Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Ferdynand Ossendowski: Aharta

Posted by Marucha w dniu 2018-02-12 (Poniedziałek)

Zamieszczone za zasadzie „kto chce, niech wierzy, ale fajnie się czyta, gdy wyłączyć rozum”.
Admin

Od Redakcji: Wiadomości o sekretnym, podziemnym świecie, zamieszkanym przez zaawansowaną cywilizację, rządzoną przez tajemniczego Władcę Świata, po raz pierwszy przedostały się do zachodniej świadomości dzięki wydanej pośmiertnie książce Alexandra Saint-Yves d’Alveydre’a pt. „Misja do Indii”.

Jednak legenda o Aharcie (również Agharta, Agarttha, Agartha itp.) zyskała szeroki rozgłos dopiero po opublikowaniu beletryzowanego dziennika podróży „Przez kraj ludzi, zwierząt, bogów”, autorstwa wybitnego polskiego podróżnika Ferdynanda Ossendowskiego (1876-1945), który opisywał w nim swoją brawurową ucieczkę z targanej rewolucją bolszewicką Rosji.

Jej trasa biegła przez Mongolię, w której usłyszał plotki o królestwie Władcy Świata, który to, gdy nadejdzie właściwy czas, wyruszy z podziemi, by oczyścić Ziemię z panującej na niej postępującej degeneracji, zniszczyć materializm i przywrócić religii należne jej miejsce oraz ustanowić nową Złotą Erę w historii ludzkości. Ossendowski, zaintrygowany opowieściami lamów, postanowił dowiedzieć się czegoś więcej o Aharcie, czego owocem są rozdziały, które przedrukowujemy poniżej.

Historia Ossendowskiego wywołała niemało kontrowersji, a wielu komentatorów zarzuciło mu, że sfabrykował te fragmenty, dokonując plagiatu właśnie z książki Saint-Yves d’Alveydre’a. Wśród najgłośniejszych krytyków wyróżniał się Marco Pallis, brytyjski tradycjonalista i buddysta, znawca zarówno nauk Buddy, które interpretował w sposób perennialistyczny, jak i Tybetu, centrum tej odmiany buddyzmu mahajany, która wyznawana jest także w Mongolii. On sam nigdy nie słyszał opowieści o tajemniczym podziemnym królestwie, kwestionował, dlaczego mongolscy lamowie mieliby powierzyć ten sekret akurat Ossendowskiemu, katolikowi i człowiekowi zachodu, oraz jawnie oskarżał podróżnika o dokonanie plagiatu.

Jednak Ossendowski został wzięty w obronę przez samego Rene Guenona (1886-1951), twórcę szkoły perennialistycznej. Guenon w sposób jednoznaczny wyraził swoją ufność w opowieści Ossendowskiego na słynnej francuskiej debacie, w której oprócz dwóch autorów, brał udział jeszcze francuski jezuita Jacques Maritian (1882-1973), a także poświęcił tematowi Władcy Świata całą książkę zatytuowaną „Le Roi du Monde”, wydaną w 1927.

W książce tej zauważa on, że motyw Agartthy (pisownia Guenona) nie jest nieznany nie tylko we wschodniej, ale też i zachodniej myśli religijnej, choć oczywiście opisywany jest różnymi nazwami. Pomimo to Władca Świata obecny jest w legendach o Graalu, w hinduskiej i buddyjskiej myśli eschatologicznej, a nawet w Biblii. Dla Guenona Agarttha jest symbolem wspólnego dla wszystkich religii najwyższego centrum inicjacyjnego, miejsca będącego źródłem Tradycji Pierwotnej, z której wywodzą się wszystkie prawdziwe religie współczesnego świata, zaś Władca Świata, wraz z dwoma współkrólami Agartthy, symbolizują całą materialną organizację Kosmosu. Podobieństwa w opisie Agartthy Ossendowskiego i Saint-Yves d’Alveydre’a tłumaczył tym, że obaj za informatorów mieli wyznawców buddyzmu tybetańskiego.

[Zajechało New Age, synkretyzmem i demonami… ale ja nic nie mówię. Każdy swój rozum ma i jest z niego zadowolony – admin]

Dla Guenona mit Agartthy był kluczowy dla tradycyjnego odrodzenia Zachodu, z uwagi na doniosłość wiedzy, którą przekazuje. Nie tylko ostrzega przed nadchodzącą karą za odejście od wartości Tradycji, eschatologicznej katastrofie, która czeka na nas pod koniec Kali Jugi, ale także o tym według jakiego wzoru i jakich wartości powinny zostać przebudowane europejskie społeczeństwa, by mogły funkcjonować w zgodzie z Tradycją. Jednak Agarttha nie ma znaczenia wyłącznie symbolicznego. Jest to prawdziwe centrum inicjacyjne, ukryte wraz z początkiem Kali Jugi, przechowujące świętą naukę Tradycji Pierwotnej i w sposób tajemny wpływające na losy świata.

W jakim celu mongolscy lamowie przekazali tak wielką tajemnicę Ferdynandowi Ossendowskiemu, który na kartach swojej książki nie kryje, jako katolik, swojego sceptycznego stosunku do buddyzmu? W świecie Tradycji nic nie dzieje się przez przypadek. Rene Guenon traktuje to jako celowe działanie reprezentantów podziemnego królestwa. Ossendowski miał być posłańcem Władcy Świata dla Zachodu, ostatnim przypomnieniem, że bez powrotu do Tradycji czeka nas katastrofa.

Tym bardziej interesujące wydają się przepowiednie, które polski podróżnik opisał w swojej książce, a które powoli spełniają się na naszych oczach. Europa, przygnieciona materializmem i napływem ludzi półksiężyca, umiera na naszych oczach. To, czy Władca Świata jest już w drodze, pozostaje kwestią otwartą.
(Tomasz Weber.)

