Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Polski rynek pracy to często patologia. Można legalnie zapłacić 16 zł za cały dzień pracy.

Posted by Marucha w dniu 2018-09-23 (Niedziela)

Moi bohaterowie, to często osoby z mniejszych miast. W takim środowisku jak ktoś krytykuje pracodawcę pod imieniem i nazwiskiem, to istnieje ryzyko, że nigdy już nie znajdzie pracy. To państwo daje przyzwolenie i wręcz zachęca do tego, aby łamać prawo i wykorzystywać pracowników – mówi Marek Szymaniak, autor książki „Urobieni”.

Jacek Słowik: Ile w swoim zawodowym życiu miałeś umów o dzieło?

Marek Szymaniak: Nie mam pojęcia, nigdy nie liczyłem. Wszystkie umowy, jakie do tej pory miałem to albo umowy o dzieło albo zlecenie. Na pewno nigdy nie miałem umowy o pracę.

Czyli historia urobionych to też Twoja historia.

Od tego się zaczęło. Obserwowałem to, co dzieje się ze mną już od momentu, gdy pracowałem na studiach. Początkowo myślałem, że może ze mną jest coś nie tak, albo z moją branżą. Później dostrzegłem, że wiele młodych osób nie ma stabilnego zatrudnienia, a nawet jak ma umowę o pracę to opiewającą na minimalną kwotę czy nakładającą na nich tak dużo obowiązków, że pracują za dwie osoby.

Wtedy zrozumiałem, że to z rynkiem pracy jest coś nie tak. Poznałem ludzi, którzy pracują po nocach za minimalną stawkę albo wyrabiają ogromne ilości nadgodzin i uznałem, że to jest poważny problem, który warto opisać.

W książce wyraźnie widać, że te sytuacje często są bagatelizowane przez pracodawców.

W naszym kraju od lat panuje taka narracja, że jeśli masz problem z pracą, to jest raczej twoja wina: ty masz problem, nie możesz się odnaleźć, jesteś roszczeniowy, bo chcesz umowę o pracę dającą płatny urlop i ubezpieczenie lub po prostu godne wynagrodzenie. Zresztą wiele osób wciąż tak myśli.

Jaka była reakcja ludzi, z których chciałeś uczynić bohaterów Twojej książki?

Chcieli mówić. Ale też wielu z nich bała się, że zostanie zidentyfikowana, dlatego część bohaterów występuje w reportażach anonimowo. Żeby to zobrazować podam przykład. Jeden z rozmówców w średniej wielkości mieście umówił się ze mną rano w McDonaldzie. Stawiłem się na miejscu. W lokalu byłem tylko ja i facet w kapturze oraz okularach przeciwsłonecznych. Kiedy zamawiałem kawę ten mężczyzna wyszedł. Po chwili dostałem SMS-a z nowym adresem spotkania. Kiedy tam pojechałem, znów dostałem wiadomość z kolejnym adresem. Finalnie spotkaliśmy się w nowo otwartej, kompletnie pustej galerii handlowej. Mężczyzna nie chciał rozmawiać zanim nie zobaczył legitymacji prasowej.

To pokazuje, ile jest w tych ludziach obawy przed tym, że zostaną wykryci. Ten strach wynika z tego, że taką „czarną owcę”, która ma odwagę mówić może spotkać ostracyzm. Nikt jej nie będzie chciał już zatrudnić w danej branży, czy na lokalnym rynku pracy.

Moi bohaterowie, to często osoby z mniejszych miast. W takim środowisku jak ktoś się krytykuje pracodawcę pod imieniem i nazwiskiem, to istnieje ryzyko, że nigdy już nie znajdzie pracy, bo powiedzą mu, że „znowu będzie opowiadał głupoty w gazetach”. Osoby, które mi zaufały i zdecydowały się mówić wykazały się dużą odwagą, za co jestem im bardzo wdzięczny. To jest w interesie nas wszystkich.

Historia, o której mówiłeś brzmi nieco nieprawdopodobnie, ale ta książka pełna jest obaw i rezygnacji.

Łatwo jest powiedzieć, że ludzie nie chcą nic robić. Krytykować, że nie zmienią pracy albo nie zakładają własnych firm. Ale prawda jest taka, że bardzo często nie mają pieniędzy, aby cokolwiek zmienić. Aby np. założyć własną firmę trzeba mieć kapitał. Otworzenie własnego zakładu krawieckiego, czy kawiarni, to wydatek na start rzędu od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. To nie jest takie proste.

