Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Dekadencja

Posted by Marucha w dniu 2018-06-16 (Sobota)

Dekadencja oznacza chylenie się ku upadkowi. Ten upadek jest nieuchronny, ale upadający raz pochyla się ku upadkowi szybciej, a innym razem wolniej – niekiedy tak powoli, że można odnieść wrażenie, jakby upadek został powstrzymany. Ale to tylko pozory, to tylko – jak powiedział Witkacy – „los ultimos podrigos”, co się wykłada, jako ostatnie podrygi.

Coś takiego przytrafia się ludziom śmiertelnie chorym, którzy w ostatnich chwilach przed śmiercią nabierają wigoru, jakby wracało im zdrowie, ale wkrótce wszystko wraca do stanu poprzedniego i rozpoczyna się agonia.

Mówiąc nawiasem, jednym z objawów dekadencji jest właśnie stosunek do śmierci. W okresie rozkwitania łacińskiej cywilizacji panowała wprawdzie afirmacja życia, wbrew rozmaitym sekciarzom, na przykład – katarom, którzy uważali życie za rodzaj udręki. Polemizował z nimi między innymi święty Franciszek z Asyżu, pisząc swoją „Pieśń Słoneczną”, zawierającą pochwałę stworzenia. Autor dziękuje Stworzycielowi za „brata Słońce”, który jest „piękny, świecący wielkim blaskiem i Twoim Najwyższy jest wyobrażeniem”, za Brata Księżyc i Siostry Gwiazdy, Brata Wiatr i Powietrze, zarówno „pogodne, jak burzą miotane”, Siostrę Wodę, która jest „pokorna i cenna i czysta”, Brata Ogień, który jest „radosny, dzielny i mocny” – i wreszcie – za Siostrę Naszą, Śmierć Cielesną, „której żaden człowiek żywy uniknąć nie może”.

Zresztą i dzisiaj w Kościele katolickim, obrzęd święcenia ognia i wody w Wielką Sobotę przypomina, że w misterium Zbawienia bierze udział również Materia, reprezentowana przez cztery elementy: Ogień, Wodę, Powietrze i Ziemię, która w związku ze Zmartwychwstaniem Chrystusa też dostępuje odnowienia.

Warto tedy przypomnieć, że Jezus Chrystus, dokonując swoich cudów, zawsze posługiwał się jakimś czynnikiem materialnym; w Kanie Galilejskiej nie spowodował napełniania pustych stągwi winem, tylko nakazał uprzednio nalać do nich wody, podobnie jak uzdrawiając niewidomego, posmarował mu powieki błotem uczynionym z pyłu i własnej śliny, czy wreszcie w Najświętszym Sakramencie ukrył się pod postacią Chleba i Wina.

„Stąd dla żuka jest nauka”, by pod pozorem uduchowienia, nie lekceważyć czynnika materialnego, który prędzej czy później o sobie przypomni.

Mahatma Gandhi w niepojętym przypływie szczerości zauważył kiedyś, że nic nie jest tak kosztowne, jak stworzenie wrażenia ubóstwa i prostoty i warto o tym pamiętać, kiedy słyszymy nawoływania do ubóstwa, dobiegające ze strony czcicieli Złotego Cielca.

Jak tedy wspomniałem, panowała wówczas afirmacja życia, ale być może właśnie dlatego, zgodnie ze stanowiskiem świętego Franciszka, śmierć była przyjmowana jako „oczywista oczywistość”, jako nieodłączny element życia, a nie – jako coś wstydliwego, coś nieprzyzwoitego, z czym trzeba się ukrywać, a jeśli już inaczej nie można – to wspominać o niej przy użyciu rozmaitych eufemizmów, jak „odejście”. I tak dobrze, że nie „odjazd”.

Traktowanie śmierci jako czegoś nieprzyzwoitego, jest jednym z przykładów, jednym z objawów odwracania się dekadentów od rzeczywistości w stronę urojeń. Jeszcze bardziej wymowna jest rosnąca rola przemysłu rozrywkowego. Oto „cała Polska”, podobnie jak „cały świat”, już nie może doczekać się rozpoczęcia rozgrywek futbolowych w Rosji. Niezależne media, zarówno te rządowe, jak i te nierządne, ekscytują swoich odbiorców opisami przygotowań, wciągają w rozważanie rozmaitych „strategii” i rozhuśtują emocjonalnie.

