Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Szantaż moralny jako podstawa polskiej kultury politycznej

Posted by Marucha w dniu 2018-08-09 (czwartek)

Kiedy myślę o Powstaniu Warszawskim, myślę o rzezi Woli – eksterminacji od 30 do 65 tys. mieszkańców tej dzielnicy w dniach 5-7 sierpnia 1944 roku. Pod względem barbarzyństwa mordu porównywalnej tylko z masakrą nankińską.


Temat zagłady Woli i Ochoty został w moim odczuciu zmarginalizowany na ekspozycji w Muzeum Powstania Warszawskiego. Są tam co prawda eksponowane powojenne protokoły ekshumacyjne PCK, ale dokumenty te niewiele mówią osobie, która nie posiada wiedzy na temat zbrodni niemieckich popełnionych podczas tłumienia powstania.

Nie sposób też dowiedzieć się czegokolwiek w tym muzeum o transportach warszawiaków z obozu przejściowego w Pruszkowie do KL Auschwitz i innych niemieckich obozów koncentracyjnych.

Zwiedzający Muzeum Powstania Warszawskiego jest przytłoczony ogromem eksponowanej tam różnego rodzaju broni. Co ma oznaczać ta ekspozycja? Jak jej wymowa ma się do wyliczeń Jerzego Kirchmayera, że uzbrojenie Okręgu Warszawskiego AK w chwili wybuchu powstania wystarczało dla 10 proc. stanu bojowego na dwa dni walki?

Całą prawdę o aspektach politycznych powstania ma wyrażać epatująca czerwienią ekspozycja „Polska Lubelska”, z potężnym sierpem i młotem, portretami członków Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego i Związku Patriotów Polskich oraz dowódców Wojska Polskiego sformowanego na Wschodzie. To oni wraz ze Stalinem mają być winni tragedii powstania.

Zdumiewa taka postawa wobec niemieckiej zbrodni ludobójstwa popełnionej w Warszawie w sytuacji, gdy ze strony środowisk wspierających PiS słyszymy narzekania na brak wiedzy w świecie, zwłaszcza zachodnim, o polskiej martyrologii podczas drugiej wojny światowej. Cóż stoi na przeszkodzie, żeby to zmienić i powiedzieć światu np. o zagładzie Woli? Na przeszkodzie stoją narracja o „zwycięstwie moralnym” i gloryfikacja dowództwa AK.

Kiedy myślę o Powstaniu Warszawskim, nie widzę „zwycięstwa moralnego” oraz infantylnego obrazu harcerskiej przygody, jaki wyłania się ze niektórych wspomnień, eksponowanych w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Jan Ciechanowski – jeden z najwybitniejszych historyków Powstania Warszawskiego, który w nim uczestniczył jako 14-latek – wspominał po latach, że kobiety krzyczały do żołnierzy AK: „Ty morderco naszych dzieci!”. Tak wyglądało to „zwycięstwo moralne”.

Najbardziej brzemiennym w skutkach rezultatem Powstania Warszawskiego było stworzenie okazji dla Niemców i ich kolaborantów do eksterminacji mieszkańców stolicy. Skutek ten przewidział zresztą jeden z generałów AK, którzy wymusili decyzję o podjęciu walki – Tadeusz Pełczyński „Grzegorz”. Podczas wieczornej odprawy Komendy Głównej AK 31 lipca 1944 roku, na pytanie Delegata Rządu o to „co będzie jak Rosjanie staną” gen. Pełczyński nonszalancko odpowiedział, że „wtedy Niemcy nas wyrżną”.

I wyrżnęli. Ale nie generalicję z KG AK, tylko cywili.

Wacława Szlacheta, mieszkanka kamienicy przy ul. Wolskiej 129 wspominała:

„Wyszłam z mieszkania z mężem, dwoma synami i dwiema córkami. Razem z innymi mieszkańcami domu żandarmi kazali nam wyjść na ulicę Wolską, przejść jezdnię i zatrzymać się przy parku Sowińskiego. Odłączono mężczyzn od kobiet oraz oddzielono od matek chłopców w wieku od 14 lat. (…) Zobaczyłam, iż na rogu ul. Wolskiej i Ordona stoi na podstawie karabin maszynowy, a przy naszym domu w odległości ok. 10 m od ul. Ordona, w kierunku Prądzyńskiego, stoi drugi karabin maszynowy. (…) Z tych karabinów żołnierze niemieccy dali do nas salwy. Upadłam na ziemię. Nie byłam ranna. Na moje nogi padały zwłoki. Żyła jeszcze leżąca przy mnie moja najmłodsza córka Alina”.

Wacława Szlacheta zauważyła też, jak jeden z Niemców zastrzelił leżące w wózku bliźnięta jej sąsiadki.

