Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Jak w stodole w Gardelegen zginęło 1016 osób, w większości Polacy – ale świat wie tylko o Jedwabnem.

Posted by Marucha w dniu 2018-03-16 (piątek)

Znana jest liczba więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, kilku narodowości, w przeważającej większości Polaków – bo ich ekshumowano – spalonych przez Niemców w ostatnich chwilach wojny, 13 kwietnia 1945 r., w stodole w Gardelegen pod Magdeburgiem, w Niemczech. Liczba ta wynosi 1016 osób.

W wymienionym dniu, w przeddzień wejścia wojsk amerykańskich, Niemcy z obozu koncentracyjnego w Mauthausen i z okolicznych mniejszych obozów zebrali ponad tysiąc więźniów. Zgromadzili ich w Gardelegen, w stodole wysłanej słomą, gdy już nad okolicą przelatywały amerykańskie samoloty.

Stodołę otaczał tłum uzbrojonych Niemców: esesmanów, żołnierzy Reichswehry, młodzieży z Hitlerjugend, cywilów. Drzwi do stodoły pozamykano, na zewnątrz słychać było głosy, rozmowy, śmiechy, tupot nóg. Stodołę podpalono. Uwięzieni w niej szmatami, kocami stłumili chwilowo ogień. Niemcy skierowali wówczas w kierunku stodoły ogień karabinowy, wrzucali granaty, wzniecające płomienie. Uwięzieni początkowo sądzili, że to alianckie samoloty bombardują stodołę. Rozległy się jęki, krzyki, wołania: Mordują!

Wewnątrz stodoły była krew, miazga trupów. Siedem osób wydobyło się z morza ognia, poszerzając rękami i nożami szpary w cementowych ścianach stodoły. Przedostali się z płonącej stodoły, spod masy trupów, na zewnątrz. Pomogła noc. Trzech zostało zabitych, reszta się uratowała – wszyscy Polacy. Pozostali spłonęli w stodole.

Żołnierze 102. amerykańskiej Infantry Division, która wkroczyła nad ranem do Gardelegen (wśród nich także Amerykanie polskiego pochodzenia), zobaczyli sczerniały od ognia i dymu beton stodoły, z rozwalonymi drzwiami, a za nimi, osłupiali z przerażenia, dostrzegli stosy nadpalonych trupów. W obliczu niesłychanej zbrodni, przejęci zgrozą, rozstrzelali z miejsca 22 esesmanów znajdujących się w pobliżu, mimo że jeden, prosząc o litość, całował ich buty.

W Gardelegen Amerykanie natychmiast przystąpili do grzebania ciał pomordowanych w stodole więźniów. Pod stosem trupów znaleźli dających oznaki życia siedmiu Polaków, trzech Rosjan i straszliwie popalonego Francuza. Buldożerami amerykańscy żołnierze pogłębili pobliską fosę. Zrobili w niej miejsce na grzebanie zabitych, w większości Polaków. Do grzebania częściowo spalonych ponad tysiąca zwłok Amerykanie zmobilizowali Niemców, mieszkańców Gardelegen i okolicznych miejscowości. Część z nich przed kilkudziesięciu godzinami asystowała bądź brała udział w mordowaniu zapędzonych do stodoły Polaków i więźniów innych narodowości.

W niecodziennym, swoistym pochodzie szli teraz ku fosie elegancko ubrani, schludni, ogoleni, szacowni mężczyźni, mieszkańcy Gardelegen, by pochować w dole niedopalone strzępy ludzkie. Żonom tych mężczyzn nakazali Amerykanie wydać wszystkie prześcieradła. I szli tak z prześcieradłami, porządnie złożonymi na rękach, błyszczącymi bielą, do miejsca pomordowania więźniów.

Kiedy dotarli do stodoły, Amerykanie kazali im całować resztki ludzkie, których nie strawił w stodole ogień. Następnie polecili Niemcom, mieszkańcom Gardelegen, owijać nadwęglone zwłoki w przyniesione z ich domów prześcieradła i nieść je w stronę fosy. Tam przekazywali oni owinięte ciała swoim współrodakom, układającym je w dole. Czynili to, tytułując siebie wzajemnie, z całą powagą: Herr Doctor, Herr Ingenieur, Herr Geheimrat.

W dwu turach przenieśli Niemcy ofiary z miejsca zbrodni do miejsca pochowania. W pierwszej turze przeniesiono 574 popalone ciała, w drugiej – 442. Łącznie mieszkańcy Gardelegen na rozkaz Amerykanów przenieśli spod stodoły do dołów grzebalnych, ucałowawszy uprzednio i zawinąwszy w prześcieradła, 1016 ciał pomordowanych – przeważnie Polaków.

Po pewnym czasie Amerykanie polecili Niemcom zbudować w Gardelegen, dla ofiar ich mordu, odrębny cmentarz. Przeniesiono tam ekshumowane ciała. Na cmentarzu tym stanęło 1016 krzyży. Spaleni, różnych narodowości, byli chrześcijanami. Tylko 4 krzyże opatrzone są imieniem i nazwiskiem. Na 301 widnieją wyłącznie numery obozowe. Reszta, 711 krzyży, to krzyże nie tylko bezimienne, ale nawet bez numeru obozowego, nadanego przez Niemców.

Jeden dzień dzielił ich wszystkich od wyzwolenia z niemieckiej niewoli. Dnia tego nie doczekali.