*                        *                         *

XIX.

„WŁADCA ŚWIATA.“

— Stój — szepnął pewnego razu stary Mongoł-przewodnik, gdyśmy na wielbłądach przebiegali stepy około Cagan-Łuka. — Stój.

Mongoł z jakimś religijnym strachem ześlizgnął się ze swego wielbłąda, a ten uklęknął bez żadnego rozkazu. Mongoł złożył ręce przed twarzą. Obracając się na cztery strony świata, szybko powtarzał:
— „Om! Mani padme, Hung!“

Reszta Mongołów natychmiast zatrzymała wielbłądy i konie i rozpoczęła modlitwę.

— Co się stało? — myślałem ze zdumieniem, widząc przed sobą zieloną, wiosenną trawę, niebo bez śladu obłoków i powietrze nieruchome, jak gdyby śpiące w łagodnych promieniach zachodzącego słońca.
Mongołowie długo stali, zatopieni w modlitwie, wreszcie zaczęli coś szeptać do siebie, następnie zaś umocowali siodła i wory i ruszyli dalej.

— Czy widziałeś — spytał mnie stary przewodnik — jak trwożnie strzygły uszami nasze wielbłądy, jak tabuny koni stały na wzgórzu z podniesionemi, przerażonemi głowami i jak, przycisnąwszy się do ziemi, leżały stada owiec? Czyś zauważył, że nie latały ptaki, nie biegały imurany i szczury? Wszystko się zatrzymało, wszystko słuchało w trwodze!… Powietrze zlekka drgało i niosło zdaleka pieśń dźwięczną, a przenikającą do duszy człowieka, zwierza i ptaka. Niebo i ziemia przestały oddychać. Wiatr ustał nagle i słońce zatrzymało się w swym biegu. W takiej chwili nieruchomieją skradający się do stada wilk i ryś; przerywa swój szybki bieg stado przestraszonych „dżereni“[1]; wypada nóż z rąk pastucha, zamierzającego zarżnąć barana lub wołu; świstaki nie ryją swych nor; krwiożerczy gronostaj nie napada na śpiącą salgę[2]; bez ruchu pozostają na firmamencie zasłuchane księżyc i gwiazdy. Wszystko w zachwycie i trwodze modli się, oczekując wyroku! Tak było przed chwilą. W swojej dalekiej, skrytej pod ziemią świątyni „Władca Świata“ modlił się i pytał Boga o losy wszystkich ludów ziemi…

Tak opowiadał mi stary Mongoł, prosty pastuch, przewodnik i myśliwy…

Ludzie starzy na rzece Amył opowiadali mi słyszaną od dziadów legendę o Mongołach, którzy, skrywając się przed hordami Dżengiza, weszli do podziemi „Władcy Świata“. Sojot pokazał mi w pobliżu jeziora Nogan-Kul jaskinię, która miała być wejściem do państwa podziemnego…

Przez tę jaskinię podobno dotarł do „Władcy Świata“ jakiś zbłąkany myśliwy sojocki i, powróciwszy, zaczął w zachwycie opowiadać, co widział, lecz lamowie obcięli mu język, aby milczał i nie bluźnił. W głębokiej starości myśliwy powrócił do krainy podziemnej, której wspomnienie rozpromieniało jego ciężkie, surowe życie nomada.

Szczegółowsze wiadomości słyszałem o „Władcy Świata“ od Dżełyb-Dżamsrap-Hutuhtu w Narabanczi-Kure; napomykał też o nim Tuszegun-Lama; w chwilach uniesienia wspominali o nim „Żywy Buddha“ i baron Ungern…

Zacząłem robić pewne kroki dla zbadania tej legendy.

Przyboczny lama — gelong księcia Czułtun-Bejle, mnich uczony i oczytany, prosząc o tajemnicę, opowiedział mi o państwie podziemnem.

— Na ziemi wszystko jest zmienne — mówił — ludy, nauka, wiara i moralność. Ileż to znikło wielkich państw i wspaniałych kultur? Bez zmiany pozostaje tylko zło, broń złych duchów. 60 000 lat temu jeden człowiek święty z całem swojem plemieniem ukrył się w podziemiach, w nieznanych, olbrzymich jaskiniach i nigdy już nie zjawił się na powierzchni ziemi. Wielu ludzi bogobojnych zwiedzało te podziemia. Byli tam Sakkya-Muni[3], Paspa, był sułtan Baber. Gdzie jest to miejsce, tego nikt nie wie ściśle. Jedni powiadają, że w Indjach, inni, że w Afganistanie. Mieszkańcy podziemi rządzą się takiemi prawami, przy których zbrodnie i grzech są niemożliwe. Wszyscy ludzie są zabezpieczeni od złego. Nauki kwitną, i nie grozi im zanik, jak to się zdarza na ziemi. Dlatego ludność podziemi doszła do wysokiej wiedzy. Teraz jest to już całe olbrzymie państwo… miljony ludności… Na ich czele stoi „Władca Świata“, który panuje nad wszystkiemi siłami wszechświata, czyta w duszach ludzi i zna ich losy. Kieruje on niewidzialnie życiem i polityką 800 miljonów ludzi, którzy na pierwsze jego wezwanie uczynią wszystko, czego on zażąda…

W tem miejscu książę Czułtun-Bejle dodał:

