Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Wołanie ołtarzy

Posted by Marucha w dniu 2018-02-17 (sobota)

„Ołtarze to najważniejsze pomniki poprzez tysiąclecia! Naród, który buduje ołtarze i wydaje kapłanów, jest wielkim narodem. A naród, który nie rozumie wołania ołtarzy, jest narodem biednym” – pisał ks. Robert Mäder w książce Serce naszej wiary. Rozważania o Mszy świętej.

Polacy mają to szczęście, że zawsze zaliczali się do narodów rozumiejących „wołanie ołtarzy”. Warto jednak pamiętać, że przez całe tysiąclecie wołanie to rozlegało się po łacinie…

2 kwietnia 1640 r. w warszawskim kościele pw. św. Jana Chrzciciela (późniejszej bazylice archikatedralnej) w trakcie wygłaszania kazania zmarł na udar pewien jezuita. Był nim 45-letni Maciej Kazimierz Sarbiewski, nadworny kaznodzieja króla Władysława IV Wazy, profesor teologii i retoryki w Akademii Wileńskiej oraz w jezuickim kolegium w Połocku. To postać niezwykła nie tylko dzięki swoim stanowiskom, lecz nade wszystko dzięki talentom. Ks. Sarbiewski był bowiem łacińskim poetą znanym w całej Europie. Okrzyknięty już przez współczesnych „chrześcijańskim Horacym”, uwieńczony został przez papieża Urbana VIII laurem kapitolińskim, co w ówczesnym świecie katolickim można uznać za odpowiednik literackiej Nagrody Nobla.

„Sarbiewski doprowadził mającą długą tradycję poezję łacińską w Polsce do perfekcji i aż do dziś żaden polski poeta nie zyskał takiej sławy za granicą, jak Sarbiewski za życia i w okresie paru dziesięcioleci bezpośrednio po śmierci” – stwierdzał Czesław Miłosz.

I trudno nie przyznać mu racji, bo rzeczywiście poezja łacińska miała w naszym kraju długą tradycję: począwszy od śpiewanej do dziś przy uroczystych okazjach XIII-wiecznej pieśni Gaude Mater Polonia Wincentego z Kielczy, poprzez renesansowe poezje Jana Dantyszka, Andrzeja Krzyckiego, Klemensa Janickiego czy samego Jana Kochanowskiego, aż po Adama Mickiewicza, który nie tylko tłumaczył rzymskich poetów, ale i sam pisał wiersze po łacinie.

Ale poezja to nie wszystko. W Encyklopedii staropolskiej Zygmunta Glogera hasło Łacina w Polsce zaczyna się znamiennym stwierdzeniem:

Do czasów Stanisława Poniatowskiego więcej u nas po łacinie pisano niż po polsku. Był to, podobnie jak gdzie indziej, naturalny wynik rzeczy. Starożytny język i literatura rzymska były dla ciemnoty średniowiecznej jedynym słońcem cywilizacji, przy którym kto się chciał ogrzać, musiał umieć mówić, pisać i uczyć się po łacinie. Wobec braku piśmiennictw narodowych, łacina spełniła niesłychanej doniosłości misję cywilizacyjną, wnosząc oświatę i naukę ówczesną do życia kilkunastu narodów w Europie.

Powtórzymy raz jeszcze tę kapitalną, ale jakże słabo uświadamianą prawdę: do czasów króla Stanisława Augusta – czyli do drugiej połowy XVIII wieku – więcej pisano u nas po łacinie niż po polsku! Oznacza to, iż w ciągu pierwszych 800 lat swego istnienia Polska była krajem cywilizacji łacińskiej nie tylko w moralnym znaczeniu, jakie nadał temu pojęciu Feliks Koneczny, ale również w sensie najzupełniej praktycznym: język starożytnych Rzymian i język Kościoła rzymskokatolickiego był pierwszym językiem naszych elit – duchowych, umysłowych i politycznych – a więc pierwszym językiem naszej kultury.

Nie znaczy to, że polszczyzna rodziła się i kształtowała w konflikcie z łaciną. Oczywiście język, którym dziś mówimy, należy do języków słowiańskich, dzięki czemu łatwiej rozumiemy Rosjan, Czechów czy Serbów niż innych mieszkańców Europy. Nasze przywiązanie do Rzymu sprawiło jednak, że polszczyzna przynajmniej tyle samo zawdzięcza łacinie, co swoim słowiańskim korzeniom: począwszy od alfabetu, a skończywszy na ogromnej części słownictwa.

Nie mogło być zresztą inaczej, skoro cała tożsamość narodowa Polaków została ukształtowana właśnie w języku łacińskim. Każde dziecko uczy się w szkole o „trzech pierwszych polskich historykach”: Gallu Anonimie, Wincentym Kadłubku i Janie Długoszu. To oni zostawili nam w spadku legendy o powstaniu Polski, opowieści o piastowskich władcach, barwne opisy bitwy pod Grunwaldem, z których później korzystał Sienkiewicz. Czy uświadamiany sobie jednak, że wszystko to zostało napisane po łacinie? Owi „pierwsi polscy historycy” nigdy bowiem nie pisali po polsku – byłoby zresztą niemożliwe, aby w kształtującym się dopiero języku wyrażać tak wzniosłe treści.

Polski język i kultura nie walczyły więc z łaciną, lecz czerpały z niej to co najlepsze, grzejąc się w tym „słońcu cywilizacji”, jakim był odwieczny Rzym. Prawdziwa walka toczyła się zupełnie gdzie indziej: w wieku XVIII nowym „słońcem cywilizacji”, nowym Rzymem światowej kultury, zapragnął być Paryż. A nową łaciną miał być język francuski – mowa „oświeconych”.

Tę walkę język Rzymu niestety przegrał, a stało się tak przede wszystkim za sprawą likwidacji zakonu jezuitów (tego samego, do którego należał ks. Sarbiewski, ale też ks. Jakub Wujek, autor najlepszego przekładu łacińskiej Biblii na język polski!). Jezuici prowadzili bowiem w całej katolickiej Europie setki kolegiów, czyli szkół średnich, do których uczęszczały kolejne pokolenia młodzieży szlacheckiej. Podstawą nauczania w tych kolegiach była oczywiście łacina, stąd przeciętny szlachcic polski, francuski, włoski czy hiszpański był zasadniczo dwujęzyczny, nawet jeśli w języku Rzymian nie miał nic ciekawego do powiedzenia.

Kasata zakonu jezuitów w 1773 r. (co prawda decyzją papieża, lecz pod wpływem masońskich rządów w zachodniej Europie) spowodowała upadek szkolnictwa jezuickiego i przejęcie kolegiów pod zarząd państwowy, czyli pod władzę „oświeconych”. W Polsce taką rolę odegrała Komisja Edukacji Narodowej, uważana do dziś za prekursorkę nowoczesnego szkolnictwa w naszym kraju. Wraz z tą zmianą łacina została odstawiona do lamusa, a jej miejsce zajął francuski.

Ale zmienił się nie tylko język, lecz i treści narzucane uczniom: miejsce św. Tomasza z Akwinu i św. Augustyna zajęli Wolter i Rousseau.

Od czasów króla Stanisława Augusta – czyli mniej więcej od 250 lat – łacina nie jest już fundamentem polskiej kultury. Dla wykształconych Polaków żyjących w epokach „oświecenia”, romantyzmu, pozytywizmu i dwóch wojen światowych owym fundamentem stał się język francuski, a wszelkie mody – dobre czy złe – przychodziły z Paryża. Niestety, znacznie częściej złe, gdyż francuska kultura ostatnich stuleci dość skutecznie odcięła się od katolickich korzeni tego kraju. Paryż stał się stolicą wszelkiego rodzaju rewolucji – politycznych, religijnych, kulturowych – a Warszawa dorobiła się mało chlubnego miana „Paryża wschodu”.

Postacią dobitnie symbolizującą to duchowe uzależnienie Polaków od „francuszczyzny” był Tadeusz Boy-Żeleński, niewątpliwie wybitny tłumacz literatury, genialnie władający oboma językami, a równocześnie zajadły wróg Kościoła i katolickiej moralności.

Ta zdumiewająca kariera języka francuskiego (bardzo trudnego przecież, nie tylko w porównaniu z łaciną) miała jednak swój kres. Demoliberalny porządek, jaki wyłonił się z gruzów II wojny światowej, a umocnił się po upadku sowieckiego komunizmu, przyniósł światu kolejną „nową łacinę” – język angielski.

