Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

O realnym i fikcyjnym podziale władzy

Posted by Marucha w dniu 2018-03-16 (Piątek)

Zanim przejdę do sedna sprawy, chciałbym coś ogłosić i zaprezentować dwa cytaty z naszego ulubionego Edwarda Woyniłłowicza. Cytaty, które korespondują z wczorajszą notką oraz sytuacją, w jakiej się cały czas znajdujemy.

Najpierw ogłoszenie – wygląda na to, że ilość demaskacji w naszych wydawnictwach będzie narastać i to w skali do tej pory niespotykanej. Ja wiem, że demaskacja jest marnym narzędziem poznania, ale skoro fakty się ujawniają same, trudno bym udawał, że ich nie ma. Tym bardziej, że dostajemy wszystko na piśmie. Wprowadzenie będzie łagodne, ale w pewnym momencie dojdziemy do rzeczy naprawdę przykrych, których wielu może zwyczajnie nie wytrzymać nerwowo.

Teraz pierwszy cytat z Woyniłłowicza, wspomnienie z gorących lat 1863-1864 – voila, dla tych, którzy nieuważnie czytają:

To też każdy z nas nie zawsze umiał lekcje, ale miał szpilkę z orzełkiem w krawacie i spinki u koszuli z fotografiami Kościuszki, Zamoyskiego, Kronenberga lub Hiszpańskiego, któremi nas hojnie zaopatrywał handel i przemysł warszawski.

Koniec cytatu. Jeśli ktoś nie wie, o jakiego Kronenberga chodzi, wyjaśniam – chodzi o Leopolda Kronenberga, bankiera, który w czasie powstania czmychnął za granicę, a kiedy wrócił odebrał od najjaśniejszego pana order za wzorową postawę wobec jego majestatu. Idźmy dalej.

Kobiety, jako wrażliwsze, zawsze ofiarne i gorące patriotki, we wszelkich demonstracjach przodowały i młodzież za sobą pociągały, więc pierwsze intonowały „Boże coś Polskę!” i „Z dymem pożarów” w kościołach. Przemycały literaturę nielegalną, przechowywały broń, a niekiedy i samych powstańców, a że przy tem urozmaicały „żałobę narodową” efektownemi kontusikami, konfederatkami, kokardami narodowemi i wielkimi krzyżami na piersiach, to trudno im mieć to specjalnie za złe.

Jedno co miałem wówczas za złe i obecnie mam nie do darowania, to że ogół był tak nie wyrobiony, czy zahypnotyzowany, iż zbyt mało reagował na te rządy niewieście. Kobiety pociągnąwszy młodzież, decydowały o wszystkiem: dawały np. palmę posług obywatelskich agitatorom i demonstrantom, a stawiały pod pręgierzem opinii publicznej ludzi głębiej myślących i dalej patrzących, niż emisariusze „Rządu Narodowego” nieraz bardzo domniemani.

Mogę zacytować przykłady: hr. Emerykowi Czapskiemu, fundatorowi Muzeum Czapskich w Krakowie, a ówczesnemu dyrektorowi departamentu leśnego, pobito okna. Szwagier mój, Jerzy Mogilnicki, zesłany na katorgę, nie miał miru u twórczyń opinji publicznej, które i dalej popijały herbatkę z obwarzankami gdy mu majątek skonfiskowano. Pamiętałem to wszystko i ta niesprawiedliwość wpłynęła zapewne na to, że zbyt może lekceważyłem opinie publiczną i nie ubiegałem się nigdy o popularność.

Koniec cytatu. Zwracam uwagę na zwrot – bardzo domniemani emisariusze rządu narodowego. Oznacza on, że każdy oszust, który potrafił uwieść swoją gawędą jakąś mińską czy wileńską wariatkę w konfederatce na głowie, mógł liczyć na sławę i zaszczyty, a także uznany mógł być za wskrzesiciela ojczyzny. Do tego dostawał w pakiecie ciasteczka i herbatę, a jak był bardzo namolny to pewnie i inne jeszcze atrakcje w grę wchodziły.

