Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Olo o Generał Surowikin radykalnie z…
    Olo o Wygląda na to, że Rosja nie bę…
    bryś o Marokańczycy uczcili zwycięstw…
    bryś o Generał Surowikin radykalnie z…
    revers o Wolne tematy (83 – …
    NC o Polska dla Polaków
    Szczepan Zbigniewski o «Batalion Monako»
    niepostepowyoszolom o Generał Surowikin radykalnie z…
    minka o Wolne tematy (83 – …
    Szczepan Zbigniewski o «Batalion Monako»
    ats42 o Najbogatszy człowiek na ś…
    Szczepan Zbigniewski o Wolne tematy (83 – …
    Zorard o Najbogatszy człowiek na ś…
    Nie przycichlim o Generał Surowikin radykalnie z…
    Boydar o Wolne tematy (83 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 625 obserwujących.

„Opcja Benedykta” i proroctwo Ratzingera

Posted by Marucha w dniu 2018-05-12 (Sobota)

„Kościół czeka poważny kryzys, który drastycznie ograniczy liczbę wiernych i jego wpływy. Odrodzony będzie niewielką, ale bardziej uduchowioną wspólnotą” – brzmi proroctwo Josepha Ratzingera, późniejszego papieża Benedykta XVI, które zostało wygłoszone w 1969 roku, a które nie tak znowu dawno przypomniał Vatican Insider, prestiżowy portal związany z turyńskim dziennikiem “La Stampa” oraz Rod Dreher w książce „Opcja Benedykta”.

Wizja przyszłości Kościoła stanowiła niejako ukoronowanie cyklu wypowiedzi, jakie ksiądz Ratzinger wygłosił w rozgłośni Hesji. Wskutek tego kryzysu Kościół ma odzyskać – zdaniem Ratzingera – bardziej duchowy wymiar, nie będzie flirtować – jak stwierdził ów wybitny teolog – z żadną opcją polityczną; będzie ubogi i stanie się Kościołem najbiedniejszych.

W tym momencie, przestrzegał przyszły papież, ludzie uświadomią sobie, że ich egzystencja oznacza “nieopisaną samotność”, a zdając sobie sprawę z utraty z pola widzenia Boga, odczują grozę własnej nędzy”.

Wtedy – i dopiero wtedy – “w małej owczarni wierzących odkryją coś zupełnie nowego: nadzieję dla siebie, odpowiedź, której zawsze szukali”, prorokował ponad czterdzieści lat temu Joseph Ratzinger.

Współcześnie widać, jak owo proroctwo powoli się wypełnia, stając się znakiem naszych czasów. Rewolucja seksualna poczyniła niespotykane w dziejach spustoszenia w ludzkich duszach i umysłach. Nowolewicowa teologia, sprowadzająca człowieka do samego tylko popędu zbiera swoje żniwa i zasiewa kolejne zatrute ziarna powszechnego zepsucia.

Gdzie w tym wszystkim jest miejsce dla Kościoła? Jak się bronić? Jakie podejmować działania? Jak poradzić sobie z lewicową propagandą mass-mediów, szalejącą cenzurą i wbrew tym wszystkim czynnikom tworzyć wspólnoty, wychowywać dzieci do wartości, stawiać opór złu i z całą mocą je zwalczać?

Rod Dreher w książce „Opcja Benedykta” proponuje rozwiązanie stare i sprawdzone, a sprowadzające się do benedyktyńskiej reguły ora et labora. Modlitwa, post, pokuta, uwielbienie – tymi drogami powinni podążać wszyscy, którym zależy na przetrwaniu wiary.

„Opcja Benedykta” chociaż traktuje nie tylko o katolikach, lecz również protestantach, nie bez przyczyny została ogłoszona najważniejszą książką religijną dekady. Nie stanowi ona wprawdzie poradnika, ale daje czytelnikowi do ręki narzędzia, aby wyrównać jego szansę w walce o siebie i rodzinę.