Z punktu widzenia przedsiębiorców działających w przemyśle rozrywkowym, takie postępowanie jest jak najbardziej racjonalne, bo przekłada się ono na dochody, ale z punktu widzenia klientów poddawanie się temu emocjonalnemu rozhuśtywaniu już takie racjonalne nie jest, bo przecież dla tej klienteli z tych wszystkich rozgrywek NIC NIE WYNIKA! Podobnie, jak na przykład z rozpętywanej przez Francuzów kampanii jednoczesnego na całym świecie otwierania butelek z winem Beajoulais Nouveau. Jest to młode wino, prawdę mówiąc – sikacz nieprawdopodobny, który kiedyś był sprzedawany już w listopadzie, bo biedni winiarze z okręgu Beaujolais nie mogli doczekać się pieniędzy, więc sprzedawali wino niedojrzałe. Tymczasem teraz ta bibina transportowana jest lotniczym frachtem np. do Japonii, gdzie tamtejsi amatorzy z nabożeństwem przystępują do obrzędu jednoczesnego otwierania 50 tysięcy butelek – bo tyle tego sikacza Japonia każdorazowo sprowadza.

Na tym przykładzie widać, jak reklama, czyli propaganda potrafi oduraczyć ludzi skądinąd w innych sprawach całkiem rozsądnych i nie bez kozery Stanisław Lem zauważył, że prawdziwie wielki przemysł nie zaspokaja już ludzkich potrzeba, tylko je stwarza.

W takich właśnie kategoriach postrzegam opowieści pana premiera Morawieckiego, jak to już wkrótce każdy Polak dostanie elektryczny samochodzik. Ile trzeba będzie za takie zabawki zapłacić – tego już nie słyszymy, bo – jak śpiewał Wojciech Młynarski – „po co babcię denerwować, niech się babcia cieszy!”

Na tych przykładach widać, że istotnym objawem dekadencji jest zacieranie granicy między rzeczywistością, a fikcją. Nawiasem mówiąc, są w filozofii kierunki takie, jak np. radykalny solipsyzm, według którego świat rzeczywisty nie istnieje, bo to, co postrzegamy pod postacią „świata”, istnieje jedynie w ciasnej przestrzeni między naszymi uszami.

Ciekawe, że filozofowie wyznający radykalny solipsyzm, wykładają o nim na uniwersytetach. Komu? Przecież te uniwersytety, podobnie, jak studenci i cała reszta tak zwanej „rzeczywistości”, to tylko fantomy!

Ale cóż im się dziwić, skoro na uniwersytetach, w charakterze dyscypliny naukowej, wykładane jest genderactwo – odmiana umysłowego zboczenia, podobna do „centralizmu demokratycznego” – bo tak modne umysłowe zboczenie nazywało się za komuny. Rozmaici arywiści pisali doktoraty i habilitacje z tego „centralizmu demokratycznego”, a więc z czegoś czego nigdy nie było, nie ma i nie będzie! Nic więc dziwnego, że na świecie, zwłaszcza w jego dotkniętej dekadencją części, lawinowo narasta liczba wariatów, bo – jak zauważa Janusz Szpotański – „kto w szpony dostał się hipostaz, rzeczywistości już nie sprosta.”

Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym triumfalnemu pochodowi dekadencji jest okoliczność, że poznanie rzeczywistości wymaga jednak pewnego wysiłku, podczas gdy konsumpcja produktów przemysłu rozrywkowego żadnego wysiłku nie wymaga, zwłaszcza od czasów wejścia do powszechnego użytku telewizji, która swój produkt oferuje w postaci papki nie tylko przeżutej, ale nawet przetrawionej, słowem – w postaci gówna. Tym karmią się dziś na świecie miliony, a nawet miliardy ludzi, którzy w dodatku uważają, że są tym, co jedzą.

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl

Komentarzy 8 to “Dekadencja”

  1. Nina said

    „los ultimos podrigos” może czekać też każdego, kto w tych dniach kupi maliny. Nie są to owoce od polskich plantatorów – tych systematycznie wykańczają PiSowcy i rządowi anty-Polacy, ale owoce prosto z Ukrainy. „Mamy obawy, że używa się do nich różnych preparatów chemicznych i środków ochrony roślin, które u nas są niedozwolone” – wyjaśnia prezes Związku Sadowników RP Mirosław Maliszewski.

    Wzywa plantatorów do protestu i przerwania zbiorów. My tez możemy po swojem umusimy zaprotestować i po prostu nie kupować najeżonych chemią owoców, tym bardziej, że ktoś ze sprawujących wysokie urzędy spowodował podmiankę dobrych, polskich malin na to coś obrzydliwego i trującego!

    .https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/polskie-maliny-zbiory-sadownicy,160,0,2408864.html

  2. Antystenes said

    Jestem najwyzej ukontenowany, ze takie forum istnieje, ciesze sie, ze gajowy wpuszcza tu mysli Michalkiewicza, jadnakze dekadencja to okres schylkowy dziewietnastego wieku, inna forma brzmienia slowa tu widac powinna dac przyklad.

    Przypomnijmy sobie Aleksandra Glowackiego i Emancypantki.

    Jak swiat swiatem wszyscy wiemy o co chodzi i zyje.