Tym były owe sztuki łatwiejsze im głębiej rząd narodowy, pisany przez Woyniłłowicza w cudzysłowie brnął w dalekie obszary politycznej fikcji wydając oświadczenia, że granice państwa odrodzonego będą tam, gdzie się poleje polska krew. Jak wiemy deklaracje te nie sprawdziły się ani w pokoleniu Woyniłłowicza, ani później.

Teraz o podziale władzy, o którym już wspomniałem. Fikcja, w którą wierzymy opisywana jest w podręcznikach do WOS-u. Władza dzieli się na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, a jej gwarantem jest naród, który głosuje w powszechnych wyborach. Naród ten nazywany jest czasem suwerenem.

Realnie władza dzieli się na flotę, armię i bojówkę lub bojówki. Te ostatnie mają nadrzędny w stosunku do armii i floty charakter, albowiem za ich pomocą dyscyplinuje się generałów i admirałów. W obecnym świecie bojówka ma charakter oficjalny i nosi nazwę tajnych służb.

Ponieważ każda kolejna władza musi mieć pewność, że bojówka jest wierna, bo od niej zależy wszystko, tworzy nowe służby, które kontrolują poprzednie. Tamte zaś rozwiązuje, albo i nie, jeśli okaże się, że nazbierali oni tyle haków na władzę, że nic im nie można zrobić. W takiej sytuacji wszyscy siadają do negocjacji i coś ustalają.

A co z suwerenem? Nic. Naród już od dawna ma w nosie wybory, głosuje tylko 30 proc. społeczeństwa i tak jest dobrze. Nikt nie chce tego zmieniać, bo gdyby wszyscy uprawnieni poszli do wyborów, zmieniły by się w sposób istotny realia polityczne, a to pociągnąć mogłoby za sobą rozruchy, w wyniku których ktoś musiałby zginąć. A ci co giną, zawsze są wcześniej do śmierci wyznaczeni. Nie informuje się ich jednak o tym, bo ta śmierć jest przedmiotem targów, pomiędzy władzą aspirującą, mającą do dyspozycji nową bojówkę, a starą bojówką i częścią władzy, która nie ma sił, by utrzymać się na powierzchni i szuka nowych rozwiązań.

U nas jeszcze do takich rzeczy nie doszło, ale one są znane z historii. Przykład wielkiego pensjonariusza Niderlandów – Jana de Witt i jego brata Cornelisa jest tu najbardziej wyrazisty.

W opisanym wyżej układzie potrzebny jest jakiś stabilizator czyli gwarant. I to zawsze jest bank, który daje zabezpieczenie aktywom starej bojówki i nowej władzy. Ten bank może przez to wpływać realnie na to kto będzie rządził. I to jest clou systemu, ale o tym się nie mówi. To znaczy nie mówi się dziś, w epoce rozbuchanych mediów, wolnego słowa i różnych innych fikcji jakże podobnych do konfederatek i kontusików oszalałych mitomanek biegających ulicami polskich miast w latach 1863-64. Dawniej pisało się o tym otwarcie w gazetach.

Ot choćby sprawa wojny domowej w Chile, w roku 1891. W tym przypadku opisany przeze mnie schemat jest najbardziej wyrazisty. Oto zbuntowany kongres przeciwstawił się prezydentowi nazwiskiem Balmaceda. Władzą podzielili się tak, że ludzie z kongresu zabrali flotę, a prezydentowi została armia – albo na odwrót, nie ma to w zasadzie znaczenia.

Jeśli zajrzymy do wiki, to aż podskoczymy z radości. Balmaceda, stary mason, promotor robót publicznych, sprzeciwiał się obecności w Chile kapitału brytyjskiego. Oczywiście nie zadbał o to, by zorganizować sobie bojówkę, ale zadbał o kredyt finansujący jego szerokie i ważne inwestycje. Zaciągnął go w banku niemieckim. No, ale przegrał. Kongres i jego flota zapędzili pana prezydenta do argentyńskiej ambasady w Santiago, gdzie polityk ten, z rozpaczy, strzelił sobie w łeb. To ci dopiero demaskacja. Znowu ci cholerni Brytole.