Wyzwania, z jakimi przychodzi zmierzyć się katolikom są bezprecedensowe – usuwani z mediów społecznościowych, ponieważ „nie spełniają standardów społeczności” muszą szukać alternatywnych dróg komunikacji. Ale to zaledwie jeden z licznych problemów.

W tej książce nie znajdziecie odpowiedzi na wszystkie Wasze pytania, ale kierunek myślenia, który pozwoli wypracować Wam własne sposoby radzenia sobie w dzisiejszej rzeczywistości. Znajdziecie w niej również wezwanie do katolików, aby podążyli za głosem Benedykta XVI o wytrwanie w wierze, bez lęku i obaw mimo że Kościół zdaje się tonąć, kapitulując przed „duchem czasu”.

„Opcja Benedykta” to nic innego, jak tylko diagnoza współczesnego Kościoła i społeczeństwa, otwierająca oczy na rodzaje zagrożeń, ale i podpowiadająca metody rozwiązań, a także, a może raczej przede wszystkim, wzywająca, aby każdy z nas tak starał się przeżyć swoje życie, żeby opowiedzieć się w nim za takim Kościołem, jaki miał być od początku, nawet jeżeli się okaże, iż będziemy maleńkimi wyspami na oceanie herezji kompromisu, tzw. nowoczesności i politycznej poprawności, jakim uległo już wielu kościelnych hierarchów.

Może się bowiem okazać, że to właśnie pojedynczy wierni Kościoła przeniosą Go w swoich sercach przez neomarksistowskie zawieruchy i odbudują na zdrowych fundamentach nauczania Chrystusa. Ta książka ma nas przygotować do tego zadania.

http://prawy.pl

Komentarzy 12 do “„Opcja Benedykta” i proroctwo Ratzingera”

  1. Bob Budowniczy said

    > …będzie ubogi i stanie się Kościołem najbiedniejszych.

    Ten z prawej to nowy wieżowiec Archidiecezji Warszawskiej i (ponoć) żydowskiego dewelopera.

  2. Bob Budowniczy said

    > Może się bowiem okazać, że to właśnie pojedynczy wierni Kościoła przeniosą Go w swoich sercach przez neomarksistowskie zawieruchy i odbudują na zdrowych fundamentach nauczania Chrystusa. Ta książka ma nas przygotować do tego zadania.

    Na pewno dacie radę. A jak już to sie uda, to najecie się do syta. A póki co trzeba się zastanowić czego dzisiaj można nie kupować.

    Alleluja i do przodu!

  3. Bob Budowniczy said

    – Zaczęło mi się wydawać, że Polska jest mężczyzną, młodym, silnym i głupim. Coraz głupszym, z coraz brzydszymi tatuażami. Widziałam tylko ciemność – Dorota Masłowska opowiada nam, o czym jest jej nowa powieść „Inni ludzie”, która 9 maja ukaże się w Wydawnictwie Literackim.

    Co cię porwało, że powstali „Inni ludzie”?

    Ta książka wzięła się z bardzo trudnego momentu w moim życiu, pełnego fakapów na każdym poziomie. Miałam w sobie mnóstwo bólu, izolacji i powątpiewania w swoje relacje z ludźmi. Widziałam tylko ciemność. Szłam do sklepu i baba rzucała mi siatką z chlebem, dozorczyni mówiła mi dzień dobry, jakby chciała dodać „ty głupia kurwo”, tylko się w ostatniej chwili powstrzymywała. Codzienność odbierałam jako podszytą wrogością, nienawiścią, nietajoną niechęcią.

    Ten okres depresji to był punkt wyjścia, wcześniej żyłam w takiej mdłej akceptacji tego, co widziałam: Polska już taka jest, ale nie jest mi źle, mieszkam w ładnej dzielnicy i mam blisko do metra. A wtedy zaczęłam czuć namacalność takiego jałowego, codziennego zła, takiego, do którego się przyzwyczailiśmy, niewyczuwalnego już jak smog cichego zabójcy.

