Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Teraz można to ujawnić?

Posted by Marucha w dniu 2018-07-15 (Niedziela)

Polska pod rządami płomiennych dzierżawców monopolu na patriotyzm, czyli Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, brnie od sukcesu do sukcesu i tylko patrzeć, jak po tych wszystkich zwycięstwach dyplomatycznych i moralnych nie zostanie z nas nawet mokra plama.

Pierwszy sukces polegał na tym, że – jak się okazało – izraelski Mosad w Wiedniu zmłotował jakichś naszych Zasrancen, których nazwiska jak dotąd okrywa mgła tajemnicy i to mgła pierwszorzędnego gatunku, bo mężowie zaufania, czyli tubylczy konfidenci Mosadu, za byle jaką mgłą ukrywać się nie mogą, to jasne.

Wcześniej Żydzi na całym świecie podnieśli gewałt, że na skutek nowelizacji ustawy o IPN zagrożona jest swoboda badań naukowych i wolność słowa – co skwapliwie i w podskokach powtórzył amerykański Departament Stanu, którego rzeczniczka ostrzegła Polskę, że jak nie uchyli tej nowelizacji, to zagrozi własnym „interesom strategicznym”.

Mogło to oznaczać, że w takiej sytuacji USA nie będą już bronić Polski aż do ostatniej kropli krwi – bo jakiż inny interes strategiczny jeszcze mamy? Innego już nie mamy, zwłaszcza w sytuacji, gdy prezydent Trump podpisał ustawę nr 447 JUST, na podstawie której USA przyjęły na siebie obowiązek dopilnowania, by Polska poddała się rabunkowi ze strony Żydów i to do ostatniego centa.

Wreszcie odezwało się Międzynarodowe Stowarzyszenie Adwokatów i Prawników Żydowskich, żądając uchylenia zbrodniczej nowelizacji.

Polska przed „sądem morskim”

W tym momencie premier Morawiecki uznał, że sprawa jest poważna, więc pan marszałek Kuchciński na 27 czerwca wyznaczył nadzwyczajne posiedzenie Sejmu. Dla zmylenia czujności miało być ono poświęcone nielegalnemu holokaustowaniu śmieci, ale kiedy rankiem parlamentarzyści przyszli do parlamentu, okazał się, że chodzi o holokaustowanie Żydów – co oczywiście stanowi zupełnie inną materię ustawodawczą.

Ponieważ izraelski premier Beniamin Netanjahu powiedział, że wspólne z panem premierem Morawieckim oświadczenie może wygłosić nie później, jak do godziny 18, wszyscy, łącznie z panem prezydentem, uwinęli się tak gracko, że do tego czasu wszystko było już załatwione. To znaczy – nowelizacja ustawy o IPN została wykastrowana nawet z pierwotnych – dodajmy, że całkowicie impotentnych przepisów karnych za oszczerstwa względem Polski i narodu polskiego.

Premier Morawiecki pocieszył nas, że w razie potrzeby będziemy mogli bronić swojej reputacji na drodze cywilnej. Taktownie nie wyjaśnił już, przed jakim sądem, a w tej sytuacji możemy się domyślić, że przed słynnym „sądem morskim”, którym pisarz gminny, pan Zołzikiewicz, straszył chłopów w sienkiewiczowskich „Szkicach węglem”.

Trudno bowiem inaczej w sytuacji, kiedy właśnie Sąd Najwyższy stanął dęba, przechodząc do porządku nad stosowną ustawą i zarówno pani Gersdorf, jaki i inni sędziowie przesunięci w „stan spoczynku”, 4 lipca przyjdą do pracy i będą „orzekali” jak gdyby nigdy nic – najwyraźniej w przekonaniu, że Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński nie ośmieli się zastosować wobec nich siły w momencie, gdy niemiecki owczarek nie przyjął do wiadomości tłumaczeń pana wiceministra Konrada Szymańskiego.

Drugim powodem, dla którego rząd będzie siedział, jak mysz pod miotłą jest wysunięta przez Kukuńka pogróżka, że w takiej sytuacji przyjedzie do Warszawy i doprowadzi do „fizycznego odsunięcia” sprawcy użycia siły. W normalnych państwie Kukuniek już dawno byłby starym nieboszczykiem, ale Polska normalnym państwem przecież nie jest. To jest tylko atrapa, czyli „ch…, d… i kamieni kupa”, więc nic dziwnego, że rozmaici konfidenci bezkarnie roznoszą je na ryjach.

