Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Noc Paskiewiczowska. O reformie Gowina.

Posted by Marucha w dniu 2018-06-19 (Wtorek)

O ile antypisowska opozycja bardzo głośno protestowała, gdy odbierano przywileje ex-esbekom i gdy władza „zamachiwała się” na niezależność sądów, to zupełnie milczy w obliczu reformy nauki ministra Jarosława Gowina, która w ekspresowym tempie przepychana jest przez Sejm.

Tempo jest ekspresowe, gdyż minister Gowin chce, aby jego „konstytucja dla nauki” obowiązywała od 1 X 2018 roku.

Niestety, także ze środowiska naukowego głosy krytyczne płyną dość rzadko, choć krytyka tego projektu na polskich uniwersytetach jest totalna. Nikt jakoś nie chce się wychylić i publicznie zaprotestować. Tymczasem sprawa jest poważna.

Celem ministerialnego projektu jest, przy zachowaniu państwowego charakteru uniwersytetów, całkowita zmiana ich konstytucji. Skoro uniwersytety mają już być państwowe, to mogą być zarządzane lepiej lub gorzej. W moim przekonaniu, projekt idzie w złym kierunku.

Po pierwsze, forsowana ustawa faktycznie likwiduje niezależność uniwersytetów od administracji państwowej. Od średniowiecza uniwersytety cieszyły się autonomią w stosunku do państwa i nie było jej tylko w krajach despotycznych (Rosja) i totalitarnych, takich jak III Rzesza, ZSRR i PRL.

Zresztą w ramach detotalitaryzacji w późnym PRL, bodaj od 1981 roku, profesorowie wywalczyli sobie prawo do wyboru rektora i dziekanów. Innymi słowy, w tradycyjnym systemie ustrój uniwersytecki ma charakter arystokratyczny i nauką rządzą profesorowie. Przy elekcjach władz dopuszcza się wprawdzie głosy adiunktów, asystentów, studentów, pracowników administracji, ale w mniejszości. Głosy te decydują tylko wtedy, gdy środowisko profesorów jest podzielone w kwestiach personalnych.

Forsowana pośpiesznie ustawa odbiera rządy na uniwersytetach profesorom, którzy sprawowali je od kilkuset lat, aby przekazać w ręce dziwnego ciała, faktycznie wskazanego przez ministerstwo, które wybierze rektora. Ten zaś mianuje dziekanów. Celem tej ustawy jest odebranie na uniwersytetach władzy profesorem i pośrednio przekazanie jej w ręce urzędnicze.

Wedle forsowanego pośpiesznie projektu, przyniesiony z zewnątrz rektor ma mieć władzę praktycznie nieograniczoną. Zniesione będą rady wydziałów, które do tej pory zajmowały się kwestiami awansu zawodowego, decydując o przyznawaniu stopni naukowych i wnioskując o przyznanie tytułu profesorskiego. Uprawnienia te mają zostać przypisane centralnym organom uniwersyteckim, czyli – w praktyce – będą zależeć od organu powołanego przez ministerstwo.

Skutkiem ustawy będzie odebranie z rąk profesorów kontroli nad rozwojem naukowym młodych kadr i pośrednio przekazanie ich w ręce urzędnicze.

Oczywiście, nie twierdzę, że każdy rektor będzie tyranem, umożliwiającym karierę i awans jedynie swoim znajomym. Znając jednakże partyjniactwo charakterystyczne dla współczesnej Polski można obawiać się, że rady wybierające rektorów, a w ślad za tym i sami rektorzy, będą zmieniać się jak członkowie rozmaitych rad radiofonii i telewizji, którzy ulegają całkowitej wymianie po każdej zmianie rządu i większości sejmowej. Innymi słowy, w moim przekonaniu ustawa grozi upartyjnieniem uniwersytetów. Oznacza to zmuszenie do milczenia lub nawet redukcję etatową tych wykładowców, którzy nie będą powolni aktualnie rządzącym.