— Jest to państwo Aharty. Rozciąga się ono przez wszystkie podziemia świata. Słyszałem jednego uczonego „kanpo“ z Chin, opowiadającego, że podziemia Ameryki są zamieszkane przez lud starożytny, który ukrył się pod powierzchnią ziemi. Temi podziemnemi ludami rządzą obrani królowie, którzy najwyższą władzę i kierownictwo przyznają „Władcy Świata“. Czyż jest w tem coś dziwnego? Czyż wy, Europejczycy, nie wiecie, że w oceanie Zachodu była olbrzymia ziemia, która znikła w otchłani wraz z miastami i ludźmi? Znikała jednak stopniowo. Ludzie więc potrafili uratować się przechodząc do podziemi. W głębi jaskiń pała osobliwy ogień, przy świetle którego proso i jarzyny wydają obfite urodzaje, a życie staje się długie i bezbolesne. Jeden stary bramin buddyjski z Nepalu odbył z rozkazu bogów podróż do Siemu[4], gdzie spotkał rybaka, który długo płynął z nim morzem, aż dopłynęli na trzeci dzień żeglugi do wyspy. Tu bramin widział tubylców o dwóch językach, któremi mogli mówić naraz z dwoma ludźmi mową różnych narodów. Pokazano mu tam dziwne, niewidziane nigdy na ziemi zwierzęta: żółwie o 16 nogach, olbrzymie węże, posiadające smaczne mięso, ptaki z zębami ryb. Ci dziwni ludzie opowiedzieli podróżnikowi, że wyszli z Aharty wraz ze zwierzętami.

Lama-Turgut, człowiek mądry i bogobojny, który jechał ze mną z Urgi do Pekinu, znał jeszcze więcej szczegółów o państwie Aharty.

— Mieszkańcy Aharty są to ludzie uczeni, posiadający wysokie stopnie magiczne. Nie możemy sobie nawet wyobrazić całej głębi ich wiedzy! Stolica Aharty jest otoczona miastami, zamieszkanemi przez wysokich kapłanów, przypomina zaś Lhassę w Tybecie, gdzie stolica Dalaj-Lamy czyli Potala, jest szczytem góry, złożonej z klasztorów i świątyń. Tron „Władcy Świata“ otaczają miljony przeistoczonych duchów i bogów. Są to święci „pandita“. Pałac „Władcy“ otaczają domy potężnych przez swoją moc magiczną „goro“, którzy władają siłami ziemi, nieba, piekła i wody. W ich ręku życie i śmierć ludów. Oni mogą wysadzić w powietrze połowę naszej ziemi, osuszyć morze, stepy zmienić w ocean, a góry rozsypać w piasek pustyni. Na ich rozkaz wyrastają drzewa i kwiaty; starcy stają się młodzieńcami; umarli zmartwychwstają. „Goro“ mkną wąskiemi, podziemnemi szczelinami na nieznanych nam wozach przez olbrzymie jaskinie, oblane tajemniczemi, zachwycającemi promieniami; wznoszą się na niebotyczne szczyty i zwiedzają otchłań ziemi. Błogosławiony Sakkya Muni znalazł na szczycie jednej góry tablicę kamienną z napisem, który potrafił odczytać dopiero w głębokiej starości, i potem dotarł do Aharty, skąd przyniósł ludziom zaledwie okruszyny wiedzy wielkiej i tajemniczej.

— We wspaniałym pałacu z połyskującego kryształu przebywają ci, którzy, pozostając nieznani, rządzą wszystkimi szlachetnymi i bogobojnymi ludźmi. „Władca Świata“, czyli „Wielki Nieznany“, lub Brahytma, może widzieć Boga i odzywać się do Niego tak, jak ja mówię do pana. Brahytma ma dwóch pomocników: Mahytma, który zna cel przyszłych wypadków, i Mahynga, kierującego przyczynami tych wypadków. Święci „goro“ badają świat widzialny i niewidzialny i jego siły. Najuczeńsi z nich, zbierają się czasami na naradę magiczną, wysyłają gońców w takie dziedziny, do których nigdy nie docierał rozum i wzrok ludzki. Jeden z Taszy-Lamów, który żył przed 850 laty, w taki sposób opisuje ten obraz:

— „Goro“ kładą swoje ręce na wybranego i usypiają go. Obmywszy jego ciało wodą z magicznemi trawami, czyniącemi ciało ludzkie nieczułem na ból i twardszem od skały, owijają je w tkaniny magiczne ze znakami Zodjaku, mocno zawiązują i rozpoczynają modły do Boga. Śpiący leży z otwartemi oczyma i uszami, widząc, słysząc i pamiętając wszystko. Następnie podchodzi do niego goro i patrzy mu w oczy potężnym, rozkazującym wzrokiem. Powoli ciało odrywa się od ziemi, staje się przezroczyste, zdolne przebijać sklepienia jaskiń podziemnych i znika. Goro siedzi, nie odrywając oczu od oddalającego się gońca Aharty, i kieruje jego lotem. Niewidzialne, świetlane nici łączą goro z gońcem. Goro i pandita wysyłają gońców w przestrzenie, oddzielające gwiazdy, a ci obserwują życie i zjawiska innych światów, poznają nieznane ludy i ich losy, słuchając ich mowy i czytając ich księgi. Inni gońcy wstępują w płomień, buchający ze środka ziemi i widzą tam istoty ognia, szybkie i złe, stale walczące, roztapiające i kujące metale w niedosiężnych głębiach ziemi, nagrzewające wodę dla gorących źródeł, którą następnie wylewają na ziemię przez wierzchołki pustych, roztopionych w środku szczytów górskich. Niektórzy gońcy mkną pośród niepostrzeżenie chybkich, drobnych, jak pyłek, przezroczystych istot powietrza, przenikają tajemnice ich istnienia i cel ich życia, lub pływają w morzach i poznają świat mądrych istot wody, roznoszących ciepło po ziemi i rodzących wiatry i burze. W Erdeni-Dzu był niegdyś pandita-hutuhtu, przybyły z Aharty. Umierając, przekazał wiernym to, co widział i słyszał, gdy, pokorny woli goro, przebywał na czerwonej gwieździe wschodniej, pływał w oceanie, pokrytym lodem, i wirował pośród istot podziemnego płomienia.

