cynizmie”nizmie”. Lublin 2014.

    http://niezwykle.com/krol-leopold-ma-do-dzis-pomnik-przed-europarlamentem-a-caly-swiat-opowiada-o-polakach-jako-o-ciemnych-antysemitach-kolaborujacych-z-hitlerem/

  5. Dinozaur said

    Jak zwykle – powstanie Belgii ( któremu chciał zapobiec sp. Nikołaj 1.) umożliwione zostało przez wybuch Powstania Listopadowego :

  6. Pinxit said

    Autor bardzo lagodnie potraktowal dzialanosc Haskiego Tybunalu
    Trybunal byl od samego poczatku organizacja przestepcza. Wielu swiadkow zamordowano inni zgineli w tajemniczych okolicznsciach,
    Sedziami tego zbrodniczego organu nie byli prawnicy. A prawnik – prokurator generalny zostala zwolniona z pracy.
    Jugoslawia zaplacial za cudze grzechy. Nikomu nawet do glowy nie przyjdzie, zeby przywrocic wspanialy kraj jakim byla Jugoslawia..
    W XX wieku w srodku Europy, ponad 20 panstw europejskich plus zbrodnicza Ameryka – rozdarly Jugoslawie jak sledzia.
    B E Z K A R N I E.
    Przy pomocy zbrodniczych panstw Jugoslawia zostala wymazana z map swiata.
    Dlaczego?
    Bo nie uznala banku globalnego, nie chciala byc w NATO ani w Unii, i uzurpowala sobie – razem z Libia – nalezec do panstw niezaangazowanych.
    Wstyd i hanba.

    A gduy chodzi o Belgie i odszkodowania o
    VOILA!
    Amerykanie powinni zaplacic odszkodowanie za napasc na Kube pod koniec XIX wieku. Po zagarnieciu Kuby, US sie wyniosluy na Filipiny gdzie wywolaly anty hiszpanka rewolucje.
    Za napasc na Meksyk i kradziez Teksasu Newady, i calej Kaliforni – Amerykanie powinni albo zwrocic ukradzione ziemie albo zaplacic sowite odszkodowanie.
    No i jeszcze zostala Libia, Irak, Granada, El Salvado Jemen, Afganistan, Wietnam, Kambodza, Laos, Korea Polnocna i Poludniowa i….. Japonia, ktore tez czekaja w kolejce

  7. Anucha said

    Dopiero niedawno wyszło na jaw, że podczas serbsko-albańskich rozmów na temat przyszłości Kosowa w Rambouillet delegacja albańska pomyliła amerykańską sekretarz stanu M.Albright… ze sprzątaczką. Wściekła pani-polityk użyła wówczas słów, których żaden z tłumaczy nie odważyłby się przetłumaczyć. Nie miało to jednak wpływu na późniejszą interwencję zbrojną; amerykańskie samoloty w odwecie nie zbombardowały Albanii, tylko Serbię.

    ——
    Już dość dawno.
    Admin

Sorry, the comment form is closed at this time.