Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

W uścisku „realistów”

Posted by Marucha w dniu 2018-04-16 (Poniedziałek)

Wiele lat, a nawet dziesięcioleci musi upłynąć, „nim się przedmiot świeży, jak figa ucukruje, jak tytuń uleży” – pisał Adam Mickiewicz, wkładając tę opinię w usta Kajetana Koźmiana, poety pseudoklasycznego, co to „opiewał tysiąc wierszy o sadzeniu grochu”.

W przypadku tak zwanych „żołnierzy wyklętych”, których na dobrą sprawę należałoby raczej nazywać niezłomnymi, dziesięciolecia chyba nie wystarczą.

Z jednej strony „niech na zawsze w piosence zostanie chwała Polski, partyzancka brać” – jak śpiewaliśmy na obozach harcerskich w Zwierzyńcu na Roztoczu w latach 1957 i 1958, kiedy po październiku 1956 roku na krótko dopuszczono do harcerstwa „starych” instruktorów, niekiedy nawet AK-owców, których miejsce zajęli wkrótce potem partyjni karierowicze – ale z drugiej „reakcyjne podziemie” wzbudzało nienawiść przedstawicieli polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, która – korzystając z dobrego fartu pod sowiecką okupacją – rozwnuczyła się w kolejnych pokoleniach.

Reakcja potomstwa hitlerowskich i sowieckich kolaborantów na przywracanie w Polsce pamięci o żołnierzach niezłomnych pokazuje, że polskojęzycznej wspólnocie rozbójniczej najwyraźniej nie wystarczyło fizyczne ich wytępienie, ale pragnęliby również zatrzeć o nich wszelką pamięć tak, żeby nie pozostał nawet ślad po zatarciu.

Jest to skądinąd zrozumiałe, bo odradzanie pamięci o żołnierzach niezłomnych jest dla tego potomstwa nieustannym wyrzutem sumienia nie tylko z powodu łajdactw popełnionych przez przodków, ale również, a może nawet przede wszystkim dlatego, że żołnierze ci podnieśli poprzeczkę godności i honoru tak wysoko, że współcześni folkdsojcze, ani kunktatorzy, co to chętnie przywdziewają kostium „realistów”, nie są w stanie jej dosięgnąć nawet gdy podskakują, więc chociaż hurtowo wystawiają sobie nawzajem certyfikaty przyzwoitości, to w głębi serca wiedzą przecież, że wszystkie one są gówno warte – i to napełnia ich nieustannym bólem rozdrapywanych na nowo ran, zdawałoby się – już dawno i na dobre zarośniętych błoną podłości.

Tu dziesięciolecia nie wystarczą i dopóki kolejne generacje odradzającej się nieustannie polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej nie odetną się raz na zawsze od swojej kolaboranckiej przeszłości, to nie zaprzestaną też prowadzenia wojny przeciwko historycznemu narodowi polskiemu, który musi dzielić z nimi terytorium państwowe.

Tej nienawiści doświadczyli najdotkliwiej przede wszystkim żołnierze niezłomni i pragnęli uwolnić się od niej, nawet za cenę schronienia się w śmierci.

O czym marzyli? Odpowiada na to pytanie wspomniana piosenka: „Święty Pieter ci bramę otworzy. Spyta: skąd? – Z partyzantki jam jest! Wejdziesz w ogród spokoju i zorzy, boś jest Polak i walczyłeś też.” W ogród spokoju i zorzy… Udręczeni już tylko o tym marzyli, już tylko tego chcieli.

Militarna i polityczna klęska żołnierzy niezłomnych stanowi pożywkę dla tak zwanych „realistów”, u których albo niedostateczny temperament, albo brak odwagi, albo i jedno i drugie, wzbudza niechęć do wszelkich form przeciwstawiania się przemocy.

Oczywiście ani do braku odwagi, ani niedostatku temperamentu przyznawać się nie wypada, ale od czegóż „realizm”? Toteż w imię „realizmu” postawa żołnierzy niezłomnych i przez nich jest, jeśli nawet nie bezwzględnie i pryncypialnie potępiana, to w najlepszym razie – lekceważona, jako efekt uwiedzenia fałszywą ideologią insurekcyjną, według której siły należy mierzyć na zamiary, co już od początku nosi w sobie zarodek klęski.