Takie opowieści słyszałem nieraz w jurtach mongolskich, w koczowiskach książąt i w klasztorach lamaickich. Opowiadano to głosami poważnemi, nie dopuszczającemi wątpliwości..
— Tajemnica…

XX.

WIELKIE MISTERJA „WŁADCY ŚWIATA“

W czasie pobytu mego w Urdze, w atmosferze nieustającego nigdy krwawego misterjum, usiłowałem w tym ośrodku buddyzmu znaleźć jakieś wskazówki co do „Władcy Świata“. Oczywiście, najwięcej mógłby opowiedzieć sam „Żywy Buddha“, zwróciłem się więc do niego z prośbą, aby to uczynił. Przy pierwszych moich słowach stary dostojnik szybko zwrócił ku mnie głowę, a jego nieruchome, niewidome oczy zatrzymały się na mnie z wyrazem trwogi i podejrzenia. Mimowoli umilkłem. Długo trwało milczenie, poczem arcykapłan lamaicki ciągnął dalej swoją mowę, dając mi do zrozumienia, iż nie ma zamiaru poruszać tego tematu.

Oprócz mnie w gabinecie „boga“ było dwóch oficerów burjackich, sekretarz i bibljotekarz „Bogdo“. Na twarzach obecnych zauważyłem ogromne zdumienie i przestrach, spowodowane moją wzmianką o tej tajemnicy najgłębszej. Lecz spostrzeżenia te jeszcze bardziej podniecały moją ciekawość.

Opuszczając gabinet „Żywego Buddhy“ spotkałem lamę-bibljotekarza, który wyszedł przede mną. Poprosiłem go o zaprowadzenie mnie do książnicy i w czasie oględzin uciekłem się do sztuki dyplomatycznej.

— Czy czcigodny lama wie — spytałem głosem obojętnym — iż pewnego razu zdarzyło mi się być w drodze w momencie, gdy „Władca Świata“ mówił do „Wielkiego Boga“, i wtedy wyraźnie uczułem majestat tej chwili?

Ku wielkiemu memu zdziwieniu lama spokojnie odparł:

— Uważam, że buddyzm i lamaizm napróżno ukrywają przed ludzkością tę tajemnicę. Przecież wieść o istnieniu najświętszego i najpotężniejszego człowieka, o błogiem państwie, o wielkiej świątyni najwyższej wiedzy — to taka pociecha w naszem ciężkiem i smutnem życiu! Ukrywać tę pociechę przed ludźmi jest grzechem!

Bibljotekarz długo szperał na półkach z foljałami i zwojami bibuły, aż wreszcie wyjął jedną księgę i zaczął uważnie przewracać karty.

— Niech pan posłucha! — szepnął. — „Przez cały rok „Władca Świata“ kieruje pracami pandita i goro w Aharty. Czasami, w chwilach jemu tylko znanych, oddala się do  najgłębszej świątyni, gdzie w trumnie z czarnego agatu złożone są balsamowane zwłoki poprzedniego władcy. Gdy do tej zawsze ciemnej jaskini wchodzi Brahytma, na ścianach zapalają się znaki ogniste, na grobie zjawia się płomienny język. Natychmiast ukazuje się przy zwłokach czarna postać najstarszego goro z zasłoniętą twarzą i z rękami, ukrytemi pod płaszczem. Ten goro nigdy nie ukazuje swego oblicza i głowy, bo jest to głowa szkieletu o żywych oczach i mówiącym języku. Włada on możnością łączenia się z duszami zmarłych, a nosi imię „Marzy“, co znaczy „książę śmierci“…

– Władca świata zaczyna się modlić, później zaś zbliża się do grobu i wyciąga do niego ręce. Wówczas znaki ogniste wznoszą się wyżej. Płomienie na ścianach i sklepieniach jaskini gasną i znowu się zapalają, przeplatają się i drżą, tworząc znaki tajemniczej pisowni „Wa-Ten“. Z trumny zmarłego władcy zaczynają wypływać i drgać w powietrzu strugi światła przezroczystego, ledwo dostrzegalnego. Są to myśli zmarłego. Po chwili postać żyjącego „Władcy“ spowita jest temi strugami, a znaki ogniste układają inne wyrazy, mówiące o woli Boga. Brahytma w takiej chwili łączy się niewidzialnemi więzami z duszami ludzi, którzy mają wpływ na losy i życie całej ludzkości: królów, chanów, arcykapłanów, wodzów i uczonych: poznaje ich myśli i zamiary. Jeżeli są one zgodne z wolą Boga, „Władca Świata“ dopomoże im potęgą swojej wiedzy, jeżeli zaś są wrogie Bogu, doprowadzi do zguby. Tę siłę dała „Wielkiemu Nieznanemu“ najwyższa magiczna nauka — „Om“, której nazwą rozpoczynamy wszystkie nasze modlitwy. „Om“ — jest to imię starożytnego człowieka świętobliwego, pierwszego goro, który poznał Boga i nauczył ludzkość radości, wiary, nadziei i miłości. On też oddzielił dobro od zła i pierwszy rozpoczął walkę z grzechem. Za to Bóg dał mu poznanie nauki, którą ludzie zowią „Om“.

— Gdy Władca skończy niemą rozmowę ze zmarłym, zwołuje wielką „radę Boga“ i poddaje jej sądowi czyny i zamiary ludzi, wspomaga je lub niszczy, a Mahytma i Mahynga znajdują dla nich miejsce w łańcuchu przyczyn i celów, kierujących światem. Po skończonej Radzie „Władca Świata“ wstępuje do świątyni i pogrąża się w modlitwie samotnej. Na ołtarzu zapala się wielki ogień, stopniowo ogarniający cały ołtarz, a z płomieni wyłania się oblicze Boga. „Władca Świata“ przedstawia mu wyroki „rady Boga“ i otrzymuje wskazówki od Wszechmocnego. Gdy Brahytma powraca ze świątyni, podobny jest do promiennego widma, przed którem gaśnie słońce.

