Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Kilka słów o bliźniaczych, fałszywych “objawieniach” ss. Feliksy Kozłowskiej i Faustyny Kowalskiej

Posted by Marucha w dniu 2018-10-08 (Poniedziałek)

Przedstawiamy poniżej tekst pisany z pozycji sedewakantystycznych, jakkoklwiek nietrudno nie zgodzić się z podstawowym osądem oraz ukazaniem podobieństw prorokiń (fałszywych), których przesłania były potępione przez Święte Oficjum Kościoła katolickiego. Potępiono zarówno zjawy “Mateczki” jak i siostry Faustyny. Z tym, że ta ostatnia znalazła swych promotorów w kręgach posoborowych hierarchów i odwrócono wcześniejsze potępienia. Polecamy również Komentarz BIBUŁY dopisujący kilka faktów.

Red.

“Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” – czyli słów kilka o bliźniaczych, fałszywych “objawieniach” ss. Feliksy Kozłowskiej i Faustyny Kowalskiej.

„Jak bowiem pomiędzy rzeczywistymi rzeczami nie sposób znaleźć takiej, która nie posiada w sobie jakiegoś dobra, tak niemożliwym jest trafić na wiedzę, która jest całkowicie fałszywa, bez jakiegokolwiek elementu prawdy…. Dlatego również nauczanie, które demony przekazują swoim prorokom, zawiera prawdy, które czynią je łatwiejszym do przyjęcia. Rozum bowiem pozwala się pozorami prawdy doprowadzić do fałszu, podobnie jak wola skłania się do złego, które ma pozory dobra” (Św. Tomasz z Akwinu, Sum.th. II-II, 172,6)

“Święte” siostry Feliksa (Maria Franciszka) Kozłowska i Maria Faustyna Kowalska

Wszyscy zapewne kojarzą najmniej chlubną historię w dziejach naszego Narodu, historię pewnej opętanej przez diabła zakonnicy i kilkunastu jej zwolenników – zbuntowanych przeciwko biskupom i Stolicy Apostolskiej kapłanów, na czele z x. Michałem Kowalskim, późniejszym “arcybiskupem”.

Historię rzekomych “objawień” “Mateczki” Kozłowskiej, założycielki potępionego przez Papieża św. Piusa X w 1904 roku “zgromadzenia mariawitów”, czyli zwyczajnej heretyckiej i schizmatyckiej sekty, która niedługo później związała się ze starokatolikami, i od nich uzyskała nielegalną sukcesję. Sama Kozłowska była pierwszą kobietą ekskomunikowaną z imienia w dziejach Kościoła katolickiego, zaś przez swoją sektę została ogłoszona “świętą”, a przez niektóre jej odłamy wręcz “uosobieniem Ducha św.”.

Same jednak rzekome “objawienia” wykazują niezwykłe podobieństwo do “objawień” s. Faustyny Kowalskiej, późniejszej “świętej” modernistycznego Neokościoła, czyli posoborowej sekty Novus Ordo, co przyznaje współczesny mariawita prof. Konrad Rudnicki. Posłannictwo Feliksy Kozłowskiej znane jest pod nazwą Dzieła Wielkiego Miłosierdzia. Faustyna nazywała siebie sekretarką Bożego Miłosierdzia.

Fragment rozmowy z Konradem Rudnickim – “kapłanem” w Zgromadzeniu Mariawitów; ur. 1926 r., (za: portal http://www.ekumenizm.pl) :

Podobieństwo obu objawień jest bardzo ciekawym „zbiegiem okoliczności”. Mówiłem na ten temat obszerniej w referacie zamieszczonym w Zbiorze „Teologia Miłosierdzia Bożego”. Sprawa tożsamości objawień św. Marii Franciszki i św. Marii Faustyny wymaga bowiem dłuższego wyjaśnienia. Mówiąc krótko, a więc z konieczności upraszczając szczegóły, moim – i nie tylko moim – zdaniem mamy tu do czynienia z powtórzeniem tego samego objawienia – z tą różnicą, że objawienie dane naszej Założycielce wydaje się bardziej podstawowe. Zawiera bowiem ogólne zasady wcielania w życie Dzieła Miłosierdzia.

Jeśli zatem ktoś chce realizować to dzieło w swoim życiu, to bez względu na to, kim jest i co jest jego szczegółowym powołaniem, ma w tym objawieniu wszystkie podstawowe dane jak realizować Boże wezwanie. Siostra Maria Faustyna otrzymała tymczasem objawienia o bardziej osobistym charakterze. Pan Jezus pokazuje jej, jak ona właśnie w swoim osobistym powołaniu ma kształtować swój los. Ponadto zapis Marii Franciszki zawiera tylko rzeczy istotne. Natomiast zapis Marii Faustyny przytacza wiele rzeczy pobocznych, na przykład objawienia fałszywe, które ona sama potem jako takie określa lub, o których dziś można powiedzieć, że były fałszywe. W stosunku do podstawowego objawienia danego Mateczce Kozłowskiej, objawienia Marii Faustyny mają charakter przykładowy.

Czyli s. Faustyna otrzymała objawienie dane wcześniej Mateczce Kozłowskiej, tyle że w wersji bardziej osobistej?

Nie wiem, czy Pan wie, że nie tylko ona. Po niej jeszcze szereg innych ludzi percypowało w poznaniu ponadzmysłowym Dzieło Miłosierdzia. Wszystkie te objawienia leżą w tej samej linii objawień, których początkiem był rok 1893. Są to – z wyjątkiem objawień Marii Faustyny – bardzo drobne fragmenty tego Dzieła Bożego, bardzo osobiste, jednostkowe aspekty Dzieła. Jest o tym mowa we wspomnianym moim referacie w książce „Teologia Miłosierdzia Bożego”. (koniec cytatu)

Kościół Święty uznał jednak od początku “objawienia” “Mateczki” za urojenie i szatańskie mamienie, a mariawityzm za herezję. W 1906 roku Papież św. Pius X uroczyście potępił Feliksę Kozłowską oraz x. Michała Kowalskiego w Encyklice Tribus circiter.

W powszechnej świadomości mariawityzm zapisał się dzięki wydarzeniom z przełomu lat 20. i 30. XX wieku. Jego biskupi zaczęli wówczas udzielać kobietom „święceń” prezbiteratu i episkopatu, błogosławić małżeństwa pomiędzy księżmi a zakonnicami, pochwalać — choć jak się wydaje tylko w teorii — poligamię. Najbardziej sławetne okazały się tzw. procesy mariawickie, gdy głowa sekty, Jan Maria Michał Kowalski, uczeń i następca „Mateczki”, wielokrotnie stawał przed sądem z oskarżenia o obrazę moralności i czyny lubieżne.

Większość kompromitujących wydarzeń miała miejsce już po śmierci założycielki mariawityzmu, za rządów x. Kowalskiego. Odsunięcie go od władzy w 1935 r. i odwołanie części jego „reform” dało sposobność apologetom sekty — w tym także „katolickim” ekumenistom — do forsowania twierdzeń o rzekomej ortodoksyjności „oryginalnego” mariawityzmu, co oczywiście sprzeczne jest z jasnym orzecznictwem Kościoła, dekretami św. Inkwizycji i św. Piusa X.

Jak jednak widzimy, sami mariawici uznają “objawienia” dane s. Kowalskiej za “kontynuację” tych samych “objawień” danych wcześniej Kozłowskiej, i obie kobiety tytułują “świętymi”, które miały “osobistą relację z Jezusem”. Rzeczywiście podobieństw między tymi dwiema wizjami jest bardzo wiele, i rzeczywiście można je uznać za kontynuację, za to samo mamienie, które oczywiście nie pochodzi od Boga, jak chcieli by tego jego obrońcy, czy to z sekty mariawitów, czy z sekty novus ordo, tylko od złego ducha, który pod pozorem prawdy i “większej chwały Bożej”, wciska ludziom fałszywą naukę prowadzącą do wiecznego zatracenia.

Uderzające podobieństwo “objawień” “Mateczki” i Faustyny może znaleźć swoje wytłumaczenie m.in. w tym, że “objawienia” Faustyny rozpoczęły się właśnie w czasie jej pobytu w Płocku i oddalonej od Płocka o 10 km Białej (lata 1930-1932). Pierwsza wizja “Jezusa Miłosiernego” i polecenie namalowania obrazu następuje 22 lutego 1931 roku. Faustyna była już wtedy w Płocku od niemal roku. Płock był główną siedzibą nowo powstałej sekty mariawitów [sic!].

Po śmierci “Mateczki” w roku 1920 władzę nad sektą mariawitów przejmuje x. Michał Kowalski, który podejmował kontrowersyjne reformy, takie jak liturgia w języku polskim, komunia w dwóch postaciach, zniesienie celibatu, “wyświęcanie” kapłanek. W roku 1922 wydane zostaje drukiem Dzieło wielkiego miłosierdzia. W Płocku musiało wrzeć na ten temat w środowiskach kościelnych.

Teoretycznie Faustyna mogła więc przeczytać “objawienia” Feliksy Kozłowskiej i wpaść na pomysł małego plagiatu z uwzględnieniem “posłuszeństwa” wobec władz kościelnych, aby nie sprowadzić na siebie ekskomuniki. Nie była bowiem taka odważna jak Feliksa. Być może nie był to całkiem świadomy plagiat. Ale z pewnością mogła Faustyna zasugerować się pewnymi stwierdzeniami Dzieła. Pragnienie wielkości u “Mateczki” jest porównywalne z tym, którego doświadczała Faustyna. Poniżej kilka fragmentów z Dzienniczka Faustyny Kowalskiej:

„…z żadną duszą nie łączę się tak ściśle i w ten sposób, jako z tobą…” (Dz. 587)

„…dlatego łączę się z tobą tak ściśle, jako z żadnem stworzeniem…” (Dz. 708 i 1546)

„…umiłowana perło Serca Mojego…” (Dz. 1061)

„…widzę miłość twoją tak czystą, więcej niźli Anielską…” (Dz. 1061)

„…ze względu na ciebie błogosławię świat…” (Dz. 1061)

Więcej cytatów z Dzienniczka, wraz z świetną ich analizą, można znaleźć w genialnym artykule “Kłamstwo Boże, czyli zjawy Faustyny Siostry Kowalskiej“, dostępnym na naszej stronie, pod tym linkiem. Czyż nie widać tu zaskakującego podobieństwa:

„…Ten jest węzeł mój małżeński z tobą na wieki…”

„…Tobie dam zwycięstwo i moc nad duchem nieczystym…”

„…Jeżeli każdy, kto chce, dostąpi mego Miłosierdzia, to ty dostąpiłaś w stopniu najwyższym – ty będziesz matką miłosierdzia…”

„…Po Najświętszej Pannie nikt tak nie wypełnił woli mojej, jak ty ją wypełnisz…” (Dzieło, s. 47)

„…Ze wszystkich łask, jakimi cię obdarzam, największą jest ta, że jak Najświętsza Panna wyjęta jest spod grzechu, tak ty wyjęta jesteś spod namiętności; tą drogą, jaką cię prowadzę, dotąd żadnej duszy nie prowadziłem, a podobieństwa swego szukaj w Najświętszej Pannie…”.

Podobnie od namiętności uwolnił rzekomo “Jezus” także Faustynę! Od pewnego momentu była ponoć wolna od pokus nieczystości, jak czytamy w Dzienniczku. Stała się Oblubienicą Jezusa i żadne pokusy już jej nie dręczyły… Próżno jest szukać innego takiego przykładu u prawdziwych Świętych mistyków Kościoła Katolickiego. Nietrudno się więc dziwić, że Watykan uznał te objawienia za herezje i halucynacje.

Czy jednak nie widać, jak bardzo mogła być Dziełem zainspirowana Faustyna? Jeśli tzw. współcześni “katolicy” uznają jej Dzienniczek za autentyczne objawienia, coś tu się nie zgadza. Mamy tu tylko dwie opcje: albo obie “mistyczki” miały autentyczny kontakt z Jezusem, albo żadna z nich. Po tym co przeczytaliśmy wyżej, można mieć jednak absolutną wręcz pewność, że obie miały konszachty z diabłem… Wydaje się, że Feliksa nie poradziła sobie z misją obwieszczania światu “miłosierdzia”, dlatego “Jezus” szukał innej kandydatki i znalazł ją w osobie Faustyny.

Czy jej misja się powiodła? Czego Kościół nie chciał przyjąć z rąk Feliksy, przyjął modernistyczny Neokościół z rąk Faustyny. Dlaczego? Może mania wielkości i pycha Feliksy były jednak większe niż Faustyny? Poza tym Feliksa chciała otwarcie być przewodniczką i nauczycielką kapłanów, przejawiała skłonności typowe dla guru, chcącego stworzyć swój kult (co jej się zresztą udało). Ambicje Faustyny co do świata zewnętrznego były skromniejsze: namalować obraz, założyć zgromadzenie i wprowadzić “Święto Miłosierdzia”. No i słynną “koronkę”…

“Mateczka” ułożyła “koronkę do Miłosierdzia Bożego”, zupełnie jak Faustyna. Teksty Feliksy wykazują podobieństwo do treści koronki Faustyny. Faustyna być może nawiązuje do treści przeczytanych u Feliksy. Pamiętamy zapewne, że w koronce Faustyny ofiaruje ona Ojcu Przedwiecznemu ciało i krew, duszę i bóstwo Jego Syna na przebłaganie za grzechy świata. Feliksie każe “Jezus” ofiarować Hostię (ulubione słówko Faustyny; „…kiedy przyjęłam Jezusa w Komunii Świętej, moje serce całą mocą zawołało: Jezu, przeistocz mnie w drugą Hostię!… i odpowiedział mi Pan: Jesteś żywą Hostią…” [Dz. 1826]) Ojcu Niebieskiemu „jako ofiarę błagalną za grzechy świata”. (Dzieło, s. 30) “Jezus” zapewnia Feliksę: „Ile razy w taki sposób ofiarujesz Mnie Ojcu Niebieskiemu, zawsze powstrzymasz sprawiedliwość i odwrócisz gniew Jego”. (Dzieło, s. 30)

Wiemy z Dzienniczka, że „odwracanie gniewu” Boga było także priorytetem dla Faustyny. Co ciekawe, pewne słowa z koronki Faustyny są prawie dokładnym powtórzeniem słów z rekolekcji relacjonowanych przez x. Kowalskiego: rozpowszechniana przez mariawitów tzw. „Adoracja ubłagania” ma na celu przebłagać “Pana Jezusa” za nasze i całego świata grzechy dla dostąpienia miłosierdzia. Adoratorzy będą błagać “Zbawiciela”, żeby zmiłował się nad nami i nad całym światem. (Dzieło, s. 255) Faustyna pisze w swojej Koronce: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata” oraz „Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego”. Zadziwiająca zbieżność!