No, ale uważna lektura ówczesnych gazet, a prasa była wówczas naprawdę wolna, Chile zaś naprawdę bogate, co oznacza, że polityka tam prowadzona była serio, daje nam jeszcze jedną odpowiedź na pytanie – dlaczego Balmaceda się zastrzelił. Otóż wcześniej zdeponował on duże ilości gotówki u Alfonsa Rotszylda. Na wszelki wypadek, gdyby coś się stało. Jakby jakiś bunt wybuchł albo coś. – Wtedy – pomyślał spryciarz Balmaceda – zadzwonię do Alfonsa i powiem – oddaj mi moje pieniądze, a jak on już je odda zaciągnę nową armię i pomaszerujemy do tej dziury, gdzie schowali się ci tchórze z kongresu.

I wyobraźcie sobie, że do buntu rzeczywiście doszło, Balmaceda rzeczywiście zadzwonił do Rotszylda, a ten odebrawszy słuchawkę rzekł – Balmaceda? Balmceda? Nie przypominam sobie nikogo takiego….Stropił się prezydent Balmaceda, ale nie dał tego po sobie poznać. Dopiero potem, kiedy okazało się, że Rotszyld wydał jego pieniądze buntownikom z kongresu wpadł w prawdziwą rozpacz. Dlaczego uczciwy bankier postąpił tak niegodnie i podstępnie? Miał dobre powody, chciał razem z Kronenbergiem i Hiszpańskim, to jest chciałem rzec, razem z Goldsmithem i Hirschem zorganizować osadnictwo żydowskiej w Chile i przesiedlić do tego kraju Żydów w Polski i Ukrainy. Balmaceda nie odpowiedział na propozycję Rotszylda w sposób zadowalający, a przez to postawił pod znakiem zapytania swoją polityczną karierę. Zabijać jednak się nie musiał….chyba….

Dzięki opisanym tu wypadkom do Chile trafiła rodzina Chodorowskich, Żydów z Ukrainy, a dziś żyje tam ich potomek, najsłynniejszy scenarzysta komiksowy świata – Alejandro Jodorowski. Jest on znany z tego, że pisze scenariusze do najbardziej obscenicznych i antykościelnych komiksów jakie powstają. Sami zresztą możecie je sobie obejrzeć w sieci. Jego zresztą też, to bardzo malownicza postać. Na dziś to tyle. Dziękuję za uwagę

A oto najnowsze nagranie „u Michała” w księgarni Foto-Mag, tym razem o kwartalniku Szkoła Nawigatorów o protestantyzmie:

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=mPtOH0VMOq0&w=500}

https://coryllus.pl/

Komentarzy 7 to “O realnym i fikcyjnym podziale władzy”

  1. Yagiel said

    nic nowego sub Sole… Ciekawe, jak to wyglądało w antycznych/klasycznych Atenach czasu wojny ze Spartą: kto Sparcie finansował flotę?

  2. Głos Prawdy said

    To ten?
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Edward_Woyniłłowicz
    Bo to fundator naszego kościoła, mojej parafii, sługa Boży. W tym czasie mamy rekonstrukcje.
    http://znadniemna.pl/15475/edward-woyniowicz-zostanie-wyniesiony-na-oltarze/
    https://chyrvony.by/

  3. Joung said

    Gonic ta wadze
    To sa same szabes goje=zydostwo.
    Tyle w tym temacie.

  4. AlexSailor said

    Przecież to chory psychicznie psychopata.

    .https://www.youtube.com/watch?v=bgr7fAD2vTI

    Ten Jodorowski.

  5. Dedal said

    W stuleciu XVII pozyskiwano taniego robotnika do wielkich warsztatów rujnując duże obszary całych królestw i pozbawiając ludność jakichkolwiek szans na przeżycie.