Oczywiście Naczelnik Państwa, a za nim – klakierzy i rzesze wyznawców, otrąbili wielki sukces, że oto „sam Izrael” przyznał, że to Niemcy wywołali II wojnę, a nie Polska – ale już przemilczeli, że premier Mateusz Morawiecki podpisał się pod formulą wylansowaną przez „światowej sławy historyka” Jana Tomasza Grossa, według której „Polacy” są „współwinni” holokaustu.

W punkcie 4 wspólnego oświadczenia czytamy bowiem, że „smutna prawda jest niestety taka, że w tamtym czasie niektórzy ludzie – niezależnie od pochodzenia, wyznania, czy światopoglądu – ujawnili swoje najciemniejsze oblicze.” Toć i Jan Tomasz Gross przecież nie pisał o „wszystkich”, tylko właśnie o „niektórych”, a przecież każdy człowiek, a więc i Polak, jest „niektóry” – to chyba jasne? Niemcy, to znaczy – „naziści” – też byli tylko „niektórzy”, bo przecież żona Rudolfa Hessa powieszona nie została.

Bisurmany i Putin

Drugi sukces Polska odniosła na szczycie UE w sprawie bisurmanów. Tak w każdym razie przedstawił to pan premier Morawiecki i klakierzy, ale wydaje się, że trzeba by wyjaśnić, na co właściwie się nie zgodzili, bo Nasza Złota Pani mówi jedno, a premierzy Polski, Węgier i Republiki Czeskiej – drugie.

Z komunikatu końcowego wynikało bowiem, że bisurmanowie z „centrów zlokalizowanych w UE”, to znaczy – w krajach które zgodziły się albo zgodzą na taką koncentrację bisurmanów na swoim terytorium – nie będą deportowani do innych państw według przymusowych „kontyngentów”, tylko za ewentualną zgodą państw do których mieliby zostać przetransportowani. Słowem – kontyngenty tak – ale dobrowolne. To pozwoliłoby Naszej Złotej Pani nie tylko zachować twarz, ale i uratować koalicję, a jednocześnie – rozprowadzić bisurmanów po całej Unii – bo jeśli Nasza Złota właśnie się „zgodziła” na podwójne budżety – jeden dla „Europy jednej prędkości”, a drugi – „dla Europy drugiej prędkości”, to kraje zadłużające się na realizację programów rozdawniczych, za które kupują sobie spokój społeczny i elektorat, będą musiały być grzeczne i godzić się na różne niemieckie propozycje. W przeciwnym razie Unia straciłaby rację bytu – nieprawdaż?

Oczywiście o tym nie trzeba głośno mówić, bo głośno mówić należy, że Polska odniosła wielki sukces, że Unia Europejska powinna Jarosława Kaczyńskiego przeprosić i powystawiać mu pomniki gdzie tylko można. Kto zaś w te sukcesy nie wierzy, to jest ruskim agentem złego czekisty Putina – tak w każdym razie uważa pani Joanna Lichocka, i pewnie nie jest w tej opinii odosobniona.

Czego chce Trump od Putina?

Tymczasem sprawa się komplikuje, bo po spotkaniu 8 czerwca w Finlandii amerykańskiego szefa sztabu generała Józefa Dunforda z rosyjskim szefem sztabu generałem Wiktorem Gierasimowem, 16 lipca w Helsinkach ze złym ruskim czekistą Putinem ma spotkać się sam prezydent USA Donald Trump. Przypomnijmy, że obydwaj generałowie „uznają wagę utrzymywania regularnej komunikacji, aby uniknąć nieporozumień i promować transparentność i harmonizację w obszarach, gdzie wojska nasze operują w bliskim sąsiedztwie.”

Ciekawe, że z propagującego na użytek wyznawców Jarosława Kaczyńskiego tak zwane „judeochrześcijaństwo”, pobożnego portalu „Fronda”, wzmianka o „harmonizacji” dlaczegoś z komunikatu zniknęła. Pewne światło na przyczyny tego ocenzurowania rzuca okoliczność, że wojska USA i Rosji znajdują się, a zwłaszcza „operują w bliskim sąsiedztwie” również na terenie Polski, więc skoro „harmonizacja” jest dobra, a nawet bardzo dobra w Syrii, to niby dlaczego nie u nas?