Na pierwszy rzut oka tej krytyce ze strony „realistów” niepodobna niczego zarzucić. Rzeczywiście ideologia insurekcyjna z jej zasadą mierzenia sił na zamiary, nosi w sobie zarodek klęski. Ale kiedy rozbierzemy sobie te sprawy z uwagą, to nie da się ukryć, że krytyka żołnierzy niezłomnych główne swoje ostrze wymierza w poświęcenie.

Tymczasem postawa realistyczna jest możliwa, a zwłaszcza owocna tylko wtedy, gdy nie wszyscy są realistami, gdy niektórzy, a nawet nie tyle „niektórzy” co raczej większość, wykazuje gotowość do poświęcenia na rzecz wymarzonego celu. I ocena, czy cel ów leży w granicach realizmu, musi ten czynni uwzględniać, na równi z innymi, na przykład – liczebnością armii, czy jej uzbrojeniem. W języku wojskowym nazywa się to „morale” i to właśnie ono często przesądza o wyniku konfliktu.

„Zwycięży kto najmocniej chce” – głosiła piosenka popularna w czasach pierwszej komuny. I jeśli chodzi o poświęcenie, to żołnierze niezłomni dostarczają miary nie tylko cywilom, ale przede wszystkim – naszej niezwyciężonej armii, w której – jak podejrzewam – od „realistów” aż się roi.

Mieszanie herbaty bez cukru

Zainteresowanie społeczeństwa sytuacją naszej niezwyciężonej armii jest stosunkowo niewielkie, co można tłumaczyć zarówno okolicznością, że Polska została przez rządy SLD-PSL oraz Unii Wolności w znacznym stopniu rozbrojona. O jej kondycji świadczyły statystyki, według których w pewnym momencie liczyła ona 22 tys. oficerów, 45 tys. podoficerów, 12 tys. szeregowców zawodowych i 12 tys. szeregowców nadterminowych. Na jednego oficera przypadało 2 podoficerów, którzy dowodzili do spółki jednym szeregowcem. Podobnie wyglądała armia polska w czasach saskich, no ale wtedy używana była głównie do asystowania przy pogrzebach i tym podobnych uroczystościach.

Drugą okolicznością jest skłonność Umiłowanych Przywódców do prężenia cudzych muskułów, to znaczy – muskułów sojuszniczych. Nikt nam nie zrobi nic, bo z nami jest – już nie marszałek Śmigły-Rydz, tylko armia Stanów Zjednoczonych, która do spółki z Bundeswehrą będzie broniła polskich interesów państwowych do ostatniej kropli krwi. W tej sytuacji dalekosiężna myśl wojskowa naszej niezwyciężonej armii kierowała się ku rozmnażaniu dowództw, w których można byłby sporządzić sobie wygodne nisze ekologiczne, gdzie można by spokojnie dotrwać aż do emerytury. Toteż nic dziwnego, że cywile nie zwracali specjalnej uwagi na armię składającą się też z cywilów, którzy tylko z racji swego emploi poprzebierali się w mundury.

Przekonanie, że nasza niezwyciężona armia nikogo nie jest w stanie przed niczym obronić, było dodatkowo umacniane przez nie tyle nawet wprowadzenie batalionów obrony terytorialnej, co opowieści, że to właśnie one, w sytuacji gdy główne siły nasze niezwyciężonej zostaną już rozgromione, stawią napastnikowi bohaterski opór, na widok którego on się „zadziwi i zlęknie”, dzięki czemu ostateczne zwycięstwo będzie należało do nas.

Nawet osobom bez specjalnego przygotowania wojskowego wydawało się to dziwne w sytuacji, gdy klasycy nauk wojskowych twierdzili, że jednym z podstawowych celów jest jak najszybsze przeniesienie wojny na terytorium nieprzyjaciela, a nie ściąganie jej na terytorium własne. Tymczasem zawirowania i spory, jakie wybuchały wokół naszej niezwyciężonej armii przechodziły nad tymi wątpliwościami do porządku, koncentrując się na „strukturze dowodzenia”, co przypominało mieszanie herbaty w szklance, do której zapomniano dosypać cukru.

Kosztowne zaniedbania i zaniechania

Tymczasem nawet w sytuacji posiadania potężnych sojuszników, trzeba zadbać o muskuły własne, bo czym kończy się prężenie cudzych muskułów, to przekonaliśmy się we wrześniu 1939 roku. Oczywiście możliwości te zależą od stanu gospodarki państwa, bo – jak to już dawno zauważył pogromca Napoleona, książę Wellington – „armia maszeruje na brzuchu”.