Dziś już nie możemy mieć wątpliwości, że żaden inny język za naszego życia nie zastąpi mowy nowojorczyków i londyńczyków w roli „języka światowego”. Oficjalnym językiem Unii Europejskiej – paradoksalnie także po wyjściu Wielkiej Brytanii! – pozostanie angielski, bo na hegemonię francuskiego czy niemieckiego nikt nie ma ochoty, a powrót do łaciny nie wchodzi w grę. Choć przecież to łacina powinna być językiem w naturalny sposób łączącym Europejczyków.

Niestety, nasz stary kontynent (stary, ale głupi – chciałoby się powiedzieć…) coraz silniej wyrzeka się swojej rzymskiej tożsamości. Tym bardziej, że nie ma komu o tej tożsamości przypominać, skoro sam Kościół rzymskokatolicki w zastraszającym tempie zmienia się w „ekumeniczno-katolicki”.

Kamieniem milowym tej wewnątrzkościelnej rewolucji były posoborowe zmiany w liturgii, łącznie z odrzuceniem łaciny i odprawianiem Mszy św. w językach narodowych. Wbrew oczekiwaniom naiwnych zwolenników zmian, nie przyciągnęło to do kościołów nowych wiernych, ani też nie zwiększyło ich pobożności – z perspektywy półwiecza trzeba stwierdzić, że stało się odwrotnie. Można się tylko zastanawiać, dlaczego w niektórych krajach kryzys religijności nastąpił bardzo szybko, a w innych – wolniej…

Do tych ostatnich na szczęście należy Polska. To jednak nie znaczy, że „wołanie ołtarzy”, o którym pisał ks. Mäder, pozostaje nad Wisłą niezmienne. Nie było u nas krwawej reformacji, jak w Anglii, ani krwawej rewolucji, jak we Francji, ale czy mimo to nadal jesteśmy ostoją cywilizacji łacińskiej?

Myśmy też mieli swoją reformację, której przywódcy w połowie XVI wieku próbowali oderwać polski Kościół od Rzymu i ustanowić polski językiem liturgicznym. Wtedy nie zgodził się na to król Zygmunt August, lecz po 400 latach odwieczna łacińska liturgia i tak została odrzucona, w dodatku na skutek decyzji Rzymu!

W ten oto zupełnie bezkrwawy sposób Polakom amputowano ich prawdziwą tożsamość, wyrzucając „na śmietnik historii” tysiąc lat duchowych dziejów naszego kraju.

Paweł Siergiejczyk
http://www.piusx.org.pl

A kogo to w Polsce obchodzi? Jakaś historia, jakaś cywilizacja, jakaś zasrana łacina? Jakiś Sarbiewski? Kto o nim wie? Czy to może jakiś piosenkarz? Przecież przeciętny polski matoł uważa, że dobrze się stało w Kościele, bo nijak nie szło zrozumieć Mszy Świętej po łacinie. A jeszcze lepiej będzie, gdy podczas nabożeństwa będzie sobie można kupić hotdoga i piwo.
Admin

Komentarzy 31 to “Wołanie ołtarzy”

  1. Joannus said

    Na kanwie lektury artykułu pojawia się taka oto refleksja.

    1. Kościół wyrzekając się swego języka mówi obcym głosząc doktrynę uwolnioną od więzów trzymających zdefiniowane jednoznacznie w łacinie artykuły , zasady i dogmaty wiary.
    druga:
    2. Gdyby katolewica kołłątajowska, Komisja Edukacji Narodowej i inne wynalazki masońskie z konstytucją trzeciego maja nie zostały zastopowane rozbiorami, kondycja Narodu byłaby bardzo nieciekawa.

  2. Ola said

    Modlic sie w jezyku lacinskim? Chyba dla curvatury kola.

    Curvatura – jedyne co pamietam po dwoch semestrach laciny. Ale ciagle sie czesciowo przynajmniej przydaje.

    ——
    A w czym problem?
    Zresztą… kiedy to w Polsce w kościołach lud modlił się po łacinie? Skąd się wzięły wszystkie modlitewniki PO POLSKU?
    Czy nie można by ograniczyć swoje pisanie do spraw, o których mamy jakieś pojęcie?
    Admin

  3. TG said

    aż po Adama Mickiewicza, który nie tylko tłumaczył rzymskich poetów, ale i sam pisał wiersze po łacinie.
    Mickiewicza odbrązowić.Pozorne dobronajwiększym złem.
    „W liście do Delfiny Potockiej z 20 marca 1848 roku Zygmunt Krasiński opowiada o spotkaniu politycznym, które odbyło się w jego mieszkaniu. Obecni byli na nim Adam Mickiewicz, Eliza Krasińska, Norwid i przyjaciel Krasińskiego Stanisław Małachowski. W liście tym opisuje Krasiński co powiedział owego wieczoru Mickiewicz:

    „Polski nie będzie już. Połączą się Czechy, Moskale i Polacy… Narodowości zaginą, stopią się. Zachodnia łacińska ogłada…przeklętą…rzymski język, rzymska literatura…i kościół odrzuconym jest. Szlachta Polska to najemcy!…Dziś ono plemię obce, ona szlachta musi się rozsypać, zaginąć, zniknąć….Wszelka przeszłość herezją, wszelka tradycja, jeśli nie jest pogańska, grzechem jest. Imię Polska nawet skazane jest na śmierć i zgubę…. Może to gorzkie prawdy, ale taka wola jest Boża, takie objawienie jej. Gorzkie przecież ojczyźnie żydowskiej było chrześcijaństwo….Szlachta….musi wykorzenioną być! Wszystko cokolwiek było, musi przestać być….o to przyszłość świata, oto zbawienie, oto życie!”

    Norwid w liście do gen Skrzyneckiego tak osądził TEN występ Mickiewicza:

    „ znalazłem go jako najpotężniejszym oszukańcem, jakiego przykładu dotąd nie ma.. Ten człowiek straszny jest dla Polski..”

  4. TG said

    Żródło :http://thot.neon24.pl/post/67307,adam-mickiewicz-czego-polakom-nie-wolno-wiedziec

  5. Boydar said

    „… ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni …”

    W Prawie nominalnie rozumianym jako w „w Piśmie”, w Biblii. No i w Biblii się nie zmienia, zmienia się tylko w jej przekładach, bo i jakże by inaczej … przecież „to naturalne”… Ze słowami i treściami, z sensem werbalizowanym podczas Mszy Świętej jest dokładnie tak samo. Hulaj dusza, piekła nie ma … a Szatan zaciera kosmate łapy.

    Ale prawo ma to, kolokwialnie mówiąc, w głebokim poważaniu. Jego nieznajomość nie zwalnia nas od odpowiedzialności. Żeby było śmieszniej, niektóre przekłady Pisma Świętego na język angielski (staroangielski, tak twierdza fachowcy), nie mają moim skromnym zdaniem sobie równych. I, być może, najbardziej oddają ducha oryginału.

  6. Wimar said

    Jak mamy usłyszeć wołanie ołtarzy, skoro po reformie H.Bugniniego NOM jest pamiątką ostatniej wieczerzy, Jest ucztą eucharystyczną spożywaną na stole a nie bezkrwawą ofiarą składaną przez kapłana na ołtarzu in persona |Christi, na pamiątkę wydarzeń Wielkiego Piątku, czyli męki i śmierci Zbawiciela.

  7. snag said

    Tutaj to une mają miejsce gdzie przynoszą żarcie (polskie żarcie, żadne hot-dogi) a po mszy to une maja o czym pogadać i co przekąsić – Pamiętam jednego co to ino z piersiówką przychodził bo zagrycha czekała.

  8. Joannus said

    Ad 2
    ”Modlic sie w jezyku lacinskim? Chyba dla curvatury kola.”

    Tak debilnego ujęcia sprawy, dawno nie czytałem w Gajówce.

    Ludzie nie uczeni nawet nie umiejący pisać i czytać potrafili wyśpiewać Panu Naszemu stanie tylko stałe części Mszy Świętej ale i Salve Regina, Te Deum. Veni Creator.
    Magistrom z doktoratem i bez doktoratu to za trudne i zarazem bezsensowne i godne pogardy.

