Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Znów powstanie warszawskie… czy ostatnie?

Posted by Marucha w dniu 2018-08-08 (środa)

Motto: „Powstanie Warszawskie, które samo w sobie (…) było zrywem tragicznie bezsensownym. Koniec z tym szaleństwem! Raz na zawsze! (Prof. Bogusław Wolniewicz, Powstania a patriotyzm, kanał You Tube „Głos Racjonalny”)

Jesteśmy po kolejnej rocznicy powstania warszawskiego. Pomimo tego, że to rocznica „tylko” siedemdziesiąta czwarta, przeprowadzono ją z potężnym zadęciem.

Z rocznicy straszliwej klęski i tragedii w wymiarze nie tylko ludzkim (straty biologiczne), ale i historyczno-kulturowym (zniszczenie historycznej Warszawy, którą na szczęście w dużej mierze odbudowano, ale tego wszystkiego, co ukradli i spalili Niemcy, zarówno własności publicznej jak i prywatnej, nikt już nigdy nie odzyska) oraz politycznym (decyzja o powstaniu stała się końcem roli politycznej rządu na emigracji), uczyniono pożałowania godną zabawę, piknik ze skocznymi piosenkami, gdzie współcześni młodzi ludzie byli uczeni, że „mieć Visy na Tygrysy”, to coś fajnego (nawiasem mówiąc, Tygrysy były niepotrzebne na nieuzbrojonych powstańców, Visów było tyle, co kot napłakał, a na zdławienie powstania wystarczyły ad hoc organizowane jednostki niemieckie z trzeciego rzędu).

Nie oglądałem wszystkiego, więc nie wiem, ale w tym, co zobaczyłem nie usłyszałem choćby jednego rozsądnego głosu. Nawet nieliczni żyjący jeszcze weterani uwierzyli już chyba w mit stworzony po dziesiątkach lat. Polska jest pogrążona w szaleństwie.

Prof. Witold Kieżun twierdzi, że do powstania musiało dojść, bo w innym wypadku 100 tys. warszawiaków, którzy nie zgłosili się do robót przy wznoszeniu umocnień, zostałoby zamordowanych. Problem w tym, że rozkaz nakazujący zgłoszenie się na kopanie umocnień mówił o 28 lipca. Władze niemieckie przez trzy ostatnie dni lipca i 1 sierpnia do godz. 17 nie podjęły jednak żadnych działań wobec mieszkańców stolicy. Furia władz III Rzeszy i tragiczne rzezie ludności cywilnej w pierwszym okresie powstania, to skutek właśnie jego wybuchu.

Wg szefa Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jana Józefa Kasprzyka (wcześniej m.in. prezes Związku Piłsudczyków):

„Powstanie Warszawskie było naturalną konsekwencją walki prowadzonej od 1939 roku . Decyzja o powstaniu była trudna, walka tragiczna i zakończona z punktu widzenia militarnego klęską, ale stanowiąca naturalną konsekwencję od momentu, kiedy Polska jako pierwszy kraj w Europie i na świecie powiedziała stanowcze „nie” narodowemu socjalizmowi niemieckiemu i komunizmowi rosyjskiemu. (…)

[Powstanie miało] Położyć kres temu obłędowi, jaki był elementem ideologii III Rzeszy. To była walka z obłędem, a nie obłęd, tak jak to niestety niektórzy publicyści czy historycy starają się – niestety przy okazji kolejnej rocznicy – powstania nazywać. – Powstanie musiało wybuchnąć tak jak musiały wybuchnąć wcześniejsze zrywy niepodległościowe”.

Sekundował Kasprzykowi prof. Jerzy Majkowski, prezes Okręgu Warszawa Światowego Związku Żołnierzy AK:

„Polacy, którzy przez pięć lat okupacji doświadczali ze strony Niemców nieustannego terroru, musieli chwycić za broń. – Powstanie musiało wybuchnąć. Do niego zresztą byliśmy przygotowywani przez polskie siły zbrojne – Polskie Państwo Podziemne, jak również, mimo woli, Niemcy działali w tym kierunku, żebyśmy walczyli i przygotowani byli do tej walki”.

Co to znaczy, że musiało? Ppłk Antoni Żurowski, dowódca AK na Pradze 6 sierpnia wygasił powstanie w tej dzielnicy. Gen. bryg. Edward Godlewski, dowódca Okręgu Kraków AK nie wykonał – chwała mu za to! – rozkazu „Bora” wywołania powstania Krakowie 1 września 1944 r. Zapewne, gdyby powstanie wywołał i z Krakowa zostałyby Błonia w skali makro, dzisiaj kolejny prezydent, prezes, profesor, czy inny urzędnik, kwieciście sławiłby klęskę i mówił, ze powstanie w Krakowie też musiało wybuchnąć.

O prawdziwym bohaterze gen. Edwardzie Godlewskim (zamordowanym później przez Niemców) nikt dziś nie pamięta, nikt nie nosi koszulek z jego podobizną, a to tacy jak on i Żurowski powinni być bohaterami współczesnej młodzieży, a nie politykierzy osłaniający swoją nieudolność hekatombą polskiej krwi!

Norman Davies ogłosił, że gdyby nie powstanie, Polska zostałaby 17 republiką ZSRR. Dla mnie to wystąpienie niegodne tego historyka – czysta propaganda obliczona jako paliwo dla współczesnych rusofobów. ZSRR w 1944/45 r. nie zrealizował nigdzie koncepcji inkorporacji, nawet w przypadku Czechosłowacji, gdzie komuniści mieli autentycznie duże poparcie.

Poza tym, czyżby p. Davies sugerował, że łatwiej byłoby utrzymać władze PKWN-owi w niezniszczonej Warszawie z jej przedwojenną ludnością, niż w pustym morzu ruin, po powstaniu? Wolne żarty. Nie ma też powodu przypuszczać, że Stalin dokonałby własnej rzezi Warszawy. Nic takiego nie stało się ani w Lublinie, ani w Krakowie, Białymstoku, Poznaniu itd. Były represje, nie było rzezi.

Davies twierdzi też, że Monte Cassino to było za mało, że trzeba było pokazać się na najważniejszym froncie II wojny światowej! No i pokazaliśmy. Rząd londyński przestał być podmiotem politycznym, Anglicy byli wściekli, a Stalin uzyskał jeszcze lepsze karty.

Wreszcie najświeższy argument, o tym, jak to dzięki powstaniu zatrzymaliśmy front wschodni na pół roku i uratowaliśmy Europę Zachodnią przed zajęciem przez Armię Czerwoną. To miał być ukryty cel powstania. Co prawda w tym samym czasie Norman Davies mówi, że celem powstania było w 6-7 dni zajęcie newralgicznych punktów stolicy i ułatwienie w ten sposób szybkiego zdobycia miasta przez Armie Czerwoną. Że jedno z drugim się kłóci? Kłóci? Po Smoleńsku nie ma już takiego pojęcia w języku polskim.

