Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Feministyczne uwiedzenie zachodniego społeczeństwa

Posted by Marucha w dniu 2018-02-12 (Poniedziałek)

16 stycznia brytyjski Channel 4 News opublikował niesławny już wywiad Cathy Newman z psychologiem Jordanem Petersonem, oferując widzom chorobliwy, a jednocześnie fascynujący pokaz ideologii feministycznej, rozbijającej się o mur rzeczywistości.

Scott Adams szacuje, że Newman praktycznie halucynowała mniej więcej 12 razy, ponieważ jej wypaczony ideologią umysł nie był w stanie przetworzyć jakiegoś słowa wypowiedzianego przez Jordana Petersona.

Reakcja publiczności przyszła szybko i z furią, ludzie byli zażenowani inkwizycyjną buńczucznością Newman, zaszokowani przemianą „sympatycznej” twarzy feminizmu w niszczącą siłę w stylu Meduzy, a jednocześnie zadowoleni, widząc, jak feminizm został rozebrany na części na mainstreamowej platformie przez racjonalny i elokwentny styl rozmowy Petersona.

Nie będąc w stanie „wygrać” debaty z Petersonem, Newman i jej sprzymierzeńcy z liberalnego spektrum mimo wszystko wywalczyli „zwycięstwo”, obsadzając siebie w roli ofiar, a zwolenników Petersona prezentując jako „napastliwych mizoginistów”. Czyli odwrócili kota ogonem, żeby ochronić swoje ideologiczne przekonania, podczas gdy to Newman i jej podobni są wyraźnie zdeterminowanymi misjonarzami na rzecz represjonowania mężczyzn. Na pomoc ściągnięto „ekspertów od bezpieczeństwa”, żeby tym wymysłom nadali pozory prawdy. Nie udało się zweryfikować żadnego rzeczywistego zagrożenia – w każdym razie nie wobec Newman czy Channel 4, za to znalazły się takie, które były wymierzone w Petersona i jego zwolenników.

Co się tu dzieje, kiedy ktoś – zdeklarowana feministka – gani kogoś innego za wyrażanie autentycznego pragnienia, aby jego studentki i klientki odniosły sukces zawodowy? W skrócie: to feminizm. A dokładniej, to feminizm, ale w swojej bardziej radykalnej, ekstremistycznej wersji, która weszła do głównego nurtu i której wielu starszych zwolenników feminizmu nie uznaje już za taki.

Niebezpiecznie niski wskaźnik urodzeń, wysoki odsetek rozwodów, dysfunkcja związków międzyludzkich oraz wojna przeciwko biologicznej podstawie ról mężczyzn i kobiet doprowadziły do załamania się tradycyjnego społeczeństwa. Daje się to prześledzić wstecz, na różne sposoby, do feministycznych ideologów XX wieku i marksistowskiego środowiska intelektualnego, z którego się wywodzą. Podobnie jak „brodaci schizoidzi” z XIX wieku, feministyczni ideolodzy zatruli studnię tradycyjnego społeczeństwa, aby wywołać rewolucję od wewnątrz.

Początki feminizmu

„Po raz pierwszy od lat siedemdziesiątych XX wieku feminizm jest znów popularny i przyciąga uwagę świata”.

Tak zaczyna się felieton opublikowany ostatnio w brytyjskim (wyraźnie prawicowym) Daily Telegraph, przypisującym rzekomo nowopowstałą popularność feminizmu odradzaniu się „żałosnych prawicowców” (right-wing deplorable). Ale jest to stawianie sprawy na głowie. Feminizm ostatnio „przyciąga powszechną uwagę” jedynie dlatego, że po raz pierwszy od dziesięcioleci, jeśli nie od zawsze, jego dogmaty są publicznie kwestionowane. Jeśli ta kontrkultura wydaje się być coraz bardziej popularna, to tylko dlatego, że w obliczu rosnącej fali „kontr-kontrkultury” została zmuszona do reakcji i zdominowania organów państwowych.

Termin „feminizm” został ukuty przez francuskiego socjalistę i filozofa Charlesa Fouriera (tak, faceta) w trakcie wyobrażania sobie utopijnej przyszłości. Pisząc w przededniu rewolucji francuskiej i po niej, w buncie przeciwko zarówno starym władzom katolickim i ich doktrynom, jak i nowym ideałom „wolnego rynku” i „Oświecenia”, Fourier twierdził, że odkrył, w sposób naukowy, ostateczną prawdę i koniec społeczeństwa jako takiego: omniarchię – globalny rząd sił feministycznych i socjalistycznych.

