Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Jak Niemcy bronią się przed polskimi produktami. Oto jawna dyskryminacja na rzekomo wspólnotowym rynku.

Posted by Marucha w dniu 2018-08-29 (Środa)

Wszystkie państwa wchodzące w skład UE muszą respektować cztery podstawowe zasady: swobodnego przepływu osób, swobodnego przepływu kapitału, swobodnego przepływu usług oraz swobodnego przepływu towarów.

Teoretycznie zasady te nie powinny być niczym ograniczane. W praktyce bywa z tym jednak różnie. Dla przykładu – polskie towary, które są produkowane zgodnie ze wszystkimi unijnymi standardami i dyrektywami, bardzo często nie mogą wejść na rynek niemiecki. Powód? – Muszą podlegać dodatkowej i bardzo kłopotliwej wewnętrznej certyfikacji.

Pisałem o tym już nie raz, ale nie zaszkodzi powtórzyć: Unia Europejska to obszar swobodnego handlu, przepływu osób, wymiany towarów i usług. Teoretycznie. W praktyce bowiem istnieje cały szereg możliwości blokowania ekspansji kapitału czy dóbr pochodzących z określonych krajów.

Prezes polskiego URSUS-a (firma produkująca ciągniki rolnicze) swego czasu publicznie potwierdził, jak takie „blokowanie” wygląda u naszych zachodnich sąsiadów. Formalnie każdy ma prawo wejść na niemiecki rynek. Często jednak niemieccy urzędnicy, widząc, że dany produkt może stanowić realną konkurencję dla rodzimych wyrobów, żądają dostarczenia dodatkowych certyfikatów. A to może oznaczać bardzo skuteczne embargo.

Maszyny oferowane przez URSUS-a okazały się być tańsze od maszyn produkowanych w Niemczech, a dodatkowo prezentowały porównywalną jakość. W takich okolicznościach niemieccy urzędnicy – pomimo istnienia unijnej zasady swobody wymiany towarów – zablokowali wejście na swój rynek maszyn z Polski poprzez żądanie dostarczenia dodatkowych i kłopotliwych w uzyskaniu certyfikatów.

Efekt? URSUS musiał znaleźć obejście. Firma zaczęła rejestrować swoje maszyny w Polsce i jako używane (ale z zerowym przebiegiem) sprzedawała je na rynek niemiecki.

Minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz, podczas odbywającego się na początku czerwca tego roku VII Forum Jednolitego Rynku SIMFO, oficjalnie przyznała, że kraje Unii nadal stosują wiele protekcjonistycznych narzędzi:

– Towary są produkowane na terenie Unii Europejskiej zgodnie ze standardami i dyrektywami, mimo to nie mogą wejść na rynek wewnętrzny np. niemiecki, ponieważ muszą podlegać wewnętrznej niemieckiej certyfikacji. A ta jest bardzo kosztowna i długa.

Emilewicz pytana o to, jak znosić te przeszkody i ułatwiać polskim przedsiębiorcom wchodzenie na jednolity rynek, wskazała, że można to robić m.in. poprzez wpływanie na ustawodawstwo europejskie, które odgórnie miałoby likwidować możliwość podwójnego certyfikowania produktów wyprodukowanych na terytorium UE.

Obawiam się jednak, że najwięcej na takim rozwiązaniu mogłyby stracić państwa „starej UE” z Niemcami na czele. Stąd wniosek, że „ustawodawca europejski” wcale nie kwapi się do tego, aby cokolwiek w tej problematycznej kwestii zmienić.

Źródła:
Niemcy chcą polskich Ursusów, ale urzędnicy im na to nie pozwalają (Money.pl)
Polska w sidłach jednokierunkowej wymiany handlowej? 80 proc. eksportu trafia do krajów UE (PolskieRadio.pl)

http://niewygodne.info.pl

Komentarzy 6 to “Jak Niemcy bronią się przed polskimi produktami. Oto jawna dyskryminacja na rzekomo wspólnotowym rynku.”

  1. revers said

    No to zapraszamy do kasy przewoznikow z Polski, placic winety przejazdowe ..