Są to wszystko słowa porażające. To niebywałe, że po takiej tragedii jak powstanie warszawskie, dzisiaj ludzie wydawać by się mogło poważni, myślący i z bagażem życiowego doświadczenia, całkowicie swobodnie wypowiadają stek absurdalnych frazesów, podlanych niczym nie uzasadnionymi hipotezami (pseudo)historycznymi, lekkomyślnie w ogóle nie biorąc pod uwagę faktu, że ich słowa przeważnie bezkrytycznie przyjmą młodzi ludzie.

Miłosz, Herbert i powstanie

22 czerwca b.r. wysłuchałem ciekawej audycji z serii „Dwukropek”, (Program II Polskiego Radia, prowadzący Andrzej Franaszek), o konflikcie Czesława Miłosza i Zbigniewa Herberta, z udziałem prof. Joanny Zach z katedry Krytyki Współczesnej UJ i prof. Stefana Chwina z UG, powieściopisarza, historyka i krytyka literatury.

Jednym z elementów tego konfliktu był spór o powstanie warszawskie. Wypływał on z odmiennej wizji przedwojennej Polski jaką mieli obaj poeci. Podczas gdy dla Miłosza, Polska międzywojnia była znienawidzoną przez niego „urzędniczo-oficersko-endecko-katolicką” Polską, dla Herberta był to wyidealizowany kraj lat dziecinnych, który autor później mitologizował.

Miłosz był konsekwentnie antyendecki, można nawet powiedzieć, że miał obsesję na tym punkcie, jednak zgodnie z rzeczywistością, widział narodowo-katolickie oblicze tamtej Polski pomimo braku endeków u władzy. Ideowy eklektyzm sanacji był dla niego w o wiele większym stopniu do zaakceptowania – nie zgadzał się m.in. na jej biurokratyczny wyraz oraz na kult munduru i wojska. Jeżeli zatem chodzi o codzienny obraz przedwojennej Polski, to nawet bez wartościowania poszczególnych elementów, można uznać słuszność tego określenia Miłosza, w taki sposób w jaki można by określić przedwojenną Łódź, jako miasto o obliczu polsko-żydowsko-niemieckim.

Miłosz był także radykalnym krytykiem powstania warszawskiego. Dla niego to zła, a w konsekwencji tragiczna decyzja, zdecydowany błąd polityczny, podczas gdy Herbert powstanie w istocie sakralizuje. W krytyce Miłosz idzie dalej. Klęskę powstania uważa co prawda za tragiczną i krwawą katastrofę, jednocześnie jednak uważa, że miało ono charakter „wyzwolenia”, od tej znienawidzonej Polski narodowo-katolickiej, która na skutek klęski powstania stała się przeszłością.

Miłosz brnie w uprzedzenie wobec endecji, nazywając powstanie ostatnim wyrazem Polski sanacyjno-endeckiej. Zdaje się gros odpowiedzialności za powstanie (i za wszystkie wady Polski przedwojennej) zrzucać na endecję, wbrew oczywistym faktom.

Można co prawda zrozumieć, że na takie zwichnięcie opinii Miłosza o endecji mógł wpłynąć neoromantyczny nurt ruchu narodowego, szczególnie silnie obecny w latach 30-tych, z którym Miłosz z konieczności obcował i ścierał się w tym czasie, niemniej, tak z punktu widzenia obiektywnego jak i z punktu widzenia samego poety, pretendującego do roli koryfeusza polskiej inteligencji, trzeba forsowanie takiego poglądu uznać, z jednej strony za kompromitację, z drugiej, za złośliwe nieprzyjmowanie do wiadomości ogromnie przeważającej nad epizodem neoromantycznym, endeckiej tradycji przeciwnej powstaniom czy w najlepszym wypadku wobec nich i wobec romantycznego, szerzej – szlachecko-narodowego wzorca polskości (który przecież dla romantyków-powstańców był punktem odniesienia), dalece sceptycznej i krytycznej.

Nie miejsce tu na dowodzenie tej tezy, gdyż jest ona powszechnie przyjęta w nauce historii. Summa summarum, miłoszowy i endecki punkt widzenia na powstanie warszawskie łączy ostra krytyka, natomiast dzieli pogląd na przyczyn wybuchu powstania. Dla endecji, to dalszy ciąg, w 1944 r. już wysoce anachroniczny, romantycznej wizji walki o niepodległość; dla Miłosza, to konsekwencja narodowo-katolickiego rządu dusz. Jest to więc wspólnota ocen raczej swoista, niemniej wspólnotą na poziomie samej oceny właśnie pozostanie, podczas gdy Herbert należy bez wątpienia do obozu kontynuatorów tradycji powstańczej.

A jak jest dzisiaj? Zbigniew Herbert jest jednym z guru obozu obecnej władzy, który i bez niego byłby wielkim kontynuatorem tragicznej tradycji powstańczej i wyznawcą anachronicznego wzorca polskości. Obóz ten, za pośrednictwem IPN i mediów masowych kształtuje – przede wszystkim w ludziach młodych – wciąż tą samą, prowadzącą do zatracenia wizję walki o niepodległość, szykując, bez wątpienia z premedytacją, potencjalne kadry do przyszłych stosów ofiarnych.

Prof. Stefan Chwin we wspomnianej audycji zauważa, na przykładzie doświadczeń z obecną młodzieżą akademicką, że: „część moich słuchaczy zajmuje raczej stanowisko zdecydowanie popierające racje Herberta, no, taka jest w tej chwili tonacja. (…) młodzi ludzie głównie stawiają ten moment przeciwko Miłoszowi, że nie wziął udziału w powstaniu warszawskim, że nawet to, że on potępiał powstanie, to jest pół biedy, ale to, że on tam był, był w Warszawie, i nie wziął udziału – wszyscy szli do powstania, a on nie wziął udziału (A. Franaszek: no, nie wszyscy) – ale to rekonstruuje w tej chwili sposób myślenia młodych ludzi, bo to jest znak czasów, ten sposób myślenia”.

Prof. Zach skomentowała to następująco: „to, co panowie mówicie świadczy o tym, że ten model, który tutaj reprezentuje Herbert (…) jest wciąż o wiele silniejszy niż model, który reprezentuje Miłosz (…) model takiego postępowania jako postępowania racjonalnego, a zarazem patriotycznego, to znaczy chroniącego substancję, a jednocześnie chroniącego ludzi, to znaczy, to jest taka pokoleniowa odpowiedzialność wobec ludzi, którymi się kieruje, którym się proponuje pewne wartości i pewne strategie [nie mając miejsca na wchodzenie w głębsza dyskusję stwierdzam, że model przypisany przez p. prof. Zach Miłoszowi jest w całej rozciągłości tradycyjnym modelem endeckim – AŚ], więc, jeśli dzisiaj studenci wybierają Herberta w takiej konfrontacji, to znaczy że w naszej rzeczywistości taki model patriotyzmu, jednak oblężonej twierdzy i takiej konieczności natychmiastowego świadectwa, w każdej sytuacji zagrożenia i to świadectwa cnót, to znaczy, każdy się musi wylegitymować tymi cnotami przed współrodakiem, że to jest bardzo silne”.