Dlatego wielu „urobionych” tkwi w miejscu, gdzie jest od lat i nie tyle nie chce, co nie bardzo może coś zmienić. Jest tak, bo ci ludzie często nie mają wyboru. Jeśli zarabiasz np. 1500 złotych netto, a tyle niedawno wynosiła najczęściej wypłacana pensja w Polsce, nie możesz sobie pozwolić na to, żeby przez miesiąc lub dwa nie zarabiać, bo masz ratę kredytu, dzieci, może chorych rodziców na utrzymaniu.

Osobom, które mają majątek, bo np. go odziedziczyły lub mogą liczyć na pomoc dobrze zarabiającego partnera, łatwo jest powiedzieć: nie podoba ci się praca? To ją zmień. Takie recepty na życie nie działają w przypadku większości osób, z którymi rozmawiałem.

O jakich wypaczeniach mówimy? To nie są ludzie, którzy narzekają, bo muszą pracować osiem godzin dziennie a chcieliby sześć. Od czytania tych historii momentami cierpnie skóra.

Tak wygląda życie codzienne milionów Polaków. Choćby w branży ochroniarskiej jest mnóstwo patologii. Przez lata ludzie pracowali tam za kilka złotych za godzinę i żeby zarobić na utrzymanie musieli wyrabiać nawet kilkaset godzin w miesiącu. Musieli zamienić się w maszynki do pracy i chodzić od jednego dyżuru do drugiego, żeby przynieść te 1500 złotych do domu. Nie mieli wyboru.

Czy od momentu opublikowania książki śledzisz dalsze losy jej bohaterów?

Niektórych tak. Na przykład pan Bogdan z pierwszego reportażu pisze do mnie maile.

Zastanawia mnie czy niektórym z nich udało się coś zmienić.

Tak, na przykład wspomnianemu panu Bogdanowi. Udało mu się odejść z ochrony i dostać lepszą pracę. Niestety niektórzy wciąż pracują w tych miejscach, które są opisane w książce.

Jest w niej takie zdanie „W Polsce co dziewiąty pracujący należy do grupy biednych pracujących. To łącznie ponad 1,5 miliona osób”.

To są osoby, które pracują więcej niż standardowe osiem godzin, często jest to 10 czy 12 godzin dziennie, ale i tak nie mogą się otrzymać za zarobione pieniądze. Nie dlatego, że wszystko wydają, ale z powodu bardzo niskich zarobków. To oczywiście podważa narrację, że osoby, które nie mają pieniędzy są leniwe i nie chce im się pracować. Uderza też w opowieści milionerów, czy miliarderów o tym, że swój sukces zawdzięczają temu, że wstają rano i ciężko pracują. Wstawanie rano i ciężka praca, to codzienność milionów Polaków, którzy nie są milionerami, ale właśnie na tych milionerów pracują.

Żyjemy w bańce, którą nadmuchały amerykańskie wzorce kariery od pucybuta do milionera?

Tylko nielicznym udaje się zrobić taką karierę i wtedy powstają o nich filmy, czy pełne peanów książki. Jednak badania pokazują, że możliwości awansu społecznego są ograniczone. Jeśli na przykład nasz ojciec był robotnikiem, to mieliśmy aż 40 proc. szans, aby powtórzyć jego los i tylko 25 proc. szans, że zostaniemy kierownikiem. Jeśli zaś nasz ojciec był kierownikiem, to szanse na zostanie robotnikiem spadały do 20 proc., a do 50 proc. wzrastało prawdopodobieństwo, że także będziemy zarządzać pracownikami. Oznacza to, że zwykle możliwości awansu są ograniczone, a to, gdzie przychodzimy na świat, w jakim miejscu i rodzinie ogromnie determinuje całe nasze życie.

W „Urobionych” pojawia się porównanie pracowników do śrubek, które po zużyciu wymienia się na nowe. Mnie się to też kojarzy z fermami drobiu, gdzie w nieludzkich warunkach hoduje się zwierzęta na szaszłyki. Mamy problem z humanitarnym traktowaniem.

