Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Skazy na pancerzach?

Posted by Marucha w dniu 2018-02-20 (wtorek)

Bury

Potrzebujemy bohaterów, może nawet bardziej niż kiedykolwiek. Na naszych oczach rozdmuchane poza granice rozsądku, fałszywe autorytety okazały się równie nietrwałe jak budujący je gazetowy papier.

Spod blaknących portretów herosów „Solidarności” zaczęły wyłazić ubeckie kwity a konstrukt z kłamstw i półprawd runął niczym domek z kart. Została pustka.

Pustka jest jednak stanem nienaturalnym. Dlatego narodowy Panteon zaczęły po cichu zaludniać postacie jeszcze przed chwilą zupełnie zapomniane, nieistniejące w masowej świadomości. Inka, Łupaszka, Rój… Tak, po latach, trochę nieoczekiwanie, pojawili się Żołnierze Wyklęci.

Przybyli w aurze tajemniczości, jako nieskazitelni rycerze. Ostatni sprawiedliwi, którzy polegli w nierównej walce z siłami zła. Z początku funkcjonowali gdzieś na marginesie narodowej świadomości. Jednak dzięki tytanicznej pracy badaczy i fascynatów przebili się do szerzej. Najpierw trafili na żyzną glebę patriotycznej młodzieży, później dalej – na stadiony i ulice. Na oprawy i murale. W końcu wpisano ich na transparenty partii, która szła po władzę. Dziś są w głównym nurcie polityki historycznej. Niemal każda wioska posada dziś rondo lub skwer Żołnierzy Wyklętych. Niejedna szkoła doczekała się patrona werbującego się z ich kręgu.

Jednak mit, jak każdy mit, posiada swoje wady. Im bardziej odrealniony tym są one wyraźniejsze. Nie inaczej jest w przypadku Wyklętych. Rehabilitacja i przywrócenie historycznej pamięci, jakie słusznie należały się poległym i pomordowanym, w mgnieniu oka zamienione zostały w bezrefleksyjny kult. Ten zaś, jeśli utrwali się w zbiorowej świadomość będzie wiódł nas na manowce.

Nie jest bowiem prawdą, jak głoszą dziś w pseudo-historycznych publikacjach samozwańczy kapłani „wyklętyzmu”, że Żołnierze Wyklęci zwyciężyli. Nie jest prawdą, że bez nich nie byłoby Solidarności czy Wolnej Polski. Nie jest prawdą, że mieli alternatywę pomiędzy „okupacją sowiecką – gorszą niż niemiecką” lub śmiercią. Nie jest wreszcie prawdą, że byli nieskazitelnymi rycerzami.

[Owszem, byli nieskazitelnymi rycerzami w porównaniu z żydoubecją, która ich tropiła – admin]

Łatwo jest zbudować w narodowej świadomości ową „fałszywą historię”, która jest mistrzynią „fałszywej polityki”. Tym łatwiej, że epopeja Wyklętych jest zarazem patetyczna i widowiskowa. Bez problemu trafia do wyobraźni młodych patriotów. Jednak skutki opierania tożsamości historycznej na odrealnionych mitach są nieuchronnie opłakane. W końcu nie zależy nam na wychowaniu kolejnych pokoleń, które za szczyt poświęcenia dla Ojczyzny uznają jakąś szczególnie wyrafinowaną i spektakularną formę zbiorowego samobójstwa.

Dlatego teraz, gdy Wyklęci zostali nareszcie przywróceni historii, potrzebna jest rozmowa. Spokojna pozbawiona arogancji i pogardy, wolna od fanatyzmu i zacietrzewienia. Rozmowa oparta na faktach i źródłach, ale przede wszystkim na dojrzałej analizie historycznej i politycznej.

W nadziei na początek takiej rozmowy sięgnąłem po najnowszą książkę Piotra Zychowicza „Skazy na pancerzach. Czarne karty epopei Żołnierzy Wyklętych.”.

Nie przepadam za pisarstwem historycznym Zychowicza. Jego dotychczasowy dorobek wskazuje, że znalazł on sposób na poczytność w wyjątkowo prostej metodzie: wkładaniu kija w mrowisko. Stosowanie taniej sensacji zapewne gwarantuje zwiększenie nakładów, jednak u mnie, adepta solidnej niczym pruski fort poznańskiej szkoły historii wojskowości, wzbudza co najwyżej zażenowanie. Oddzielmy jednak tworzywo od twórcy.

Najnowsza książka Zychowicza nie jest dziełem naukowym a co najwyżej popularno-naukowym. Taka formuła daje autorowi znaczną swobodę prowadzenia narracji ale w kontekście wagi tematu wydaje się zdecydowanie nieadekwatna.

