Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Eksperyment Rosenhana – jak łatwo zostać schizofrenikiem

Posted by Marucha w dniu 2018-09-11 (wtorek)

„Zdrowy w chorym otoczeniu” – tak brzmiał tytuł pracy prof. Rosenhana, opublikowanej w magazynie naukowym „Science”*. Mowa w niej o ośmiu uczestnikach eksperymentu, który po opublikowaniu nieźle wstrząsnął psychiatrią.

Prof. David Rosenhan był amerykańskim profesorem psychologii na Uniwersytecie Stanford i już w 1968 roku jako 40-latek zadał sobie pytanie, czy rzeczywiście istnieje różnica pomiędzy byciem „normalnym” i kimś potocznie nazywanym „wariatem”. Aby poszukać odpowiedzi na to pytanie zorganizował on 4-letnie badania, które przeszły do historii psychologii, jako „Eksperyment Rosenhana”. W tej iście szerlokomskiej pracy towarzyszyło mu 7 osób (czterech mężczyzn i trzy kobiety): trzech psychologów, jeden lekarz pediatra, student psychologii, malarz i gospodyni domowa. Francuski filozof Michel Foucault po zakończeniu badań życzył Rosenhanowi „Nagrody Nobla za humor naukowy”.

Plan Rosenhana wydawał się w miarę prosty i miał odpowiedzieć na pytanie, jak długo psychiatria będzie potrzebowała, aby orzec, że w przypadku tej ósemki ma do czynienia z „normalnymi” ludźmi, którzy faktycznie nigdy wcześniej nie mieli żadnych form tzw. zaburzeń psychicznych. „To pytanie nie jest ani niepotrzebne, ani zwariowane” napisze on później we wspomnianej publikacji. „Nawet jeżeli jesteśmy osobiście przekonani, że potrafimy rozgraniczyć, co jest normalne, a co nienormalne, to nie ma na to przekonujących dowodów”.

Co prawda Księga Diagnostyczna (DSM) Zjednoczenia Psychiatrów Amerykańskich dzieli pacjentów na kategorie według symptomów, co ma umożliwić odróżnienie osoby zdrowej od „chorej psychicznie”, ale w Rosenhanie pojawiło i umocniło się zwątpienie w sens tak stawianych diagnoz.

Stwierdził on, że „choroba psychiczna” nie jest diagnozowana na bazie obiektywnych symptomów, a na subiektywnym postrzeganiu „pacjenta” przez obserwującego lekarza. Wierzył, że do rozjaśnienia problemu przyczyni się właśnie jego eksperyment, w którym sprawdzone będzie, czy ludzie nigdy nie cierpiący na żadne „choroby psychiczne” zostaną w szpitalu rozpoznani jako zdrowe i jeśli tak, to na jakiej zasadzie to się odbędzie.

Przygotowania do eksperymentu wyglądały zawsze tak samo: pan profesor oraz współuczestnicy projektu przez kilka dni nie myli zębów, panowie się nie golili, następnie pseudopacjenci ubierali się w nieco przybrudzone ciuchy, pod fałszywym nazwiskiem umawiali telefonicznie z wybraną kliniką psychiatryczną i krótko po tym pojawiali się tam, twierdząc podczas przyjęcia, że… słyszą głosy. Było to oczywiście nieprawdą, tak jak nieprawdziwe były podane przez nich nazwiska i zawody. Mało tego, nawet opisywane przez pseudopacjentów „głosy” nie miały odniesienia do znanych w psychiatrii opisów, gdyż nie ma głosów „pustych”, „próżnych” i „głuchych”, jak to z premedytacją przedstawili uczestnicy eksperymentu w pierwszej rozmowie z lekarzem.

Po diagnozie, która w siedmiu przypadkach brzmiała „schizofrenia”, a w jednym „zespół depresyjno-maniakalny”, nasi „pacjenci” zaczynali zachowywać się już tak, jak na co dzień w normalnym życiu, o głosach więcej nie wspominali, przestrzegali regulaminu, byli kooperatywni wobec lekarzy i personelu oraz mili i rzeczowi w swoich wypowiedziach. Ich zadaniem było przecież jak najszybsze przekonanie lekarzy i personelu szpitalnego o swoim zdrowiu psychicznym i wyjście z kliniki bez pomocy z zewnątrz.