    I choć dawno mi to już minęło, to jestem przekonana, że wtedy mój odbiór rzeczywistości był dużo bardziej realistyczny, prawdziwy. Czuję, że wtedy w tym czarnowidzeniu byłam bliska jakiejś prawdy o naturze tego, co się teraz dzieje.
    Portretujesz jakby dwa narody – bohaterów z zamożnej „korpo-Polski” i tych z tzw. Polski B. Jedno ich w twojej książce łączy: wszyscy są tak samo nieszczęśliwi, czy przemierzają Warszawę klimatyzowanym samochodem, czy tramwajem bez biletu.

    „Inni ludzie” to książka o tych dziurach, których się nie da zalepić, zagłuszyć, zapchać przedmiotami i wyjazdami do Azji. Są głębsze poziomy egzystencji, które pozostają niezaspokojone, ryczące, i coś mi mówi, że chodzi o brak wspólnoty, przynależności, o brak czucia się częścią. Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo przez to czujemy się samotni, odizolowani i że konsekwencją jest na przykład właśnie taka szara, zła, wstrętna codzienność.

    Szczerze mówiąc, mam jednak nadzieję, że rozmawiając o „Innych ludziach”, uda mi się uniknąć stawiania takich diagnoz. Piszę o tym aż książkę, dlatego że te intuicje są dużo bardziej złożone i niejasne. Najpierw poświęcam rok życia, żeby zniuansować cały ten obraz i pokazać go jak najdokładniej w jego całej złożoności, a potem muszę streszczać to w paru efektownych bon motach…
    Twój podział nie dotyczy elektoratów politycznych, konserwatystów i Europejczyków albo bogatych i biednych. Pokazujesz, że nie rozumiemy się absolutnie wszyscy.

    Nawet kiedy się zgadzamy, to się nie rozumiemy. Zadajemy pytania, ale nie czekamy na odpowiedź. Tak rozmawiają ze sobą moi bohaterowie – takimi zautomatyzowanymi fasadami rozmów. Chciałam pokazać totalną dyskomunikację.

    Wydaje mi się, że na tę zapaść składa się kilka czynników. Oczywiście w tle cały czas buzuje głęboki, niezdefiniowany konflikt, taki nowotwór.

    Szok wolności, szok dobrobytu; my przyzwyczajeni ciągle do jakichś zaborców, najeźdźców, wrogów – a tu nagle nie ma wrogów. Więc sami jako naród w ramach jakiegoś obłąkańczego programu się zagryzamy, dzielimy, wykańczamy, prześladujemy.

    Poza tym – rzecz nie do przecenienia – gwałtowny rozwój mediów społecznościowych i ogromny wpływ, jaki wywarły na stosunki między ludźmi. Nadmiar informacji i ich dewaluacja. Bezmyślna konsumpcja danych, emocji, relacji.

  4. brys said

    Dla równowagi parę cytatów z innej książki Benedykta XVI gdy jeszcze nie był Papieżem.

    Bp Oliver Oravec

    Przestudiowałem jego główne teologiczne dzieło THEOLOGISCHE PRINZIPIENLEHRE z roku 1982 opierając się na jego angielskim przekładzie PRINCIPLES OF CATHOLIC THEOLOGY (Podstawy teologii katolickiej).

    Pozwolę sobie zacytować niektóre jego poglądy:

    str. 53: „… Kościół jest celebracją Eucharystii; Eucharystia jest Kościołem… są one jednym i tym samym. Eucharystia jest Chrystusowym sakramentem i ponieważ Kościół jest Eucharystią, to dlatego jest również sakramentem…”.

    Eucharystia nie może być Kościołem, ponieważ Eucharystia jest Chrystusem a On jest Głową Kościoła. Twierdzenie, że także Kościół jest sakramentem pozostaje w sprzeczności z uchwałą Soboru Trydenckiego, który uroczyście zdefiniował ilość sakramentów, których jest siedem i nie ma wśród nich Kościoła.