Ale bywają niekiedy okazje pozwalające pójść na skróty i właśnie po praz pierwszy mieliśmy z nią do czynienia, gdy prezydent Kwaśniewski i premier Miller wprowadzili polski kontyngent wojskowy do Iraku. Było to spełnienie prośby administracji prezydenta Busha, którego można było wtedy poprosić o przynajmniej dwie przysługi wzajemne: obietnicę, że USA nie będą wywierały na Polskę nacisków w sprawie żydowskich roszczeń majątkowych oraz o amerykańska zgodę na militarną konwersję polskiego długu zagranicznego. Tak się bowiem złożyło, że w tym czasie zagranicznymi wierzycielami Polski były już wyłącznie państwa członkowskie NATO.

Z tego tytułu Polska miała argument w rozmowie z Amerykanami i innymi rządami, że militarna konwersja, polegająca na tym, że pieniądze, które Polska miałaby oddać wierzycielom z tytułu spłaty długu, za ich zgodą przeznaczyłaby na modernizację własnej armii, będącej przecież składnikiem sił zbrojnych NATO i w dodatku rozlokowanej za wschodnim krańcu obszaru obrony NATO. Zatem taka militarna konwersja dokonałaby się w interesie wszystkich uczestników Paktu, a nie tylko Polski.

Niestety ani jedna, ani druga propozycja nie została prezydentowi Bushowi złożona, bo Aleksander Kwaśniewski myślał, że w takiej sytuacji prezydent Bush z wdzięczności zrobi go I sekretarzem ONZ, a w ostateczności – I sekretarzem NATO. Nic z tego nie wyszło i Polska też nic z tego nie miała, bo tylko agenci amerykańscy dostali swoja dolę za pośrednictwem firmy Nur Corporation, która te „honoraria” rozprowadzała.

Druga okazja – tez zresztą zaprzepaszczona – pojawiła się, gdy prezydent Obama zresetował swój poprzedni reset stosunkach z Rosją, w następstwie czego USA powróciły do aktywnej polityki w Europie Środkowo-Wschodniej, zapalając zielone światło dla przewrotu politycznego na Ukrainie.

Kiedy w czerwcu 2014 roku prezydent Obama pojawił się w Warszawie, by powinszować nam, że ponownie podjęliśmy się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, dwukrotnie na antenie Radia Maryja mówiłem, by tym razem już nie powtarzać błędu prezydenta Kaczyńskiego, który wcześniej podjął się tej roli za darmo, tylko żeby przedstawić prezydentowi Obamie dwie prośby: po pierwsze – by USA oficjalnie obiecały Polsce, że nie będą wywierały na nią nacisków w sprawie roszczeń żydowskich – a obecny rozwój wypadków pokazuje, jak ważna była to sprawa – oraz drugą – że Polska, podejmując się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta, siłą rzeczy stała się państwem frontowym.

W związku z czym chcielibyśmy, by USA traktowały Polskę tak samo, jak inne państwo frontowe, czyli Izrael. To znaczy – 4 miliardy dolarów rocznie kroplówki finansowej na modernizacje i dozbrojenie armii oraz udogodnienia wojskowe, podobne do tych, z jakich korzysta Izrael.

I znowu nikt nie ośmielił się złożyć prezydentowi Obamie tych propozycji, łącznie z Księciem-Małżonkiem Radosławem Sikorskim, inaczej nazywanym „Paziem”, który w podsłuchanej rozmowie wypłakiwał się, że musi Obamie „robić laskę” za darmo. Ale Rzeczpospolita nie płaciła Księciu-Małżonkowi za „robienie laski”, tylko za pilnowanie polskich interesów, do czego „Paź” najwyraźniej był albo za głupi, albo zbyt nieśmiały. „Laskę” by jeszcze zrobił, ale już nic więcej.

Po pierwsze – nie zachęcać

Nie jestem fachowcem wojskowym – a to oni powinni odpowiedzieć przywódcom państwa, jaka armia jest potrzebna do osiągnięcia celów, wynikających z polityki państwa. To o owo jednak i ja mogę powiedzieć, odwołując się do takich tęgich teoretyków wojny, jak Karol von Clausewitz. Zauważył on między innymi, że sprawcą wojny nie jest napastnik, tylko napadnięty, bo swoja słabością najwyraźniej musiał zachęcić napastnika.

