Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Cudze chwalicie, swego nie znacie!

Posted by Marucha w dniu 2018-09-14 (piątek)

„Lato 2018 ma szansę zapisać się w historii jako jedno z najbardziej upalnych. Są jednak miejsca, gdzie znajdziesz orzeźwiający chłód. Bez szumu klimatyzacji”, „Podlaskie oferuje regularne zasilenia. Na konto Twojego zdrowia. Masz to jak w banku”… Czy nie taka jest również oferta Augustowa i jego okolic?


– Spokój, cisza, czas i przestrzeń – rzeczy, których coraz częściej brakuje w naszym życiu. W województwie podlaskim znajdziesz je wszystkie. I nie musisz szukać daleko. Magiczne Podlasie, Baśniowa Suwalszczyzna. Prastara puszcza, meandry rzek, łąki po horyzont. Unikalna architektura, kultura i rękodzieło w swoim naturalnym środowisku. (…) Podlaskie serce bije spokojniejszym rytmem. Tu usłyszysz wreszcie swoje myśli i to, co mówią do Ciebie Twoi bliscy – ogłasza wszem i wobec Podlaskie Travel.

Jest to nic innego jak oferta Podlaskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej, ale jakże wpisuje się ona w wsposób myślenia wielu ludzi, którzy uciekają od wielkomiejskiego szumu.

6 lat

Tyle wystarczy, by wyrobić sobie zdanie na temat życia w Warszawie. Życia różnorodnego, bo pierwsze dni w zagubieniu i lekkim oszołomieniu, kolejne pełne zabawy, ale przede wszystkim pasji, nadziei, zaangażowania, dostrzegając możliwości rozwoju dzięki wymarzonym studiom i mniej lub bardziej wymarzonej pracy. Później osoby dojrzalszej, nieco poważniejszej, w związku małżeńskim. Wreszcie jako matki.

Stolica jak stolica. Tu ludzie z rana jak zombie przechodzą z tramwaju do metra i dalej z podziemi wychodzą na chwilę na „świeże” – bez cudzysłowu byłoby to określenie bluźniercze, obrażające świeżość – powietrze. Później idą do puszek zwanych windami, by zamknąć się w swoim boksie w trochę większym prostopadłościanie zwanym drapaczem chmur. Kiedy pracujesz w takim miejscu, musisz być dumny. Bycie trybikiem w korpomaszynie musi być takie… budujące.

Jednak ten błysk neonów i latarni odbijających się od szklanych wieżowców może oślepić i niejednego oślepia. Rzeczywiście wiele z tych osób lubi ten klimat, czuje się jak ryba w wodzie przed swoim komputerem z codzienną przerwą na kawę w Starbucksie. Wiem, bo sama pracowałam w takim miejscu i widziałam to od środka.

Ale jednocześnie dostrzegałam jak wiele osób się tam po prostu męczy. Jak ja – niby dotarli do mety, do wymarzonego domu medialnego, ale dojazdy do pracy i atmosfera często przysparzała o ból głowy, a zieleń sztucznego kwiecia okazała się nie być zielenią kojącą. A przecież pracodawcy wyraźnie ostrzegali, pisząc w wymaganiach: „odporność na stres” i „umiejętność pracy pod presją czasu”…

Warszawa? Nie kocham, nie lubię, ale bardzo szanuję

Chociażby za to, że mogłam rozkwitać tam intelektualnie, rozwinąć skrzydła w branży medialnej, urodzić w pierwsze dziecko w bardzo dobrych warunkach, z możliwoscią konsultacji z anestezjologiem (kobiety rodzące w Augustowie dobrze wiedzą, czego brakuje na tutejszej porodówce)…

Ale nigdy nie zamierzamałam zagrzewać w Warszawie miejsca, bo już je miałam: świeże powietrze, własne tradycje, ukochane jeziora. W dodatku, sporo satysfakcji dawała zawsze świadomość tego, że inni płacą za to, co ja mam za darmo. Blisko. Takie priorytety. Wolałam mniej zarabiać i mniej wydawać.

Nie zaprzyjaźniłam się z gigantycznymi korkami ulicznymi, bo wiedziałam, że gdzieś indziej nie będę musiała się z tym męczyć, a przynajmniej nie w tym stopniu. Nie chciałam wyrabiać 200% normy, tylko po to, by się przekarmić. Za to chciałam na Podlasie, w okolice Augustowa, które co „mądrzejsi” warszawiacy nazywają nawet Mazurami.

Nie lubię też tej warszawskiej anonimowości. Kiedy należę do swojej społeczności, mam ogień, taniec, śpiew, miłość, mam pożywienie fizyczne i duchowe, to nic więcej mi nie potrzeba, by się realizować. Ktoś może zapytać o możliwości w tym moim Augustowie. A ja wiem, że z zasobem swoich umiejętności, wykształcenia, doświadczenia i wiary, dam radę. Kiedy oferty z zewnątrz, nie pasują temu, co czuję wewnątrz, sama tworzę sobie możliwość.