Prof. Chwin dodał: „w tym sposobie myślenia młodych ludzi jest jeszcze jedna rzecz – że większość ma rację, że większość poszła do powstania, zatem ci, którzy nie poszli do powstania są zdrajcami, ponieważ większość się zachowała inaczej, Nie ważne jest, czy ta większość się zachowała racjonalnie, sensownie, czy to, co oni robili w swojej masie przyniosło jakiś rezultat pożądany w punkcie wyjścia, to jest nieistotne, ale powiedzmy, że jest jakiś nurt życia narodowego i ktoś wychodzi poza ten nurt myślenia narodowego kierując się refleksją, co może wyniknąć z tej sytuacji (…) jest zdrajcą, bo wychodzi poza linię patriotyzmu większościowego”. Ta analiza myślenia części społeczności współczesnych studentów prowadzi do smutnego wniosku – oto propaganda obozu „dobrej zmiany” przynosi wymierne skutki.

Schemat jest dokładnie taki sam, jeżeli chodzi o Smoleńsk (wątpiący w wersję PiS są zdrajcami), o ocenę PRL, zagrożenie rosyjskie, itp. itd. Dopóki takie poglądy wyrażali ludzie w wieku poważnym na marszach, wiecach starej gwardii pisowskiej, dopóty mogliśmy czuć się bezpieczni.

Fakty mówią jednak, że rojenia Sakiewiczów, Macierewiczów, Targalskich i legionu pomniejszych wyznawców ofiarnego stosu, przenikają do głów ludzi młodych. Z tego punktu widzenia koszulki z wyklętymi, kult powstania warszawskiego w połączeniu z ideą Wojsk Obrony Terytorialnej, które mają się m.in. wzorować na Armii Krajowej, to wizja złowroga, która budzi wielki niepokój o nasza młodzież i o nasza wspólną przyszłość.

Wyższym oficerom polskim budzonym w noc listopadową też się wydawało, że mają przed sobą tylko młodocianych szaleńców, ale to właśnie oni stali się katalizatorem klęski państwa i narodu. Jesteśmy w o wiele gorszej sytuacji – dziś ze świeczką szukać ludzi dojrzałych, którzy by myśleli o historii i o przyszłości kierując się racjonalnym patriotyzmem, odpowiedzialnością za obecne i przyszłe pokolenia, z myślą o ochronie i ludzi i substancji.

Prof. Wolniewicz i Anna Świrszczyńska

Śp. prof. Bogusław Wolniewicz w jednym z najważniejszych swoich wykładów w ramach Jego kanału You Tube „Głos racjonalny” (odc. 89 i 90 – „Patriotyzm a powstania” i „Heroizm tragicznie bezsensowny”) wyraził swój pogląd m.in. na temat żołnierzy wyklętych i powstań, w tym powstania warszawskiego. Powiedział: „Wszystkie [poza wielkopolskim i śląskimi] nasze powstania były romantyczne i przegrane. ‘Poszli nasi w bój bez broni’. Od Konfederacji Barskiej poczynając po tragiczne Powstanie Warszawskie. Co więcej, po każdym z tych powstań (…) położenie Polaków i Polski stawało się gorsze niż było przedtem. Pora już chyba, by wysnuć z tego wnioski. Za podstawę patriotycznego działania brać nie heroiczny gest, tylko dokładne obliczenie stosunku sil i zaistniałych okoliczności. (…) Polska jałtańska, która z kataklizmu II wojny światowej wynikła, nie była tą, której chcieliśmy. Ale była! A mogło jej nie być. Mogło jej nie być wcale! Nie zapominajmy o tym. A dzisiaj się o tym często zapomina”.

Prof. Wolniewicz przypomina również postać poetki Anny Świrszczyńskiej (1909-1984) i jej twórczość poświęconą powstaniu warszawskiemu. Muszę przyznać, że po obrazoburczym kipiącym nieprawdopodobną energią i emocją wierszu Tadeusza Gajcego „Święty kucharz od Hipciego” (o masakrze setek ludzi na ul. Kilińskiego, po wybuchu czołgu pułapki – pisałem kiedyś o tym wierszu więcej), to własnie wiersze tej autorki o powstaniu zrobiły na mnie największe wrażenie.

Świrszczyńska wydała zbiór poezji – są to wszystko wiersze białe – w całości poświęcony warszawskiej hekatombie 1944 r. pt. „Budowałam barykadę” (Czytelnik, Warszawa 1974). Autorka była pielęgniarką w powstańczym szpitalu, przeżyła 63 dni, choć w pewnym momencie postawiono ją pod ścianą na śmierć. Obserwowała powstanie od początku do końca z punktu widzenia zwykłego człowieka. Chronologicznie opisuje swoje i innych przeżycia, w sposób pozbawiony choćby odrobiny patosu, jednocześnie kreśląc lakonicznymi słowy, obraz czasami porażająco naturalistyczny. Zbiór rozpoczyna wiersz, który przytoczył prof. Wolniewicz, i który powinien być memento dla wszystkich pragnących, bądź tylko godzących się na kolejny ofiarny stos. Niech ten i kilka innych wierszy Świrszczyńskiej pozwolą zapoznać się PT.

Czytelnikom z klimatem jej twórczości i tragedia powstania widzianą jej oczami.

„Ostatnie polskie powstanie”

Opłakujmy godzinę
kiedy się wszystko zaczęło,
kiedy padł pierwszy strzał.

Opłakujmy sześćdziesiąt trzy dni
i sześćdziesiąt trzy noce
walki. I godzinę
kiedy się wszystko skończyło.

Kiedy na miejsce, gdzie żyło milion ludzi,
przyszła pustka po milionie ludzi.

„Strzelać w oczy człowieka”

Miał piętnaście lat,
Był najlepszym uczniem z polskiego.
Biegł z pistoletem
Na wroga.

Zobaczył oczy człowieka,
Powinien był strzelić w te oczy.
Zawahał się.
Leży na bruku.

Nie nauczyli go
Na lekcjach polskiego
Strzelać w oczy człowieka.

„Żołnierz niemiecki”

Dziś w nocy płakałeś przez sen.
Śniły ci się twoje dzieci
W dalekim mieście.

Wstałeś rano, mundur, hełm,
Na ramię automat.

Poszedłeś rzucać żywcem w ogień
cudze dzieci.

„Po pijanemu”

Po pijanemu
wlazł na barykadę pod ostrzałem.
Szedł, zataczał się,
krzyczał: Jeszcze Polska!

Trafili go
w połowie drogi.
Czterech klnąc czołgało się na brzuchu,
wlekli ciało
pod ostrzałem.

Powiedzieli matce:
zginął jak bohater.

„Marzenie harcerki”

Kiedy mnie rozstrzelają,
Nie wszystko jeszcze się skończy.

Podejdzie
Żołnierz, co mnie rozstrzelał,
I powie: taka młoda
Jak moja córka.

I spuści głowę.

„Panika”

Ludzie przybiegli do oficera,
trzęśli się, przysięgali, płakali.
– Na rany Chrystusa, tam są szpiegi.
Mamy dowody.

Oficer kazał rozstrzelać
szpiegów. Leżeli rzędem
ojciec, córka, zięć,
tulili się do siebie po śmierci.

Wtedy przybiegli inni ludzie.
Trzęśli się, przysięgali, płakali.
– Na rany Chrystusa, kazałeś rozstrzelać
Niewinnych.