Ministerstwo Nauki nie ukrywa, że celem ustawy jest redukcja ilości ośrodków akademickich. Wiele z nich, szczególnie tych mniejszych i regionalnych, utraci uprawnienia habilitacyjne, doktorskie, często także uprawnienia do prowadzenia studiów magisterskich. Niektóre upadną. Oznacza to redukcję kadry naukowej, w wykształcenie której podatnik zainwestował miliony złotych.

Dla młodzieży z mniejszych ośrodków oznaczać to będzie konieczność migracji do wielkich miast. Wykorzenienie młodych ludzi ze środowiska lokalnego spowoduje ich alienację, aż staną się bezideowym elementem, nadającym się jedynie do pracy w wielkich korporacjach. Oznacza to trwały regres lokalnych elit intelektualnych. Polska podzieli się na wielkie miasta i intelektualne tereny pustynne.

Celem forsowanej ustawy jest także radykalna redukcja liczby wydawnictw i czasopism uznawanych za „naukowe”. Książki wydawane w wydawnictwach i teksty drukowane w periodykach innych, nie będą liczyć się do dorobku naukowego. Nie będzie już w ogóle ważne czy napisałeś coś ciekawego, lecz gdzie to opublikowałeś.

Wydawnictwa „prestiżowe” za wydanie książki naukowej już dziś domagają się po 15-20 tysięcy złotych dotacji. Gdy zniknie im konkurencja ze strony wydawnictw mniej „prestiżowych” ceny te pewnie wzrosną. Ja swoje książki wydaję bez oglądania się na „prestiżowość”, bo mnie takie kategorie nie kręcą. Niestety, po reformie, obligatoryjnie będę musiał je wydawać w wydawnictwach „prestiżowych”. Jeśli nie będzie mnie na to stać, to będę musiał pozyskiwać na ten cel granty.

Innymi słowy, podatnik będzie musiał sfinansować wydanie książki, aby miała status „naukowy”, ponieważ nie będę mógł jej wydać tam, gdzie zawsze to czyniłem.

Podobnie radykalnie ograniczona ma być liczba czasopism naukowych. Oznacza to podrożenie kosztów wydania książek i zabicie żywiołowo wydawanych periodyków naukowych lokalnych i tematycznych. Status „naukowy” osiągną tylko te periodyki, za którymi stać będą duże środki, oczywiście także pochodzące od podatników.

Co do profesorów, to jeśli dobrze rozumiem zapisy ustawy, to także przestaną być potrzebni. Pracownik będzie tyle wart, ile wyrobił punktów. Zasada ta może jest i słuszna i liberalna, ale powstaje pytanie następujące: jeśli profesor tytularny zarabia dziś, mniej więcej, dwa razy tyle co doktor, to czy w ramach racjonalizacji kosztów władze uczelni nie dojdą do wniosku, że taniej jest zatrudniać świeżo upieczonego doktora niż profesora ze znaczącym dorobkiem?

W tej sytuacji pozostawienie stopni doktora habilitowanego i tytułu profesora staje się fikcją. Co gorsza, z racji wyższych zarobków, uzyskane wcześniej stopnie i tytuły mogą stać się… powodem do redukcji kadrowej.

Adam Wielomski
Tekst ukazał się w tygodniku “Najwyższy Czas!”.

PS
W czasie przepychania ustawy Gowina przez Sejm zapisy w projekcie zmieniają się jak w kalejdoskopie i liczni komentatorzy narzekają, że nie sposób zdobyć aktualnej wersji tekstu ustawy. Zaznaczam to, ponieważ tekst ten pisany był 2 tygodnie temu i stanowi komentarz do aktualnych wtedy zapisów. Być może, że pewne istotne szczegóły uległy zmianie.

https://konserwatyzm.pl/

 

Komentarzy 19 to “Noc Paskiewiczowska. O reformie Gowina.”