    W stuleciach późniejszych wojny też wybuchały, ale nikt nie był na tyle głupi, by dewastować kraj i mordować ludzi tysiącami.

    Prawdziwy kłopot zaczął się wtedy, kiedy wielki przemysł USA zażądał mas całych taniego robotnika, który nie dość, że tani to będzie jeszcze posłuszny i gotowy do życia w nędzy przez wiele lat, a potem do nieokiełznanej konsumpcji towarów wytwarzanych na rynku amerykańskim.

    Pozyskiwanie robotnika nie było łatwe, albowiem monarchie europejskie broniły się przed utratą siły roboczej i zmniejszeniem populacji. Wtedy włączoną opcję – antagonizm socjalny i narodowościowy, a także religijny plus demokracja. Najpierw zjednoczono Włochy przeciwko papieżowi i wywieziono masy włoskiego robotnika do chilijskich kopalń.

    Potem zaś na tej samej zasadzie, dosłownie naśladując wszystkie posunięcia Cavoura, próbowano wywołać rewolucję w Polsce. Ta zaś nie miała nigdy innego celu jak ten, by masy taniego robotnika opuściły kraj.

    Przekonanie ziemian do socjalizmu odbyło się poprzez ideę niepodległości. Wielcy ziemianie na wschodzie Europy byli dla przemysłu największym zagrożeniem. Po pierwsze dlatego, że dawali ludności stabilizację bytową, dawali pracę i organizowali życie całych, dużych nieraz bardzo lokalnych populacji.

    To wszystko działo się w czasie kiedy Rotszyldowie już szykowali kolonizację Palestyny i mówili wyraźnie, że nie ma dla poważnych Żydów miejsca w Europie wschodniej. Nasi jednak jakby ogłuchli. Być może mieli dostęp nie do tych informacji co trzeba. Wielkie majątki ziemskie prowadzące gospodarkę ekstensywną, nie miały żadnej potrzeby zaciągania kredytów na usprawnienie gospodarstwa, bo i tak wszystko co zostało wyprodukowane można było na miejscu sprzedać.

    To się oczywiście nie podobało producentom maszyn sprzedawanych na kredyt. Cała więc propaganda niepodległościowa od roku 1863 została przestawiona na tory socjalne, cała też zaczęła głosić antagonizm pomiędzy wielką własnością a ludem.

    Piłsudski, tak jak napisałem, był człowiekiem Włodzimierza Zubowa, ten zaś koordynował działania socjalistów na całym obszarze Królestwa Polskiego i Rosji w oparciu o skorumpowanych dworzan i urzędników carskich.

    Bankierzy z USA i GB dewastowali duże obszary świata, po to, by przyjąć do swoich fabryk najtańszego robotnika, zapłacić mu grosze, za które on następnie powinien zakupić produkowane przez nich towary. To był dokładnie ten sam mechanizm co w Polsce, gdzie dziedzic z Żydem karczmarzem rozpijali chłopa

    Napiszę jeszcze raz – nie było dobrej odpowiedzi na pytanie – dlaczego ma powstać wolna Polska. Odpowiedź, której dzisiaj udziela nam prof. Andrzej Nowak – że wolność, że swoboda, że coś tam jeszcze, jest odpowiedzią, jakiej udzielali sobie bogaci ziemianie zakładając Towarzystwo Rolnicze. To jest odpowiedź – pułapka.

    Tamci mają lepszą – wolna Polska ma powstać w granicach przez nich wyznaczonych po to, by wielka własność została zdegradowana i nie stanowiła przeszkody w pozyskiwaniu niewolnika, to jest chciałem rzez, taniego robotnika. Ten zaś proces nadzorować powinna socjalistyczna bojówka, lub bojówki zwane partiami politycznymi. I tak się właśnie działo.

