Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Kto jest Chińczykiem?

Posted by Marucha w dniu 2018-06-29 (Piątek)

Chińskie pojęcie ‘narodowości’ jest bardzo bliskie polskiemu, a więc zupełnie niezrozumiałe na Zachodzie. Niemniej, jest ono podstawą strategii w polityce narodowej Chin.

[Admin wtrąci swoje trzy grosze: Polacy w ogóle nie mają żadnego pojęcia narodowości, bo ilu Polaków (zdolnych do myślenia i sformułowania myśli), tyle jego definicji, a w nich takie rzewne pierdoły, jak „wspólnota duchowa” albo „zamieszkiwanie na wspólnym obszarze” – admin]

W słowniku polsko-angielskim słowo „narodowość” jest tłumaczone jako „nationality”, chociaż w rzeczywistości oznacza ono „obywatelstwo” (citizenship), podobnie jak słowo „nation” oznacza bardziej „społeczeństwo”, albo nawet „państwo”, a mniej „naród”, tak jak my to rozumiemy.

Najbliższym znaczeniowo pojęciem narodowości w polskim rozumieniu jest „ethnicity”.

Podobny dylemat ma język niemiecki (Nationalität, Staatsbürgerschaft), francuski (nationalité, citoyenneté), hiszpański (nacionalidad, ciudadania), portugalski (nacionalidade, cidadania) albo włoski (nazionalità, cittadinanza) gdzie ten drugi termin jest zwykle urobiony od słowa oznaczającego miasto.

Wiedząc, jak drażliwą jest kwestia narodowości dla współczesnej ideologii Zachodu, gdzie o nacjonalizmie wolno mówić albo źle albo wcale, można w tym zjawisku dostrzec wysiłki, aby znaczenie pojęcia „narodowość” raczej zatrzeć, niż aby je uwypuklić. [Dokładnie o tym pieprzy od lat gajowy, z reguły przed głuchymi – admin]

Również język rosyjski ma kłopot z rozróżnianiem национальности od гражданства. Dodatkowo problemem dla Rosjan jest rozróżnienie kategorii народ oraz нация. Dopiero na Bałkanach, gdzie prawdziwe znaczenie tych terminów boleśnie zrewidowała historia i życie, pojawia się właściwe rozróżnienie „nacionalnosti” od „državljanstva” np. w języku serbochorwackim.

Chyba najlepiej różnicę tę uchwycił dopiero język grecki: εθνικότητας, ιθαγένειας (ethnikótitas, ithagéneias), gdzie pierwszy termin swoją etymologią podkreśla poczucie plemiennej wspólnoty, a drugi – zasiedzenie pokoleń.

W języku chińskim też mamy kilka określeń. Naród to 国家[guójiā], a narodowość lub obywatelstwo to 国籍[guójí], gdzie ten pierwszy znak oznacza „kraj, państwo”, a ten drugi odpowiednio – „rodzina” oraz „przynależność, członkostwo”, czyli całość odpowiada polskiemu pojęciu obywatelstwa. Lepszym terminem na etniczne określenie narodu jest民族[mínzú], gdzie pierwszy znak znaczy „człowiek”, a drugi „rodzina, genealogia, więzy krwi”. Narodowość można więc przetłumaczyć jako etniczność -种族[zhǒngzú], gdzie pierwszy znak oznacza „gatunek”. Są to terminy bardziej precyzyjne niż europejskie i widać z nich, że Chińczycy rozróżniają je tak jak my, tzn. albo prawniczo, albo antropologicznie. Spróbujmy wyjaśnić to bliżej i bardziej praktycznie, zaczynając od strony prawnej

Niedawna sprawa trzech księgarzy z Hongkongu, którzy zniknęli pod koniec roku 2015 rzuca światło na problem pojmowania narodowości w Chinach. Jeden został wywabiony i pojmany na terytorium HK przez agentów z Pekinu. Drugi został porwany w Tajlandii. Ostatecznie, wszyscy trzej znaleźli się w chińskich więzieniach oskarżeni o rozpowszechnianie złośliwych i szkodliwych publikacji na temat chińskich przywódców.

Jeden z aresztowanych posiadał paszport brytyjski, a drugi miał obywatelstwo Szwecji, ale nie miało to dla chińskiego sądu żadnego znaczenia i proces oraz zarzuty miały tę samą siłę, co w przypadku zwykłych obywateli Chin, którzy coś przeskrobią w oczach swego rządu. Ambasady UK i Szwecji nie mogły przysłać swych przedstawicieli na proces ani też odwiedzać aresztantów w więzieniach. W oczach władz chińskich we wszystkich trzech przypadkach chodziło o ewidentnych Chińczyków, i żadne inne państwo nie miało do nich żadnego prawa.

Jest to część ogólnego stosunku Pekinu do swej ludności: prawo chińskie dotyczy Chińczyków nie tylko w Hongkongu, ale odnosi się w ogóle do całej ogromnej chińskiej diaspory na świecie.

Chińskie MSZ orzekło, że Lee Bo, posiadacz brytyjskiego paszportu, był „przede wszystkim i w pierwszej kolejności obywatelem chińskim”. Rząd uważa, że dokument o nazwie回国许可证 [huíguó xǔkězhèng], dosłownie „zezwolenie na powrót do domu”, wydane stałym tj. żółtym i skośnookim mieszkańcom Hongkongu, ma wyższość i pierwszeństwo wobec dokumentów wydawanych za granicą. Ponieważ terytorium Hongkongu powróciło pod władzę Pekinu w 1997 r., Chiny uważają, że zarówno w Hongkongu jak i Makau, wszyscy tamtejsi mieszkańcy rodzimego tj. chińskiego pochodzenia są obywatelami chińskimi.

Także Gui Minhai, obywatel Szwecji uprowadzony z Tajlandii, powiedział w chińskiej telewizji: że „tak naprawdę czuje się Chińczykiem” (我真的觉得我是中国人 [Wǒzhēn de juédé wǒshì zhōngguórén]), co w powszechnej opinii było prawdopodobnie wyznaniem wymuszonym.

Chiny uważają, że są w prawie tak postępować, ponieważ Pekin nie uznaje podwójnego obywatelstwa.

Prawo jest jednak niejednoznaczne. W pierwszej kolejności stanowi ona, że​​ osoba przyjmująca paszport zagraniczny „automatycznie” traci obywatelstwo chińskie, a następnie, w sposób sprzeczny postanawia, że dana osoba musi „zrzec się” obywatelstwa (złożyć dokumenty rejestracyjne gospodarstwa domowego i paszport), a zrzeczenie takie musi zostać oficjalnie zatwierdzone.

Według córki pana Gui przeszedł on formalną procedurę oddania swojego chińskiego obywatelstwa przyjmując paszport szwedzki. Jednak władze chińskie uznały, że ten paszport nie przeważył, ani nie zastąpił cech, które nabył wcześniej przez urodzenie i pochodzenie etniczne: Zarówno pan Gui, jak i pan Lee to członkowie narodowości Han, nadrzędnej grupy etnicznej Chin.

Podstawą dla chińskiego pojmowania narodowości i odczuwania swej tożsamości jest bowiem etniczność -种族[zhǒngzú]. Jakieś 1,2 mld mieszkańców Chin kontynentalnych, określanych jako Chińczycy, określa samych siebie i poczuwa się do narodowości Han, a nie do którejś z mniejszości w tym wielkim kraju, które łącznie ocenia się na 110 mln osób.

Pochodzenie etniczne (Han) i obywatelstwo chińskie stały się pojęciami prawie wymiennymi, jak wskazuje James Leibold z La Trobe University w Melbourne w Australii. W optyce Zachodu jest to zmieszanie pojęć, ale w optyce chińskiej dopiero to jest klarownym rozróżnieniem, które ma znaczenie fundamentalne. Określa ono bowiem relacje między Han a innymi grupami etnicznymi.