Dziś doskonale widzimy zgubne “owoce” tej “koronki” autorstwa Faustyny, i całego tego nowego, pseudo-katolickiego kultu. Całkowicie wyparła ona w posoborowym świecie tradycyjne nabożeństwa i dawne, katolickie formy pobożności.

Kult Najświętszego Serca Pana Jezusa jest dziś praktycznie nie obecny. Z kościołów zniknęły obrazy (zastąpione najczęściej faustyniańskim obrazem “Jezu ufam Tobie“), nie odmawia się już litanii i tradycyjnych nabożeństw. Podobnie stało się z kultem Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Koronka wyparła w znacznej mierze nawet Różaniec Święty. Na pielgrzymkach, pogrzebach, w parafiach generalnie prawie nie ma już różańca. Za to wszechobecne jest “Boże Miłosierdzie” Faustyny. Jest koronka, bo krótsza o połowę, modna i forsowana odgórnie. No i niestety, duma “narodowa” odgrywa też swoją rolę.

Faustyna jednak to taka sama “chluba” Polski jak “Mateczka” Kozłowska. Faustyna była wpisana na Indexie Xiąg Zakazanych przez Papieża Piusa XII, a później dwukrotnie potępiona przez Święte Oficjum, dopiero “Papież Polak” – herezjarcha Karol Wojtyła ją “zrehabilitował”.

Faustyna jest “świętą” posoborowia i trzeba być ślepym, aby nie widzieć zatrutych owoców posoborowia. Faustynę kochają i konserwatyści “novus ordo”, i pseudo “tradycjonaliści” (z FSSPX na czele, które w każdej kaplicy wiesza obraz “Jezu ufam Tobie“, i zaleca odmawianie “koronki”, w tym na bractwowych pielgrzymkach na Jasną Górę) i Bergoglio ps. “Franciszek” ze swoim homolobby.

Proszę zobaczyć, że “Franciszek” nie poleca nigdy ani kultu NSPJ, ani kultu NPSM, ani innych nabożeństw. Ale faustyniańskie “miłosierdzie” idzie pełną parą. Stanowi ono bowiem jeden z głównych filarów posoborowej nowej religii. Religii która odrzuca katolickiego Boga (jak sam stwierdził pan Bergoglio), który jest po 1. Sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze, oraz że 2. Łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna (Główne Prawdy Wiary, Katechizm katolicki).

Nowy “bóg” modernistów jest “bogiem” ślepym na ludzkie grzechy, którego miłosierdzie swym płaszczem zasłania bezgranicznie i bezwarunkowo każde zło, a więc zgodnie z tą nową doktryną, można wprost stwierdzić (jak wielu modernistów już uczyniło), że piekło jest puste, albo że po prostu “piekła nie ma”. Jest to największe możliwe zwycięstwo lucyfera!

Hipotetycznie, można się zastanowić, co by się stało z s. Kowalską gdyby modernistom nie udało się przejąć władzy nad widzialnymi strukturami Kościoła katolickiego w 1958 r. Gdyby w tymże roku wybrany został na konklawe np. kard. Siri, czy inny prawowierny katolicki purpurat, i został prawowitym Papieżem Kościoła katolickiego, to z pewnością potępiania dzienniczka s. Faustyny i jej fałszywego kultu, nikt by nigdy (a przynajmniej nie tak szybko) nie odwołał (dopiero 5 kwietnia 1978, na prośbę Karola Wojtyły odwołano Notyfikację zakazującą szerzenia kultu “miłosierdzia bożego” w formach pochodzących z “objawień” Faustyny).

Czy gdyby Faustyna lub osoby z jej towarzystwa, jak np. x. Sopoćko, nie podporządkowały się tym jasnym zaleceniom i nakazom Stolicy Apostolskiej, to nie padła by kolejna ekskomunika, jak było w przypadku Kozłowskiej i x. Kowalskiego? Czy nie powstał by w wyniku tego kolejny “kościół” kolejnej “mateczki”? Są to oczywiście tylko spekulacje, ale jest możliwe, że tak by się ostatecznie stało.

Patrząc na to z drugiej strony, wiemy że moderniści i masoni próbowali przejąć struktury kościelne już podczas konklawe w 1903 r., kiedy próbowali przepchnąć wybór kard. Rampolli, (cóż za podobieństwo nazwisk) najprawdopodobniej masona. Nie został wybrany z powodu zgłoszonego przez polskiego kardynała Jana Puzynę z Krakowa weta w imieniu cesarza Austrii Franciszka Józefa. W tym samym czasie w Rzymie przebywała Kozłowska wraz z jej zwolennikami… Czy to tylko przypadek, zbieg okoliczności? Czy gdyby wówczas wybrano liberała i masona, tak jak w 1958 r. wybrano Roncalliego, to czy ruch mariawitów odpadł by wówczas od Kościoła, czy stało by się podobnie jak z kultem Faustyny Kowalskiej, który z czasem, po 20 latach, został oficjalnie przez okupowany Rzym przyjęty i uznany za “katolicki”. Sytuacja jest wprost analogiczna.

Na szczęście w 1903 roku Bóg dał nam wielkiego Papieża, największego niewątpliwie w XX stuleciu i jednego z największych w dziejach Kościoła – św. Piusa X, który imiennie potępił Kozłowską i jej zwolenników. Jest absolutnie pewne, że gdyby dziś żył Jego następca, to równie potępił by on, dokładnie za to samo, Faustynę Kowalską i jej fałszywy kult, nie mający nic wspólnego z prawdziwym Bożym miłosierdziem, które jest równoznaczne z Bożą sprawiedliwością!

Módlmy się o rychły powrót Katolickiego Papieża, zwłaszcza teraz, w zbliżającą się, 60.tą rocznicę śmierci ostatniego katolickiego Papieża – tj. Piusa XII. Mamy Październik – miesiąc Różańca Świętego – módlmy się tak jak On…

Omnia ad maiorem Dei gloriam et Beatissimae Virginis Mariae honorem!

Michał Mikłaszewski,
3 X 2018, w św. Teresy od Dzieciątka Jezus

Za: – Tenete Traditiones (3 października 2018) – [Org. tytuł: «”Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” – czyli słów kilka o bliźniaczych, fałszywych “objawieniach” ss. Feliksy Kozłowskiej i Faustyny Kowalskiej»]

http://www.bibula.com

Komentarze 63 to “Kilka słów o bliźniaczych, fałszywych “objawieniach” ss. Feliksy Kozłowskiej i Faustyny Kowalskiej”

  1. Roman K said

    !!!!Fake!!!!!!! Falsz!!!!!!!!
    To doskonale haslo!!!!! Kiedy w roku 1980….Polacy wystawili televizory ekranami do ulicy z lecacymi Fake News zwanymi dzennikami Telewizyjnymi telAvizji Polskiej…zatrzesla sie posada Doktryny Jedynej Poprawnosci I przwdy Najprawdziniejszejszej!!!!! I nawa Panstwa Ludu Pracujacego Miast i Wsi puscila farbe I okazalo sie ze to nei zadna nawa ale stara lawa zwiazana powroslami z zaloga I pasazerami przywiazanymi do niej drutem kolczastym:-))))__)
    .. Kiedy na obrady Solidarnosci w Oliwii Gdanskiej nei wpuszczono ekipy TelAwizji Polskiej , I pana Lipaskiego z Rudeho Prava…za opowiadanie klamstw…ptrzyli na jedno a gadali drugie….zatrzesly sie posady Systemu….

    Jesli Powiedziecie Falsz…musicie zaraz powiedziec druge zkalecie … Wy..lac!!!!!
    Powtorzyl to Prez Trump….I polecialy na pysk sondaze….kasa I zaczeli dzwonic w uszach trollom:-))))\
    Madry biskup likwidujacy katarow i Albigensow wymyslilnajlepsza recepta…wyrznac wszystkicj a Pan Bog ropzp[ozna wlasciwych….i osadzi sprawiedliwie.

  2. Grace said

    Przyznam ze jestem w szoku. Falszywa Faustyna?

  3. Boydar said

    Skoro już Pan Roman wspomniał tego chudego ruja Lipawskiego …

    Baaardzo lubiłem Stanisławskiego; choć mylił się w wielu sprawach.

  4. dma said

    Hm, trochę mi to zamieszania wprowadziło, faktycznie Faustyna była na indeksie ksiąg zakazanych, sprawa faktycznie podejrzana.
    Lepiej zwrócić się do modlitw bezdyskusyjnych. Nabożeństw NSPJ i różańca.

    Jedna uwaga do autora z bibuły: jeżdżę od 2 lat do kaplicy „pseudo-tradycjonalistów” FSSPX do Hattersheim koło Frankfurtu nad niemnem i nigdy nie było i nie ma tam obrazu Jezusa miłosiernego. Tak więc nie jest prawdziwe stwierdzenie, że we wszystkich kaplicach obraz wisi.

  5. Miet said

    Re.4.
    Dma

    Tak z ciekawości – a gdzie się znajduje „Frankfurt nad niemnem”??? Czy na obecnej Litwie??? No i chyba „niemnem” powinno być z dużej litery.😑

  6. Roman K said

    Dzieki panie Boydar…..za wyklad prof mniemanologii Stanislawskiego na temat …czym…. I jak je Solidarnosc …ludzka….

  7. Uważam za nierozsądne przywiazywanie jakiejkolwiek wagi do objawień zakonnic – jeszcze jajeczkujących.
    Dawniejsi klerycy próbowali jakoś opanować, a raczej ukierunkować tę hormonalną burzę – stąd „Oblubienice Chrystusa”, noszące żelazne obrączki, niewłaściwie wykorzystujące krucyfiksy, itd.

  8. Wieloimienny said

    „Wywyższę Polskę w potędze i światłości.”

    Właśnie widać!

    „Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje.”

    No, żeby nie było, że antychryst to będzie urodzony i działający w Polsce żyd!

    W objawieniach związanych z Licheniem też była mowa o wielkiej i katolickiej Polsce. Czy tam też diabeł namieszał?

  9. AlexSailor said

    Na moje rozeznanie, artykuł to brednie i nie sposób zauważyć, że w podobnie dziś atakuje się kościół z pozycji mu wrogich.
    Czytanie Biblii, ba nawet jej posiadanie, było również zabronione, a ona sama wpisana na indeks.
    Zatem nie ma najmniejszego znaczenia co było tam wpisane, a sama rola „indeksu” została zmieniona na ostrzegawczą dziś.
    Z całą pewnością, znając treść Pisma Świętego, tych którzy wpisali na taki indeks Biblię, można by było podejrzewać, ba – traktować,
    jako heretyków.
    Gdyby nie rozsądek i wiedza, co do Tradycji i związanej z nią realiami czasów ówczesnych, a nie współczesnych.

    Także wiele innych objawień było traktowanych bardzo ostrożnie i ograniczano ich rozpowszechnienie.

    Problemem objawień Siostry Faustyny, jest ich intymność, a nie Miłosierdzie Boże.
    Z teologicznego punktu widzenia, rzeczywiście Miłosierdzie Boże jest nieskończone, a Ofiara gładzi wszystkie grzechy ze względu na
    sprawiedliwość, jeśli Bóg zechce.

    W artykule zawarte są brednie współgrające harmonicznie z obecnymi, pokrętnymi i kłamliwymi atakami na Kościół Katolicki.
    Co jest niewłaściwego w wezwaniu „Jezu ufam Tobie”??
    Lub w koronce.
    Gdzie objawienia zaprzeczają Sprawiedliwości Bożej, gdzie piekłu i karom?
    Przecież jest wręcz przeciwnie.
    Takich bzdur i kwiatków jest więcej.

    W kościołach nie odmawia się różańca? Został wyparty??
    Nie praktykuje się innych modlitw??
    To są brednie i kłamstwa, które na dodatek wskazują, że piszący je do kościoła nie uczęszcza.

    Nie chcę to tu rozgryzać już teologicznie innych draństw zawartych w artykule.

    Zamiast tego przytoczę zakończenie nabożeństwa „Siedmiu modlitw” podanego za pośrednictwem
    Świętej Brygidy, z którymi łączą się niepojęte obietnice wprost, z czasów średniowiecza, a zatem
    znacznie wcześniej, niż inkryminowany przez autora artykułu SWII czy rok 1958.

    „Panie i Boże nasz, racz nie karać nas za grzechy nasze według Świętej Sprawiedliwości Twojej, ale racz nam być łaskawym według Wielkiego Miłosierdzia Twego. Panie Jezu, który konałeś na Krzyżu za nas, zanurz w Swoim Najświętszym Konaniu na wieki nasze dusze, abyśmy dostąpili zbawienia przez Najświętszą Agonię Twoją. Uwielbiam Cię Ojcze, przez Miłosierdzie Syna Twego. Boże, wierzę w Ciebie i ufam Dobroci Twojej teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen”.

