Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

W pułapce neokolonialnego liberalizmu

Posted by Marucha w dniu 2018-09-22 (sobota)

W ostatnim czasie jedną ze zdecydowanie głośniejszych spraw związanych z polityką aktualnego rządu jest kwestia liberalizacji prawa w zakresie imigracji i podjęcia legalnego zatrudnienia w Polsce przez obcokrajowców, w szczególności z krajów azjatyckich.

Jest to kwestia o tyle istotna, że możliwości drenowania Ukrainy z jej populacji powoli się kurczą, a i sami Ukraińcy nie koniecznie już kwapią się do podejmowania zatrudnienia w Polsce, w której wysokość zarobków jest ograniczona, a na horyzoncie maluje się okazja do tego, by szukać szczęścia w krajach UE, które mają do zaoferowania znacznie więcej niż Polska.

W tej sytuacji rząd zdecydował się sięgnąć po nowe rezerwy taniej siły roboczej z krajów znacznie bardziej egzotycznych, co z kolei musiało spotkać się z w pełni zrozumiałym oporem znacznej części społeczeństwa, w szczególności środowisk prawicowych oraz nacjonalistycznych.

Dominujące argumenty w dużej mierze odnoszą się do kwestii kulturowej i tożsamościowej, krytykując obecne władze za wpuszczanie tylnymi drzwiami imigrantów, których zarzekały się nie wpuszczać. Jest to pogląd z pewnością słuszny, jednak pozwolę sobie skupić się na innej kwestii, która wydaje się być nieco pomijana, a ma istotne znacznie w kwestii polskiej podmiotowości, która to powinna być problematyką dość istotną w trakcie kadencji, która miała przebiegać pod znakiem wstawania z kolan.

Według założeń liberalizmu drogą do dobrobytu jest sytuacja, w której przedsiębiorstwa będą mogły w pełni swobodnie rozwijać się na wolnym rynku, rozbudowując się, a tym samym zwiększając zatrudnienie, aż do momentu, w którym liczba dostępnych pracowników zmniejszy się tak, że przedsiębiorstwa będą musiały zacząć między sobą konkurować o tych samych pracowników, co z kolei przełoży się na wyższe płace i lepsze warunki pracy.

Wytworzy się zatem sytuacja, w której rzeczywiście będzie można mówić o równorzędnej relacji pracownik-pracodawca lub też (w skrajnym wariancie) role odwrócą się i to pracownik będzie dyktował warunki. Tym samym z początkowo biednego społeczeństwa nisko opłacanych robotników przekształcimy się w społeczeństwo, w którym nawet mniej wymagające profesje będą umożliwiały godziwy zarobek.

Do tego momentu w zasadzie jest to pogląd całkiem rozsądny i można by oczekiwać jego realizacji w praktyce, gdyby nie fakt, że w ramach wspomnianych reguł istnieje jeszcze jeden element, który uniemożliwia spełnienie się tego typu przewidywań.

Otóż, żeby sytuacja zaczęła się poprawiać, należy założyć, że dostępna liczba pracowników jest pewnym ograniczonym zbiorem, który odnotowuje stosunkowo niewielki przyrost swojej liczby i jest niewystarczający w stosunku do tempa rozwoju gospodarki. Nam jednak rząd postanowił zafundować w zasadzie niekończące się źródło taniej siły roboczej, z której można korzystać do woli bez konieczności podnoszenia wynagrodzeń.

Teraz, w momencie gdy pojawiła się możliwość, żeby zrobić ten ważny krok naprzód rząd uznał, że ważniejszy jest interes zachodnich korporacji, które przed laty przyszły do Polski w poszukiwaniu taniego pracownika i z pewnością gotowe będą szukać gdzie indziej, jeśli zmienią się realia.