Poprzez zawężenie legalnego rynku pracy niemal wyłącznie do osób pochodzenia Han, etniczność kształtuje również gospodarkę i rozwój kraju. I to także obciąża stosunki z zagranicą. Etniczny Han, nawet z rodziny, która wyjechała do ​​innego kraju wiele pokoleń temu, uważany jest zwykle za część jednolitej grupy narodowej, zarówno przez chiński rząd, jak i przez zwykłych ludzi.

Narodowość Han bierze swą nazwę od dynastii o tym imieniu z III wieku pne. Frank Dikötter z Uniwersytetu w Hongkongu uważa jednak, że zbiorowość dziś określana jako Han to konstrukt, który ukształtował się dopiero na początku XX wieku. Przez ponad połowę z ostatnich 650 lat większość terytoriów zwanych obecnie Chinami była bowiem okupowana przez żywioły etnicznie obce (najpierw przez Mongołów z północy, a następnie przez Mandżurów z północnego wschodu). Wprawdzie chińska historia przedstawia Mandżurów, i okres Qing jako „schińszczoną dynastię” (中国化的王朝[zhōngguó huà de wángcháo]) ostatnich cesarzy Chin, ale najnowsze badania sugerują, że zachowali oni swój własny język i kulturę, oraz że Chiny za Qingów były częścią większego, wieloetnicznego imperium.

Za czasów panowania i wpływów zachodniego imperializmu rasa była często wykorzystywana do dzielenia ludzi. Jednak po upadku dynastii Qing w 1911 roku nowa elita dążyła do stworzenia nadrzędnego uzasadnienia dla chińskiego państwa narodowego gdzie poddani mówili językami wzajemnie niezrozumiałymi, a ponadto wywodzili się z różnych tradycji i przekonań.

W tym czasie w znacznej części Chin bardzo silna była już tradycja wywodzenia genealogii w linii ojca (patrylineat): klany, rozpoznawalne po jednosylabowym nazwisku (zawsze pierwszym w trójczłonowym określeniu osoby) wierzyły, że mogą wyśledzić swoją linię aż do pierwszej grupy wspólnych przodków. To pomogło chińskim nacjonalistom rozwinąć i wpoić ludziom ideę, że wszyscy Hanowie pochodzą od Huangdi, „żółtego cesarza”, sprzed 5000 lat.

Rasa stała się więc podstawą zorganizowania narodu w republikańskich Chinach. Sun Yat-sen, który założył Kuomintang, chińską partię nacjonalistyczną i jest szeroko postrzegany jako ojciec narodu chińskiego (中华民族之父[zhōnghuá mínzú zhī fù]), uporczywie lansował ideę „wspólnej krwi” (共同的血液[gòngtóng de xiěyè]).

Sto lat po nim prezydent Xi Jinping nadal robi to samo. Jednym z uzasadnień jego twierdzenia, że​​Tajwan jest częścią Chin jest to, że „krew jest gęściejsza od wody” (血液比水厚 [xiěyè bǐshuǐhòu]).

W przemówieniu z 2014 roku rozwinął on tę myśl bardziej szczegółowo:„几代海外华人永远不会忘记他们的祖国,他们的起源,还是中华民族血脉流淌的血脉” [Jǐdài hǎiwài huárén yǒngyuǎn bùhuìwàngjìtāmen de zǔguó, tāmen de qǐyuán, háishìzhōnghuámínzú xiě mài liútǎng de xuèmài]) – co się tłumaczy jak: „Pokolenia zamorskich Chińczyków nigdy nie zapominają o ojczystym kraju, o swoim pochodzeniu ani o krwi chińskiego narodu płynącego w ich żyłach”.

Większość Chińczyków do dziś uważa, że Chińczyka rozpoznaje się od pierwszego wejrzenia i że etniczny Han musi w istocie być jednym z nich. Małe dziecko w Pekinie bez skrępowania pokazuje na ulicy osobę o białej skórze i głośno stwierdza, że jest to cudzoziemiec 外国人[wàiguó rén], albo dosłownie „osoba z zagranicy”.

Chińczyk urodzony za granicą, ale zamieszkały w Chinach, jest stale upominany, że jego mandaryński powinien być lepszy (w przeciwieństwie do każdego nie-Chińczyka, który słyszy same pochwały i zachwyty nad jego chińszczyzną, nawet jeśli tylko ogranicza się ona do paru grzecznościowych zwrotów. Od „swoich” zawsze wymaga się dużo więcej. To zresztą ważna cecha każdego nacjonalizmu.

Dzisiejsze Chiny sa nadzwyczajnie jednorodne. Stan ten utrzymuje się przez to, że pozostają one prawie całkowicie zamknięte dla nowych poddanych, z wyjątkiem tych, którym „chińskość” przysługuje z urodzenia. O ile ktoś nie jest dzieckiem obywatela chińskiego (a chodzi tu zwłaszcza o ojca), to bez względu na to, jak długo tam mieszka, ile pieniędzy zarabia lub jakie płaci podatki, praktycznie nie może zostać obywatelem. Ktoś, kto poślubi Chińczyka lub Chinkę może teoretycznie uzyskać obywatelstwo; w praktyce niewielu to osiąga.

W rezultacie, według spisu ludności z 2010 r., najludniejszy kraj na Ziemi ma tylko 1448 naturalizowanych Chińczyków w ogóle. Nawet Japonia, która jest dość powszechnie znana z wrogości wobec imigracji, każdego roku naturalizuje około 10 000 nowych obywateli. Dla porównania: w Ameryce liczba ta wynosi około 700 000 rocznie!

Zbieżność pojęcia „Chińczyk” i „Han” leży u podłoża niełatwych relacji między tak określoną większością, a obywatelami chińskimi z mniejszości etnicznych. Teoretycznie władze traktują mniejszości jako równe, a nawet przyznają im pewne przywileje. Np. nie były one objęte słynną „polityką jednego dziecka” (独生子女政策 [dúshēngzǐnǚzhèngcè]) obowiązującą etnicznych Chińczyków w latach 1979-2015.

Jednak w praktyce grupy etniczne, szczególnie te z pogranicza Chin, które wizualnie wyróżniają się najbardziej, są dyskryminowane i coraz bardziej marginalizowane, ponieważ do ich regionów masowo przesiedlili się etniczni Chińczycy-Han. W wyniku takich przesiedleń, sponsorowanych i wspieranych przez państwo, ludność Han w Turkiestanie chińskim (Xinjiang), dawniej zamieszkanym głównie przez Ujgurów wzrosła z 4% w 1949 roku do 42% obecnie. Także etniczni Mongołowie stanowią obecnie już tylko 17% ludności Mongolii Wewnętrznej.

W najlepszym razie grupy nie-Han są traktowane w Chinach jako folklorystyczne ciekawostki. Prowincja Junnan zbudowała dobrze prosperujący przemysł turystyczny wokół takich kultur mniejszościowych. Mniejszości są zwykle przedstawiane jako rozmiłowane w archaicznych obyczajach i tradycjach w przeciwieństwie do Hanów, którzy są nowocześni i technologicznie zaawansowani. Na wystawie pt. „Narodowości Sinkiangu Ujgurskiego” w muzeum w Urumczi, stolicy prowincji, jedyną osobą w nowoczesnym stroju jest Han; napisy chińskimi znakami głoszą, że chińscy Ujgurowie „mają szczególne upodobanie do wszelkiego rodzaju małych okrągłych czapeczek” (对各种小帽子有特殊的喜好 [duì gè zhǒng xiǎo màozi yǒu tèshūde xǐhào]), a życie chińskich Kazachów jest „pełne piosenek i rytmów” (充满歌曲和节奏[chōngmǎn gēqǔhéjiézòu]).

Nieczułość na różnice kulturowe rodzi napięcia i grozi w Chinach tarciami etnicznymi. Zwykłe przejawy lokalnej kultury w regionach przygranicznych zostały uznane za przestępcze. W Xinjiangu Ujgurom nie wolno nosić długich bród, a muzułmanom utrudnia się post w czasie ramadanu. Nomadzi w Mongolii Wewnętrznej i w Tybecie zostali przymusowo osiedleni w stałym miejscu. W Tybecie i Xinjiangu wiele szkół uczy w ogólnochińskim języku mandaryńskim, nawet jeśli brakuje tam wystarczającej liczby osób mówiących po mandaryńsku.