    Dla @Zapi …

    Święta Brygida miała męża i urodziła dzieci.
    Ba, w wieku 13 lat wydana za mąż, urodziła ośmioro dzieci.

  10. Edward. said


    Tez lubilemStanislawskiego.Ale Polak powinien byc swiadom pewnych spraw.
    Pan Stanislawski byl zydem.Chamami zydzi nazywali Polakow a nawet byly
    wojny miedzy pulawianami a chamami.Prosze poczytac Brochockiego.

  11. Piotr Podgórni said

    Prawda jest sędzią bezwzględnym – coś jest zgodne z Prawdą albo nie jest. Odwołanie się do Bożego miłosierdzia jest odwołaniem się do miłości Boga Ojca.
    Słowa „Panie, kiedy nagi stanę przed Tobą czy spuścisz oczy na grzechy moje i rozpoznasz we mnie soje dziecko” mają taką samą treść jak przytoczona powyżej modlitwa św. Brygidy i taka samą treść zawiera obraz Jezusa Miłosiernego. Jezus Chrystus jest Panem i Nauczycielem i aby zrozumieć Jego naukę należ najpierw zaufać Nauczycielowi czyli zrobić wszystko to o co prosi – zupełnie tak jak w szkole na lekcjach matematyki. Jak można dopatrzyć sie w tym obrazie herezji? Ten obraz pokazuje nam, że w naszym swiecie Prawdy jest niewiele, że istnieje tylko dzięki Bozemu miłosierdziu i ze pora na nawrócenie.
    Na pewno heretyckim jest obraz NMP Gwiazdy Nowej Ewangelizacji pokazujący odwróconą, jakby uciekającą Matkę Bożą z przestraszonym dzieciątkiem.

  12. AnKa said

    Ufać Bogu, wierzyć całym sercem, modlić się. To jest wyjście z tej strasznej matni w jaką nas – katolików się wpędza. Świadomie miesza nam się w głowach abyśmy wątpili, a poprzez zwątpienie odchodzili od Boga.
    Rozważania typu „jak wyżej”zostawmy tym, którzy zawsze będą wątpić.
    Szczęść Panie Boże Gajowemu i wszystkim Gajowiczom tym wierzącym i tym wątpiącym

    ———-
    Nie jest grzechem wątpić, a nawet odrzucać objawienia prywatne.
    Admin

  13. Andzia said

    Ja nie rozumiem tej koronki. To Bóg złożył swego Syna w ofierze za nasze grzechy, dla naszego zbawienia – tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął ale miał życie wieczne. . Teraz my tę ofiarę zwracamy?
    Ponadto w koronce przewija się pomiędzy pokorą, pycha siostry Faustyny, także emocje typu och, ach.

  14. Marucha said

    Nie wdawajmy się w szczegóły i nie zwracajmy uwagi na sedewakantystyczne uszczypliwości pod adresem FSSPX.

    Istotne jet to, że Kościół Przedsoborowy nie uznawał objawień siostry Faustyny.
    I tego się trzymajmy.

    Nie oznacza to, iż uważam siostrę Faustynę za jakąś oszustkę czy manipulatorkę. Prawdopodobnie święcie wierzyła w swe objawienia. Nie odniosła z nich żadnych korzyści, przeciwnie, narażona była na represje.

    Uwaga Zapiniotodement (#7) jest celna.

  15. AlexSailor said

    @Andzia

    A co możemy ofiarować Bogu, czego nam On wcześniej nie dał??
    Spalane woły i barany w ramach ofiary też najpierw Pan Bóg dał, jak wszystko.

    A, już nie chce mi się tłumaczyć … .

  16. AnKa said

    @ admin
    Tak , wątpić rozważnie i nie wypędzać wiary z umysłów i serc. Do Boga prowadzi kręta ścieżka,

  17. Andzia said

    re:15
    „Ofiarą Boże, Ty się nie radujesz ani całopalenia choćbym dał, nie przyjmiesz. Boże, moją ofiarą jest duch skruszony, pokornym i skruszonym sercem Ty Boże nie gardzisz”

  18. Dictum said

    Nie rozumiejąc zwrotu „…ofiaruję Ci Ciało i Krew… Jezusa…” zapytaliśmy starego księdza, co to oznacza, Ofiarę składa przecież kapłan, a nie my, zwykli wierni. Odpowiedział – wszyscy jesteśmy kapłanami.
    Trochę to zapachniało protestantyzmem.
    Ale co tam. W miłosierdzie Boże Kościół wierzył już wcześniej, a nie od JP2 ani s. Faustyny, a świętych, którzy bardziej nas przekonują, jest wielu.

    Dlatego nie zastanawiam się głębiej nad rozważaniami tego artykułu, bo porównywanie opętanych mariawitów z prawdziwie oddaną Chrystusowi zakonnicą (egzaltowaną czy najprawdziwszą) jest nie na miejscu, jakie by nie występowały podobieństwa. Nie pamiętam, ale gdzieś było też opisane, że ta cała Kozłowska ponoć wg nauk tych pomyleńców jest obecna razem z Chrystusem w tabernakulum. Jest różnica między taką pychą a „pychą” s. Faustyny, która wyjątkową miłość Chrystusa do niej samej (wg Dzienniczka) spożytkowuje ją wyłącznie na ratowanie dusz zagrożonych potępieniem.

  19. AlexSailor said

    @Marucha

    Kościół zwykle nie uznaje objawień prywatnych sprawdzając je i czekając na ich pierwsze owoce.
    Wykazałem, że wielbienie Miłosierdzia Bożego miało miejsce już w XIV wieku i nie jest niczym nowym w Kościele.
    Ba, modlitwa, której zakończenie podałem, została wprost podyktowana św. Brygidzie.
    A ta działała w czasie dla kościoła bardzo trudnym, jak dziś niemal, z wygnanym papieżem poza Rzym,
    rozprzężeniem w najwyższych kręgach Kościoła, itp.

    Wykazałem również bzdurność zarzutów, jakoby objawienia św. Faustyny zaprzeczały piekłu, każe za grzechy lub
    eliminowały z w kościele inne modlitwy.

    I dlaczego czepiać się tylko SWII?
    Ja bym się przyczepił znacznie wcześniej.
    24 września 1928r. za czasów pontyfikatu Piusa XI została zmieniona przysięga małżeńska w Kościele Katolickim.
    Nie trzeba wielkim myślicielem być, by przewidzieć skutki tej zmiany, których niemal dojrzałe owoce właśnie spożywać mamy.
    Dla najbardziej prymitywnego człowieka o prostej mądrości życiowej oczywistym było, że zmiana liturgii przysięgi małżeńskiej
    wywoła zamęt, nieposłuszeństwo, rozpad małżeństw i społeczeństw, odbije się na dzieciach, itp.
    W wojsku stosuje się dowództwo jednoosobowe, w biznesie również jest szef, podobnie na statku kapitan jest jeden.
    W małżeństwie mamy już dwóch kapitanów statku, dwóch dowódców oddziału.
    Dlaczego całego zła nie liczyć od 1928r. zamiast od WWII, który miał miejsce dokładnie po dojściu do
    dojrzałości pokoleń urodzonych w rodzinach po 1928r.?

  20. Marucha said

    Wracając na chwilę do zakazu czytania Pisma Świętego na własną rękę… tkwiła w tym głęboka mądrość.
    Po zniesieniu tego zakazu każdy głupek zaczął po swojemu „interpretować” Słowo Boże. I co z tego wyszło – każdy widzi.
    Bo ze swojego rozumku każdy jest zadowolony…

  21. Marucha said

    Re 19:
    Swego zdania o objawieniach św. Faustyny nie zmienię i nie widzę ich związku ze zmianą przysięgi małżeńskiej. A porównanie tej zmiany z rewolucją II Soboru Watykańskiego jest wręcz obłędne.

  22. AlexSailor said

    @Marucha

    Uściślijmy.

    „Nie jest grzechem wątpić, a nawet odrzucać objawienia prywatne.
    Admin”

    Jest grzechem wątpienie w jakikolwiek dogmat Kościoła Katolickiego.
    Zaś objawienia prywatne, w tym uznane przez Kościół, nie są do zbawienia koniecznie potrzebne.
    Nie musimy się w ogóle nimi zajmować ani z nich korzystać.
    Nie musimy wieszać w domu obrazów (tym bardziej, jeśli znamy Księgę Rodzaju), nie
    musimy odmawiać nie tylko koronki, ale i różańca, litanii, i setek innych modlitw.
    Chyba, że dostaniemy taką pokutę przy sakramencie pokuty.

  23. Marucha said

    Nie ulega wątpliwości, że w Polsce Kościół Posoborowy się „sfaustynizował”.

  24. AlexSailor said

    @Marucha

    Bądźmy poważni.
    Niech nas Pan Bóg broni od takich głębokich mądrości.
    Uznając za usprawiedliwiającą motywację ochrony „każdego głupka” przed własną interpretacją,
    zwłaszcza w historycznym kontekście wybuchu potwornych herezji i wojen z tym związanych,
    nazywanie głęboką mądrością utajniania Słowa Bożego przed wiernymi, jest przesadą, jeśli nie nadużyciem.

    W Biblii jest NAKAZ jej czytania.
    Zarówno Ewangelii, całego Nowego Testamentu, jak i Starego.
    Nie jest możliwe, by z tego czytania jakiekolwiek zło powstało.
    Raczej inne czynniki takie zło mogły powodować.
    Bo korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniądza.

    I to właśnie stało się przyczyną zarówno herezji, jak i innego zła wokół i w Kościele.

    Pan zobaczy co się dzieje obecnie.
    Ale latyfundia nadane, dotacje płyną, strumyki są.
    I nie ważne, że zalewa nas fala muzułmanów, hinduistów, buddystów, protestantów,
    lewackich fanatycznych wyznawców ateizmu.

  25. AlexSailor said

    Ad 23 @Marucha

    „Nie ulega wątpliwości, że w Polsce Kościół Posoborowy się „sfaustynizował”.”

    Muszę się zgodzić z Panem.
    Tylko, czy to dobrze, czy źle?
    Ja nie jestem zachwycony.

    Są tacy, którzy mówią, że się również „sprotestantyzował”, „skomunizował”, i już nie wymienię dalej.

  26. Marucha said

    Re 24:
    Czytanie czytaniem, ale każdy głupek uważa, że może sobie po swojemu interpretować Słowo Boże. Co widać nawet w gajówce, choć u nas jakby mniej głupków niż na zewnątrz,
    Nie chodzi o „utajnianie”, lecz o ochronę Pisma Świętego przed różnymi samoukami i ich bredniami, które są powielane przez głupców.

    Przyczyny herezji to nie tylko pieniądze, panie Alex. Nie redukujmy rzeczywistości do brzęku monet.

    Re 25:
    Oczywiście w obecnym Kościele mamy wyraźne wpływy protestanckie. Co nie stoi w sprzeczności z obserwowaniem „faustynizacji” w Polsce.
    Dla mnie to oczywiście źle.

  27. AlexSailor said

    Gabriel Maciejewski, znany tu chyba pisarz, redukuje herezje w zasadzie tylko do pieniędzy.
    To jest do narzędzia do zarabiania pieniędzy w sposób bezwzględny przy wyrwaniu się spod papiestwa.
    W szczególności do wdrażania przeróżnych planów Morawieckiego, to jest do zaganiania ludzi do pracy po 14 godzin,
    bez świąt, za miskę ryżu, a nawet czasami bez miski.
    Przy okazji grabież mienia Kościoła.

    ————–
    Powtarzam – to duże uproszczenie.
    Admin

  28. Sarmata said

    Kościoł zawsze podchodzi do objawień prywatnych z wielką ostrożnością. Po zbadaniu objawień w Gietrzwałdzie, kościół stwierdził, że nie da się wykluczyć nadprzyrodzonego charakteru objawień (dekret biskupa warmińskiego Józefa Drzazgi, 1977, 100! lat). Następnie zostały uznane przez Watykan jako jedne z 12 objawień maryjnych na świecie.

  29. Listwa said

    @ 24AlexSailor

    „W Biblii jest NAKAZ jej czytania.
    Zarówno Ewangelii, całego Nowego Testamentu, jak i Starego.
    Nie jest możliwe, by z tego czytania jakiekolwiek zło powstało.”

    – w Biblii nie ma nakazu jej czytania. Co więcej sama znajomość Biblii nie jest warunkiem koniecznym do zbawienia.

    Trzeba znać warunki zbawienia i istotę religii katolickiej. I je wypełnić. Żródłem religii katolickiej jak i Biblii jest Objawienie, czyli to czego nauczał i pozostawił Jezus Chrystus Apostołom. Czytanie i błedna interpretacja, czyli wyczytywanie tego co w Biblii wcale powiedzine nie jest prowadzi do błędów. Dlatego Kościół przez całe wieki przestrzegał przed nieumiejętnym czytaniem, zwłaszcza z wyrywaniem z kontekstu zdań i treści.

    Takie podeście jest podyktowane dość obszerną treścią, czesto zapisaną symbolami, przenośniami, przypowiściami, porównaniami. To wymaga własciwego podejścia i łatwo jest popełnić błąd interpretacyjny.

    Ostatecznym interpretatrem Biblii jest autentyczne magisterium Kościoła katolickiego. Biblie interpetuje on w świetle Tradycji.
    Mało kto wie, że Biblia jest w zasadzie tekstem poetyckim. Jednoczenie w całości swej treści bardzo precyzyjnym.