„Major powiedział”
(pamięci Anny Ratyńskiej)

– Rozkaz ma być doręczony w ciągu godziny –
powiedział major.
– To niemożliwe, tam piekło –
powiedział podporucznik.
Poszło pięć łączniczek,
jedna doszła.

Rozkaz był doręczony w ciągu godziny.

„Czekam na rozstrzelanie”

Mój strach potężnieje
z każdą sekundą
jestem potężna
jak sekunda strachu
jestem wszechświatem strachu
jestem
wszechświatem.

Teraz kiedy
stoję pod ścianą
i nie wiem czy zamknąć oczy
czy nie zamykać.

Teraz kiedy
stoję pod ścianą czekając na rozstrzelanie.

Adam Śmiech

Literatura:
1. A. Świrszczyńska „Swir”, „Budowałam barykadę”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1979
2. S. Chwin, „Czesław Miłosz wobec powstania warszawskiego”, „Teksty Drugie” 2011, nr 5, s. 62-81

http://mysl-polska.pl

Komentarze 23 to “Znów powstanie warszawskie… czy ostatnie?”

  1. RomanK said

    Pan- panie Adamie zapomina..ze pan Davies nie pisal ksiaezke o POlsce I o innych ..z wewnetrzej potrzeby…czy z wielkiej milosci I zachwytu dla historii Polski. Pan Davies jest porzadnym amerykanskim fachowcem i pisze za pieniadze…to akurat co pan cytuje pisal za pieniadze pana Piszka….ktory wylozyl mu je w ilosci wystarczajcej- co pozna pan po objetosci ksiazki Poland,,,,
    A pan Piszek mial wlasnie takie zdanie na Powstanie…. podobne do zdania wielu innych -d la ktorych tamta wojna stala sie okazja do zostania wielkimi milionerami.
    Stad takie passusy godne wielkich pisarzy , ktore radze panu zapamietac:

    ….walczyl pod( tu wpisac wlasciwe Monte Cassino., czy Tobruk czy Lenino, czy Stocznia Gdanska) ……potem wyjechal do Ameryki , gdzie zostal milionerem…

    .I nie dodaj pan deczka wiecej, To jest perfect…

    A jak pana beda pytac , czy zamawiac – zeby o czyms pisac i zapytaja:
    – A jaka jest Panska opinia????panei Adamie na temat????
    Odpowie pan grzecznie, ze to zalezy za ile…….

  2. Sąsiad balona said

    Powstanie było w interesie tych, którzy przejęli władzę nad Polakami po IIWŚ.

  3. Elegia o Powstaniu said

    „Na Pradze skupionych było 9,5 tys. żołnierzy AK. 1 sierpnia do walki przystąpiło prawie 7 tys. żołnierzy. Cechował ich ten sam entuzjazm, ta sama bezgraniczna ofiarność i ta sama wola zwycięstwa co w lewobrzeżnej Warszawie. Na ostatniej odprawie w KG AK dowcipkowano, by Żurowski nie niszczył wszystkich Niemców, a choćby część kierował na mosty, tak by Mokotów i Żoliborz też miały udział w zwycięstwie.

    1 sierpnia, kilkadziesiąt minut przed godziną W, Niemcy, jakby znając powstańcze plany (!), ustawili wzdłuż Targowej i Grochowskiej ogromną, liczącą kilkadziesiąt maszyn kolumnę czołgów. Mimo to Żurowski rozpoczął powstanie. Polacy zaatakowali we wszystkich rejonach. Zajęli wiele niemieckich obiektów z wielkim gmachem Dyrekcji Kolei, placówkami policji, szkołami na Bródnie, w Golędzinowie. Zdobyli i obsadzili obiekty kolejowe, wiadukty. Uderzyli na niemieckie koszary przy ulicy 11 Listopada.

    W pierwszych dniach walk na Pradze poległo ponad 500 powstańców. W odróżnieniu od lewobrzeżnej Warszawy płk Żurowski miał do czynienia nie z jednostkami policyjnymi, lecz frontowym, znakomicie uzbrojonym wojskiem niemieckim.

    Po 5 dniach walki, widząc nieskuteczność działań, obawiając się ogromnych strat wśród ludności cywilnej, za zgodą gen. Montera płk Żurowski postanowił PRZERWAĆ powstanie. 6 sierpnia walki na Pradze ustały. Bez niemieckich represji. (!!)

    Jak tego dokonano, nie sposób powiedzieć. Podobno – co po wojnie relacjonował płk Antoni Żurowski – w rozmowach z niemieckim dowództwem pośredniczyli księża z kościoła przy placu Szembeka. Do dziś ta historia otoczona jest tajemnicą.”

  4. RomanK said

    …ta historia otoczona tajemnica…a ludzie nie istnieja, zapomniani i nei wspominani….I tak do dzisiejszego dnia….podejrzane?????
    Nie …raczej przewidywalne…..jedni hostori tworza..inni o niej pisza…jeszcze inniz niej……. korzystaja////
    Rosdjanie maja powiedzenie…czuzaja krow i sliozy …woda.

  5. Stan said

    Ad: 1 Panie Romanie.
    Wszyscy co piszą książki czy też artykuły robią to aby zarobić na codzienny,ciezki dzisiaj chleb. Niektórzy piszą jako hobby z pasji i miłości do pisania. Nie ma się co temu dziwić. To jest normalne.

    Bardzo głęboki w treści artykuł Pana Adama Śmiech, smutny, tragiczny, ale przepojony troska o
    przyszłość społeczeństwa polskiego, a zwłaszcza dzisiejszej młodzieży polskiej,
    która to ulega znowu emocjom ” fałszywego patriotyzmu” podobnie jak to było w tragicznej polskiej historii
    spowodowana między innymi fałszywymi emocjami na użytek „elit żądnych polskiej krwi”.

    Powstanie kościuszkowskie — tragedia ok. 10 tys. Polaków i utrata wielu wsi nadanych oficerom rosyjskim (wcześniej Kościuszko rozmawiał z Francuzami, którzy… przekazali część planów Prusom i Rosji).

    Powstanie listopadowe — kompletnie nieprzygotowane, podchorążowie… robili łapankę na dowódcę powstania. Nb. przez kilkanaście miesięcy naczelnych dowódców było… ośmiu! Utrata autonomii, represje, konfiskaty majątków i ok. 40 tys. żołnierzy oraz kwiat inteligencji i — oczywiście – oczekiwanie na pomoc zagranicy.

    Powstanie styczniowe — fatalnie przygotowane 40 tys. ofiar, całkowita rusyfikacja, zniszczenia gospodarcze, Kraj Nadwiślański.

    Powstanie Warszawskie tragicznie przygotowane, wywóz broni na Wschód, co 30 żołnierz miał coś na kształt broni,
    pęd durnych dowódców do powstania (niech świat zobaczy, jak leje się nasza krew!),
    świat miał to gdzieś, zagłada inteligencji, centrum gospodarczego państwa
    — na ok. 20 najważniejszych dowódców – 16 przeżyło, ale nie 200 tysięcy cywilów…
    „Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, ja z synowcem na czele i jakoś to będzie”… No i jest.