Warto zauważyć, że zwiększone zarobki, to również bodziec do rozwoju rodzimych przedsiębiorstw, które będą mogły proponować Polakom produkty, na które wcześniej zwyczajnie nie było ich stać, co w konsekwencji przełoży się również na nowe możliwości eksportowe. Jednym słowem – stoimy w miejscu. Wiele firm, które mogłoby powstać, nie powstanie, zamiast tego rząd płaci w formie różnych ulg i przywilejów koncernom, które łaskawie godzą się budować u nas swoje fabryki i „tworzyć miejsca pracy.”

W efekcie wpadamy w kolonialną zależność, w której jesteśmy jedynie podwykonawcami, jednocześnie sami niewiele tworząc, a pojedyncze przypadki międzynarodowych sukcesów to raczej wyjątki i „błędy w Matrixie” niż zdecydowanie potrzebna nam reguła.

Bez wątpienia kwestia zachowania kultury i tożsamości narodowej pozostaje niezmiennie istotna – ostatecznie naszym zadaniem jest przekazać kolejnym pokoleniom to co sami otrzymaliśmy w stanie co najmniej nie gorszym.

Niemniej jednak nie zrobimy tego będąc słabym państwem na peryferiach ginącej cywilizacji, bez własnego przemysłu, z gospodarką opartą o tanią siłę roboczą, z władzą, której kolejne wcielenia poczytują sobie za sukces zmniejszenie bezrobocia poprzez wysłanie milionów na zarobkową emigrację z kraju.

Oznacza to, że wbrew przyjętym powszechnie doktrynom władza powinna ograniczyć migrację zamiast ją zwiększać i postawić na rozwój polskiego przemysłu w miejsce kolonialnego podwykonawstwa tworząc warunki do powrotu tych, których bez mrugnięcia okiem wcześniej pozbyła się z kraju.

Póki co jednak wstawanie z kolan polega na zmianie klęcznika. Może nawet będzie z pozoru ładniejszy, ale naszej sytuacji nie zmieni.

Sebastian Bachmura
https://konserwatyzm.pl/

Komentarzy 8 to “W pułapce neokolonialnego liberalizmu”

  1. lopek said

    Mieszanie etniczne w ramach likwidacji białej rasy trwa nie tylko w atrapie Polski – i nie jest ważne czy owo mieszanie opakowane jest w złotko miłosierdzia czy też w sreberko brakujących rąk do pracy. Słowem – jednostronna wojna pupili Szatana z ludzkością – trwa – w ramach budowy Piekła na Ziemi.

  2. Z „Przedwczesnego Świtu” :”W kolejnej UTOPII to jest wiary we WSPÓLNY RYNEK liberalizm eksportuje WOJNY SPRAWIEDLIWE dla obrony DEMOKRACJI.

  3. jaja said

    Nic sie nie zrobi, zadna wladza i ta i takie dziadostwo przy korycie jak poprzednie przyznam,( wszystko – ku.ewsko du..dajne i i za frico sprzedajne). Bo taka jest prawda obiektywna, ze nawet najbardziej patriotyczne stery , no, wiadomo, ze takie bylyby przeciwne sprowadzania mieszanki kulturowej do kraju, i nie mialyby szans skutecznego, niezaleznego sprawowania wladzy gdy narod milczy i spi. Urban moze bronic swoich rodakow przed tym kataklizmem gdyz za plecami czuje poparcie ponad 80% spoleczenstwa i broni, skutecznie. A u nas jak mowi BOsak gdy organizuja jakies propatriotyczne protesty to liczbe przybylych mozna policzyc na palcach, I co z takim chlamem mozna zwojowac? Dupe!

  4. Rafa said

    Niemcy nawołują do oporu przeciw imigrantom!:

  5. Rafa said

    Pisiory okazały się gównem zapakowanym w piękny patriotyczny papierek.

  6. Biznes potrzebuje ludzi do pracy. Jak Polacy zaczynają wyjeżdżać, bo gdzieś kasę lepszą wyczuli, to biznes sobie sprowadza na te miejsca nie-Polaków.