Wynikają z tego konflikty i uprzedzenia odczuwalne na co dzień. „Uważają nas za dzikusów” – mówi tybetański przewodnik w Xining, zdominowanej przez Hanów stolicy prowincji Qinghai na tybetańskim płaskowyżu; tylko jeden z jego sąsiadów Han mówi mu 你好[nǐhǎo] czyli „cześć”.

Ponieważ chińskie dowody tożsamości zawierają pozycję „pochodzenie etniczne” (种族[zhǒngzú]) Tybetańczykom i Ujgurom zwykle odmawia się miejsca w hotelach w innych częściach Chin. Reza Hasmath z kanadyjskiego University of Alberta stwierdził, że w Pekinie pracownicy pochodzący z mniejszości narodowych byli zazwyczaj lepiej wykształceni, ale opłacani gorzej niż ich odpowiednicy narodowości Han. W prowincjach zamieszkanych przez mniejszości narodowe, najlepsze miejsca pracy należą do Hanów.

W Chinach powstają obecnie liczne organizacje społeczne dla obrony rozmaitych interesów grupowych, takich jak prawa pracownicze, prawa homoseksualistów albo ochrona środowiska, ale niewiele wskazuje na to, żeby Hanowie chcieli bronić swoich etnicznych rówieśników. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę, że może to zostać uznane za wspieranie separatyzmu, który rozbija jedność państwa. Wydaje się, że jest nawet odwrotnie i to właśnie retoryka rządu, szczególnie w odniesieniu do islamu, który jest traktowany jako niebezpieczeństwo, zaostrzyła istniejące podziały.

W chińskiej wielokulturowości muzułmańska mniejszość, zwana w Chinach Hui (co czyta się Huej), od dawna odnosi stosunkowo niemałe sukcesy: są oni rozproszeni i lepiej zintegrowani z kulturą Han i, co ważne, mówią także między sobą po mandaryńsku i zwykle w niczym nie różnią się wyglądem. Islamofobia jednak szybko rośnie, szczególnie w Internecie, a posty społecznościowe wzywają muzułmanów Hui żeby „wrócili sobie na Bliski Wschód”.

Prezydent Xi Jinping w czasie swej wizyty w prowincji Ningxia, regionie Hui, ostrzegł chińskich muzułmanów przed „nielegalną infiltracją religijną” i zalecił, aby „kontynuowali tradycję patriotyczną”, co jest oznaką, że postrzega on tę grupę z podejrzliwością, a także jako sytuującą się na obrzeżu „chińskości” i mającą historię dążeń separatystycznych.

Chociaż wielu obywateli Chin należących do takich mniejszości nie jest traktowanych na równi z Chińczykami Han, to Hanowie z zagranicy są w Chinach mile widziani, postrzegani jako rodacy i mają specjalny status. Każdy, kto ma chińskie pochodzenie korzysta z prawnej przewagi w uzyskaniu wizy pracowniczej, a urodzone za granicą dzieci Chińczyków mają prawo wstępu na chińskie uczelnie państwowe.

Podejście to dobrze służy chińskiej gospodarce. Przez ostatnie kilkanaście lat znaczna część inwestycji pochodzi z zagranicy. Wielu Chińczyków żyjących już drugie pokolenia w Ameryce zakłada firmy w Chinach. Jednak bycie członkiem „wielkiej chińskiej rodziny” (中国大家庭 [zhōngguó dà jiātíng]), jak to ujął prezydent Xi, również niesie ze sobą oczekiwania. W San Francisco w grudniu zeszłego roku na przyjęciu dla amerykańskich rodzin, które adoptowały chińskie dzieci, konsul Chin przypomniał tym dzieciom, że „nadal jesteście Chińczykami” (你仍然是中国人 [nǐréngrán shìzhōngguórén]), a przywołując ich „czarne oczy, czarne włosy i ciemną skórę” (黑色的眼睛,黑色的头发和黑暗的皮肤 [Hēisè de yǎnjīng, hēisède tóufǎhéhēi’àn de pífū]) zachęcał ich do rozwijania w sobie „chińskiego ducha” (发展中国精神[fāzhǎn zhōngguójīngshén]).

W oczach chińskiego rządu obowiązki chińskie wykraczają poza więzy kulturowe i obejmują lojalność nie tylko wobec Chin, ale także wobec Komunistycznej Partii Chin. Wielu Chińczyków będących obywatelami innych krajów potwierdza, że czują na sobie presję środowiska, a i sami też czują się w obowiązku występowania w imieniu Chin.

Kilka lat temu chińscy imigranci w Australii byli zachęcani do przyjęcia „właściwej postawy” (正确的态度[zhèngquè de tàidù]), aby wspierać „ojczyznę” w roszczeniach do spornych wysp i skał na Morzu Południowochińskim. Były australijski ambasador w Chinach napisał niedawno, że władza Chin w tym kraju rozciąga się na „nadzór, kierowanie a czasami nawet przymus” (监视,指导,有时甚至是胁迫 [jiānshì, zhǐdǎo, yǒushíshènzhìshìxiépò]) wobec chińskich studentów i próby pozyskania australijskich biznesmenów pochodzenia chińskiego do spraw służących interesom Chin.

Trzeba też zauważyć, że chińskojęzyczne media w Australii, które prawie powszechnie były krytyczne wobec ChRL jeszcze na początku lat 90. XX wieku, dziś są w większości bardzo propekińskie i unikają drażliwych tematów, takich jak Tybet i Falun Gong.

Chiny z trudem przyjmują do wiadomości, że potomkowie chińskich emigrantów mogą nie czuć się zobowiązani do reprezentowania interesów Chin. Gary Locke, pierwszy amerykański ambasador w Pekinie w latach 2011-2014, półkrwi Chińczyk, był wielokrotnie krytykowany przez chińskie media państwowe za to, że w swojej pracy reprezentował on interesy amerykańskie także wtedy, gdy kolidowały one z Chinami. Zagraniczni dziennikarze chińskiego pochodzenia akredytowani w Chinach często spotykają się z oskarżeniami o nielojalność ze strony Biura Bezpieczeństwa Publicznego (chińskiej bezpieki) i z przypominaniem o ich „chińskiej krwi” (中国血统[zhōngguó xuètǒng]).

Aspekt etniczności ma również duże znaczenie w trudnych relacjach Pekinu z Hongkongiem (który mu podlega) i z Tajwanem (do którego Pekin rości sobie pretensje). Na obu tych terytoriach dominują Hanowie, ale coraz częściej określają oni swoją tożsamość lokalnie, a nie ogólnie jako „chińską”. Ankieta przeprowadzona przez chiński uniwersytet w Hongkongu wykazała, że tylko 9% respondentów określa się obecnie wyłącznie jako Chińczycy, podczas gdy w roku 1997 kiedy ta brytyjska kolonia powróciła pod jurysdykcję Pekinu deklarowało się tak 32% jej mieszkańców. Podobny trend obserwuje się na Tajwanie. Z perspektywy Pekinu jest zjawisko niekorzystne i niepokojące.

Domagając się jurysdykcji nad etnicznymi Hanami za granicą Pekin ryzykuje nawet konflikt z obcymi rządami. W roku 2015 rząd Malezji, gdzie populacja chińska wynosi 25% ogółu, potępił ambasadora ChRL, gdy ten oświadczył, że Chiny „nie będą siedzieć bezczynnie”, jeśli naruszone zostaną „interesy narodowe obywateli chińskiego pochodzenia”. Zagrożeniem, które wtedy dostrzegł ambasador był potencjalnie gwałtowny wiec pro-malajski, zaplanowany na obszarze, gdzie prawie wszyscy kupcy byli Hanami, mimo, że niewielu z nich było obywatelami chińskimi. (2/3 ludności Malezji to tzw. bhumiputra – „dzieci tej ziemi”, czyli Malajowie-muzułmanie. Chińczycy to warstwa z reguły bardziej przedsiębiorcza, pracowita, lepiej wykształcona i zamożniejsza. Historia zna przypadki antychińskich pogromów na tym terenie i w sąsiedniej Indonezji.)