Henryk Haboszewski, mieszkaniec domu przy ul. Elekcyjnej 8:

„Wypędzono nas z piwnic i pognano pod park na Ulrychowie, do przechodzących strzelano, żonę zabito na miejscu, dziecko nasze ranne wołało matkę, wkrótce podszedł Ukrainiec i zabił moje dwuletnie dziecko jak psa. Następnie razem z Niemcami zbliżył się do mnie, stanął mi na piersiach, patrząc, czy żyję. Udawałem trupa. (…) Tworzył się zwał niezliczonych trupów. Tych, co jeszcze dawali oznaki życia, dobijano. Zostałem przywalony jakimiś ciałami, tak że się prawie dusiłem. Egzekucje trwały do piątej po południu”.

Jan Grabowski, mieszkaniec domu przy ul. Wolskiej 123:

„Niemcy zaczęli strzelać z karabinu maszynowego i karabinów ręcznych, a także rzucać granaty w tłum leżących ludzi. Po jakimś czasie (…) zobaczyłem, iż Niemcy przypędzili nową grupę. (…) Strzelanina trwała z przerwami na dobijanie co najmniej sześć godzin. (…) Słyszałem, jak żandarm mówił, by zabić mego pięciomiesięcznego synka, który płakał, po czym posłyszałem strzał i dziecko ucichło. Leżąc, udawałem zabitego”.
Potem Niemcy kazali nosić Grabowskiemu zwłoki rozstrzelanych, które palili na stosach. „Trupy nosiliśmy na dwie kupy aż do zmroku. Jeden stos miał długość ok. 20 m, drugi 15 m, szerokość ok. 10 m, wysokość ok. 1,5 m” – wspominał Jan Grabowski.

Mathi Schenk, Belg służący w brygadzie Dirlewangera, tak zapamiętał wymordowanie polskich dzieci z prawosławnego sierocińca przy ulicy Wolskiej 149:

„Wysadziliśmy drzwi, chyba do szkoły. Dzieci stały w holu i na schodach. Dużo dzieci. Rączki w górze. Patrzyliśmy na nie kilka chwil, zanim wpadł Dirlewanger. Kazał zabić. Rozstrzelali je, a potem po nich chodzili i rozbijali główki kolbami. Krew ciekła po schodach”.

Pan Schenk prawdopodobnie sam uczestniczył w tej zbrodni, ale żaden prokurator III RP nie pomyślał w 2004 roku, kiedy Schenk opowiedział o tym „Gazecie Wyborczej”, żeby go chociaż przesłuchać w charakterze podejrzanego. Schenk opisał też ze szczegółami sadystyczne gwałty i morderstwa dokonywane na Polkach przez esesmanów z brygady Dirlewangera.

Mordercy z SS i Wehrmachtu – wspierani przez Ukraińców z formacji Hifswillige (tzw. hiwisi) oraz Azerów ze 111. Azerbejdżańskiego Batalionu Polowego i batalionu „Bergmann” – dokonali największych egzekucji 5 i 6 sierpnia 1944 roku w rejonie ulic Górczewskiej i Moczydła (10 tys. ofiar), w fabryce Ursus przy ul. Wolskiej 55 (7,5 tys.), w fabryce Franaszka przy ul. Wolskiej 41/45 (7 tys.), w fabryce Kirchmajera i Marczewskiego przy ul. Wolskiej 79/81 (2 tys.), w parku Sowińskiego (1,5 tys.) oraz w zajezdni tramwajowej przy ul. Młynarskiej (1 tys.). Wymordowali też personel medyczny w Szpitalu Wolskim i w Szpitalu św. Łazarza przy ul. Leszno 36.

Adwokat Stanisław Wojciech Talikowski:

„Po obu stronach ulicy jeszcze płonęły lub dogasały domy. (…) Pełno trupów. Tu leży kilku mężczyzn, tam kobieta naga do pasa już zastygła, niektóre trupy rozjechane przez samochody, odrzucone na bok jak łachmany. Ślady rabunku, jakieś walizki porozbijane, stosy banknotów, fruwające na wietrze, na które nikt nie zwracał uwagi. Co chwila słychać wrzaski rozdzierające i strzały. To oddziały policji Dirlewangera mordowały ludzi, strzelając do nich na naszych oczach. Miejscami stąpaliśmy po kałużach świeżej krwi”.

Wanda Felicja Lurie o egzekucji w fabryce Ursus przy ulicy Wolskiej 55:

„Naszą grupę skierowano w kierunku przejścia między budynkami. Leżały tam już trupy. Gdy pierwsza czwórka dochodziła do miejsca, gdzie leżały trupy, strzelali Niemcy i Ukraińcy w kark od tyłu. Zabici padali, podchodziła następna czwórka, by tak samo zginąć. (…) Podeszłam więc w ostatniej czwórce razem z trojgiem dzieci do miejsca egzekucji, trzymając prawą ręką dwie rączki młodszych dzieci, lewą – rączkę starszego synka. Dzieci szły, płacząc i modląc się. Starszy, widząc zabitych, wołał, że i nas zabiją. W pewnym momencie Ukrainiec stojący za nami strzelił najstarszemu synkowi w tył głowy, następne strzały ugodziły młodsze dzieci i mnie. Przewróciłam się na prawy bok. Strzał oddany do mnie nie był śmiertelny. Kula trafiła w kark z lewej strony i przeszła przez dolną część czaszki, wychodząc przez prawy policzek. Dostałam krwotoku ciążowego. Wraz z kulą wyplułam kilka zębów. Czułam odrętwienie lewej części głowy i ciała. Byłam jednak przytomna i leżąc wśród trupów, widziałam prawie wszystko, co się działo dokoła. Obserwowałam dalsze egzekucje. Wprowadzono nową partię mężczyzn, których trupy padały i na mnie. (…) Wprowadzono dalszą partię kobiet i dzieci – i tak grupa za grupą rozstrzeliwano aż do późnego wieczoru”.