Mówiłeś o badaniach jak zdeterminowane są nasze losy zawodowe ze względu na pochodzenie. Widziałem też inne badania – choćby takie pokazujące, że pracownik, który czuje się bezpieczny i doceniony jest wydajniejszy i wartościowszy dla firmy.

Chyba każdy tego doświadczył. Jeśli pracodawca traktuje cię dobrze, płaci ci tyle, że możesz utrzymać siebie i rodzinę, oferuje szkolenia i rozwój, to czujesz, że jesteś w dobrym miejscu i pomagasz firmie osiągnąć zysk, bo zależy ci na firmie.

Jeśli natomiast czujesz się śrubką, to trudno się zaangażować. Niestety polskim pracodawcom, oczywiście nie wszystkim, wystarcza zarabianie na „dokręcaniu śrubek”, a nie na tym, żeby pracownik czuł się czymś więcej niż wymienny element. Niestety to efekt tego, że polska gospodarka wciąż oparta jest na taniej, ciężkiej i źle wynagradzanej pracy.

Zbierając materiały do swoich reportaży kontaktowałeś się też z pracodawcami. Jakie były ich reakcje?

Pracodawcy mają silniejszą pozycję na rynku pracy niż pracownicy i od dawna, ochoczo z tego korzystają. Jest tak, bo przez lata było u nas wysokie bezrobocie. W takiej sytuacji, to pracownicy muszą starać się o pracę, a nie pracodawcy o pracowników. W większości branż jest tak nadal mimo słynnego stwierdzenia, że „oto mamy rynek pracownika” – de facto dotyczy on nielicznej grupy specjalistów np. programistów.

Jakie były reakcje pracodawców?

Oni zawsze tłumaczą, że takie są po prostu warunki na rynku pracy i że nikogo nie zmuszają do pracy w takich warunkach, czy za takie stawki. Są przyzwyczajeni, że za „bramą czeka kolejka chętnych”. W takiej rzeczywistości nie muszą specjalnie przejmować się oczekiwaniami czy sytuacją pracowników. Mówią im, że jak się nie podoba, to: do widzenia.

Sądzisz, że ta książka trafi w ręce jakiegoś pracodawcy i da do myślenia?

Dostaję nawet głosy, że trafiła. Jakiś czas temu czytałem opinię o książce napisana przez pracownicę dużej korporacji. Pisała, że otworzyło jej to oczy. Była zdziwiona, że ludzie w Polsce w XXI wieku mogą pracować w takich warunkach. Osoby, które pracują w firmach dbających o swoich pracowników, a przecież są i takie, mogą nie wiedzieć, że ktoś kto pracuje obok w sklepie, czy jako ochroniarz, nawet w tym samym budynku, może być wyzyskiwany. Cieszę się, że moja książka może otwierać oczy na problemy tych osób.

A jeśli chodzi o instytucje, które mogą naciskać na pracodawcę, czyli np. Państwową Inspekcję Pracy…

Pracując nad książką często słyszałem, że moi rozmówcy zgłaszali się do PIP, ale nie mogli liczyć na skuteczną pomoc. To efekt obowiązującego prawa, które ktoś przecież uchwalił. Sami wybraliśmy polityków, którzy je stworzyli i sami wybraliśmy taki model gospodarczy, którego głównym założeniem jest to, aby państwo za mocno nie wtrącało się za bardzo do gospodarki i aby przedsiębiorcy mieli „wolną rękę”.

W efekcie przez lata było tak, że PIP musi kontrole w firmie zapowiedzieć, a jeśli nawet wykryje nieprawidłowości to może nałożyć mandat w wysokości do 2 tysięcy złotych a w przypadku recydywy do 5 tys. zł. Czy jeśli ktoś łamie prawo i np. handluje narkotykami, to czy policja zapowiada wizytę w jego domu? Nie. Po prostu działa. Tak samo powinno być w przypadku łamania praw pracowniczych.

To państwo daje przyzwolenie i wręcz zachęca do tego, aby łamać prawo i wykorzystywać pracowników. Wystarczy wspomnieć wprowadzony ostatnio nowy typ umowy cywilno-prawnej, regulujący pracę przy zbiorach. Pozwala ona zatrudniać ludzi w rolnictwie bez minimalnej stawki godzinowej i wymiaru czasu.