Jak się szybko okazało ich wzorowe zachowanie nie zmieniło niestety postaci rzeczy, a raz wypowiedziana diagnoza okazała się już nieodłączną i stygmatyzującą etykietą pacjenta.

Naukowcy z niepokojem obserwowali nagminnie pojawiającą się psychiczną i fizyczną brutalność personelu wobec hospitalizowanych. Eksperyment okazał się więc już w początkowej fazie bardzo niebezpieczny, przez co część jego uczestników poczuła wyraźny strach „przed pobiciem lub gwałtem”. W efekcie tych pierwszych doświadczeń do projektu dokooptowano prawnika, z którym ustalono plan ewentualnego działania na wypadek okaleczenia lub śmierci któregoś z uczestników eksperymentu i dopiero wtedy grupa „ruszyła” na kolejne kliniki.

Ogólnie eksperyment przeprowadzono w 12 szpitalach, po części w tych starszych, o ściśle konwencjonalnym podejściu do „pacjenta”, a po części w nowoczesnych, nastawionych badawczo.

Wszyscy byli chorzy

Nikogo nie rozpoznano jako zdrowego, a pobyt w szpitalach psychiatrycznych trwał średnio blisko 3 tygodnie (od 7 do 52 dni). W czasie eksperymentu pseudopacjenci otrzymali 2100 różnych leków antypsychotycznych, które po kryjomu wypluwali; były to różne preparaty na, za każdym razem, te same objawy.

Grupie badaczy aż niewiarygodny wydawał się fakt braku zainteresowania ze strony lekarzy i personelu, którzy „przechodzą koło człowieka, jakby go nie było”. Okazało się, że po raz wypowiedzianej diagnozie, nikt już nie traktuje pacjenta jak człowieka, a jego zachowania, jakie by nie były, będą już zawsze odbierane, jako symptom „choroby psychicznej”. Notatki na przykład, które początkowo nasi pseudopacjenci robili w tajemnicy i szmuglowali poza szpital, już po krótkim czasie mogły być czynione bez kamuflażu, gdyż ani lekarze, ani obsługa szpitala się tym nie interesowali. Z raportów szpitalnych wynikało później, że ciągłe prowadzenie notatek było jednym z symptomów choroby psychicznej.

Nie wyjdziesz, aż się nie przyznasz!

Rosenhan w swoim eksperymencie podkreśla szczególny problem władzy psychiatrii nad „pacjentem”. Zdiagnozowanie u pseudopacjentów (w jednej rozmowie!) „schizofrenii” oznaczało nieuchronne zaszufladkowanie ich, utratę podstawowych praw i od tego momentu nie tylko każde ich (bądź co bądź normalne) zachowanie było interpretowane już jako choroba, ale do diagnozy dopasowywany był cały ich życiorys!

Jeden z uczestników eksperymentu odnotował pół żartem pół serio, że w klinice miał poczucie „bycia niewidzialnym”, gdyż statystycznie 71% psychiatrów i 88% sióstr i sanitariuszy w ogóle nie reagowało na proste pytania, które zadawał im w ciągu dnia, jako „pacjent”, a jeśli była jakakolwiek reakcja to wyglądało to tak, jak w poniższym przykładzie:

Pacjent: Przepraszam, panie doktorze… Mógłby mi pan powiedzieć, kiedy będę mógł skorzystać z możliwości spaceru w ogrodzie?

Lekarz: Dzień dobry Dave. Jak się pan dzisiaj czuje? (Lekarz odchodzi nie czekając na odpowiedź…).

Samo wyjście ze szpitala psychiatrycznego okazało się w każdym przypadku niemożliwe bez przyznania się „pacjenta” do tego, że… jest chory. Dopiero po takim określeniu się nasi pseudopacjenci opuszczali szpitale. Dodajmy tylko, iż nie jako „zdrowi”, ale ze zdiagnozowaną „schizofrenią w remisji” (czyli zaleczoną na pewien czas).