Tuż przed egzekucją Wanda Lurie błagała o pomoc Ukraińca z oddziału hiwisów. Dała mu trzy złote pierścionki. Niemieckiemu żandarmowi przypominała o honorze oficera. Po egzekucji – kiedy ciężko ranna udawała nieżywą – mordercy zdjęli jej z ręki zegarek.

20 sierpnia 1944 roku Wanda Lurie urodziła w obozie przejściowym w Pruszkowie syna Mścisława. Dr Mścisław Lurie – syn warszawskiej Niobe – zmarł w Warszawie 22 czerwca 2018 roku. Przeżył rzeź Woli jako dziecko nienarodzone, ocalony przez matkę. Tak jak jego matka, był niezwykłym symbolem. Takie symbole trzeba eksponować w Muzeum Powstania Warszawskiego, a nie opowieści o tym jak wzniosły duch miał panować na barykadach i jak działała harcerska poczta powstańcza albo radiostacja „Błyskawica”.

To tylko obrazki z jednego dnia niemieckiego ludobójstwa w Warszawie. A przecież to piekło – będące dziełem Niemców i ich kolaborantów – rozgrywało się na Woli także w następnych dniach, a później na Ochocie, Starym Mieście, Mokotowie. Kiedy widzę te obrazy, widzę bezkarnych sprawców tych zbrodni z ich dowódcą Heinzem Reinefarthem na czele. Zapewnienie temu zbrodniarzowi bezkarności i tolerowanie jego powojennej kariery politycznej jest największą hańbą, jaka okryła Republikę Federalną Niemiec. Hańba, której zmazać się nie da, chociaż niewielu obywateli RFN i mieszkańców Europy Zachodniej o niej wie.

Reinefarth i jemu podobni wykonywali rozkaz Hitlera o zagładzie Warszawy mając świadomość, że przecież Niemcy przegrają wojnę, a właściwie już ją przegrały. Nie bali się jednak, że mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności. I rzeczywiście nie zostali. Ich gotowość do wykonania najbardziej zbrodniczego rozkazu i pogarda dla ofiar są porażające.

Powstanie Warszawskie nie było harcerską przygodą i „zwycięstwem moralnym”. To była przeprowadzana dzień po dniu ludobójcza eksterminacja ludności cywilnej. O atomowej zagładzie Hiroszimy i Nagasaki, która pochłonęła 150 tys. ofiar, wie cały świat. O zagładzie 180 tys. cywili w Warszawie wie mało kto poza Polską. Kto ponosi za to winę? Narracja historyczna o „zwycięstwie moralnym”.

Ale taka narracja jest nieunikniona, jeśli celem polityki historycznej, której ta narracja służy, jest rozgrzeszenie dowództwa AK i rządu RP w Londynie. Fakt bezprecedensowej w XX wieku zagłady stolicy europejskiego kraju wymusza przecież także pytanie o to kto poza bezpośrednimi sprawcami jest za nią odpowiedzialny.

Nie sposób nie pomyśleć tutaj o dniu 31 lipca 1944 roku. Tego dnia w godzinach porannych odbyła się kolejna odprawa Komendy Głównej AK. Płk Antoni Chruściel zameldował, że „nie ma czym nacierać”. Generał Leopold Okulicki odpowiedział mu na to, że „broń zdobywa się na nieprzyjacielu”. Po burzliwej dyskusji zdecydowano nie podejmować na razie powstania w stolicy. Trzy głosy były „za”, cztery „przeciw”.

Zdenerwowany Okulicki powiedział do gen. Bora-Komorowskiego, że jeśli nie podejmie decyzji o wybuchu powstania będzie „drugim Skrzyneckim”. Ale i to nie wymusiło rozkazu podjęcia walki. Wczesnym popołudniem 31 lipca 1944 roku najwyższe władze wojskowe i polityczne podziemia nie liczyły się jeszcze z wybuchem powstania w Warszawie 1 sierpnia. Sytuacja zmieniła się radykalnie na drugiej odprawie KG AK około godziny 18.

Jej uczestnicy wiedzieli już o wylocie premiera Stanisława Mikołajczyka na rozmowy ze Stalinem do Moskwy oraz zostali wcześniej poinformowani przez płk. Chruściela o rzekomej „obecności oddziałów sowieckich w Radości, Wołominie i Radzyminie”. Była to jednak informacja nie sprawdzona i – jak się później okazało – fałszywa.