Podobnie myślały wilki z bajki napisanej przez biskupa Ignacego Krasickiego, jak to w lesie przydybały jagnię. Już zabierały się, by je rozszarpać i zjeść, gdy tymczasem jagnię postawiło sprawę na nieubłaganym gruncie praworządności – że jakże mogą je rozszarpywać i pożerać bez dania racji? Wilki się zreflektowały; rzeczywiście, tak nie można – i przedstawiły jagnięciu trzy powody, dla których zaraz rozszarpią je i pożrą: „smacznyś, słaby i w lesie” – „Zjedli niezabawem” – konkluduje pozbawiony złudzeń ksiądz biskup.

Wypływa z tego wniosek, by nie dopuszczać do takiej słabości państwa, która zachęcałaby jakiegoś potencjalnego napastnika. A wydaje się, że pochłonięci sporami o „strukturę dowodzenia” naszą niezwyciężoną armią Umiłowani Przywódcy, a zwłaszcza – pan prezydent Duda, dopuścili do sytuacji, w której ukraiński generał odgraża się, że jeśli Polska będzie pomstowała na banderyzm, to półtoramilionowa ukraińska diaspora w Polsce „chwyci za kije”.

Ciekawe, czy gdyby pan prezydent Duda zawiózł do Kijowa jeszcze jeden miliard euro haraczu, Ukraińcy w Polsce też „chwyciliby za kije”, czy jednak trochę by z tym poczekali?

Drugą sprawą jest eliminacja ze struktur państwa agentury – no a z tym Polska ma problem już od 1944 roku. Ciekawe, że ta sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej w związku z tzw. transformacją ustrojową, kiedy to bezpieczniacy, gwoli wyrobienia sobie jakiejś polisy ubezpieczeniowej na wypadek ewakuacji Sowietów ze Środkowej Europy, na własną rękę zaczęli przechodzić na służbę do przyszłych sojuszników Polski, wskutek czego nasz nieszczęśliwy kraj jest jakby sparaliżowany i niezdolny do realizowania swoich interesów w stosunkach sojuszniczych.

Ten paraliż dochodzi do tego, że Polska sprawia wrażenie bezbronnej nawet wobec pana Kramka, który otwartym tekstem nawoływał do obezwładnienia rządu. Tych buńczucznych deklaracji musieli wysłuchiwać nie tylko ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo Polski w niezwyciężonej armii, ale i bandy darmozjadów, dekujące się po tak zwanych „służbach”.

W tej sytuacji pan Kramek i tak jest uprzejmy, że jeszcze nie przechodzi od słów do czynów – ale jak długo możemy liczyć na jego dobrą wolę?

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Komentarzy 20 to “W uścisku „realistów””

  1. Józef said

    ”Zainteresowanie społeczeństwa sytuacją naszej niezwyciężonej armii jest stosunkowo niewielkie, co można tłumaczyć zarówno okolicznością, że Polska została przez rządy SLD-PSL oraz Unii Wolności w znacznym stopniu rozbrojona”

    Redaktor Michalkiewicz raczył zauważyć wbrew obowiązującym doktrynom ”jedynych prawdziwych Polaków”, że bylo polskie a nie polskojęzyczne wojsko. Ktoś te wojsko rozbroił? Ale kto? Generał Jaruzelski może?

  2. Boydar said

    Ulubiony Stanisław Mój, na wojsku zna się ch~uj. Czyli nic. Sam zresztą pisze – „… nie jestem fachowcem wojskowym …”. Ale chyba, skoro umie pisać, to czytać pewnie też – „Siły obrony terytorialnej wykonują zadania z zakresu obrony powszechnej państwa oraz wsparcia i zabezpieczenia wojsk operacyjnych. Ponadto mogą one prowadzić działania bojowe oraz ratownicze. Zawsze jednak działania OT ograniczone są do terenu kraju. (wiki)
    Polska obecna nigdy nie zamierzała nikogo atakować. Być może ta kiedysiejsza również nie, mimo że w praktyce wyglądało to różnie. W każdym razie dzisiaj, OT najbardziej przeszkadza żydoszkopom i ukropskim banderowcom. Oraz dziwnym zbiegiem okoliczności Mojemu Ulubionemu Stanisławowi. Tak więc z tą paralelną umiejętnością czytania i używania rozumu u Niego to jeszcze różnie się może okazać. Z tym, że jak przypuszczam, iskrówki to nawet Brailem łapie i to bezbłędnie.