  1. brys said

    Może ktoś przytoczy liczbę patentów, wynalazków ,publikacji, oraz miejsc w rankingach jakie dziś mają nasze uczelnie? Te techniczne raczej, bo humanistyczne to potraktujemy inaczej. Co nie zmienia faktu że po wprowadzonych zmianach raczej nic się nie zmieni. Tylko kierownictwo, a czy się robi na jednego sora czy na innego sora? To tak z punktu widzenia dawniejszego uczestnika tych personalnych układów. Co do profesorów od kilkuset lat – chyba raczej ta ciągłość się po wojnie zmieniła i za komuny trochę inne postacie były promowane?

  2. Boydar said

    Rozpacza zawsze ten który traci. Co traci p. Wielomski ?

    Czy my, zwyczajni zjadacze chleba możemy ocenić sytuację ? Owszem, po owocach, co „chwilę” potrwa. Oraz, jeżeli mamy choć trochę wiedzy, po nasionach. Znaczy się po podręcznikach. Dzisiejszy uczeń nawet gdyby chciał, to nie ma z czego się nauczyć. W większości szkolnych książek są albo brednie, albo ułożone do góry nogami, albo jedno i drugie. Ktoś za tym stał, i prawdopodobnie nie na poziomie magistra. Niestety, jeżeli ma szybko się coś zmienić, metody muszą być „stalinowskie”. A kto je firmuje nie ma dla mnie znaczenia, może i Włodzimierz Ilicz. Gowin jest figurynką podwieszoną na hartowanym drucie, nie ma po co patrzeć na niego jak na osobę bo to tylko wprowadza chaos pojęciowy. Normalne metody oceny są dobre w czasie „P”, a teraz mamy czas „W”.

  3. www said

    A było na polskich uczelniach tak dobrze gdy rządzili profesorowie… uuuu chachacha

    ———–
    Było całkiem dobrze. Wiem, bom studiował na dwóch. A to co było źle, to nie z ich winy.
    Kogo Pan zaproponuje, zamiast profesorów, do kurwy nędzy?
    Urzędnika?
    Może kopacza rowów z dużym doświadczeniem alkoholowym?
    Admin

  4. Sowa said

    Re 3:
    Gdzie rządzili profesrowie?

    Znam profesorów, którzy zajęli się nauką, zrobili na niej pieniądze, zbudowali dobre ośrodki, dali porządnie zarobić swoim współpracownikom a tamci kolejnym, itd. Da się. Pod warunkiem że żadna qrva się do tego nie przyklei. Teraz nie ma jak. Po „reformie” góvina, jak najbardziej.

  5. Boydar said

    WWW napisało w jednym zdaniu to, co ja w dwunastu. Szacun Kolo.

  6. Sowa said

    https://wpolityce.pl/polityka/363135-nasz-wywiad-aleksander-temkin-przygotowana-reforma-szkolnictwa-wyzszego-to-maskarada-i-brudny-deal-gowina-z-establishmentem-i-rektorami

  7. Boydar said

    To (6) mnie tylko utwierdza; wymyśl Pan Panie Sowa sytuację gorszą niż obecna, mission impossible

    Cokolwiek ma być zmienione, musi być uczynione rękami nastajaszczego jewreja, co do proweniencji którego nie ma żadnych wątpliwości, ani u nas ani u unych, a u unych w szczególności.

  8. Sowa said

    Żeby nie było, że spamuję. PiS realizuje ciągle politykę AWS-UW. Polska transformowana jest do kraju z kilkoma dużymi miastami i zdychającą prowincją karmioną TV i gminnymi festynami.

  9. Moher49 said

    Nic ten Gowin nowego nie wykombinuje. Matematyki, fizyki, wytrzymałości materiałów się zmienić nie da. Tam rządzi kosmos. książek nie trzeba aż tak dużo, są programy komputerowe, które robią za projektanta murzyńską robotę. Wymyślić perpetuum mobile, albo źródło darmowej energii, to by było osiągnięcie. Pan Gowin nie wywali na zbity pysk pana Jana Hartmana, ani pani Magdaleny Środy, bo będzie wrzask na cały świat. Nie pozwoli, aby na Uniwersytecie Warszawskim gromadziła się Młodzież Wszechpolska bo się GW obruszy. Władze uczelni zawsze były wyznaczane przez PZPR, tak będzie i teraz i aż do skończenia świata.