Ale możliwości naprawdę są, czasami wystarczy szerzej otworzyć oczy. Człowiek przez wieki wzniósł wielopoziomowe konstrukcje wyimaginowanych potrzeb i ambicji, a tak naprawdę wciąż potrzebuje niewiele. To ten cywilizacyjny zgiełk w połączeniu z szelestem pieniądza przytłacza i zagłusza. Zwłaszcza WŁASNE myśli.

Augustów? „Byleby się stąd wybić”!?

Nie wykluczam, że gdzieś indziej mogłoby być jeszcze łatwiej, wygodniej. Ale wiem, że zawsze brakowałoby mi miejsc z dzieciństwa. Ze wspomnień i swoich odwiecznych marzeń czerpię do tej pory pełnymi garściami. Pogoń za umykającym obiektem, który nigdy nie jest do końca tym, czego szukam i pragnę, wydaje mi się bez sensu. Wtedy nie ma pełni, nie ma szczęścia. Są tylko chwile radości. Często pustej.

Każdy z nas – ty czy ja, mamy jedno życie. Swoje. I swoje marzenia. Ja w realizację swoich nie tylko głęboko wierzę, ale uparcie dążę. W końcu zasiały się we mnie i kiełkowały w wolnym czasie, którego dzisiaj tak sobie skąpimy. Manfred Kets de Vries (Holender, profesor i trener rozwoju osobistego) powiedział kiedyś: „Jeśli prawdą jest, że leniwe osoby do niczego w życiu nie dochodzą, to rzecz ma się podobnie z tymi, które są nieustannie zajęte”. Skupiając uwagę wyłącznie na doraźnych celach, na przysłowiowym czubku własnego nosa, tracimy czasem z pola widzenia coś, co dodałoby naszemu życiu blasku, polotu a nawet znaczenia.

Tu nie chodzi o to, że wielkomiejskie życie przypominające wyścig szczurów mnie przeraża, bo świetnie dawałam sobie tam radę. Zresztą pod względem ekonomicznym trudniej jest w mniejszych miejscowościach. Ale brak pieniędzy i pochodzenie z małej miejscowości nie musi determinować życia zdolnej osoby pod hasło: „byleby się stamtąd wybić”.

Nie trzeba spełniać wyłącznie oczekiwań świata, ale też własne. Tym bardziej, że kiedy o czyś głęboko marzymy, pragnienie samo nas niesie ponad wysiłkiem i trudnościami. Tak czy siak, żyjemy jak pączki w maśle – nie jesteśmy zmuszani do dramatycznych wyborów i walki o przetrwanie. Tyle, że przerastają nas często własne marzenia. To smutne.

Ja się jednak na smutku nie zatrzymałam i wróciłam do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych…

Pozdrawiam, red. Anita Klebanowska.
https://augustowskireporter.pl/

Komentarzy 5 to “Cudze chwalicie, swego nie znacie!”

  1. Maverick said

    Bylem tam 5 lat temu Hotel Albatros dalej stoi, A slowa piosenki Beatka dalej pamietam.

    Sa miejsca ktore raduja dusze i Augustow do takich nalezy. Pamietajmy ze na swiecie toczy sie teraz duchowa wojna pomiedzy dobrem i zlem, swiat jest pelen oszustw aby zaklocic dobro zakorzenione w twoim sercu i duszy.

  2. maasteer said

    Jezioro Serwy
    Często tam odpoczywam.

  3. maasteer said

    https://www.google.com/maps/contrib/116846023018206644922/photos/@53.9187007,23.2063462,3a,75y,90t/data=!3m7!1e2!3m5!1sAF1QipPDhxBPuk2K58qr2D-RK–ft4aAEJ2KSv0gTTbg!2e10!6shttps:%2F%2Flh5.googleusercontent.com%2Fp%2FAF1QipPDhxBPuk2K58qr2D-RK–ft4aAEJ2KSv0gTTbg%3Dw462-h260-k-no!7i3328!8i1872!4m3!8m2!3m1!1e1

  4. osoba prywatna said

    W uzupełnieniu do artykułu.

    …Wracaj, złe drogi skracaj,
    Wracaj, gdzie byś nie był Rzym czy Krym
    Wracaj, wracaj tam gdzie się na ogół ma gigant kaca
    Lecz przynajmniej jest się napić z kim

    Wracaj, tam właśnie wracaj
    Gdzie się całkiem nie opłaca żyć
    Stary, stary pomyśl, że ojczyzna to kumpli paru
    Z nimi znów szczęśliwy,
    Z nimi znów szczęśliwy spróbuj być…..

  5. Zdziwiony said

    polis, metropolis, megalopolis, tyrannopolis, necropolis

Sorry, the comment form is closed at this time.