    I druga sprawa. Tylko ostatni żydowski obrzezany ch~uj, może optować za koniecznością wziątek za udział w Iraku czy gdzie tam jeszcze. Bo tak jak jest, to chu~jami okazali się tylko personalnie poszczególni żołdacy; w wersji postulowanej przez Mojego Ulubionego Stanisława, jednym wielkim chu~jem byłoby całe państwo polskie. I tak prawie jest, ale nie z tego powodu.

    W artykule jest jeszcze kilka innych ciekawych wątków, choć nieco mniej oczywistych, także dla mnie. Więc taktownie zamilczę.

  3. Marucha said

    Re 3:
    Odniosłem silne wrażenie, że Maciora wręcz rwał się do wojny z Rosją.
    Mnie też OT nie zachwyca. Najpierw trzeba się zająć wojskiem, a póki co to mamy żówno.
    A państwo polackie chujem jest i tak.

  4. Boydar said

    Jakoś mi się dzisiaj rymuje, taki fart.

    Od tego Maciory rwania Rosja nie ma nawet zadrapania. I nic nie wskazuje aby miała mieć.

    Żydy nigdy by nie pozwoliły na żadną OT gdyby nie „straszliwy” rosyjski straszak. A żydoszkopy nie dałyby żadnej możliwości modernizacji polskiej armii. Zarówno technicznie jak i personalnie. Taka była droga do osiągnięcia takiego celu, innej nie było.
    Polsce jedyna armia jaka jest potrzebna to armia obronna. Klasyczna przeciw żydoszkopom i właśnie terytorialna przeciw ukrom.

    Że państwo jest chu~jem-macochą to niestety prawda. Ale gdyby sprawy toczyłyby się w takim kierunku jak przed II wś. to już nawet nie można by było dzisiaj powiedzieć, że jest polackie – jidysz byłby językiem urzędowym, polski – być może regionalnym reliktem.

    ——–
    Armia obronna… Chyba przeciwko sojusznikom. Kpiny.
    Admin

  5. Boydar said

    I tym sposobem złapaliśmy konsensusa 🙂

    Dobrej nocy życzę Panie Gajowy, żeby chociaż tak nie bolało. Z tą dną to może być trafiony zatopiony.

  6. revers said

    OT to tylko przeciw tubylcom lub nowym „uchodzcom” gdyby chcialy zmienic gminy wladze, cos jak gwardia narodowa w us do pacyfikowania rozrob wewnetrzynch, najczesciej murzynskiej ludnosci ameryki, stad tez przciwwaga „czarne pantery”. Polskich „rysiow”, „zbikow” dla przeciwwagi nie bedzie.

    Specnaz bez uzbrojenia szybko by rozbroil te pospolite ruszenie, w niektorych wypadkach skorzystal z tego uzbrojenia jak opor byl by wiekszy.

  7. Józef said

    OTK Oddziały Tajnych ”Komandosów”.
    Co jest warte wojsko złożone z mężczyzn kategorii ”D”? Polsce jest potrzebna armia i z poboru i zawodowa oraz polski przemysł zbrojeniowy. Coś takiego przecież było, tylko rewolucjonistom zachciało się wszystko zaorać i na gruzach dawnego wojska, sklecić wydmuszkę nadającą się tylko do szwancparad. Dlaczego normalny mężczyzna powinien służyć w wojsku, to chyba nie muszę nikogo rozsądnego przekonywać. A teraz co powinno być w normalnym państwie szanującym siebie i swoje tradycje oraz wolność? Że tylko mężczyźni zdolni do ofiary wojennej, powinni pełnić ważne urzędy publiczne i robić karierę. Pizdusiom w rurkach, wara od karier a nawet ożenku, by się niemota nie płodziła. Przypomnę słowa ważnego myśliciela ojca Bocheńskiego o herezji pacyfizmu.
    ”PACYFIZM. W zasadzie tyle co przekonanie, że pokój jest stanem godnym pożądania i że należy do niego dążyć.