W takiej sytuacji warto rozebrać sobie z uwagą pytanie, czegóż to może od zimnego ruskiego czekisty Putina chcieć prezydent USA Donald Trump? Wprawdzie w Ameryce prezydent Trump znajduje się pod śledztwem z powodu podejrzeń o niebezpieczne związki z zimnym czekistą Putinem, ale w takiej sytuacji pytanie jest tym bardziej uzasadnione.

Nie mówię już nawet o tym, by zimny ruski czekista postarał się o zatarcie wszelkich ewentualnych śladów po niebezpiecznych związkach, a nawet śladów po tym zatarciu – bo „na tym świecie pełnym złości nigdy nie dość jest przezorności” – ale o sferze tak zwanej „wielkiej polityki”.

Otóż nie jest wykluczone, że prezydent Trump oczekiwałby od zimnego ruskiego czekisty, że przestanie urządzać wspólne manewry ze złowrogimi Kitajcami, co to nie tylko obsrywają ambasady, ale budują na Morzu Południowo-Chińskim sztuczne wyspy, a potem zakładają na nich lotniska dla strategicznych bombowców.

Na tym oczywiście nie koniec, bo USA angażują się również w budowę Kurdystanu – co w perspektywie pociągałoby za sobą konieczność rozbioru Turcji, Syrii, Iraku i Iranu, budząc zgrozę zwłaszcza w Turcji.

W takiej sytuacji przynajmniej wysondowanie rosyjskiego stanowiska byłoby pożyteczne, nie mówiąc już o działaniach ad captandam benevolentiam Rosji dla amerykańskich planów. Bardzo możliwe, że ten cały Kurdystan przysporzyłby później Ameryce mnóstwo zgryzot, bo dominującą wśród Kurdów siła polityczną jest partia komunistyczna – ale z punktu widzenia interesów bezcennego Izraela, rozbiór Syrii, Iraku, a zwłaszcza Iranu byłby też bezcenny.

Co z Turcją, która jest członkiem NATO, a więc sojusznikiem USA? Ano nic – podobnie, jak to było wcześniej, kiedy Turcja wojowała z innym członkiem NATO, czyli Grecją o Cypr. Jak pamiętamy, NATO nie kiwnęło w tej sprawie palcem. Zatem ewentualna rosyjska zgoda na rozbiór Syrii byłaby niebywałym sukcesem, a gdyby do tego doszedł jeszcze Iran, to byłoby wspaniale i kto wie, czy w takiej sytuacji żydowskie media, zamiast tarmosić Donalda Trumpa za nogawki, nie uznałyby go za swoją duszeńkę, otwierając widoki na drugą kadencję?

No a jest przecież jeszcze złowrogi Kim Dzong Un, z którym Rosja utrzymuje rozmaite konszachty, a prezydent Trump jak wiadomo, niedawno odniósł z nim sukces, porównywalny do sukcesu prezesa Kaczyńskiego z nowelizacją nowelizacji ustawy o IPN, więc i na tym odcinku pozyskanie życzliwości Rosji by nie zawadziło.

Wreszcie prezydent Trump może chcieć od prezydenta Putina rozluźnienia, a może nawet skasowania strategicznego partnerstwa rosyjsko-niemieckiego w sytuacji narastającego napięcia między Niemcami i Ameryką.

Czego chce Putin od Trumpa?

No dobrze – ale w takim razie co może zimnemu ruskiemu czekiście Putinowi zaoferować 16 lipca w Helsinkach miłujący pokój prezydent USA Donald Trump? W polityce bowiem trzeba mieć przygotowane z góry odpowiedzi na co najmniej dwa pytania: pierwsze – co mi dasz, jak ci to zrobię i drugie – co mi zrobisz, jak ci tego nie zrobię. Odkryli to już starożytni Rzymianie, wyróżniając tak zwane „causae”, czyli przyczyny czynności prawnych: do ut des, do ut facias, facio ut des, facio ut facias – co się wykłada: daję żebyś dał, daję żebyś zrobił, robię żebyś dał i robię żebyś zrobił.

W przypadku prezydentów Trumpa i Putina w grę najprędzej wchodzą porozumienia do ut des i facio ut facias. Co innego w przypadku prezydenta Trumpa i prezydenta Dudy, gdzie w grę mogą wchodzić raczej porozumienia typu do ut facias, to znaczy – płacę i wymagam, np. żebyś tańcował, jak ci zagram, ewentualnie facio u facias, na przykład daję ci rękę żebyś ją pocałował.