Skandal

Wielkie oburzenie psychiatrii konwencjonalnej, jakie wybuchło po upublicznieniu badań Rosenhana przyniosło za sobą niespodziewanie drugą fazę eksperymentu, przy czym pierwsza jego część została odrzucona przez rozzłoszczonych psychiatrów, jako „wybrakowana metodycznie”. Dyrekcja jednego ze szpitali psychiatrycznych stwierdziła wtedy w debacie publicznej, że „w naszej klinice coś takiego nie mogłoby mieć miejsca”, na co Rosenhan odpowiedział eleganckim wyzwaniem na pojedynek obiecując, że na przestrzeni następnych 3 miesięcy wyśle tam swoich pseudopacjentów.

Trzy miesiące później, kiedy doszło do weryfikacji drugiej fazy „Eksperymentu Rosenhana” okazało się, że wyzwany na pojedynek szpital ze 193 ogólnie przyjętych w tym czasie pacjentów określił 41, jako podejrzanych o bycie pseudopacjentami Rosenhana i kolejnych 42, jako zdemaskowanych pseudopacjentów. Tylko, że druga faza projektu prof. Rosenhana polegała na tym, jak się okazało, że… nikogo tam nie wysłał.

Jako materiał uzupełniający, który bardziej „po polsku” traktuje sprawę, polecam obejrzeć poruszającą sztukę Teatru Telewizji pt.: „Kuracja”, według książki Jacka Głębskiego (reż.: Wojtek Smarzowski, w roli głównej: Bartek Topa). Sztuka opowiada o psychiatrze naukowcu, który chcąc poznać tajniki swoich podopiecznych postanawia symulować schizofrenię, stając się „zwykłym pacjentem psychiatryka”. O eksperymencie mało kto wie, a sytuacja szybko wymyka się spod kontroli…

*Publikacja: On Being Sane in Insane Places w: Science, 179, 250-8.

Źródło: Andrzej Skulski, Polityka.pl
http://www.psychologiawygladu.pl/

Komentarze 24 to “Eksperyment Rosenhana – jak łatwo zostać schizofrenikiem”

  1. "Kuracja" - Wojciech Smarzowski said

  2. NICK said

    Ano.
    Psychiatria.
    Wolna amerykanka często służąca złym celom.

    Swoją drogą, brak badań, KTO wybiera taką specjalizację?
    Hm.

    Nie polecam czytać podręczników psychiatrii.
    Najzdrowszy się podpasuje pod objawy.

    Zresztą. Psychiatra mi niepotrzebny.
    Ja JESTEM zdrowy.
    🙂 .
    Pozdrawiam tutejszych CHORYCH.
    Muszę wracać… .

  3. Wieloimienny said

    Psychiatrzy zamiast chorym pomagać wrabiają zdrowych w chorobę.

    A chorzy cierpią i jedyne co ich w życiu spotyka to stygmatyzacja przez tych, którzy będąc zdrowymi czują się od nich lepsi.

    Osoba chora psychicznie będzie wyzywana, szykanowana. A potem się dziwią, że jest agresywna, stroni od ludzi.

    Faszerują tabletkami myśląc, że one wszystko zmienią, a gówno zmieniają. Czasami choremu potrzebna jest akceptacja przez otoczenie, przyjazna postawa, pomoc w powrocie do społeczeństwa, zmina zamieszkania i środowiska. Lepiej to pomoże niż leki i gówniane terapie, pogadanki.

    Ale tego magister psychiatra nie rozumie. On będzie schizofrenika, niedoszłego samobójcę i chorego na depresję faszerował prochami, bo tak mu podręcznik nakazuje. Psychiatria jest nieomylna, psychiatra jest nieomylny, jego wyrok jest nieodwołalny.
    Najbardziej upośledzona i patologiczna część medycyny.

  4. Boydar said

    A ja nie lubię ani gorzkiego ani kwaśnego, pomimo zdiagnozowania. Wódkę lubię.

  5. NICK said

    Ooo.
    Jest.
    Znalazłem.
    50% rzymskiego!!!

    To ironia jest potrójna.
    x n.

    (Nina niech milczy)

  6. AlexSailor said

    I wyszło, że uczeni lekarze, to zwykli szamani.

  7. Boydar said

    Kiedyś, szamana jak przez tydzień nie sprowadził deszczu, to w sobotę piekli nad ogniskiem. Dzisiaj mamy demokrację i nikt nie jest winien, bo diagnoza wynika z uczciwego głosowania i wszyscy to rozumieją.

  8. ojojoj said

    Szkoda ze nie napisali co jest motorem takiego dzialania. Oczywiscie KASA.
    Szpitale psychiatryczne, tabletki psychotropowe itd. zazwyczaj sa finansowane przez panstwo.