    „Gdyby ktoś powiedział, … że jest więcej albo mniej niż siedem sakramentów… niech będzie wyklęty” (Denz. 844).

    str. 56: „… Próba nadania chrześcijaństwu nowego wizerunku publicznego poprzez usytuowanie go w niesprecyzowanej pozytywnej relacji do świata – przedstawiając go jako nawrócenie do świata – koresponduje z naszym odczuwaniem życia i w związku z tym nadal prosperuje. Wiele fałszywego lęku przed grzechem, wytworzonego przez drobiazgową teologię moralną oraz zbyt często karmionego i wzmacnianego przez spowiedników, mści się dzisiaj tym, że prowadzi ludzi do traktowania chrześcijaństwa przeszłości jako pewnego rodzaju szykany, która stale utrzymywała człowieka w opozycji do siebie samego…”.

    Przekładając to na zrozumiały język, „kardynał” mówi, że mamy mieć pozytywny stosunek do świata, czego zakazywała tradycja katolicka, a zwłaszcza Pismo Święte. Czy mielibyśmy nie słuchać teologów i kapłanów straszących grzechem, a raczej słuchać Szatana, który jest księciem tego świata? Święci uciekali od świata do klasztorów, na pustynię. Św. Paweł mówi nam, abyśmy się nie upodabniali do świata, lecz byśmy byli ukrzyżowani dla świata. Św. Jan mówi, abyśmy nie kochali świata i jego spraw. Pan Jezus mówi, że świat będzie nas nienawidzić, ponieważ już nie jesteśmy z tego świata itd.

    Jeżeli chodzi o „opozycję wobec siebie samego”, nad czym tak ubolewa „kardynał”, to czyż sam Pan Jezus nie powiedział, że mamy się zaprzeć sami siebie oraz że istnieje nieustanna walka Ducha przeciw ciału? Czy ta opozycja nie wyraża samozaparcia i umartwienia, nieuniknionych dla kogoś, kto chce wzrastać w świętości?

    str. 131: „… z pewnością godne uwagi jest to, że Luter, na przykład, nie oparł swojego Katechizmu na starannie opracowanym systemie dowodów, ale po prostu na tym co jest nazywane loci, głównych depozytach wiary, które zebrał razem i objaśnił… Można by dodać, że czyniąc tak, poszedł w ślady starożytnych katechetycznych tradycji i w związku z tym formalnie w żaden sposób nie różnił się od katolickiego Kościoła. Uczciwie mówiąc, nie rozumiem, dlaczego nie stać nas w obecnej dobie na tego rodzaju umiar…”.

    … Najwidoczniej „kardynał” Ratzinger już dawno rozstał się z Kościołem katolickim.

    str. 186: „… Zmartwychwstanie nie może być historycznym wydarzeniem w tym samym sensie jak jest nim Ukrzyżowanie. Nie ma w tej sprawie żadnej relacji, która by to przedstawiała w ten sposób, ani nie było ono w tamtym czasie opisywane w inny sposób niż za pomocą eschatologiczno-symbolicznego wyrażenia «trzeciego dnia»”.

    Wprost niewiarygodne jest, że „kardynał” wyraża się jak ateista niewierzący w historyczność Zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa. Przecież nieuznawanie tego faktu oznacza wyparcie się całego chrześcijaństwa. A więc nie ma różnicy między talmudycznymi rabinami i Ratzingerem. Taki oto jest najbliższy współpracownik „papieża”.

    str. 196: „… Kościół [w czasie wielkiej schizmy zachodniej XIV i XV wieku] już nie oferował pewności zbawienia; stał się wątpliwy w całej swej obiektywnej formie – prawdziwy Kościół, prawdziwa rękojmia zbawienia musiała być poszukiwana poza instytucją. W kontekście takich wydarzeń, które dogłębnie wstrząsnęły świadomością eklezjalną musimy zrozumieć, że Luter, w konflikcie między swymi poszukiwaniami zbawienia i tradycją Kościoła, ostatecznie doszedł do postrzegania Kościoła, nie jako poręczyciela, ale przeciwnika zbawienia…”.