  10. Boydar said

    „… Pan Gowin nie wywali na zbity pysk pana Jana Hartmana, ani pani Magdaleny Środy, bo będzie wrzask na cały świat …”

    Właśnie nie ! Żyd może drugiego żyda wrzucić do pieca z całą rodziną a w Izraelu i tak dostanie azyl oraz emeryturę. Tu dokładnie jest cały myk pogrzebany.

  11. Anyj said

    Ad 8

    Getta dla Polakow w miastach ( sami tam przyjeżdżaja tabunami opuszczajac ojcowizne na prowincji i paradis judaeorum na wyludnionej prowincji z rozległymi posiadlościami nowych panów i czworakami dla nielicznej słuzby. To nas czeka.

  12. Sowa said

    Re 9: „książek nie trzeba aż tak dużo, są programy komputerowe, które robią za projektanta murzyńską robotę.”

    Rozumiem, że „inżynierowie” z północnej Afryki temu podołają? Fakt, w końcu wszystko jest na You Tube. Ja jednak mam inne zdanie. Niedouczonemu tumanowi nawet najlepszy program w niczym nie pomoże. Nawet najlepszy program może dawać złe wyniki. Od tego jest człowiek, żeby to umiał zweryfikować.

  13. Revers said

    Dziwnym trafen te wybory rektorow Uw przez Partie mialy wspolne korzenie tam gdzie z latwoscia uznawano Diplomy pl czy prl w izraelu. Smierdzi naukowym czosnkiem z daleka bo zarowno naukowe granty jak I publikacje bez Slow odwolujacych sie do holokaustu lub jedwabnego nie beda przyjmowane lub premiowane w Klasse naukowe.

  14. Boydar said

    A gdyby tak – „otumanionemu niedoukowi” ? Bo nie można wykluczyć że wśród „braci żakowskiej” oraz tej młodszej są jednostki predysponowane, co jednak z tego kiedy nie ze swojej winy puste, jak policyjny gwizdek.

  15. Sowa said

    Re 13:
    Według Gowina będą habilitacje i doktoraty za projekty europejskie (międzynarodowe). Zatem jak ktoś machnie jakieś prestyszowe hologóvno, to ma papier, jak w banku.

  16. bob Bas said

    „Acht und achtzig Professoren und Vaterland, du bist verloren.”
    to powiedzenie Bismarcka jest prawdziwe też na uczelniach …profesorowie są od nauki nie rządzenia.

    ——
    właśnie, kurwa mać, chodzi o to, aby profesorowie – a nie urzędnicy – decydowali o nauce.
    Admin

  17. www said

    Szanowny Gajowy, profesorowie niech rządzą w katedrami, doktorami i wyznaczają drogi nauki, ale nie uczelniami … od tego są lepsi zawodowi zarządzający.

    ———-
    Przecież – o ile rozumiem teksty pisane – WŁAŚNIE O TO CHODZI.
    Profesorowie nie chcą chyba zarządzać sprzątaniem sal, wynajmem robotników, księgowaniem itp.
    Admin

  18. www said

    17. A czym niby teraz zajmuje się senat, rektor, itd. między innymi dostawami, zatwierdzaniem budowy i rozbudowy itd. oni muszą zrezygnować z działalności naukowej jeśli nie rządzi jakiś pan Kaziu zza pleców! Poza tym Pan nie wie jak oderwani są od życia są prawdziwi naukowcy 🙂

    ————-
    E tam. Znam dobrze to środowisko.
    Admin

  19. VAV said

Sorry, the comment form is closed at this time.