Płk Chruściel wyraził opinię, że walkę o Warszawę należy rozpocząć bezzwłocznie. Delegat Rządu Jan Stanisław Jankowski – po uzyskaniu wspomnianej odpowiedzi od gen. Pełczyńskiego, że jeśli Rosjanie nie wejdą to „wtedy Niemcy nas wyrżną” oraz po uzyskaniu informacji od płk. Chruściela o brakach w broni i amunicji – zwrócił się do gen. Bora-Komorowskiego ze słowami: „Niech pan zaczyna”. Wtedy dowódca AK wydał rozkaz płk. Chruścielowi rozpoczęcia powstania w Warszawie następnego dnia o godz. 17.00.

Około pół godziny po zakończeniu tej odprawy u gen. Bora-Komorowskiego zameldował się płk Kazimierz Iranek-Osmecki – szef wywiadu AK. Oświadczył on dowódcy AK, że Sowieci zostali odrzuceni od Warszawy, a Niemcy przygotowują się do dalszego kontrataku. W dniach 30-31 lipca 1944 roku walki niemiecko-sowieckie toczyły się dokładnie o te same miejscowości podwarszawskie co w 1920 roku podczas wojny polsko-bolszewickiej.

Sowieci, tak jak w 1920 roku, przegrali bitwę na przedpolach Warszawy i było oczywiste, że w najbliższych dniach, a może i tygodniach nie będą próbować ponownie zdobywać stolicy z marszu. O tym właśnie poinformował gen. Bora-Komorowskiego płk Iranek-Osmecki wieczorem 31 lipca 1944 roku.

Bór-Komorowski odpowiedział mu jednak, że na odwołanie rozkazu wybuchu powstania jest już za późno, co nie było prawdą. Do „godziny W” pozostały jeszcze około 20 godzin – wystarczająco dużo, żeby odwołać rozkaz powstania. Wychodząc z lokalu konspiracyjnego, Bór-Komorowski spotkał na schodach płk. Kazimierza Plutę-Czachowskiego – zastępcę szefa sztabu KG AK odpowiedzialnego za łączność – który zameldował, że „rozpoczęło się niemieckie przeciwuderzenie od Modlina”. Na to Bór-Komorowski odpowiedział: „Rozkaz został wydany. Zmieniać nie będę”. Wiedział, że rozkaz wybuchu powstania jest w tej sytuacji przedwczesny i że z wojskowego punktu widzenia należy go odwołać, ale tego nie uczynił.

Wybuchowi powstania w Warszawie był przeciwny Wódz Naczelny, gen. Kazimierz Sosnkowski – przebywający od 11 lipca 1944 roku we Włoszech na inspekcji II Korpusu Polskiego. W depeszy do władz polskich w Londynie z 31 lipca 1944 roku gen. Sosnkowski napisał, że „powstanie zbrojne byłoby aktem pozbawionym politycznego sensu, mogącym za sobą pociągnąć niepotrzebne ofiary”. Z polecenia prezydenta Władysława Raczkiewicza depesza ta jednak nie została wysłana do Warszawy.

Zadecydowało o tym najprawdopodobniej stanowisko premiera Stanisława Mikołajczyka, który liczył na to, że podczas rozmów w Moskwie skłoni Stalina przy po mocy argumentu powstania w Warszawie do wycofania poparcia dla PKWN. Na Stalinie powstanie w Warszawie nie zrobiło jednak oczekiwanego wrażenia. Ponadto gen. Sosnkowski nie wydał dowództwu AK stanowczego rozkazu zakazującego podejmowania powstania.

W pierwszej depeszy, wysłanej do Londynu po wybuchu powstania, Delegat Rządu i dowódca AK napisali: „Wobec rozpoczęcia walk o opanowanie Warszawy prosimy o spowodowanie pomocy sowieckiej przez natychmiastowe uderzenie z zewnątrz”.

Jak można było oczekiwać natychmiastowego uderzenia wojsk sowieckich w sytuacji ich odparcia przez Niemców spod Warszawy, o czym Bór-Komorowski wiedział wieczorem 31 lipca 1944 roku? No i jak można było oczekiwać pomocy od tych, przeciwko którym politycznie zostało wymierzone powstanie? Czego przecież nie ukrywano. Gdzie tu było jakiekolwiek myślenie wojskowe i polityczne?

W relacji, którą na ręce Jana Matłachowskiego złożył 23 października 1972 roku płk Kazimierz Pluta-Czachowski jest mowa o tym, że Bór-Komorowski nie kazał sprawdzić informacji rozpowszechnianych po południu 31 lipca 1944 roku przez płk. Chruściela o rzekomej obecności Armii Czerwonej w miejscowościach podwarszawskich i rychłym zajęciu przez nią Pragi. Informacji zweryfikowanych negatywnie jeszcze tego samego dnia przez płk. Iranka-Osmeckiego i samego Plutę-Czachowskiego.