    Ale w praktyce pacyfizm przejawia się zwykle w postaci dwóch zabobonów: 1. że można osiągnąć pokój rozbrajając narody pokojowe i 2. że żadna wojna nie jest moralnie dopuszczalna.

    Doświadczenie uczy, niestety, że rozbrajanie narodów pokojowych prowadzi do opanowania ich przez inne, wojownicze, a te z kolei zaczynają toczyć wojny z podobnymi do siebie drapieżnikami. Skądinąd twierdzenie, że każda wojna jest niesprawiedliwa, nie wytrzymuje krytyki, są bowiem okoliczności, w których – zgodnie z normalnym wyczuciem – istnieje oczywisty obowiązek bronienia orężem praw innych, powierzonych naszej opiece.

    Następujący, zmyślony przykład unaocznia tę prawdę. Do farmera na Dzikim Zachodzie przychodzi sąsiad i oddaje mu pod opiekę 6-letnią córeczkę, bo jedzie do miasta, a czasy są – powiada – niespokojne. Nasz farmer wyczyścił właśnie swój rewolwer i nabił go. Dziewczynka bawi się koło drzwi, kiedy wchodzi bandyta i podnosi pałkę, aby roztrzaskać główkę dziecka. Pytanie: czy wolno naszemu farmerowi strzelić? Odpowiedź ze stanowiska zdrowego rozsądku brzmi: oczywiście, nie tylko wolno mu strzelić, ale nawet, jeśli nie strzeli, zasługuje na naszą pogardę: jego świętym obowiązkiem jest bronić życia powierzonego mu dziecka. Otóż w wojnie obronnej chodzi bardzo często – jak ostatnio podczas drugiej wojny światowej – po prostu o życie naszych współobywateli. Stąd jest prawdą oczywistą, że walka zbrojna w obronie grupy społecznej może być nie tylko dozwolona, ale i nakazana moralnie. Piłsudski pisał w 1908 roku: “Chcąc zwyciężyć, a bez walki, i to bez walki na ostre, jestem nie zapaśnikiem nawet, a wprost bydlęciem, okładanym kijem czy nahajką”.

    Podłożem pacyfizmu jest sentymentalizm: byłoby tak ładnie, gdybyśmy mogli uniknąć wojen. Wojna jest rzeczą nieładną, straszną. Miesza się te oceny estetyczne z moralnymi, zapominając, że nieraz rzeczy niepiękne są przecież dobre i nakazane (np. operacje). Pacyfizm zasługuje więc w pełni na nazwę zabobonu i to mimo szlachetności niektórych jego wyznawców. Niektórych, bo pacyfizm jest bardzo często używany przez przyszłych najeźdźców do moralnego rozbrajania ich ofiar.”

  8. Boydar said

    Przyjdzie taki, nawet z kategorią eF, pokaże bumagę albo nawet odczyta i odstrzeli wredny łeb. Wcale się więc stanowczym protestom nie dziwię.

  9. revers said

    tak sie sklada ze OT to nie armia, nadleci pare bombowcow zrzuca co trzeba w 50kg, 250kg bombkach, pozniej pojda w ruch rakiety z wyrzutni MLSR zasieg od 30km do 200km,, a jak OT nie rozbiegnie sie do domow zmienic pampersy to w ruch pojda haubice samobiezne, pare mozdziezy na krotki dystans i po OT. Z reguly armia reprezentuje wszyszkie jednostki taktyczne od lotnictwa, przez ciezka altylerie,bron rakietowa po pulki pancerne lub zmotoryzowane jako kompleks uzbrojenia czy to z poboru, czy zawodowcow choc drozej utrzymac.

    W sieci wisi obrazek , zawodowiec armijny w wozie BWP pyta sie szweja z OT: „z OT?”- tak, to wypier.lac tu sie strzela z ostrej.

    dodal bym od kaliber od 12 mm, BWP dzialko 37mm, po czologowa 100 mm, 125 mm, a dalej to samobiezne haubice 155 mm do 220 mm.