Oznacza to, że można całkiem legalnie płacić komuś np. 1 zł za godzinę i zobowiązać do pracy po 16 godzin. Pracownik na takiej umowie zarobi w 16 godzin 16 zł. A to wszystko wprowadza rząd, który przed chwilą wprowadził też wspomnianą minimalną stawkę godzinową. Zatem uchwalane są przepisy wzajemnie się wykluczające.

Brzmi to jak historia science fiction pełna postapokaliptycznych wizji.

Wielu osobom to może brzmieć nieprawdopodobnie, ale dla wielu Polaków czy Ukraińców pracujących w Polsce, to codzienność. Zresztą reakcje na moją książkę są często takie. Ludziom nie mieści się w głowie, że takie rzeczy są możliwe, a dla innych to rzeczywistość.

Na chwilę wróćmy jeszcze do kwestii pracodawców. Masz za sobą prowokację jednego z nich.

Mowa o opisanej w książce historii Olega, który pracował w wykończeniówce. Szef nie zapłacił mu za wykonaną pracę obiecanych 2,5 tys. złotych. Zadzwoniłem do tego szefa jako dziennikarz. Zaprzeczył, by w ogóle zatrudniał nielegalnie Ukraińców. Po paru miesiącach odezwałem się ponownie, z innego numeru, przedstawiając się jako Ukrainiec, który szuka zajęcia w budowlance. Pracę dla mnie oczywiście miał. Kiedy niebawem znów odezwałem się jako reporter, rozłączył się. Nie miał potrzeby tłumaczenia się. Po prostu zignorował mnie i Olega, bo wie, że i tak znajdzie chętnych do pracy.

To zresztą nie jest odosobniony przypadek. Niewypłacanie ostatniej pensji Ukraińcom pracującym w Polsce staje się pewnym niechlubnym standardem. Nieuczciwi przedsiębiorcy wiedzą, że przyjezdni nie będą walczyć o ostatnią pensję przed sądem. Poddadzą się, bo takie sprawy trwają zwykle kilka lat a koszty np. wynajęcia prawnika są wyższe niż kwota, o którą będą walczyć.

Jacek Słowik
https://noizz.pl/

Komentarzy 37 to “Polski rynek pracy to często patologia. Można legalnie zapłacić 16 zł za cały dzień pracy.”

  1. brys said

    Najprościej coś umieć. Nawet jak się skończyło ekonomie i zarządzanie, tudzież markieting, kulturoznawstwo, czy socjologię można o wiele więcej zarobić mając np. dryg do budowlanki. Kafelki, szafy wnękowe itp. Terminy u dobrych fachowców – parę miesięcy. Wielu znajomych koło 40 z pokończonymi studiami wyjechało np. do anglii i tam zapierdala jak małe motorki w sklepach, hurtowniach, budowach – gdzie po 10 – 15 latach są dalej gdzie byli. Zliczywszy nadgodziny, lub gdyby pracowali równie wytrwale w zawodzie, np. pedagog, lub coś pokrewnego w Polsce staliby o wiele lepiej.

    Oczywiście trzeba mieć świadomość że cała machina fiskalno-administracyjna jest przeciwko raczej Polakowi. Oczywiście o pracach bardziej technologicznie i naukowo inspirujących, rozwijających ciężko mówić w gospodarce postkolonialnej, czy też kolonialnej.

  2. NyndrO said

    Najlepszy jest stomatolog, co cały czas proponuję mojej Pasierbicy Oldze -Tatianie. Chociaż kafelki też niezłe.

  3. zenek z profila said

    No mogę powiedzieć że artykuł prawdziwy i zgodny z realiami

  4. zenek z profila said

    Mogę jeszcze dodać ,że chociaż sam jestem na emeryturze to mój syn właśnie już od prawie roku szuka pracy i okazuje się że potrzeba właśnie zapier .da..laczy za najwyżej 2000 zł a specjaliści są nikomu nie potrzebni no bo jak który umrze albo wyjedzie za granice to na jego miejsce już czekają członkowie rodziny lub znajomi albo znajomi znajomych.No niby za te 2000 zł można przeżyć jak się ma mieszkanie spłacone i nie ma dzieci. W każdym innym przypadku to niewolnicza praca za lichą michę.