  30. Listwa said

    Jeśli chodzi o tzw objawenia prywatne, to Kościół ustanowił że nikt nie musi w nie wierzyć i nimi się kierować. Żadne objawienie prywatne nie może nic dodac ani zmienić w jedynym objawieniu publicznym danym przez Jezusa Chrystusa, jest ono wstarczajace do zbawienia.

    Ale to trzeba również dobrze rozumieć.

    Chodzi o to żeby nikt nie zatracił swojej duszy przez jakieś fałszywe objawienia pochodzące niby od Pana Boga, nawet jeśli podaje je kardynał Kościoła katolickiego. Jeśli jakieś tresci obajwień są dyskusyjne i kontrowersyjne, zwłąszcza sprzeczne z objawieniem Jezusa Chrystusa, wtedy bez problemu i zmrużenia oka można walnąc to do smieci.

    Odróznić nalezy objawonia autentycznie pochodzace od Pana Boga i za zgodą Pana Boga. Te maja wartość i sens oraz zawsze są korzystne. Jeśłi Pan Bóg wyraża zgodę na objawenia np . Matki Bożej, jest to jak najbardziej wartosciowe i godne uznania oraz uwzględniania. Głupotą byloby to ignorowac i odrzucać. Ale nie jest to obowiązek i przyjęcie treśc z takich objawoeń nie jest konieczne. Trzeba pamiętać że nigdy objawoenia pochodzące od Pana Boga nie naruszają i niczego nie zmieniają w Objaiweniu Jezusa Chrystusa, zawsze są z nim zgodne.

    Raczej takie obajawoenia mają pomóc w kroczeniu własciwą drogą, czy jak to miało miejsce na obszarach okupowanych przez ISIS były wzmocnieniem i podtrzymaniem osob w trudnym okresie przęśladowań i zagrożenia śmiercią lub cierpieniem. .

  31. Listwa said

    @ 4 dma

    również byłem w iluś kaplicach Bractwa i nigdzie nie widziałem tego obrazu. Równiez nie byłem świadkiem odmawiania koronki.

    Michał Mikłaszewski o ile dobrze pamiętam to sedewakantysta, a oni nie potrafią nic napisac żeby nie opluć Bractwa Piusa X.
    Takie zboczenie mają.

  32. Barbara Chojnacka said

    Szymon Klucznik podrzucił obrazki

  33. Hmm…a dzisiaj na pokutę dostałem właśnie odmówienie koronki. To co? Modliłem się do diabła?

    ———-
    A jak Pan sądzi?
    Admin

  34. Joannus said

    Ad.18
    ”Nie rozumiejąc zwrotu „…ofiaruję Ci Ciało i Krew… Jezusa…” zapytaliśmy starego księdza, …”

    W modlitwie Anioła są takie słowa ” ..ofiaruje Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecne na ołtarzach całego świata…”. Modlitwy tej nauczył odmawiać trójkę wizjonerów fatimskich, Anioł patron Portugalii, przygotowując ich do spotkania z Najświętszą Panną Maryją.

    Poza tym dobry komentarz.

    Ad . 30
    Nic dodać, nic ująć.

    Ad. 31
    Sekciarze, sedewakantyści są bardzo wrogo nastawieni do FSSPX, tak samo jak całego KRK

  35. Dictum said

    ad. 34 – Tego nie wiedziałem. Dziękuję.

    Ale jeszcze a propos Kozłowskiej – na Wikipedii jest przedstawiony szczegółowy jej życiorys i działalność. Zupełnie szlachetnie – wg autora (pewnie jakiegoś mariawity) – życie tej osoby początkowo przebiegało.

  36. Boydar said

    @ Pan Przemysław

    Następnym razem niech Pan wytłumaczy, że koronki to może odmówić stomatolog. Mnie np. odmówił twierdząc, że żeby, to musiałby znaleźć chociaż pół zęba. No i sprawa się rypła. Bezapelacyjnie.

  37. Przemko said

    jeśli BÓG ‚dał’ na urząd w watykanie ‚świętego Piusa X’ to kto dał na urząd JP II i tego obecnego komucha-degenerata??? co na ten temat mówi doktryna katolicka, panie Mikłaszewski?

  38. Wiara może być rozumna.
    Wiara może być histeryczna.

    Proszę sobie wybrać.

  39. Boydar said

    Pius X to była łódka, a JPII – nienażarty krokodyl roniący łzy. To i to „rzeka przyniosła”. Tylko że to łódki powinny być trzy, a tu mamy sytuację że JPII to był kolejny z rzędu, co gorsza, wcale nie ostatni.

    Pan Bóg nie „daje” papieży. Gwarantuje jedynie, że uczestnicy konklawe za sprawą Ducha Świętego będą wiedzieli kto z nich jest „najprawszym wśród prawych”. No, to teraz proszę się postawić na miejscu Ducha Świętego, nic tylko idzie się pochlastać, NIE MA KOGO WSKAZAĆ !.
    Ale jeśli nawet, to fakt iż zostali oświeceni, że ten czy ten, Bóg ich nie chce i w sumie nie może zmusić, bo zabrałby im w ten sposób wolną wolę. Wiedzieli, ale wybrali Barabasza, krew z ich krwi, kość z ich kości.

  40. Semper said

    Panie Joannus propaguje pan niepotwierdzone informacje o Aniele Portugalii i uwiarygadnia pan bzdury s. Faustyny, zmienia pan teologię katolicką. Stawia pan objawienia prywatne, pozabiblijne fatimskie (tutaj zmyślone bez imprimatur) nad Nieomylne Magisterium Kościoła Katolickiego.

    Nie ma publicznie okazanego oryginału Dzienniczka siotry Faustyny Kowalskiej więc może będzie jeszcze errata / suplement do dzienniczka…

    Nieskrępowany, powszechny, pełny i szczegółowy dostęp (internetowy) do kopii wszystkich pism s. Faustyny

    2. Zaznajomić się z oryginałem Dzienniczka siostry Faustyny oraz mieć pełny i nieskrępowany dostęp do pierwszego drukowanego wydania Dzienniczka. Niestety, wierni nie mają dostępu, żyjąc przecież w dobie internetowej, do tych dokumentów, poza kilkoma zdjęciami kilku kartek, kiedy to pozwolono z daleka zrobić zdjęcia podczas pierwszej publicznej prezentacji Dzienniczka. Nota bene dlaczego kazano czekać aż 18 lat od beatyfikacji i 11 lat od kanonizacji na pierwszą odsłonę skrawka rękopisów?!

    Panie Alex czy Biblia też nie ma źródła nadprzyrodzonego?
    Ks. Kardynał Alfred Ottaviani z upoważnienia papieża, prefekt Najwyższej Świętej Kongregacji Świętego Oficjum (po Vaticanum II – Kongregacja Nauki Wiary) umieścił Dzienniczek s. Faustyny na Indeksie ksiąg zakazanych

    “Przeżycia s. Faustyny ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia nie mają źródła nadprzyrodzonego. Wobec tego należy wycofać modlitwy i obrazki, pochodzące z tych rzekomych objawień. Święto Miłosierdzia nie powinno być ustanowione, a ks. M.Sopoćce należy udzielić najpoważniejszego upomnienia („gravissimum monitum”), by nie szerzył wiadomości o rzekomych objawieniach s. Faustyny.”

    niekatolicka Koronka do miłosierdzia Bożego wg s. Faustyny

    Wokół znaczenia treści Koronki toczy się spór teologiczny, który dotyczy poprawności, a co za tym idzie – nadprzyrodzonego pochodzenia tej modlitwy.
    Ksiądz prof. Wincenty Granat, rektor KUL–u, uważa, że Koronka do Miłosierdzia Bożego zawiera błędy teologiczne, a więc nie może pochodzić od Boga. Na sympozjum poświęconym tematyce miłosierdzia Bożego wygłosił referat, w którym napisał:

    W modlitwie powyższej znajdują się istotne błędy teologiczne: po pierwsze Bóstwo Syna jest to samo co i Boga Ojca, a więc nie może być ofiarowane Ojcu Przedwiecznemu; po drugie nie wolno składać na ofiarę czy jakkolwiek w ogóle ofiarować Bóstwa; po trzecie nie może być ono przebłaganiem za grzechy, gdyż Bóstwo, a konkretnie Bóg odpuszcza grzechy, lecz nie jest ofiarą przebłagania; to w naturze ludzkiej Zbawiciel jest przebłaganiem za grzechy nasze.

    Czy można ofiarować Panu Bogu bóstwo?
    marca 05, 2018
    posoborowy ksiądz Dariusz Olewiński
    judaizm Koronka siostry Faustyny

    Tak więc teologicznie poprawnie mówimy o Obecności „ciała i krwi, duszy i bóstwa” Jezusa Chrystusa w Eucharystii. Jednak niepoprawne – a właściwie heretyckie – jest mówienie o ofiarowaniu „ciała i krwi, duszy i bóstwa” Jezusa Chrystusa. Powiedzmy jeszcze raz, z prostego powodu: ponieważ sam Jezus Chrystus nie ofiarował, tzn. ani nie zniszczył, ani nie unicestwił, ani nie przemienił Swojego Bóstwa na krzyżu.

    Mówienie o ofiarowaniu bóstwa Jezusa Chrystusa jest tylko wtedy logicznie spójne, gdy się to „bóstwo” rozumie jako niewspółistotne Ojcu, czyli różne od Boskiej Natury Boga Ojca, czyli jakby stworzone, a to jest nic innego jak pogląd judaizującej herezji ariańskiej.

    3. Trzeci argument obrońców tej formuły wskazuje na tzw. modlitwę anioła z Fatimy.

    Po pierwsze ta modlitwa jest znana dopiero z późniejszych zapisków s. Łucji i nie jest zawarta w aktach z 1930 r. zatwierdzających objawienia Matki Bożej z 1917 r. Tym samym ta modlitwa nie ma ze strony Kościoła żadnego potwierdzenia zgodności z wiarą katolicką czy nadprzyrodzoności.

    Po drugie znamienna jest rzekoma wypowiedź s. Łucji ( sobowtór, druga posoborowa siotra Łucja?) wobec zastrzeżeń teologicznych odnośnie tych rzekomych słów anioła, mianowicie sarkastyczne zdanie, że „widocznie anioł nie studiował teologii”. Otóż przede wszystkim musiałoby być solidnie poświadczone, że s. Łucja tak powiedziała.

    https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/03/czy-mozna-ofiarowac-panu-bogu-bostwo.html

    herezje w Koronce do miłosierdzia Bożego
    ks. prof. Czesław Bartnik na łamach półrocznika Towarzystwa Teologów Dogmatyków Teologia w Polsce (Nr 2,2 2008).

    Nie można ofiarować bóstwa Bogu.
    ks. prof. Czesław Bartnik chce poprawiać posoborową „objawioną” koronkę s. Faustyny!

    http://www.dogmatyka.pl/TwP/index.php?numer=2,2&str=267-270

    Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata

    Modlitwa podyktowana przez rzekomego anioła dzieciom w Fatimie – brak potwierdzenia przez Kościół Katolicki, dopisana po latach?
    Tak uczył w 1916 r? Anioł Pokoju dzieci w Fatimie się modlić:

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu, Duchu Święty, oddaję Wam cześć głęboką i ofiaruję Najdroższe Ciało, Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecne we wszystkich tabernakulach całej ziemi, jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętności, którymi ludzie obrażają Jezusa. Przez nieskończone zasługi Najświętszego Serca Jezusa i wstawiennictwo Niepokalanego Serca Marii modlę się o nawrócenie grzeszników.

  41. Semper said

    Czy należy odmawiać koronkę do Miłosierdzia Bożego s. Faustyny?
    października 07, 2018
    posoborowy ksiądz Dariusz Olewiński
    Każdy powinien sam rozpoznać, czy przekonują go – podane przez wielu teologów i też przeze mnie – racje teologiczne. Tak więc pewne jest po pierwsze: nie ma i nie może być obowiązku odmawiania koronki do Miłosierdzia Bożego s. Faustyny.

    Tym niemniej obowiązkiem katolika jest nie tylko posłuszeństwo władzom kościelnym w sprawach wiary i obyczajów, lecz także, a nawet przede wszystkim znajomość prawd wiary katolickiej, przynajmniej tych zawartych w katechiźmie, zwłaszcza w jego tradycyjnych wydaniach, które są jasne i przystępne.

    Oczywiście władza kościelna nie ma prawa nakazać stawiania koronki czy „Dzienniczka” ponad prawdami wiary. Jest dokładnie odwrotnie: to w świetle znajomości prawd wiary należy podjąć osobistą decyzję odnośnie używania koronki s. Faustyny. Tę kwestię powinien każdy rozważyć w sumieniu.

    Ku temu konieczne jest wziąć pod uwagę fakt, że „Dzienniczek” i koronka zostały odrzucone przez Magisterium Kościoła i umieszczone na Indeksie Ksiąg Zakazanych i że ten stan trwał aż do roku 1979, gdy kard. F. Macharski wydał pozwolenie na rozpowszechnianie.

    Obecnie są ogólnie dostępne informacje w internecie i nie tylko odnośnie tego, że jest wiele niejasności i sprzeczności w związku zarówno z dziejami „Dzienniczka” jak też jego wydaniami drukowanymi. Już na podstawie tych faktów można wysnuć dla siebie postulat ostrożności, nawet dystansu.