Jego idee, zwłaszcza te związane z utopią społeczną, wywarły wpływ na Marksa i Engelsa, a także na Amerykanów, takich jak Ralph Waldo Emerson. Utrata ojca, „pozbawiony skrupułów” wujek, oraz wychowanie w środowisku zdominowanym przez kobiety bez wątpienia nadały feministyczny charakter utopii Fouriera.[1] Jak pisze jego biograf, w wizji Harmonii Fouriera kobiety,

nieograniczane już przez monogamię, mogłyby swobodnie tworzyć relacje erotyczne i związki partnerskie z kilkoma mężczyznami równocześnie. Kobiety miałyby kontrolę nad reprodukcją, a dzieci mogły swobodnie wybierać pomiędzy prawdziwymi i adopcyjnymi ojcami. Relacja między dzieckiem a matką nie byłaby już zakłócana przez ojca ani ograniczana przez autorytety prawne bądź religijne, chroniące autorytet ojca. Harmonia została zbudowana na ostatecznym wyeliminowaniu takiego autorytetu. Najwyraźniej własne dzieciństwo Fouriera, a właściwie wyczarowane z niego marzenia, dostarczyły sporo surowca, z którego zbudowana została ta niepatriarchalna utopia.[2]

Koncepcje Fouriera miały stać się najbardziej rozpowszechnionymi ideami socjalistycznymi, ostatecznie wpływając na komunizm. W Ameryce zainspirowały nieudaną kolonię socjalistyczną Brook Farm. Ralph Waldo Emerson, początkowo entuzjastyczny zwolennik idei Fouriera, po swoim doświadczeniu stał się kontrrewolucjonistą. Napisał:

Oczywiście każdy wizytujący gość odkrywał, że ten raj pasterzy i pasterek miał swoją komiczną stronę. […] Ci, żyjący na wsi, byli oczywiście byli zaskoczeni widząc, jak jeden człowiek orze cały dzień, a inny cały dzień siedzi przy oknie […] a wieczorem obaj otrzymują taką samą zapłatę.[3].

Marks wyraził ogromne zadowolenie z ataku Fouriera na „każdą zasadę istniejącego społeczeństwa”, a jednocześnie skrytykował go za brak rewolucyjnego wigoru.[4] Marks napisał dalej, że – czego nie było świadome mieszczaństwo – „prawdziwym celem komunistów jest zniesienie statusu kobiet jako zwykłych narzędzi produkcji”. Po utworzeniu tego, co miało stać się patokratycznym Związkiem Radzieckim, rewolucjoniści umieścili nazwisko Fouriera na swojej liście honorowej[5]. Rodzina została zdemontowana i, jak w 1920 roku napisała Aleksandra Kołłontaj, dotychczasowa „stara rodzina” odeszła w przeszłość:

Nie ma ucieczki przed tym faktem: stary typ rodziny już się przeżył. Rodzina zanika nie dlatego, że jest siłą niszczona przez państwo, ale dlatego, że przestaje być koniecznością. Państwo nie potrzebuje rodziny, ponieważ gospodarka domowa przestała być rentowna: rodzina odciąga uwagę pracownika od bardziej pożytecznej i produktywnej pracy. Członkowie rodziny również nie potrzebują rodziny, ponieważ zadanie wychowywania dzieci, które wcześniej były ich dziećmi, w coraz większym stopniu przechodzi w ręce kolektywu. Miejsce starego związku między mężczyznami i kobietami zajmuje nowy: zjednoczenie uczucia i braterstwa, unia dwóch równych członków społeczeństwa komunistycznego, oboje wolni, oboje niezależni i oboje będący robotnikami.

W dzisiejszych czasach, kiedy rozmawia się o feminizmie – zwłaszcza z kimś o liberalnych lub postępowych skłonnościach – na pewno usłyszy się: „Oczywiście, że feminizm był czymś dobrym – prawo wyborcze kobiet, prawo do edukacji, porzucenie błędnych koncepcji »wrodzonego zła«”. Łatwo wybacza się takie zapatrywanie, bo kto nie chce równości szans dla kobiet? Jednak „feministki” przekształciły tak naiwną akceptację pozytywnej z wyglądu natury ich „sprawy” w zasłonę dymną, za którą ukrywa się zgubny zapał, grożący zniszczeniem społeczeństwa obywatelskiego.

„Feminizm” w postaci, w jakiej był sformułowany w XVIII i XIX wieku, od samego początku był schizoidalnym eksperymentem. Mężczyźni i kobiety, z samej natury ewolucji, w przytłaczającej mierze pełnią zasadniczo różne role i, jak na ironię, wiele zachodnich kobiet, nawet aktywistek, akceptuje te role, jednocześnie walcząc o równość szans.

Ale już w połowie XX wieku Wielkie Feministyczne Matrony wzięły się za to pokręcone dziecko ideologii feministycznej i przekształciły je w najbardziej mizognistyczną ideę w dziejach ludzkości. Większość z nich była jawnie komunistyczna w swoim podejściu, wypaczając fundamentalnie zachodnie pragnienie wolności w rewolucyjny konstrukt dla zdobycia osobistej władzy.

Dzięki seksualizacji i odhumanizowaniu kobiet (w większym stopniu niż mógłby sobie wymarzyć jakikolwiek mężczyzna) te „wielkie autorki feministyczne” jasno pokazały w swoich tekstach, że zamierzały zniszczyć kobietę w celu osłabienia zachodniego społeczeństwa. Nie ma chyba bardziej mizoginistycznego i przepojonego nienawiścią do kobiet umysłu niż umysł zaciekłej feministki.