    Z całą pewnością możemy stwierdzić, że Ratzinger występuje tu jako liberalny protestant zniesławiający Kościół katolicki, który w tamtym okresie wydał wielu świętych. Kościół nawet wtedy nie sprzeniewierzył się swojemu posłannictwu i to nawet pomimo grzeszności swoich członków oraz przywódców. „Kardynał”, który tak lekceważąco wyraża się o Kościele tamtych wieków i oczernia go, nie ma prawa go teraz bronić, ponieważ Kościół katolicki jest zawsze ten sam.

    str. 202: „… Katolik nie pragnie likwidacji wiary protestanckiej…, ale raczej ufa w umocnienie wiary [protestantów] które się dokona w ich rzeczywistości eklezjalnej…”.

    Jest to słynna ekumeniczna zasada sprzeciwiająca się nawróceniu niekatolików na wiarę katolicką. „Kardynał” chce, aby luteranie byli lepszymi luteranami, buddyści lepszymi buddystami a czarownicy z Afryki jeszcze lepszymi czarownikami. Przez 2000 lat Kościół był rzekomo w błędzie, kiedy starał się przyprowadzić wszystkich ludzi do Chrystusa i do Jego Boskiego Ciała dostępnego w Komunii świętej. Jestem głęboko przekonany, że to nie Kościół się mylił, ale „kardynał” jest w błędzie.

    str. 259: „… Grecka Cerkiew prawosławna pozostała prawdziwym Kościołem bez podporządkowania się papieżowi…”.

    A więc według Ratzingera chrześcijanin nie musi już podporządkować się prawdziwemu papieżowi i bez tego także będzie członkiem prawdziwego Kościoła. Po co zatem Pan Jezus ustanowił w Kościele urząd papieski? Papież Bonifacy VIII w swojej bulli „Unam Sanctam” głosi, że „każda istota ludzka, jeżeli chce być zbawiona musi być poddana rzymskiemu papieżowi” (Denz. 469).

    Watykan oskarża nas, że nie jesteśmy prawdziwymi katolikami, ponieważ nie słuchamy papieża, a tymczasem oni sami uznają za prawdziwy Kościół prawosławnych, którzy całkowicie odrzucają papieski urząd jako taki. My ze swej strony odmawiamy posłuszeństwa fałszywemu papieżowi.

    str. 378: „… Nie każdy prawowity sobór kościelny był owocny, niektóre były tylko stratą czasu… na przykład Piąty Sobór Laterański…”.

    Najwyraźniej Ratzingerowi bardzo doskwiera to, że właśnie ten sobór potępił różne błędy i dlatego nazywa go bezowocnym. Prawdziwą stratą czasu był tzw. Drugi Sobór Watykański, który nie tylko, że niczego nie potępił, a jeszcze zasiał w Kościele ziarna rozkładu.

    str. 381: „… w opinii Harnacka Syllabus Piusa IX jest wypowiedzeniem wojny własnemu pokoleniu”.

    Cytowanie liberalnego, a może nawet ateistycznego protestanckiego „teologa” wątpiącego w Trójcę Świętą, łaskę, Wcielenie Chrystusa i inne podstawowe prawdy wiary i to wbrew tak ważnemu dokumentowi papieża Piusa IX, jakim był Syllabus błędów – które również dzisiaj niszczą wiarę katolicką – jest wielce niestosowne i świadczy tylko, po której stronie stoi „kardynał” Ratzinger.

    Syllabus Piusa IX potępił komunizm, indyferentyzm, tajne organizacje, rozwody, panteizm, racjonalizm, wolność religijną, podległość Kościoła władzy świeckiej, ingerencję państwa w nauczanie w szkołach kościelnych i w seminariach itd.

    Papież Pius IX, który był ciągle prześladowany przez wolnomularzy jest dzisiaj krytykowany także za I Sobór Watykański, za ogłoszenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, itd.