  5. jowram said

    Tak się wykańcza Polską przedsiębiorczość i rolnictwo….

    mail’em:

    Oto sytuacja która panuje w gminie Sobienie Jeziory, powiat Otwocki, województwo Mazowieckie. Nasza gmina słynie z sadownictwa, gdzie nie spojrzysz tam sad jabłkowy. Każdy w rodzinie ma chociaż 1ha pysznych polskich jabłuszek.
    Dzisiaj z rana skupy przysłały komunikat, o obniżonej cenie z 19gr do 17gr za jabłko przemysłowe (górna cena jest śmieszna, nie opłaca się rwać, a oni mają czelność jeszcze ja zmniejszać), po czym wieczorem zaprzestały przyjmowania jabłek, co doprowadziło jednego z rolników do wyrzucenia takiej ilości jabłek na pole [w oryg. zdjęcie] .

    Mój tata, który urwał ok 600kg jabłek, chcąc dorobić sobie do emerytury, musi jechać jutro o 5:00 rano i stanąć w kolejce do sprzedaży, MOŻE KUPIĄ!
    To pierwsza taka sytuacja, gdzie rolnik nie ma gdzie sprzedać swojego produktu, a jestem tego pewien że będzie jeszcze gorzej, ponieważ sezon dopiero się zaczyna!
    Jeżeli nic z tym nie zrobią, rolnicy prawdopodobnie wyjdą na ulicę, bo takie głosy już słychać. Nie dość że cena jest słaba, to jeszcze brakuje miejsc, w których można sprzedać jabłka. A przecież polskie jabłko jest najlepsze!”

  6. brys said

    A po ile w sklepie jabłuszka? A soki patrzeli i cydry? Czemu nie robią jak mają tyle jabłek? Sok, wino, cydr, konfitury jakieś mogą stać lata i się sprzedawać nawet na cały świat.

  7. brys said

    A jak sami nie umią to niech wezmą jakiegoś mądrego od siebie, dadzą mu trochę kasy i on im poorganizuje, albo i pojedzie w świat szukać zbytu. Ale nie, bo my zawsze tylko sad mieli.

  8. gość said

    Sfotografowano, jak klęczą w pracy. PZL-Świdnik: pewne zadania powinny być wykonywanie na stojąco

    „Nasz włoski idio… znaczy się wysokiej klasy uzdatniacz problemów nieistniejących wpadł na (…) pomysł na przyspieszenie produkcji, pt. »zabierzmy krzesła pracownikom«” – napisali związkowcy PZL-Świdnik pod zdjęciem klęczących pracowników. – Podobnie jak ma to miejsce w najlepszych zakładach na świecie, określone zadania powinny być wykonywanie w pozycji stojącej – oświadczyły władze firmy.

    Jak informują związkowcy, zdjęcie zostało zrobiono w środę na terenie zakładu PZL-Świdnik (Lubelskie). Dyrekcja firmy wraz z włoskimi doradcami wydała zarządzenie, którym zakazała pracownikom zakładu korzystania z krzeseł nie spełniających wymaganych norm i którego z tego powodu musiały zostać wymienione – informuje „Kurier Lubelski”.

    Pracownicy zakładu wykonywali więc swoje obowiązki na kolanach. Jeden z włoskich pracowników sfotografował tę sytuację i przesłał zdjęcia Związkowi Zawodowemu Inżynierów i Techników PZL-Świdnik.

    „Krzesła są dla mistrza i kontrolerów”

    http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2018-09-20/zaklad-zabral-im-krzesla-wiec-pracowali-na-kolanach-zdjecie-trafilo-do-sieci/

  9. Ad. 8

    W montowni ekspresów do kawy i czajników w Białymstoku (na miejscu dawnego BIAZET-u) też pracowali na stojąco. I wymyślił to nowy manager z zachodu.

  10. brys said

    Podobnie pracownicy nie mają krzeseł i mają stać w większości sklepów sieciowych, tych od ciuchów i mydła i powidła. Nawet jak nie ma klientów.

  11. Boydar said

    I właśnie dlatego należało zacząć od sądów, z SN i TK na czele. Scena z „Ziemi Obiecanej” nie może być wskazówką, bo nam ludzi zbraknie.

  12. Kar said

    na czworakach..zgodnie i poslusznie za micha w XXI w ..(jak na zalaczonym filmiku) i mozna b. duzo uzyskac

  13. Boydar said

    A gdzie Pani Ola ? Żyje owocami miłości ? Niech tam tylko bardziej uważa, bo kaczki się dławią.