Opis ich gehenny i męczeńskiej śmierci w stodole w Gardelegen przedstawił, o wiele szerzej, już przed ponad trzydziestu laty, Melchior Wańkowicz*. Wykorzystał on relacje przekazane mu przez uratowanych z masakry w Gardelegen Polaków. Poszukiwał ich nawet w Ameryce. Dotarł także do materiałów archiwalnych, ustnych relacji niemieckich i amerykańskich. W swoich publikacjach zamieścił zdjęcia resztek stodoły w Gardelegen, w której Niemcy spalili 1016 więźniów z okolicznych obozów. W jednej z książek Wańkowicz prezentuje również zdjęcie okolicznościowej tablicy w Gardelegen, informującej w języku angielskim i niemieckim o dokonanej tam zbrodni.

Publikacje M. Wańkowicza zawierają zaledwie część dokumentacji dotyczącej spalenia przez Niemców w Gardelegen ponad tysiąca zniewolonych przez nich ludzi. Wańkowicz stwierdza: „Mam dokumenty, zeznania”. Pisarz już nie żyje. Dokumenty te i zeznania być może znajdują się w posiadaniu rodziny… Nie zostały dotąd udostępnione badaczom. Zawierać mogą niewątpliwie znaczące szczegóły dotyczące zbrodni ludobójstwa dokonanej przez Niemców w Gardelegen, a niewykluczone, że i w innych miejscach.

Instytut Pamięci Narodowej powinien jak najszybciej zainteresować się zbrodnią dokonaną w Gardelegen, w większości na Polakach. Idąc w ślad za spuścizną dokumentacyjną M. Wańkowicza, IPN musi dotrzeć do archiwaliów niemieckich i dokumentacji amerykańskiej oraz rychło zdobyć relacje ocalonych od masakry w Gardelegen Polaków, o ile oni jeszcze żyją.

IPN nie może poprzestawać wyłącznie na badaniach okoliczności spalenia przez Niemców kilkuset Żydów w Jedwabnem. Ma obowiązek wyjaśnienia również okoliczności spalenia przez Niemców jeszcze większej liczby Polaków w stodole w Gardelegen, k. Magdeburga w Niemczech.

Postawiono tam 1016 krzyży. Niemych krzyży. Czy jeszcze tam stoją? Obowiązkiem IPN względem narodu polskiego jest sprawdzić to i sprawę zbrodni w Gardelegen dogłębnie wyjaśnić.

Ryszard Bender, tekst ukazał się w tygodniku Niedziela / fot. Wikipedia
https://niezlomni.com/

Komentarzy 8 to “Jak w stodole w Gardelegen zginęło 1016 osób, w większości Polacy – ale świat wie tylko o Jedwabnem.”

  1. oto said

    Gdy by w Gardelegen zgięli przedstawiciele wiadomej nacji to wiedzieli by o tym nawet w kosmosie.

  2. anonim said

    Gdyby to było tysiąc samowybrańców to Gardelegen wraz z sprawcami-mieszkańcami przestało by istnieć…

  3. provincjal said

    Wie ktoś, kto i ilu żydów zabił w Jedwabnem ?

  4. TomUSAA+ said

    Podobno skaner policyjny wykrył w Jedwabnem 123 szkielety.

  5. Gość said

    „Jedwabne” jest kłamstwem i odwróceniem uwagi (jak zwykle) od curev żydowskich, którzy finansowali II wojnę światową. Ale prawda już sięga dzieci i wiedzą już nawet małolaty, że żydowskie banki finansowały chazara berberyjskiego Hitlera, Lenina, Stalina i zorganizowali gorszym, biedniejszym, żydkom holokicik. Niech się odpier…ą od Polaków żydo-chazarskie curvy bandziory bo to ich robota. Nawet obozy, w tym Oświęcim, były budowane za żydowskie pieniądze w tym Davida Rokefelera (SOC).

    Ale to bezczelne bydło. Rzygać się chce na samą myśl o nich. Wyczerpali już u nie-żydów wszystkie ludzkie odruchy. A to im na dobre nie wyjdzie już nigdy.

  6. Kwiecista said

    „Żądamy Ekshumacji w Jedwabnem!

    Chcemy rzeczywiście dojść do prawdy. To jest konieczność prawna. Tutaj nie dopełniono podstawowych zasad prawa polskiego.”

    Podpisz petycję!
    https://www.jedwabne-ekshumacja.org/podpisz-petycje/

  7. jajacek said

    W 1965 r. na wniosek miejscowych wladz SED zmieniono pierwotną „amerykańską” tablicę upamiętniającą na nowa, ktora zavtą zbrodnię obwinia wyłącznie anonimowych „nazistów” przemilczając czynną pomoc okolicznej ludności niemieckiej i miejscowych strażaków. Co wiecej…miejscowa ludność została wymieniona jako ta, która ” w ludzkim odruchu”pochowała ofiary mordu.

    Przy okazji… oficer ss odpowiedzialny za ten mord nie poniósł żadnej kary i zmarł w latach 90

  8. Pozdrawiam said

    Minęły trzy lata i znowu oni Jedwabne a My im Gardelegen: wpis nr. 2 pod ówczesnym artykułem;

    https://marucha.wordpress.com/2015/05/21/materialy-dotyczace-mordu-w-jedwabnem/#more-50953

Sorry, the comment form is closed at this time.