    Oczywiście nie oznacza to nieufności czy dystansu wobec prawdy i wiary w Boże Miłosierdzie. Tę prawdę wiary można czcić i rozważać w modlitwach i nabożeństwach, które nigdy nie budziły zastrzeżeń Magisterium Kościoła, a były zawsze uznawane i polecane. Dobrze jest sięgnąć chociażby do następującej edycji nabożeństwa do Bożego Miłosierdzia:

    koronka koronka do Miłosierdzia Bożego modlitwa s. Faustyna

    https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/10/czy-nalezy-odmawiac-koronke-s-faustyny.html

  42. Semper said

    posoborowy ksiądz Dariusz Olewiński
    posoborowy ks. prof. Ignacy Różycki, główny teolog w procesie beatyfikacyjnym Siostry Faustyny Kowalskiej
    Czy interpretacja księdza Różyckiego rozwiązuje problem koronki?
    sierpnia 22, 2018

    Temat był już na niniejszym blogu poruszany (odsyłam do poprzednich wpisów, który można znaleźć przy pomocy etykiety: koronka). Jednak widocznie nadal jest zapotrzebowanie.

    Pytanie dotyczy książki autorstwa księdza Ignacego Różyckiego, profesora teologii dogmatycznej z Krakowa, wydana pierwotnie po francusku. X. Różycki uważany jest powszechnie za tego, który teologicznie uratował s. Faustynę, mimo potępiających dekretów wydanych przez władze kościelne oraz mimo opinii wielu teologów, zarówno polskich jak taż zagranicznych. Odniosę się punkt po punkcie do przesłanych mi zrzutów fragmentów książki.

    Autor przyznaje, że rozumienie „Bóstwa” w znaczeniu natury Boskiej implikuje nieuchronnie heretyckość tej formuły. Dlatego usiłuje wykazać, że należy „Bóstwo” w tym miejscu rozumieć inaczej.

    W tym celu twierdzi najpierw, że ta formuła znajduje się dosłownie już w definicji dogmatycznej Soboru Trydenckiego, jednak nie przytacza tej definicji. Czy celowo? Widocznie tak. Przytoczmy są więc (dekret o Najświętszym Sakramencie Eucharystii, sesja XIII):

    Tak więc po pierwsze jasne jest, że w dekrecie jest mowa o Realnej Obecności Jezusa Chrystusa, tzn. że w Eucharystii wraz z Ciałem i Krwią Chrystusa obecna jest także Jego Dusza wraz z Bóstwem, czyli cały Chrystus. Tym samym jasne jest, że w tym sformułowaniu soborowych „Bóstwo” ewidentnie oznacza Boską Naturę Jezusa Chrystusa. Tym samym powoływanie się na Sobór Trydencki zupełnie nie wspiera argumentacji autora. A nawet ją podważa o tyle, że jakby utożsamia odmawianie koronki ze składaniem Najświętszej Ofiary, co jest w sensie właściwym czynnością kapłańską w znaczeniu kapłaństwa sakramentalnego.

    Zupełnie nie wiadomo skąd autor dołącza tutaj swoją tezę, że „w tej definicji ‚Bóstwo’ nie oznacza natury Boskiej wspólnej trzem Osobom”.

    Jest to ewidentna nieprawda i nawet herezja.

    Czyżby ks. Różycki negował obecność Bóstwa Jezusa Chrystusa – współistotnego Ojcu – w Eucharystii? Zamiast wyjaśnienia czy zadeklarowania się – co oznaczałoby nieuchronnie heretyckość – powtarza swoją absurdalną tezę, że Bóstwo oznacza „bezpośrednio – tzn. dokładnie, ściśle – osobę Boską Jezusa”. Czyni tutaj absurdalne rozróżnienie: „Natura Boska jest w niej wyrażona tylko pośrednio, tzn. przez pośrednictwo osoby; w konsekwencji jest ona wyrażona tylko jako właściwa Jezusowi, prawdziwemu Synowi Boga”. Nasuwają się więc pytania: Jakie to jest w końcu Bóstwo? Jest ono tożsame z Bóstwem Ojca i Ducha czy nie? Skoro „Bóstwo” ma oznaczać Osobę, to dlaczego z tej osoby wyłączone są dusza, ciało i krew?

    Ponadto x. Różycki zapomniał zapewne pojęcie Osoby Jezusa Chrystusa zdefiniowane już na Soborze Chalcedońskim jako unia hipostatyczna: Osoba Wcielonego Syna Bożego jednoczy Bóstwo i Człowieczeństwo, bez ich pomieszania. Jakim prawem więc x. Różycki przypisuje Osobie Jezusa Chrystusa tylko Bóstwo? Co jest z Jego Człowieczeństwem? Jakie to jest Bóstwo, skoro nie jest Bóstwem Trójcy Przenajświętszej? To niestety zakrawa na brak elementarnej wiedzy chrystologicznej, a nawet na heretycki, quasi ariański pogląd odnośnie godności Jezusa Chrystusa. Idźmy dalej.

    Tutaj niestety potwierdza się, że ks. Różycki odróżnia między Boską Naturą Trójcy Przenajświętszej a naturą Boską właściwą „Boskiej osobie” Jezusa Chrystusa. To brzmi niestety dość dokładnie jak herezja ariańska.

    Następnym argumentem x. Różyckiego jest modlitwa anioła z Fatimy podana przez s. Łucję. Autor przemilcza, że ta modlitwa jest znana dopiero z późniejszych zapisków s. Łucji i nie wchodzi w skład uznanych przez Kościół objawień Matki Bożej w Fatimie. Tym samym ten argument nie zupełnie żadnej wartości teologicznej. Tym bardziej, że problem teologiczny jest tego samego rodzaju co w sformułowaniu koronki s. Faustyny. Tak więc x. Różycki popełnia błędne koło: argumentuje na rzecz danej formuły za pomocą takiej samej formuły bez jakiejkolwiek wartości autorytatywnej.

    Tutaj x. Różycki nagle powraca do chrystologii. Niestety tylko pozornie i kłamliwie. Twierdząc, że „formuła ta” jest od Soboru Chalcedońskiego „zwyczajnie” używana w odniesieniu do Bóstwa Chrystusa w znaczeniu „Boskiej osoby Jezusa”, nie podaje żadnych przykładów. I słusznie. Bo takich przykładów po prostu nie ma ani w dokumentach Kościoła ani w pismach teologów uznanych i zalecanych oficjalnie przez Kościół. W języku Kościoła, stosującym wiernie chrystologiczne dogmaty wiary katolickiej, Bóstwo, divinitas, zawsze odnosi się do Boskiej natury wspólnej bez żadnej różnicy wszystkim Trzem Osobom Boskim. Twierdzenie przeciwne jest po prostu kłamstwem.

    X. Różycki broni koronkę przed rozumieniem Bóstwa jako natury Boskiej o tyle słusznie, że wówczas ofiarowanie Bóstwa byłoby albo logicznym absurdem (jako ofiarowanie Bóstwa Bogu) albo ewidentną herezją ariańską, zakładającą różnicę między Bóstwem Syna i Bóstwem Ojca.

    Jednak niestety w kierunku tej drugiej myśli idzie tok rozumowania x. Różyckiego. Mówi bowiem: „Jasne jest, że Bóstwem Jezusa – rzeczywiście odrębnym w stosunku do Bóstwa Ojca – jest właśnie Jego Boska osoba”. Muszę tutaj najpierw zwrócić uwagę na fałszywe tłumaczenie: distincte oznacza nie „odrębna” lecz „różna”.

    Tym samym jest tutaj dość jednoznacznie wypowiedziana herezja: według x. Różyckiego Bóstwo Jezusa Chrystusa jest różne (distincte) od Bóstwa Boga Ojca.

    Jest to nic innego jak zaprzeczenie wyrażenia zdefiniowanego dogmatycznie już na Soborze Nicejskim, że Syn Boży jest współistotny Ojcu (ομοουσιος τω Πατρι) czyli tożsamy z Ojcem co do istoty (ουσια) oraz natury (φυσει). To jest elementarz chrystologii katolickiej. Mimo tego x. Różycki uporczywie powtarza swoją heretycką tezę: „To, co on ofiaruje Ojcu Przedwiecznemu, to nie jest, ściśle mówiąc Bóstwo, lecz Bóstwo właściwe Synowi”. To jest wystarczająco dobitne wyrażenie ewidentnie heretyckiego poglądu. Aż trudno uwierzyć.

    Ponadto w zdaniu „to, co recytujący ofiaruje Ojcu Przedwiecznemu, to w ostateczności jest cała osoba Jezusa, tzn. tak jego Boska osobowość, jak całe Jego człowieczeństwo, złożone z ciała, krwi i duszy” mamy ponownie do czynienia z pomieszaniem pojęciowym. Tutaj x. Różycki wprowadza nowe odróżnienie, mianowicie „Boska osobowość”, a poprzednio mówił o „Boskiej osobie” różnej od Boskiej natury. Nie wyjaśnia tego pojęcia. Użycie go wynika więc widocznie z powodów stylistycznych, czyli nie stosuje pojęcia „osoba” i „osobowość” zamiennie. Tym samym niczego to nie zmienia w toku myśli.

    Nowy element zawarty jest natomiast w wyrażeniu „to ofiarowanie całego Jezusa”. Słuszne jest wskazanie na Ofiarę Jezusa Chrystusa, w którą wierny może się włączyć duchowo. Jednak ta prawda nie ma żadnego wpływu na treść teologiczną formuły poprzedniej, w której jest mowa o ofiarowaniu Bóstwa. Innymi słowy: także Jezus Chrystus, Syn Boży, nie ofiarował Bogu Ojcu Swojego Bóstwa, lecz samego Siebie.

    Właśnie dlatego konieczne było Wcielenie, gdyż ofiarowanie Syna Bożego bez natury ludzkiej nie miałoby sensu i nie byłoby możliwe z powodu jedności Osoby Ojca i Osoby Syna w tej samej naturze Boskiej. Tylko przez Wcielenie i dzięki Wcieleniu możliwa jest Ofiara Syna współistotnego Ojcu co do Bóstwa. Dlatego właśnie także człowiek nie może ofiarować Bóstwa Jezusa Chrystusa. Twierdzenie przeciwne jest bluźnierstwem negującym pośrednio Współistotność Ojca i Syna.

    Podsumujmy. Nie jest moją intencją, ani nie mam możliwości oceny zamiaru x. Różyckiego. Pewne jest, że dostrzega on poważny problem teologiczny w ofiarowaniu Bóstwa, o ile rozumie się je zgodnie z pojęciowością katolicką, czyli w odniesieniu do Boskiej natury i istoty Jezusa Chrystusa.

    X. Różycki potwierdza, że takiego ofiarowanie nie jest możliwe na gruncie teologii katolickiej. Dlatego właśnie usiłuje inaczej zinterpretować słowo „Bóstwo” występujące w koronce. Jednak jego próbę należy uznać po pierwsze za nieudaną z powodu braku podstaw w teologii katolickiej, a po drugie za heretycką, gdyż wyraźnie odróżniającą Bóstwo Syna Bożego Jezusa Chrystusa od Bóstwa Boga Ojca. Tym samym odmawianie koronki zgodnie z interpretacją x. Różyckiego jest niestety aktem popadnięcia w apostazję ariańską.
    herezja koronka do Miłosierdzia Bożego ks. Różycki

    https://teologkatolicki.blogspot.com/2018/08/czy-interpretacja-x-rozyckiego.html
    koronka koronka do Miłosierdzia Bożego modlitwa s. Faustyna

    https://teologkatolicki.blogspot.com/search/label/koronka%20do%20Mi%C5%82osierdzia%20Bo%C5%BCego

  43. Marek - 3 said

    To przeczytałem ze strony: http://www.duchprawdy.com/s_medarda_zofia_wyskiel_widzenia.htm

    Rozmowy z Jezusem Chrystusem, Duchem Świętym i Maryją Matką Najświętszą (Poznań, 1958-1971)

    1. W dzień Miłosierdzia Bożego tj. w pierwszą niedzielę po Wielkanocy w roku 1958 przyszedł Pan Jezus Miłosierny i błogosławił Mi, potem mojej rodzinie i wszystkim, którzy do mnie przychodzą. Widziałam jak Pan Jezus udał się do Watykanu i stanął przed Ojcem Świętym, a obok było dużo kardynałów. Pan Jezus stał smutny, miał ręce związane jak do biczowania, spoglądał błagalnym wzrokiem na Ojca Świętego Piusa XII i powiedział mi: „Nie ogłosił Mego Święta Miłosierdzia Bożego”. Podczas gdy patrzył na Ojca Świętego, to tiara Piusa XII wpadała jedna w drugą i pozostała jakby jedna korona. W ten sposób Pan Jezus dał mi do zrozumienia, że pontyfikat Ojca Świętego się kończy. Potem Pan Jezus patrzył na stojących obok kardynałów i mówił „Ten lud czci Mnie wargami, a serca ich są daleko ode Mnie”.

    Po kilku miesiącach w październiku 1958 r. Ojciec Święty Pius XII zmarł.

    Gdy umarł zobaczyłam go jak przyszedł w białej sutannie i miał na głowie białą piuskę. Pius XII miał ręce w tyle związane. Mówił do mnie, że cierpi, bo nie zatwierdził Święta Miłosierdzia Bożego. Kazał powiedzieć następnemu Ojcu Świętemu, ażeby w Kaplicy Sykstyńskiej odmówił Koronkę do Miłosierdzia Bożego za jego /tzn. Piusa XII/ duszę. [Pięć miesięcy po śmierci Papieża Piusa XII, w 1959 r. Kongregacja św. Oficjum wydała Notyfikację, która postanawia, że należy powstrzymać się od rozszerzania obrazów i pism, które przedstawiają nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego w formach przedłożonych przez s. Faustynę; i po drugie: że pozostawia się roztropności biskupów polecenie usuwania wspomnianych obrazów, które zostały już wystawione do kultu. Jest to wersja złagodzona bo wcześniej prymas Wyszyński w 1958 r. otrzymał pismo z Kongregacji dodające jeszcze polecenie usuwania obrazów Króla Miłosierdzia, niewprowadzania Święta Miłosierdzia Bożego i upomnienia ks. Sopoćki, by nie szerzył więcej tych objawień i nabożeństwa – dekret ten nie został jednak nigdy opublikowany do powszechnej wiadomości.]