    To całe powstanie warszawskie było bezmyślną rzezią mieszkańców Warszawy zorganizowaną
    na życzenie zaawansowanego alkoholika gen. Okulickiego wbrew zaleceniom Naczelnego Wodza.
    Tylko idiota wywołuje bitwy których nie ma szansy wygrać.
    Nie zostały osiągnięte żadne cele, ani militarne ani polityczne.

    Było na rękę jedynie Stalinowi. który pozbył się potencjalnie silnego ośrodka oporu przeciwko sowietyzacji Polski.
    Dowódcy którzy przekonywali żołnierzy że trzeba poświęcić życie „dla dobra Ojczyzny”
    dziwnym trafem przeżyli…Taka jest prawda.

    Nasuwa się pytanie. Jaką to świadomość przetrwania i utrzymania się przy życiu mieli w historii Polacy?

    Czy mają Polacy swój naturalny instynkt przeżycia i utrzymania swojego życia, życia swoich dzieci, ojców, matek, dziadków?

    To nie tylko Powstanie Warszawskie, ale i inne powstania dowodzą, że coś tu u Polaków nie jest tak, jak być powinno?

    Czy ktoś z Państwa wysłałby swoje dzieci 6 -12 letnie do walki na czołgi?

    Szaleństwo, które się staje dzisiaj wzorem do naśladowania, aby przygotować kolejne pokolenia na następną rzez?

    Dziwie sie bardzo czytając niektóre tu komentarze niepoparte żadnymi faktami,tylko politycznym
    propagowaniem zbutwiałych, zgniłych i wyrafinowanych politycznych wartości, zapominających o tym,
    że największą wartością każdego człowieka jest ŻYCIE, a nie bezsensowna niczym nieuzasadniona śmierć.

    Wysyłanie własnych dzieci na śmierć do walki w Powstaniu Warszawskim było samobójstwem,
    jakiego świat jeszcze to tej pory nie widział, była to zbrodnia przeciwko własnemu Narodowi,
    zbrodnia ludzkości, skazywać niewinne własne dzieci na śmierć to był też GRZECH PRZECIWKO BOGU.

    Hołdowanie tej zbrodni i stawianie jako wzór patriotyzmu jest niezgodny z normami prawa międzynarodowego
    i powinien być karalny, a osoby, które to czynią pociągnięte do odpowiedzialności prawnej.

  6. Barbara Chojnacka said

    Powstanie Warszawskie to Świętość !!!
    Część i Chwała Bohaterom

    —————-
    Tak. I w dniu tym powinna panować w Polsce narodowa żałoba. A w kościołach powinny się odprawiać Msze żałobne.
    Admin

  7. RomanK said

    Ja panie Stanislawie pisaem o fachowcach…”.amerykanskich fachowcach” od pisania ksiazke…. nie o pieknoduchach, entuzjastach, przyglupach I patriotach…
    Nie zadne samobojstwo …ale t sie kwlifikuje, jako- podzeganie do samobojstwa…I czynna pomoc….. po polsku ” Kierowanie powstaniem z powodu jego neiuchronnosci”.

  8. Joannus said

    Ad 5
    ”Hołdowanie tej zbrodni i stawianie jako wzór patriotyzmu jest niezgodny z normami prawa międzynarodowego”.

    Jest to też udział w grzechach cudzych, pochwalaniem, a nawet gloryfikowaniem zła.
    Również pojawia się zakłamanie. 8 letni chłopak co przynosił kilka razy wodę i jedzenie, dziś kreuje się na zasłużonego weterana, strojąc się w mundur i obwieszczając – warto było.
    Jeżeli chodzi o podrzucenie prowiantu to tak.

  9. VAV said

  10. Szczur said

    @Barbara Chojnacka

    Pani rodzice/dziadkowie jak widzę do Powstania nie poszli. Rozumiem, że Pani żałuje?

  11. Bogaty Miś said

    Polacy stają się narodem idiotów, bo zniknęła elita,

  12. Joannus said

    Ad 11
    A także jeszcze bardziej prawdziwa wiara, wiążąca myśli, pragnienia, czyny i rozeznanie dobra i zła

  13. Listwa said

    @ Barbara Chojnacka

    Bohaterom na pewno tak.
    Ale nie tym którzy to wywołali.

    Nigdy więcej takich powstań.
    Dziwne że nie czczą tak hucznie powstania Wielkopolskiego i śląskiego, tylko zwycięstwo III Rzeszy.

  14. ian lawton said

    ad. 1

    Pan Piszek zaplacil Michenerowi. Davies to inny gosc. Co sie z panem dzieje? Rozpad osobowosci? Zeby sie za tak stoczyc?

  15. Joung said

    zydowska masnoneria rzadzi POLSKA I realizuje obce interesy .Oczywiscie w swoim tylko interesie.
    A nam karza spiewac patriotyczne piesni machac choragiewkami I zyc z zasobow przeszlosci.Moi drodzy POLACY my musimy odzyskac wladze >Czy rozumiecie to co pisze ””’wladze ””wladze ”’jeszcze raz wladze”’.Oni zrobia nam ”’wielka polske;;;Ale my jako rodowici Polacy Slowianie .Nie bedziemy nia rzadzic ????Bedzie nia rzadzic
    zydowski ”’plebs””przebrany w pieknie brzmiace nazwiska polskie.Np. Radziwll Czarnecki koniecpolski itp.Juz dzis musimy wybrac ludzi ”’madrych”’Ktorzy ukierunkuja nasza swiadomosc Na nasze Polskie SLowianskie wartosci.
    W POLSCE sa ludzie madrzy .Tyle tylko ze za bardzo pasywni w dzialaniu.
    PRAWDZIWYCH MEZCZYZN NAM POTRZEBA.
    A przede wszystkim ludzi madrych madrych.I daj BOZE OBY TAK SIE STALO.

  16. Alex. said

    Alex. said
    2018-08-04 (sobota) @ 07:05:12
    Akcja „Burza” nie powstanie, do którego wezwało ludność Warszawy radio Kościuszko” i ulotki sowieckie. Była wojna i Armia Krajowa jako aliancka miała obowiązek zaatakować Niemców przy podejściu Armii Czerwonej -tak stało się przy wyzwoleniu Wilna i Lwowa-walka ramie w ramię. Tak się stało w Warszawie , jednak wiarołomny Alian- Sowieci poprzez 63 walk AK w Warszawie nie wywiązali się z obowiązku wspólnej walki. Soso nakazał postój, zabronił lądowania samolotów z pomocą z Włoch, nie zbombardował Okęcia -dwa Pułki Lotnicze stacjonowały bezczynnie za Bugiem kiedy Sztukasy/ największy niszczyciel ludności i miasta/ codziennie wykonywały naloty. Powstańcza pieśń to wyjaśnia. SOWIECI ZA wISŁĄ STALI „RUSKIM SPOSOBEM NAS WYDYMALI”. aLEX.

    ——–
    Co za bzdury…
    Admin

  17. Yah said

    Kolejny naiwny „analityk” i „tłumacz rzeczywistości” jakich pełno w pisowskim mainstreamie.