W relacji Pluty-Czachowskiego jest też mowa o tym, że Bór-Komorowski przewidywał „po wyjściu Niemców z Warszawy utworzenie w rejonie Politechniki bastionu, na którym chciał stoczyć ostatnią walkę, tym razem z wojskami radzieckimi. Ta koncepcja okopów Świętej Trójcy nie była decyzją wojskową, nic nie miała wspólnego z wojskowym sposobem myślenia”.

Kiedy to czytam, znowu przychodzi mi na myśl Muzeum Powstania Warszawskiego, które jest nie tylko największą składnicą broni w Polsce, ale także miejscem jakiegoś przedziwnego kultu osoby Antoniego Chruściela „Montera” – dowódcy Okręgu Warszawskiego AK, awansowanego we wrześniu 1944 roku na stopień generalski, głównego – obok gen. Leopolda Okulickiego – sprawcy wybuchu Powstania Warszawskiego.

Na ekspozycji muzealnej znajdują się jego mundur generalski oraz m.in. trzy Krzyże Orderu Wojennego Virtuti Militari, w tym jeden, jaki dostał za Powstanie Warszawskie. W centralnej części Muru Pamięci przy muzeum zainstalowano dzwon „Monter” z podobizną Antoniego Chruściela, który bije zawsze 1 sierpnia o godz. 17.00.

Dzwon ten bije jakby na trwogę wymordowanym i spalonym mieszkańcom Woli, zapomnianym w tym muzeum, znajdującym się przecież na Woli. Odgłos tego dzwonu musi też być chyba jakimś szyderstwem z żołnierzy AK, którym „Monter” powiedział na odprawie przed powstaniem, że mają zdobyć broń na Niemcach pięściami i kijami, a kto tego nie uczyni pójdzie pod sąd wojenny.

Odpowiedziała mu na to po latach uczestniczka powstania, poetka Anna Świrszczyńska (1909-1984), w wierszu „Żołnierz mówi do generała”:

Chodź ze mną, generale.
Pójdziemy razem
zdobywać pięściami
karabiny maszynowe i armaty.
Kazałeś mi przecież zdobywać pięściami
karabiny maszynowe i armaty.

Jan Matłachowski (1906-1989) w swoim studium „Kulisy genezy Powstania Warszawskiego” (Londyn 1978) napisał: „Prawda o Powstaniu Warszawskim unaocznia skutki niewłaściwego funkcjonowania mechanizmu selekcji i doboru, odnośnie stawiania właściwego człowieka na właściwym miejscu. Te wady naszego organizmu narodowego są schorzeniami zadawnionymi, powstałymi przez zaniedbywanie na przestrzeni całych stuleci zasad umiejętnego rządzenia się”.

Czy tylko? Data 5 sierpnia przywołuje nie tylko rzeź Woli. Przywołuje także egzekucję 5 sierpnia 1864 roku Romualda Traugutta i czterech innych członków przedostatniego Rządu Narodowego w Powstaniu Styczniowym. Po co Traugutt w ogóle angażował się w to powstanie? Przecież był mu przeciwny i był przeciwny Czerwonym, którzy je wywołali. Ponadto jako zawodowy oficer doskonale zdawał sobie sprawę, że osobnicy z kosami, pikami, strzelbami i chorągwiami kościelnymi nie pokonają największej armii ówczesnej Europy.

Dokładną powtórką tego szaleństwa stało się 80 lat później Powstanie Warszawskie, którego sprawcy i uczestnicy zostali wychowani na kulcie Powstania Styczniowego. Jeżeli ludzie rozumni i rozsądni – których w Polsce zawsze było i jest mało – zamiast powiedzieć NIE, przyłączają się do szaleństwa w imię „patriotycznej” solidarności z szaleńcami lub ulegając szantażowi szaleńców – to o czym to świadczy?

Świadczy to o tym, że polską mentalność i kulturę polityczną od ponad dwóch stuleci kształtuje szantaż moralny.

Nie wolno powiedzieć, że Walerian Łukasiński, Piotr Wysocki, Maurycy Mochnacki, czy Stefan Bobrowski byli przestępcami i szkodnikami, którzy pogrzebali szansę odbudowy polskiej państwowości już w XIX wieku. Należy powiedzieć, że to byli wielcy patrioci i zachwycać się ich cierpieniem dla Ojczyzny. Kto sądzi inaczej – nie jest godzien miana Polaka.

Nie wolno powiedzieć, że Tadeusz Bór-Komorowski, Tadeusz Pełczyński, Leopold Okulicki, Antoni Chruściel, Jan Stanisław Jankowski i Stanisław Mikołajczyk byli zbrodniarzami, którzy sprowadzili straszne nieszczęście na własny naród. Kto by się ośmielił tak twierdzić – jest sowieckim albo rosyjskim agentem, któremu od razu najlepiej prześwietlić życiorys, zgodnie z bolszewickim zwyczajem przyswojonym w całości przez polską prawicę.