  9. NC said

    „W tej iście szerlokomskiej pracy…”
    szerlokomska – po jakiemu to?

  10. Wieloimienny said

    ojoj @

    Dlatego pobyty w szpitalach psychiatrycznych trwają długo, a psychiatrzy lokują tam kogo tylko się da. Hieny to są.

  11. Pewna młoda psychiatryczka została szczególnie uprzywilejowana przez los, bo najlepszy poligon do zrobienia specjalizacji miała we własnym domu, w osobach mamusi i braciszka. wszystko na miejscu, bogate źródło obserwacji,24hx7dnixlata. Pewnie dlatego została psychiatrą.

  12. Plausi said

    Cechą systemów totalitarnych

    jest wykorzystanie domów dla psychicznie chorych do eliminacji przeciwników systemu. Już reżym napoleoński był z tego znany, ale też wcześniejsze monarchie.

    Akurat dziś można było znaleźć w mediach RFN, że w Hesji zakończono postępowanie z czterema pracownikami urzędu finansowego. Pracownicy byli szczególnie efektywni w wykrywaniu nadużyć podatkowych, aż do momentu, gdy ich przełożony skierował ich przymusowo do psychiatry i ten wydał o każdym z nich diagnozę, że są chorzy psychicznie i muszą zostać zwolnieni z pracy, co ich władze, w tym minister finansów Hesji Karlheinz Weimar (CDU) , nadzwyczaj chętnie wykorzystały i zwolniły ich z pracy w urzędzie finansowym.

    Czwórka fachowców w wykrywaniu nadużyć finansowych skierowała sprawę do sądu i po wielu latach (7) ostatnia z ofiar poszła na ugodę z urzędem finansowym w Hesji. Sposób uregulowania tego sporu zostanie zachowany w tajemnicy przed opinią publiczną, a tym samym tzw. suwerenem w tzw. demokracji.

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/07/slowni/#Demokracja

    Osobom znającym język niemiecki poleca się „Frankfurter Rundschau”

    http://www.fr.de/service/ueber-uns/wir-ueber-uns/fr-themen/steuerfahnder-affaere-kontrolle-unerwuenscht-a-1017819

    wg tejże gazety: „250 Millionen Euro zusätzlich aus Steuernachzahlungen der Banken verbuchte das Land Hessen wegen ihrer Erfolge, rund eine Milliarde der Bund. ”

    http://www.fr.de/politik/whistleblower-preis-steuerfahnder-fuer-gute-arbeit-geschasst-a-1108680

    w efekcie ich działalności musiały banki zapłacić dodatkowo podatek 250 milionów krajowi Hesji i ok. 1 miliarda na rzecz władz federalnych, byłoby w sumie 1,25 miliarda euro.

    Przypomnijmy w tym miejscu ważny filar organizacji państwa demokracji

    https://pppolsku.wordpress.com/2016/08/07/slowni/#PPZ

    także Wolnej Polski, a jakże.

  13. Dinozaur said

    Cudze chwalicie , swego nie znacie .

    Dawno przed Rosenhanem dowiódł tego ( a nawet posunął się dolej i udowodnił zakaźny charakter chorób umysłowych) pewien kuzyn Dinozaura . Był on już w latach 50-tych ordynatorem reumatologii w prowincjonalnym szpitalu w Polsce centralnej i bardzo cenionym lekarzem .
    Niestety – zaczął pić coraz więcej . Kilka razy znaleziono go nieprzytomnego na rynku .
    W końcu koledzy urządzili sowiet i postanowili posłać go na odwykówkę , żeby to się nie stało zbyt publiczne , wysłano go do szpitala psychiatrycznego gdzieś koło Wrocławia . Zorganizowano sanitarkę z kierowcą i do towarzystwa dodano portiera ze szpitala .
    Po przybyciu na miejsce rzeczony doktor udał się na przyzbę , pokazał swoją legitymację i wskazując na portiera zameldował , że przywiózł niebezpiecznego furiata . Oczywiście , ponieważ
    portier bronił się i twierdził , że jest normalny , wylądował na szałówce i został poddany hydroterapii specjalnej . Doktor odprawił kierowcę i wrócił koleją do domu . Dopiero po jakimś tygodniu zauważono , że Pan Doktor znowu leży pod ławką na rynku a portier gdzieś znikł .
    Kiedy portiera w końcu uwolniono z psychiatryka był wyraźnie stuknięty i do końca życia do siebie nie doszedł .