  2. Antares said

    W ramach zemsty proponuję wydanie więcej zgód na budowę w Polsce nowych lidli kauflandów i innego niemieckiego dziadostwa.

  3. Maciej said

    Symptomatyczne jest że Minister przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz (ale nazwisko!) nie może czy nie chce nic zrobić aby pomóc Ursusowi uzyskać dostęp do niemieckiego rynku, co mu się przecież należy jak psu micha.

  4. Stan said

    Artykuł ” Jak Niemcy bronią się przed polskimi produktami. Oto jawna dyskryminacja na rzekomo wspólnotowym rynku.” pochodzi z 27.08.2018 roku, .http://niewygodne.info.pl, lecz źródła pochodzą z maja 2016 roku.

    Widać, że cos tu nie gra. Czy w ciągu ponad 2 lat inżynierowie Ursusa nie potrafili poprawić jakości produkcji
    (chodzi głównie o bezpieczeństwo) i dostosować jakość i bezpieczeństwo traktorów do wymogów niemieckich
    konsumentów zgodnie z wymogami jakości i bezpieczeństwa, aby uzyskać tzw. niemiecki certyfikat?
    Czyli ponad 2 lata przespane. Skąd my to znamy polscy menażerowie i inżynierowie?

    Wszystkie produkty zwłaszcza maszyny, urządzenia, sprzęt elektryczny muszą być poddane specjalnej kontroli jakości i bezpieczeństwa, aby uzyskać certyfikat, który daje prawo producentowi do sprzedaży towaru na rynku niemieckim i we wszystkich krajach EU.

    Ciekawe, że produkty, które posiadają niemieckie certyfikaty są szanowane, uznawane i sprzedawane na całym świecie.
    Proponuje menadżerom Ursusa odpowiedzialnym za ta firmę jak najszybciej uzyskać ten wymagany niemiecki certyfikat
    co zwiększy cenę i uznanie traktorów URSUSA na całym świecie.

    Jeśli odpowiedzialni inżynierowie zatrudnieni w Ursusie nie są w stanie zmienić i udoskonalić
    jakości traktorów Ursusa, to powinni natychmiast zatrudnić inżyniera z Chin, który w krótkim
    czasie zmieni technologie, a Ursus dostanie wreszcie wymarzony certyfikat.

    Czy to takie trudne? Nie. Chodzi o to by URSUS nie wykazywał odpowiednich zysków, a w przyszłości
    hieny i wampiry rzuca się i zakupią jeden z ostatnich bastionów polskiej gospodarki.

    Wstyd i hańba panowie dyrektorzy i inżynierowie.
    Jak długo ta sytuacja będzie jeszcze trwała?
    Nie wstyd Wam?

  5. Marek said

    Stan, sieroto, naucz się czytać tekst ze zrozumieniem. Wiesz od ilu dziesięcioleci Ursus produkuje dobre traktory?

    Do dziś rolnicy używają Ursusów z lat 60-tych.
    Admin

  6. Stan said

    Marek, sieroto, czy nie rozumiesz, że dobre traktory URSUSA są „dobre” w Afryce, ale nie odpowiadają
    normom bezpieczeństwa i jakości wymogów i standardów niemieckich.
    Niedouku, czytać nie umiesz?

    Warto dodać, ze spółka Ursus kosztowała w styczniu 2018 roku 4,30 zł a dzisiaj 30.08.2018 kosztuje 2,12 zł (godz. 15:39).
    Ursus stracił w ciągu 8 miesięcy ponad 100% wartosci, co dowodzi, że inwestorzy uciekają i sprzedają akcje Ursusa,
    a co niektórzy czekają, aby zrobili wymarzony certyfikat i spółka pójdzie w ciągu dnia 20% do góry i będzie miała szanse na dobry rozwój.

    Marek niedouku, odbiegasz poziomem od wszystkich,
    weź się w garść i nie pisz bzdur.
    Czy to takie trudne do zrozumienia?

    .https://www.money.pl/gielda/spolki-gpw/PLPMWRM00012.html

    .https://businessinsider.com.pl/firmy/ursus-wyniki-finansowe-za-2015-rok-eksport-ciagnikow-do-afryki/1g0srly

Sorry, the comment form is closed at this time.