Tak działa szantaż moralny, który skutkuje tym, że wtłaczana do głów fałszywa historia kreuje fałszywą politykę. W ten sposób od ponad dwustu lat wykorzenia się w Polsce elementarną kulturę polityczną, tępi w zarodku logiczne myślenie oraz wysuwa na elitę ludzi miałkich, bez charakteru i wizji. W ten sposób doprowadza się do tego, że Polacy kierują się w swoich ocenach i działaniach wyłącznie emocjami.

Sztuka rządzenia Polakami stała się sztuką wzniecania i wykorzystywania emocji. Obecny kult Powstania Warszawskiego, a także kult „żołnierzy wyklętych” („powstania antykomunistycznego”) są niczym innym jak narzędziami tego właśnie szantażu moralnego, który ma powstrzymywać Polaków przed samodzielnym myśleniem w kategoriach politycznych.

Kiedy myślę o Powstaniu Warszawskim, myślę też o niemal równoległym do niego Słowackim Powstaniu Narodowym (SNP, 29 sierpnia – 28 października 1944). Powstanie słowackie miało polityczne poparcie Stalina, a na pomoc spieszyły mu 1. i 4. Front Ukraiński Armii Czerwonej oraz Czechosłowacki Korpus Armijny – zatrzymane przez Niemców w krwawej bitwie na Przełęczy Dukielskiej (8 września – 30 listopada 1944).

Wynika z tego prosty wniosek, że polityczne poparcie Stalina i militarne wsparcie Armii Czerwonej nie mogą być uznane za warunek konieczny i rozstrzygający dla wygrania jakiegokolwiek powstania. W SNP walczyła regularna armia słowacka (około 50 tys. żołnierzy), wsparta przez desant 2. Czechosłowackiej Samodzielnej Brygady Desantowej. Na lotnisku „Tri duby” („Trzy Dęby”) w Kotlinie Zwoleńskiej lądowały amerykańskie i radzieckie samoloty z zaopatrzeniem i bronią. A mimo to powstanie słowackie upadło.

Jest jeszcze jedna zasadnicza różnica pomiędzy Powstaniem Warszawskim a SNP. Straty. Po stronie polskiej zginęło 17 tys. żołnierzy AK i około 180 tys. mieszkańców Warszawy. Ponadto spośród 55 tys. warszawiaków deportowanych do niemieckich obozów koncentracyjnych prawdopodobnie zginęła połowa. Nieznana jest liczba ofiar śmiertelnych wśród pozostałych około 500 tys. warszawiaków wypędzonych przez Niemców ze stolicy. Straty Niemców i ich kolaborantów wyniosły – według meldunku von dem Bacha do Himmlera z 5 października 1944 roku – 1570 zabitych.

Natomiast w powstaniu słowackim zginęło 1720 Słowaków (12 tys. w walkach partyzanckich toczonych do wiosny 1945 roku), a po stronie niemieckiej było 4,2 tys. zabitych. Nawet przegrane powstania trzeba umieć robić.

Typowe polskie „zwycięstwo moralne”

Bohdan Piętka
Myśl Polska, nr 33-34 (12-19.08.2018)
http://mysl-polska.pl/

Komentarzy 29 to “Szantaż moralny jako podstawa polskiej kultury politycznej”

  1. semperparatus said

    Bardzo dobry tekst…podpisuję się pod nim „obiema rękami”…A…ogólnie w temacie zbędnych i szkodliwych powstań-polecam świetną pracę Lecha Mażewskiego pt.” Powstańczy szantaż”…Pokazuje ona jak można było uniknąć potwornych strat…i jednocześnie-stopniowo opanowywać Imperium Rosyjskie od wewnątrz…przekształcając je na Imperium Rosyjsko-Polskie…niezrównaną potęgę w ówczesnym świecie…
    Niestety…wszystko zostało zaprzepaszczone w straceńczych powstaniach…które-na dłuższą metę-przyniosły szkody nie tylko narodowi polskiemu…ale-jak pózniejsza historia pokazała-także samej Rosji i Rosjanom…

    ——
    Pełna zgoda.
    Ale „patryjoci” wszystko zepsuli.
    Admin

  2. VAV said

  3. adsenior said

    To pamięć o Powstaniu, podtrzymywała ducha patriotyzmu, w czasie czarnych lat okupacji sovieckiej. Różni oszczercy i „polacy jerozolimscy”, od lat starają się zohydzić fakt, że powstanie wybuchło!

    ———–
    To taki polski patridiotyzm.
    Im bardziej dostaniemy w dupę, im więcej ludzi zginie, im więcej szkód polskiej sprawie przyniosą – tym bardziej są dumni.
    Durne bydło.
    Admin

  4. Zerohero said

    Adsenior najwyraźniej nie przeczytal nawet tego co komentuje. Yebaniec….

  5. Szczur said

    > Im bardziej dostaniemy w dupę, im więcej ludzi zginie, …

    To jest mentalność ekspiacyjna o wiadomym pochodzeniu.