  18. Zerohero said

    Alex. Tak, bo nie można było przewidzieć, że sowieci nie pomogą brytyjskiej agenturze w Warszawie.
    Zjeżdżaj gamoniu. Jesteś najlepszym przykładem bezmózgiego bydła pchającego się do analiz.

  19. Yah said

    Panie Zerohero, trzeba powiedzieć inaczej ” zbuntowanej brytyjskiej agenturze”, bo przecież Okulicki przywiózł z Londynu polecenie zapobieżenia wybuchu powstania. Czyli aliant brytyjski wywiązał się z umowy z aliantem radzieckim. Niestety aliant polski wymyślił sobie, ze w tej wojnie ktoś się będzie z nim liczył i mu pomagał. Jakby lekcja września 1939 była niewystarczająca.

    Już nie będę komentował poświęcania sie dla obrony nieba anglosaskich zdrajców. Ciekawe czy tym generałom, gdy po wojnie pracowali jako magazynierzy lub tapicerzy coś w głowie zaświtało.Ech ….. elity …

  20. revers said

    Powstan nie bedzie za to dibrze platnych najemnikow na front wschodni, skolko godno

    http://nrt24.ru/en/news/germany-preparing-war-russia

    Juz mozna wstapic do niemieckich legionow cudoziemskich, i pieniadze beda z tego tytulu nawet jak dziadek z AK walczyl z Adolfem H. ale u adolfiny sluzac to co innego, z muzulmaninem, szatanista na pan brat sie bedzie, miedzy zdrowaskaa Alacha pochwali, a i lupy moskiewskie w dluzszej perspektywie sie naleza lub premie.

  21. Sebastian said

    Zbigniew Jasiński „Pieśń o Powstaniu”

    To wam, żołnierze Krajowej Armii,
    dla was ta pieśń wypruta z trzew.
    Niech mocą ją wasz gniew nakarmi
    i świst! – i błysk! – i huk! – i krew!
    ***
    Huraganowym
    zrywem
    szarpnęło
    i poderwało
    i ogarnęło
    i uskrzydliło
    całą
    Warszawę:
    – Chłopcy:
    Treblinka!
    Majdanek!
    Wawer! –

    Patrzcie:
    Jak nawet, drobni i słabi,
    szczeniaki, których przerasta karabin,
    już się zza rogu składają na niemca
    za powieszone dzieci od Siemca,
    za wszystkie zbrodnie z Alei Szucha,
    za dno zwyrodnień, Pawiak, Oświęcim –
    patrzcie:
    tajona zaciekłość głucha
    runęła śpiewem jak zawierucha
    i pomstę święci! – wolność święci –
    patrzcie:
    truchleją bladzi żandarmi
    i – trup za trupem, czaszką w bruk!
    A my, żołnierze Krajowej Armii,
    naprzód! – i świst! – i błysk! – i huk!
    Patrzcie:
    Z balkonów, z okien kamienic
    ludzie zdumieni, ludzie wzruszeni
    rzucają kwiaty! – i kule tańczą,
    gwiżdżą, świerkają śpiewkę powstańczą,
    i szyby dzwonią, drżą kamienice,
    patrzcie:
    umyka esesmanów banda,
    W Pałacu Bruhla wścieka się hycel,
    w głośniki rzęzi, łże propaganda,
    a na ulicach, a nad Stolicą
    biało-czerwony wykwita sztandar! –
    Naprzód żołnierze Krajowej Armii!
    Już nas nie będą łowić bezkarnie,
    osaczać, wieszać, katować, deptać:
    kulą spłacamy każdy policzek,
    konspiracyjnych dosyć nam szeptań:
    możemy śpiewać! – możemy krzyczeć! –
    Naprzód, żołnierze Krajowej Armii!
    – Zadudnił bruk tysiącem nóg
    i szczęście wolny okrzyk barwi
    i świst! – i błysk! – i trzask! – i huk! –
    Patrzcie:
    Tak walczą nasi żołnierze:
    słońcem sierpniowym lśnią pistolety,
    matki po bramach szepcą pacierze,
    kwiaty rzucają z okien kobiety,
    kule śpiewają, kule świergocą,
    strzaskane szyby w słońcu się złocą,
    i zadyszane biegną łączniczki,
    rozpromienione mają policzki,
    uradowane pędzą z meldunkiem
    że już – na Poczcie padł pierwszy bunkier!
    A tu – wciąż bliżej trzepią granaty,
    rozterkotały się rozpylacze,
    kobiety z okien rzucają kwiaty:
    będzie swobodniej! – będzie inaczej! –
    patrzcie:
    W Pałacu wścieka się junkier,
    czołgi w ulicę strzelają z armat,
    śliczne panienki biegną z meldunkiem,
    każdy ich uśmiech wolności żar ma,
    patrzcie:
    tak walczą nasi żołnierze:
    pamięć zaginie o Arbeitsamt’cie,
    piersiom swobodniej będzie i szerzej:
    jutro nam pomoc przyślą alianci! –

    ***

    Wami, żołnierze Krajowej Armii,
    zdumiał się świat, gdy wrogom wbrew
    rozkaz poderwał was w alarmie
    i świst! – i błysk! – i krzyk! – i śpiew! –
    i duma! – szczęście! – bo „sumieniem świata”
    was okrzyknęły głosy bratnich nacji
    i świat się nagle z Warszawą pobratał
    w komunikatach wolnych radiostacji:

    – Hallo, hallo, hallo:
    Tu mówi do was Lublin:
    Proletariackie pozdrowienia
    ślemy niezawisłym!
    Męstwa, ludu Stolicy:
    nim wróg was uszczupli,
    armia sowiecka ruszy
    w odsieczy zza Wisły!
    – Hallo, hallo, hallo:
    Tu mówi do was Londyn:
    Amunicja w drodze,
    pomoc wam niesiemy!
    Poruszyliśmy wszystkie
    sprężyny i narządy.
    Z nieba – jak srebrne orły
    na wroga runiemy!
    – Hallo, tu Krym.
    – Hallo, tu Rzym.
    – Tu Pernambuco.
    – Tu New York.
    – Tu robotnicy.
    – Tu lotnicy.
    – Tu kler.
    – Tu rząd.
    – Tu hrabstwo Cork.
    – Hallo, wytrwajcie.
    – Jeszcze tydzień.
    – Pomoc nadejdzie.
    – Pomoc idzie.

    ***

    Roztańczyła się Warszawa:
    jak zabawa – to zabawa!
    Świszczą kule promieniście,
    ryją ziemie, tną po liściach,
    trzepią w tynk i sypią gruz.
    W poprzek ulic lecą cegły,
    złomy, domy w poprzek legły,
    w niebo męstwa pomnik wrósł,
    w niebo rośnie wał poległych,
    świst! – i błysk! – i tryska bruk!
    świszczą zgliszcza, gruz opada,
    rośnie, rośnie barykada,
    świst! – i błysk! – i jęk! – i huk!
    Bomba w złom za bombą pada,
    i grom w dom – i lecą piętra,
    chylą się kościelne wieże,
    gromów tłum! – i w gruzach Centrum,
    ale będzie jaśniej! – szerzej! –
    Naprzód, lwy Krajowej Armii!
    Twierdzą naszą każdy próg!
    świst! – i błysk! – i dym! – i huk! –
    Tu nas w kawały rwą granaty,
    w bryzgi rozsadza grad kartaczy!
    Na grobach tu zakwitną kwiaty,
    będzie swobodniej nam, inaczej!
    Tu zęby wilcze, kły lamparcie,
    miasto szalone – wspaniałe miasto!
    Tu za natarciem przeciwnatarcie:
    Aleje, Poczta, atak pod Pastą!
    Piekłem rzygają ognia miotacze,
    pali się Chłodna, dogasa Wolska,
    ale już jutro będzie inaczej
    niech spłonie miasto – urośnie Polska!