— Czy ktoś z żyjących widział Władcę? — zagadnąłem.

— Tak! — odparł lama. — W dniach wielkich nabożeństw buddystów w Sjamie w Indjach pięć razy widziano „Władcę“. Jechał na białym słoniu, cudownie przybranym, na głowie miał tiarę, a na twarzy zasłonę, kapiącą diamentami. Błogosławił lud jabłkiem złotem ze stojącem na niem jagnięciem. Ślepi, niemowy, kalecy odzyskiwali zdrowie i moc, gdy padał na nich wzrok „Władcy“. Brahytma był w Narabanczi-Kure, w starym klasztorze Sakkya, a przed 540 laty był w naszym Erdeni-Dzu. Jeden z „Żywych Buddhów“, oraz jeden z Taszy-Lamów otrzymali pismo „Władcy“ na tablicach mosiężnych. Tylko jeden z Taszy-Lamów mógł odczytać pismo, skreślone nieznanemi znakami. Taszy-Lama zamknął się w świątyni, długo pościł i modlił się, a później położył pismo na czole, i wnet myśli „Władcy Świata“ stały się jego myślami.

— Czy wielu ludzi przenikło do Aharty? — pytałem dalej.

— Wielu! Lecz wszyscy zachowali tajemnicę. Po zburzeniu Lhassy przez Kałmuków jeden z ich oddziałów wypadkowo dostał się do przedmieść Aharty i stamtąd wyniósł niektóre nauki magiczne. Dlatego to Kałmucy są najlepszymi wróżbiarzami i czarownikami. Z Aharty wygnano jakieś plemię, które zakradło się tam bez woli „Władcy“. Plemię to wykradło stamtąd tajemniczą sztukę wróżenia z kart, z linij rąk, oraz wiedzę trujących i leczących traw. Byli to Cyganie. Gdzieś na północy istnieje jeszcze szczep wymierający, który przed wiekami opuścił Aharty. Kapłani tego szczepu posiadają władzę nad duchami, unoszącemi się w powietrzu.

Lama umilkł, a po chwili, odpowiadając na moje myśli, ciągnął dalej:

— W Aharty panditowie zapisują na tabliczkach z agatu i nefrytu całą naukę, istniejącą pod ziemią, na ziemi i na dalekich gwiazdach. Chińscy uczeni — buddyści wiedzą o tem. Ich nauka jest najdonioślejsza z nauk ludów, żyjących na powierzchni ziemi. Dlatego też co lat sto na odosobnionym brzegu morza zbiera się stu mędrców chińskich, do których przypływają stare żółwie po 3000 lat żyjące. Na ich tarczach mędrcy spisują wszystkie wyniki nauki w ciągu ubiegłego stulecia, poczem żółwie powracają do Aharty.

XXI.

PRZEPOWIEDNIA „WŁADCY ŚWIATA“ W 1890 ROKU.

Hutuhtu w Narabanczi-Kure opowiedział mi treść przepowiedni „Władcy Świata“ podczas jego przypuszczalnej bytności w 1890 roku pośród lamów i mnichów.

— Gdy „Władca Świata“ zjawił się pośród nas, wówczas uczynił przepowiednie na przeciąg 50 lat.
„Wielki Nieznany“ rzekł:
„Ludzie coraz bardziej będą zapominali o swojej duszy, troszczyć się zaś będą tylko o ciało. Wielki grzech i rozpusta zapanują na ziemi. Ludzie zaczną pożądać krwi i śmierci braci. Przygaśnie półksiężyc, a czczący go będą żyli w poniewierce, męczarniach, nędzy i nieustającej wojnie. Wrogowie ich poniosą klęskę od ludzi słońca, lecz nie staną się lepsi, i spotka ich powtórna klęska na wojnie, która się skończy hańbą w oczach innych ludów. Spadną korony z głów wielkich i małych mocarzy… Widzę osiem koron, które rozprysły się w proch. Widzę bitwy wszystkich ludów, nawet morze i powietrze będą szkarłatne od krwi. Runą państwa, zginą ludy. Przyjdą głód, mór, zbrodnie, jakich nie znał dotychczas świat. Nastąpią czasy wrogów boskiego ducha w człowieku. Podniesie się czterdzieści setek miljonów ludzi na głód i zgubę. Ludy zaczną koczować, ścigane przez śmierć… Zginąć muszą trzy największe, najpiękniejsze miasta. Rozpadną się rodziny, zaginie prawda i miłość. Z 10 000 ludzi pozostanie tylko jeden, nagi i szalony, i nie będzie miał siły i wiedzy, aby odbudować dom i odnaleźć pożywienie. Będzie wył, jak wilk, i gryzł swoje własne ciało. Będzie zjadał trupy umarłych i czyhał na życie bliźnich. Nareszcie w porywie szału zwróci się do Boga, chcąc stoczyć z nim walkę śmiertelną. Wtedy ja, Władca Świata, poślę na Zachód i Wschód szczepy zapomniane, aby z wyroku Boga przyniosły karę i zbawienie. Głos mój posłyszą wierni od krańca aż do krańca ziemi. Zjawią się trzy wielkie państwa, a będą istniały 71 lat od dnia zjawienia się. Później nastąpi 18 lat krwawych wojen, zguby i zdziczenia. Wtedy przyjdę na ziemię ja, przyjdę z siłami Aharty!“

Takie są opowiadania i legendy o „Wielkim Nieznanym“, o „Władcy świata“.