Czegóż zatem zimny ruski czekista Putin może chcieć od prezydenta USA Donalda Truumpa? Jeśli by, dajmy na to, zgodził się na rozbiór Syrii, to pewnie chciałby, żeby USA wyraziły zgodę na stacjonowanie w tym kraju rosyjskiego kontyngentu, który pilnowałby morskiej bazy w Tartus, no i całego syryjskiego wybrzeża Morza Śródziemnego, od Libanu aż po Turcję, którą wtedy Rosja, jako strategiczny partner USA na tym terenie, a przynajmniej – partner „harmonizujący” – otaczałaby z dwóch stron – nie tylko przez Morze Czarne.

W takiej sytuacji Turcja byłaby jeszcze bardziej skłonna do negocjowania na temat Kurdystanu, niż jest obecnie. A

le nie sądzę, by prezydent Putin na tym poprzestał tym bardziej, że prezydent Trump już teraz bąknął o możliwości amerykańskiego uznania przyłączenia do Rosji Krymu. Wprawdzie Ukraina jest sojusznikiem USA, ale Turcja też nim jest, więc jeśli USA mogą popierać utworzenie Kurdystanu, to dlaczego nie mogłyby przehandlować Krymu za rosyjską przychylność w innych sprawach.

Prezydent Poroszenko przecież wie, że bez amerykańskiego poparcia on sam byłby w jednej chwili zdmuchnięty jak gromnica choćby przez Michała Saakaszwiliego, a kto wie, co by było z samą Ukrainą, więc nie tylko w podskokach się zgodzi, ale w dodatku przedstawi to jako wielki sukces Ukrainy, porównywalny do sukcesu Polski w sprawie nowelizacji nowelizacji ustawy o IPN.

Skoro tak, to prezydent Putin, jako zimny czekista, pewnie chciałby amerykańskiego uznania nie tylko przejęcia przez Rosję Krymu, ale również – niepodległości Noworosji z przyległościami – jak separatyści z Doniecka i Ługańska nazywają te tereny. W ten sposób Rosja, za pośrednictwem Noworosji uzyskałaby lądowe połączenie z Krymem.

No dobrze – ale co zrobić zresztą Ukrainy? Ano, skoro już prezydent Trump zdecydowałby się – niczym Michael Corleone – za jednym zamachem załatwić „sprawy rodzinne”, to resztę Ukrainy, czyli Ukrainę Zachodnią można by połączyć ze wschodnią Polską i utworzoną w ten sposób Judeopolonię przekazać w arendę Izraelowi, dzięki czemu realizacja przez Polskę żydowskich roszczeń majątkowych nabrałaby dodatkowego sensu – również w kontekście próby zrobienia przez USA porządku na Środkowym Wschodzie.

Niemcy ocierają łzy

W tej sytuacji nie można wykluczyć, że Niemcy przyjęłyby do wiadomości zawieszenie strategicznego partnerstwa z Rosją – oczywiście pod warunkiem, że Stany Zjednoczone otarłyby im łzy „ziemiami utraconymi”, które konferencja w Poczdamie przekazała Polsce w „tymczasową administrację” – chroniąc w ten sposób te obszary przed wyszlamowaniem ich przez Żydów pod pretekstem „roszczeń”.

Wprawdzie traktat z 12 września 1990 roku, zwany potocznie „traktatem dwa plus cztery” uznawał granicę niemiecko-polską na Odrze i Nysie za „ostateczną”, ale w kontekście klauzuli rebus sic stantibus (skoro sprawy przybrały taki obrót), którą opisuje wiedeńska konwencja w sprawie traktatów, takie patetyczne słowo nie musi nic znaczyć – z tym ewentualnie zastrzeżeniem, że Niemcy nie będą wysiedlały stamtąd obywateli polskich, a tylko ich oczynszują, podobnie zresztą, jak Żydzi na terenie Judeopolonii.

Z tego samego powodu później mogłyby strategiczne partnerstwo z Rosją odtworzyć, zwłaszcza gdyby Stany Zjednoczone przeprowadziły w Europie kolejny „reset”. W ten sposób wszyscy byliby zadowoleni, może z wyjątkiem banderowców i Polaków-nacjonalistów – no ale jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził, a poza tym gdyby za przyjaźń ze Stanami Zjednoczonymi nie trzeba było płacić, to by znaczyło, że nie jest ona nic warta, a to przecież nieprawda.

W tej sytuacji jestem pewien, że Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie przedstawiłoby to jako jeszcze jeden, a być może nawet największy sukces Polski, rodzaj moralnego i zarazem ostatecznego zwycięstwa w II wojnie światowej, a Stronnictwo Pruskie, na polecenie Naszej Złotej Pani, która w tej sytuacji zostałaby pewnie dożywotnim kanclerzem Niemiec, wsadziłoby mordę w kubeł i kto wie – może nawet porzuciłoby nieubłaganą walkę o praworządność?

Oznaczałoby to przywrócenie jedności moralno-politycznej narodu, takiej, jak za Edwarda Gierka, kiedy to Polska przeżywała swój wiek złoty. Czegóż chcieć więcej?

Stanisław Michalkiewicz
http://michalkiewicz.pl/

Komentarzy 21 to “Teraz można to ujawnić?”

  1. „smutna prawda jest niestety taka, że w tamtym czasie niektórzy ludzie – niezależnie od pochodzenia, wyznania, czy światopoglądu – ujawnili swoje najciemniejsze oblicze.”

    Czy w tym kontekście można mówić także o nacji niepolskiej, że „ujawniła swoje najciemniejsze oblicze”?

    Bo może nie można… A jeśli nie można, to: NIŻEJ KARKI! 🙂

  2. anty-qurwa pisowska said

    „Czegóż zatem zimny ruski czekista Putin może chcieć od prezydenta USA Donalda Truumpa? Jeśli by, dajmy na to, zgodził się na rozbiór Syrii, to pewnie chciałby, żeby USA wyraziły zgodę na stacjonowanie w tym kraju rosyjskiego kontyngentu, który pilnowałby morskiej bazy w Tartus, no i całego syryjskiego wybrzeża Morza Śródziemnego, od Libanu aż po Turcję, którą wtedy Rosja, jako strategiczny partner USA na tym terenie, a przynajmniej – partner „harmonizujący” – otaczałaby z dwóch stron – nie tylko przez Morze Czarne.”

    A niby dlaczego Putin miałby się zgodzić na rozbiór Syrii? W ten sposób cała rosyjska misja pokojowa w Syrii straciłaby sens, a Rosja honor i międzynarodową wiarygodność. To nic innego, jak podważanie przez Michalkiewicza wiarygodności Rosji i sensu misji syryjskiej. Takiego wała panie Michalkiewicz, jakiekolwiek ustępstwa ze strony Rosji w Syrii są niemożliwe i wykluczone. Wystarczy, że Rosja popusci jankesom w Syrii, a zaraz zrobi się tam największe żmijowisko chazarskie na świecie.

    Turcja też nie będzie negocjować żadnego Kurdustanu, tylko tępić to robactwo ogniem i żelazem, jak od wieków. A Krym jest rosyjski bez zgody nadętego świńskiego bydlaka.

  3. Maverick said

    Krym zadecydował sam za siebie i żadne kundle kabały nie będą o tym decydować.

    Kabała celowo skłóca naroy słowianskie, i trzeba temu dać stanowczy koniec a jak im się nie podoba wyrzucić ze słowiańskiej zmiei na zbity pysk.

  4. Boydar said

    Ci o których wiemy, Panie Maverick, są zarówno nieistotni jak też w sumie niegroźni, choćby z racji demaskacji, to figurynki. Mam zatem pytanie, jak proponowałby Pan odsiać „to” pod spodem ? Bo Ruscy starają się już ładnych parę lat, a jak przypuszczam kompletu pewności nadal nie mają.

    Jako stary działkowiec ogrodnik wiem, że lepiej oset zostawić niż wyrwać po wierzchu, bo odrośnie ze zdwojoną siłą. A korzeń ma trzy razy taki jak zielone. Ja ucinam tylko to rozsiewające się, znaczy z samej góry kiedy zaczyna przekwitać.

  5. RomanK said

    Zdziwicie sie panowie wszyscy…..przypomnijcie sobie spotkania Regana z Gorbaczowem….kiedy wyszlki z malego vbialego domku w Islandii….I oproc z usmiechow I potrzasan dlonmi swiat nie dowiedzial sie nic.
    Wazne decyzje jakie podejmuja ludzie do takich decyzji uprawnieni…nie spisuje sie na papierze…nie podpisuje i nie pieczetuje…..
    Decyzje te ..poprostu sa realizowane.
    I tak bedzie tym razem.