  14. pizero said

    a jednak zdarzają się żydzi których praca jest przydatna.

  15. pizero said

    @ 6.
    nie wszyscy lekarze : chirurg leczący złamanie, leczy coś konkretnego i wyleczy. Dentysta leczący chory ząb też działa obiektywnie na podstawie zdjęć , etc.
    Szamanami są psychiatrzy psychologowie, to nie jest nauka tylko filozofia.

  16. Boydar said

    Owszem, filozofia. Za późnego Gierka ten dział filozofii to się nawet konkretnie nazywał – jak się nie narobić a zarobić.

  17. Sebastian said

    Ze zdrowych zrobią chorych , a chorych uznali za zdrowych pomimo iż każdy normalny facet wie, że odbyt to droga jednokierunkowa

  18. Antymarxista said

    W opinii specjalistów, lekarzy leczących ( chirurg, traumatolog, dentysta, internistą, etc… czyli tych, których pracy wyniki są wymierne ), psychiatrzy, psycholodzy i dermatolodzy to szarlatani, którzy w 90% przypadków nie mają zielonego pojęcia co dolega pacjentowi i próbują to, co mają pod ręką, bo może akurat będzie skuteczne. Ostatnie 20 lat to nawet nie próbują na oślep, tylko wedlugi wysokości „incentive” jakie dostaną od PharMafii za wypisanie danego leku.

  19. osoba prywatna said

    Re12
    A to dobre!!

  20. eremita Maksymilian said

    Wspomniany w artykule profesor, to psycholog a nie psychiatra. A to jest bardzo duża różnica. Psychiatrzy nie robią eksperymentów na ludziach, psycholodzy owszem, uwielbiają to robić, bawiąc się cudzym kosztem, i udając przy tym, że robią to dla rzekomej nauki.

  21. MatkaPolka said

    A w Polsce powołano Narodowy Program Walki z Chorobami Psychiatrycznymi
    (dlaczego nie powołano Narodowego programu Walki ze Złamaniami)

    Wg. „naukowych” badań 25% populacji wymaga pomocy psychiatrycznej

    Zaraz, zaraz, – jeśli 25% wymaga pomocy psychiatrycznej, a mamy 460 posłów i 100 senatorów – tzn. 115 posłów i 25 Senatorów wymaga pomocy psychiatrycznej.

    Jeżeli osoby wymagające pomocy psychiatrycznej uchwalają ustawy – to czy te ustawy są obowiązujące czy nie? Jeśli głosowali posłowie, którzy wymagają leczenia to trudno mówić, że wiedzą, co robią

    Świat jest inny odc.84 – Odmienne stany rozumu 7 – 9 min

    (***)
    Dowód na to, że Żydzi są nosicielami schizofrenii znajduje się w pracy przygotowanej dla American Journal of Psychiatry autorstwa dr Arnolda A Hutschneckera, nowojorskiego psychiatry, który leczył prezydenta Nixona.

    https://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2010/12/29/czy-choroba-umyslowa-to-zydowska-przypadlosc

  22. Boydar said

    Dowód na to, że Żydzi są nosicielami schizofrenii mamy dookoła siebie. I żadnych prac naukowych do stwierdzenia tej oczywistości nie potrzeba.
    Ale naszym przyszłym tatusiom zupełnie to nie przeszkadza, ważne żeby się fajnie rżnęła.

  23. Boydar said

    Pomijając w rozważaniu nasze przyszłe mamusie chyba je obraziłem; no więc po refleksji uzupełniam – największe wzięcie mają dżentelmeni czarni i be-żowi. Powodów nie przystoi się domyślać.

    Sąsiadka, starsza pani ale z jajami, twierdzi że to jednak z lenistwa i oszczędności, dzieci z takiego „związku” można kąpać nawet trzy razy rzadziej i nikt nie zauważy.

  24. Wieloimienny said

    Cała ta psychiatria wszystkie opętania i zniewolenia demoniczne nazywa chorobą psychiczną. Wiadomo kto za tym stoi.

Sorry, the comment form is closed at this time.