Dla mnie, znającego Azję od kresu do kresu tego kontynentu, nie ulega wątpliwości, że zbliża się czas, gdy 800 miljonów głodnych, zrozpaczonych, pałających nienawiścią Azjatów różnych szczepów ruszy na Zachód, gdzie białe ludy wykonują ostatni swój tan nad własnym grobem, oszukując się różnemi teorjami i zapominając o wielkim duchu, który uśpiony życiem — milczy. Tymczasem dzień zguby już świta…

Gdy piszę te słowa, wzrok mój mimowoli zwraca się w stronę olbrzymiego serca Azji, na którego powierzchni ciągnie się cienką, zygzakowatą linją mój ślad.

Przez śnieżne zamiecie, przez kurzawy piasku Gobi widzę stepy Mongolji; widzę około ruin Karakorumu i dalej na Ubsa-Nor wielkie barwne obozy wojenne, tabuny koni, wielbłądów i stada bydła.
Widzę niebieskie jurty wodzów, a nad niemi powiewające stare sztandary Dżengiz-Chana i królów Tybetu, znaki arcykapłanów trzech stolic lamaickich, proporce książąt kałmuckich, flagi Sjamu, Afganistanu i radżów indyjskich, oraz buńczuki północnych Mongołów. Dalej na Zachodzie, jak okiem sięgnąć, widzę zarzewia pożarów, słyszę huk i ryk dział, łuny ognia, krzyki mordowanych, wycie zdobywców, odgłosy bitew…

Kto wiedzie te hordy ku krwawemu dziełu zbrodni, zemsty lub kary?
Kto rozpoczął okres nowych krzyżowych wypraw… Mongołów?
Karma odkrywa nową kartę dziejów ludzkości…
A on, ten mistyczny „Władca Świata“, czy też jest z temi hordami z Gobi, Himalajów, Gangesu i Yan-Tze?
Tajemnica Tajemnic zastygła, skamieniała w milczeniu.

Źródło: Ferdynand Ossendowski „Ludzie, zwierzęta, bogowie” , Wydawnictwo Polskie R. Wegner 1934

http://xportal.pl

Komentarze 22 to “Ferdynand Ossendowski: Aharta”

  1. Dziadzius said

    Chyba juz od lat 1914, kiedy zydzi zaczeli widocznym postepem i podstepem, obejmowac gazety radia i filmy tak w ameryce jak i w reszcie swiata, wylonila sie planowana [medrcy syjonu] histeria typowo wycelowana na molodzierz a szczegolnie na dziewczyny.
    Ta histeria to kreownie interesu w osbistosciach takich jak artysci z filmow i sportowcy no i pomniejsi dziwolongi z tym ze artysci zajmowali wieksza czesc tej histerii bo na poczatku sportowcy byli ludzie etyki honoru i moralnosci [ a na takich walorach histerii nie zbudujesz i gazet nie sprzedarz]- Ta histeria nabrala wielkszej wagi i rozmiaru juz po Drugiej Wojnie kiedy kobiety dostaly wolnosc w pracy [ kobieta spawacz] i posiadlosci[ zabity maz] i wtedy rzydzi poszli w ruch – Opisy fryzur artystek,opisy majtek jakie z artystki nosily czy nie no i otwarta pornografia ( niby pozostalosc po tych nawykach jakie zolnierze nabrali we Francji zdala od domu), m no i pomalu muzyka [boogie i jazz] . Potem gazety radia i juz telewizja przylaczyly do swego magazynu subwersji nowy temat *polityka* bo juz wiekszosc mlodzierzy wierzyla [wyplukane mozgi] we wszystkie opowiastki o artystach i sportowcach i dziwolongach jako PRAWDZIWE to znaczy wiarogodne i teraz rzydzi doszli do wladzy – bo pieniadze juz mieli [Federal Reserve] ale trzeba bylo durnego bezmyslnego bydla do roboty- bo na nic bylby caly swait rzydow – trzeba giji.
    I teraz widzimy rezultaty tego monumentalnego plukania mozgow – USrael zawsze ma racje!!! [ a w tym oczywicie ci co USRael kontroluja] – i tak zaczeto wojne z Irakiem bo szukano broni masowego zniszczenia [ a przecierz wszystka bron byla dostarczona z USRaela- no kilka rakiet od Rosji] – albo okupacja Afganistanu [ drogocenne maki] bo jakis cukrzyk z jaskini w Afganistanie? albo ?? z malym komputerem wysadzil [ rzydowskie ale na ten dzien bez rzydow} drapacze chmur w USRaelu i to samolotami co bezpansko lataly po Hameryce przez pol godziny. I dzis w gazetach czy telewizji w USRaelu nie ma nic o rabunkach i mordach dokonywanych przez murzynow [ no bo etniczne opisanie bandyty jest ‚nie ladne’ wzgledem jego prawa wolnosci czynu bez rasistowskiego opisu]
    To jest prawdziwy sukces RZYDA ze pisze nam bajki o g**wnie jak kradnie nasze ZYCIE

  2. Rokitnik said

    Ładne baśnie … tylko, MY wywodzimy swoje pewności z przekazów Jezusa Chrystusa a nie Buddyjsko -Hinduskich wierzeń. TO się ani kupy, ani logiki nie trzyma.
    Jeśli ( jak powiada sie powyżej ) owe podziemne Królestwo reagują na NIEPRAWOSCI, to..dlaczego NIE ukrócili degradacji człowieka / ze szczególnym wskazaniem na wiek XX i XXI? Mało tego – skoro ” sledzą ” poczynania nas na górze ( na powierzchni ziemi ) – to jakim sposobem NIE zauważyli działań jednego wrażego PLEMIENIA, siejącego wojny, nienawiśc, zbrodnie + szowinizm oraz PAZERNŚĆ – gdziekolwiek sie zainstalują? Baju baju…będziesz w RAJU ( goły i wesoły ). !