Pokręcone siostry


W latach 1869-1920 amerykańskie kobiety walczyły o swoje prawa wyborcze – i wygrały.[6] W 1900 roku cztery na pięć uczelni wyższych miało koedukacyjne zakwaterowanie. W początkach XX wieku idea Niezależnej Robotnicy zaczęła nabierać kształtu, a z początkiem II wojny światowej do siły roboczej dołączyły miliony kobiet, kolejne tysiące wstąpiły do wojska. Jednak po wojnie wiele z nich wróciło do domu, by założyć rodzinę i mieć dzieci. W 1963 r. już prawie 80% zamężnych matek nie pracowało poza domem.[7]

Feministka Germaine Greer, głęboko rozczarowana faktem, że kobiety wciąż pełnią rolę gospodyń domowych, w książce „Kobiecy eunuch” [wydanie polskie: Rebis, 2001] o porażce feminizmu pisała ze szczególną niechęcią do samej kobiety:

Pięć lat temu wyglądało na to, że emancypacja się nie udała: liczba kobiet w parlamencie ustaliła się na niskim poziomie; liczba kobiet, które odniosły sukces zawodowy, ustaliła się na poziomie bardzo skromnej mniejszości; schemat zatrudnienia kobiet, jaki się wyłonił, obejmował niższe płace oraz rolę pomocnicy i popychadła. Drzwi klatki zostały otwarte, ale ptaszyna odrzuciła możliwość wyfrunięcia.[8]

Greer zdaje się nie brać pod uwagę, że wskaźniki ustaliły się na niskim poziomie, ponieważ kobiety wybrały to, co chciały wybrać. Należy jednak zauważyć, że testem lakmusowym Greer na „emancypację” było, używając jej własnych słów, picie własnej krwi menstruacyjnej. Jak napisała w „Kobiecym eunuchu”: „Kotku, każda kobieta, która ma się za wyemancypowaną, a nie spróbowała swojej krwi menstruacyjnej, ma jeszcze przed sobą długą drogę [do osiągnięcia tego]”.[9] Dla niej emancypacja była emancypacją od zdrowia psychicznego.

Na fali tej patologii opublikowano wiele manifestów feministycznych, a każdy z nich stawiał sobie za cel podburzenie kobiet, rozpalenie ich emocji i zmienienie ich w rewolucjonistki. W 1949 roku Simone de Beauvoir opublikowała swoje niemal 1000-stronicowe dzieło „Le Deuxième Sexe” [pol. wyd.: „Druga płeć”, Czarna Owca, 2014]. Czternaście lat później, w 1963 r., Betty Friedan (wł. Bettye Naomi Goldstein) opublikowała „The Feminine Mystique” [pol. wyd.: „Mistyka kobiecości”, Czarna Owca, 2012], a Germaine Greer i Shulamith Firestone wydały swoje książki w 1970. Elementem wspólnym dla nich wszystkich był ucisk i rewolucja, a uczucie nienawiści zarówno do mężczyzn, jak i kobiet, sączyło się z prawie każdej strony.

Każda z autorek przyjęła za podstawę, że kobiety różnią się w jakiś sposób od mężczyzn – a ich rozumienie tych różnic wypełniało tomy, począwszy od sposobu ubierania się i postaw życiowych do roli w społeczeństwie itp. To właśnie na bazie takiego głębokiego wglądu te Feministyczne Matrony wykoncypowały, jakie cele ma osiągnąć ich rewolucja i jaką muszą obrać taktykę. Miłość mężczyzn do kobiet miała stać się ich bronią, a ich celem – zniszczenie rodziny i zniewieścienie mężczyzn.

W książce „The Dialectic of Sex” (Dialektyka płci) Shulamith Firestone dokładnie opisała, co musi się stać:

„Jeśli rewolucja nie wykorzeni podstawowej organizacji społecznej, biologicznej rodziny, tych pęt, przez które zawsze można przemycić psychologię władzy, soliter wyzysku nigdy nie zostanie unicestwiony”.

Temat rozwinęła z charakterystyczną dosadnością: „Ciąża jest barbarzyńska”; poród jest „jak sranie dynią”, a dzieciństwo jest „nadzorowanym koszmarem”. Firestone wcale nie kochała kobiet – ona po prostu nienawidziła życia.

Simone de Beauvoir, jak drapieżnik podchodzący ofiarę, w pierwszym „wielkim manifeście feministycznym” z lat pięćdziesiątych XX wieku, czyli książce „Druga płeć”, zidentyfikowała, co należy wykorzystać do inkubowania rewolucji – męską empatię:

Niemniej jednak jest jedna korzyść, którą kobieta może mieć ze swojej niższości: Ponieważ od samego początku ma mniejsze szanse niż mężczyzna, nie czuje się a priori winna wobec niego; nie do niej należy rekompensowanie społecznej niesprawiedliwości i nie jest do tego powołana. Mężczyzna dobrej woli czuje, że „pomaganie” kobietom jest jego powinnością, ponieważ jest bardziej od nich faworyzowany; da się złapać skrupułom bądź litości i ryzykuje stanie się ofiarą „przyklejających się” lub „pożerających” kobiet, ponieważ znajdują się w gorszej sytuacji.[10].