    /Siostra Medarda mówi. Ponieważ nikt by nie uwierzył, sama i odprawiłam Koronkę do Miłosierdzia Bożego za duszę zmarłego Papieża Piusa XII i ofiarowałam się za jego duszę./

    Pius XII kazał powiedzieć Ojcu Świętemu, aby zatwierdził Święto Miłosierdzia Bożego.

    Pan Jezus powiedział mi, że teraz jest era Miłosierdzia Bożego a jeśli nie będzie to zatwierdzone, Kościół święty będzie prześladowany i to dopokąd nie wypełnią się pragnienia Jezusowe.

    2. W niedzielę Miłosierdzia Bożego /pierwsza niedziela po Wielkanocy/ co roku Pan Jezus do mnie przychodzi.

    Zwykle widziałam, że przychodził od strony okna, radosny błogosławił mnie i wszystkich: którzy do mnie przychodzą, mojej rodzinie, znajomym i całemu światu.

    A w tym roku /1960/ gdy się obudziłam, Pan Jezus stał przy łóżku tak jak namalowany jest przez tego artystę, któremu siostra Faustyna dała wskazówki, jak ma być namalowany.

    Nie był piękny, brodę miał rozdzieloną.

    Dawniej zawsze widziałam te Serce [w] promienie białe i czerwone. A teraz widziałam ranę przebitą i z tej Rany Serca wytryskała Woda i Krew, jak z fontanny. Obok Pana Jezusa stała, uniesiona w powietrzu siostra Faustyna, ale nie była w habicie, tylko jako młoda 15 letnia panienka.

    Pan Jezus upominał się aby obraz był wykonany tak, jak był wykonany przez artystę wg wskazówek siostry Faustyny.

    Pan Jezus wytłumaczył mi, że w tym obrazie nie jest piękny, ale będzie w nim czczony, bo w pięknym obrazie zwykle ludzie czczą dzieło artysty, a nie Jego Samego.

    Pan Jezus błogosławił jak zawsze. Po tym poszedł do Fary. Tam jakby na stopniach ołtarza był Wieczernik. Pan Jezus ustanowił Najświętszy Sakrament, tak jak w Wieczerniku. Widziałam i kielich z winem, tak jak malują Wieczerzę Pańską. Ale nie widziałam apostołów. I powiedział Pan Jezus, że największe Jego Miłosierdzie to ustanowienie Najświętszego Sakramentu w Wieczerniku.

    Potem poszedł Pan Jezus do tych kościołów, gdzie są obrazy Miłosierdzia Bożego. Od Fary poszedł do kościoła przy ul. Żydowskiej, później poszedł do Salezjanów, później na Rynek Wildecki do Ojców Zmartwychwstańców. Stamtąd do Ojców Pallotynów, potem do kościoła św. Jana Kantego i wszędzie tam błogosławił. Był jeszcze też w domach mojej rodziny, moich przyjaciół, znajomych księży. Wszędzie, gdzie przyszedł, błogosławił i wylewał z Serca Krew i Wodę. ……….

  44. Sebastian said

    LISTY STAREGO DIABŁA DO MŁODEGO

    Clive Staples Lewis

    Przedmowa do wydania pierwszego

    Nie mam zamiaru tłumaczyć, jakim sposobem korespondencja, którą obecnie ofiaruję
    publiczności, wpadła w moje ręce. Jeśli chodzi o diabły, istnieją dwa równie wielkie, a równocześnie
    przeciwstawne sobie błędy, w które może popaść nasze pokolenie. Jednym z nich jest niewiara w ich
    istnienie. Drugim wiara i przesadne, a zarazem niezdrowe interesowanie się nimi. Oni sami są
    jednakowo zadowoleni z obu błędów i z tą samą radością witają zarówno materialistę, jak i magika.
    Sposób pisania, użyty w tej książce, może sobie łatwo przyswoić i spożytkować każdy, kto raz
    zapoznał się z tą sztuką. Jednakowoż osoby niewłaściwie usposobione lub pobudliwe, które mogłyby
    zrobić z tego zły użytek, niech się jej ode mnie nie uczą.
    Radzę czytelnikom nie zapominać, że diabeł jest kłamcą. Jest rzeczą oczywistą, że nie
    wszystko, co Krętacz1) mówi, jest prawdą; nawet z jego własnego punktu widzenia. Nie próbowałem
    utożsamiać którejkolwiek z ludzkich istot wzmiankowanych w listach; lecz wydaje mi się mało
    prawdopodobne, aby portrety takiego na przykład Fr. Spike’a lub matki pacjenta były całkowicie
    wierne. W Piekle, podobnie jak na Ziemi, istnieją sądy oparte na pragnieniach.
    Na zakończenie muszę dodać, że nie usiłowałem ustalić chronologii listów. Okazuje się, że list
    numer 17 był napisany przed wprowadzeniem ścisłych ograniczeń żywnościowych. Lecz na ogół
    diabelska metoda oznaczania czasu zdaje się nie pozostawać w żadnym stosunku do czasu
    ziemskiego i nie usiłowałem jej odtworzyć. Historia wojny europejskiej, poza wypadkami, które od
    czasu do czasu dotyczyły duchowego stanu pojedynczej ludzkiej istoty, wyraźnie nie interesowała
    Krętacza.

    C.S. Lewis, Magdalene College, 5 lipca. 1941

    Przedmowa do wydania dwudziestego czwartego

    Listy Screwtape’a opublikowano w czasie II wojny światowej w czasopiśmie „Guardian” (które
    obecnie już się nie ukazuje). Mam nadzieję, że nie przyspieszyły końca tego czasopisma, ale na
    pewno pozbawiły go jednego ze stałych czytelników. Pewien wiejski duchowny napisał do redaktora
    czasopisma, że rezygnuje z prenumeraty, a uzasadnił to tym, że „znaczna część porad udzielanych
    w tych listach wydawała mu się nie tylko błędna, lecz zdecydowanie diaboliczna”.
    Generalnie jednak Listy spotkały się z przyjęciem, o jakim nigdy nie śniłem. Recenzje były
    albo pochwalne, albo pełne takiej irytacji, jaka przekonuje autora, że trafił w sedno; liczba
    sprzedawanych egzemplarzy była od początku – według moich kryteriów – ogromna i nadal
    utrzymuje się na takim poziomie.
    Oczywiście, powodzenie sprzedaży nie zawsze odpowiada temu, czego autorzy oczekują.
    Gdyby wnioskować o poczytności Pisma Świętego w Anglii, na podstawie liczby sprzedawanych
    egzemplarzy, można by dojść do bardzo błędnych wniosków. Podobnie – zachowując wszelkie
    proporcje – ma się sprawa z Listami Screwtape’a.

    Jest to rodzaj książki, którą obdarowuje się chrześniaków: rodzaj lektury, która bywa czytana
    na głos podczas dni skupienia. Jest to nawet, co zauważyłem z gorzkim uśmiechem, rodzaj lektury
    grawitującej w kierunku gościnnych pokoi sypialnych, by tam wieść niczym nie zakłócony żywot w
    towarzystwie takich pozycji jak Poradnik drogowca, John Inglesant czy Życie pszczół. Czasami
    kupowana bywa z powodów jeszcze bardziej upokarzających. Jedna z moich znajomych zauważyła,
    że młodziutka praktykantka, która w szpitalu podawała jej termofor, czytała Listy Screwtape’a.
    Odkryła również, dlaczego. „Widzi pani – powiedziała dziewczyna – ostrzeżono nas, że na
    egzaminach, po pytaniach merytorycznych i technicznych, siostry przełożone i inne osoby pytają
    czasem o ogólne zainteresowania. Najlepiej jest powiedzieć, że się coś czytało. Więc dali nam wykaz
    około dziesięciu książek, które zazwyczaj uchodzą za dość dobre, i powiedzieli, że powinniśmy
    1 Ze względu na użytą w pierwszym wydaniu książki formę „Krętacz” (zamiast angielskiego „Screwtape”) i zrozumiałość
    tej formy oraz jej popularność wśród polskich czytelników, Wydawnictwo – wbrew sugestiom Tłumacza – zdecydowało się na
    pozostawienie jej i w tym wydaniu (przyp. red.)
    przeczytać przynajmniej jedną z nich.” „I ty wybrałaś Listy Screwtape’a?” „No tak, oczywiście, były
    najcieńsze.”

    Mimo to, jeśli pominąć tego rodzaju nietypowe przypadki, książka ta miała na tyle licznych
    prawdziwych czytelników, że warto odpowiedzieć na niektóre pytania, które jej lektura wzbudziła w
    ich umysłach. Najczęściej stawiane mi pytanie to: czy ja rzeczywiście „wierzę w Diabła”.
    Otóż, jeśli przez określenie „Diabeł” rozumiemy moc przeciwstawną Bogu i, jak Bóg,
    samoistną od początku wszechczasów, to odpowiedź brzmi oczywiście „Nie. Poza Bogiem nie istnieje
    żadna istota, która nie byłaby stworzona. Bóg nie posiada istoty przeciwstawnej. Żadna istota nie
    mogłaby osiągnąć stanu „doskonałego zła” przeciwstawnego doskonałemu dobru Boga; bo
    gdybyśmy usunęli na bok wszelkie jej rzeczy dobre (inteligencję, pamięć, energię i samo istnienie),
    nic by z niej nie pozostało.
    Poprawnie postawione pytanie brzmi: czy ja wierzę w diabły. Tak, wierzę. To znaczy, wierzę
    w istnienie aniołów i wierzę, że niektóre z nich przez nadużycie swej wolnej woli stały się wrogami
    Boga i, w następstwie tego, naszymi wrogami. Anioły te możemy nazywać diabłami. Nie różnią się
    one w swej naturze od dobrych aniołów, lecz natura ich jest zdeprawowana. Diabeł jest
    przeciwieństwem anioła tylko w takim znaczeniu jak Zły Człowiek jest przeciwieństwem Dobrego
    Człowieka. Szatan, przywódca diabłów lub ich dyktator, jest przeciwieństwem nie Boga, lecz Michała
    Archanioła.

    Wierzę w to nie w tym sensie, że jest to częścią mojej wiary, lecz że jest to jedno z moich
    przekonań. Moja religia nie ległaby w gruzach, gdyby to przekonanie okazało się fałszywe. Dopóki to
    nie nastąpi – a dowodów, które by temu zaprzeczały, daremnie by szukać – zachowam je. Wydaje mi
    się, że wyjaśnia ono sporo faktów. Zgadza się z normalnym pojmowaniem Pisma Świętego, z
    tradycją chrześcijańską i z wierzeniami większości ludzi wszech czasów. Nie jest również sprzeczne z
    niczym, co byłoby :przez którąkolwiek z nauk udowodnione.
    Powinno być rzeczą zbyteczną – choć nie jest – dodanie, że wiara w anioły dobre czy złe nie
    oznacza wiary w takie anioły, jedne czy drugie, jakie przedstawia się w sztuce i literaturze. Diabły
    przedstawia się ze skrzydłami nietoperza, a dobre anioły ze skrzydłami ptaków nie dlatego, by
    ktokolwiek sądził, że moralne zepsucie mogłoby zamienić pióra w błony, lecz dlatego że większość
    ludzi lubi bardziej ptaki od nietoperzy. W ogóle skrzydła daje im się po to, by sugerować lotność
    nieskrępowanej energii intelektualnej. Nadaje im się ludzką, postać, ponieważ człowiek jest jedynym
    rozumnym stworzeniem, jakie znamy. Stworzenia stojące w porządku naturalnym wyżej od nas,
    niematerialne czy też przybierające jakąś postać cielesną niedostępną naszemu poznaniu, muszą
    być przedstawiane symbolicznie, jeśli w ogóle mają być przedstawiane.

    Postacie te nie tylko są symboliczne, lecz zawsze były uważane za symboliczne przez
    myślących ludzi. Grecy nie wierzyli w to, że bogowie naprawdę podobni byli do postaci ludzkich o
    pięknych kształtach nadanych im przez rzeźbiarzy. W ich poezji bóg, który chce się „ukazać”
    śmiertelnikowi, przyjmuje chwilowo postać podobną do człowieka. Teologia chrześcijańska prawie
    zawsze przedstawiała „ukazanie się anioła w ten sam sposób. To tylko ignorantom – jak powiada
    Dionizjusz w V wieku – śni się, że duchy są naprawdę uskrzydlonymi ludźmi.
    W sztukach plastycznych symbole te ulegały stopniowej degeneracji. Twarze i pozy aniołów
    Fra Angelico mają w sobie pokój i powagę nieba. Później pojawiają się pucołowate nagie aniołki
    Rafaela; na koniec zaś delikatne, wysmukłe, dziewczęce, niosące pociechę anioły
    dziewiętnastowiecznej sztuki, o kształtach tak niewieścich, że przed zmysłowością chroni je tylko ich
    totalna nuda – oziębłe hurysy rajskiej atmosfery towarzyskiej przy herbatce. Są one symbolem
    destruktywnym. W Piśmie Świętym nawiedzenie anioła jest zawsze czymś zatrważającym; musi ono
    zaczynać się od słów „Nie trwóż się”. Anioł wiktoriański wygląda tak, jak gdyby miał zamiar
    powiedzieć „Dobrze już, dobrze”.