  10. Salcie said

    „…Reakcja potomstwa hitlerowskich i sowieckich kolaborantów na przywracanie w Polsce pamięci o żołnierzach niezłomnych pokazuje, że polskojęzycznej wspólnocie rozbójniczej najwyraźniej nie wystarczyło fizyczne ich wytępienie, ale pragnęliby również zatrzeć o nich wszelką pamięć tak, żeby nie pozostał nawet ślad po zatarciu…”
    Tak, tak mistrzu Michalkiewicz – nawet i tu, w Gajówce, zdawałoby się w miejscu gdzie skondensowana jest polskość i patriotyzm – niektórych bardzo wkurzają filmy dr Ewy Kurek o dzielnych Zaporczykach 🙂

  11. Boydar said

    Poznawanie rzeczywistości poprzez studiowanie tego typu karykatur, może zaowocować z czasem niemałym zdziwieniem, Panie Reversie. Nie chce mi się wyciągać Pana na poważniejszą dyskusię w temacie, choć przekonany jestem że nie migałby się Pan od rzeczowych wyjaśnień.

  12. revers said

    dobrze panie Boydar wiecej strzelanek w grach tez dobrze zrobi, ale zaprawe poranna, lub 15 km biegu w masce przciwgazowej i pelnym oporzadzeniu, czeste alarmy i wyjscia do punktow zgrupowan nie wiele ma wspolnego z OT.

  13. Salcie said

    W obronie godności Polski…..Ciekawe jakie drastyczne kroki zostaną wkrótce podjęte by wyrugować posła Roberta Winnickiego z polskiej polityki?

    —————————————

    Robert Winnicki: Prezydent Izraela popełnił przestępstwo! Zawiadomienie do Prokuratury!

  14. Boydar said

    On to zrobił jak się tylko urodził

  15. revers said

    Juz po polskojezycznych portalach biegaja rozne trollkowe damy zapewne z gminy hasbara lub oplacana przez gmine, protrollcie ktore zwracaja uwage ze za holocaust nalezy zaplacic, probuja narzucic naracje winny i odkupienia w $$$$, bo moranlosc tak niby nakazuje ze jak sie zapalci to nie beda szlowac, a inaczej caly czas gudlaje beda napastywac RP paszkwialmi, rzadaniami majatkowymi w tej , czy innej formie, inaczej szantarz.

    ——
    Niestety, nikt ich nie lokalizuje i nie topi w szambie.
    Admin

  16. Boydar said

    Nie ma takich dużych szamb.

    ——–
    To będziemy upychać.
    Admin

  17. Salcie said

    Wspaniały jak zwykle ks. prałat Roman Kneblewski wzburza do nieprzytomności polskojęzycznych przebierańców.

    Tu poniżej Wymiotna aż dławi się z nienawiści:
    —————————————-

    Ks. Kneblewski na Jasnej Górze o katoliku nacjonaliście

    .http://bydgoszcz.wyborcza.pl/bydgoszcz/7,48722,23271986,ks-kneblewski-na-jasnej-gorze-o-katoliku-nacjonaliscie.html

    ——————————————-
    Kazanie ks. R. Kneblewskiego | V Pielgrzymka Środowisk Narodowych na Jasną Górę 14.04.2018 r.

  18. Re: 17 Salcie…
    Obawiem sie, ze pralat dr. Kneblowski swoim przekazem milosci do blizniego zagwarantowal bezkarnosc zlodziejom, oszustom I klamcom w tzw., „zdrowym nacjonalizmie”…

    (dalej nie pisze…).
    ==================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  19. Józef said

    ”Monika Jaruzelska w rozmowie z Tomaszem Kwaśniewskim opowiedziała również historię ze swojego prywatnego życia. Wyznała, że jako kobieta, która została matką po czterdziestce, podczas ciąży bała się, że jej dziecko urodzi się z wadami.
    Ale podzieliła się z dziennikarzem refleksją, że i tak nie zdecydowałaby się na aborcję, nawet jeżeli miałaby być z tego
    powodu nieszczęśliwa. Potem wyznała, że niezwykle szanuje wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, który
    wychowuje syna z zespołem Downa.”

    https://pl.sputniknews.com/opinie/201804167777732-sputnik-polska-lewica-monika-jaruzelska-sld/

  20. Dinozaur said

    Pan Red. Michałkiewicz na sprawach wojskowych się zna – podobnie jak Dinozaur pobierał on nauki ogólnowojskowe u płk. ( nomen omen ) Kwaśniewskiego .
    Dinozaur bardzo się cieszy z wyraźnego wyzdrowienia Pana Redaktora , oby Pan Nasz miał go dalej w swej opiece !

    Dinozaur

Sorry, the comment form is closed at this time.