  14. Boydar said

    https://finanse.wp.pl/pol-metra-mieszkania-tyle-mozna-dzis-kupic-za-miesieczna-pensje-6298415301588609a

  15. Rafal Cz. said

    Chcieliscie kapitalizmu? No to macie .Chcieliscie wolnosci? No tego juz nie macie.
    Bo wolnosc to do zdolnosc do dysponowania saba I czasem.
    Wiekszosc nie dysponuje ani jednym ani drugim.
    Tak bylo od zarania dziejow I co sie zmienilo? Nic. Jedynie zabawki dla tlumow.
    Byla proba (nieudana) zeby zawrocic kolo historii,proba krwawa ale innej alternatywy przecie nie bylo.Nastapily ogromne przemiany
    cale masy ludzkie otrzymaly edukacje ,szanse na awans spoleczny I te masy te szanse w wiekszosci wykorzystaly.
    Ale ludzka natura zwyciezyla,jej podlosc kazala zatesknic za niewola I jarzmem w imie zysku. Ot I skonczyla przygoda z prawdziwa wolnoscia.

    Zatem drodzy niewolnicy, do dziela!

  16. lolek said

    Zgudłajenie pracodawców. Zysk w miejsce etyki.

    „ Bo Żyd przewrócił od samego początku swojej działalności handlarskie i metodę kupiecką do góry nogami. Naiwnym wydał się jego chciwości pogląd gojów, że: „wytwórczość oraz handel istnieją po to, aby odpowiedzieć zapotrzebowaniu i to o ile możności jak najlepiej.” Na miejsce tego „naiwnego“ poglądu postawił on swój, mianowicie, że: „jedynie wartość wymienna towaru jest dla przedsiębiorcy czynnikiem decydującym, a więc dla interesu kapitalistycznego obojętną jest jakość towaru,“ czyli: nie o dobroć towaru troszcz się, kupcze, lecz tylko o zysk, jaki z niego możesz osiągnąć, im większy, tem lepszy. Średniowieczne justum pretium było dla Żyda przesądem.”
    Teodor Jeske-Choiński – „Poznaj Żyda!”

    https://pl.wikisource.org/wiki/Poznaj_%C5%BByda!/%C5%BBydzi_w_handlu

    iustum pretium [wym. justum pretjum] «koncepcja głoszona w średniowieczu, według której cena proporcjonalna do pracy zużytej na wytworzenie towaru i do poniesionych nakładów zapewnia sprawiedliwą wymianę»

  17. Wieloimienny said

    Brys@

    Panie przyjedź pan do mnie. Mam tyle jabłek, że nie ma kto jeść, taczkami na pole się wywozi, bo leżą i gniją!
    Kiedyś był skup u jednego rolnika to mu sprzedawałem, a chuj i tak na wadze oszukiwał, ale przynajmniej było co z tym robić.
    Teraz jedna kobieta wzieła trochę za darmo, resztę jemy w domu ile wlezie, bo co z tym robić? Nikt nie chce.

    Tak samo z ziemniakami. Nawet odpadów przemysłowych (w dobrym stanie) rolnicy nie chcą kupić. Tacy chciwi, że nie chcieli za 5 złotych za worek. Kiedyś kilka ton poszło na łąkę dla dzików!
    Tylko ogórki i buraczki ludzie jeszcze kupują i dobrze płacą. Bracia z matką móżdżyli, gdzie tu w okolicy opchnąć jęczmień, bo żaden rolnik nie chce kupić, tylko szwab co dzierżawi PGR bierze, a inny skup zboża 35 km. dalej.

  18. Andy said

    Brys 6,7 piszesz głupoty. Prawo zabrania robienia soków i cydru przez rolnika, a również sprzedaży bezpośredniej. Ale zawsze możesz bić piane żeś mądry.

  19. Siekiera_Motyka said

    Ad. 18 – Ma Pan racje. Głupoty, bo ewidentnie nie wie jakie „innowacyjne” przepisy spadły na rolnika by coś takiego mógł robić w EU Pani Merkel i Spółka.