    Szkoda tylko, że Ratzinger (osoba nr 2 w Watykanie (*)) powiedział na str. 391:

    „… nie ma już powrotu do Syllabusa Piusa IX”.

  5. brys said

    cd 2
    za: http://www.ultramontes.pl/ratzinger.htm

  6. Marek said

  7. hucpa said

    Kryzys już jest, wielkie wojny żydowskie, ślepy nie widzi, ludzie słuchają żydów i wypełniają ich zalecenia,.

    w tym kościelne. To ukryty system antychrysta, który po następnej wielkiej żydowskiej, ma się objawić, jak i żydom,

    w postaci wyczekiwanego mesjasza.

  8. Ad. 2

    Ludzie, przestańcie allelujować. Dawniej „Alleluja” używaliśmy wyłącznie w Wielkanoc…

  9. Jan said

    @ 3

    „Szok wolności, szok dobrobytu; my przyzwyczajeni ciągle do jakichś zaborców, najeźdźców, wrogów – a tu nagle nie ma wrogów. Więc sami jako naród w ramach jakiegoś obłąkańczego programu się zagryzamy, dzielimy, wykańczamy, prześladujemy”

    Kobiety są jakieś inne.

    1050 lat indoktrynacji i niszczenia ludzi przez wroga, zarówno wewnętrznego jak i zewnętrznego, zrobiło swoje. Ostatnie 300 lat Polskiej historii dobitnie to pokazuje.

    Ludzie! W Polsce żyje około 6 milionów, tak zwanych żydów!

    Przynajmniej od roku 1944 przejęli całą władzę w Polsce. Należy przyjąć, że od zamachu majowego w 1926 roku, dokonanego przez żyda Selmana, zwanego dla niepoznaki Piłsudzkim, agenta Niemiec, Austrii i Anglii, Polska jako niepodległy byt, NIE ISTNIEJE!!!

    To nie sami Polacy się nawzajem wykańczają, to ta ukryta żydowska siła, która zajęła wszystkie najważniejsze stanowiska w państwie (korporacji?) to ci bandyci którzy się ostatnio ujawnili, nie tylko w USA i Izraelu, nie zapominajmy o jednym z największych wrogów Polski, jakim jest korporacja, Deutschland GmbH (Niemcy spółka z.o.o.) kierowana bezpośrednio z USA, która jest na pasku amerykańskich, żydowskich korporacji. To także Francja (franca) masońska prostytutka, od której to, cały ten upadek Europy a w późniejszym czasie prawie całego świata się realizuje, że o Anglii i prawdziwych przywódcach tego duchowego, moralnego i finansowego upadku zmilczę.

    Dzisiejsza Polska jest rządzona przez skurwysynów żydowskich, to zwykłe kurwy z pod latarni, chciwe suki, który sobą kupczą i dają za darmo tym, którzy to na nich wymuszają.

    Polakom brak świadomości tego, na jak wielką skalę są oszukiwani i robieni w ch…, kilka ciepłych słów do tych upadłych ludzi i myślą, że są bardzo ważni, ba, że są najważniejsi!

    Pamiętajmy, że to co podają oficjalne media, to kupa gó…, prawda i świat w którym żyjemy jest zupełnie inny!

    Wyłącz TV i radio a włącz myślenie!

  10. Plausi said

    Jak zrobić kryzys w kościele ?

    „Kościół czeka poważny kryzys”, co znaczy „czeka”, ten kryzys trwa od dziesięcioleci, zresztą nie bez udziału Ratzingera.

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/06/usmiech-sw-jana-pawla/#Usmiech

    „Kościół ma odzyskać – zdaniem Ratzingera – bardziej duchowy wymiar, nie będzie flirtować – jak stwierdził ów wybitny teolog – z żadną opcją polityczną”,

    W ten pośredni sposób potwierdza, że kościół „flirtuje” z różnymi opcjami, a szczególnie z tą, wyminioną w linku. Aby zburzyć kościół, trzeba zniszczy jego fundament, n.p. kanon. Kościół protestancki zniszczył ten kanon już przed dwu wiekami, dlatego był taki przydatny przy instalacji dzisiejszego kapitalizmu. Kościół bez kanonu jest kościołem zaprzaństwa.