  9. Marek said

    WSTĘP
    Kiedy po drugiej wojnie światowej zbliżały się obchody „Tysiąclecia Chrześcijaństwa w Polsce”, w prasie ukazały się liczne artykuły omawiające początki nowej wiary nad Wisłą. Między innymi znaleźli się autorzy, którzy sugerowali obrządek słowiański Cyryla i Metodego.
    Wtedy poderwał się historyk, cieszący się sławą wybitnego uczonego:
    Co? Cyrylo-metodianizm w Polsce?
    Przecież o nim nie ma żadnych wzmianek historycznych? Nie! Nigdy nie był! Może tu i tam nad granicą polsko-czeską powstała jakaś drobna misja, która absolutnie nie odegrała żadnej roli w dziejach narodu polskiego! Zastanawianie się nad obrządkiem Cyryla i Metodego w Polsce, to czysta strata czasu i energii!
    Właśnie w tej chwili, kiedy historyk gromił ludzi za próbę dyskusji, archeologowie w podziemiach katedry w Poznaniu znaleźli szczątki pokaźnych rozmiarów świątyni wschodniego obrządku. Przypuszczalnie była to cerkiew katedralna Mieszka I.
    Brak źródeł pisanych nie upoważnia nikogo do twierdzenia, że jakieś wydarzenie nie miało miejsca. Około 60 milionów lat temu żyły potężne gady – dinozaury, brontozaury, tyranozaury itp. One pisać nie umiały, a o ludziach w owych czasach jeszcze nikomu się nie śniło. Kto miał o nich coś napisać?
    Tymczasem opierając się na pracy archeologów i uczonych pokrewnych nauk, zostały zrekonstruowane nie tylko „postacie” tych gadów, ale nawet „zwyczaje i obyczaje”, choroby itp. Pewną rolę w lekceważeniu obrządku słowiańskiego odegrało zupełnie błędne identyfikowanie go z rosyjskim prawosławiem. Co prawda, cyrylo-metodianizm uległ w niektórych krajach latynizacji, w innych bizantynizacji, niemniej jednak w Chorwacji pozostał wierny Stolicy Apostolskiej od chwili, kiedy papież zamianował Metodego arcybiskupem, aż do naszych czasów. Nie zdołały złamać go represje biskupów niemieckich, którzy po opanowaniu Watykanu zapowiedzieli zagładę obrządku słowiańskiego. Przeszedł on zwycięsko poważne prześladowania.
    „Murowaną” opinię historyków, jako by w Polsce nie istniał cyrylo-metodianizm, podkopały odkrycia archeologiczne po drugiej wojnie światowej.
    W Wiślicy znaleziono chrzcielnicę z IX wieku, zainstalowaną tam na prawie 100 lat przed 966 rokiem. Z tego samego okresu pochodzą fundamenty pod katedrami w Gnieźnie i Poznaniu, i co ciekawe, swoim układem wskazują na bizantyjskie pochodzenie. Widać, Że były to cerkwie cyrylo-metodiańskie.
    Można więc przypuszczać, że Mieszko I w 966 roku wcale nie został „ochrzczony”, tylko z obrządku słowiańskiego przeszedł na obrządek rzymski. Cerkwie poburzył, a na ich miejsce zbudował katedry łacińskie.
    Szczątki katedr cyrylo-metodiańskich odkryte zostały również w Krakowie, Wrocławiu i w Przemyślu. Im więcej uczeni grzebią w ziemi, tym więcej wydostają z niej poświadczeń, nie tylko o istnieniu obrządku słowiańskiego na ziemiach polskich, ale i niezwykłej roli, jaką on odegrał w zaraniu dziejów narodu.
    Odkrycia archeologiczne skłoniły niektórych historyków do rewizji poglądów na najstarsze dzieje Polski. Start dał ks. Józef Umiński, profesor Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie, którego książka „Obrządek słowiański w Polsce IX-X wieku i zagadnienie drugiej metropolii w czasach Bolesława Chrobrego”, ukazała się w 1957 roku.
    W ramach Tysiąclecia Chrześcijaństwa w Polsce prof. Karolina Lanckorońska otrzymała
    stypendium watykańskie na studia z zakresu cyrylo-metodianizmu w Polsce. Wynikiem ich była praca w języku angielskim, „Studies on the Roman-Slavonic Rite in Poland”, wydana przez papieski Instytut Studiów Wschodnich w Rzymie, w 1961 roku.
    O istnieniu i poważnej roli obrządku słowiańskiego w Polsce i sąsiedniej Rusi informuje
    ceniony w świecie Henryk Paszkiewicz, profesor slawistyki w Anglii, w ksiąŻce „The Making of The Russian Nation”, wydanej w Londynie, w 1963 roku.
    Warto nadmienić, że F.Dvornik, wybitny slawista czeskiego pochodzenia i zarazem ksiądz katolicki, w książce „Byzantine Missions Among the Slavs”, wydanej w New Jersey w 1970 r. wprost pisze, Że nie ulega wątpliwości, iż podczas najazdu Madziarów na Wielkie Morawy w 907 r. arcybiskup cyrylo-metodiański schronił się w Małopolsce i z niej kierował rozległa metropolią, która obejmowała prawie wszystkie ziemie słowiańskie.
    Jak to się mogło stać, że o tym nie wie ani Gall, ani Kadłubek, ani Długosz?
    Już ks. Umiński po dokładnym przebadaniu kronik doszedł do wniosku, że zarówno Gall, jak i Kadłubek, oraz Długosz, świetnie znali dzieje cyrylo-metodianizmu w Polsce, lecz nie tylko nie wymieniają go, ale skrzętnie zacierają za nim ślady. „Preparowanie” historii polegające na wyolbrzymianiu drobnych wydarzeń, to znów bagatelizowaniu poważnych wypadków, przemilczaniu ich, oraz „wycieraniu” ich z pamięci, jest w naszych, tak bardzo „logicznych” czasach zjawiskiem powszednim, a cóż się dziwić średniowieczu?
    Drugą sprawą jest termin „Trzeci Rzym”. Co on ma znaczyć?
    Nie czując się pewnie w Rzymie cesarz Konstantyn Wielki zbudował nad Bosforem miasto, które od jego imienia zostało nazwane Konstantynopolem. Miała to być druga stolica cesarstwa. Konstantyn powołał w nim senat, przeniósł tu swoją siedzibę. Na monetach bitych w nowym mieście kazał umieścić rzymską wilczycę. Słowem, był to dla niego „drugi Rzym”.
    Konstantynopol utrzymał swa wysoką pozycję w czasach, kiedy rozwinęło się chrześcijaństwo. Drugi sobór, który odbył się w tym mieście, w 381 roku, postanowił, Że biskup Konstantynopola jest pod względem znaczenia drugim po biskupie Rzymu, ponieważ, jak głosił dokument, „Konstantynopol jest drugim Rzymem”. Sprawę tą potwierdził czwarty sobór, w 451 roku, przekazując jurysdykcją kościelną biskupowi tego miasta, przeciw czemu zaprotestował papież Leon I.
    Upadek cesarstwa zachodnio-rzymskiego spowodował wzmocnienie pozycji Konstantynopola. Stał on się stolicą potężnego cesarstwa, które uważało się za centrum ówczesnego świata.
    Podział Kościoła na „wschodni” i „zachodni” w 1054 roku wzmocnił pozycję patriarchy Konstantynopola. Został on bowiem „papieżem” wschodniego Kościoła.
    Lecz dla „drugiego Rzymu” nastały ciężkie czasy. W roku 1457 Turcy zdobyli Konstantynopol. Cesarz ratował się ucieczką, natomiast patriarcha pozostał na miejscu. Wprawdzie tureccy zdobywcy zagwarantowali patriarsze wolność w sprawowaniu urzędu, niemniej jednak musiał się on dostosować do zmienionych warunków Życia. Skończyła się era „drugiego Rzymu”.
    Rodzina cesarza wschodnio-rzymskiego znalazła się w Rzymie. Przybył tu też Iwan III, księże moskiewski i w 1472 roku ożenił się z Zofią Paleolog, kuzynką ostatniego cesarza bizantyjskiego. Moskwa w tych czasach wysunęła się na czoło miast rosyjskich. W roku 1326 metropolita kijowski przeniósł tu swoją siedzibę.
    Iwan III ogłosił się spadkobiercą cesarstwa wschodnio-rzymskiego. Kazał nad swoim tronem przybić dwugłowego orła, który stanowił herb cesarstwa bizantyjskiego i zlecił swemu metropolicie, by go koronował na cesarza według wschodnio-rzymskiego obrządku.
    Tak powstała idea „trzeciego Rzymu”!
    Czy Kraków może pretendować do tytułu „Trzeciego Rzymu”?
    Odpowiedź na to pytanie jest w następnych rozdziałach tej książki.