Zychowicz na ponad 400 stronach przedstawia niewygodne, czy wręcz kompromitujące „fakty” zarówno z biografii kliku znanych Wyklętych jak i z dziejów różnych polskich formacji wojskowych. Aspektem łączącym wszystkie opisane postacie i zdarzenia mają być niegodziwości jakich w opinii autora dopuścili się polscy żołnierze. Padają poważne zarzuty, w tym o morderstwa na ludności cywilnej i jeńcach wojennych.

Zarzuty tak wielkiego kalibru wymagają niewątpliwie adekwatnej do ich skali dokumentacji. Niestety autor z rzadka posługuje się źródłami opierając się w większości na cudzych opracowaniach. Co więcej, przedmiotowe opracowania dobiera w sposób niezwykle powierzchowny, by nie powiedzieć selektywny.

Oczywisty i reprezentatywny dla omawianej książki przykład niedopuszczalnej, paranaukowej dezynwoltury znajdziemy w rozdziale IX. Zychowicz porusza tutaj temat wydarzeń, które miały miejsce w Bydgoszczy 3 i 4 września 1939 roku, a w hitlerowskiej propagandzie uzyskały miano Bromberger Blutsonntag (bydgoska krwawa niedziela). Od lat trwa spór pomiędzy historiografią polską, która za przyczynę przedmiotowych wydarzeń podaje stłumienie niemieckiej dywersji a niemiecką która owej dywersji zaprzecza.

Zychowicz, stawiając Polakom najcięższe zarzuty – masowego morderstwa, powołuje się na opinię jedynego bodaj poważnego historyka po stronie polskiej – Włodzimierza Jastrzębskiego, który popiera narrację niemiecką.

Bogaty dorobek polskich historyków i ich zgodna w znakomitej większości opinia w przedmiotowej materii zostały tutaj całkowicie zignorowane. Zychowicz nie uznał także za stosowne poinformować Czytelników, że także historiografia niemiecka nie jest monolitem w przedmiotowym temacie. Wyłomu dokonała tutaj praca Güntera Schuberta „Bydgoska krwawa niedziela. Śmierć legendy”, która ukazała się w RFN w 1989 r. a w roku 2003 doczekała się polskiego wydania.

Nieznajomość tej pozycji, niezwykle istotnej dla przedmiotowej materii, lub jej świadome pominięcie, jako niezgodnej z główną tezą książki, wystawia Zychowiczowi jako historykowi niezbyt pochlebne świadectwo.

Mocno zastanawiający jest także dobór relacji świadków (nie tylko w tej sprawie). Są one co do zasady jednostronne, co jest tym bardziej zaskakujące, iż nie brakuje tutaj dobrych źródeł. Szkoda, że autor nie znalazł kliku wierszy na przykład na relację Lucy Baker-Beall. Ta nauczycielka języka angielskiego, która przez prawie 40 lat mieszkała w Bydgoszczy, a której dzięki interwencji ambasady amerykańskiej w połowie lutego 1940 r. udało się opuścić Niemcy relacjonowała: „Strzały padały z niemieckich domów i kilku Polaków zostało zabitych lub rannych. (…) W sumie około 200 Niemców zostało zatrzymanych z bronią w ręku i rozstrzelanych, ale to nie było mordowanie bezbronnych ludzi. To nastąpiło później, kiedy Niemcy weszli do miasta”.

Poważne usterki metodyczne, niedostateczna znajomość źródeł i opracowań oraz inne, drobniejsze uchybienia nie są niestety wyłączną domeną omawianego wyżej podrozdziału. Znajdziemy je w mniejszym lub większym natężeniu w całej książce Zychowicza.

To całkowicie dezawuuje wartość poznawczą pracy i dyskredytuje jej autora.

„Skazy na pancerzach” mogły okazać się książką przełomową, otwierającą uczciwy, konstruktywny dyskurs. Zamiast tego są tanim moralitetem opartym na wątpliwej sensacji. Mimowolnie wpisującym się w szczęśliwie niemodny już nurt pedagogiki wstydu. Szkoda, widać na solidne opracowanie tego złożonego tematu przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Przemysław Piasta
http://www.mysl-polska.pl

Komentarzy 21 to “Skazy na pancerzach?”

  1. Wieś Rządzi Światem said

    Jednej rzeczy nie można zrobić: skrzywdzić dziecka i kobiety. A poza tym jak jest wojna to się zabija i to byli JEDYNI ludzie, którzy to rozumieli. Jedyne co można im „zarzucić” to, że zabili zbyt mało.