  11. Listwa said

    Marny tekst Anny Wiejak.
    Tylko to jest dobre „zdając sobie sprawę z utraty z pola widzenia Boga, odczują grozę własnej nędzy”
    i to : „proponuje rozwiązanie stare i sprawdzone, a sprowadzające się do benedyktyńskiej reguły ora et labora”

    Ks. Ratzinger z 1969 w garniturku i to w towarzystwie innych modernistów jak Rahner, to nie papież Benedykt XVI z 2005r i żaden prorok.
    Jak będzie przyszłość to się okaże i w dużej mierze zalezy to od ludzi, czy będą chcieli być prawdziwymi wykształconymi i świadomi katolikami , czy tonącymi w grzechach i głupocie miernotami.

    Ks. Ratzinger w garniturku przedstawił swoje ludzkie przewidywania, bedąc w grupie modernistów i znając ich plany. ks. Ratzinger jako Benedykt XVI to jakościowo już inna postać, która ma za sobą kilkudziesięciletnie doswadczenie także z wnętrza życia Kościoła oraz ideologi posoborowych a także wyników wieloloetnich starań modernistów. To też człowiek doświaczony w dzwiganiu ciężaru papiestwa i konsekwencji z tego wynikających, także osobistych.

    Prorok to nie jest przepowiadacz przyszłości, w ujęciu Pisma Sw prorok to ktoś przekazujący słowo i myśl Pana Boga, może tylko zdarzyć się że proroctwo odsłoni przyszłe wydarzenia.

    Nie wiem co dokładnie w promowanej ksiązce jest , ale należy zadać sobie pytanie, na ile te niby proponowane recepty są autorstwa ks Ratzingera w garniturku, na ile Benedykta XVI, na ile autora ksiązki Rod Dreher pod sztandarem Benedykta XVI, a w istocie jego własne, przemycające idee modernistyczne ks. Ratzingera i innych Rahnerów.

    Opcje Benedykta XVI zmierzajce w kierunku renowacji i resteuracji Tradycji w Kościele pobrudzonym modernizmem z całym bagnem z niego wynikajacym jest bardzo słuszne ze strony Bebedykta XVI, który cieszy się uznaniem dokonując volty z modernizmu w stronę Tradycji katolickiej, ale papież Benedykt i jego propozycja nie może byc fundamentem „„Opcja Benedykta” to nic innego, jak tylko diagnoza współczesnego Kościoła i społeczeństwa, otwierająca oczy na rodzaje zagrożeń, ale i podpowiadająca metody rozwiązań,”

    On był za słaby na taką godność, choćby ze względu na proponowaną „hermeneutykę ciągłości” . Benedykt XVI może być wzorem dla papieży i duchownych posoborowych. Ale nie dla katolików. Najbliżej nam zyjącym wzorem papieza, decyzji, formacji, wiedzy, swiadpmości,
    to papież Pius X. A podstawą obrony i zwycięstwa jest Jezus Chrystus, to co pozostawił, i zdrowa oraz nieomylna nauka Koscióła katolickiego. Tam jest własciwa głębia i bogactwo. Nie są ratunkiem mysi i przewdywania ks. Ratzingera w garniturku, nie jest Benedykt XVI. On przyczynił sie do ustawienia Kościóła widzalnego na własciwe tory, co Franciszek demoluje.

    Ten tekst Wiejak jedzie modernizmem. My potrzebujemy czystej , mocnej Tradycji katolickiej. Ona w 10 s dałaby zwycięstwo i zmianę w 180 st.
    Tylko słabość obecnych pokoleń katolików to blokuje.

  12. NICK said

    „Imprimatur”.
    NICK.
    Pozdrawiam.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: