Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Pomocna łapa jako dowód empatii u zwierząt

Posted by Marucha w dniu 2018-08-07 (wtorek)

To, że psy potrafią odczytywać ludzkie emocje, wiadomo już od jakiegoś czasu. W końcu żyjemy razem nie od dzisiaj.

Jednak najnowsze badania sprawdzające psią empatię potwierdzają również, że pies nie tylko rozumie, ale też stara się pomóc.

Empatia to jedna z tych zdolności psychologicznych, która jest komentowana i analizowana na wszelkie możliwe sposoby w świecie naukowym, ale i nie tylko. W końcu umiejętność współprzeżywania, współodczuwania stanów psychicznych innych osób często odczytuje się jako jedną z podstaw ludzkiej moralności i funkcjonowania w społeczeństwie.

Istnieją nawet koncepcje starające się powiązać z empatią na przykład możliwość przeżywania doświadczeń estetycznych, zaś Simon Baron-Cohen wyszczególnił w mózgu specjalny obwód empatii, pozwalający na rozpoznawanie i właściwe emocjonalne reagowanie na myśli i uczucia drugiej osoby.

Z drugiej strony Paul Bloom krytykując całe to zjawisko, wskazuje, że tak naprawdę empatia zawęża nasz moralny osąd i jest paradoksalnie przyczyną wielu wykluczeń. Jednak nie wchodząc w szczegóły całej dyskusji, można z pewnością stwierdzić, że empatia odgrywa niezwykle ważną rolę w życiu ludzi. Pozostaje postawić pytanie, czy tylko ludzi?

Nie ma o co płakać

Oczywiście pełna i satysfakcjonująca odpowiedź nie jest prosta i, jak to zwykle bywa przy badaniu zwierząt, wiązałaby się chociażby z problemami metodologicznymi. Zamiast tego warto jednak przywołać najnowsze badania biorące na warsztat tematykę empatii u psów. Chodzi tu konkretnie o eksperyment wskazujący na to, że psy nie tylko odczytują nasze emocje, ale także starają się na nie reagować, na przykład… próbując nam pomóc.

Zresztą wszyscy psiarze doskonale wiedzą, że przeżywane przez nich emocje nie są obojętne ich pupilom. Jak mówi Emily Sanford, główna autorka badań, „każdy właściciel psa ma historię, w której po długim dniu wraca do domu i zapłakany siada w fotelu, a pies jest obok i liże go po twarzy. W pewien sposób stoi za tym nauka”.

Związki człowieka z psem są niezwykle długie (o tym, jak bardzo pisaliśmy niedawno), ale i bardzo głębokie. Dowodem są chociażby wyniki wspomnianego eksperymentu, któremu poddano trzydzieści cztery psy różnych ras i różnych wielkości. Zaczynając od Labradora a kończąc na Shih Tzus i nie pomijając kundelków. Właściciele tychże psów byli zamykani za przezroczystymi drzwiami i proszeni bądź to o nucenie melodii, bądź o udawanie płaczu. Psy słyszące płacz swoich właścicieli otwierały drzwi trzy razy szybciej od pozostałych.

Pies empatyczny i prospołeczny

To jednak nie wszystko. W trakcie badania mierzony był także poziom stresu u zwierząt i jak się okazało, psy, które pospieszyły na ratunek swoim właścicielom miały paradoksalnie niższy poziom zdenerwowania niż te, które nie podjęły się działania. Wydaje się zatem, że druga grupa była zbyt zasmucona i wystraszona płaczem, żeby zareagować. Zupełnie jakby udzielił im się rzekomy stan ich właścicieli.

Całość badań, chociaż może nie jest rewolucyjna, to świetnie pokazuje po raz kolejny, że psy odczytują nasze stany emocjonalne i starają się na nie zareagować. Autorzy w swoim artykule przekonują nas także, że osiągnięte wyniki stanowią dowód na podejmowanie przez psy zachowań empatycznych i prospołecznych. Każdy, kto ma wątpliwości, niech spyta jakiegokolwiek właściciela czworonoga.

https://ciekawe.org/

 

Komentarze 3 to “Pomocna łapa jako dowód empatii u zwierząt”

  1. Maciej said

    Naukowcy są coraz mądrzejsi. Jestem pod wrażeniem.