  6. Szczur said

    > Sztuka rządzenia Polakami stała się sztuką wzniecania i wykorzystywania emocji.

    Nie, sztuka rządzenia Polakami to sztuka wykreowania ich marzeń, zarządzanie nimi. Przejęcie ich umysłów i dusz, a potem tylko rzucenie zapałki.

    To to samo.
    Admin

  7. Ale dlaczego? said

    A teraz… a teraz pachołki żydowskie i pospolite debile szczują Polaków na wojnę z Rosją.
    Byśmy spłonęli w atomowym ogniu…

  8. adsenior said

    ad.3 Gajowy, miałem cię gościu, za kulturalnego człeka, muszę zmienić zdanie, obrażać kogoś za jego poglądy, potrafi byle szmondek.

  9. Marucha said

    Re 8:
    Pana osobiście nie obraziłem.
    Powiedziałem swą opinię o polactwie. Opinię znaną nie od dziś.

  10. Joannus said

    Ad 5
    ”To jest mentalność ekspiacyjna o wiadomym pochodzeniu.”

    Skutek wszczepienia obcego łba do polskiego korpusu, o czy powiedział niegdyś Sandauer.

  11. Joannus said

    Ad 3
    ”Różni oszczercy i „polacy jerozolimscy”, od lat starają się zohydzić fakt, że powstanie wybuchło!”

    A do kogo to Pan adresował, rozumiem że i do mnie, bo uważam to za zbrodnię.
    Ja jednak się nie obrażam, bo jak wnioskuję z nicka, kładę to na karb braku trzeźwej oceny osoby w starszym wieku.

  12. adsenior said

    ad 9.Być może jestem staroświecki, wszak idzie mi już ósmy krzyżyk, zostałem tak nauczony, iż odpowiedź zamieszczona bezpośrednio, pod czyimś wpisem, odnosi się do tego wpisu. Być może ta maniera, moja maniera, wynika z tego, że moimi nauczycielami, do matury, byli w większości, przedwojenni pedagodzy?

  13. adsenior said

    ad 11. Szanowny Panie czytając ten w/w tekst, przypomniały mi sie artykuły z Trybuny Ludu, no cóż, może to rzeczywiście demencja starcza?

  14. Marucha said

    Re 12:
    Więc proszę przyjąć wyjaśnienie z pierwszej ręki: moje słowa były skierowane do Polactwa w ogólności.
    Podobnie, jak Pańskie słowa – do „oszczerców” i „Polaków jerozolimskich”.

    Swoją drogą, nie wiem na czym polegają owe „oszczerstwa”. Na braku entuzjazmu wobec hekatomby Warszawiaków?

  15. Joannus said

    Ad 13
    Równie Szanowny Panie.
    W okresie Polski Ludowej, było lepiej jak teraz z tym nieszczęsnym powstaniem.
    Powstańcom postawiono pomnik na Placu Teatralnym (dziś tam nie stoi), a powstania i sprawców nie gloryfikowano.
    Obecnie szala się przechyla, idzie w górę powstanie a za nim sprawcy z ulicami ich imienia i sprowadzanymi szczątkami.

  16. Zerohero said

    To ja obraziłem pana Adseniora, a przepraszać nie będę, bo napisał to:

    Różni oszczercy i „polacy jerozolimscy”, od lat starają się zohydzić fakt, że powstanie wybuchło!

    pod artykułem w którym ze szczegółami opisano bestialstwa jakie na Warszawiaków sprowadziła prowokacja zwana „powstaniem”.

    Natomiast co do polaków jerozolimskich, to samo muzeum PW postawił nie kto inny, ale żyd Kaczyński.

    ———–
    Ja też odniosłem wrażenie, że p. Adsenior nie zrozumiał artykułu, albo go nie przeczytał.
    Ale jest chyba gorzej. On po prostu uważa Powstanie za jakiś „sukces”. Pewnie moralny, bo inny trudno znaleźć.
    Admin

  17. Marucha said

    Ad 16:
    Polacy mają to do siebie, że czczą fałszywe autorytety, zdrajców wynoszą na piedestał, tragedie narodowe uważają za „zwycięstwo moralne”, głupców wybierają do władzy – a ludzi rozsądnych, polskiej krwi – nienawidzą

    Dlatego czczą bezsensowne, zbrodnicze „powstania” (listopadowe, styczniowe, warszawskie), które przyniosły Polsce niepowetowane szkody. Już nigdy polskość nie wróci aż pod Smoleńsk. Już nigdy nie zmartwychwstanie prawdziwa Warszawa.
    Dlatego czczą Piłsudskiego.
    Dlatego udają, że nie widzą, co Jan Paweł II zrobił z Kościołem ani ilu Żydów osadził w Episkopacie.
    Dlatego ujadają jak wściekłe psy na Rosję, która nic im złego nie zrobila.
    Dlatego włażą bez mydła USRaelitom.

    Ulegają bezmyślnie tym, którzy właśnie chcą w Polakach utrwalić uwielbienie dla przegranych walk i tragedii, którzy im podsuwają fałszywe autorytety.