  6. Betii said

    @ 5
    A może to tak Trumpa – Roosevelt
    Historia lubi się powtarzać

    Tajny raport ambasadora Potockiego z 12 stycznia 1939 r., Który dotyczył sytuacji wewnętrznej w Stanach Zjednoczonych. Ten raport jest tutaj podany w całości:
    Poczucie dominujące w Stanach Zjednoczonych naznaczone jest rosnącą nienawiścią do faszyzmu, a przede wszystkim kanclerza Hitlera i wszystkiego, co wiąże się z nazizmem. Propaganda jest przeważnie w rękach Żydów, którzy kontrolują niemal w stu procentach radio, film, prasę codzienną i periodyków. Chociaż propaganda ta jest niezwykle gruba i przedstawia Niemcy jak najbardziej czarną – przede wszystkim wykorzystywane są prześladowania religijne i obozy koncentracyjne – ta propaganda jest jednak niezwykle skuteczna, ponieważ publiczność tutaj jest całkowicie nieświadoma i nic nie wie o sytuacji w Europie.
    Przeważająca nienawiść do wszystkiego, co jest w jakikolwiek sposób związane z niemieckim nazizmem, jest dodatkowo rozpalana przez brutalną politykę wobec Żydów w Niemczech i problem emigracyjny. W akcji tej uczestniczyli różni żydowscy intelektualiści: na przykład Bernard Baruch; gubernator stanu Nowy Jork, Lehman; nowo mianowany sędzia Sądu Najwyższego, Felix Frankfurter; Sekretarz skarbu Morgenthau; i inni, którzy są osobistymi przyjaciółmi prezydenta Roosevelta. Chcą, aby Prezydent stał się mistrzem praw człowieka, wolności religii i słowa oraz człowieka, który w przyszłości ukarze sprawców. Te grupy ludzi, zajmujące najwyższe stanowiska w amerykańskim rządzie i chcące reprezentować „prawdziwego amerykanizmu” i „obrońców demokracji”, są w ostatecznym rozrachunku połączone nierozerwalnymi więzami z międzynarodowym żydostwem.
    Dla tego żydowskiego międzynarodowego, który przede wszystkim zajmuje się interesami swojej rasy, przedstawianie Prezydenta Stanów Zjednoczonych jako „idealistycznego” mistrza praw człowieka było bardzo sprytnym posunięciem. W ten sposób stworzyli niebezpieczne siedlisko dla nienawiści i wrogości na tej półkuli i podzielili świat na dwa wrogie obozy. Cały problem został opracowany w mistrzowski sposób. Roosevelt otrzymał podstawę do aktywizacji amerykańskiej polityki zagranicznej, a jednocześnie pozyskiwał ogromne zapasy militarne na nadchodzącą wojnę, o którą Żydzi starają się bardzo świadomie. Jeśli chodzi o politykę wewnętrzną, bardzo łatwo jest odwrócić uwagę opinii publicznej od antysemityzmu, który stale rośnie w Stanach Zjednoczonych, mówiąc o konieczności obrony religii i wolności osobistej przed naporem faszyzmu.
    http://www.ihr.org/jhr/v04/v04p135_Weber.html

  7. uwazam ze nie istnieja takie kraje jak :usa,francja anglia,niemcy czy cala UE i jej wszystkie tak zwane:)organizacje miedzynarodowe:) skoro wszelkie rezolucje ONZ okolo 60 razy zostaly obsrane przez „yahwistow” 🙂 w sprawie palestyny !Caly swiat nie widzi jak sie „prywatyzuje” i wyrzyna cala lunosci w tym najwiekszym obozie wszechczasow !.Mysle ze po tym spotkaniu „Narod Rosyjski (nie Oligarchia z putinem) wkrotce bedzie zmuszona placic podobne odszkodowania 🙂 i reperacje za pozostawione „mienia” co obecnie placi NAROD Polsk i NAROD Niemcki.Yahwisici maja dowody aby rzadac odszkodowania za „czystki” jakich dokonano w lubiance i Moskwie w 1954 za Generala Zokowa!