  3. Kwiecista said

    To już nie są baśnie.

    „Stanisław Michalkiewicz: Żydzi już nie chcą 65 miliardów, chcą ponad 300”

    .https://www.youtube.com/watch?v=FAAZXzc6Jk0

  4. Boydar said

    „… MY wywodzimy swoje pewności z przekazów Jezusa Chrystusa …” – Pan Rokitnik (2)

    Przekazów ? A co Chrystus powiedział (przekaz) takiego, w co trzeba „wierzyć”. Przecież wszystko co mówił, to opis rzeczywistości i nieubłaganych trybów mechanizmu konstrukcji TEGO świata, zawsze obowiązujących i bezlitośnie konsekwentnych. I nic się do dzisiaj nie zmieniło, oraz nie zmieni jutro. Bo „zawsze” znaczy „zawsze”. Fakt bezsprzeczny, że przeważająca część ludzkości nie tylko nie posiada zdolności wnioskowania (klasyczna niepoczytalność) ale i z reguły „patrzy a nie widzi”, niczego w tej kwestii nie zmienia.

    Opowiadania Ossendowskiego natomiast, to masońska wizja, jak to oni sobie wyobrażają przyszłą drogę swojego triumfu. A to jest tylko jeden z zaplanowanych opcjonalnie elementów tej drogi.

  5. Rokitnik said

    Chyba masz Waszmoc racje Mr.B

  6. Boydar said

    No to złapaliśmy Konsensusa 🙂

  7. Wimar said

    Bóg i Jego królestwo ma swoje miejsce w Niebie a nie w podziemiach Agharty. Podziemia, bliższe piekielnej, gorącej lawy są raczej przestrzenią Jego przeciwnika i masońskiej kabały. Pan Gajowy ma nosa czując w tym wszystkim zapach siarki.

    Nie zmienia to jednak faktu że dorobek pisarski A.F.Ossendowskiego jest godny poznania i polecenia. Przeczytałem już „Przez kraj ludzi,zwierzat ,bogów”, „Od szczytu do otchłani” oraz „W ludzkiej i leśnej kniei”. Aktualnie kończę czytać „Mocni ludzie” a kolejce czeka „Lenin”. Wszystkie te książki gorąco polecam gajówkowiczom na resztę zimowych wieczorów.

  8. ad.6
    O skurczybyk ten Konsensus!Dawaj go tu!:)

  9. Boydar said

    Do klatki, oczywiście 🙂

  10. Leśny Lud said

    Lepiej rozumu nie wyłączać. Saint Yves był satanistą, wysoko wtajemniczonym masonem, a całe to gadanie o Agharcie i Szambali jest robotą ludzi new age i NWO od masonki Bławatskiej począwszy.

    Katolik powinien się od tego trzymać z daleka.

  11. Joe said

    No to w koncu kim ON byl.. Ossendowski.Bo jezeli to prawda ze natychmiast zostal zamordowany jak SOWIECI weszli na Prage…to sie kupy nie trzyma.

    ——
    Ossendowski był człowiekiem o szerokiej wiedzy i wielkim talencie literackim.
    Miał też zapewne swoje słabsze strony. Jak my wszyscy.
    Admin

  12. Rokitnik said

    No…a co z naszą legendą o Rycerzach śpiących pod Giewontem? Jakoś ku***a nie spieszą z pomocą gdy wpadamy w coraz większy niebyt?
    Nawiasem mówiąc i w nawiązaniu do słółw Ossendowskiego, w trakcie Mszy Swiętej na pustyni w Isra(!)elu odprowianego przez Ks. Natanka…wielbłąd im towarzyszący w trakcie PODNIESIENIA,samoistnie uklęknoł i pochylił swój łeb łeb, co zdumiało uczestników pielgrzymki do ziemi świętej i,…zostało uchwycone na filmie !

  13. Boydar said

    Ja do Pana Joe (11)

    Sądzę, że nie bez przyczyny Pan Gajowy skomentował Pański post. Zawiera się w nim (w poście, nie w Panu Gajowym) wiele z naszego ogólnego, słowiańskiego pojmowania świata. Chcielibyśmy (świat, nie Pana Gajowego) pojmować prosto, żeby nie powiedzieć – prostolinijnie. Czarne to czarne, białe to białe. Tak jednak nie ma; nasze życie to cała gama odcieni szarości. Nie jest przez to bardziej ponure niż efekty katastrofy lotniczej na łące pełnej kaczeńców wiosną z elementami ekipy ratowniczej w służbowym umundurowaniu.
    Kim by Ossendowski nie był, jego pisanie zawiera poważny ładunek niezłej, a nawet bardzo dobrej sztuki, pisania, choć oczywiście nie tylko. I tą sztukę trzeba z tego jego pisania wziąć, a resztę zostawić. Trzeba do tego oczywiście umieć odróżnić, co jest sztuką i autentycznym artyzmem a co nie jest, a jest tendencją i nakłanianiem czytelnika do określonego myślenia.

    Pozdrawiam Pana.

  14. Joe said

    Panowie znalem i rozmawialem z ze sp.Panem Archackim ktory odwalil cala ciezka,finansowa robote sprowadzeniem serca Paderewskiego do Polski ,a ktora J.Giertych przypisal sobie.A wiec byl osoba wiarygodna o ogromnej wiedzy historycznej i kontaktach.Pan Archacki znal Ossendowskiego i rozmawial z nim.Tenze Pan 100 % byl przekonany ze zamordowali go SOWIECI jak tylko dotari do Pragi i ja w to wierze.a nie w to ze zmarl w Zolwinie kolo Warszawy….I nagle w Gajowce czytam ze „opowiadania Ossendowskiego natomiast, to masonska wizja”.
    Panowie o co tu chodzi…??Sie pytam tylko…co wyjasnia mi post 13 i..Pozdrawiam Pana Boydara.