    CZĘŚĆ I

    OBRZĄDEK SŁOWIAŃSKI

    Rozdział I
    ROZWÓJ CYRYLO-METODIANIZMU

    „Wydarzyło się w owych dniach, że Rościsław, księże słowiański z Świętopełkiem posłali z Moraw do cesarza Michała, poselstwo, mówiąc następująco: Dzięki łasce Boga jesteśmy zdrowi. I wielu chrześcijańskich nauczycieli przyszło do nas z Włoch i Grecji i z Niemiec, by nas uczyć w różny sposób. My, Słowianie, jesteśmy prostym ludem i nie mamy nikogo, kto by nas poprowadził do prawdy i wyjaśnił jej znaczenie. Tak więc, Mistrzu, poślij nam takiego człowieka, który by nas uczył wszystkich praw”.
    Taki powód powstania obrządku słowiańskiego podaje „żywot św. Metodego”.
    Cesarz bizantyjski Michał III odniósł się przychylnie do prośby Rościsława I i wysłał na Morawy w roku 863 misję, na czele której stanęli Cyryl i Metody, dwaj bracia z Salonik, miasta greckiego zwanego Sołuniem w języku bułgarskim. Stąd często określa się ich jako „braci sołuńskich”.
    Wiadomo, że obrządek słowiański obok łacińskiego i bizantyjskiego, był jednym z wielu
    obrządków jakie chrześcijaństwo wytworzyło w okresie swego istnienia.
    Jaki to obrządek?
    Lanckorońska podaje za Smrzikiem, że jest to obrządek rzymsko-słowianski, z rzymską liturgią w ceremoniach, a słowiańską w języku1. Stąd należy do zachodniej, rzymskiej liturgii, wyróżniając się tylko językiem. Natomiast w ceremoniach różni się od bizantyńsko-słowiańskiej liturgii.
    Na dowód tego Lanckorońska przytacza tzw. „Mszał Kijowski”, najstarszy dokument obrządku rzymsko-słowiańskiego z X wieku, przechowany w odpisie w Kijowie2. Jest to mszał rzymski, tłumaczony pośrednio lub też bezpośrednio z łaciny na język staro-cerkiewny. Podobne stanowisko zajmuje T. Lehr-Spławiński, który bezwzględnie obstaje przy tym, że Cyryl i Metody przetłumaczyli tylko liturgię zachodnią3. Pomaga mu w tym fakt, że nie wiadomo, jakie księgi przetłumaczyli Apostołowie Słowian – greckie czy łacińskie. Odwrotnie twierdzili tradycyjni historycy rosyjscy, według których cyrylo-metodianizm był niczym innym, jak tylko obrządkiem bizantyńskim z liturgią przetłumaczoną na język słowiański.
    Między tymi biegunami uplasowali się rzeczoznawcy, którzy zajmują stanowisko pośrednie. Dvornik przypuszcza, że bracia sołuńscy robiąc tłumaczenie z języka greckiego na słowiański, wprowadzili na Morawach mszę św. Jana Chryzostoma, która wówczas była popularna w Konstantynopolu4.
    Z drugiej strony mogli się oni zorientować, że Morawianie są przyzwyczajeni do obrządku łacińskiego wprowadzonego tam przez misjonarzy niemieckich i włoskich. Stąd przypuszczalnie doszli do przekonania, że msza bizantyńska mogła być mało zrozumiała dla księży morawskich, którzy do niej nie byli przyzwyczajeni. Bracia sołuńscy mogli też pod naciskiem misjonarzy niemieckich odstąpić od niej.
    Cyryl zarzucił liturgię św. Jana Chryzostoma i przetłumaczył mszę łacińską, znaną Grekom jako „liturgia św. Piotra”. Została ona przełożona z łaciny na grekę przez św. Hilariona, kiedy on przebywał w Rzymie.
    Przetłumaczona na język słowiański msza obrządku rzymskiego przypadła więcej do gustu Morawianom, niż ta sama msza w języku łacińskim. Z tego okresu pochodzi „Mszał Kijowski”, najstarszy dokument języka starocerkiewnego. Zawiera on 35 modlitw podczas mszy bez kanonu. Liturgia św. Piotra zachowała się w całości jedynie w Chorwacji według oryginału z XIV wieku i dziś jest jeszcze tam w użyciu.
    Mimo wprowadzenia mszału łacińskiego wiele modlitw i ceremonii greckich pozostało.
    Okazuje się, że Cyryl przetłumaczył również modlitwy z języka niemieckiego na słowiański, które niewątpliwie odmawiali misjonarze bawarscy na Morawach.
    Natomiast historyk czeski J. Yasica wziął pod uwagę wzmiankę w „Żywocie św. Metodego”, która podaje, że Apostoł Słowian odprawiał „mszę św. Piotra”. Idzie tu więc o specyficzny rodzaj nabożeństwa5. Msza św. Piotra stanowi kompilację elementów nie tylko bizantyńsko-rzymskich, lecz również syryjsko-afrykańskich.
    Ma ona zasadniczo strukturę bizantyńską (na początku krótka proskomidia, małe i wielkie wejście), ale dalej cały kanon jest wzięty z liturgii łacińskiej aż do „Ojcze nasz”, a potem znów koniec bizantyński.
    Msza św. Piotra była dobrze znana w Konstantynopolu. Według Yasicy bracia sołuńscy przenieśli ją na Morawy i przetłumaczyli na język słowiański. Stamtąd przeszła do Czech, Macedonii i Bułgarii, a także do Chorwacji, gdzie jednak była wypierana przez rzymską mszę w języku słowiańskim, ale i tam wraca kanon św. Piotra w XII wieku. Umiński uważa, że ta sama liturgia była w Polsce i na Rusi, zanim została wyparta przez obrządek łaciński i bizantyński.
    Umiński tak definiuje obrządek słowiański: „Obrzędowość (Cyryla i Metodego) nie była ani bizantyńska ani rzymska, ale odrębna. Bracia sołuńscy przyszli na Morawy z obrządkiem bizantyńskim, czyli tym, z którym się zżyli. Atoli chrześcijaństwo w owej chwili już było niezupełną nowością na Morawach. Od pewnego bowiem czasu działali tam misjonarze łacińscy, jedni obcego, niemieckiego pochodzenia, inni już może nawet Słowianie. Na tym tle jest jasne, że chrześcijaństwo metodiańskie przerobiło się bardzo szybko w pewnego rodzaju stop bizantyńsko-łaciński6. Przypominając dalej podróż Cyryla i Metodego do Rzymu Umiński zamyka swój wywód taką konkluzją, że „chcąc scharakteryzować obrządek metodiański trzeba by rzec, iż był on jurysdykcyjnie rzymskim, językowo słowiańskim, a liturgicznie stanowił zlep bizantyńsko-rzymsko-słowiański”.
    Do podobnej konkluzji dochodzi H. Paszkiewicz7. Uważa on, że obrządek słowiański jest pośrednią formą wypracowaną poza Rzymem i Konstantynopolem. Jego rytuał nie był ani łaciński, ani grecki, gdyż różnił się od obydwu. Była to mieszanka bizantyńsko-rzymska z dodatkiem elementów słowiańskich.
    Żyjąc na Wschodzie Cyryl i Metody byli obznajomieni z różnymi liturgiami i językami. Z tego powodu nie wydała się im dziwna sugestia Rościsława, aby nauczali Morawian i przetłumaczyli Pismo św. na język słowiański. Może to miał on na myśli, ale bracia sołuńscy poszli dalej, wprowadzili liturgię w języku zrozumiałym dla tubylców.
    Było to zaskoczenie dla misjonarzy bawarskich, ponieważ na Zachodzie odprawiano msze tylko po łacinie oraz gdzieniegdzie w języku greckim. Zaatakowali więc Cyryla i Metodego twierdząc, że liturgia chrześcijańska może być tylko w języku hebrajskim, łacińskim i greckim. Na to dowiedzieli się, że głoszą herezję Piłata, gdyż namiestnik cesarza rzymskiego kazał przybić Chrystusowi tablicę do krzyża, na której był napis w trzech językach: hebrajskim, łacińskim i greckim.
    Na synodzie biskupów i księży niemieckich w 867 roku Cyryl przytoczył czternaście wyjątków z Pisma św., które wskazywały, że Boga można chwalić w każdym języku.
    Jest przypuszczenie, Że Cyryl jeszcze na Morawach napisał obronę języka słowiańskiego w liturgii, a następnie wygłosił ją w Wenecji i przekazał w języku greckim bibliotece w Watykanie, gdyż zarówno papież Adrian II, jak i papież Jan VIII, wydając zezwolenie na używanie języka słowiańskiego w liturgii, przytaczają te same argumenty, co autor „Żywota św. Metodego”.
    Intryguje pytanie, co bracia sołuńscy mogli przejąć ze słowiańskości? Może daleko więcej, niż się wydaje!
    W obrządku cyrylo-metodiańskim wybija się kult Bogarodzicy.
    W owych czasach stosunki matriarchalne, jak można się zorientować z wierzeń słowiańskich, były głęboko zakorzenione. Wszystko sprowadzało się do kobiety, która była rodzicielka, matką karmiącą, żywicielką. Cyryl i Metody zauważyli, że kult ten nie da się zepchnąć, bo system patriarchalny jeszcze się należycie nie rozwinął, więc go przyjęli i nadali mu charakter sakralny. Rezultat był nadzwyczajny. Umysły słowiańskie już tak dalece wykształciły się, że wierzenia pogańskie straciły grunt pod nogami. Nic więc dziwnego, że kult Bogarodzicy tak się szybko przyjął.
    Nie słyszy się, aby misjonarze cyrylo-metodiańscy z wielką gorliwością zabrali się do palenia świętych gajów i niszczenia posągów bogów słowiańskich, jak to robili misjonarze niemieccy.
    Jak się okazuje, wśród Słowian bałkańskich nabożeństwa długo odbywały się w gajach po przyjęciu chrześcijaństwa. Może w nich bogów słowiańskich w ogóle nie było, może gdzieś jakaś prymitywna figura się znalazła, ale Cyryl i Metody nie usiłowali ją spalić, wrzucić do rzeki czy jeziora, lecz nadali jej charakter chrześcijański. Stąd Perun otrzymał nowe imię -zwał się św. Eliaszem Gromownikiem. Inne bóstwa słowiańskie przemieniły się w św. Andrzeja, św. Mikołaja, św. Wita itp.
    Bardzo rozsądne podejście spowodowało, że w ciągu niecałego wieku cyrylo-metodianizm objął prawie całą Słowiańszczyznę zachodnią bez Pomorza i Połabia, znaczną część Słowiańszczyzny wschodniej i całą Słowiańszczyznę bałkańską po Grecję.
    Łacińska nazwa obrządku Cyryla i Metodego to „ritus Sclavorum” lub „ritus Sclavonicae linguae”. Po polsku zwie się „obrządkiem słowiańskim”, „cyrylo-metodianizmem”, czy „metodianizmem”.
    W kronikach średniowiecznych obrządek ten otrzymał wiele ujemnych nazw. Była to „cum paganismo polluta religio” – religia skażona bałwochwalstwem”; „falsi christiani” – fałszywi chrześcijanie; „a fide catholica deviantes” – odchyleni od wiary katolickiej; „prophanatio fidei christianae” -profanacja wiary chrześcijańskiej; „intolerabilia simul barbaros sclavorum pertaesa ritus” – nie do tolerowania i prawie barbarzyński obrządek słowiański itp.
    Ze szczególną nienawiścią do cyrylo-metodianizmu odnosił się kler niemiecki. Złożyło się na to kilka powodów:
    1. Walka z konkurencja.- Hierarchia niemiecka twierdziła, że Karol Wielki zostawił jej cały wschód, w którym miała ustanowić swoje władztwo. Tymczasem bracia sołuńscy wydarli im obszary na Morawach.
    Charakterystyczne, że okładając batem Metodego na synodzie biskupów w 870 roku, Hermanrich, biskup Passau, nie oskarżał go za wprowadzenie języka słowiańskiego do liturgii, ale pozbawienie hierarchii niemieckiej dochodów, jakie dawały obszary słowiańskie.