    Symbole literackie kryją w sobie większe niebezpieczeństwo, ponieważ ich symboliczność nie
    jest tak łatwo rozpoznawalna. Najlepsze są u Dantego. Przed jego aniołami zamieramy przejęci
    grozą. Jego diabły – jak słusznie zauważył Ruskin – są w swej furii, złośliwości i rozpasaniu o wiele
    bardziej tym, czym muszą być w rzeczywistości, niż którekolwiek z tych, które spotykamy u Miltona.
    Diabły Miltona, przez swą majestatyczność i wzniosłą poetyckość, wyrządziły wiele szkody, a jego
    anioły zbyt wiele zawdzięczają Homerowi i Rafaelowi. Lecz naprawdę zgubnym obrazem diabła jest
    Mefistofeles Goethego. To Faust, a nie on, manifestuje bezwzględne, czujne, pozbawione uśmiechu
    koncentrowanie się na samym sobie, co jest znamieniem piekła. Pełen humoru, ucywilizowany,
    rozsądny, umiejący się dostosować do sytuacji Mefistofeles przyczynił się do umocnienia iluzji,
    jakoby zło miało wartość wyzwalającą.

    Prosty człowiek może czasem uniknąć jakiegoś jednostkowego błędu, który przydarzył się
    komuś wybitnemu, dlatego postanowiłem, że moja własna symbolika nie powinna błądzić tak, jak
    symbolika Goethego. Humor bowiem wprowadza zmysł proporcji i daje możliwość spojrzenia na
    siebie od zewnątrz. Czegokolwiek byśmy nie przypisywali istotom, które zgrzeszyły przez pychę,
    właśnie tego nie powinniśmy im przypisywać. Szatan – powiedział Chesterton – upadł na skutek
    własnej ważności. Piekło musimy przedstawiać jako stan, gdzie każdy jest wiecznie zajęty swoją
    własną godnością i awansem, gdzie każdy ma do kogoś pretensje i gdzie każdy pochłonięty jest
    śmiertelnie poważnymi uczuciami zazdrości, własnej ważności i urazy. To przede wszystkim. Poza
    tym sądzę, że mój własny dobór symboli uwarunkowany był usposobieniem i wiekiem.
    O wiele bardziej lubię nietoperze niż biurokratów. Żyję w Wieku Zarządzania, w świecie
    „Admin”. Największe zło nie dzieje się obecnie w owych nędznych „spelunkach przestępstwa”, które
    lubił opisywać Dickens. Nawet nie w obozach koncentracyjnych i obozach pracy. Tam spotykamy się
    z jego końcowym rezultatem. Rodzi się ono i jest wprowadzane w życie (wnioskowane, popierane,
    wykonywane i protokołowane) w schludnych, wyłożonych dywanami, ogrzanych i dobrze
    oświetlonych biurach, przez spokojnych ludzi w białych kołnierzykach, z przyciętymi paznokciami i
    gładko wygolonymi policzkami, którzy nie muszą podnosić swego głosu. Stąd, rzecz dość naturalna,
    moim symbolem Piekła jest coś w rodzaju biurokracji państwa policyjnego lub biura do cna
    znikczemniałego koncernu przemysłowego.

    Milton powiedział nam, że „diabeł z diabłem, przeklęci, żyją w Mocnej zgodzie”. Lecz jak? Na
    pewno nie z przyjaźni. Istota, która jeszcze choć trochę potrafi kochać, nie jest jeszcze diabłem. I
    tutaj znów mój symbol wydał mi się użyteczny. Pozwolił mi, przy pomocy doczesnych paraleli, na
    opisanie biurokratycznej społeczności, trzymanej całkowicie w ryzach przy pomocy strachu i
    chciwości. Na zewnątrz zachowanie jest normalnie uprzejme. Niegrzeczność w stosunku do
    przełożonego byłaby oczywiście samobójstwem; okazać nieuprzejmość równemu sobie mogłoby
    obudzić jego czujność, zanim będzie się gotowym wysadzić go z siodła, bo oczywiście, zasadą leżącą
    u podłoża całej tej organizacji jest „niech się psy wzajemnie zagryzają”. Każdy życzy każdemu
    kompromitacji, degradacji i zguby; każdy jest ekspertem w pisaniu poufnych donosów, w
    pozorowanych sojuszach, we wbijaniu noża w plecy. Nad tym wszystkim ich dobre maniery, ich
    wyrazy pełne szacunku, ich „uznanie” dla świadczonych sobie wzajemnie bezcennych przysług,
    tworzą cieniutką powłokę. Od czasu do czasu bywa ona nakłuwana i wówczas tryska z wewnątrz
    paląca lawa ich nienawiści.

    Symbol ten umożliwił im również pozbycie się absurdalnego mniemania, jakoby diabły zajęte
    były bezinteresownym poszukiwaniem czegoś, co nazywa się Zło (wielka litera jest tu istotna). W
    przypadku moich diabłów nie ma miejsca na żadne tego rodzaju zwidy. Źli aniołowie, tak jak źli
    ludzie, są całkiem praktyczni. Kierują się dwoma motywami. Pierwszym jest strach przed karą: bo
    podobnie jak kraje totalitarne mają swoje obozy dla zadawania tortur, tak moje Piekło posiada
    głębsze Piekła, swoje „domy poprawcze”. Drugi motyw to swoisty głód. Wyobrażam sobie, że diabły
    mogą, w sensie duchowym, pożerać jeden drugiego; i nas. Nawet w życiu ludzkim spotyka się
    namiętność skierowaną na zdominowanie, prawie że na przetrawienie, drugiego człowieka; na
    dążenie do tego, by całe jego intelektualne i emocjonalne życie uczynić jedynie przedłużeniem
    własnego życia – po to, by uzewnętrzniać własną nienawiść, żywić własne urazy, dawać upust
    własnemu egoizmowi poprzez tego drugiego człowieka, tak jak poprzez siebie. Jego własny mały
    zasób namiętności musi być wyrugowany, by zrobić miejsce naszym. Jeśli on się temu opiera,
    postępuje bardzo egoistycznie.

    Na ziemi pożądanie to nazywa się często „miłością”. Wyobrażam sobie, że w Piekle znane to
    jest jako głód. Lecz tam głód jest bardziej drapieżny i możliwe jest pełniejsze jego zaspokojenie.
    Sugeruję, że tam duch mocniejszy – nie istnieje tam być może żadna forma ciała, która utrudniałaby
    tę operację – może rzeczywiście i ostatecznie wessać w siebie słabszego i permanentnie sycić swą
    własną osobowość tą drugą pogwałconą osobowością. I to z tego powodu (tak mniemam) diabły
    pożądają ludzkiej duszy i duszy innych diabłów. I to z tej przyczyny Szatan pożąda wszystkich swych
    wyznawców i wszystkich synów Ewy, i wszystkich zastępów niebieskich. Śni on o dniu, kiedy
    wszystko wchłonie w siebie i kiedy wszystko, co wymawia „Ja”, będzie mogło to czynić tylko poprzez
    niego. Domyślam się, że jest to parodia – imitująca nadętego pająka, jedyna imitacja, którą potrafi
    on zrozumieć – tej niezgłębionej wielkoduszności, mocą której Bóg zmienia narzędzia w sługi, a sługi
    w swych synów, by mogli się z Nim ostatecznie zjednoczyć w doskonale wolnej miłości ofiarowanej
    Mu z wyżyn ich całkowicie odrębnych indywidualności, których po to, aby takimi byli, wyzwolił.
    Lecz, tak jak w opowiadaniach Grimma2), des traumie mir nur, wszystko to pełni tylko rolę
    mitu i symbolu. I dlatego pytanie o to, jakie jest moje zdanie na temat diabłów – aczkolwiek należy
    na nie odpowiedzieć, skoro zostało postawione – ma w gruncie rzeczy bardzo znikome znaczenie dla
    czytelnika Listów Screwtape’a. Dla tych którzy podzielają moje zdanie, moje diabły będą symbolami
    konkretnej rzeczywistości; dla innych będą personifikacją pojęć abstrakcyjnych, a książka będzie
    alegorią. Lecz nie robi to większej różnicy, w jaki sposób będzie się ją czytać. Bo celem jej, rzecz
    jasna, nie było uprawianie spekulacji na temat życia diabłów, lecz rzucenie z nowego punktu
    widzenia wiązki światła na życie ludzi.

    Słyszałem, że nie jestem w tej materii pierwszy i że już ktoś w siedemnastym wieku napisał
    listy do diabła. Nie miałem tej książki w ręku. Przypuszczam, że jej treść miała charakter raczej
    polityczny. Lecz chętnie przyznaję się do zawdzięczania czegoś książce Stephena McKenny
    Confessions of a Well-Meaning Woman. Związek może nie być oczywisty, lecz można tam znaleźć
    taką samą moralną inwersję – rzeczy czarne jako zupełnie białe, a białe zupełnie czarne – i humor
    wynikający z faktu przemawiania poprzez całkowicie pozbawioną humoru personę. Myślę, że mój
    pomysł duchowego kanibalizmu przypuszczalnie zawdzięcza coś okropnym scenom „absorbowania”
    w zapomnianej już książce Davida Lindsay’a Voyage to Arcturus.
    Imiona moich diabłów wzbudzały dość duże zaciekawianie i było wiele prób wyjaśnień –
    wszystkie błędne. Prawda jest taka, że zmierzałem tylko do tego, aby uczynić je niemiłymi – i tutaj,
    być może, mam coś do zawdzięczenia Lindsay’owi – jeśli chodzi o brzmienie. Z chwilą gdy imię
    zostało już wynalezione, mogłem spekulować, jak każdy inny (nie będąc bardziej uprawniony niż
    ktokolwiek inny) fonetycznymi skojarzeniami, które powodowały nieprzyjemny efekt. Wyobrażam
    sobie, że słowa Scrooge, screw, thumbscrew, tapeworm i red tape, wszystkie odgrywają jakąś rolę
    w imieniu mego bohatera) i że slab, slobber, slubber i gob weszły wszystkie do imienia Slubgob3).
    Niektórzy prawią mi niezasłużone komplementy sugerując, że moje Listy były dojrzałym
    owocem wieloletnich studiów w zakresie teologii moralnej i ascetycznej. Zapominają, że istnieje
    równie niezawodny, choć cieszący się mniejszym zaufaniem, sposób poznania, jak odbywa się
    kuszenie. „Me serce – nie potrzeba mi innych – ukazuje mi niegodziwość tego, co grzeszne.”

    Często proszono mnie czy doradzano, bym uzupełnił napisane pierwotnie Listy, lecz przez
    wiele lat nie miałem do tego najmniejszej ochoty. Chociaż nigdy nie napisałem niczego z większą
    łatwością, to jednak również nigdy nie pisałem niczego z mniejszym zapałem. Łatwość ta wynikała
    niewątpliwie z faktu, że pomysł listów diabolicznych, z chwilą gdy się nad nim zastanowić, rozwija
    się już dalej samorzutnie, podobnie jak pomysł z liliputami i olbrzymami u Swifta czy medyczno-
    etyczna filozofia w książce Erewhon, czy Garuda Stone u Ansteya. Pomysł taki poniósłby autora
    nawet przez tysiąc stronic, gdyby mu pofolgować. Lecz mimo iż było rzeczą łatwą nagiąć swój umysł
    do przyjęcia postawy diabolicznej, nie było to zabawne, w każdym razie nie na dłuższą metę.
    Związany z tym wysiłek powodował swego rodzaju duchowe odrętwienie. Świat, w który musiałem
    się przenieść, przemawiając przez Screwtape’a, był pełen pyłu, piasku, pragnienia i rozdrażnienia.
    Każdy ślad piękna, świeżości i łagodności musiał być z niego wykluczony. Zanim skończyłem pisanie,
    atmosfera ta omal mnie nie zadusiła. Gdybym je kontynuował, zadusiłaby moich czytelników.
    Ponadto żywiłem do mojej książki żal za to, że nie była inną książką, taką której nikt nie
    będzie mógł napisać. W sytuacji idealnej rady Screwtape’a, kierowane do Piołuna, winny być
    zrównoważone radami archanielski- mi, skierowanymi do opiekującego się pacjentem anioła stróża.
    Bez tego obraz ludzkiej egzystencji jest zniekształcony. Lecz któż byłby w stanie wypełnić tę lukę?
    Nawet gdyby ktoś – a musiałby być kimś o wiele lepszym ode mnie – potrafił wznieść się na
    wymagane wyżyny duchowe, to jakim „adekwatnym stylem” mógłby się posłużyć? Bo styl ten byłby
    w istocie częścią treści. Same porady to jeszcze za mało; każde zdanie musiałoby mieć w sobie
    zapach Nieba. A w dzisiejszych czasach, gdyby nawet ktoś potrafił posługiwać się prozą jak sam
    Traherna, nie pozwolono by mu, bo kanon „funkcjonalizmu” pozbawił literaturę możliwości pełnienia
    połowy jej funkcji. (Istotnie, każdy ideał stylu dyktuje nam nie tylko, jak powinniśmy opisywać
    rzeczy, lecz jaki rodzaj rzeczy możemy opisywać.)

    Z czasem, w miarę upływu lat i w miarę jak wspomnienia tej dusznej atmosfery
    towarzyszącej pisaniu Listów zacierały się w pamięci, zaczęły przychodzić mi do głowy różne
    pomysły, które domagały się jakoś potraktowania ich w stylu listów Screwtape’a. Postanowiłem
    sobie, że nigdy już nie napiszę dodatkowego Listu. Pomysł napisania czegoś takiego jak wykład lub
    „przemówienie” błąkał się niewyraźnie w mojej głowie co jakiś czas odżywając, to znów popadając w
    zapomnienie, lecz pozostawał ciągle niezrealizowany. Potem nadeszło zaproszenie od „The Saturday
    Evening Post” – i to było naciśnięciem języczka spustowego.