Germaine Greer, autorka „Kobiecego eunucha”, bardzo wyraźnie stwierdziła, że jedynie ideały komunistyczne mogą zapewnić „wyzwolenie”:

Nowa lewica była cieplarnią dla większości ruchów, a dla wielu z nich wyzwolenie jest uzależnione od nadejścia bezklasowego społeczeństwa i atrofii państwa.[11]

Czym się inspirowały? Z pewnością musiała to być równość lub wolność dla kobiet? Nie, ich inspiracją był głęboka odraza do mężczyzn, kobiet i dzieci. Ta patologia nie jest nigdzie bardziej oczywista niż w definicji miłości Firestone. Miłość była dla niej „szczytem samolubstwa: jaźń próbuje się wzbogacić poprzez wchłonięcie drugiej istoty”.[12] A jej wytłumaczenie kwestii wychowywania dzieci? Nie mogłoby być bardziej obrzydliwe:

Matka, która chce zabić swoje dziecko za to, co musiała za nie poświęcić (powszechne pragnienie), nauczy się kochać to dziecko tylko wtedy, gdy rozumie, że jest ono równie bezbronne i uciskane jak ona, i przez tego samego ciemiężcę. Wtedy jej nienawiść zostaje skierowana na zewnątrz i rodzi się „matka kochająca”. Pójdziemy jednak dalej: naszym ostatnim krokiem musi być eliminacja tych właśnie uwarunkowań kobiecości i dzieciństwa samych w sobie, które tak sprzyjają kondycji uciśnionych, i otwarcie drogi ku w pełni „ludzkiej” kondycji.[13]

Rodzina to ucisk – natura to ucisk – mężczyźni to ucisk – kobiety i dzieci muszą się zbuntować. Firestone wzywała do całkowitego zniszczenia zachodniej rodziny, a New Yorker ją pochwalił.

Małżeństwo było zasadniczo opresyjne, ponieważ, jak zauważa Shulamith, mężczyźni „nie mogą kochać i nigdy nie będą mogli”.[14] Rzeczywiście, gdyby miłość była tym, czym była według Germaine Greer, jest mało prawdopodobne, że jakiś mężczyzna dobrej woli byłby nią zainteresowany.

Greer wyraża się jasno, kiedy pisze: „Wydaje się oczywiste, że jeśli kobiety mają dokonać istotnej poprawy swojej sytuacji, muszą odmówić wychodzenia za mąż”. Sprzedano setki tysięcy egzemplarzy ich książek, a ich zwolenniczki rozpoczęły długi, powolny marsz przez instytucje, w których bycie kobietą było ich siłą, a podawanie się za ofiarę – ich taktyką. Ale to Betty Friedan zrobiła najwięcej dla wywołania wojny z „najbardziej opresyjną instytucją” – małżeństwem.

Wojna przeciw małżeństwu i rodzinie

Dla Betty Friedan, jak dla innych feministek, rodzina była „wygodnym obozem koncentracyjnym”. Zaczęła się wojna.

W „Mistyce kobiecości” Friedan nieuczciwie przedstawia się jako zwykła gospodyni domowa, która zrozumiała duchowe potrzeby typowej amerykańskiej kobiety. Zdecydowanie nią nie była.

Friedan dołączyła do Młodej Ligi Komunistycznej jako nastolatka, a po tym,, jak jej profesorka w Smith College wprowadziła ją w feminizm, już jako osoba dorosła dwukrotnie próbowała wstąpić do Partii Komunistycznej. Profesorka ta, po rozwodzie z mężem o antykomunistycznych poglądach, przewodniczyła również komunistycznej grupie fasadowej i od wielu lat była płacącą składki komunistką. Friedan została zapaloną pisarką i propagandzistką komunistyczną i zaczęła popierać Sprawę. Od tego czasu, dla niej, „Emancypacja kobiet staje się możliwa tylko wtedy, gdy umożliwiło się kobietom uczestniczenie w produkcji na dużą skalę społeczną, a obowiązki domowe wymagają ich uwagi tylko w niewielkim stopniu”.

Kiedy Betty Friedan założyła organizację aktywistek ­– Narodową Organizację na rzecz Kobiet (NOW) – jej działaczki i działacze pomogli w uruchomieniu szeregu inicjatyw prawnych na rzecz równych praw w miejscu pracy, zakazu gwałtów małżeńskich, a w końcu wdrożenia w całym kraju ustawy o rozwodach bez orzekania winy. To nie przypadek, że pierwsze nowoczesne prawo rozwodowe, uwzględniające możliwość nie orzekania winy, uchwalono w Rosji w grudniu 1917 r., tuż po rewolucji bolszewickiej. Te same siły rewolucyjne, które działały w Związku Radzieckim, z powodzeniem przeformułowały również znaczną część amerykańskiego systemu prawnego – zarówno prawa karnego, jak i cywilnego.

Wpływ tego na społeczeństwo był katastrofalny i, jak wielokrotnie zauważano, prawdopodobnie nieodwracalny. Kiedy co drugie małżeństwo kończy się rozwodem, żony wnoszą o rozwód w 70% przypadków, a wspólna opieka nad dziećmi jest przyznawana mężczyznom tylko w 20% z nich. Prawo dopuszczające rozwody bez orzekania o winie oznacza, że każdy z partnerów może wnieść sprawę o rozwód z jakiegokolwiek powodu. Przekłada się to na kolosalną ingerencję rządu w sprawy domowe sporej części amerykańskich rodzin – a wszystko pod pretekstem „wzmocnienia pozycji kobiet”. Jak napisał Stephen Baskerville w swojej najnowszej książce „The New Politics of Sex”:

Rozwód automatycznie niszczy ojcostwo i – przez ekstrapolację – rodzicielstwo. W chwili kiedy jedna ze stron wnosi o rozwód, nawet jeśli nie ma w ogóle mowy o winie współmałżonka, niewinny partner dostaje się do systemu karnego: od tego momentu wychowywanie swoich dzieci według własnego uznania i zgodnie z wyznawanymi wartościami, a nawet przebywanie z dziećmi bez autoryzacji ze strony odpowiednich władz, staje się przestępstwem, za które grozi areszt i kara pozbawienia wolności na czas nieoznaczony, bez procesu. I nie będzie żadnych oficjalnych rejestrów z umieszczenia w więzieniu. Niewiele przedsiębiorstw stworzyło tak intymną i rozwiniętą publiczno-prywatną symbiozę. Ponad czterdzieści lat swobody rozwodu stworzyło rozległy przemysł, dążący do maksymalizacji tego procederu. W 2003 roku David Schramm ostrożnie szacował, że rozwody kosztują społeczeństwo 33,3 miliarda dolarów rocznie.[16]

Według Charlesa Murraya w 1963 r. rozwiedzione osoby prowadziły jedynie 3,5% gospodarstw domowych w USA – niezależnie od poziomu wykształcenia.[17] Od 1960 r. do późnych lat 90. liczba dzieci żyjących bez ich biologicznego ojca wzrosła z 17% do 36% – a 70% dzieci przebywających w państwowych placówkach opiekuńczych pochodziła z domów bez ojca.[18] 90% wszystkich dzieci, które uciekły z domu albo są bezdomne, nie miało w domu ojca.

Teraz rekordowa liczba osób nie wchodzi nawet w związek małżeński – bez wątpienia prześladowani koszmarem rozwodu swoich rodziców albo nie są w stanie znaleźć odpowiedniego partnera w tak dysfunkcyjnym społeczeństwie. Nie jest zatem niespodzianką, że bezdzietnych kobiet jest obecnie więcej niż kiedykolwiek odnotowały rejestry historyczne.

Współczynnik urodzeń w USA spadł z 81,6 (na 1000 osób) w 1950 roku do 22,3 w 2015, a według New York Timesa przez ostatnich sześć lat spada ogólny współczynnik płodności. Emmanuel Todd w swojej książce „Schyłek imperium. Rozważania o rozkładzie systemu amerykańskiego” pisze o swoich przewidywaniach z 1975 roku co do upadku Związku Radzieckiego. Zauważa:

Będąc z wykształcenia zarówno historykiem, jak i demografem, deklarowałem – wbrew konwencjonalnym opiniom – że niski wskaźnik urodzeń w ZSRR – 42,7 na tysiąc mieszkańców w latach 1923-1927, 26 na tysiąc w latach 1950-1952 i 18,1 w 1975 – spowoduje, że zupełnie normalni Rosjanie powstaną i obalą komunizm. W wypadku Rosji, podobnie jak Francji i Niemiec, czas tej transformacji pokrywa się ze szczególnie rozchwianym okresem, podczas którego zmiany zachowań seksualnych zwiększyły ogólną dezorientację, łączoną ze zmniejszaniem się analfabetyzmu. Dezorientacja ta odpowiada erze stalinizmu.[19]

Nie jestem demografem, nie będę więc utrzymywał, że powyższe statystyki wskazują na zbliżający się upadek USA. Niemniej jednak istnieje głębokie podobieństwo pomiędzy „feminizmem” w Związku Radzieckim i „feminizmem” współczesnego Zachodu. Zmiany zachowań seksualnych wywołują społeczne konsternację i frustrację, czyli dokładnie to, czego chcieli wcześni rewolucjoniści.

Używanie seksu jako broni

Kiedy już zniszczona została instytucja małżeństwa, a wraz z nią ograniczenia swobody seksualnej, jak również moralne przewodnictwo dla młodych ludzi, przyszedł, jak się wydaje, czas na nowy etap – wykorzystanie seksualności jako broni.

Feministki od dawna nakłaniały każdego do odkrywania swojej seksualności i skutecznie obróciły tę seksualność w broń polityczną. Przestępstwa seksualne nie są już orzekane na podstawie obiektywnych dowodów. Teraz podstawą jest subiektywna interpretacja ofiary – kobiety, której zeznania rzadko podaje się w wątpliwość. Podczas kiedy młode pary zachęca się do eksplorowania seksualności w nocy, kobiety zachęca się do zgłaszania w dzień gwałtu. A jeśli już nie tak skrajnie, to przynajmniej do rozgłaszania, że ich partner okazał się „kiepskim kochankiem”, jak to miało miejsce w historyjkach o Aziz Ansari i Kociarzu (Cat Person), które stały się tak niesłychanie popularne na początku miesiąca.

Albo, jeśli kobieta chce po prostu wykorzystać swoją władzę nad mężczyzną, zawsze może go fałszywie oskarżyć. Jest wiele takich tego przykładów. Pomyślcie choćby o profesorze Stevenie Gallowayu z kanadyjskiego University of British Columbia. Galloway został oskarżony o wykorzystanie seksualne i beż chociażby zasięgnięcia dodatkowych informacji, zbadania sprawy czy nawet ostrzeżenia go o oskarżeniu uniwersytet wydał oświadczenie, potępiając go i insynuując publicznie, że jest „brutalnym seryjnym gwałcicielem”. Nawet kiedy sędzia nie znalazł żadnego dowodu seksualnego wykorzystania, Steven Galloway i tak został wyrzucony z pracy.