W pojedynczych przypadkach takie interwencje ze strony Pekinu idą dalej. Np. aresztowanie i przetrzymywanie naturalizowanych obywateli amerykańskich urodzonych w Chinach od dawna silnie zadrażnia relacje między oboma krajami.

„Hano-centryczny” światopogląd i postawa Chin rozciąga się także na uchodźców. W serii konfliktów od 2009 r. między etnicznymi bojówkami a siłami rządowymi, chiński rząd zrobił o wiele więcej, aby dopomóc w ucieczce do Chin tysiącom mieszkańców Kokangu na granicy Myanmaru, gdzie 90% ludności stanowią Hanowie, niż w podobnej sytuacji pomagał tym, którzy opuszczają sąsiednią prowincję Kachin, ale Hanami nie są.

Wydaje się zresztą, że także nie-Chińczycy milcząco uznali punkt widzenia Pekinu gdyż rządy i organizacje pozarządowe nigdy nie sugerują, aby Chiny przyjęły uchodźców z innych miejsc na świecie. Jedyny duży napływ uchodźców, jaki Chiny zaakceptowały od roku 1949 także dotyczył Hanów. Chodziło o około 300 000 obywateli Wietnamu, którzy w czasie konfliktu zbrojnego w latach 1978-79 uciekli za północną granicę, obawiając się prześladowań jako etniczni Chińczycy. W praktyce Chiny niemal całkowicie zamknęły swoje drzwi przed innymi. Oprócz wspomnianej grupy z Wietnamu Chiny mają w swoich rejestrach tylko 583 obcych uchodźców. W kraju tym mieszka dziś więcej miliarderów.

Żelazne reguły chińskiej polityki emigracyjnej i uchodźczej prawdpodobnie dlatego nie budzą większego zainteresowania, że tylko bardzo niewielu ludzi ubiega się o przywilej zostania Chińczykiem. Wenezuelczyk Victor Ochoa opisuje siebie jako „czerwone niemowlę”, tj. dziecko zagranicznych ekspertów, którzy w latach sześćdziesiątych wyjechali do Chin, aby pomóc budować socjalizm. Urodził się tam, wrósł w kulturę i język, studiował architekturę w Pekinie i pozostał w Chinach. Mimo to co roku przez 40 lat musiał ubiegać się o pozwolenie na pracę, aby mógł pozostawać w Chinach. Dziś, kiedy chce przejść na emeryturę, nie ma na to podstawy prawnej ani środków na utrzymanie. Skarży się więc tak: „Zbudowałem tutaj szpitale, teraz chcę tylko usiąść w mieszkaniu i czytać. Ale tego mi tu nie wolno”.

Wielu ludzi z zewnątrz postrzega Chiny jako kraj dużych możliwości biznesowych. Niektórzy próbują tam osiąść. Jednak rząd cghiński był, jest i staje się coraz bardziej nieugięty wobec takich grup. Dziesiątki tysięcy Chińczyków ma nieudokumentowane małżeństwa z kobietami z Wietnamu, Myanmaru i Laosu, często z obcej (tj. nie-Han) grupy etnicznej. Po latach oficjalnego przymykania oka, wiele z tych kobiet jest teraz odsyłanych do krajów swego pochodzenia, a ich chińskie dowody tożsamości są konfiskowane.

Rząd regionalny w Guangzhou rozpoczął trzyletni plan walki z nielegalną imigracją. Formalnie nie postawił sobie żadnego konkretnego celu, ale wydaje się że ma na celowniku 500 000 Afrykanów, z których wielu – mimo iż wygasły im wizy – przedłużyło sobie pobyt w części Guangzhou, nazywanej przez miejscowych 巧克力城[qiǎokèlìchéng] (CzekoladoweMiasto).

Kilkadziesiąt lat temu rząd Chin mógł twierdzić, że kraj ten jest zbyt ludny lub zbyt biedny, by przyjmować migrantów z zewnątrz. Obecnie jednak przeciętna Chinka ma średnio mniej niż 1,6 dziecka, czyli znacznie poniżej demograficznej zastępowalności, a w roku 2012 liczba ludności w wieku produkcyjnym po raz pierwszy uległa zmniejszeniu.

Chiny podlegają tym samym procesom i problemom, z którymi wiele krajów boryka się w miarę, jak się bogacą, a ich pracownicy są lepiej wykształceni. Mają mianowicie poważny niedobór pracowników socjalnych, personelu opiekuńczego i pielęgniarek, czyli miejsc pracy, których większość Chińczyków nie kwapi się obsadzać. Deficyt ten wzrośnie w następnej dekadzie wraz ze starzeniem się populacji Chin. Większość bogatych krajów do pełnienia takich funkcji przyciąga imigrantów, jednak we wrześniu ubiegłego roku rząd Chin znów powtórzył, że wizy dla niewykwalifikowanych pracowników lub pracowników sektora usług będą 严格限制 [yángé xiànzhì] (ściśle ograniczone).

Zamykając się na zewnętrzny świat, Chiny na własne życzenie zawężają sobie dostęp do światowej puli zawodowych kwalifikacji i talentów. Władze chińskie przyznają zaskakująco mało pozwoleń na pracę dla obcokrajowców. Według Banku Światowego stanowią oni w Chinach tylko 0,05% populacji w porównaniu z 13% w Ameryce.

Po roku 2000 uruchomiono system „zielonej karty” (绿卡, [lǜkǎ]) aby przyciągnąć takie talenty, ale dotąd zakwalifikowało się na nią tylko około 8000 osób. Wielu, jeśli nie większość z nich to nadal tylko Chińczycy z zagranicznymi paszportami, jak zauważa Wang Huiyao z Centrum Chin i Globalizacji w Pekinie.

W tym samym czasie setki tysięcy Chińczyków każdego roku wyjeżdża na studia lub za granicę, także korzystając z chińskich stypendiów państwowych. Wielu z nich wraca potem do Chin, aby pracować i są siłą napędową innowacji i rozwoju zaawansowanych technologii. Znacznie więcej jednak nie wraca: jak podaje chińskie Ministerstwo Edukacji, z czterech milionów Chińczyków, którzy wyjechali na studia zagraniczne od roku 1978, połowa nie wróciła.

Ponieważ Chiny nie uznają i zakazują podwójnego obywatelstwa, ci, którzy kwalifikują się do obcego paszportu, z urodzenia, majątku lub miejsca zamieszkania, stają przed trudnym wyborem. Powoduje to, że w większości przypadków drenaż mózgów jest jednokierunkowy. Każdego roku tysiące Chińczyków zrzekają się chińskiego obywatelstwa, ale ponieważ zostanie Chińczykiem jest dla obcokrajowca prawie niemożliwe, ubytki kadr – po chińsku 人为损失[rénwéi sǔnshī] (dosł. „straty w ludziach”) w różnych kategoriach ważnych kwalifikacji pozostają niezbilansowane.

Chińska mentalność etnocentryczna jest nie tylko historyczną i kulturową ciekawostką. Przywrócona przez nią duma i silna tożsamość zbiorowa to jak dotąd strategicznie decydująca siła w procesie budowania rosnącej potęgi Chin na świecie.

Gra jest jednak otwarta. Patrząc zwłaszcza daleko wstecz Chiny popełniły kilka poważnych błędów strategicznych, które zaważyły na ich rozwoju i pogrążyły je w zastoju, ale jak widać, obecnie Chiny potrafiły się z nich wydostać. Ich strategia jest tak odrębna od zachodniej, że budzi lęk i niechęć.