  8. lewarek.pl said

    Michalkiewicz chyba sobie pofantazjował. Nie wygląda na to, żeby strony mogły dobić takich targów, jak te, o których pisze. Za wcześnie na to. Krym nie będzie dla Rosji przedmiotem targów – on już jest i pozostanie rosyjski i nie ma znaczenia międzynarodowe uznanie tego faktu. Donbas też. Podobnie Syria to dla Rosji zbyt ważna sprawa, żeby nią handlować. Putin może żądać od Trumpa ograniczenia amerykańskiej obecności w Polsce, w krajach bałtyckich i na Ukrainie (powołując się na umowę z Reykjaviku). Czego jednak może chcieć Trump od Putina? Jego prawdziwym celem jest rozłożenie Rosji na czynniki pierwsze, ale tego nie da się wynegocjować, ba! nawet powiedzieć o tym nie może, więc diabli wiedzą co on położy na stół. No, pozostają jeszcze Chiny i Korea Północna, ale i tu Trump może raczej prosić niż żądać.
    To, co pewne – że będzie tak, jak napisał Roman K. (5).
    A tym w Warszawie już się dupy trzęsą – co odnotowuję z satysfakcją. Dziwne uczucie w takiej sytuacji, bo to przecież „mój rząd”.

  9. Carlos said

    Michalkiewicz bredzi, co stwierdzam z ubolewaniem. Nienawidzi calego PRL-u wraz z Gierkiem , Leperem i Siwakiem, choc studia skonczyl ,za darmo, wlasnie w PRL. coraz bardziej mnie zadziwia….negatywnie.

  10. troll polonii said

    8.
    Carlos
    Michalkiewicz za czesto powtarza ‚zimny, ruski czekista Putin”.
    Putin nigdy nie byl w Czeka – wiec jest to dosc watpliwa ozdoba stylistyczna.

  11. jjj said

    6 Ważne przypomnienie.
    Nie pamiętam, czy gdzieś nie wydziałałem tych raportów w oryginale, tj. po polsku. Wydaje się, ze gdzieś jakoś tak.

    Te cytaty – jak rozumiem – to tłumaczenie na polski, przetłumaczonych uprzednio na angielski raportów.

    Rzuca się bowiem w oczy, że cytaty raczej nie są wprost cytowanymi zapisami oryginalnego pisma, a przynajmniej mi się tak wydaje.
    „Uważam, że wątpię”, by ktoś z Polaków, a nawet polskich dyplomatów w kraju anglojęzycznym, gdzie już wtedy gazety uzywały słów „nazi”, „nazis”, użył w 1939 r. w raporcie terminu „nazizm”.

  12. jjj said

    10.
    Często też powtarza o Stalinie, że płomienny demokrata, a oficerów czy raczej szeregowców frontu medialnego, czasem nazywa „niezależnymi dziennikarzami”.
    Choć z tekstów widać, że nie ceni wysoko ani poprzedniego rozdania „politycznego” ani obecnego oraz wspomina o agenturalności jednych i drugich, jednych nazywa „obozem zdrady i zaprzaństwa”, a drugich – jakoś tak – ” płomiennymi dzierżawcami monopolu na patriotyzm” czy nawet „płomiennymi patriotami”.

    Wydaje mi się, że dla czytelników StM nie ma problemu w dostrzeganiu, gdzie jest ironia: czy to mocniejsza,czy słabsza, a także gdy StM ironizuje z tego, że inni używają czy raczej w sposób nieuzasadniony nadużywają pewnych terminów w określaniu kogoś – jak choćby obrzucając „ruskim agentem”.

  13. Boydar said

    U Michalkiewicza nienawiść do Rosji z jakiegoś powodu nie przekształciła się w pogardę, także do Putina. I przytoczone określenie jest dowodem szacunku dla wroga. To miłe, proszę nie narzekać, Panie Trollu (10).

  14. Marucha said

    Re 10:
    Michalkiewicz pisząc o „zimnym czekiście Putinie” robi sobie jaja z polskich chujów, dla których Rosjanie to wciąż „sowieci” i „bolszewicy”, a KGB nadal szerzy terror wśród niewinnych ludzi.

  15. Yah said

    To co pisze Pan Stanisław teraz ja pisałem dwa lata temu. Oczywiście nie jestem Panem Stanisławem tylko z koziej d..py analitykiem. Dwa lata temu jednak nie była pora o tym pisać, bowiem celem felietonów jest przyzwyczajanie polaków do nadciągającej rzeczywistości. No bo co dało pisanie o ustawie 447 ? Zwiększyła się świadomość jej skutków w „narodzie” i wśród widzów TV Trwam ( tam też Pan Stanisław się produkował). Nie, raczej nastąpiło fatalistyczne pogodzenie się z losem – „no bo nic się nie da zrobić” .

    Czasami nachodzą mnie takie czarne myśli, że głównym zadaniem felietonów jest uświadamianie Polakom zagrożeń i udowadnianie im, że niestety, ale z tymi zagrożeniami nie są w stanie nic zrobić i muszą się z nimi pogodzić.