    2. Unifikacja Kościoła.- W czasach Cyryla i Metodego przybierał na sile prąd zjednoczenia wierzeń i liturgii w Kościele rzymskim. Patronowała mu hierarchia niemiecka. Zdaniem jej powinien być jeden papież, jeden język liturgiczny i jednakowe nabożeństwo. Używanie języka słowiańskiego, który według biskupów niemieckich był na wskroś barbarzyński, uchodziło za bluźnierstwo. Proces unifikacji Kościoła rzymskiego doprowadził do końca papież Grzegorz VII.
    3. Pierwiastki słowiańskie.- Cyryl i Metody wprowadzili do swego obrządku pierwiastki słowiańskie, które mogły wywołać zastrzeżenia u łacinników. Bogiem u Słowian był zarówno Chrystus, Swarożyc, Perun, czy Świętowit. Mogła dla Niemca powstać kwestia, do jakiego Boga modlą się świeżo ochrzczeni Słowianie? Na pewno kapłan ma na myśli Chrystusa, ale czy wierni postępują jego śladami? Może w dalszym ciągu modlą się do Swarożyca, co mogło się tu i tam zdarzyć.
    4. Klin.- Obrządek słowiański był klinem wbitym między obrządkiem bizantyńskim i rzymskim. Stąd był zwalczany zarówno przez Wschód jak i Zachód.
    Najlepiej o tym świadczą kroniki. Gall z Węgier przez Małopolskę przybył do Płocka, a więc dobrze znał Kraków. Niemniej jednak w swej kronice tylko raz wymienia to miasto i to w drobnym epizodzie z Życia Bolesława Śmiałego. Jego niechęć jest zrozumiała, jeżeli weźmie się pod uwagę, że w Krakowie była metropolia słowiańska. Gall całkiem dobrze orientował się w stosunkach religijnych w Polsce, czego dowodem jest jego wzmianka, że zgon Bolesława Chrobrego opłakiwali zarówno „łacinnicy” jak i „słowianicy”, niemniej jednak wzbrania się od podania jakiego obrzędu była druga metropolia w Polsce. Co nie szło po myśli „łacinników”, nie było godne do zanotowania.
    Podobnie postępuje Nestor. Kronikarz kijowski kontroluje siebie na każdym kroku, by nie wymieniać obrządku słowiańskiego, gdyż on był konkurentem ruskiego prawosławia. Nestor stosunkowo dość dużo wie o wydarzeniach w Polsce zachodniej, czyli wśród „Lachów” łacińskich, a uparcie milczy, jeżeli idzie o „Lachów” cyrylo-metodiańskich.
    Nie inaczej do obrządku słowiańskiego ustosunkował się czeski kronikarz Kosmas.
    Jak dalece kronikarze byli niechętnie nastawieni do cyrylo-metodianizmu świadczy to, że poza Gallem, który podaje o straceniu św. Stanisława, lecz nie wymienia jego imienia, ani Nestor, ani też Kosmas, czy inni kronikarze, nic nie wiedzą o tragicznym wydarzeniu w Krakowie, chociaż zabójstwo biskupa uchodziło wówczas za straszne przestępstwo. Jeżeli z polecenie króla zginął nie łaciński dostojnik, to według skrybów, nie warto było o tym pisać.
    5.Bogomilizm.- Wdarcie się herezji bogomilstwa do obrządku słowiańskiego skręciło kręgosłup cyrylo-metodianizmu.