Sprawiedliwość została postawiona na głowie, a feministkom, wykorzystującym władzę polityczną, udało się skryminalizować mężczyzn – swojego wroga numer jeden –.zniszczyć ojcostwo, zniszczyć macierzyństwo, skryminalizować seksualność i ustanowić przestępstwem nienawiści niezwrócenie się do jakiejś „niej” per zhe albo wym, czy cokolwiek sobie wymyśli. Jak napisał Stephen Baskerville w „The New Politics of Sex”:

Wielu dostrzegło [w feminizmie] powinowactwo ze starszymi ideologiami, takimi jak marksizm, ale nieliczni dostrzegli, jak dalece radykalizm seksualny rozszerza socjalistyczną logikę i ingerencyjność. Ruch „Wyzwolenia kobiet […] najbardziej wpływowy neomarksistowski ruch w Ameryce, zrobił amerykańskiemu ognisku domowemu to, co komunizm zrobił rosyjskiej gospodarce, i większość tego spustoszenia jest nieodwracalna”, napisała Ruth Wisse. „Definiując relacje między mężczyznami i kobietami w kategoriach władzy i rywalizacji zamiast obopólności i współdziałania, ruch ten rozdarł na strzępy najbardziej podstawowy i delikatny kontrakt w społeczeństwie, ten moduł, z którego wszystkie inne instytucje społeczne czerpią swoją siłę”.

Te feministki stworzyły i kontrolują rozległy nie do przeniknięcia przemysł służb społecznych, które większość dziennikarzy i naukowców znajduje zbyt mrocznymi, by się im badawczo przyjrzeć. W USA dominują one w federalnym Urzędzie ds. Dzieci i Rodzin (Administration for Children and Families) z budżetem 53 miliardów dolarów, wchodzącym w skład Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej (HHS) z monstrualnymi środkami rzędu biliona dolarów. Są zarówno dystrybutorami, jak i odbiorcami programu grantów Departamentu w wysokości 350 miliardów dolarów (według HHS „większego niż wszystkich innych agencji federalnych łącznie), finansując biurokrację lokalnych instytucji „opieki społecznej” czy „służb socjalnych” – stanowiąc zdecydowanie największą z dotąd stworzonych machin patronażu, dosięgającą niemal każdego gospodarstwa domowego, przy której blednie radziecka „nomenklatura”. Stworzyły i kontrolują „sekcje prawa rodzinnego” w izbach adwokackich i sądach rodzinnych, które przerobiły na swoją modłę z uprzednich sądów dla nieletnich (racjonalizując zmiany “troską” i “współczuciem”) Zdominowały też branżę psychoterapii sądowej, z jej bliskimi powiązaniami z sądami, agencjami opieki społecznej i szkołami publicznymi. Z pewnością nie wszystkie są doktrynerskimi czcicielkami „Mistyki kobiecości” czy „Kobiecego eunucha”. Ale jak przychodzi co do czego, rozumieją, że swoją siłę zawdzięczają byciu kobietą.[20]

Podsumowanie

Dla feministek wojna przeciw rodzinie była ogromnym sukcesem. Kobiety zostały „wyzwolone” z „wygodnego obozu koncentracyjnego”. W efekcie coraz częściej czują się nieszczęśliwe, a wiele młodych kobiet ma wrażenie, że założenie rodziny jest czymś zasadniczo złym.

Dla mężczyzn, odseparowanych od ojców, męskość w amerykańskim czy zachodnim rozumieniu nigdy nie była bardziej chwiejna i ryzykowna. Ich rolę przejęły kobiety, więc nie mają już nic do zaofiarowania. Cechy, które ojcowie zaszczepiali synom – używanie rozumu, odporność na cierpienie, praca bez względu na rekompensatę, pragnienie przyjęcia odpowiedzialności za rodzinę – te cechy umarły, zostawiając całe pokolenie na łasce widzimisię postmodernistycznych radykalnych lewicowych rewolucjonistów.

Zatrważająco niskie współczynniki urodzeń, wysokie wskaźniki rozwodów, dysfunkcyjnych związków i wojna przeciwko instynktownemu rozumieniu męskości i kobiecości – wszystko to tłumaczy niezwykłą popularność, jaką cieszy się Jordan Peterson. To dlatego jego widea na YouTube są oglądane głównie przez mężczyzn. W świecie bez wiary, gdzie najbardziej podstawowe prawdy są atakowane na porządku dziennym, Peterson oferuje „Logos”, dążenie do Prawdy. Młodzi mężczyźni są tego spragnieni. Łakną tego młodzi ludzie, niezależnie od płci. Fasada „bycia ofiarą” staje się coraz cieńsza.