    Czy z Polakami jeszcze można coś zrobić?
    Czy te durnie mają szansę wybudzić się z oszołomstwa?

  18. Lara said

    Ofiara Woli jest światowym ewenementem. To prawda. Normalnych ludzi, warszawiaków, mordowała pijana tłuszcza, mordowali kryminaliści z oddziałów Dirlewangera.
    Mordując wściekle, liczyli na na nagrodę, czyli anulowanie wyroków. I dogadzali swoim skłonnościom do okrucieństwa.
    Nigdy żaden dowódca nie powinien był dopuścić do tego, by bezbronna ludność cywilna była narażona na tak bezprecedensowe ludobójstwo, popełnione z ręki psychopatów.
    Te kolejne rocznice to takie podniosłe chwile, i taki ogromny smutek.

  19. Ad. 17

    Czy z Polakami jeszcze można coś zrobić?

    Można wiele. Ale jest jeden warunek – Polacy nauczą się myśleć rozumem, a nie emocjami.

  20. Szczur said

    @6 > To to samo.Admin

    Nie to samo, bo emocjami ludzi się nigdzie nie zaprowadzi, a malując im ich marzenia, ich świat idealny sprawia się że sami idą w tą czy inną stronę.

    ——-
    E tam. Niech Pan pomyśli.
    Admin

  21. Ad. 20

    emocjami ludzi się nigdzie nie zaprowadzi

    Nieprawda. Przykład: miłość. 🙂

  22. Boydar said

    Tak zupełnie nie a’propos, czyli względem tytułu; niechby ktoś spróbował zastosować „szantaż moralny” w Izraelu, albo innym juesej.

  23. Szczur said

    @21 „Miłość” to nie emocja, to RELACJA ze światem (w tym z ludźmi).

  24. Siekiera_Motyka said

    „Cóż stoi na przeszkodzie, żeby to zmienić i powiedzieć światu np. o zagładzie Woli? ”

    Nic po za faktem ze Zachodnie Media oleją to lub pokarzą w TV o godzinie 23:00.

  25. Szczur said

    @20 >Niech Pan pomyśli.

    Pomyślałem. Wychodzi mi to samo.

  26. lewarek.pl said

    17.
    Czy z Polakami jeszcze można coś zrobić?
    Czy te durnie mają szansę wybudzić się z oszołomstwa?

    Panie Gajowy, ja ciągle wierzę, że jesteśmy „jak lawa”.
    Niestety, również słomiany ogień.

  27. yattakaj said

    ad 1
    „i jednocześnie-stopniowo opanowywać Imperium Rosyjskie od wewnątrz”…czasami nie czytam bo opieram sie na poglądach tutej znanych i szanowanych :)….dogadywac się…raczej…a i nie zauważyłem słowa Słowianie…. bez pod tekstów…:)

  28. Stanley said

    Bismark, śmiertelny wróg Polaków powiedział, żę „wrodzona łagodność Polaków jest dla żydów prawdziwym Eldorado”. Dodajmy dla wszelkiej maści szumowin, które przybyły do Polski nie po to by nas ubogacać, ale wykorzystać. Ta nasza cecha, oraz łatwe darowanie win, zapominanie, jest naszą główną wadą narodową. Właśnie te cechy są przez naszych tajnych okupantów stale podsycane różnymi Listami z prośbami o przebaczenie, Jedwabnymi, Pogromami , etc. Po prostu banalna sprawa nami rządzić poprzez ciągłe biczowanie nas na każdym kroku. Opisywany tu wcześniej osobnik, tzw . Johny „Daniels”, jest tego najlepszym przykładem ; każda jego wypowiedź brzmi mniej więcej tak:
    oczywiście, że nie było polskich obozów, a Polacy to dzielni woje, ale nie możemy zapominać o tych Polakach, którzy mordowali biednych żydów”
    Ta sama narracja jest w przemówieniach Prezydenta, polityków, etc.

    Chciałbym jeszcze dodać, dlaczego nie chcą odważyć się na jawne spacyfikowanie nas ?? Otóż podczas ciężkich czasów w Polakach budzi się Duch Jedności Narodowej, a tego nie da się wtedy im kontrolować. I tu pojawia się dla nas rada- Musimy się zjednoczyć, mieć swoją jedną partę, ruch, mieć jeden program rozwoju Polski, nie świata, Europy, etc. Na taki krok jest zawsze czas, to nieprawda, że już za późno, etc. !!!
    dzięki takim miejscom jak Gajówka widać, że jest trochę ludzi normalnie myślących, to my jesteśmy dowodem na to, że nie jest za poźno….

  29. Ad. 23

    Radość, to też relacja ze światem? 🙂

Umieść kropkę albo > bezpośrednio przed linkiem do obrazka lub filmu, aby go na razie nie wyświetlać. Rób akapity w dlugich tekstach. Zobacz też https://marucha.wordpress.com/cenzura/ odnośnie cenzury, pisania komentarzy etc.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s