  15. Wimar said

    Re 11,14

    Panie Joe.
    Osssendowski zrobił sowietom psikusa umierając 3 stycznia 1945r. tuż przed
    ich wkroczeniem do Warszawy. Gdyby to oni go zamordowali nie kazaliby otwierać grobu aby się przekonać o jego śmierci. Dzień przed śmiercią odwiedził go bratanek barona Romana
    von Ungerna, o którym Ossendowski pisze w książce „Przez świat bogów,ludzi,zwierząt”.
    Chodzi tu prawdopodobnie o miejsce ukrycia znacznych ilości złota będącego na stanie
    armii dowodzonej przez generała. Gdyby zainteresowała Pana kwestia tego skarbu polecam
    przeczytać „Przez Urianchaj i Mongolię” Kamila Giżyckiego. Autor znał ich obu. Z kolei o
    A.F.Ossendowskim i R. Ungernie ( tzw. krwawym baronie) pisze W.S.Michałowski w książkach „Tajemnica Ossendowskiego” i „Testament barona”.

  16. Joe said

    Dziekuje Wimar…temat okazuje rozwijajacy,a ja juz myslalem ze to kokon „teorii spiskowych” tak chetnie uzywany przez moich rozmowcow o wiedzy …kiepskiej ale agresywnej.

  17. Boydar said

    Więc jeszcze, Panie Joe.

    Ponieważ zaszło drobne nieporozumienie, zacznę klasykiem Janem, Kochanowskim zresztą –

    Ziemię pomierzył i głębokie morze,. Wie, jako wstają i zachodzą zorze;. Wiatrom rozumie, praktykuje komu,. A sam nie widzi, że ma kur*wę w domu

    To oczywiście fraszka „na matematyka”. A przecież mogłaby być równie dobrze na Ossendowskiego. Bo selektywnej ślepoty trudno się ustrzec; im większy człowiek, tym bardziej podatny, zwłaszcza gdy zbytnio wierzy sobie, albo właśnie innym. Nie odmawiam Ossendowskiemu jego wielkości. Tak jak nie odmawiam jej Mickiewiczowi i wielu innym. Zapewne chcieli dobrze. Że wybrali taką a nie inną drogę, tak chciał los. Być może gdyby nie ta droga, dzisiaj by dla nas w ogóle nie istnieli. Proszę mnie dobrze zrozumieć …

  18. Wimar said

    Być może Ossendowski otarł się w latach 30-tych o masonerię. Wielu przedwojennych pisarzy należało do niej. Ta plaga rozwinęła się w Polsce jak rak po zamachu majowym w 1926r.,przyczyniając się w znacznym stopniu zarówno do klęski wrześniowej jak i PW’44.

  19. Joe said

    Panowie…chcalbym posluchac kogos kto ma wiedze z tej polki o ktorej pisze P.Wimar…Moj rozmowca o ktorym wspominam w 14…byl przekonany ze zwiad sowiecki byl na Zachodnim brzegu Wisly na conajmniej miesiac przed 17-stycznia.To mi sie kupy trzyma bo poznalem tutaj w Ameryce kilku ludzi co byli w zwiadzie sowieckim a w Berlinie dali dyla…wszyscy byli wyznanie „najlepszego” choc byli b.zacnymi ludzmi a jednemu b.duzo zawdzieczam osobiscie.O maskirowce dokladnie pisze W.Suworow ze powstala przy budowie mostu na Dnieprze bodajze w latach 60 tych …ale mysle ze byla znana juz podczas rewolucji.

  20. Wimar said

    Re 19 Joe
    Trudno tu o pewne w 100% fakty. Koniec ziemskiego żywota pisarza był zgodny z przepowiednią jednego z lamów mongolskich o czym mowa w jego powieści. Ossendowski w chwili śmierci miał dopiero 69 lat i był w niezłej formie. Po niespodziewanej, wieczornej wizycie w Żółwinie kogoś z rodziny barona Romana von Ungerna Sternberga w mundurze SS, dostał silnych boleści a następnego dnia już nie żył. Wiele wskazuje na otrucie. Być może spadkobierca(y) tajemnicy i skarbu barona nie chciał aby NKWD wymusiło na nim swoimi sposobami miejsca jego zdeponowania na terenie Mongolii. Poza tym sowieci byli na niego wściekli za paszkwil o Leninie.

    Jeśli naprawdę jest Pan ciekawy innych faktów proszę zamówić przez Allegro i przeczytać książki, które wymieniłem w poście 15. Pozdrawiam.

    PS. Sztukę maskirowki pokazali przy tzw. katastrofie smoleńskiej, ale to już inny wątek.

  21. Joe said

    Wimar 20..
    Dziekuje za te info i wyglada na to ze bede musial lekko przestawic moje poglady na ten dosc dawno nie ruszany temat.

  22. Leśny Lud said

    Joe @

    Kto ma kiepską wiedzę ten ma. Sam pan to udowadnia pisząc „teorie spiskowe”. Nie wiem co ktoś taki jak pan szuka na Gajówce, bo dla leminga każdy temat na tym blogu to takie właśnie „teorie”.

    Jeśli pan nie wie, że żydomasoneria buduje nowy porządek świata z nową religią światową, którą ma być new age i te wszystkie kretyństwa o podziemnej Agharcie, kosmitach, buddyzmie, hinduizmie, wróżeniu itd. to pan lepiej zamilcz!
    Skąd pan spadł? Z Fundacji Nautilus?

Sorry, the comment form is closed at this time.