    Powstaje pytanie: Dlaczego rozwój biznesu nie jest proporcjonalny do sytuacji ludnościowej w danym państwie? Gdyby był to układ zamknięty (takim układem jest np. planeta Ziemia), to ta proporcjonalność by była – ogólnie nie produkowano by ponad potrzebę.
    Jednak Polska to układ otwarty (otwarte granice dla ludzi, dóbr, usług oraz dla pieniądza), więc spokojnie może być w Polsce produkowane znacznie więcej, niż Polakom potrzeba. Biznes się zorientował, że Polacy to doskonali pracownicy. Więc chcą tu fabryki swoje budować. Ale skąd wziąć ludzi? – Polacy wyjeżdżają… No to się ludzi zaimportuje. A Polacy takiego kolorowego w pracy podszkolą i będzie z niego taki sam dobry pracownik, jak z Polaka.
    I teraz: imigranta w pracy szkolić, czy izolować? Dobre pytanie do naszych przewodników duchowych, czyli do Kościoła…

  7. labor said

    Zostało miedzy 10 do 30 lat Polsce i już Kraju Polska etnicznie nie będzie, było w historii wiele kultur,narodowości grup etnicznych ,ktore wiemy że przestały istnieć i My podzielimy ich los, niestety dzieję się to na Naszych oczach.

    4- Nie jest proporcjonalny przez pasozytniczy system kredytowo-finansowy, który tworzy wszędzie dług wiec na innych umowach musi wytworzyć kredyt by sciągnąć ten dług z tej umowy . Gospodarka w tej chwili jest w obiegu zamkniętym ale bankrutcw i start-upów. Gdy dług rośnie wykładniczo bo kredyt ma w sobie procent składany, dług osiąga tak kolosalne wymiary że nie da się go inaczej załatać jak przez pobór taniej siły roboczej(niewolników) od ktorych pobiorą daninę z krajów zacofanych i lub ograniczeniem liczby ludnosci (dlugu, który każdy z Nas ma gdy się rodzi do splacenia), wojen ekonomicznych/militarnych i znanej Nam obecnie polityki protekcjonistycznej, która w gospodarce tak zglobalizowanej nie jest mozliwa, a swiadczy tylko o upadku ekonomicznym Kraju i „okradania ” eksportera z wczesniej ustalonych cen i rokowań ekonomicznych. Z kolei Pekin na dogorywającej Europie i USA , w której nie tyle jest bieda i ubóstwo co brak przyrostu naturalnego wychodzi w szybkim tempie po polityce 1 dziecka z biedy i ubóstwa więc ten nie będzie tolerował takich zachowań. To globalna gospodarka bez granic i parytetu wymiany z dyktatem siły jest przczyna całego ludzkiego zepsucia.

    Wczesniej zachód był powodem zgnicia i stagnacji Azji i Afryki, a teraz Azja i Afryka jest powodem zgnicia Europy i USA. Centra dowodzenia się zmieniają , wiadome Nam z historii ze imperia nie tyle upadały co zmieniały swoje położenie geopolityczne.

    AD 4 – Jeszcze jedno – to o czym Pan piszę eliminowałoby ten system (reklamy,show-biznes,biura podrózy,ubezpieczenia,marketing) czyli wiekszosc miejsc pracy w pasozytnicznych gosp. postindustrialnych. Nagle wzrost bezrobocia wywindowałby do góry na poziom 50-60% jesli nie wiecej i ukazałby że ta gospodarka to iluzja, w ktorej brakuje miejsc realnej pracy.
    Zindoktrynowane na tę modłe bio-roboty nie poradziłyby sobie z tym co wywołałoby masową panikę i chaos , upadłość ekonomiczną oraz ukazałoby cała masę ludzi bez zawodów lecz z dyplomem po studiach, które nic nie znaczą dla człowieka bo ten nie potrafi pracować.

  8. boo said

    P O L I N

Sorry, the comment form is closed at this time.