Eksperci zachodni uważają chińską politykę narodową za błąd i skwapliwie wytykają Chinom jej zagrożenia w dłuższej perspektywie stosowania. Twierdzą, że pod względem gospodarczym Chiny wkrótce odetną się od ważnego źródła wzrostu gospodarczego, zmarnują zasoby na dyskryminację mniejszości etnicznych i nie wykorzystają swoich ludzkich talentów, aby osiągnąć lepszy efekt.

Nasilenie konfliktów etnicznych może pobudzić separatyzm, którego się Pekin obawia. A poprzez sortowanie obywateli za granicą ze względu na ich tożsamość etniczną, poprzez twierdzenie, że bronią „swoich” lub nawet próbując karania Hanów za nielojalność – Chiny ryzykują konflikty z innymi krajami.

W ciągu ostatniego stulecia mit założycielski Chin i wielkochiński nacjonalizm były źródłem siły. Proste rezerwy jednak się kończą. Czy także na dłuższą metę Chiny udowodnią Zachodowi kto ma więcej racji? (BJ)

http://jeznach.neon24.pl/

Komentarzy 25 to “Kto jest Chińczykiem?”

  1. JerzyS said

    z czterech milionów Chińczyków,
    którzy wyjechali na studia zagraniczne od roku 1978,
    połowa wróciła,
    a druga połowa zasiliła na Zachodzie chińską agenturę wpływu i …

  2. NICK said

    Toć Jerzy. Naturalnie.
    Gorzej u Nas.
    3/4 „ukraińcóf”. To… .

  3. troll polonii said

    Jeznach porusza ciekawy temat ale nie wierze, ze polskie pojecie narodowosci jest blizsze chinskiemu- bo nie jest.

    Jest to pozorna prawda; bo naprawde Polak- Polakowi wilkiem.
    Polak- Polaka nie szanuje.
    My sie czepiamy idiotyzmow, definicji, cmentarzy, ginekologii, genealogii – pojecie Polaka mamy w dupie.
    Przeciez to nie tylko plemniki!!

    Chinczyk , to nie jest ten, ktory ma w papierach geny.
    Jest okolo 200 roznych chinskich ras, przodkow, plemion, itp.

    Ale jak ktos sie deklaruje Chinczykiem – to jest to powazne zobowiazanie: Chinczyk!!!! a nie qrwa Francuz, Hotentot , liberal, demokrata, pro-Europejczyk, czy pro-jankes.

    Akurat Jeznach nie ma racji, choc go szanuje:
    My nic nie mamy wspolnego z Chinczykami bo jestesmy za glupi.

    Chinczyk z Chinczykiemm drze koty jak prowadzic biznes i jak zarabiac szmal – ale Chiny , to matka -rodzina!!
    Chinczyk ma w dupie co mysli Francuz, Anglik czy Jankes.

    Wychowani na Tao – Chinczycy wiedza jedno: wroga pokonuje sie sprytem a nie sila fizyczna i nie maczugami..
    A Chinczycy wiedza jeszcze pare innych rzeczy: nawet osesek musi sie uczyc liczyc;
    Chiny , to nie tylko teren i nie geny; To cala filozofia Kunfucjusza, Tao i wspanialej literatury chinskiej: romantycznej i bardzo swojskiej.

    To lojalnosc wobec panstwa ktorego zadaniem jest lojalnosc wobec Chinczyka.

    USA i Anglia straszliwie zmaltretowaly Chiny. Mao Tse Tung nie byl przypadkiem.
    Ale katarsis rewolucji kulturalnej przywrocil Chinom filozofie panstwa srodka.

    Jest ogromna – ogromniasta roznica miedzy Polakiem a Chinczykiem:
    Chinczyk nie wierzy w bijatyke fizyczna; im kije do samoobrony wystarcza. Ogladalem te walki kijami. Niesamowite.

    Wazny jest alert umyslu.
    Chinczyk szanuje przodkow i dusze przodkow. Zobaczcie tylko ile Chinty wydaja pieniedzy na kulture, literature i na imprezy kulturalne: Balet, teatr, literature…

    Chiny mialy rozne systemy. System jest nie wazny. Wazny jest CHINCZYK i interest Chin. I bardzo wazni sa Chinczycy i ich przodki: kultura, historia, nauka, przekaz

    Z ogromnym zdumieniem ogladam program The HEAT – na CGTN, w ktorym chinscy naukowcy zdecydowali zebrac calutka informacje o Rewolucji Kulturalnej – bo akurat cos sie moze przydac. W kazdym zdarzeniu historycznym jest nauka dla przyszlych pokolen.

    Chiny bardzo ladnie rozpracowaly progrm globalizacji: siedli dranie do spolki i wydumali jak mozna najnowszy trend durniow zachodnich uzyc przeciwko…durniom zachodnim.
    i wymyslili: Chiny sa jedynym panstem, ktore korzysta z globalizacji!!
    Amerykanie dostaja kurwicy!!

    ZADEN, ale to zaden bogacz amerykanski nie ma zadnej lojalnosci wobec USA!!
    I te francowate buce, oligarchy, nowobogackie analfabety,, ktore zyja z amerykanskich pariasow, nie maja zadnej wspolnoty z narodem. Sa wrogami narodu amerykanskiego.

    I to jest ta subtelna roznica, miedzy kowbojem, obecnym Polakiem czy polskim rzadem i rzadem np. Pekinie, Hong Kongu czy nawet Tajwanu.

    Ja tego nie wyssalem z palca.
    Pracowalem z Chinczykami ponad 10 lat.
    I nigdy ich nie rozumialem. I nigdy ich nie lubilem. I dalej nie lubie.

    Bardzo im zazdroszcze, ze my, Polacy zajmujemy sie pierdolami, wyzwiskami, duperelami
    i oczywiscie Polacy poparli Tienanmen Square. Glupki????

    Zeby na gajowce pare osob zdenerwowac przpypomne, ze ‚Polak’ to nic nie znaczy: to jest pustoslowie i do niczego nie zobowiazuje,
    Wielu Polakow nawet nie zrouomie o co chodzi.

    A Tybet ma w dupie co Polacy i amerykanscy aktorzy mysla o Tybecie czy Dalaj Lamie.

  4. lopek said

    Powiem tak – jeżeli Chińczycy dali sobie kiedyś zaflancować unym – komunizm – z wszystkimi tego konsekwencjami – to mam prawo uważać, że owi Chińczycy odporni na unych nie są – i tyle. Nie znaczy to wcale, że Chińczycy owej odporności nie nabędą a konsekwencją tego będzie wysyp wysokiej ,chińskie technologii po którą w kolejce ustawią się wszyscy bez wyjątku. Słowem – nie wiemy który naród/narody wykorzysta Bóg aby diablisku spętać łapy jego własnym ogonem – bo miarka już dawno się przebrała. Już dawno!

  5. troll polonii said

    Lopek
    Chinski komunizm- nie une zaplanowaly.
    Mnie bez roznicy czy komunizm stworzyl Pol Pol., Karol Marks, Cze Guevara, czy tow. Mao.
    Wazne, co sie z tego moze przydac: pieciolatka, walka z narkotykami, walka z islamem,
    prostytucja, handlem nerek, i… zywym towarem.

  6. jaja said

    Ale czym jest naród?

    „Słowo „naród” pochodzi od łacińskiego słowa nascere, które oznacza „narodzenie się,” Ponad 100 lat temu, francuski historyk Ernest Renan zdefiniował znaczenie tego słowa następująco:

    „Naród to żyjąca dusza, w spirytualnej oprawie. Dwie rzeczy w prawdzie, które łączą się w jedną, formują uosobienie, tą duchową podstawę. Wpływ na to wywiera przeszłoṡć i teraźniejszość. Jednym z nich jest wspólne posiadanie pełnej glorii przeszłości, drugim jest rzeczywiste porozumienie, pragnienie życia razem we wspólnocie, wola pełnego przechowywania spuścizny, która będzie przekazywana dalej …. . Naród podobnie jak indywidualna osoba jest wynikiem długiej przeszłości , poniesionych wysiłków , poświęceń, i modlitw … . Posiadanie wspólnej pełnej chwały przeszłości, wspólnych celów do realizacji w teraźniejszości i przyszłości – to są podstawowe warunki tworzenia narodu.”