    Gdy czarnych myśli nie ma sadze, że felietony sa pisane, by Panu Stanisławowi nikt w przyszłości nie zarzucił, że o zagrożeniach nie pisał i nie był jednak uczciwym publicystą.

    ———–
    Wszystko wskazuje na to, że Polacy nie są w stanie z zagrożeniami nic zrobić, bo nawet nie rozumieją tych zagrożeń.
    Admin

  16. DorkaC said

    #15 Komentarz Admina sluszny. Polactfo, czyli zdecydowana wiekszosc, w odroznieniu do nielicznych jeszcze Polakow, nie tylko nie rozumie co slysza, czytaja i widza, ale nie sa w stanie skonfrontowac otaczajacej ich rzeczywistosci z propaganda mediow.

    Rola publicysty to rzetelna informacja, ale takze i wychowanie durnego spoleczenstwa czego S. M. albo nie rozumie, albo nie chce sie podjac. Pisze dla szerokiej publiki w kraju, a nie dla bardziej zorientowanych i inteligentniejszych. Polactfo moze??? zrozumialoby, po jakims czasie, sytuacje przedstawiana lopatologicznie. Styl pol-zartem pol-serio do nch nie dotrze. O tym doskonale wiedza kontrlerzy propagandy i uznaja publikacje typu S.M. za nieszkodilwe i niegrozne.

    Wiekszosc publicystow na krajowej scenie to licencjonowani chalturnicy-wyrobnicy, oracze na przydzielonym ugorze propagandy. Wielu z nich nie ma zadnego respektu dla swych sluchaczy o czym swiadcza ich pijackie wystepy i belkoty na filmikach YT. Najnowszy przyklad widzialam na YT w skladzie: Sendecki, Jablonowski i trzezwy Poreba.

    ——
    Pan S.M. pisze językiem dostepnym dla ludzi o pewnej inteligencji – i tylko do nich się zwraca. Uważa, że nie ma sensu rozmawiać z idiotami i tumanami, bo ani ich niczego nie nauczy, ani do niczego nie przekona. Ich to po prostu NIE OBCHODZI.
    Admin

  17. RomanK said

    Michalkiewicz ..pardon – Szanowny pan Stanislaw Michalkiewicz, w odroznieniu od wielu tu dupkow doskonale we co mowi I……. o czym mowi.
    Wie dokladnieczego nienawidzi i dokladniewie za co I dlaczego!!!!! Jak microcefalu niedorosles do pewnego minimalnego poziomumierzonego od 75 IQ…nie czytajt go, bo nie pisze dla ciebie! Takich jak ty sie karmi , poi I dba ….zeby cie nauczyc czytac za darmo , bo tak najkazuje chrzescijanska etyka.

  18. RomanK said

    KOmentujac artykol..panei Stanislawie…TO CO JEST NAJWAZNIEJSZE w spotkaniu Trump Putin…to sam fakt spojkania ! To znaczy ze w USA zastniala sytuacja , gdzie duza I wlywowa grupa establishmentu politycznego zgadza sie na Swiat Dwu a nawet Wielobiegunowy.
    TO oznacza koniec globalizmu….
    Kto tego nei rozumie ….trudno.
    To ze grupa ta doszla do wladzy i zalatwila globalistow tak gleboko paralizujac..nei znaczy ze jest juz po wszystkim….do alatwienia globalizmu potrzeba jeszcze sporo wysilkow…i do tego potrzebna jest scisla wspolpraca i Rosji i USA i Chin….
    Radze raczej sluchac anie tokowac…w pozycji pawia…. przypominam ze sarmatyzmem jagielonskim poddtra sie ruska caryca domu niemieckiego….ku nieszczesciu wszystkic Slowian….

  19. NICK said

    Ma pod-słuchy???
    Piszę bezosobowo – WYRAŹNIE.

    A może na NWO? Gadali?
    Co???
    Nie słyszę!

    Aaa. AA.
    Empstemb… .))); !!! :). :).

    Ten medal od tymińskiego zaszkodził i inne medale.

    Z NISZY gorszej niż Polactfo.
    Czas na epitety.
    Wal śmiało.

    A jak tak źle ci tłumaczyć?
    Dawaj dalej. Jumaczyć.

  20. ibrahim ibn jakub said

    morawecky- chazarski folksdojcz

  21. Boydar said

    Był; teraz już częściowo dynda. Jego wola.

Sorry, the comment form is closed at this time.