    Tak wyglądały realia II RP, ale wielu wydawało się, że oto idziemy do sukcesu. Szliśmy na śmierć, przy wtórze okrzyków wznoszonych przez oszalałe wariatki, które widziały już siebie wśród triumfatorek głoszących postępowe idee, wśród nauczycielek chłopskich i robotniczych dzieci, na uniwersytetach i politechnikach

    Tak sprawy mają się już od dawna, od roku 1863 i na razie nie widać szans na to, by się zmieniły. Polityka zaś polska dziś polega na tym, by tani robotnik wyjeżdżał tam gdzie go potrzebują, ale jednocześnie, by ludzie, którzy go od nas pobierają nie wpadli na pomysł, że można bezkarnie zniszczyć nasz kraj, czyniąc z niego pustynię. To jest clou polityki polskiej dziś i do tego służą podatki, kredyty oraz propaganda państwowa. Reszta to didaskalia.

    http://gabriel-maciejewski.szkolanawigatorow.pl/o-powierzchownym-rozumieniu-historii-telokowi

  6. Dedal said

    Traktatem ryskim z swej ziemi wygnany, deptać musiałem obce łany

    Marian Zdziechowski ujawnił, iż delegaci Polski na rokowaniach pokojowych w Rydze, niechętni Woyniłłowiczowi, celowo tak przeprowadzili linię graniczną, aby jego majątek znalazł się po stronie sowieckiej

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Edward_Woyni%C5%82%C5%82owicz

    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D0%BE%D0%B9%D0%BD%D0%B8%D0%BB%D0%BE%D0%B2%D0%B8%D1%87,_%D0%AD%D0%B4%D0%B2%D0%B0%D1%80%D0%B4

    https://be.wikipedia.org/wiki/%D0%AD%D0%B4%D0%B2%D0%B0%D1%80%D0%B4_%D0%90%D0%B4%D0%B0%D0%BC%D0%B0%D0%B2%D1%96%D1%87_%D0%92%D0%B0%D0%B9%D0%BD%D1%96%D0%BB%D0%BE%D0%B2%D1%96%D1%87

  7. Regina said

    Ad.1 Yagiel. „Nic nowego pod słońcem” Święta prawda i w zupełności zgadzam się z tym stwierdzeniem.Domyślam się,że chodzi ci o wojnę peloponeską,między Spartą i Atenami w latach 460-446/5 i 431-404r p.n.e. o hegemonię nad całą Grecją.Te dwie potęgi były finansowane przez swoich sojuszników, zrzeszonych w dwu związkach: Związek Morski- któremu przewodziły Ateny i Związek Peloponeski- pod przewodnictwem Sparty. Powstały one w czasach wojen z Persami,dla odparcia inwazji Kserksesa w 479r p.n.e. Wszystko co helleńskie zjednoczyło się i na czas wojny zawiesiło wszelkie spory między sobą. Z wojny wyszli zwycięsko, ale związki pozostały i stały się podstawą potęgi militarnej,gospodarczej oraz dobrobytu Aten i Sparty. Członkowie tych dwu ” uni” byli zobowiązani płacić olbrzymie składki do wspólnego skarbca, dostarczać wojska i okrętów. Obciążenia dla tych zrzeszonych państw były olbrzymie. W czasie wojny z Persami było to uzasadnione, a wszyscy członkowie tych związków byli równi sobie. Po wojnie perskiej, to się zmieniło. Ateny i w mniejszym stopniu Sparta dalej eksploatowały swoich podopiecznych. Za czasów Peryklesa skarbiec Związku Morskiego z wyspy Delos został przeniesiony do Aten, pod pretekstem,że będzie bezpieczniejszy na wypadek wojny z Persami. Członkowie(polis) płacili dalej pieniądze, które zawłaszczali Ateńczycy i obrastali w dobrobyt i potęgę.Wojna peloponeska zakończyła się przegraną dla Aten, a związki w krótkim czasie się rozpadły. Sparta na 30 lat stała się hegemonem całej Grecji. Może dla tego, że nie tak bardzo eksploatowała swoich sojuszników, miała ich mniej, ale za to bardziej oddanych. Morał z tego taki, że chciwość i pazerność nie popłaca, ma krótkie nogi.

Sorry, the comment form is closed at this time.