    ——
    Bardzo poetycko.
    Tylko, że naród to pojęcie biologiczne – a nie duchowo-sentymentalne.
    Admin

  7. Maverick said

    Do rewolucji Mao doprowadzili w Chinach biali kolonizatorzy, żyli w przepychu drenowali Chiny przymusowym spożywaniem opium, (opium podatki) najbardziej na tym złotym biznesie jak zawsze wyszli Brytole i Jankesi. pierwsze Universytety w USA były zbudowane na krwawicy Chińczyków z nich powstały pierwsze fortuny w USA a nie z kaliforniskiego złota. Białe dzielnice Shanghaju to przepych a Chińczycy w slamamsach lub na ulicy, przy tym wysoka umieralność od użależnienia. Inaczej ta rewolucja była by niemożliwa.

    Tak naprawdę Chińczcy są bardziej przebiegli od Żydów, ale potrafią uczciwie pracować, i dlatego zdominują świat, w handlu i ekonomicznie.

    Korupcja jest tam zwalczana bezlitośnie i nie ma układów kolesiowskich jak w Polsce, strzelają w pałę szybko i jeszcze organy sprzetają aby nic nie zmarnować.

    Kiedyś leciałem do Azji Liniami Asiana nawet zrobiłem upgrade na lepsze siedzenia bo azjaci sa mniejsi i mają więcej rzędów siedzeń, jednak coś w rezerwacji zawaliło i nas rozdzielili, a moja koniecznie chciała siedzieć koło mnie. Więc zgodziłem na zmianę siedzeń, wylądowałem w przedostanim rzędzie, było ciasno nogi nie mieściły się i kolana mocno naciskały na poprzednie siedzenie. Nie o tym jednak chce napisać. W ostanim rzędzie siedział osobnik skuty łancuchami i po jego obu stronach amerykańscy agenci mocno uzbrojeni. Oceniłem sytuację, pomysłalem sobie jakaś ekstardycja.

    Jeszcze nie zdążyłem dać podręcznego bagażu do schowka, gdy facet zacząl drzeć mordę i trwało to ponad trzy godziny. Ludzie ratujcie mnie w Chinach mnie zamordują, czynił to w trzech języach angielski, koreańskim , i chińskim, w chinach jest kika języków kantoński i tybetański.
    Chyba się zmęczył i w końcu zasnął, jego błaganie o pomoc było przeraźliwe, kim był czy jakimś oficjalnym, czy szefem azjatyckiej mafii. Był bardzo rosły i dobrze zbudowany wyglądał na silniejszego od Pudziana.

  8. jaja said

    Wydaje mi sie, ze same wiezy krwi to za malo zeby spoic narod. Gdyby tak bylo to asymilacja czesto juz w drugim a nawet sporadycznie i w pierwszym pokoleniu nie mialalaby miejsca wsrod np.Polakow, Niemcow, Szwedow, Irlandczykow, ktorzy wyjechali za chlebem.

    Wlasnie na ten temat tlumaczylam nie tak dawno artykul na temat narodu. Najlepiej bedzie jak go ponizej w calosci przytocze zamiast ograniczac sie tylko do wyrwanego z tekstu cytatu.

    Zabójstwo Wuja Sama

    Stwierdzenie, że wuj Sam nie żyje wydaje się absurdalne. Czy jest możliwe zabicie narodu? Ameryka, jak nam mówiono, nie jest istotą z ciała i krwi, a raczej ideologią – opartą na wspólnej wierze, zasadach przedstawionych w takich dokumentach jak Karta Praw i Konstytucji. Ta koncepcja Ameryki sięga do roku 1910 r. kiedy to brytyjski pisarz G.K.Chesteron napisał:

    „Ameryka jest jedynym narodem w świecie opartym na wyznaniu wiary, która została wyjaśniona z teologiczna przejrzystością w Deklaracji Niepodległości.”

    Koncepcja ta jest znana jako creedalism i została rozwinięta przez socjologów, historyków i politycznych teorytyków, takich jak: Gunnar Myrdal, Allan Bloom i Artur M.Schlesinger. Została zatwierdzona przez współczesnych prezydentów włącznie z George.W.Bushem i Brackiem Obamą.

    Creedalism został zakorzeniony w amerykańskiej psychice. Jest proklamowany przez Demokratów i Republikanów. Był nauczany w szkołach i utrzymywany w mocy przez sądy. To „truizm,” praktycznie poza dysputą na forum publicznym i służy jako podstawa politycznej poprawności. Kto ośmieli się kwestionować, że Ameryka nie jest wyjątkowa; że poza resztkami indiańskich plemion Stany nie mają ludności tubylczej; gdyż wszyscy z 323 mln.ludzi zamieszkujących nasz kraj, są albo emigrantami albo są potomkami nowych emigrantów? I od czasu gdy Amerykanie pochodzą z różnych krajów to musi coś ich jednoczyć- i to coś musi być epokową wiarą, taką jaka została wyrażona przez Ojców Założycieli i utrzymywana w mocy przez amerykańskie prawodawstwo. Jaki inny jest jeszcze problem?

    Przekonanie, że Amerykanie są zjednoczeni skrawkami papieru, może być komfortowym konceptem dla współczesnych propagatorów multikulturalizmu, lecz nie odzwierciedla rzeczywistości. Koloniści, którzy dobili do brzegów i założyli Jameson w 1607r. po wybuchu wojny rewolucyjnej byli angielskiego i szkockiego pochodzenia, zasilonymi przez sporą liczbę osadników z Holandii, Szwecji, Niemiec i Irlandii. W przeważającej masie byli protestantami i od początku nadali protestancki kierunek amerykańskiego życia. W czasach rewolucji amerykańskiej brytyjscy protestanci stanowili 76% w 3 milionowej białej społeczności. Ponadto, kraj był zamieszkały przez 3/4 miliona czarnych, którzy zostali przywiezieni jako niewolnicy z Afryki.

    Wielki napływ emigrantów nastąpił w następnym wieku. Populacja w Ameryce w latach 1840-1920 wzrosła gdy ponad 35 milionów nowoprzybyłych wylądowało w trzech wielkich falach na amerykańskich wybrzeżach i potem masowe emigracje zostały zakończone przez restrykcje prawne w latach dwudziestych. Do tego czasu przybyło 35 mln. Europejczyków – nie Azjatów, Afrykanów czy Latynosów- w celu rozpoczęcia nowego życia w nowej republice, w tym; 4.5 mln z Irlandii, 4.o mln z Anglii, 6.0 mln z Centralnej Europy, 2.0 mln ze Skandynawii, 5.0 mln z Włoch, 8.0 mln ze Wschodniej Europy, i 3.0 mln z Bałkanów. Ludzie ci byli zróżnicowani etnicznie lecz nie religijnie, kulturowo, a nawet językowo. Wszyscy mieli wspólne zachodnie dziedzictwo; 96% z nich było protestantami, katolikami i Żydami ( 63 % protestanci, 23% katolicy i 4% Żydzi); i każdy z nich został ponadto zobowiązany do nauki angielskiego i zatrudnienia. Ameryka jest tworem języka angielskiego, kultury europejskiej i religii zachodniej.

    Model asymilacyjny został ustanowiony taki jak w Plymouth Rock. Will Herberg wskazuje, że wpływ na kształt miał protestantyzm, katolicyzm, judaizm. Błędne byłoby rozumowanie, że amerykański wizerunek samego siebie- tożsamy jest z wizerunkiem grupy etnicznej po staniu się Amerykaninem – jest kompozycją lub syntezą etnicznych elementów, które spoiły sie w ukształtowanie Amerykanina. To nie ma z tym nic wspólnego; amerykański wizerunek samego siebie jest w dalszym ciągu anglo-amerykańskim ideałem, który był od początku naszego istnienia.