Odnośniki:

1. Wprowadzenie do książki Charlesa Fouriera The Theory of the Four Movementsstr. xiii
2. Ibid.
3. The complete works of Ralph Waldo Emerson: Lectures and biographical sketches [Vol. 10], Historic Notes Of Life And Letters In New England, str. 366
4. Introduction to Charles Fourier’s, str. x
5. Ibid.
6. John Lott i Larry Kenny: How Dramatically Did Women ‚s Suffrage Change the Size and Scope of Government?, str. 5
7. Charles Murray, Coming Apart: The State of White America,str. 4
8. Germaine Greer, The Female Eunuch, str. 13
9. Ibid, str. 57
10. Simone de Beauvoir, The Second Sex, str. 827
11. Germaine Greer, The Female Eunuch, str. 13
12. Shulamith Firestone, The Dialectics of Sex: The Feminist Case for Revolution, str. 128
13. Ibid, str. 104
14. Ibid, str. 135
15. Germaine Greer, The Female Eunuch, str. 358
16. Stephen Baskerville, The New Politics of Sex, str. 73
17. Charles Murray, Coming Apart: The State of White America, str. 3
18. What Can the Federal Government Do To Decrease Crime and Revitalize Communities?, str. 11
19. Emmanuel Todd, After the Empire: The Breakdown of the American Order, str. 36
20. Stephen Baskerville, The New Politics of Sex, str. 46

Corey Schink
https://www.sott.net/article/375427-The-Feminist-Seduction-of-Western-Society
Tłumaczenie: PRACowniA

https://pracownia4.wordpress.com

Komentarzy 11 to “Feministyczne uwiedzenie zachodniego społeczeństwa”

  1. NICK said

    Wystarczy popatrzeć na TEN kadr, wzięty z wywiadu.
    Na wściekniętą sucz.

    Polecam męskie reakcje.

    Mężczyzna, cóż to oznacza?

    [chyba NIE ciotę]

  2. m.s.said said

    Co za brutalne ..wbrew naturze i contro…- podsumowanie kobiet -tych!!!kobiet..(podkreslam)bab.. ktore chca’ byc istniejaca’ istota’!!!…pracowac’ i miec’ potomstwo…wsrod drapieznikow jakzesz to.. lowczego swiata..!!..no jak to sie wytlumaczyc’ ma?
    Wiec jak mozna..okreslic’takie kobiety’ mianem.., uwodzenia zachodniego spoleczenstwa..?no jakim sposobem!..Panowie..?

  3. Zerohero said

    Rozpoznałem styl tłumaczeń z Pracowni4 już po kilku zdaniach, tak jak rozpoznaję styl pana Michalkiewicza. 🙂
    Pracownia4 zawiera wiele wartościowych, a nawet unikalnych w Polsce artykułów, a niewiele ma wpadek. Wpadki są tego rodzaju, że np.dwa miesiąc temu zamieścili rzygi jakiegoś lewaka popierajacego islamizację Europy.

  4. coraz wiecej na ulicach USA (NYC) widzi sie mezczyzna w maskach spawalniczych na twarzach ! aby nie zostac posadzony o wizualne molestowanie kobiet na ulicy.jednak to nie jest najgorsze ! najgorsze jest to ze system „sprawiedliwosci” to powaznie rozpatruje i surowo ………KARZE!!

  5. Siekiera_Motyka said

    Polecam jako kontynuacje tego co jest dyskutowane przez Cathy Newman i psychologiem Jordanem.

    .https://www.youtube.com/watch?v=cVaTc15plVs&list=PL8NYZrinSOIA93-ona-F0P9AXnmi6lMQM&index=1

  6. Marek said

    Zydy chwalą się swoim rewolucjonizmem na wielu płaszczyznach, kulturowych zmian przede wszystkim. Burzyć stary, konserwatywny porządek, dla żyda jest celem samym w sobie, wręcz obsesją. Na bazie chaosu, jaki rodzi rewolucjonizm, inspirowany i tworzony jest nowy porządek, w którym stare idee są odrzucane, nowe propagowane, a żydy dzielą i rządzą. Wszystko sprowadza się do zasady i celu ideologii rodem z talmudu. Żyd ma być panem i władcą nad nieżydem, żyd ma zaznawać doczesnego szczęścia i doprobytu, nieżyd ma tyrać dla żyda, najlepiej cierpieć przy tym biedę, co żyda wyjątkowo podnieca. Wyeliminowanie szczególnie uzdolnionego nieżyda, zaspokaja żydowskie pragnienie zemsty i odwetu.
    To jest biedny naród, wyjątkowo głupi, skoro w przeciągu 2000 lat nie rozpoznali prawdziwego Chrystusa, a chrześcijaństwa i chrześcijan nienawidzą z pasją. Nie licząc nielicznych wyjątków żydów przyzwoitych. Których jest resztka, wg słów ap Pawła.

  7. Martka said

    Tak właśnie sobie myślalam, kiedy i na gajówce pojawi się mój „mentor”, dr Peterson 🙂

  8. Antymarxista said

    Symboliczny początek politycznej i ideologicznej aktywności środowisk LGBT wyznaczają rozruchy w nowojorskim klubie homoseksualistów Stonewall w 1969 r. W 1970 r. w Nowym Yorku miały miejsce pierwsza LGBT Pride Parade, pierwszy Gay Liberation Day March i powstał GLBT Round Table, czyli homoseksualny „okrągły stół”, jako forum kontaktów i pomocy dla homoseksualistów.

    Kwestia mniejszości homoseksualnych i ich miejsca w tradycyjnym społeczeństwie jest bardzo skomplikowana, ale w kontekście tego opracowania istotne jest rozróżnienie między meritum sprawy, czyli właśnie miejscem i statusem tych mniejszości w społeczeństwie, a aktywnością, programem i działaniami aktywistów politycznych i ideologicznych występujących w imieniu tych mniejszości, ale stanowiących ich margines.