  20. gość said

    Żenująca postawa państwowej spółki: LOT szuka studentów do pracy za darmo

    PLL LOT zatrudnia pilotów i stewardessy na umowach śmieciowych, oszczędza na procedurach bezpieczeństwa. Ale to nie wszystko – flagowa polska spółka Skarbu Państwa, duma „prospołecznego” rządu PiS poszukuje… studentów na bezpłatne praktyki.

    Ogłoszenie pojawiło się na portalu pracuj.pl. LOT poszukuje potencjalnych praktykantów do sześciu różnych działów, od zarządzania obsługą techniczną po finanse i rachunkowość, a także do kancelarii. Oczekuje dobrej znajomości języka angielskiego oraz pakietu Office, skrupulatności i samodzielności, dyspozycyjności przynajmniej przez 24 godziny w tygodniu – a przede wszystkim gotowości do pracy za dziękuję, czy, jak kto woli, „za wpis do portfolio”. Zapewne włodarze LOT uważają, że samo „poznanie struktury firmy, kultury organizacyjnej oraz specyfiki branży lotniczej” jest dostateczną atrakcją, by pracować za darmo.

    https://strajk.eu/zenujaca-postawa-panstwowej-spolki-lot-szuka-studentow-do-pracy-za-darmo/

  21. Ad. 15

    Zwodzi pan ludzi na manowce. Z tą wolnością.

  22. Rafal Cz. said

    Ad.21.
    Prosze to powiedziec tym ktorzy pracuja 12 I wiecej godzin zeby utrzymac sie na powierzchni. Zero zycia rodzinnego.
    Prosze to powiedziec tym ktorzy placa za mieszkania olbrzymie pieniadze I tym ktorzy klepia biede po 30-40 latach pracy.
    Prosze im wytlumaczyc ze taki jest los czlowieczy.
    A co do wolnosci to nielicznym dane jest owa wolnosc wywalczyc a zatem wolnosc powszechna nie istnieje a raczej istnieje
    jako uluda.

  23. brys said

    Prawda Panie Andy z 18 – o to właśnie chodzi, żeby rolnicy zobaczyli co jest na prawdę ich problemem.

  24. brys said

    I nie tylko ich…

  25. NyndrO said

    Co straszny antysieminizm! Tylko zatańczyć z onego wstydu. Nieeee. Gajówkę zamkną.

  26. Maxxx said

    Książki nie czytałem i raczej nie przeczytam, więc mogę odnieść się tylko do artykułu. To co rzuca mi się w oczy najbardziej to ukazanie przedsiębiorcy jako czarnego charakteru. XIX wieczny, spasiony kapitalista, który doi swoich pracowników ile się da. Owszem jest wielu takich ludzi, ale generalizowanie tego jest nadużyciem. Przecież większość z nich to drobni ciułacze, którzy często zatrudniają pracowników na śmieciowe umowy i płacą minimalne pensje, nie dlatego, że są chciwi, ale dlatego że ich nie stać.

    Najbardziej uśmiałem się po tym fragmencie: „Sami wybraliśmy polityków, którzy je stworzyli i sami wybraliśmy taki model gospodarczy, którego głównym założeniem jest to, aby państwo za mocno nie wtrącało się za bardzo do gospodarki i aby przedsiębiorcy mieli „wolną rękę”.” Od kiedy to państwo nie wtrąca się do gospodarki??? Przecież wszystkie te „złe” działania pracodawców wynikają z narzucanych przez państwo przepisów i podatków. Koszty pracy są tak duże, że każdy szuka kruczków prawnych aby jakoś to ominąć. W efekcie mamy patologiczne sytuacje jak branży ochroniarskiej.

    To interwencjonizm państwowy jest odpowiedzialny za taki stan rzeczy w największym stopniu. Ale o tym autor raczej nie wspomina w książce. Gdyby nie wysokie podatki i chore regulacje, ludzie żyli by na wyższym poziomie a założenie własnej, nawet maleńkiej działalności nie było by drogą przez piekło.

    Ale oczywiście najłatwiej o całe zło oskarżyć „szatański” kapitalizm i przedsiębiorców.

    ——
    Proszę Pana,
    1. Problem jak najbardziej istnieje i nie ma co tego obracać w żart o czarnych charakterach.
    2. Interwencjonizm państwowy może mieć zarówno negatywne jak i pozytywne skutki.
    Admin

  27. lolek said

    @Maxx
    „Koszty pracy są tak duże, że KAŻDY SZUKA kruczków prawnych aby jakoś to ominąć.”
    Oto przykład zgudłajenia, maksymalizacja zysku kosztem pracownika, chrześcijańskiej etyki i własnego sumienia.