    Rozdział II

    GŁAGOLICA I CYRYLICA

    Obrządek słowiański miał do swej dyspozycji dwa alfabety: głagolicę i cyrylicą. Pierwszy, to oryginalny alfabet ze znakami wzorowanymi na literach języków wschodnich. Nazwano go „głagolica” od słowiańskiego wyrażenia „głagoł” – słowo; drugi oparty jest na wielkich literach uncjaty greckiej.
    Historyków zastanawiał fakt, dlaczego Apostołowie Słowian wprowadzili aż dwa alfabety do języka słowiańskiego? Czyżby im jeden nie wystarczył?
    Zagadkę próbował wyjaśnić znakomity polski slawista Aleksander Bruckner, a to w ten sposób: Cyryl uchodzi za twórcę obydwu alfabetów. Można przypuszczać, że jako uczony bizantyński przyjął wpierw alfabet grecki i dostosował go do dźwięków słowiańskich. To byłaby normalna rzecz. Oskarżony przez biskupów niemieckich o szerzenie wpływów Konstantynopola wśród Słowian, bo nawet w piśmie posługuje się alfabetem greckim, Cyryl, by wytrącić broń przeciwnikowi, zarzucił cyrylicę i ułożył głagolicę, pismo niepodobne do greckiego.
    Natomiast wielu historyków stanowczo odrzuca możliwość, aby Cyryl wprowadził do języka słowiańskiego alfabet grecki zwany „cyrylicą”. Swoje twierdzenie opierają na tym, że na synodzie księży w Wenecji, w 867 roku, Cyryl wyjaśnił, że wiele ludów ma swe alfabety, jak Armeńczycy, Persowie, Goci, Arabowie, wobec tego Słowianie, jako wielki naród, również powinni mieć swój oryginalny alfabet. Byłoby poniżeniem dla nich, gdyby go nie mieli. Dlatego Cyryl ułożył alfabet zwany „głagolicą”.
    Została ona ułożona przez Cyryla i Metodego przed wyprawą na Morawy. Przypuszczalnie grono księży pod kierownictwem Cyryla opracowało alfabet w Konstantynopolu. Cyryl przełożył „perikopes”, lekcje czytane w niedziele z języka greckiego na łaciński, zanim ruszył na Morawy. Głagolicą była w użyciu za czasów Metodego. Miała dwie formy: okrągłą i kanciastą. Pierwsza po śmierci Metodego została przeniesiona do Bułgarii, druga natomiast, kanciasta, rozwinęła się w Dalmacji i Istrii. Stąd zwie się „chorwacką” i tam dotrwała do naszych czasów. Kiedy wygnani z Moraw uczniowie Metodego zaczęli krzewić obrządek słowiański w Bułgarii, głagolicą sprawiała dużą trudność, bo jej litery różniły się od znaków greckich. Stąd szkoła w Presławiu wpadła na pomysł, by do pisma wprowadzić grecką uncjałę z dodatkowymi znakami, które oddawały dźwięki słowiańskie, obce alfabetowi greckiemu. Tak powstała cyrylica. Przypadła ona do gustu carowi Symeonowi, który był wykształcony w Konstantynopolu, oraz innym Bułgarom, znającym grekę, gdyż łatwiej im było czytać pisma słowiańskie. Natomiast biskup Klemens, uczeń Metodego, sprzeciwił się temu i stanął po stronie głagolicy. To było powodem napisania przez niego „Obrony obrządku słowiańskiego”. Z kolei Symeon usankcjonował cyrylicę, w 893 roku. Jest przypuszczenie, że cyrylica została skonstruowana w Konstantynopolu, w szkole słowiańskiej, którą założył Metody i Focjusz, w 882 roku. Z niej wyszedł późniejszy biskup Konstanty, który ponoć studiował z Symeonem i on wprowadził” cyrylicą w Bułgarii, podczas gdy Klemens i Naum bronili głagolicy, której nauczyli się na Morawach.
    Nazwa jednak „cyrylica” daje wiele do myślenia.
    Czy przypadkiem Cyryl wpierw nie ułożył cyrylicą, by ją później zarzucić, bo ludy słowiańskie zasłużyły sobie na swój odrębny alfabet? Uczniowie Apostołów Słowian mogli o tym pamiętać, a kiedy znaleźli się w Bułgarii, powrócili do niego, bo więcej na tamtejszym terenie nadawał się niż głagolica. Na cześć twórcy nazwali go „cyrylicą”.
    Język Cyryla i Metodego został nazwany językiem staro-cerkiewno-słowiańskim.

    (…)

    ===
    https://hevenrose.wordpress.com/2010/09/11/frank-kmietowicz-kiedy-krakow-byl-trzecim-rzymem-2/

  10. Abc said

    „A kogo to w Polsce…”
    Obchodzi, obchodzi, niechże Pan Gospodarz tak nie uogólnia.
    Nabożeństwo trydenckie ma w sobie niesamowity, mistyczny pierwiastek, jakąś siłę której odczuwanie ciężko jest wyrazić słowami.
    Być może łacina – jako język sięgający starożytności – zawiera w sobie coś więcej niż tylko słowa i została z tego powodu tak potraktowana.

    ——-
    Obchodzi ekstremalnie małą garstkę.
    Cała reszta polackich katolaków, katoliczników i katotłumoków w ogóle nie rozumie, o co chodzi z tym nabożenstwem trydenckim.
    Co nie przeszkadza im się mądrzyć w temacie.
    Admin

  11. Boydar said

    Prawdę powiedziawszy, jakoś nie bardzo wierzę, że chrystianizacja Polski zaczęła się od Cyryla i Metodego. Uważam, że musiało to nastąpić ZNACZNIE wcześniej, być może od samego POCZĄTKU.

    Ale dobra i psu mucha; na razie.

  12. RomanK said

    Ten filmik promujacy miasto Wegier w konkursie na najlepsze miasto Europy..zostal z obzydzeniem odrzucony przez jury…za dozo bialych ludzi, zbyt szczesliwych, za duzo krzyzy…i za czysto….
    Prosze ocencie sami…goje wraz z zydami:-))))

    ——-
    Filmik jest już usunięty.
    Admin

  13. RomanK said

    https://voiceofeurope.com/2018/02/eu-hungarian-town-cant-be-european-capital-of-culture-because-there-are-too-many-happy-white-people/#prettyPhoto

  14. Boydar said

    Wiecie co znaczy ” Liber Copulatorum” ? Nie, nie „wolna miłość” ani „pier~dolenie bez ograniczeń”. To … „Rejestr Zaślubionych”.

    Gdyby ludzie znali łacinę, wiele spraw i rzeczy być może wyglądało by dzisiaj inaczej … a tak, motłochowi można sprzedać każde gów~no, byleby w błyszczącym papierku.

  15. Premizlaus said

    Łacina to coś więcej, niż tylko język. Jej znajomość usprawnia logiczne myślenie oraz uczenie się innych języków.

    A katolicy reformowani/modernistyczni wykazują ogromną pychę chcąc zrozumieć to, co jest w stanie zrozumieć tylko sam Pan Bóg, czyli Mszę Świętą, a ściślej cud przeistoczenia. Nie trzeba wiedzieć, co kapłan wypowiada podczas Mszy świętej. Łaciński język Mszy jest dla Boga, a nie dla ludzi. Liturgię należy przyjąć z wiarą, Bóg łaski sam ześle, z grzechów oczyści. Są tłumaczenia lekcji i ewangelii i to wystarcza. Jak chce ktoś mieć dokładniejszy opis Mszy, niech kupi sobie podręczny mszalik. I niech stare barany przestaną klepać trele-morele, że Mszy obrządku rzymskiego nie rozumieli, a teraz Novus Ordo rozumieją, bo wystarczy zobaczyć prowadzenie życia dzisiejszych „katolików” od katolików sprzed 80 lat chociażby. Powiedz stary baranie, co to dopiero po Novusie jesteś o czym było dzisiaj kazanie, albo który fragment ewangelii odczytany/odśpiewany – ani be, ani me, ani kukuryku. A 80 lat temu na wsi jak xiądz z ministrantem i wiatykiem szedł do umierającego, by mu udzielić ostatniego namaszczenia, to okoliczni, prości i niewyedukowani chłopi padali na kolana na ten widok, bo wiedzieli, że w wiatyku jest sam Pan Jezus i nie patrzyli, czy sobie pobrudzą ubranie, czy nie, bo to była rzecz błaha. Uczcie się barany katolicyzmu od naszych przodków.

  16. Rozpuszczalnik said

    Raz napiszę nieco więcej.
    Zacytuję sam siebie, a dokładniej to, co napisałem (jako „praczka”, ze wszystkimi konsekwencjami gramatycznymi) na moim od dawna już zawieszonym blogu „Praczka z Portugalii” (.http://praczka.blogspot.fr/) :

    Były czasy, kiedy tabernaculum z Ciałem Chrystusa znajdowało się w centrum ołtarza. Mszę odprawiał ksiądz, ksiądz czytał teksty (które głęboko rozumiał) i zwracał się do Boga Najwyższego na czele Ludu Bożego, zwrócony w tę samą co lud stronę. W stronę Nieskończoności. Pierwszy wśród nas, jeden z nas.

    Msza była odprawiana po łacinie, czyli w języku uniwersalnym Kościoła. Była więc zrozumiała dla każdego katolika, gdziekolwiek by się nie znajdował. Pisze „zrozumiała”, ponieważ wiele modlitewników zawierało tekst łaciński i tuż obok jego tłumaczenie na język polski (lokalny). Jeśli tłumaczenia nie było, to większość ludzi znajdowała w książeczkach do nabożeństwe teksty adekwatne. Co do mnie, to zawsze znajdowałam czas, aby przeczytać te teksty, a ich redakcja – dopracowana w ciągu wieków – była taka, że były one źródłem głębokiej medytacji.
    (…)
    Ksiądz wygłaszał tzw. kazanie, w którym zajmował się problemami życiowymi i religijnymi, zarówno lokalnymi jak i ogólnymi. Ksiądz (na ogół „z głowy”) ostrzegał, robił z wiernymi rachunek sumienia, czasem grzmiał i piętnował, czasem (często) czytał list pasterski biskupa lub prymasa.
    Kończąc ten zwięzły opis dawnej Mszy, Polakom wciąż jeszcze cześciowo znanej (nie usunięto jeszcze w Polsce całej tradycji i nie zniknęli jeszcze doszczętnie ministranci), chcę podkreślić, że owszem – czuło się znaczenie i wyrazistość liturgii, ale w całości służyla ona skupieniu i medytacji.

    A teraz przedstawię Panu moje wrażenia z Francji, z różnych parafii paryskich i podparyskich.

    Po pierwsze, odprawia się bardzo niewiele Mszy. Msza ranna praktycznie nie istnieje. Na pierwszą można liczyć na ogół począwszy od 10.00, a drugiej albo nie ma, albo jest o 18.00.
    Msza łacińska nie istnieje (jest dozwolona w przypadkach niezwykle rzadkich) i toczą się o nią wieloletnie, straszliwe, na ogół przegrane batalie.
    Nie, i basta.
    Biskupi są przeważnie postępowi i bp. Pieronek mógłby przy nich sprawiać wrażenie Torquemady lub Savonaroli. Biskupi są bardzo uważni w zakresie przypominania aktualnych świąt starozakonnych czy muzułmańskich, gesty ekumeniczne mają dobrze wyćwiczone, ale ich słuch w kwestii tradycji katolickiej jest niezykle słaby.
    Lud Boży, stosunkowo nieliczny, urodzony na ogół w pierwszej połowie XX wieku albo poza kontynentem europejskim, ma za punkt honoru ubrać się na Mszę w sposób tak weekendowy jak to tylko jest możliwe. W mojej parafii, niedaleko ołtarza, tuż przed usuniętym z centrum ołtarza tabernaculum, leży na posadzce coś w rodzaju wielkiego materaca, po którym mogą skakać nieliczni, za to bardzo swobodni i głośni milusińscy (nos petites tetes blondes).
    W mojej parafii Msza zaczyna się, kiedy cywilna ekipa liturgiczna na to zezwoli, czyli przeważnie 10 minut po czasie.
    Sama ekipa, dosyć liczna, również dosyć starannie dba o strój „na luzie” (by nie powiedzieć niechlujny; mężczyźni niejednokrotnie paradują w dżinsach, w lecie krótkich, i w sportowym obuwiu na bose stopy). Ksiądz od czasu do czasu ma prawo ingerencji, ale przez dużą część Mszy siedzi sobie i – gdyby chciał – mógłby kręcić młynka palcami. Księży jest mało, a że organista to zjawisko rzadkie i kosztowne, to lud śpiewa co ekipa zaintonuje (czasem kompetentnie, czasem żałośnie kiepsko).
    Uwaga, kazanie już nie istnieje. Istnieje homilia. Polega to na tym, że ksiądz taktownie unika wszelkich tematów zadrażniających, tj. aktualnych i życiowych, ograniczając się do interpretacji świeżo przeczytanej Ewangelii i lekcji. Przed wyborami przyprawia czasem tę homilię aluzjami na temat błędu, jakim byłoby głosowanie na Front Narodowy Le Pena. Wyjątki są rzadkie i dotyczą w większości księży w wieku przed- i poemerytalnym (jeden, mądry ksiądz, po długiej karierze afrykańskiej, napomknął raz nawet o katolicyźmie „zdekafeizowanym”).
    Dzwonki zostały z kościoła usunięte, więc moment Ofiary (Przeistoczenia, Podniesienia, jak kiedyś mówiono) nie jest zaznaczony w żaden szczególny sposób, jeśli nie liczyć ostatnio rodzaju śpiewu, jaki wykonują w tym momencie niektórzy księża. Ku mojej irytacji, bo powinien to być moment skupienia absolutnego, a nie akt nieuniknionego testowania księżowskiego słuchu muzycznego. Nowa Msza jest „bardzo mówiona”, więc książka do nabożeństwa i modlitwa osobista zniknęły. Lud siada i wstaje, odpowiadając na wezwania celebranta (raz księdza, raz ekipy), a do jakiego stopnia mechanicznie, niech świadczy komiczna scena, kiedy to w środku homilii ksiądz zacytował „Pan z wami”, a dzielny lud odpowiedział „i z duchem twoim”. Na medytacje czasu nie ma, również dlatego że Msza jest dosyć animowana, z apogeum w okolicach „udzielania sobie znaku pokoju”. Wszyscy łapią się za wszystkich, odchodzi zdrowe całowanie się, rekordziści potrafią obiec kilka rzędow, znajomi gonią do znajomych do przodu i do tyłu, sam ksiądz – zwłaszcza gdy młody i w adidasach – potrafi uściskać pół kościoła; w całości przekazywanie sobie pokoju, potu i bakterii fekalnych wywołuje w owieczkach spory entuzjazm. Chowanie się po nawach, zwłaszcza gdy na przykład samemu ma się katar i żadną ochotę na dzielenie się nim, nie zawsze skutkuje; gorliwcy mają oko bystre i zanim się człowiek obejrzy, już ma dłoń otuloną w dwie pulchne i mokre łapki. Nieskończenie bardziej odpowiada mi polski sposób przekazywania znaku pokoju przy pomocy słów i skinienia głowy.
    Od jakiegoś czasu (a zaczęło się to chyba w Ameryce) jest moda na tworzenie łańcuchów podczas odmawiania Ojcze Nasz. Należy dać się złapać z obu stron i recytować Modlitwę Pańską z rękami coraz wyżej. Do modlitwy tej dorzuca się coraz częściej pewien nowy fragment i wtedy dochodzi do apoteozy – ręce fruną powyżej głowy.
    Zaraz po tym można oglądać cywila (nigdy księdza), który w swoich dżinsach i łapciach udaje się do tabernaculum, skąd wraca z kielichem; moment Komunii Świętej jest bliski. Rozdaje ksiądz, a pozostałym dwóm, trzem, czterem kolejkom ekipa liturgiczna. W jednym z kościołów widziałam scenę, kiedy Ciało Pańskie wręczał cywil w swetrze, a obok stał czarny ksiądz w sutannie i komży, i pasywnie trzymał w ręku kielich z winem, w którym można było umoczyć opłatek. Jakkolwiek nie byłabym rozmodlona i pokorna, myśl o rozwaleniu komuś takiego naczynia o głowę odpieram nie bez pewnego wysiłku.

    Do Komunii przystępują praktycznie wszyscy. Spowiedź wyszła z mody. Ludzie, którzy odwiedzają kościół przy okazji większych uroczystości religijnych, takich jak własny ślub czy pogrzeb teściowej, nie stawiają sobie – jak przypuszczam – szczególnych pytań w kwestii uprawnień do brania udziału w „przyjęciu eucharystycznym”.

    Słuchałam raz, jak jakaś młoda i postępowa mamuśka przemawiała z okazji chrztu własnego dziecka: „Teraz chrzcimy cię mój mały Nicolas, ale wiemy, że kiedy dorośniesz tak, czy inaczej będziesz miał prawo ten chrzest zaakceptować lub nie, i pamiętaj, że nie pragniemy ci narzucać czegokolwiek…” Itd. Księżulo obok utrzymywał oblicze wyrozumiałe i pogodne, i raz jeszcze zdałam sobie sprawę, w jakim kierunku wędruje sobie dzisiejszy „otwarty na swiat, wyrozumiały, tolerancyjny i nowoczesny” kościół, przerażony ewentualnymi wymaganiami, jakie mogłyby się któremuś z urzędników Pana Boga wypsnąć.