    Pies wyczuwa załamanie psychiczne swojej właścicielki i od razu ją pociesza: https://www.cda.pl/video/246510577

  2. brys said

    Wielkie mi odkrycia:

  3. troll polonii said

    Ficek
    W Polsce mieszkalismy w bloku. Kiedys poszlismy do kolezanki na dzialke. Wlasnie zastalismy ja nad ciekawym zajeciem: topila w beczce z woda slepe szczenieta bo jej rasowa szpicka puscila sie z jakims obcym, nierasowym galopantem.
    Doznalem szoku. Zlapalem takiego przytopionego szczeniaczka, ktory jeszcze dyszal i oczywiscie zrobilem awanture na cala okolice. Kolezanka mi tlumaczyla, ze szczenieta byly tak brzydkie, ze wstyd je bylo pokazac. „Chcialbys takiego brzydala coby sie z niego wszyscy smiali”?-krzyczala moja szkolna kolezanka.
    „Nie habit czyni mnicha” – przypomnialo mi sie jakies szkolne dyktando… ludzie nie takie pokraki hoduja…

    I tak przywloklem brzydkiego kundelka do domu.
    Moja lepsza polowa nie byla zachwycona, bo trzymanie psa w bloku nie lezlo w naszych marzeniach; zawsze marzyl nam sie w Polsce dom z ogrodem.
    Ale trzeba bylo topielcowi znalezc jakies imie. Kundys byl rzeczywiscie nienachalnej urody. Kazde imie wydawalo sie zbyt eleganckie i za powazne.
    Zostal Fickiem.
    Nie znam sie na psychologii (nauki o psach) ale Ficek rozwijal sie w absolutnej wdziecznosci, ktora przejawiala sie tym, ze to on z kolei bronil mnie na kazdym kroku. Nikomu ta mala pokraka nie pozwolila sie do mnie zblizyc bez fickowej zgody. Zeby bylo weselej, to sam wybieral osoby, ktore mogly sie do mnie zblizyc. Ficek nienawidzil mundurowych. Rzucal sie na kazdego milicjanta i zolnierza.
    Nigdy moje psy nie chodzily na smyczy. Nawet w miescie. Ale balismy sie o Ficka, ktory kochal podworko. Mial widac atawistyczne upodobania po nieznanym tatusiu. Wiec nie chcielismy go wypuszczac samego, zeby nie bylo draki. Krzywdy nikomu nie mogl zrobic bo byl maly ale zadziorny i halasliwy. Po prostu awanturnik.
    Ficek sam znalazl sposob:
    Codziennie rano jak tylko ktos z nas otwieral drzwi, zeby zabrac butelke z mlekiem spo drzwi- ten lobuz tylko czekal. Zawsze jakos sie wydostal; wystarczylo tylko podniesc butelke z ziemi- i w pol sekundy… Ficka juz nie mozna bylo zlapac.
    A byl to prawdziwy lew salonowo-podworkowy. Dusza towarzystwa.
    Na naszym osiedlu, wlasciciele psow wychodzili z psami albo zwyczajnie, puszczali swoje pupile zeby pobiegaly i zanieczyszczaly podworze. Ficek brylowal! Zawsze sie kotlowalo jak wpadl miedzy dostonje psie towarzycho.

    W okresie dojrzewania, Ficek zakochal sie w wyzlicy; takiej 4 razy wiekszej od niego.
    Co ten pies nie wyprawial!. Wyzlica mieszkala w sasiednim bloku, na parterze i czesto wysiadywala na balkonie. I nasz Romeo wystawal pod balkonem i odstawial psie serenady, ze trzeba bylo go na sile zabierac, zeby przestal wyc na cale osiedle. Nie zawsze dal sie zlapac.
    Ficek nie potrzebowal smyczy. Przez ulice przechodzil na swiatlach. Za ostatnim przechodniem na pasach. Na wczasach bralismy Ficka nawet do knajpy. Siedzial pod stolem, zeby go nikt nie wyczail. Byl z nami na wedrowce w Biesczadach. Tyle, ze w pociagu narobil awantury, jak kontroler biletow wzial ode mnie bilet do kontroli. Ficek mial uczulenie na mundury.. gdzie mysmy z tym kundlem nie byli!. Na Wybrzezu i w Tatrach. I w lesniczowce nad jeziorem w Borach Tucholskich. Ficek wiedzial, ze nie wolno ploszyc zwierzat. Ten kundel dokladnie wiedzial kiedy zachowywac sie jak hrabia a kiedy jak pospolity cham. Wszystko wiedzial.
    Stracilismy Ficka jak byl juz stary i bardzo chory. Caly miesiac go oplakiwalismy. Nie pojechalismy na wakacje.

    Patrzac wstecz, zastanawiam sie, czy obecne elity socjalne i podworkowe pozwolilyby na trzymanie Ficka w bloku – a nie daj Bog w pociagu czy restauracji.

Sorry, the comment form is closed at this time.