    C.S. Lewis Magdalene College, Cambridge18 maja 1960

    3 Scrooge – postać z książki A Christmas Carol Charlesa Dickensa; screw – śruba; thumbscrew – (hist.) jedno z
    narzędzi tortury; tapeworm – tasiemiec; red tape – biurokracja; slob – niechluj; slobber – ślinić, slubber – partaczyć;
    gob – gęba (przyp. tłum.)

    https://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:IWwxiUrg_UgJ:https://tadeuszczernik.files.wordpress.com/2011/04/lewis-clive-staples-_-listy-starego-diabc582a-do-mc582odego1.pdf+&cd=16&hl=pl&ct=clnk&gl=pl&client=firefox-b

  45. Boydar said

    https://tadeuszczernik.files.wordpress.com/2011/04/lewis-clive-staples-_-listy-starego-diabc582a-do-mc582odego1.pdf

  46. Wieloimienny said

    Re 20

    Brawo! Sam chciałem to napisać.

    Biblia nie jest na indeksie i narodziło się jehowych oraz znawców od „usuniętego” drugiego przykazania i obrazów.

  47. Wieloimienny said

    „To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia. Nie z woli bowiem ludzkiej zostało kiedyś przyniesione proroctwo, ale kierowani Duchem Świętym mówili od Boga święci ludzie.”

    2P 1, 20-21

  48. wow said

    Niby co złego w obrazie „Jezu ufam Tobie”, Chrystus na tym obrazie jest obiektywnie piękny i robi na nas, wierzących wrażenie. Poza tym powstały 4 wersje obrazu autorstwa różnych malarzy-artystów, bo nie każda odpowiadała Faustynie. Jeden oryginał jest w Wilnie, drugi w Białymstoku, trzeci w Krakowie (ten ponoć „prawidłowy”), a jeden spłonął w powstaniu warszawskim. Ja uważam , że Koronka jest jakąś taką mroczną modlitwą, nie mam do niej zaufania chociaż czy ktoś z tutaj obecnych z ręką na sercu stwierdzi, ze jej mówienie może być szkodliwe dla mówiących?

    Apropo świętych i błogosławionych katolickich to po zniesieniu instytucji „adwokata diabła” w 1983 r. w zasadzie trzeba by każdego jeszcze raz weryfikować. Jednym z ostatnich prawidłowo wyniesionych świętych był św. Maksymilian Maria -Kolbe.

  49. Niektórzy to sobie myślą, że mogą świat zmienić myślą (modlitwą). 🙂
    Od dłuższego czasu (patrz: sprawa owocowej Ewy) możemy świat zmieniać, ale wyłącznie ciężką pracą. Tak, jak nam to Bóg obiecał.

  50. Boydar said

    Można, można, Panie Krzysztofie. Tylko wiarę trzeba mieć, choć tak małą jak …

  51. Ad. 50

    Można? Przykłady proszę… 🙂

    Mam serdecznie dość tej babskiej histerii w Kościele…

  52. NICK said

    P. Krzysztof, raczej świadomie, zawarł bliskie mi hasło-tezę: „dość tej babskiej histerii w Kościele…”.

    NIE piszę o przypadkach. Świętych niewiast.
    Niektórych.
    Świętych.
    Nie objawiających swe prawdy.

  53. Boydar said

    Przykłady ? A proszę bardzo, np. ja. Co pomyślę to prawie wszystko się dzieje. Owszem, staram się zawsze odgadywać wcześniej czy dany koncept zgodny jest z Bożym Planem, ale cóż to zmienia w istocie sprawy ?

    Co innego, gdybym czynił rzeczy nadnaturalnie a Bogu przeciwne; wtedy byłbym pospolitym czarownikiem kabalistą, a to przecież grzech i wstyd.

  54. NICK said

    Czyn jest Nam obcy, Lubelaku.
    Modlitwa jest pomocą.

    Do ziemi. Spraw ludzkich. Do czynu. Do walki. Do poddania Bogu wreszcie i nie na końcu.

    Nie jesteśmy, My, dzisiejsi, wykonawcami woli Boga.

    Spłycając, NIE ewangelizujemy.

    Ni czynem.
    Ni, nawet, modlitwą.

  55. Joannus said

    Ad 40
    ”Panie Joannus propaguje pan niepotwierdzone informacje o Aniele Portugalii i uwiarygadnia pan bzdury s. Faustyny, zmienia pan teologię katolicką. Stawia pan objawienia prywatne, pozabiblijne fatimskie (tutaj zmyślone bez imprimatur) nad Nieomylne Magisterium Kościoła Katolickiego.”

    Co za arsenał zarzutów, nie wiem do jakich słów moich odnoszonych.
    Te niby ”pozabiblijne fatimskie” objawienia jakoby zmyślone, dają świadectwo choroby zaślepienia, pychy i sprzeciwu wobec woli Najświętszej Panny Maryi- Królowej Różańca świętego.

    Zajmij się człowieku czym innym, a nie wciskaj argumentacji swoich guru owładniętych duchem Kalwina i Lutra.
    Poszukaj też sobie, kto i dla czego, od samego początku na wszelkie sposoby podważał prawdziwość objawienia NPM w 1917 r. w Fatimie. I zrozum , że jesteś duchowo z nimi.

    Muszę jednak jakoś też podziękować, chociażby za cytowane słowa, bo dały mi ostateczny dowód sedewakantystycznego zakłamania. Nieodległe to lata kiedy podobnie ks. Trytek powołując się na Magisterium, przeczył prawdziwości Objawienia NPM w La Salette.

  56. Boydar said

    Cała Gajówka to jedne wielkie dzieło ewangelizacji. Wprowadzanej po równo – dobrym słowem i łopatą; tak jak nakazał Chrystus.

    Skąd Pan wie, czy zanosimy modły czy nie ? Ja modlę się codziennie, „bądź Wola Twoja„, i o wszystko inne też, ale już nie tak uparcie.

  57. NICK said

    Tak zapoznaję sobie i Wam.

    Wszystkie (12)? objawień Matki Naszej.
    Tych uznanych przez Kościół Katolicki Prawdziwy.
    Nie stoi we sprzeczności z Nauką Jezusa.

    Ale.
    Właśnie.
    Dalej stoimy w miejscu.
    Powraca zasadne pytanie.
    KTO, dlaczego i w jaki sposób może interpretować NAUKĘ Jezusa.

    Odpowiedź niedawno była.

    P. Listwa odpowiedział zrozumiale.

  58. NICK said

    Eee.

    Jaka była wola Boga?

    Ech.
    Interpretacja naturszczyka jest zawarta dość ściśle.
    W jego uprzednich wpisach.

    P.S. Idę spać. Jutro do pracy.
    Siermiężnej.

  59. Marek said

    Marek said
    2018-10-10 (środa) @ 10:43:23

    To przeczytałem ze strony: http://www.duchprawdy.com/s_medarda_zofia_wyskiel_widzenia.htm

    Rozmowy z Jezusem Chrystusem, Duchem Świętym i Maryją Matką Najświętszą (Poznań, 1958-1971)
    ===
    Proszę sobie zmienć podpis i nie używać „Marek”

  60. Judasz said

    No to teraz po tych ” fałszywych” objawieniach zaczynam wierzyć w płaską Ziemię. Autora tekstu powierzam Miłosierdziu Bożemu ofiarując koronkę w jego imieniu. Niech każdy kontakt z diabłem tak jak w przypadku św Faustyny służy zbawieniu świata, bo kontakt autora z bogiem lewaków skończył się własnie tymi pisanymi bredniami.

    ——
    Sam pan jesteś brednią.
    Admin

  61. Semper said

    re 34

    Joannus said
    2018-10-09 (wtorek) @ 17:05:01

    Ad.18
    ”Nie rozumiejąc zwrotu „…ofiaruję Ci Ciało i Krew… Jezusa…” zapytaliśmy starego księdza, …”

    W modlitwie Anioła są takie słowa ” ..ofiaruje Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecne na ołtarzach całego świata…”. Modlitwy tej nauczył odmawiać trójkę wizjonerów fatimskich, Anioł patron Portugalii, przygotowując ich do spotkania z Najświętszą Panną Maryją.

    Co za arsenał zarzutów, nie wiem do jakich słów moich odnoszonych.

    zacietrzewiony sekciarzu dewoto Joannus, nie znasz dokumentów dot. pozabiblijnego Objawienia z Fatimy co KK zatwierdził a co nie.
    Modlitwy Anioła Portugalii, Pokoju tam nie ma, więc wymyślasz swoją sektę – jesteś we wspólnocie z Lutrem.

    teologicznie sprzeczność nie można ofiarować bóstwa bóstwu, Bogu Ojcu, Boga Jezusa

    podobieństwo między Koronką do miłosierdzia Bożego wg fałszywych objawień siostry Faustyny Kowalskiej a fałszywą modlitwą Anioła Pokoju Portugalii z Fatimy z 1916r opublikowaną dopiero w 2002r!

    ====
    Koronka do Miłosierdzia Bożego
    Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew,

    Duszę i Bóstwo

    najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata

    ====
    Zjawienie się Anioła

    na podstawie Wspomnień Siostry Łucji
    tekst zatwierdzony przez Biskupa diecezji Leiria

    Fatima, grudzień 2002!!!
    =====

    Modlitwa z 2002r podyktowana przez rzekomego anioła dzieciom w Fatimie w 1916r – brak potwierdzenia przez Kościół Katolicki, dopisana po latach?

    Tak uczył w 1916 r? Anioł Pokoju dzieci w Fatimie się modlić:

    Trójco Przenajświętsza, Ojcze, Synu, Duchu Święty, oddaję Wam cześć głęboką i ofiaruję Najdroższe Ciało, Krew,

    Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa,

    obecne we wszystkich tabernakulach całej ziemi, jako wynagrodzenie za zniewagi, świętokradztwa i obojętności, którymi ludzie obrażają Jezusa. Przez nieskończone zasługi Najświętszego Serca Jezusa i wstawiennictwo Niepokalanego Serca Marii modlę się o nawrócenie grzeszników.

    Daruj sobie mieszanie do tego księdza Trytka, skoro wbrew Kościołowi Katolickiemu propagujesz niezatwierdzone modlitwy ( ale zapewniali że z Fatimy!) sprzeczne z Dogmatami Wiary.

  62. Listwa said

    @ 61 Semper

    Raczej sam jesteś zacietrzewiony sekciarz i dewot. Gdzie pan Joannus mieszał do tego ks. Trytka? sam coś mieszasz.
    Oczywiście że sedewakantysci mają zwichnięcie w temacie Bractwa Piusa X.

    Niedawno pewna grupa sedewakantystów, równiez ze zbokiem przeciw Bractwu Piusa X i przeświadczeniem o swej nieomylności, miała pretensje do ks. Trytka, ze ten odwiedził Rzym. Poczuli się zdradzeni. Śmiechu warte.

    „W modlitwie Anioła są takie słowa ” ..ofiaruje Tobie Przenajdroższe Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa Chrystusa, obecne na ołtarzach całego świata…”.”

    – tej treści modlitwę podaja źródła . O co ci chodzi dewoto?

    W Starym Testamencie są słowa Chrystusa : „Ofiar już nie chciałeś i utworzyłes mi ciało. Więc idę” (chodzi o ofiary starotestametalne według starotestamentalnych przepisów)

    Jezus Chrystus ofiarował sie jako ofiara za grzechy ludzi aby wyrwać ich ze szpon szatana i smierci. Sam stał sie ofiarą wypeniającą starotestamentalne przepisy. Dlatego powiedział „nie przyszedłem zmienić prawa lecz go wypełnić. Nawet jota ne ulegnie zmienie aż się wszystko wypełni”

    Obrazę wszechmogacego i nieograniczoengo Boga może ukoić tylko ofiara na miarę wszechmogacego i nieograniczoengo Boga. To dlatego jedynie ofiara Chrystusa jako jedyna mogła naprawić powstałe zło z winy szatana i ludzi i przebłagać Pana Boga, aby ten zlitował sie, puścił w niepamięć zło i grzech, przywrócił przyjaźń z człowiekiem, otworzył bramy nieba.

    W innym wypadku skazani bylibysmy na wieczne piekło i potępienie zdala od Pana Boga. Żadna ofiara , działanie, modlitwy, dążenia, walka, nie była wstanie nic przywrócić i naprawić poza dobrowolna ofiarą z miłosci do ludzi Jezusa Chrystusa.

    Tylko ofiara Chrystusa, która jest także celebrowana na każdej prawdziwej i ważnej Mszy sw, jest przebłaganiem na miarę potęgi Boga.

    Ps. W oryginalnych objawieniach fatimskich wcale nie ma mowy o błędach Rosji. Bylo trochę inaczej Postaram się niedługo o tym napisać.

  63. Listwa said

    Ad 55

    Tutaj jest te „mieszanie ks. Trytka”
    „ks. Trytek powołując się na Magisterium, przeczył prawdziwości Objawienia NPM w La Salette”

    – jak negował to negował, z faktami nie ma co dyskutować. Zdarza się sedewakantystom różne rzeczy negowac.
    Nie mozna kwestionowac Fatimy, czy cudu słońca widzianego przez co najmniej 70 000 ludzi, także masonów, tylko dlatego , ze nie ma nic na jej temat w Biblii.

    Fatima nie kwestionuje Biblii.

Umieść kropkę albo > bezpośrednio przed linkiem do obrazka lub filmu, aby go na razie nie wyświetlać. Rób akapity w dlugich tekstach. Zobacz też https://marucha.wordpress.com/cenzura/ odnośnie cenzury, pisania komentarzy etc.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s