  17. Lovshak Russkij Agient said

    Ad 9…. Dzieki za ten post, za to przypomnienie, dobrze pasuje to do tego jak to ujął Asnyk w wierszu Do młodych, nie wiem czy dziś dzieci uczą tego wiersza NIE DEPCZCIE PRZESZŁOŚCI OŁTARZY !!!! odnosząc się do tych poczatków chrześcijaństwa na ziemiach polskich niestety tak to już jest, przychodzi nowy obrządek jest wydarzenie ,nazywa się chrztem Polski i każdy kto próbuje coś powiedzieć wspomóc poszukiwania czy poszerzanie wiedzy ogólnej wśród młodziezy, czy wspomnieć że jest to co najmniej duże uogólnienie od razu zostaje przykryty czapką i posądzany o złe intencje….. dziś wyrywa się jakiekowiek slady pomniki wdzięczności itp itd po armii czerwonej zamiast je zostawić ku pamieci, dlaczego i po co tak było jakie intencje , to byłaby wspaniała lekcja dla młodzieży, ale nie !!!, dziś historia zaczyna się od katastrofy, ba, zamachu smoleńskiego dokonanego prze naszego odwiecznego wroga RUSKIEGO, w której poległ równy królom prezydent Lech Kaczyński….. w polskich mediach jakoś cisza o tym np jak to premier rzekomo największego przyjaciela polski Netanyahu grzmi na Polskę za to rewizjonistyczne podejście w stosunku do pomników… owoce rzucania się w ramiona zydobolszewii izraelskiej i amerykańskiej już dojrzewaja i spadają na Polskę jak zgniłe jabłka…. ten spektakl serwilizmu w wykonaniu polskich kiejkutów to obnoszenie się z żydowskimi korzeniami u Morawieckiego, te kolacje i rauszty z Danielsem i u Rydzyka, cały ten misteryjny plan pękł jak bańka mydlana, bo zydobolszewii talmudycznej mamy wszyscy służyć bo chcemy czy czujemy że tak trzeba z takich czy innych pobudek, nie nie nie, zydobolszevii talmudycznej mamy służyć, bo oni tego chcą jako CZŁOWIEK, CZŁOWIEKI, A GOJE MAJĄ SŁUŻYĆ I ZDYCHAĆ ZDYCHAĆ A NIE UMIERAC O CZYM PIEKNIE INFORMUJE NAS NA TEJ STRONIE PANI PROFESOR, TO JEST WŁAŚNIE TALMUD W CZYSTEJ POSTACI…

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna… śmierć, jak śmierć… A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 „Kropka nad i ” 09.02.2011

  18. Leśny Lud said

    Dawniej jak pojechało się za granicę to było wiadomo, że jest się w kościele i na katolickiej Mszy św.
    Teraz kościoły w np. Czechach wyglądają jak protestanckie zbory a NOM szkoda gadać.

    Bo pi*rdolony w dupę katolak z Polin MUSZY MIECZ NABOŻENSTWO PO POLACKU. Inaczej on NIE ROZUMIE o co chodzi i kto to był ten Jezus.
    Admin

  19. Kapsel said

    Jak ogromnie ważny jest jeden język dla ludzi naucza sama Biblia gdzie mowa o Wieży Babel i niech język łaciński jak najszybciej powróci na swoje tradycyjne miejsce.

    Języki narodowe wyparły tradycyjną łacinę ale , uwaga, aby i one same nie zostały w końcu wyparte przez ten jeden naj,naj,naj…. ze wszystkich języków.

    Yeshua – Jednego Serca Jednego Ducha 2015

    Jeszua,Jezus Chrystus,piosenka hebrajska

    ——
    Język łaciński nie wróci.
    Liczba kretynów-katolaków już dawno przewyższyła masę krytyczną i odwrotu NIE MA.
    Admin

  20. Kapsel said

    ad. 19

    W efekcie tego wszystkiego to może właśnie , o to chodziło ?

    Tutaj o. Pelanowski ten sam który mówił – papież jest papieżem tylko wtedy, gdy głosi Prawdę o Panu Jezusie!”

    https://marucha.wordpress.com/2018/01/08/ojciec-augustyn-pelanowski-papiez-jest-papiezem-tylko-wtedy-gdy-glosi-prawde-o-panu-jezusie/#comments

    ……a kim jest ten który Matkę Bożą i Królową Polski nazywa po żydowsku… Miriam ?

    Miriam – o. Augustyn Pelanowski OSPPE (audio

  21. Boydar said

    Co Q… jest ??? Panie Kapsel ???

    (co to qurwa było ? – powiedział burmistrz Hiroszimy)

    Jak trwoga to do Boga ? Niech więc się z nimi Bóg rozlicza, ale nie tutaj. Tu jest POLSKA !!! Tysiąc lat żydolandu starczy aż nadto !!!

    Nie wierzę jak psom …

  22. Boydar said

    „… jak ogromnie ważny jest jeden język dla ludzi naucza sama Biblia gdzie mowa o Wieży Babel …”

    I naucz się Pan formułować myśli po polsku a nie po polskiemu. Bo czasem wstyd przynosisz, choć intencję może i masz Pan zbożną.

  23. Rozpuszczalnik said

    Ad 19 Kapsel

    Jedna uwaga: Yeshua to imię Jezusa w języku aramejskim (tym, którego używał), a nie hebrajskim (Yehoshuah).
    Imię „Jezus” bierze się z greckiego (na marginesie, uproszczona wersja greckiego była masowo używana onego czasu w Palestynie).

  24. Wimar said

    Ad 12
    Rzeczywiście filmik jest straszny. Szowinizm aż bije po oczach.Tu nawet pies jest biały. Jedynym czarnym jest ksiądz katolicki w sutannie.:) Zgroza Panie Romanie!, Z czym do Europy ??

    Filmik można jeszcze zobaczyć tu: .https://reporters.pl/12899/miasto-wegier-nie-bedzie-stolica-kultury-ue-za-duzo-szczesliwych-bialych-ludzi-i-krzyzy-wideo/

  25. Kapsel said

    … ..I naucz się Pan formułować myśli po polsku a nie po polskiemu. Bo czasem wstyd przynosisz, choć intencję może i masz Pan zbożną..

    Nikogo do swojego wstydu nie zapraszam,sam go wypiję jak będzie trzeba , Panie Mentorze, specjalisto od dogmatu o Niepokalanym Poczęciu.

    Boydar said

    2018-01-07 (Niedziela) @ 21:16:05
    Niestety domniemam, że masz Pan rację, Panie Kapsel. Ale jak to jest, że zwykły Kapsel potrafi utrafić wyartykułować sens i różnicę, a tylu wielce światłych leje wodę ?

  26. Boydar said

    Panie Kapslu, a słowo „czasem” to Pan Kapsel ogarnia ?

    „Trzeba było uważać”

    .https://www.youtube.com/watch?v=Qc8tJhd-a90

    I jeszcze jedno – „noblesse oblige” … 🙂

  27. Kapsel said

    Panie Boydar

    Я понял мое внимание.

  28. Boydar said

    вот и правильно 🙂

  29. ksya said

    Język łaciński, mistyczny język Kościoła, przy jego zamiennikach, plus skaczą i wyją, demonokratycznie, pantofelki.

  30. Boydar said

    On (j. łaciński) nie jest mistyczny. Był za to w onym czasie najdoskonalszą dostępną formą dla większości cywilizowanego świata pozwalającą na werbalne i pisemne odróżnienie kwadracików od kółeczek.

  31. Leśny Lud said

    Usunięcie łaciny z liturgii to błąd. Język ten jest przecież podstawą naszej cywilizacji. Jest w medycynie, biologii, prawie et cetera. To tak jak dla muzułmanów arabski. Oni nawet koran rzadko tłumaczą na języki narodowe. Większość jest po arabsku i do lbów im nie przyjdzie psuć tej jedności. Niestety w katolicyzmie jedność została zerwana i to osłabia wiarę jak i Kościół.

Sorry, the comment form is closed at this time.