    Żyd Zychowicz to wie.

  2. Niepokorny said

    Nawet jakby oni byli rycerzami bez skazy tzn. nigdy nie splamili sie zbrodnia czy nawet brakiem kultury to i tak moim zdaniem na panteon sie nie nadaja, bo to byli w najlepszym razie szkodnicy. Polska byla tylko jedna i potrzebowala po wojnie spokoju i odbudowy. A oni w tym przeszkadzali czekajac na 3 wojne swiatowa. Wojne, ktora unicestwila by Polske czyniac z niej atomowa pustynie. Czyli byli takze ludzmi pozbawionymi wyobrazni jesli po prostu nie idiotami.

    ——
    Wyobraźnia najlepiej działa z perspektywy 70 lat wstecz…
    Admin

  3. Jan said

    @ Niepokorny (sic!)

    Swoimi debilnymi stwierdzeniami podważasz sens walki obronnej, którą tak naprawdę, już od dawna powinniśmy podjąć!
    Nie używaj nick’a o którym nie masz żadnego pojęcia. Powinieneś używać nick’a „lizodupa wrogom Polaków”.
    Niestety, jak widać, słychać i czuć, takich popierdoleńców jak ty, to większość dzisiejszych tzw. Polaków!

    A, tfu…! szmato ludzka! Debilu jeden!!!

  4. Piotr Zychowicz i….wszystko jasne.

  5. Niepokorny said

    Panie Admin, nie moge sie z Panem zgodzic w kwestii wyobrazni. Byli to bowiem oficerowie, wiec powinni byc w stanie wyobrazic sobie (chociaz z grubsza) przebieg ew. wojny amerykansko- sowieckiej. Fakt posiadania bomb atomowych przez obie strony byl ogolnie znany. Sila nowej broni tez.

  6. Marucha said

    Re 4:
    Panie Niepokorny, nie byliśmy na ich miejscu i nie wiemy, jak taka sytuacja potwornego, ciągłego stressu by wpłynęła na naszą ocenę rzeczywistości i na zdolność przewidywania.
    Tyle mam do powiedzenia.

  7. Zenon K. said

    Książkę Zychowicza Leszek Żebrowski rozjechał walcem. Autora też, Dyskusja jest na Jewtubie.

  8. AlexSailor said

    @Niepokorny

    Dzisiaj łatwo się mówi.
    Wówczas nie było internetu, gazety pisały brednie, a NKWD chwytało i ludzie znikali.
    Konfiskowano majątki, kamienice, mieszkania, młyny, kuźnie, sklepy.
    Niedouczone, prymitywne mniejszości były panem życia i śmierci, a ludzie walczący przez 6 lat łowną zwierzyną.
    Radia zachodnie, niby Rządu Londyńskiego podburzały, pół Polski zostało zabrane przez „ruskich”, a represje zwiększały się
    z dnia na dzień.
    Na dodatek stały wszędzie radzieckie garnizony, a lizusostwo polskich władz komunistycznych powodowało brak ścigania
    popełnianych przez sołdatów gwałtów, rabunków i morderstw.
    Do tego lektura Trylogii, zwłaszcza Potopu i wyszło jak wyszło.

    No i nie jest też tak, jak autor pisze, to jest niezłomni czasem nie mieli żadnej alternatywy prócz śmierci z bronią w ręku
    lub w kazamatach ubeckich katowni.

  9. Jan said

    @ 4. Niepokorny żyd

    O jakiej ty żydzie, wojnie żydo-amerykańsko – żydo-sowieckiej mówisz!?

    Po jednej i po drugiej stronie stali masoni-syjoniści, kumple od rozpiździawy światowej!

    Trocki został wysłany do Rosji z USA, aby robić „rewolucję”! Lenin z Niemiec.

    Szef Czeka, Selman, zwany dla niepoznaki Dzierżyńskim, to żyd włoski, kuzyn Selmana, zwanego Piłsudzkim!

    Do 1953 roku, do czasu zabicia psa żydowskiego, Berii, nie mogło być mowy o żadnej wojnie światowej!

    Organizowana była wojna zastępcza, która miała trzymać w strachu cały świat a nazywano ją „zimną wojną”

    A tak na marginesie to nie ma żadnej broni atomowej, świat w którym żyjemy, jest zupełnie inaczej zbudowany, jak to twoi żydowscy „naukofcy” nam przedstawiają!!!

  10. Marucha said

    Re 9:
    Bardzo mnie Pan zaciekawił…

    A tak na marginesie to nie ma żadnej broni atomowej, świat w którym żyjemy, jest zupełnie inaczej zbudowany, jak to twoi żydowscy „naukofcy” nam przedstawiają!!!