  3. Tina said

    Dekadencją można nazwać szkolenie przez Departament Stanu USS takich odpadów genetycznych jak ta Szydło i morawiecki.

  4. Rafal Cz. said

    Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym triumfalnemu pochodowi dekadencji jest okoliczność, że poznanie rzeczywistości wymaga jednak pewnego wysiłku, podczas gdy konsumpcja produktów przemysłu rozrywkowego żadnego wysiłku nie wymaga, zwłaszcza od czasów wejścia do powszechnego użytku telewizji, która swój produkt oferuje w postaci papki nie tylko przeżutej, ale nawet przetrawionej, słowem – w postaci gówna. Tym karmią się dziś na świecie miliony, a nawet miliardy ludzi, którzy w dodatku uważają, że są tym, co jedzą.

    W punkt!

  5. Rafal Cz. said

    A co to jest moderacja?

  6. NICK said

    Obyśmy nie mieli podrygów imć Witacego.
    Prawda?

  7. Boydar said

    Wyjątkowo akceptuje ten artykuł. Tylko zamiast słowa „dekadencja” użyłbym – „zżydzenie”. Ale to nieistotny w sumie szczegół.

  8. Mozets said

    cytuję Gajowy: ///Warto tedy przypomnieć, że Jezus Chrystus, dokonując swoich cudów, zawsze posługiwał się jakimś czynnikiem materialnym; w Kanie Galilejskiej nie spowodował napełniania pustych stągwi winem, tylko nakazał uprzednio nalać do nich wody, podobnie jak uzdrawiając niewidomego, posmarował mu powieki błotem uczynionym z pyłu i własnej śliny, czy wreszcie w Najświętszym Sakramencie ukrył się pod postacią Chleba i Wina.///
    *************************************************************************
    Ja nie mam papierów uwierzytelniających, które udowadniały-by, że wiem dlaczego bóstwa posługują się materią by przekonać ludzi o istnieniu transcendencji i innego świata, do którego każdy zmierza. Jezus żył ponad 2000 lat temu. Jakkolwiek ludzie ( szczególnie kasta kapłanów)n na tamtym terenie posiadali już filozoficzne i religijne uzasadnienia istnienia Boga – na pewno tak jak i dzisiaj mają umysł „zablokowany” co do możliwości poznania świata pozamaterialnego in extenso. Jest to ludziom niedostępne jakkolwiek mózg ludzki jest wykorzystywany tylko w niewielkim procencie . Jego możliwości są jednak nieograniczone i ich „odblokowanie ” pojawia sie z chwilą śmierci materialnego ciała. Jezus musiał używać takich „gadżetów” jak błoto, ślina – bo człowiek łatwiej pojmuje zaistnienie faktów dla niego niezrozumiałych , które określa jako „cud”. Bo nie zna istoty Boga. I nie pozna do końca – zanim nie umrze i stanie „twarzą w twarz”. Ta wiedza byłaby dla człowiek za życia na ziemi nawet niebezpieczna. Człowiek mógłby „zwariować ” od tego. Albo inni by tak go określali. Jezus jednak nie zawsze uzywał jakiś „pomocy naukowych” do czynienia „cudów” ( czyli do używania swej nadludzkiej mocy). Często mówił – idź do domu – twoje dziecko nie umarło. Tylko śpi. Lub mówił – idź , niech ci się stanie – twoja wiara cię uzdrowiła. My ludzie szukamy ciągle „powodów” do uwierzenia. Zamiast po prostu uwierzyć.
    Ludzie nawet szukają zamiast miłości bliźniego – innych zastępczych form empatii. I tak dzisiaj następuje gwałtowna dehumanizacja ludzi ( patrz wulgarne i prostackie wpisy na portalach m.innymi) oraz abarotno humanizacja zwierząt. Psów , kotów, szczurów hodowlanych. One już nie zdychają jak kiedyś – a umierają, całują je podstarzałe panienki w wieku około 50 w pysk (który na całe szczęście jeszcze nie jest twarzą…) i śmierć człowieka jest dzisiaj banalnym epizodem. Natomiast za znęcanie się nad psem ( tylko osobnicy nienormalni to czynią) można juz dostać 3 lata bez „zawiasów”. Zwierzęta dał nam Pan by nam służyły jako pokarm lub pomagały na drodze życia. Do niczego więcej. A należy je traktować tak jak każde boże stworzenie -bez nienawiści i wynaturzeń. Bo w końcu dojdzie do tego, że użycie antybiotyku do zabicia zarazka syfilisu – będzie narzędziem „śmierci” tego niewidocznego gołym okiem mikroskopijnego bakcyla. I może nie należałoby go tak okrutnie traktować???
    kpt. M.Mozets (jnwsws)

Sorry, the comment form is closed at this time.