    Trudno sobie wyobrazić żeby działanie legistlacyjne Kongresu było bardziej stronnicze kulturowo, a mimo to, takie prawo otrzymało dwupartyjne poparcie. The NYT napisał;” Kraj ma prawo powiedzieć kto ma prawo tu zostać, a kto nie …. . ” Podstawą restrykcji musi być wybór bez preferowania żadnej z grup w tym kraju, lecz winno się uwzględniać interesy kraju jako całoṡci.’System kwot bezwzględnie był przestrzegany do 1965r., kiedy to został uznany za „rasistowski” i nie do utrzymania przez Teda Kennedy`ego i Lyndona Johnsona.

    Ameryka była narodem.

    Ale czym jest naród?

    „Słowo „naród” pochodzi od łacińskiego słowa nascere, które oznacza „narodzenie się,” Ponad 100 lat temu, francuski historyk Ernest Renan zdefiniował znaczenie tego słowa następująco:

    „Naród to żyjąca dusza, w spirytualnej oprawie. Dwie rzeczy w prawdzie, które łączą się w jedną, formują uosobienie, tą duchową podstawę. Wpływ na to wywiera przeszłoṡć i teraźniejszość. Jednym z nich jest wspólne posiadanie pełnej glorii przeszłości, drugim jest rzeczywiste porozumienie, pragnienie życia razem we wspólnocie, wola pełnego przechowywania spuścizny, która będzie przekazywana dalej …. . Naród podobnie jak indywidualna osoba jest wynikiem długiej przeszłości , poniesionych wysiłków , poświęceń, i modlitw … . Posiadanie wspólnej pełnej chwały przeszłości, wspólnych celów do realizacji w teraźniejszości i przyszłości – to są podstawowe warunki tworzenia narodu.”

    Ameryka była narodem z powody braku różnorodności. Jej siły żywotne pochodziły z jej plemienności, z faktu, że ludzie, którzy zamieszkiwali kraj byli związani wspólnym dziedzictwem, wspólną historią i wspólną wiarą. Jako naród została uosobiona przez Wuja Sama; postaci wywodzącej się od Samuela Wilsona, pakowacza mięsa z Troy w stanie NY, który zaopatrywał w racje żywnościowe amerykańskich żołnierzy podczas wojny w 1812r. Z biegiem jednak czasu postać ta zaczęła przypominać Andrew Jacksona , prymitywnego, nieudanego prezydenta, który wygrał bitwę pod Nowym Orleanem, zlikwidował narodowy bank centralny i prawie został zabity swoją własną laską. Lecz nawet fikcyjne postacie, tak samo jak narody, mogą zostać zabite.

    Upadek Stanów zaczął się od kabały brytyjskich arystokratów, którzy dążyli do ustanowienia globalnego rządu. Motywy, którymi się kierowali nie miały żadnego związku z jakimiś ideałami. Nie wynikało to z marzeń o uniwersalnym braterstwie, lecz bardziej z ich pragnienia do zawładnięcia bogactwami tego świata. Majątek nie tworzą papierowe waluty, lecz naturalne złoża; złoto, ropa, gaz naturalny, srebro, miedź, żelazo, uran, węgiel, kobalt i boksyty. Ubieganie się o te zasoby spowodowały rozpad granic, wykorzenienie rdzennej ludności i rozpoczęcie wojny. Ponieważ nikt nie posiadał większego bogactwa od Wuja Sama, musiał on więc zginać.

    Wuj Sam zniknął – widoczny jest tylko w Turner Movie Classics i ponownych emisjach „Ozzie and Harriet.” Z tej przyczyny, kraj przekształcił się nie do poznania nękany przez plagę narkotykową, biedę, pornografię i przemoc. Szkoły stały się miejscem wojny i rasowych konfliktów. Na dzień dzisiejszy 40% mieszkańców US nie ma europejskiego pochodzenia. Nie ma krwi, która by ich łączyła: połowa Amerykanów nie zbliża się nawet do drzwi kościoła; co piąty nie utożsamia się z żadną religią; a kraj obecnie zamieszkuje więcej Muzułmanów aniżeli Żydów. Brak wiary, która by ich jednoczyła. Współcześni Amerykanie prawie nie znają swojej historii, a zdecydowana większość (84%) nie zna autorów Konstytucji. Niestety nie ma historii, która by Amerykanów jednoczyła. Aż 70% wierzy, że siła Ameryki polega na „diversity,” a 90% nie ma żadnego pojęcia , że system przyznawania kwot emigracyjnych kiedykolwiek istniał. Kraj nie jednoczy wspólny język, wspomnienia nie mówiąc już o moralności i religii. ” Jedna połowa Ameryki” jak mówił Pat Buchanan ” widzi drugą połowę jako „tobół pożałowania godnych rasistów, seksistów, homofobów, ksenofobów, islamofobicznych bigotów.” Kraj o tak dużych możliwościach zamienił się w kraj w którym 46% mówi, że są niepełno zatrudnieni, a 49% utrzymuje się przy pomocy rządu aby związać koniec z końcem. I nasuwa się pytanie : Co się stało z Ameryką?

    By Rodney Howard- Browne and Paul.L Williams

  9. lopek said

    Re 5?
    W tym wypadku unych copyright nie obchodzi.

  10. Maverick said

    Tutaj krótkie wyjaśnienie imperialistycznej polityki zachodu wobec Chin.

    Chińczycy wyciągneli z tego wnioski, ale oni w przeciwieństwie do Polactwa nie rwią się do wojen, przystępują do nich tylko gdy są pewni zwycestwa. Uważają zachód za barbarzyńców, i pamiętają wyrządzone krzywdy, gdy Polactwo ma słabą pamięć na dodatek nasza historia jest ciągle fałszowana poprzez chazarów udających Polaków.

  11. Marian Retelski said

    Podejrzewam, na podstawie wieloletnich i wielostronnych obserwacji azjatów, że mamy tutaj do czynienia z narodem/narodami, które stanowią 10 plemion izraela, rzekomo zaginionych, o których podobno nic nie wiemy.Jeszcze nie wiemy, ale już niedługo się dowiemy, kiedy padnie komenda do podjęcia ostatecznych działań zmierzających do panowania nad światem. Na razie te ogromne narody są uśpione i futrowane przez Zachód, bez opamiętania, bo taka została przyjęta strategia, wbrew niby jakiejkolwiek logice, ale to jest właśnie charakterystyczne dla żydów… bardzo chciałbym się mylić.

  12. Co oznacza polskie powiedzenie „chiński uczony”? 🙂

  13. Rodzina – Ród – Naród.

    Rodzina – Kobieta, Mężczyzna, Dzieci.
    Ród – zbiór rodzin.
    Naród – zbiór rodów.

    W skrócie: Naród, to rodzina rodzin. Pojęcie biologicznie (za Adminem).

  14. RomanK said

    Bo tak to jest……panie Krzysztofie…pomijam inne jezykowe genialne odwolania pana Jeznacha …jak nation jako rownoznaczne z citizenship:-)))_)_) Nawet Amerykanie z prawem ziemi….nie krwi…zrobili raban o Obame…..
    I maja exlusiions ,ze nie urodzony Amerykanin nie moze byc prezydentem…a w Polsce gdzie obowiazuje prawo krwi..przesydentem moze zostack kwesi Mfume z Mozambikiu ….ktoremu dano obywatelstwo….bo narod to wszyscy obywatele polscy ….wg pana Jeznacha…
    Po co oni to robia…bo nie wierze ze Jeznach jest , az tak glupi zeby bnapisac tak glupi text….to madry facet..zatem co go skalania so pisania pod zamowienie Luciferian…..
    W czasch ,kiedy Polska byla Polska w dowodach osobistych i paszportach obywateli polskich wpisane bylo….narodowosc i wyznanie……
    Mielem te dokumenty w rekach…i to mialo sens….~!!!!
    Kazdy wiedzial jaka jest tozsamosc wlasciciela paszportu…..dzis wiecie tylko ze to polski obywatel:-)))))

  15. hucpa said

    „Jest to pozorna prawda; bo naprawdę Polak – Polakowi wilkiem.” – więcej koligacji macierzy żydów, mieszańców genetycznych i chorych mentalnie, to Polacy będą jak gołąbki, czyste gatunkowo i nie głupkowate, nie koniecznie na kolanach przed Chazarią, reszta se pan sam dopisz,..pitolenie.

  16. hucpa said

    Anna Katarzyna Emmerich – niemiecka mistyczka, stygmatyczka i wizjonerka, uznana przez Kościół. Beatyfikowana przez JP2. Przez żywot i bolesna mękę Pana naszego Jezusa Chrystusa i Najświętszej Matki Jego Maryi. Ma ona widzenia mistyczne objaśniające, między innymi, pochodzenie istot ziemskich, narodów, przed i po Potopie. O Czinkach też jest, począwszy od czarnego do jaśniejszego koloru. Dziwoludów i zdarzeń, które miały miejsce od stworzenia do czasów nowożytnych. Kain naprodukował wiele szczepów narodów kolorowych, żółtych, czerwonych, ciapatych, skończywszy na czarnych afrykanerach. Natomiast Biali to Adamici. Dzieci Boga w Trójcy Jedynego. Kropka.

    http://zaufaj.com/component/content/article/105-zywot-i-bolesna-meka-pana/650-zywot-i-bolesna-meka-pana.html

  17. Ad. 16

    Patrz: listy z nieba (w) „Narrenturm”, Andrzej Sapkowski. 🙂

  18. troll polonii said

    Ciekawe, czy Polacy i ich dzieci i wnuki w Ameryce nigdy nie beda nalezec do narodu ani polskiego ani amerykanskiego?

    Mnie w szkole uczyli (pewnie zle) ze rase mozna stwierdzic tylko laboratoryjnie.

    No to, kiedy zaczniemy przechodzic testy?

    Zastanawiam sie, ilu Rosjan NIE uwaza Puszkina za Rosjanina?

    W Jugoslawii wymyslili narod jugoslawianski i wszyscy mieli te same prawa obywatelskie.
    Triest na ten przyklad, byl raz austriacki, raz wloski a raz jugoslawianski, zamieszkaly przez Austriakow, Wlochow, Slowencow…
    Ci ze lwowa to juz dawno nie naleza do polskiego narodu. Ani ci z kazachstanu. Nic dziwnego, ze im nie chca dac polskich paszportow.
    Ogromnie to wszystko skomplikowane.

    Co na ten temat pisze w konstytucji?

  19. Maverick said

    W USA ze względu na wielonarodowość ostatnio stało się modne używanie testów DNA w celu stwierdzenia Twojej przynależności szczepowej. Największe jaja są takie ze kazdemu lubią dodawać mieszankę czarnego, lub latynosa, nawet indianskie procenty DNA, wbrew temu co wskazuje test DNA. Jest zagrywka aby psychologicznie przygotowywać ludzi że nie są czyści rasowo. Co ma podnieść ich tolerancję,

    Tak naprawdę dopiero na początku lat 70 tych ludzie zaczęli się mieszać, zmieniać Stan w którym mieszkają w poszukiwaniu pracy, klimatu, etc. przedtem była pełna dbałość o czystość narodową, Każdy naród miał swoje dzielnice, czy też miasta. Nawet niektóre stany były zdominowane poprzez pewne grupy narodościowe. Tak naprawdę dopiero z tych pomieszanych małżeństw rodzi się nowe pokolenie. Tak więc Południowe stany są zdominowane poprzez Latynosów, południowa Kalifornia już ponad 50% Latynosi, Nevada 30%, Arizona 45% Nen Mexico 70% etc.

    Co dziwi że kształcone pseudo elity w Polsce lansują że są Europejczykami, nawet nie Polakai i nawet nie Słowianami, te badziewie musi mieć chazarskie DNA.

  20. hucpa said

    Re 19 Maverick

    „Największe jaja są takie ze każdemu lubią dodawać mieszankę czarnego, lub Latynosa, nawet indiańskie procenty DNA, wbrew temu co wskazuje test DNA.” no to zapewne i geny żydowskie, uparchwiają ?!

    Na jakiej podstawie to piszesz ? Bo właściciele są żydami lub kontrolowane przez nich ?

  21. Marian Retelski said

    Moje wieloletnie obserwacje / żyłem ponad 20 lat w NY/,wynikają z tego, czego nie można do końca zdefiniować, określić,choć stanowi wyraźne odróżnienie.Opieram się na intuicyjnym założeniu w rodzaju – żyd nie jest głupi i bardzo staranny w interesach.Zaczęło mnie dręczyć, co się takiego stało, że masowo, praktycznie całą produkcję /a więc i kapitał + nowoczesne technologie/żydzi przenieśli ze Stanów do Chin, jakby nie było, nadal komunistycznego i totalitarnego kraju /???/ i oczywiście czerpią z tego korzyści i znakomicie się z azjatami dogadują, dlaczego – co ich łączy, poza kasą, która byłaby tutaj naiwnym uproszczeniem.
    Zacząłem się im bliżej przyglądać, co w NY nie było specjalnie trudne,codziennie ich oglądałem, wchodziłem w różne relacje /praca/ mając ciągle na uwadze pytanie, postawione wyżej.
    I doszedłem, wydaje mi się, do ciekawych wniosków, np.podobieństwo w zakresie duchowości i charakterów – bardzo bliskie, jeśli nie takie same.Złośliwość do obcej nacji,okrucieństwo,pazerność i mściwość,plemienna solidarność,czasem wbrew logice ale dla zaspokojenia wyższych racji /wybraństwo/…
    Drugą wskazówką, niezwykle ciekawą, której nie bierze się pod uwagę, a której nie można ukryć ani zafałszować,to tzw.mowa ciała, bardzo podobne cechy motoryczne /np.sposób poruszania się,reakcje w chwilach radości – podskakiwanie obiema nogami, czy smutku – płacz bez utulenia czy wyciszenia,tak jak my to mamy.
    No i oczywiście staranne fałszowanie własnej historii, dbanie o to, żeby ewentualne podejrzenie, jak najbardziej zaciemnić.Żydzi, będąc autorami wielu pism w historii, także Kościoła niestety, starannie unikają, gdzie tylko możliwe, pojęcia – plemię Izraela,zastępując je pojęciem pokolenia, co przecież nie jest to, to samo, ale jest to właśnie obliczone na naszą nieuwagę bądź zwykłe gapiostwo.W stosunku do nas, Polaków są wprost mistrzami i wiele im się dzięki temu udaje, żeby duraczyć gojów.
    Więcej, niech każdy, bez uprzedzenia, przyjrzy się i sam odkryje wiele zdumiewających podobieństw, które mogą szokować, tak jak było ze mną. Dodam jeszcze, że ostatnio trwa w liczących się korporacjach amerykańskich intensywna nauka języka chińskiego oraz otwierane są tam centra administracyjne, tak żeby wszystko było pod kontrolą, bo przecież niedługo…. no właśnie, chciałbym nie mieć racji.

  22. Boydar said

    No z tą „duchowością” to Pan Marian przegiął 🙂

    Ale spostrzeżenie słuszne; i jedni i drudzy mają niemanie sumienia. Ciekaw jestem które to plemię, z tych „dwunastu”.

  23. hucpa said

    Co pan Be,. tak wciska Stary Testament żydom, oddaje na pożarcie. To niezgodne z rzeczywistością. Pomyślcie towarzyszu. Bez wkładki.

  24. Komunista said

    Chińczykiem jest ten kto czuje się chińczykiem.

    BZDURA – admin

    Jeżeli w chinach pojęcie narodowości jest takie jak w polsce chiny nie są komunistyczne.

  25. Boydar said

    Biez wkładki nie razbieriosz …

Sorry, the comment form is closed at this time.