  28. Boydar said

    https://finanse.wp.pl/mit-bogatych-niemcow-milionom-nie-starcza-na-zycie-6299036086868097a

  29. Ola said

    ad 28. Boydar
    taka jest gorzka niemiecka rzeczywistosc , zreszta o niczym wiecej tu nie pisalam bo sama ja znam.
    Ale pewno zaraz pojawia sie komentarze , ze artykul lewacki i klamie , bo z lewackich mediow , pewno samego Springera
    albo innego zydka.

  30. Maxxx said

    Ad. Admin
    Oczywiście problem jest realny, nie mówię, że nie. Jednak sprowadzanie całego problemu do chciwości przedsiębiorców uważam za zbytnie uproszczenie. A interwencjonizm połączony z socjalizmem nie może mieć pozytywnych efektów, przynajmniej nie mogę sobie takowych wyobrazić. Jeśli ma Pan jakiś przykład to chętnie go poznam. Takie interwencje, chociaż mogą wypływać z dobrych chęci, zwykle prowadzą do katastrofy.

    Ad. 27 Lolek
    Chciałbym zobaczyć jak zakładasz firmę a potem dzielisz się zyskami po chrześcijańsku 🙂 Właściwie co przez to rozumiesz? Powinno się postępować uczciwie wobec osoby zatrudnionej i płacić jej adekwatne wynagrodzenie. Jednak czy pracownik odwdzięczy się takim samym podejściem? I w cytacie który podajesz chodziło o zbyt duże obciążenie pracodawcy podatkami i to jest główna bariera to płacenia więcej. Sprawdź ile pracodawca musi oddać państwu z twojej pensji.

  31. lolek said

    @Maxx
    To jest właśnie gudłajskie odwracanie kota ogonem „ile pracodawca musi oddać państwu z twojej pensji”. Tak się składa, że to pracownik płaci składki, a pracodawca robi to TYLKO W JEGO IMIENIU.
    Zatem ograniczanie płacenia składek na rzecz pracownika na jego ubezpieczenie chorobowe, emerytalne etc. jest jego okradaniem, bo zmniejsza się tym samym zasiłek na wypadek jego choroby i zmniejsza się jego wypracowaną emeryturę.
    Amen.

    PS
    Chrześcijańske podejście do pracownika?
    Zachęcam do przemyśleń:
    https://pl.wikiquote.org/wiki/Henry_Ford

  32. VAV said

  33. lewarek.pl said

    Jabłka po 17 groszy? Chętnie bym takie kupił. Nawet pięć razy razy droższe. U mnie na rynku są po 3,50. W złotych.

  34. lewarek.pl said

    30. Maxxx
    Powinno się postępować uczciwie wobec osoby zatrudnionej i płacić jej adekwatne wynagrodzenie. Jednak czy pracownik odwdzięczy się takim samym podejściem?

    A gdzie tam. Na pewno okradnie i pobije swego dobroczyńcę. Ci najemni to zbiry i hołota.

    Dokładnie. Pracodawca stoi na z góry straconej pozycji, prawo jest po stronie hołoty…
    Admin

  35. Boydar said

    Tu Pan Gajowy chyba „lekko” uprościł. Nie pracodawca tylko pracodawca niekoszerny. Koszerny problemów nie ma. Ma za to sędziego, w kieszeni.
    A hołota żeby, musi zostać podjudzona, bo sama to może co najwyżej piwo albo i pół litra obalić.

  36. Ad .22

    Prosze to powiedziec tym ktorzy pracuja 12 I wiecej godzin zeby utrzymac sie na powierzchni.

    Mówi pan to komuś, kto niedawno też tak pracował. Mniejsza o szczegóły, tu nie miejsce na to.

    Wolność… Czyli co? Czyli bogactwo? Czy pełna micha?

    Jaką definicją wolności pan dysponuje? Czy aby dla pana wolność nie jest wtedy, gdy jest panu dobrze?

    Sieczka w głowach milionów nie przekłada się na mityczną „wolność”.

  37. Marucha said

    Re 35:
    Ironizował.

Sorry, the comment form is closed at this time.