    W największym skrócie problem przedstawia się następująco: w społeczeństwie funkcjonuje wiele osób homoseksualnych, których preferencje są znane lub zupełnie nieznane, a których status społeczny wynika z ich osiągnięć społecznych, zawodowych czy artystycznych, czyli od tego, w jakim stopniu przyczyniają się do wspólnego dobra, a nie z ich seksualnej orientacji. Jeśli wymienić chociażby znane przykłady Karola Szymanowskiego, Jarosława Iwaszkiewicza czy Jerzego Waldorffa, to trudno wykazać, że ich homo(bi)seksualizm zmniejszał ich społeczny prestiż i np. w przypadku Iwaszkiewicza na ocenę jego wielkiej kultury pisarskiej znacznie istotniejszy wpływ wywarła przesadna dyspozycyjność wobec komunistycznych władz niż skłonności homoseksualne, a Jerzy Waldorff, który swoje fascynacje opisywał świetną prozą w esejach, cieszył się ogromną popularnością i szacunkiem nawet w bardzo konserwatywnych, „bogojczyźnianych” środowiskach. Jednak żadna z tych postaci nie należała do aktywistów organizujących polityczne manifestacje.

    Aktywizacja środowisk homoseksualnych oznaczała istotną zmianę w taktyce nowej lewicy, ponieważ umożliwiała kreowanie nierowiązywalnego i rosnącego konfliktu między ich politycznymi przywódcami społeczeństwem.

    http://www.historiasztuki.com.plwww.historiasztuki.com.pl/025-00-04-GENDER.php

    W 1999 r. wszedł w życie podpisany w 1997 r. Traktat Amsterdamski, wprowadzający (artykuł 2) tzw. gender mainstreaming jako strategię polityczną Unii Europejskiej. Ogólne zasady gender mainstreaming przedstawione są na stronach Rady Europy (nie mylić z Radą Europejską i Radą Unii Europejskiej).

    Gender mainstreaming określane jest potocznie jako „polityka równościowa” i – w popularnym rozumieniu – kojarzone z równouprawnieniem kobiet i mężczyzn we wszystkich dziedzinach życia i na wszystkich płaszczyznach, ale walka o równouprawnienie kobiet i mężczyzn jest zjawiskiem znanym od dawna i – zdaniem środowisk postępowych – nie była do tej pory skuteczna, jeśli więc w tej dziedzinie pojawił się nowy dokument w randze traktatu międzynarodowego i nowa terminologia, to musi to oznaczać jakąś istotną zmianę jakościową.

    Zmiana ta ma charakter przełomowy i polega na:

    – wprowadzeniu w miejsce dotychczasowego pojęcia „równouprawnienia płci” nowego pojęcia „równości płci”,
    – wprowadzenia w miejsce pojęcia „płci biologicznej” (sex) pojęcia „gender”, czyli płci społecznej, kulturowej lub psychicznej,

    ale przede wszystkim na wprowadzeniu zbitki pojęciowej gender+mainstreaming, którego znaczenie wymaga wyjaśnienia.

    Wprowadzenie pojęcia gender do języka prawa międzynarodowego oznacza wprowadzenie nowej, obowiązującej na mocy przepisów prawa, a więc niezależnie od aktualnego stanu wiedzy naukowej definicji płci, niezależnej od płci biologicznej. Kategoria płci biologicznej nie może więc być trwała podstawą jakichkolwiek instytucji społecznych, np. małżeństwa czy rodzicielstwa.

    Zastosowanie pojęcia mainstreaming (główny nurt) w odniesieniu do polityki społecznej oznacza, że gender staje się centralnym pojęciem całej polityki społecznej Unii Europejskiej, a zmiana definicji płci ma obowiązywać „we wszystkich dziedzinach życia i na wszystkich jego płaszczyznach”, a więc w życiu społecznym, kulturalnym, prywatnym, rodzinnym a nawet intymnym, a zatem władza polityczna ma i prawo i obowiązek kontrolowania wszystkich dziedzin życia społecznego i prywatnego w celu „implementacji” polityki równościowej i nadzoru nad jej skutecznością.

    Język traktatów międzynarodowych ma swoją specyfikę, jest językiem gładkich haseł i wzniosłych celów, trudnym do jednoznacznej interpretacji, dlatego konieczne jest przedstawienie znaczenia jego podstawowych pojęć w kontekście historii idei celów ideologii, która je wprowadziła.

  9. ksya said

    `,..Nie licząc nielicznych wyjątków żydów przyzwoitych,..`

    przyzwoity żyd, na łby się pomieniał ? jak przyzwoity to pomylony.

    ——
    Trudno mnie podejrzewać o sympatię do Żydów, ale bywali wśród nich (nieliczni) przyzwoici ludzie – Marian Hemar, Bernard Mond, Jan Kiepura, Stanisław Ulam…
    Admin

  10. anne said

    A dla mnie to żadna wolność. Muszę pracować, żebym mogła mieć gdzie mieszkać i za co żyć. Nie mam wyboru. Dziadek pracował na kolei i stać go było by utrzymać babcię i 4 dzieci. Teraz kolejarz z trudem utrzymuje tylko siebie.

  11. Marek said

    przyzwoity żyd, na łby się pomieniał ? jak przyzwoity to pomylony.
    ===
    Ap Paweł po nawróceniu stał się przyzwoitym żydem.
    A Pani jest przyzwoitą Polką, czy doorną babą?

Sorry, the comment form is closed at this time.