    ***

    Atak za szturmem, szturm za natarciem!
    – Ach, gdyby tylko przysłano pomoc,
    ach, gdyby tylko było wiadomo
    że nam alianci nadeślą wsparcie
    nim wystrzelimy pocisk ostatni:
    Głód bohaterom kiszki skręca,
    sennieją oczy, słabną ręce,
    słaniają się, ściele żer armatni,
    las krzyży rośnie wokół strzelnic,
    wróg nasze matki pędzi przed czołgi,
    za Wisłą milczy swołocz znad Wołgi,
    przywarły działa czerwonych sotni,
    i coraz więcej spalonych dzielnic,
    i coraz czarniej, coraz śmiertelniej,
    coraz samotniej …

    ***

    Wtem:
    Wieść gruchnęła w płonącym mieście:
    – Są! – Amunicja! – Zrzuty! – Nareszcie! –
    Nie zapomnieli o nas alianci.
    Już nam nie groźne salwy armatnie,
    Warszawo, zęby drapieżne zatnij!
    Ranni, do broni! – Polegli, wstańcie! –
    Naprzód, żołnierze upiornej Armii!
    Na barykady! – Krew za krew!
    Szaleni, straszni i cmentarni,
    naprzód! – i świst! – i huk! – i śpiew!
    Nad nami – skrzydła:
    Szlakiem podniebnym
    sto ptaków leci, sto ptaków srebrnych:
    sto zenitówek ogniem je wita,
    sto pióropuszy w niebo zakwita,
    sto spadochronów jak białe dzwony,
    jak lilie płyną w dół spadochrony,
    huragan męstwa nimi kołysze,
    orkan wybuchów po niebie pląsa,
    spadochronami miota, potrząsa,
    powietrze pęka, morderstwem dyszy,
    narasta wściekły szrapneli poryk,
    warczą motory, huczą motory,
    i płyną, płyną w dół spadochrony
    do stóp Warszawy bojem szalonej,
    śmiercią pijanej, uszczęśliwionej,
    bo już wiadomo! – już wiadomo:
    jest amunicja! – nadeszła pomoc!
    Słońce przez dymy świeci pogodnie,
    śmieją się zgliszcza spalonych dzielnic:
    jaśniej, weselej w ruinach strzelnic:
    piersiom żołnierskim lżej i swobodniej.

    ***

    Dosyć! –
    Dosyć grzecznej pieśni!
    Niech zawyje świstem chłosty!
    Niech posłuchają radcy niewcześni
    słów nieporadnych, rozpaczą prostych:
    Nasza, żołnierze okłamanej Armii,
    nasza to pieśń wypruta z trzew.
    Wściekłością ją nasz ból nakarmił.
    Ofiarna śmierć. Daremna krew.
    Niech słyszą pieśń klakierzy owi,
    deklamatorzy, zapewniacze.
    Niech cały świat się wreszcie dowie,
    że trzeba śpiewać ją inaczej;

    ***

    Rzucone hasło. Poszli żołnierze …
    Sierpniowym słońcem lśnią pistolety,
    matki żarliwie szepczą pacierze:
    … może zza Wisły ruszą Sowiety? …
    Poszli żołnierze dzielni i młodzi,
    bez karabinów, bez karabinów,
    a przeciw czołgom – tylko benzyna.
    – Żywiej klakierzy! Klaskać na podziw!
    W oczach im płonie zapał bezmierny,
    bo karabiny sami zdobędą.
    Przeciw dywizjom poszli pancernym
    i oto w historii liczyć im będą:
    warci, by łatwy przesłać im podziw
    i obietnicę „Pomoc nadchodzi” …
    Pogodne było niebo sierpniowe,
    gdy wyglądało przylotu ptaków.
    Żołnierzyk młody, raniony w głowę,
    bez amunicji szedł do ataku,
    a wróg nas raził z wylotu strzelnic
    i huk moździerzy po mieście dudnił,
    i coraz więcej spalonych dzielnic,
    i coraz ciężej, i coraz trudniej …
    – Patrzcie, klakierzy:
    Już czwarty tydzień,
    zwyciężyliśmy wroga pod Pastą!
    – Klakierzy, oto:
    Cztery tygodnie,
    wróg atakuje już Stare Miasto …
    Rwą nas w kawały bomby i czołgi,
    słońce przez dymy świeci pogodnie,
    milczą zdradzieckie działa znad Wołgi,
    a wasza pomoc idzie, wciąż idzie,
    i zgodnie radzą, radzą alianci:
    czyśmy bandyci, czy kombatanci … ?
    A w nasze piersi – salwy armatnie.
    A w gruzach Starówka, płonie Śródmieście,
    świszcze po zgliszczach piekło granatów.
    Czy amunicję nadeślą wreszcie? …
    I jeszcze jeden upływa tydzień,
    już nikt nam z okien nie rzuca kwiatów,
    i tylko pomoc – idzie, wciąż idzie,
    i tylko rosną mogiły bratnie,
    tylko te krzyże, krwi hekatomby,
    te ponad nami bomby! – te bomby!
    bomby i bomby! …
    Płonie Powiśle,
    jutro z kolei padnie Czerniaków,
    kto nam i kiedy tę pomoc przyśle? …
    Próżno skazańcom wyglądać znaków:
    wrzesień już wrzesień spłynął pogodnie,
    dogasa miasto, huczą moździerze,
    pokotem giną bezbronni, głodni,
    brudni, zawszeni, ranni żołnierze …
    – Dmijcie, klakierzy, w pochwalne trąby,
    gdy ponad nami bomby i bomby,
    bomby i bomby, bomby i bomby! …
    nic, tylko bomby, bomby, bomby! …
    Twarze kochane, twarze wybladłe
    pod barykadą czyjeś się kładły,
    główki dziecięce, oczy zdziwione,
    usta kochane, nieporuszone,
    słowa ostatnie, mogiły bratnie,
    samolot, bomby, salwy armatnie,
    słowa zamarłe, gwiazdy dalekie,
    serca zacichłe, trzewia wyprute,
    domy spalone, drzewa kalekie,
    krzyże sterczące w niebo kikutem,
    w cieniu krzyży pod barykadą
    twarz nowa ziemi kłoni się blado,
    tlą się ulice, gaśnie Stolica,
    samolot, bomby, huk, błyskawica,
    ruiny wyżej i coraz wyżej
    a krzyże drewniane, dymiące krzyże,
    a w pogorzeli pod barykadą
    trupy się nowe kładą i kładą …
    Ostatnie strzały obrońców głuchną,
    szczury tłuścieją na polskim ścierwie.
    – Klakierzy, dosyć! Dłonie wam spuchną!
    Pobożny podziw płuca wam zerwie!