    Jako człowiek wychowany przez żydowskich naukofcuff chciałbym, pod koniec życia, dowiedzieć się, jak jest zbudowany świat w którym żyjemy. Mam nadzieję, że mi to Pan wyjaśni.

  11. Kazek said

    Taki gen. Nil Fieldorf , ujawnił się a SB nie zostawiła go w spokoju.
    Wielu z tych „Niezłomnych” nawet gdyby się ujawniła mogłaby skończyć tak jak on.

  12. peacelover said

    …jak zwykle : marzyciele i ignoranci sa najbardziej przekonywujacy !!!

    inaczej mowiac : jedni mysla, lecz nie gadaja,,
    inni robia to ….. – na odwrot !!

  13. maasteer said

    bury nigdy nie będzie dla mnie bohaterem, ale ten temat był już na gajówce maglowany wielokrotnie …

  14. maasteer said

  15. Jan said

    @ 10 Marucha

    Proszę Bardzo!

    Specjalnie dla Pana, darmowy transfer w wysokości 50 MB

    O istocie natury. Budowa atomu. Świat w mikroskali.pdf 0,8 MB

    http://chomikuj.pl/Revenforce/ATOM+-+Prawda+o+mikrokosmosie

    ——-
    Zaczyna się dobrze:

    O istocie natury. Budowa atomu. Świat w mikroskali.pdf

    Materia jest tylko innym rodzajem przestrzeni. Przestrzeń z kolei jest nagromadzeniem pojedynczych, oscylujących w trzech kierunkach elementów zwanych przeze mnie wakuolami.

    Wakuole budujące atom zachowują swoją indywidualność a z nią charakterystyczne dla nich oscylacje. Oscylowanie wakuoli we wspólnej przestrzeni, oznacza jednak że musi nastąpić wzajemna koordynacja tych oscylacji.

    Oscylacje wakuoli we wspólnej przestrzeni, przybierają więc charakter regularny. Czym więcej wakuoli zgromadzonych jest w atomie tym bardziej skomplikowane interakcje występują pomiędzy oscylacjami, pojedynczych składowych.

    Naturalną własnością przestrzeni, jest takie ułożenie wakuoli, aby ich oscylacje zaburzały się wzajemnie w jak najmniejszy sposób.
    Zarówno jądro atomowe jak i elektrony, nie są rzeczywistymi bytami w obrębie atomu a jedynie specyficznymi formami oddziaływań, pomiędzy budującymi atom oscylującymi wakuolami.(…)

    Admin

  16. Rafal Cz. said

    ad 10,
    Zaden pan tego nie wyjasni. To zmudna droga, trzeba wiedzy,zrozumienia tej wiedzy oraz pokory przed czyms czego nie wiemy.
    Trzeba pasji poznania a ta nigdy nie wygasnie poniewaz kazde odkrycie jedynie przybliza moment poznania a ten przemieszcza
    sie w czasie …… Tak ze chodzi o to zeby gonic kroliczka a ten I tak zwiewa……

  17. Rafal Cz. said

    Ide juz spac, ale na milosc boska pozbedzcie sie okrelenia „komuna” .Przecie takiej prawdziwej nigdy nie bylo. Byl socjalizm w budowie.
    Przeciez mlodemu pokoleniu przekazujecie falsz a falsz w historii bardzo kosztuje.

  18. Boydar said

    Kilka słów o Kocinkach, strunach i konstrukcji Wszechświata

    http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Teoria_strun

    Nie takie zupełnie bez sensu jak by się mogło wydawać.

  19. Boydar said

    „… Obserwując proces oddalania się galaktyk można dojść do niepokojącego wniosku – nikt nas we wszechświecie nie lubi. …”

    https://m51.pl/wszechswiat/gdzie-mial-miejsce-wielki-wybuch

    Nie, to nie jest jeszcze jedna opowieść z księgi holomitu.
    Wniosek jest prawdziwy, ale czy niepokojący ? Zależy dla kogo.

  20. Marucha said

    Re 19:
    Jeśli ktoś nas nie lubi i od nas się oddala – to dobrze.
    Gorzej z takimi, co nas nie lubią. ale się na chama do nas wpierdalają.

  21. Barbara Chojnacka said

    Panie Gajowy,
    czy u Pana Jah wszystko dobrze?
    Trochę się niepokoję,naprawdę,
    dawno się nie wpisywał

    ——
    Nie mam pojęcia! Istotnie, dość dawno go nie było. Ktoś coś wie?
    Admin

Sorry, the comment form is closed at this time.