    ***

    Wiemy:
    Słów naszych czarną wściekłość
    dostojnie zmilczą znów regiony.
    A nami targa wzgarda, piekło
    na śmierć skazanych, opuszczonych:
    Przywarł za Wisłą mur swołoczy,
    zęby sowiecka hiena szczerzy.
    A nam – nam tylko piachem w oczy,
    nam tylko czekać, w pakty wierzyć.
    Na skandal – jedno słowo: Skandal!
    Słów nie dobierać – elokwentnej bandzie.
    Długo trąbiła nam ich propaganda,
    dziś odśpiewamy wiernej propa-grandzie:
    Niech słyszą pieśń klakierzy owi,
    gwaranci właśni i alianci,
    dyplomatyczni, traktatowi,
    kart atlantyckich kand na kancie.
    Nie! –
    To zbyt grzecznie! za słabo! za mało!
    Bomby tu jeszcze nie wszystkich wytłukły!
    Kto żyw, niech piersią huknie całą,
    by usłyszały nas niemrawe kukły,
    rządy nierządne, ministrowie,
    premierzy, durnie i krętacze,
    ojce ludzkości zawodowi,
    działacze ważni i partacze,
    szuje, kramarze i wygłupki,
    deklamatorzy, naciągacze,
    cezary i żołędne bubki
    udrapowane w cnoty sztandar:
    – nim się wytleje do cna bitwa,
    jak śpiewa nasza propaganda:
    Tu krwią rzygamy! tu konamy w boju!
    Tu się historię targnęło za rogi!
    – A tam w barchanach ciepłych olabogi
    fotele grzeją, knocą świeczki z łoju,
    i radzi, kadzi zbieranina wszawa,
    przyrzeka, zwleka i przesyła brawa …
    Tu – amunicji! Broni! Broni trzeba!
    Giniemy! Chryste! Broń, nam zrzućcie z nieba!
    Tu śmierć zatłukła sto tysięcy
    w kanałach, bunkrach, kazamatach!
    Wytłucze więcej! jeszcze więcej!
    i pójdą straszne niedobitki
    w kacety, piece i kibitki!
    – A tam się szczwane wychytrzają panki,
    ślinią, seplenią o „sumieniu świata”,
    dyplomatyczne rozkładają ręce …
    A jakieś inne ulizane mydłki
    cedzą cacanki słodkie, obiecanki,
    łezki, westchnienia, rzewne ptysie z pianki …
    Nie nas pomadą. Nie nas wazeliną.
    Tu umieramy w glorii, nie cykorii!
    Bracia! Niech ryknie ta pieśń skurwysynom,
    by razem z nami przeszli do historii!
    Niech ich po nocach koszmarem dławi,
    niech wzgardą wolnych smaga ich jak biczem,
    niech się do szczętu rozpaczą wykrwawi,
    niech poza groby sięga i skowycze;
    Pieśń o Powstaniu w samotnej Warszawie.

    W ostatniej siedzibie radiostacji AK „Błyskawica”
    Warszawa, wrzesień 1944 roku

  22. Sebastian said

    Zbigniew Jasiński działający pod pseud. ‚Rudy’, ‚Zbigniew Rudy’ urodził się w listopadzie 1908r. w Łodzi. W dwudziestoleciu międzywojennym był znanym dziennikarzem i poetą-marynistą. Pracował w Gdańsku w Instytucie Morskim. Walczył w wojnie obronnej Polski w 1939r., dostał się do niewoli. Został przewieziony do łagru pod Kurskiem. Następnie przeniesiono go do Lublina skąd udało mu się uciec w 1940r. Rok później wstąpił do AK.

    Zbigniew Jasiński został nazwany przez Andrzeja Pomiana ‚poetą powstania warszawskiego’. Zasłynął wierszem Żądamy amunicji – uznanym za najpopularniejszy wiersz powstania – który nadano z powstańczej radiostacji ‚Błyskawica’ 24 sierpnia 1944r.

    Po powstaniu poeta przebywał w obozie w Sandboste. W 1952 Zbigniew Jasiński przybył do Australii. Zmarł 5 lutego 1984r. w Bermagui.

    Odmawiamy

    Zapełniajcie, zapełniajcie nami muzea!
    Na nic zda się podstęp i nikczemność!
    Niechby cała stolica spłonęła –
    Ta ofiara nie będzie daremna.

    Nas pragniecie zatrwożyć nalotem?…
    Nas – przerazić hukiem bomb śród głowni?…
    Uwięzieni, legniemy pokotem,
    Robotnicy Warszawskiej Gazowni!

    – Tak… Żyć chcemy. Nie chcemy – umierać!
    Boże!… Ujrzeć jeszcze – Ojczyznę swobodną!…
    Zginąć – teraz?… Zginąć – właśnie teraz?…
    – Boże! Pozwól zachować nam godność!

    Przetrwać dumnie jeszcze te męczarnie.
    Niech nas pędzą na czołgi pancerne!
    Niech zwycięski szał braci ogranie,
    Kiedy serca przestrzelą nam wierne.

    Pogardzamy waszym ultimatum.
    Nie nas łudzić pokusą służalczą.
    Odmawiamy! Żadnych delegatów!
    Oddziały nasze – niech walczą!

    Żądamy amunicji

    Tu zęby mamy wilcze, a czapki na bakier,
    Tu nas nikt nie płacze w Walczącej Warszawie.
    Tu się Prusakom siada na karku okrakiem
    I wrogów gołą garścią za gardło się dławi.

    A wy tam wciąż śpiewacie, że z kurzem krwi bratniej,
    Że w dymie pożarów niszczeje Warszawa,
    A my tu nagą piersią na strzały armatnie,
    Na podziw wasz, na śpiewy i na wasze brawa.

    Czemu żałobny chorał śpiewacie wciąż w Londynie,
    Gdy tu nadeszło wreszcie oczekiwane święto!
    U boku swoich chłopców walczą tu dziewczęta
    I małe dzieci walczą, i krew radośnie płynie.

    Halo! Tu serce Polski! Tu mówi Warszawa!
    Niech pogrzebowe śpiewy wyrzucą z audycji!
    Nam ducha starczy dla nas i starczy go dla Was!
    Oklasków nie trzeba! Żądamy amunicji!

  23. Xyz said

    Powinno sie rozliczyć tych zbrodniarzy (historycznie bo pewnie wiekszość jeśli nie wszyscy z nich już zdechli) którzy podburzyli Polaków do tego z góry skazanego na porażkę powstania. Powstanie Warszawskie było porażką i choć Ci młodzi ludzie naiwnie wierzyli że coś tym zrywem ( zaplanowanym „zrywem ” przez obce nam i wrogie siły) dla Polski dobrego ugrają to jak już pisałem było to porywanie sie z motyką na słońce. Ktoś (jakaś banda bydlaków) chciała zniszczyć planowo Polaków organizując to skazane na niepowodzenie powstanie. Kto to był?

Sorry, the comment form is closed at this time.